•  

    pokaż komentarz

    Jak to pisał Stanisław Lem: może być tak, że wizyta obcych u nas będzie wyglądała jak wizyta wiewiórek u ślimaków - czyli żadne porozumienie nie będzie możliwe. Bo możemy być bardzo różni. Koncentrujemy się na wzroku i nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić świata zapachów, w których żyje pies, a co dopiero gdyby miało chodzić o kompletnie inną rasę z kompletnie innego świata, być może opierającą swoje widzenie świata na kompletnie innych zmysłach.
    Czym zresztą się zajmujemy? Zaspokajaniem swoich potrzeb czyli, jak pisał Lem, odżywianiem swoich ciał i zapewnianiem im izolacji od warunków zewnętrznych - odzież, mieszkania. Spora część życia jest temu podporządkowana. A reszta? Co pozostaje? Prokreacja albo poruszanie się w umówiony sposób (sport, taniec). W jaki sposób ma to przemówić do rasy obcych, którzy nie są zakotwiczeni w naszej kulturze tak jak my i - mówiąc wprost (czego już nie napisał Lem), będą mieli na to po prostu wyj#!%ne.

    Można by niby twierdzić, że naukowcy mieliby o czym rozmawiać, ale też niekoniecznie. Czy dzisiejszy fizyk jądrowy chciałby tracić czas na gadanie z fizykiem z VII wieku, który bredziłby o flogistonie? Albo z Tomaszem Zanem o "promionkach"?

    Tak ogólnie, to czytając wiele utworów Lema można sobie wyrobić pogląd, że w żadne możliwości porozumienia po prostu nie wierzył.

    pokaż spoiler A zresztą, i tak zaraz generałowie z US Army każą nap$@%$%#ać z moździerzy i tyle będzie z przyjacielskiego kontaktu.

  •  

    pokaż komentarz

    Pierwszy kontakt powinien być w Izraelu jako Ziemi Obiecanej albo kosmici będą antysemitami. ;-)

  •  

    pokaż komentarz

    Pięknego wiosennego dnia @Gorti przechadzał się obrzeżami pobliskiego parku podziwiając rozkwitająca przyrodę.
    Pustka i spokój, ani żywej duszy. Rozkoszował się promieniami słońca na twarzy.
    Dziwny szumiący wdzięk pojawił się nagle gdy podziwiał świeżo zieleniejący trawnik.
    Samochód? Nie... samolot? Niebo było puste i błękitne bez chmurki ... To pewnie wiatr gdzieś w górnych warstwach atmosfery. Tak to na pewno to.
    Szum jednak narastał. Gorti zaczął się czuć nieswojo, dziwnie. Nie bał się... po prostu był w sytuacji której jeszcze nigdy nie doświadczył... skąd ten szum? Gdzie jego źródło? Czemu narasta?
    W jednym momencie wszystko ucichło. Kątem oka wychwycił coś ciemnego, to był cień... na tym zielonym trawniku. Cień którego przed sekunda nie było.
    Obrócił głowę. Cień rzucał sferyczny dysk o średnicy jakiś 20 metrów. Wisiał nieruchomo nad trawnikiem w taki sposób jak by był tam zawsze.
    Gorti z głupią miną i lekko rozwartymi ustami tylko patrzył, jego mózg z wielkim trudem przetwarzał odbierane z oczu dane.
    W między czasie pod spodem latającego talerza otworzył się właz, opuściła stalowa drabinka i zgrabnie po niej zszedł typowy szarak o wielkiej głowie i czarnych jak noc lekko skośnych oczach.
    Był ubrany w granatowy jednoczęściowy kombinezon sięgający pod długą cienką szyję.

    "Live and prosper" Gorti w przypływie chwili wykonał gest Spocka w kierunku zbliżającej się postaci.
    "Nie wygłupiaj się Gorti" odparł przybysz z rozbawieniem ściskając rękę Gortiego w swojej chudej czteropalczastej dłoni.
    - Wy... Wy... istniejecie. - wydukał Gorti.
    Gdyby szarak miał brwi to by w tej chwili ją uniósł. - No a jak myślisz? Jak coś na i mię mam Clandatu.

    - Ale czemu wy... ty tu...
    - Czemu przyleciałem? - Przerwał szarak. Jestem tu przelotem, robiłem okresowe skany lokalnej zabudowy przemysłowej. Chyba rozumiesz. Góra woli mieć oko na to co dzieje się na ziemi i jak się rozwijacie.
    Zauważyłem ciebie z kokpitu i postanowiłem że się przywitam. Lubię twój kanał na YouTube.

    - Ty znasz internet?
    - Popatrz tam za mnie. Widzisz ten spodek? Ja i inni. Znamy internet, darknet, lokalne sieci peer to peer, telepatię, mogę nawet sobie dane z Akaszy ściągać.
    - Widzisz - kontynuował - wy ludzie żyjecie w świecie pełnym informacji. Zwykły internet potrafi zaspokoić wasze podstawowe zapotrzebowania, a jednak ... widzicie a jesteście ślepi, słyszycie a jesteście głusi. Wiele odpowiedzi których sam szukasz już są w twojej głowie, jednak posiadasz ograniczenia psychiczne, wątpliwości. Uprawiasz sceptycyzm i wyparcie myląc go z nauką.

    - Znaczy, znacie ludzi? - spytał Gorti
    Znamy? Na wylot. Doprowadziliśmy do waszego rozwoju przed tysiącami lat. Potem jeszcze różne grupy obcych was nauczały, poprawiały i psuły wasze DNA, wpływały na kulturę. Latamy nad tą planeta od niepamiętnych czasów. Każdego roku są setki obserwacji NOLi na całym świecie. W rzeczywistości nad waszym niebem latają całe miliony ukrytych przed wzrokiem pojazdów. Od cywilnych po wojskowe, tabuny transputerów do naszych ukrytych baz na ziemi, spodki do lotów rekreacyjnych, nawet samoróbki. Latamy tuż pod waszymi nosami a wy tego nie widzicie.

    - Ale czemu się nie ujawniacie skoro tu jesteście i to od tak dawna?
    - A po co? Ty mnie widzisz? Czy coś to zmienia? Wyobraź sobie. Jutro pasek w TVP. "Gorti spotkał UFO" co się dzieje? Dziennikarz z sarkazmem coś wycedzi. Telewizyjny "ekspert" przez chwilę pop$$?%@%i o zaburzeniach psychicznych w rozwijającym się społeczeństwie, dla równowagi wstawią wypowiedź Roberta Bernatowicza bo jest otwarty na sprawy UFO, w sieci wyśmieją pasek i powiedzą że politycy ludzi ogłupiają, no i jeszcze pozostanie ta mała grupa ludzi która przyjmie wiadomość, ale nic z nią nie zrobi... bo niby co by mieli z nią zrobić?

    - No a rządy, państwa czy mając wiedzę o was ignorują ją?
    - Widzisz Gorti - odparł Clandatu - I tak i nie. Kto ma o nas wiedzieć ten wie. Niektórzy politycy, niektórzy wojskowi, organizacje które rządzą waszym światem zza kulis. W rządach mamy nawet swoje własne jednostki które oddają się polityce i lobbingowi. Jednocześnie ignorancja jest błogosławieństwem a tej ignorancji nie brakuje. Co zresztą by mieli politycy zrobić? Nasze technologie przewyższają wszystko co znacie o setki lat. Delikatnie mówiąc możecie nam naskoczyć.
    Trump czy Putin gdy powiedzą w TV że wiedzą o naszym istnieniu to co się stanie? Setki ludzi dojących kasę z SETI wyleci z roboty? Będzie to hasło do robienia burdelu z zamieszkami? Tylko się ośmieszą, żaden statek od nas świadomie się nie pojawi. Przyczyna jest prosta. Wasza niewiedza to nasza wolność.
    Nawet sobie nie zdajesz sprawy jakie to daje pole manewru. Możemy robić z wami co chcemy.

    •  

      pokaż komentarz

      - Czyli jesteście tu najeźdźcami...
      - Czy czujesz się najechany? Czy ktoś pozbawił cię wolności? O prócz... He He drugiego człowieka czy ustawy w sejmie? Jestem tu z powodu własnych interesów, tak jak i 250 innych gatunków obcych odwiedzających ziemię.
      Tak kontrolujemy cześć jej obszarów, na których mamy wyłączność, w kosmosie prowadzimy własne wojny, przy jego bogactwie naturalnym i różnorodności czym jest ta planeta dla nas? To nic innego jak zwykły punkt strategiczny, nawet nie jesteście pępkiem wszechświata tak jak to wam wmawiają różne filmy Sci-fi.

      - To znaczy że mając takie technologie jak wasze nie potraficie nieść oświecenia i życia w pokoju?
      Clandatu roześmiał się. - A poco? Jedyny pokój w kosmosie to ten jaki masz w sobie. Każdy ma swoje własne ambicje, cele, każdy dąży do czegoś innego. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Nie bez powodu podzieliliśmy was na różne rasy, nie bez powodu powstały różne religie, nie bez powodu istnieją różne doktryny polityczne. Nikt nie jest równy i nikt równy nie będzie nigdy, bo to niemożliwe.
      -Sam żyjesz w kraju gdzie kwitnie cicha wojna domowa. Gdzie ten kto utracił wpływy desperacko chwyta się słowa, kłamstwa i wszelkiej manipulacji by tylko wyjść na swoim. Po trupach do celu. Wy ludzie macie prawo by nie lubić wojny, jednak wojna jest częścią życia. Jest zakodowana w każdym DNA. Jest ona częścią natury. Nie ważne czy w ramach eufemizmu nazwiesz wojnę polityką, zwalczaniem mowy nienawiści, misją stabilizacyjną, migracją ludności, cenzurą w sieci, zalotami do kobiety... to wszystko jest wojna, ma różne o oblicza i tylko jeden cel jest najważniejszy, twoje przetrwanie przez pokonanie wroga.

      Gorti zaniemówił, nie wiedział o co dalej pytać. Jak pociągnąć temat z odwiedzająca go postacią... myśli kłębiły się w jego głowie, sytuacja przerastała. To nie tak, tego nie powinno być, czy ja śnię? To nie może być prawda.

      Clandatu uśmiechnął się widząc ten kłębek nerwów.
      - Dobra stary na mnie pora. - Obrócił się i udał w stronę drabinki do włazu.
      - Czy nie będziesz mieć nic przeciw, że opowiem komuś tę historię? - spytał Gorti na odchodne.
      - Ależ nie. Opowiadaj komu chcesz... ale pamiętaj. Największym zwycięstwem szatana jest to, że nikt w niego nie wierzy. - uśmiechnął się szyderczo.

      Moment później, spodek bezgłośnie eksplodował w przestrzeń błękitu nieba.
      Zadartą w górę twarz Gortiego głaskały promienie słońca a trawnik spokojnie zieleniał u jego stóp.

    •  

      pokaż komentarz

      @FlaszGordon: otóż to, tak to mniej więcej może wyglądać w uprosczeniu i przy założeniu, że relacje między obcymi i ludźmi nie polegają na pasożytnictwie

    •  

      pokaż komentarz

      @FlaszGordon: Dobre, dobre. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jeśli ot tak to wymyśliłeś to gratuluję kreatywności

    •  

      pokaż komentarz

      @Gorti: Dziękuję :)
      Taka próba odpowiedzi na pytania z materiału w formie historyjki.

  •  

    pokaż komentarz

    Wykopowicze, zapraszam chętnych do dyskusji. Jak waszym zdaniem powinien wyglądać taki pierwszy kontakt? Masowe ujawnienie ot tak przed wszystkimi Ziemianami? Sygnał radiowy? Kontakt z politykami? Z przywódcami religijnymi? Z naukowcami? Nieoficjalne spotkania z przeciętnymi zjadaczami chleba aby sprawdzić reakcję ludzi? A może stopniowe manifestowanie swojej obecności za pomocą obserwacji UFO w oczekiwaniu na lepsze czasy, gdy to ludzie sami spróbują wyjść z inicjatywą? Wbrew pozorom taki oficjalny kontakt budzi wiele problemów dyplomatycznych, pomijając już szok społeczny.

    •  

      pokaż komentarz

      @Gorti: Fajny materiał, bardzo Ci się udał :)

      Co do mnie, uważam że sama możliwość obserwacji nas i wiedzy o naszym istnieniu, nie mówiąc o fizycznym przybyciu, oznacza że Obcy musieliby dysponować środkami technicznymi, których nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Wszak nie znamy niczego co porusza się szybciej od światła, wiemy jednak że nawet ta prędkość jest w skali kosmicznej zbyt niska i nieskuteczna do takiego celu. W skali Kosmosu ledwo zaczęliśmy się rozglądać wokół siebie. Zakładałbym więc, że ich możliwości byłyby z naszej perspektywy nieograniczone, właśnie boskie lub magiczne. I myślę, że to dobra wiadomość – bo w takim wypadku nie mieliby oni potrzeby nas niszczyć ani eksploatować i mogliby dążyć do przyjaznego pierwszego kontaktu.
      To oczywiście hipoteza, bo skoro nic nie wiemy o obcym życiu, trzeba się liczyć z tym że ich motywacje też mogą być dla nas niewyobrażalne - ale można ją stawiać, bo skoro życie takie jak nasze już raz powstało, to jest jakieś prawdopodobieństwo że mogło powstać gdzie indziej w podobny sposób i być podobne do naszego.

      Takie istoty potrafiłyby więc doskonale poradzić sobie z pierwszym kontaktem. Ja bym na ich miejscu przyjechał, ukrył się, zaobserwował, uzyskał wiedzę o obcych istotach i narzędzia aby sobie z nimi radzić, a potem poczekałbym do odpowiedniego momentu i postąpiłbym tak, żeby szok był jak najmniejszy. Może dałbym się w odpowiednim momencie zaobserwować np. z kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem i nadałbym sygnał na zrozumiałych dla istot kanałach, żeby się mogły przygotować, a potem zrobiłbym oficjalne ujawnienie w sposób możliwie najbardziej zrozumiały i pokojowy. W przypadku Ziemian, w aktualnym momencie rozwoju - zapewne byłby to statek kosmiczny, przypominający nasze rakiety albo latający spodek, z którego wysiądą istoty humanoidalne w skafandrach. Bo coś takiego potrafimy sobie w tej chwili wyobrazić i zrozumieć.

      Jeśli tego nie robią, to albo nie istnieją, albo o nas nie wiedzą, albo mają powody, by tego nie robić. Te, które wymieniłeś, są uzasadnione i prawdopodobne.

    •  

      pokaż komentarz

      @Gorti: Pierwszy kontakt ciekawie został przedstawiony w filmie Arrival Uwaga spojler filmu! (pomijając tutaj kwestie zmiany linii czasu na okręg). Obcy rozdzielili się na 12 jednostek ustawionych w różnych miejscach świata i zwyczajnie czekali na nasz ruch. Co prawda w filmie język był całkiem prosty do rozszyfrowania bo był niejako pismem piktograficznym. Z czym podstawowy zamysł czyli podzielenie np. danych dotyczących technologii umożliwiających podróże międzygwiezdne lub nawet samą wiedzę by porozumienie się udało na 12 części i niejako wymuszenie na ludzkości jedność by te dane uzyskać przez Non-zero-sum game to całkiem ciekawy scenariusz.

    •  

      pokaż komentarz

      @Gorti: podążając twoim tokiem rozumowania to kontakt już dawno był, ale tylko elity skorzystały, a nam nic nie mówią. i nie powiedzą. jednym z elementów działań, które mają ukryć, że to już się odbyło, są takie artykuły jak ten.

    •  

      pokaż komentarz

      @xniorvox: myślę że bardziej prawdopodobne jest że pierwszy kontakt nawiązany przez obcą cywilizację odbył by się przy użyciu bezzałogowych pojazdów. Przecież nawet sami tak robimy w naszej skali możliwości wysyłając roboty na Marsa.

      Jeżeli jakaś cywilizacja będzie w stanie dotrzeć do nas to zapewne będzie dysponować technologią sztucznej inteligencji o wiele przewyższająca tak trywialne zadanie jak nawiązanie kontaktu z nami. Być może będą też mieć możliwość komunikacji w czasie rzeczywistym na dowolną odległość i tak odległe podróże nie będą miały sensu (a być może nie będą możliwe osobiście).

    •  

      pokaż komentarz

      @gl0wa: Technicznie raczej nie będzie to dla nich problemem, skoro w ogóle będą w stanie nas zaobserwować i przylecieć (lub wysłać pojazdy). Rzecz w tym, że będą musieli dopasować sposób kontaktu do możliwości naszej percepcji. Tak, jak my chcemy porozumieć się np. z psem - jak powiemy mu proste zdanie, żeby podbiegł do drzewa i trzykrotnie je obszedł dokoła, to nie zrozumie. Ale możemy sami wstać i podejść do drzewa, odwrócić się, zachęcić psa gestami i smakołykiem żeby poszedł za nami, i w ten sposób pies wykona zadanie, które po wielu powtórzeniach i pewnym czasie nauczy się wykonywać samodzielnie na komendę. Podobnie z obcymi - być może to, co zobaczymy, będzie inscenizacją na nasze potrzeby, albo wręcz zdalnie sterowaną iluzją. Może będzie to nawet konieczne, jeśli obcy będą z naszego punktu widzenia nieproporcjonalnie wielcy, nieproporcjonalnie mali albo wręcz niewykrywalni.