•  

    pokaż komentarz

    3 Z

    Zakuj, zdaj, zapomnij. Dlatego szkoły muszą być prywatne. Ewentualnie może być bon edukacyjny do 16 roku życia, później całkowicie prywatne z możliwością kredytu państwowego

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: prywatne? Różnie to mogłoby wyglądać... czasem świetna szkoła...a czasem prywatne folwarki szkolne dla dyrektorów Januszy, świrów religijnych, prawackich oszołomów typu wierzę w spisek jaszczuroluda, lewackich zboczeńców, nawiedzonych zdziwaczałych bab...
      ...oj mogłyby wyhodować się placówki.

    •  

      pokaż komentarz

      prywatne? Różnie to mogłoby wyglądać... czasem świetna szkoła...a czasem prywatne folwarki szkolne dla dyrektorów Januszy, świrów religijnych, prawackich oszołomów typu wierzę w spisek jaszczuroluda, lewackich zboczeńców, nawiedzonych zdziwaczałych bab...

      @Tolstoj-kot: To jest wybór rodziców gdzie chcą posłać dziecko.
      Ludzie głosowaliby pieniędzmi więc jakieś koszmarne placówki zbankrutowałyby dość szybko...

      Nie my jesteśmy od tego, żeby ludziom mówić czego mają uczyć swoje dzieci, a minister to urzędnik który gówno zje jak mu "góra każę", dzieciaki i ich wiedza go najmniej interesują.
      Przecież np. pisali podstawę programową jakieś 2 lata temu i później bali się ujawnić kto to pisał....

      Na szczęście, pewnie jakieś 99% rodziców kocha swoje dzieci i pośle je w miejsce które jest dla dzieciaków najbardziej odpowiednie, oczywiście wg mniemania rodziców.

      Po twojej wypowiedzi wnioskuje iż posłalibyśmy dzieci do różnych szkół - to jest ok.
      Ty wybierasz czego mają się uczyć twoje dzieci, a ja wybieram czego mają uczyć się moje.
      Nasze dzieci spotkają się za jakiś czas, na rynku pracy, na "rynku matrymonialnym" i też będą konkurować.... ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @KazPL Właśnie, rodzice głosujący pieniędzmi. Jak to sobie wyobrażasz?

      "Dlaczego moje bardzo zdolne dziecko nie ma samych piątek? Zabieram je i moje pieniądze przenoszę do innej szkoły"

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81 zasadniczo oceny nie będą nic warte, wszystko będzie opierać się na egzaminach wstępnych

    •  

      pokaż komentarz

      @Tolstoj-kot: Radykałów trzeba by likwidować.

      Zostawić programowo j.Polski, Historię i matemetykę.

    •  

      pokaż komentarz

      @KazPL: Twój liberalizm ma bliżej do komunizmu niż jakikolwiek inny. Mowa to oczywiście o systemowym skazaniu części jednostek na niedolę w imię oczywiście bzdurnych pomysłów. Otwarcie mówisz, że 1% dzieci będzie tym systemem pokrzywdzonych i na to się jak rozumiem godzisz. To jest niedopuszczalna pogarda dla ich człowieczeństwa i każdy wolnościowiec z odrobiną rozumu powinien krzyczeć non possumus.

      Nie rozumiem tego p!$?#%!enia o państwowych dzieciach, czy dzieciach rodziców. Dziecko od urodzenia jest pełnoprawnym człowiekiem, który niezależnie od tego w jakiej rodzinie się rodzi powinien mieć społecznie gwarantowane prawa osobiste. Państwo musi pilnować ich interesu, tak samo jak chroni dorosłych przed innymi dorosłymi. Dopasowana ochrona obejmuje kontrolę sprawowania władzy rodzicielskiej oraz wsparcie w walce o swój dobrobyt - tj. zapewnienie uczciwych warunków do realizowania ambicji tym, którzy ją posiadają.

      Prywatne szkoły owszem, ale zapewniające najwyższe standardy, albo nara. To można osiągnąć pełną konkurencyjnością w ofercie i surową kontrolą państwową w zakresie standardów jakościowych i realizacji praw jednostek-dzieci.

    •  

      pokaż komentarz

      @MinisterPrawdy: Jaki 1%? Od kiedy to edukacja coś zmieniła w życou Romów? Czytać i pisać każdy nauczy się sam, a potem do roboty. Wciskanie na studia ekspedientek supermarketów i fryzjerek to głupota. Mam znajome po studiach, które żyją z malowania paznokci.

    •  

      pokaż komentarz

      Jaki 1%? Od kiedy to edukacja coś zmieniła w życou Romów?

      @lavinka: Chodziło mi o to stwierdzenie, sory za uproszczoną matematykę:

      Na szczęście, pewnie jakieś 99% rodziców kocha swoje dzieci i pośle je w miejsce które jest dla dzieciaków najbardziej odpowiednie, oczywiście wg mniemania rodziców.

      Na etapie projektowania jakichś rozwiązań mówienie, że jakaś cześć niestety się nie załapie, jest karygodne i niedopuszczalne, tym bardziej, że postulat prywatnych szkół łączy się z myślą liberalną, a zatem jest podwójnie nieznośny, bo w imię reformy pomija słuszny interes jednostki, rdzeń całej idei.

      W życiu Romów edukacja zmienia ich zycie o ile dzieci są w jakiś sposób chronione przed tą cywilizacyjną dziczą, tak samo jak powinny być chronione przed małżeństwami w wieku 10 lat, które też u Romów są dopuszczalne.

      Reszta to już są twoje wymysły o szkolnictwie wyższym w wątku o edukacji do 18 roku życia, do czego się nie odnosiłem i nie będę.

    •  

      pokaż komentarz

      3 Z

      Zakuj, zdaj, zapomnij

      @wypokowy-egzorcysta: nie w każdym kraju tak wygląda, in dalej na wschód tym więcej wkuwania im dalej na zachód tym mniej

    •  

      pokaż komentarz

      prawackich oszołomów typu wierzę w spisek jaszczuroluda

      @Tolstoj-kot: jaki k??#a spisek jak wczoraj jednego prawie złapałem? Od razu wpadł mi w oko, poczekałem aż zatrzyma się przy sygnalizacji świetlnej, zadrapałem go po dłoni żyletką i w mig zaczął broczyć na zielono z takim charakterystycznym dymem

    •  

      pokaż komentarz

      @Czesterek: Nie widzę potrzeby czekać 10 lat na reformy. Wolę dostać pieniądze w powrotem i sam sie rządzić. Ty możesz sobie czekać, jak chcesz.

      U mnie nowa szkoła z takim programem jaki mi się podoba, powstanie w rok, a publiczna zawsze bedzie upolityczniona i hujowym programem

    •  

      pokaż komentarz

      Ty możesz sobie czekać, jak chcesz.

      @wypokowy-egzorcysta: gdzie napisałam że chcę czekać?

      U mnie nowa szkoła z takim programem jaki mi się podoba, powstanie w rok

      @wypokowy-egzorcysta: znaczy się gdzie i jaka szkoła?

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: To co mówisz nie wynika z państwowości szkół, tylko z wymagań programowych. Dopóki kolejne kawałki wiedzy będą podawane jako osobne bloki, bez konieczności odwoływania się do poprzednich tematów dopóty będzie panowała zasada 3Z. Dopóki wiedza będzie podawana bez uzasadnienia, że jest potrzebna dopóty będzie 3Z. Bo nikomu się nie chce poświęcać wysiłku na utrwalanie, jak nie widzi w tym sensu.

      A patrząc po cenach edukacji w innych krajach oraz przekroju zarobków (nawet zakładając że cały koszt pracodawcy trafi do pracownika), to przynajmniej 30% rodziców nie będzie stać.

    •  

      pokaż komentarz

      @Tolstoj-kot: ja posłałem swoją dwójkę dzieci do prywatnej, koszt całkowity 1000 miesięcznie (czesne i dojazdy). I wiesz co, odpoczołem psychicznie. I w związku z tym, że to prywatna szkoła, to rodzice nie mają nic do gadania. Twardą ręką rządzi dyrektorka, boi się jej nawet starosta, sędziowie i prokuratorzy którzy posłali też swoje dzieci absolutnie nic nie mają do gadania w kwestii wychowywania dzieci przez szkołę. I całe to towarzystwo wychwala tą szkołę

    •  

      pokaż komentarz

      przynajmniej 30% rodziców nie będzie stać.

      @Massad: baja baju. Wyjdzie to samo, albo nawet taniej

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: Dziecko. Poczytaj o tym jak to wygląda na świecie.
      Nie wyjdzie taniej. Każda placówka będzie musiała prowadzić reklamę, mieć kilka osób do księgowości. Do tego wzrośnie skutecznie presja płacowa nauczycieli. I koszty finansowania gwałtownie podskoczą.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Dziecko, właśnie Ci znalazłem. Przeciętny koszt utrzymania ucznia w szkole podstawowej i gimnazjalnej to ok 8000zł roczne.

      Prywatne szkoły zaczynają się od 5400zł rocznie. Więc nie p@?$##@ kocopołów. Żegnam

      https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/823177,jak-wydawane-sa-pieniadze-na-edukacje.html

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: Tylko prywatna szkołą dostaje tą samą dotację budżetową co państwowa i do tego pieniądze rodziców. Więc taka szkoła gdzie rodzić płaci 5400 ma na ucznia 8000 + 5400 = 13400 (no gdzieś trzeba odjąć VAT chyba z części którą płaci rodzic)

    •  

      pokaż komentarz

      Twój liberalizm ma bliżej do komunizmu niż jakikolwiek inny. Mowa to oczywiście o systemowym skazaniu części jednostek na niedolę w imię oczywiście bzdurnych pomysłów. Otwarcie mówisz, że 1% dzieci będzie tym systemem pokrzywdzonych i na to się jak rozumiem godzisz. To jest niedopuszczalna pogarda dla ich człowieczeństwa i każdy wolnościowiec z odrobiną rozumu powinien krzyczeć non possumus.

      @MinisterPrawdy: Jestem odporny na takie głodne kawałki, sumienie mam własne i wywieranie poczucia winy u mnie nie działa. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Cóż, jeżeli uczepiłeś się tego 1%, to przechodzimy w tryb matematyczny: o wiele więcej niż 1% uczniów obecnie:
      - jest skrajnie niedouczonych
      - brak warunków do rozwoju zgodnego z naturalnymi predyspozycjami/skłonnościami
      - kadra nauczycielska która nie ma pojęcia o pedagogice
      - brak odpowiedniej infrastruktury, szczególnie jeżeli chodzi o rozwój fizyczny
      - brak indywidualnego podejścia do ucznia (kołchoz)
      - ABSOLUTNY brak autorytetu wśród kadry
      - można by wymieniać długo, bo nie zawsze, nie wszędzie, ale poszczególne problemy występują w wielu miejscach z różnym nasileniem.

      Po prostu obecny system też krzywdzi, i to bardzo - ciężko to policzyć, bo jak stwierdzić że np w wieku 30lat ktoś ma zwyrodnienie kręgosłupa bo nie widział basenu i siedział na krzywym krześle?
      Jak policzyć, że ktoś mógłby zostać np genialnym fizykiem, ale nie został bo miał kretyna nauczyciela którego i tak właściwie nie było przez pół roku i były zastępstwa?
      Ale wszyscy są w tym samym gównie, jak to w socjalizmie i zdążyli się już przyzwyczaić, w związku z czym nawet nie wiedzą że może być inaczej....

    •  

      pokaż komentarz

      Zakuj, zdaj, zapomnij. Dlatego szkoły muszą być prywatne

      @wypokowy-egzorcysta: a co to pomoże skoro prywatne szkoły też mają narzucony program do zrealizowania? Przy okazji skazujesz masę dzieci na brak edukacji, zostawiając przy tym dostęp do wiedzy dla nielicznych. Co zaowocuje problemami społecznymi w przyszłości.

    •  

      pokaż komentarz

      Tylko prywatna szkołą dostaje tą samą dotację budżetową co państwowa

      @Massad: Źródło. Najlepiej z przeliczeniem, ile średnio przypada dotacji na 1 ucznia w PL

    •  

      pokaż komentarz

      @Banek5000: Co za brednie. Jeżeli ktoś jest mentalnym debilem, to najlepsza szkoła mu nie pomoże. Trochę wiary w ludzi.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: No to super. Otwieram szkołę, biorę 10 bachorów i kasuję 6,5 miesięcznie.

      Chyb tak to działa, co nie?

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: Jak ci rodzice powierzą dzieci, oraz będziesz miał odpowiednich specjalistów w zależności od wieku dzieci (nauczycieli nauczania podstawowego dla 1-3, nauczycieli przedmiotowych dla lat wyższych) to tak. Tylko ci nie zostanie dużo z tego 6.5k miesięcznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Czesterek: No właśnie. Trzeba to wszystko odregulować, uprościć i sprywatyzować.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Tak, specjalistów, profesorów, doktorów, logopedów, psychologów do nauki w podstawówce xD. Niech mnie w dupe cmokną z tym komunizmem.

    •  

      pokaż komentarz

      @MinisterPrawdy: Dzieci Romów nie są przed niczym chronione. Tak jak dzieci patoli, które kończą szkołę średnią bez umiejętności czytania i pisania.

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: Każda szkoła społeczna lub państwowa dostaje dotację nawet przy edukacji domowej, jeśli dziecko do niej nie chodzi tylko jest zapisane. Ok.2kafli.

    •  

      pokaż komentarz

      Co za brednie. Jeżeli ktoś jest mentalnym debilem, to najlepsza szkoła mu nie pomoże. Trochę wiary w ludzi.

      @wypokowy-egzorcysta: Po twoim pierwszym zdaniu to tą wiarę powoli tracę.
      Może rozwiniesz temat z czym bredziłem? Czy z tym że prywatne szkoły też mają rządowy program czy może z tym że nie każdego na prywatną edukację będzie stać? Mam pewne wrażenie że nasłuchałeś się Korwina i teraz powtarzasz jego protokół 4,9% o prywatnych szkołach.

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: prywatne nie znaczy, że dobre. Do tego przypomnę, że w szkołach prywatnych naparza się normalnie materiał taki jak w publicznych.

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta: prywatne? W Chinach robi się wszystko,aby dzieci nie nauczyć,a były szczęśliwe. W podstawówce się bawią,a w średniej dostają zbyt dużo materiału i przez zaległości nic nie rozumieją.

    •  

      pokaż komentarz

      @alteron: kiedyś były egzaminy: do liceum, na studia... egzaminy WSTĘPNE a nie tam żadne egzaminy po gimbazie. I na studiach było znacznie mniej ludzi. Sporo odpadało. Ja pamiętam, że do liceum musiałem zdawać polski, matmę, język i wybrany przedmiot. Ja się dostałem, kolega nie. Przy braku egzaminów moglibyśmy się dostać obaj. On dalej by się ślizgał, a potem z takim samym papierem poszedł na rynek, który wobec braku wiedzy i umiejętności by po prostu psuł. I tak właśnie myśli sporo ludzi - byle się prześlizgnąć jakoś, a rodzice im to ułatwiają. Szkoły prywatne już pozbyły się problemu wieku niemowlęcego czyli braku funduszy na wszystko. W niewielu miejscach jest tak, że płacisz i przechodzisz. U mnie na studiach, na zaoczynych, po pierwszym roku z sześciu grup zostały cztery. Jedna trzecia odpadła, po prostu. I dobrze.

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego szkoły muszą być prywatne.

      @wypokowy-egzorcysta: Zaoszczedzona pieniadze wydalo by sie na wybudowanie 20 metrowego muru oddzielajacego bogatych wyskztalconych wladcow Polski of 99% reszty biednego, glupiego i pozbawionego wszelkich praw plebsu...

    •  

      pokaż komentarz

      @inz-bieda: Fajnie, tylko ja jestem niewykształcony i zarabiam dobrze. Sam się dokształciłem i wyszło mi to dużo lepiej niż bym siedział w szkole. Tak prawdę mówiąc, straciłem 3 lata w zawodówce. Mogłem w tym czasie zrobić 2 dobre kursy i pójść do pracy. Nikt z mojej klasy nie pracuje w zawodzie, strata pieniędzy podatników. Jakby zapłacili z włsnej kieszeni, albo musieli by oddać piniądze za szkołe, zastanowili by się 100x zanim coś zrobią.

      Ze wszystkich znajomych może połowa pracuje zgodnie z wykształceniem, reszta nie znalazła pracy, albo porobili prywatne kursy/szkoły

    •  

      pokaż komentarz

      ja jestem niewykształcony i zarabiam dobrze.

      @wypokowy-egzorcysta: No i mamy obraz spoleczenstwa pozbawionego oswiaty piublicznej. No bo skoro mozna dojsc do duzych pieniedzy bez siedzenia w szkole to pieniadze na ksztalcenie dzieci lepiej wydac na skrzynke wodki, nowe samochod albo telefon komorkowy. Skonczylo by sie to armią niewysztalconych debili ktorzy albo robili by za miske ryzu albo kradli - wiec trzeba by sie od nich odgrodzic np. 20 metrowym murem.

    •  

      pokaż komentarz

      "Dlaczego moje bardzo zdolne dziecko nie ma samych piątek? Zabieram je i moje pieniądze przenoszę do innej szkoły"

      @arekb81: Przecież takie coś rynek zweryfikowałby w ciągu kilku lat.
      Ludzie szybko by się nauczyli, że 3 w jednej szkole daje ich dzieciom lepszy wjazd na studia niż 6 w innej. Byłyby rankingi, byłaby renoma szkoły i byłyby takie gówno szkoły gdzie każdy ma 5, a byłyby elitarne gdzie 3.0 to zajebista średnia.

    •  

      pokaż komentarz

      Prywatne szkoły owszem, ale zapewniające najwyższe standardy, albo nara. To można osiągnąć pełną konkurencyjnością w ofercie i surową kontrolą państwową w zakresie standardów jakościowych i realizacji praw jednostek-dzieci.

      @MinisterPrawdy: Jak można to super, ale wściekasz się o zostawienie 1% na pastwę losu, a ile % teraz ma c?$!%wą edukację? Coś mi się zdaje, że znaczna część systemu szkolnictwa to gówno. Rynek prywatny już teraz kwitnie w postaci korepetycji mimio, że teoretycznie każdy ma równy dostęp do edukacji. Tak wygląda właśnie komunizm. Nie można zapominać o 1% więc 99% też ma mieć c?$!%wo. c?$!%wo, ale równo.

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego szkoły muszą być prywatne.

      @wypokowy-egzorcysta: ale przecież obecnie masz szkoły prywatne. mój syn do takiej chodził. tak jak piszą inne osoby w komentarzach "że musi być wybór", to ja uważam że obecnie jak najbardziej jest wybór. możesz wybrać do jakiej szkoły posłać swoje dziecko.

    •  

      pokaż komentarz

      To jest wybór rodziców gdzie chcą posłać dziecko.
      Ludzie głosowaliby pieniędzmi więc jakieś koszmarne placówki zbankrutowałyby dość szybko.


      @KazPL: czekaj, przecież już teraz mamy szkoły prywatne, więc jest wybór. już teraz rodzice mogą wybierać gdzie chcą posłać dziecko i już teraz głosują pieniędzmi... a że większość wybiera darmowe kształcenie...

    •  

      pokaż komentarz

      czekaj, przecież już teraz mamy szkoły prywatne, więc jest wybór. już teraz rodzice mogą wybierać gdzie chcą posłać dziecko

      @ksawery2001: Z tym że nadal program musi być taki jaki chce ministerstwo, a jedynie "dodatki" szkoły prywatne mogą wybrać... ale też nie "tak sobie", bo ministerstwo może ich zamknąć jak coś się nie spodoba...

      a że większość wybiera darmowe kształcenie...

      @ksawery2001: Nie ma czegoś takiego - za "darmowe szkoły" płacimy w podatkach.
      Płacąc wyższe podatki ludziom nie starcza na prywatne wykształcenie dzieci.

      Daj teraz stu Polakom wybór:
      - wasze dzieci idą do "darmowych" szkół
      - wasze dzieci idą do prywatnych, przez was wybranych szkół(nie macie kasy? to nic, ministerstwo za was zapłaci)

      Jak sądzisz, co się stanie? Co wybiorą Polacy?( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      Z tym że nadal program musi być taki jaki chce ministerstwo

      @KazPL: czyli problem to nie jest brak szkół prywatnych, których nie brakuje, tylko odpowiednio dobrany program nauczania. wtedy nie ma znaczenia czy będzie on realizowany w szkole prywatnej czy publicznej.

      Nie ma czegoś takiego - za "darmowe szkoły" płacimy w podatkach.
      @KazPL: zgadza się, za prywatne szkoły także płacimy w podatkach, bo każdemu uczniowi przysługuje dotacja edukacyjna i to rodzice wybierają czy ma ona trafić do szkoły publicznej czy do prywatnej. niestety szkoły prywatne pobierają dodatkowo czesne za które większość ludzi nie chce płacić. w tym sensie szkoły publiczne "są darmowe".

    •  

      pokaż komentarz

      prywatne pobierają dodatkowo czesne za które większość ludzi nie chce płacić
      @ksawery2001:
      a ja nie chcę płacić za jedzenie, proszę mi dostarczyć codziennie do mojego szałasu.
      powiedzmy, że rząd spełni prośbę, szybko dużo ludzi też będzie chciało to samo. Na czym się skończy?
      będę dostawał jak miliony ludzi najlichsze szpitalne jedzenie - na obiad bułka posmarowana smalcem.
      Wtedy wyjdzie taki ksawery i powie aha czyli to nie w publicznych serwerowniach jedzenia jest problem tylko w jadłospisie! Idź Pan w huj.

    •  

      pokaż komentarz

      a ja nie chcę płacić za jedzenie, proszę mi dostarczyć codziennie do mojego szałasu.

      @miszczu90: nie ma obowiązku jedzenia wpisanego do ustawy w przeciwieństwie do edukacji

      powiedzmy, że rząd spełni prośbę, szybko dużo ludzi też będzie chciało to samo. Na czym się skończy?

      @miszczu90: darmowe jedzenie jest dostępne w przytułkach, jeśli chcesz to możesz się tam stołować

      będę dostawał jak miliony ludzi najlichsze szpitalne jedzenie - na obiad bułka posmarowana smalcem.

      @miszczu90: zapewne masz rację, ale jakoś miliony ludzi nie rzuca się na przytułki w celu zjedzenia posiłku, tylko za niewielkie pieniądze sami sobie je przygotowują

      Wtedy wyjdzie taki ksawery i powie aha czyli to nie w publicznych serwerowniach jedzenia jest problem tylko w jadłospisie! Idź Pan w huj.

      @miszczu90: ale to ostatnie zdanie do mnie, czy tak ogólnie sobie lubisz bluzgać?

      obowiązek edukacji służy społeczeństwu i pozwala się mu rozwijać gospodarczo. realizować go można na wiele różnych sposobów i wcale nie muszą to być szkoły publiczne - można to robić poprzez szkoły prywatne lub osobiście. w obecnym systemie wydajemy ok 9.2 mld zł na 4,9 mln uczniów, to jest ok. 2000 zł na ucznia rocznie. moi znajomi tyle płacą miesięcznie za szkołę prywatną (a ta szkoła i tak otrzymuje dotacje jak publiczna).

      teraz wyobraź sobie że każdy uczeń otrzyma te pieniądze (w formie np. bonu edukacyjnego) aby móc zapłacić nimi za szkołę prywatną, jeśli do tego dodamy po 500 zł miesięcznie (z programu 500+) to w dalszym ciągu rodziców nie będzie stać na przykładową szkołę prywatną.

      i co wtedy?

    •  

      pokaż komentarz

      @wypokowy-egzorcysta wprywatnych jest 4 Z

      Zakuj, zdaj, zapomnij, zaplac.

    •  

      pokaż komentarz

      @ksawery2001: tak, tak teraz nikogo kto chodzi do publicznej nie stać na opłacenie jej, chociaż opłacają ją w podatkach. seems legit.

      a co do pierwszych argumentów to że nie ma tego w ustawie, tylko świadczy o tym że, już nie tak łatwo ciągnąć kasę z publicznych barów mlecznych, bo były by już taki obowiązek, oczywiście gdybyś nie chciał mógłbyś iść do restauracji i zapłacić 200zł za zupę i krzyczeć, że nigdy w życiu ludzi nie będzie stać na opłacenie dla siebie obiadu, bo zupa prywatna jest taka droga.

      I sory za pocisk, ale tak cisnę, kogoś gdy używa jako głównej myśli niedorzeczności.
      I oczywiście obecny system taki jest oparty na niedorzeczności, ale oczywiście nie zostanie zmieniony od podstaw, bo jak rzekł poeta "bo działa", działa i profity można na nim ciągnąć, za 15lat okaże się że jedyne słuszne wydawnictwo państwowego podręcznik było znajomka ministra, ale on już ministrem nie jest i możecie się cmoknąć, a zamiast tego wprowadzą coś nowego, na czym można trzepać hajs, może licencję pieszego zdawaną w WORDach? ale nie martw się licencja będzie darmowa XD

    •  

      pokaż komentarz

      czyli problem to nie jest brak szkół prywatnych, których nie brakuje, tylko odpowiednio dobrany program nauczania. wtedy nie ma znaczenia czy będzie on realizowany w szkole prywatnej czy publicznej.

      @ksawery2001: Generalnie - oczywiście. Jeżeli szkoły publiczne będą działały jak prywatne - to mogę posyłać dzieci do publicznych. Z tym że sądzę, iż będzie drożej, jeżeli chcieliby oferować taki poziom usług. No i dodatkowo, chodzi o to, żeby dzieci uczyły się tego co chcą rodzice, a nie co "pan minister" sobie wymyśli. W publicznych, z założenia, to niewykonalne.

      w tym sensie szkoły publiczne "są darmowe".

      @ksawery2001: Ok, złapałem za słówko, sorry... :)

    •  

      pokaż komentarz

      tak, tak teraz nikogo kto chodzi do publicznej nie stać na opłacenie jej, chociaż opłacają ją w podatkach. seems legit.

      @miszczu90: tak samo jak inne "usługi" - ochrona zdrowia, policja, wojsko, itp.

      ja nie bronię szkół publicznych, wskazuję tylko, że nie jest możliwe całkowite pozbycie się takich szkół i przejście na usługi prywatne.

      a co do pierwszych argumentów to że nie ma tego w ustawie, tylko świadczy o tym że, już nie tak łatwo ciągnąć kasę z publicznych barów mlecznych, bo były by już taki obowiązek, oczywiście gdybyś nie chciał mógłbyś iść do restauracji i zapłacić 200zł za zupę i krzyczeć, że nigdy w życiu ludzi nie będzie stać na opłacenie dla siebie obiadu, bo zupa prywatna jest taka droga.

      @miszczu90: pozwolę się całkowicie z tobą nie zgodzić co do przedstawionej analogii, w takim przypadku dostępność szkół publicznych powoduje, że szkoły prywatne obniżają ceny aby zachęcić do skorzystania z ich usług. działa to trochę na zasadzie "konkurencji". brak szkół publicznych oznaczał by automatyczny wzrost cen za ich usługi i dopiero wtedy "zupa była by po 200 zł"

      I sory za pocisk, ale tak cisnę, kogoś gdy używa jako głównej myśli niedorzeczności.

      @miszczu90: o jakiej niedorzeczności piszesz?

      I oczywiście obecny system taki jest oparty na niedorzeczności, ale oczywiście nie zostanie zmieniony od podstaw, bo jak rzekł poeta "bo działa", działa i profity można na nim ciągnąć, za 15lat okaże się że jedyne słuszne wydawnictwo państwowego podręcznik było znajomka ministra, ale on już ministrem nie jest i możecie się cmoknąć, a zamiast tego wprowadzą coś nowego, na czym można trzepać hajs, może licencję pieszego zdawaną w WORDach? ale nie martw się licencja będzie darmowa XD

      @miszczu90: akurat przykład WORDów idealnie pokazuje sytuację w jakiej byśmy się znaleźli przy 100% szkolnictwie prywatnym - https://www.msn.com/pl-pl/motoryzacja/wiadomosci/koniec-z-zarabianiem-na-poprawkach-ministerstwo-szykuje-rewolucj%C4%99-w-word-ach/ar-BBSguYs - cytując: "Aktualnie Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego są finansowane głównie z egzaminów na prawo jazdy. To 88 proc. ich dochodów, z czego aż 70 proc. stanowią egzaminy poprawkowe."

  •  

    pokaż komentarz

    Ale bzdury w tym artykule. Sugeruje, że 95% kreatywnych przedszkolnych geniuszy zamienia się w kolejnych latach w 35% i to jest wina systemowej edukacji. Łatwo być kreatywnym 5-latkiem układając klocki a dużo ciężej jest przeprowadzić równoległy dowód algebraiczny w gimnazjum. Tak jakby kreatywność była najważnieszą cechą kształcenia. Urasta ona ostatnio do jakiegoś bożka który u innych wyznawców ma na imię innowacyjność. Kreatywność prostych czynności z których jakaś cześć jest dziełem przypadku to nie to samo co wynalazczość która wyrasta z wiedzy, ciekawości i pracowitości (upór też jest ważny). Chcecie kształcić samych Tesli i Edisonów podczas gdy większość z nich ma to głęboko gdzieś i nie pomoże informatyka od pierwszej klasy. Efekt jest zawsze ten sam - uczniowie podzielą się na złych, przeciętnych, dobrych i wybitnych. Ważne tylko by ich rozpoznać i dać im max tego co mogą wziąć a na wybitnych chuchać, dmuchać i dopieszczać bo oni dają przełomowe odkrycia. Są jeszcze zdegenerowani - tych należy izolować i kształcić specjalnie. A w ogóle to szkolnictwo powinno być prywatne a na kształcenie dzieci powinny być poważne ulgi podatkowe.

    •  

      pokaż komentarz

      @SecretOfTheSteel: Z wszystkim się zgadzam poza jednym - prywatnym szkolnictwem. Chodziłem do prywatnej podstawówki i swoich dzieci do takiej nie poślę. Problemem nie są dzieci, a bogaci rodzice idioci - to taka specjalna odmiana idiotów którzy mają władzę i będą ją mieli zawsze mając kasę. Dzieciaki szybko się uczą kto ma władzę teoretycznie a kto praktycznie.

      Ogólnie kluczowa sprawa to nie prywatna czy publiczna szkoła, tylko taka w której dziecko czuje się dobrze, nauczyciele są spoko i nie ma za wiele patolki. Prywatna szkoła też może taką być, ale to nie jest wyznacznik.

    •  

      pokaż komentarz

      @SecretOfTheSteel: Wreszcie jakiś głos rozsądku. Fetyszyzacja kreatywności to chyba największa bzdura XXI wieku. Co z tego, że mamy ludzi kreatywnych, którzy nie są ani wytrwali, przez co niczego nie osiągają i nie myślą krytycznie? Mam studentów, którzy ze wszystkiego robią "mapy myśli", chcieliby pracować nad projektami, a kolokwium wytańczyć zamiast napisać. Czy to są dobrzy studenci? Oczywiście, że nie. Dobry uczeń czy student to taki, który siada, uczy się, stara zrozumieć, jeżeli czegoś nie wie, to dopyta. Uważam, że o wiele większą rolę odgrywa nauka wytrwałości w dążeniu do celu oraz wyrobienie chęci rozumienia, jak coś działa lub jak coś się dzieje. Przykładem roli tego pierwszego czynnika jest Chopin: kreatywny geniusz, który - gdyby nie spędzał dziesięciu godzin dziennie przy fortepianie - nic by nie osiągnął.

      Swoją drogą to dziwne, że polska szkoła jest podobno taka zła, a mamy wyższy poziom kształcenia niż w Stanach Zjednoczonych i wielu krajach zachodniej Europy, gdzie kreatywność stanowi główny punkt programu. Problem Polski polega na tym, że w naszym systemie edukacji przepadają geniusze, ale nie że źle kształci.

      Nie zgadzam się natomiast co do szkolnictwa prywatnego, ale to temat na osobną debatę.

    •  

      pokaż komentarz

      @JackTheDevil90: mi się wydaję, że większym problemem w polsce jest papierologia, zawiść, wyczerpywanie jednostki.

      Nawet jak ktoś jest geniuszem często blokowany jest przez papierologie. Albo jakieś bzdurne wymagania. Tak na szybko komentuje jak przypominam sobie uczelnie i prace.

    •  

      pokaż komentarz

      W mojej opinii mamy ten sam system co 30 lat temu - tak samo zj!$#ny. Skrojony pod niedofinansowaną kadrę i debilne dzieci. Żeby "dać każdemu szansę" w tym nauczycielowi na wyrobienie się z nadmiarem obowiązków niezwiązanych z nauczaniem.
      Dziś jest mniej dzieci, ale więcej biurokracji. Moim zdaniem nie jest gorzej, po prostu nie jest lepiej. Chyba, że masz dziecko co pół mózgu ma, wsparcie dla super-tępych jest na znacznie wyższym poziomie niż kiedykolwiek.
      Czy dziecko zdolne sobie poradzi czy nie zależy od rodziców i tylko od rodziców.
      Szkoda. Ten kraj nie potrzebuje coraz wygodniejszych wagonów, tylko coraz mocniejszych lokomotyw do ciągnięcia tego p%@@$!?nika w dobrym kierunku.

    •  

      pokaż komentarz

      @JackTheDevil90: lepiej zadaj sobie pytanie jako wykładowca, jak wykorzystać praktycznie nieskończoną pojemność mózgu. Niesamowity potencjał się marnuje, bo nie wiemy, jak go wykorzystać. Zwłaszcza, że mamy wąskie gardło w postaci pamięci roboczej. Strasznie wkurzające jest wkuwanie ciągle tego samego materiału, żeby się utrwalił(Długotrwałe wzmocnienie synaptyczne). Marnowanie czasu. Są ludzie, którzy mają pamięć eidetyczną i w jakiś sposób korzystają z pamięci długotrwałej na starcie. Zresztą to też marnowanie czasu. Rewolucją będzie podłączenie mózgu do komputera... Ponoć firma Muska Neurolink nad tym pracuje.

    •  

      pokaż komentarz

      jest przeprowadzić równoległy dowód algebraiczny w gimnazjum.

      @SecretOfTheSteel: w mojej ocenie to nie jest przykład kreatywności.

      Tak jakby kreatywność była najważnieszą cechą kształcenia. Urasta ona ostatnio do jakiegoś bożka który u innych wyznawców ma na imię innowacyjność.

      @SecretOfTheSteel: bo to jest generalnie przegięcie w druga stronę. to tak jakby postulować że wszyscy mają być lekarzami. nie, każde społeczeństwo potrzebuje odpowiedniej ilości lekarzy, tak samo jak potrzebuje odpowiedniej ilości ludzi kreatywnych. ale co zrobisz, jak moda.

    •  

      pokaż komentarz

      ważam, że o wiele większą rolę odgrywa nauka wytrwałości w dążeniu do celu oraz wyrobienie chęci rozumienia, jak coś działa lub jak coś się dzieje.

      @JackTheDevil90: dokładnie tak. Nie można kształcić samej kreatywności w oderwaniu od wiedzy i innych ważnych czynników. Do tego kreatywność wydaje się cechą wolicjonalną. Być może jest w dużej części cechą charakteru. Nie każdego da się zmusić lub wyćwiczyć w innowacyjności. Czytałem gdzieś o wykłądowcy który ma rewelacyjne wyniki w nauczaniu matematyki. Jak to robi? Uczy tylko jednej rzeczy na raz za pomocą najbardziej zrozumiałej metody aż wszyscy zapamiętają. Potem dopiero uczy jakiejś modyfikacji która ułatwia obliczenia. I tak dalej, małe kroczki a na końcu procesu jest pełne zrozumienie i zapamiętanie tematu co otwiera pole do kreatywności.

  •  

    pokaż komentarz

    Tylko wybitnie kreatywne osoby potrafią się dostosować do ciągłych zmian na rynku pracy. I, co ciekawe, wszyscy naturalnie taką kreatywność mamy, tyle że szkoła ją niszczy.
    O tak, wszyscy doskonale wiemy jak wyglądały czasy przed tym uwsteczniającym szkolnictwem. Geniusze-samouki co w drugim domu, galopujący rozwój techniczny i praktycznie zero analfabetyzmu. No, ale potem przyszła ta powszechna edukacja i to wszystko pogrzebała... Tak było, nie zmyślam.

    Problem jednak nie polega tylko na pozostałościach dziewiętnastowiecznej myśli edukacyjnej. Otóż obecny rynek pracy cechuje ogromna zmienność. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak będzie on wyglądał za 10-15 lat. Przecież w połowie lat 90. XX w. mało kto przewidział, jak powszechnie używany w pracy będzie dzisiaj Internet.
    Krytykować łatwo, lekko i przyjemnie, ale zaproponować jakąś alternatywę to nie ma już komu... Skoro nikt nie jest w stanie przewidzieć w jakim kierunku pójdzie rynek pracy za 10-15 lat to jak szkoła ma się niby przed tym zabezpieczyć? Jak dla mnie najlepszą opcją jest dawanie jak najbardziej ogólnoprzekrojowej wiedzy, by w razie czego, absolwent miał jakiś tam start w każdą dziedzinę. Bo, a nuż okaże się, że za dwie dekady znaczenie chemii na rynku pracy znacznie wzrośnie czy coś. Do tego zabezpiecza nas to przed przypadkami kiedy uczniowie sami nie wiedzą czego chcą. Taki kolega z klasy, na trzecim roku mat-fizu, kilka miesięcy przed maturą stwierdził, że chce na medycynę. No, ale może eksperci mają inny pomysł. Słucham...

    Otóż, okazało się, że podczas pierwszego badania aż 98 proc. dzieci, które wówczas były w wieku przedszkolnym (3–5 lat), miało tę umiejętność na poziomie geniuszu. Kiedy miały 8–10 lat, czyli chodziły już do szkoły – odsetek geniuszy spadł do 35 proc., po kolejnych pięciu latach – do 10 proc., by wśród dorosłych zatrzymać się na poziomie 2 proc.
    Here we go again... Czemu o problemach szkolnictwa zazwyczaj piszą osoby, które zdaje się, że w szkole nie uważały? No bo sorry, przecież każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o statystyce wie, że te liczby to mogą sobie o kant d... chlasnąć i wstydziłby się w ogóle na nie powoływać. W zjawiskach takich jak wyniki w nauce zastosowanie znajduje rozkład normalny definiowany tzw. krzywą dzwonową. Wynika z tego więc prosty wniosek, jest tyle samo uczniów wybitnych co beznadziejnych, a znaczną większość stanowią przeciętniacy. Jeśli więc wychodzi nam, że 98% przedszkolaków "miało umiejętności na poziomie geniuszu" to powinna się zapalić czerwona lampka. Chociaż nie, tutaj to powinny syreny wyć na pełnej pydzie.

    Skąd więc tak wysokie liczby? Sprawa jest raczej oczywista, źle określili gdzie zaczyna się geniusz. Osobiście odwołałbym się do reguły trzech sigm, ale oni pewnie w ogóle nie patrzeli na to ze statystycznej perspektywy, tylko uznali "jak przyswoił materiał przedszkola bez problemów to jest geniuszem". Co jest wręcz absurdalnym założeniem, bo po jednego co wybitnego w rozumieniu, że "dwa jabłka i trzy jabłka to razem pięć jabłek", a po drugie poziom złożoności programu szkolnego rośnie wykładniczo. Do nauczenia się dodawania i odejmowania nie trzeba żadnych predyspozycji, bo to wiedza wręcz naturalna. Niemniej żeby przyswoić na piątkę, dajmy na to, trygonometrię, to już trzeba rozumowania matematycznego.

    Ogólnie jak to mawiają: jest prawda, kłamstwo i statystyka. Ta trzecia daje nam wyniki zależne od tego jak na nią spojrzymy. Dlatego tak ważnym jest by w tekstach opierających się na niej wrzucać dane z opisem metodologii, by czytający mógł sam zrewidować czy nasze wnioski nie są obarczone ścieżką wnioskowania. No, ale oczywiście, to wymagałoby postarania się. Łatwiej i przyjemniej przekleić anegdotę z cudzego tekstu bez jakiejkolwiek refleksji. I tak też ten "argument" robi drugie okrążenie po Internecie.

    To tak jakbym dał zdawalność matury jako odsetek geniuszy w szkołach średnich. Tylko, że te 30% wybitnym wynikiem nie jest. Wręcz przeciwnie, jak nie dasz rady dobić do nich to należałoby się zapytać co Ty przez te trzy cztery lata liceum (pięć technikum) niby robiłeś. Swoją drogą zauważcie ten uskok przy progu zdawalności. Wynika on z tego, że, matury oceniają ludzie, którzy jak widzą, że ktoś miał 28% to szukają tych punkcików, byleby go przeczołgać.

    Około dziesięciu lat temu w jednym z odcinków emitowanego w TVN talk-show Ewy Drzyzgi „Rozmowy w toku” (...) pojawił się 15-letni Kamil, który oświadczył, że nie zamierza chodzić do szkoły, bo ta do niczego mu się w życiu nie przyda. Chce natomiast wykorzystać ten czas na rozwijanie swojej pasji, czyli grę w piłkę nożną. Widzowie, w większości panie w wieku jego mamy, krzyczeli oburzeni, żeby się nie wymądrzał, bo „nie da się żyć bez wykształcenia”. Tymczasem to chłopak miał rację. Poświęcając całe dnie piłce nożnej ma większe szanse na znalezienie satysfakcjonującej i dobrze płatnej pracy, niż gdyby nawet na świadectwie maturalnym miał same piątki.
    I gdzie jest teraz Kamil? No właśnie... Nie przeczę, większość wiedzy szkolnej nie przyda się w życiu, ale nie znaczy to, że garowanie w ławce to czas stracony. Spójrzcie na to bardziej jak na "Plan B". Załóżmy, że Kamil rzucił szkołę i haratał całymi dniami w gałę, ale nie udało się albo, nie wiem, kontuzja przekreśliła jego marzenia o karierze sportowej. I co teraz? Nie ma wykształcenia ani zawodu, więc najwyżej może iść robić kanapki w Macu za najniższą krajową. A tak, jakby odstępował 20% swojego czasu na tą maskę, której tak nie robi to miałby opcję zapasową. Może kariera księgowego to nie życie o jakim zamarzył, ale i tak jest to znacznie lepsza opcja niż kasowanie bułek w Żabce. Poza tym... ten tekst sam sobie zaprzecza. Z jednej strony "zabezpieczenie na wypadek dynamicznego rozwoju rynku pracy", ale z drugiej "dajcie się Kamilowi specjalizować", nosz kurde! A skąd mamy wiedzieć, że za 20 lat kogokolwiek będzie gała obchodzić? Może się okazać, że to całe haratanie w gałę poszło na marne, bo wtedy wszyscy będą kibicować zawodnikom Fortnite...

    Najgorsze jest jednak to, że nikt nie śmie zakwestionować dogmatu o jedynym słusznym programie nauczania ustalanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, mimo że sens centralnego planowania edukacji jest tak samo absurdalny jak komunistyczny system centralnego sterowania gospodarką.
    Tak, jestem przeciwnikiem sztywnego programu (acz tutaj za sprawą fakultyzacji się poprawia), ale chciałbym zwrócić uwagę, że przy wyborze szkoły obowiązuje wolny rynek. Chcesz żeby dzieciak miał więcej czasu na tenis? No to dajesz go do takiej placówki, która mu to umożliwi. Niskimi wymaganiami albo zogniskowaniem na sport. Nie każdy musi chodzić do liceum akademickiego, nie każdy musi dostawać szóstki. Zrozummy to wreszcie.

    Furorę w Internecie robi program „Matura to bzdura”, w którym redaktorzy przepytują dorosłych Polaków z elementarnych rzeczy znajdujących się w programie szkoły podstawowej lub średniej i okazuje się, że większość ankietowanych nie ma o nich zielonego pojęcia.
    Czy autor ma piętnaście lat? Powoływać się na YT, no naprawdę... Przepytają sto osób, z nich wybiorą pięciu najmniej kumatych i puszczą w necie. A Ci wyciągają z tego wnioski, że dorośli Polacy kompletnie nic nie pamiętają ze szkoły...

    źródło: cdn.natemat.pl

  •  

    pokaż komentarz

    95% stresu w moim życiu łacznie było spowodowane rzeczami związanymi ze szkołą publiczną. A wszyscy tak mówili że to w pracy będzie ciężko xD

  •  

    pokaż komentarz

    Otóż dowiadywałam się ostatnio w lokalnym kuratorium, co system edukacji ma do zaaferowania uczniowi zdolnemu (z wynikami w konkursach i orzeczeniem z poradni). Otóż możliwe jest np. przerobienie dwóch klas w ciągu jednego roku. Tzn. formalnie, bo nikt czegoś takiego dziecku nie zorganizuje. Można sobie co najwyżej przejść na nauczanie domowe i samodzielnie realizować materiał z dzieckiem.

    Dla porównania, w Niemczech istnieją tzw. "Schnelllernerklasse" dla dzieci uczących się szybciej. Nie wiem, jak to funkcjonuje w praktyce, ale już sam fakt, że ustawowo przewidziano istnienie i finansowanie czegoś takiego, świadczy o zainteresowaniu rozwojem uczniów odstających poziomem od reszty.

    •  

      pokaż komentarz

      @jeden_na_dziesiec: Ja w podstawówce miałem być przeniesiony klasę wyżej, mieć nawet "indywidualny" tok nauczania.
      I co? Nic... Dyrekcji się nie chciało nic robić.

    •  

      pokaż komentarz

      Dyrekcji się nie chciało nic robić.

      @JulianOchocki: A to niekoniecznie jest kwestia "się nie chciało", bardziej pieniędzy - nikt nie będzie indywidualnie prowadził ucznia za darmo. Mąż wspomina z ogólniaka nauczycielkę, która chciał zorganizować dodatkowe zajęcia ze swojego przedmiotu dla grupki najzdolniejszych, w przepisach była możliwość ubiegania się o dofinansowanie - oczywiście go nie dostała i inicjatywa poszła do piachu.
      Z innej beczki - w szkole mojego dziecka po ostatniej cudownej reformie koła zainteresowań zostały zamordowane przez brak sal. Po dojściu klas 7 i 8 nie ma gdzie prowadzić zajęć dodatkowych.

    •  

      pokaż komentarz

      @jeden_na_dziesiec: Znałem takiego jednego „skoczka”. Uczył się spoko, ale towarzysko strasznie odstawał i to mocno. Szkoła nie uczy tylko na lekcjach.

    •  

      pokaż komentarz

      @jeden_na_dziesiec: Ale o klasę wyżej mogli przenieść ;P Ech, fajnie by teraz tak było :P

    •  

      pokaż komentarz

      Uczył się spoko, ale towarzysko strasznie odstawał i to mocno. Szkoła nie uczy tylko na lekcjach.

      @McRancor: A jakże. Głównie, jak nie odstawać od grupy i na siłę robić coś wbrew sobie, by nie uchodzić za kujona/lalusia/dziwoląga. Faktycznie czysta przyjemność dla osoby, która intelektualnie właśnie wystaje ponad resztę.

    •  

      pokaż komentarz

      Głównie, jak nie odstawać od grupy i na siłę robić coś wbrew sobie, by nie uchodzić za kujona/lalusia/dziwoląga.

      @jeden_na_dziesiec: Socjalizacja to szalenie ważny etap w rozwoju dziecka. Kiedy, jak nie w szkole, młody człowiek ma się nauczyć nie odstawania od grupy? Przecież to bardzo ważna umiejętność. Nie chodzi tutaj o zabicie własnej osobowości, a o nauczenie się współżycia z innymi ludźmi. Zabetonowanie sobie mentalności "freethinkera" już jako nastolatek to prawie pewny przepis na zostanie przegrywem.

      Faktycznie czysta przyjemność dla osoby, która intelektualnie właśnie wystaje ponad resztę.

      Na pewno niejeden klasowy outsider tak o sobie myśli. Tymczasem nawet jeśli rzeczywiście jest nieco bystrzejszy od klasowej średniej, to z takim nastawieniem będzie mieć ciężko w życiu.

      Żeby nie było, nie jestem zwolennikiem szkolnego prawa dżungli. Nauczyciele powinni pilnować porządku i nie pozwalać rozwijać się patologii. Jak z tym jest w praktyce, wie chyba każdy, kto miał do czynienia z naszym systemem edukacji. I to właśnie to się powinno naprawiać, a nie robić jakieś bzdurne, fasadowe reformy.