•  

    pokaż komentarz

    narciarstwo poza jakimiś ekstremalnymi typu zjeżdżanie z z szczytu k2 na pewno nie jest tak niebezpieczne jak żużel, a f1 zrobiło olbrzymi postęp w kwestii bezpieczeństwa, kiedy ktoś ostatnio zginał albo doznał ciężkiej kontuzji ? Nie ma porównania

    •  

      pokaż komentarz

      @arcyzuzel: W 2017 zginął David Ferrer prowadzący Marcha 701 (z lat 1970-1971). Jeśli chodzi o F1 bieżącą (tzn. aktualną, mistrzowską), to w 2014 Jules Bianchi (Marussia MR03) miał wypadek, po którym nigdy nie odzyskał przytomności i zmarł po niecałych 10 miesiącach. W 2013 podczas GP Kanady zginął Mark Robinson (obsługa toru).

    •  

      pokaż komentarz

      @arcyzuzel: Nie no, pisanie o F1 w takich artykułach to czysty populizm i tania sensacja. Jasne, należy pamiętać o Binachim, ale relatywnie śmierci i poważnych kontuzji w F1 jest mało, przynajmniej jak chodzi o zawodników. Jeśli chcemy mówić o niebezpieczeństwie, to raczej ogólnie o w sportach lub rajdach samochodowych, bo w innych seriach dochodzi częściej do poważniejszych w skutkach wypadków.

      Ostatni taki głośny w świecie motorsportu wypadek to zdarzenie Billy Mongera w wyniku którego stracił obie nogi, ale to była seria F3. A już ironią losu bywa fakt, że ludzie startujący na żużlu czy F1 najpoważniejsze urazy doznają poza areną swojej dyscypliny. Schumacher na nartach z rodziną, Gollob na crossie i to też nie żadnych zawodach, a treningu...

  •  

    pokaż komentarz

    F1 i śmierć, dobre sobie. Obecne przepisy bezpieczeństwa zupełnie to wykluczają

  •  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez autora