•  

    pokaż komentarz

    Sprzedajesz produkty premium. Nie dla leszczy, którzy słuchają muzykę. Ty celujesz w ludzi, którzy twierdzą że słyszą wibracje szelfów kontynentalnych.
    @Roszp Ale kwikłam! xDDD

  •  

    pokaż komentarz

    Rozwalają mnie podkładki antywibracyjne pod odtwarzacz CD, który i tak ma kilkusekundowy bufor (czyli jak laser jakimś cudem się omsknie, to kilka sekund muzyki - zanim laser wróci - leci z podręcznej pamięci odtwarzacza).

  •  

    pokaż komentarz

    Philips wprowadzając płytę CD 40 lat temu od razu zaprojektował to jako nośnik DLA MAS, który ma przechowywać zapis muzyki w znośnym próbkowaniu 44,1 kHz i 16-bitowej kwantyzacji (jakieś 96 dB dynamiki, trochę lepiej od radia FM), uwzględniono bufor próbek (użytkownik nie ma wpływu na jitter zegara taktującego), próba doszukiwania się tam smaczków przy użyciu drogim antywibracyjnych podkładek czy dodatkowych naklejek uwłacza inteligencji ale audiofile słyszą więcej.. najśmieszniejsze, że są skazani na tych bezdusznych inżynierów, oczywiście próbują ich poprawiać zrywając koszulki z kondensatorów albo wstawiając złote bezpieczniki, poważne hobby nie może być przecież tanie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @hu-nows: Szanuję, że wiesz takie rzeczy. Teraz w modzie są FLAC i najlepiej MQA (które jest marketingową ściemą), audiofile jeszcze nie dotarli do różnicy między DSD a PCM ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @hu-nows: Jako były audiofil ( obecnie śmiać mi się chce z niektórych moich wcześniejszych poczynań ) odpowiem : masz rację, a jednocześnie jej nie masz. Owszem, niektóre "magiczne wynalazki" były obliczone, w większości, na wydarcie kasy z wszelkiej maści ...filów. Pojawiały się super kondycjonery sieciowe ( sorry ale mieszkając na 11 piętrze w bloku niczego nie wniesie kondycjoner za 11 tys. euro), kolejne "rewolucyjne" okablowanie (wygrzewane, a jakże, w piekarniku - nie mylić z konwencjonalnych "wygrzewaniem"), czy super dampfery i in. Z drugiej strony w technice CD jest kilka "dziur", które to inni producenci skutecznie "łatali". Np. przyznasz, że ma znaczenie stabilność obrotów krążka CD. Odtwarzacze wyższej klasy posiadały znacznie stabilniejsze prędkości obrotowe. Tzw. korekcja błędu odczytu płyty CD to również obszar do poprawy. Paradoksalnie odtwarzacz za 200 pln przeczyta prawie każdą porysowaną i skatowaną płytę. Wyższej klasy - już nie. Dlaczego? Ano tańsze odtwarzacze "łykały" wszystko nie dlatego, że były lepsze : ustawiona korekcja błędu pozwalała na "odczyt" ponieważ w momencie gdy na płycie wyryto błąd w postaci np. zanieczyszczenia czy fizycznego zniszczenia ścieżki, odpowiednie algorytmy "dopowiadały" sobie brakujące informacje. itd, itp. Kable koaksjalne to kolejny obszar poprawek. Znacząco zmienia się sygnał cyfrowy kiedy w/w/ kabel nie mający dobrej izolacji mechanicznej zostanie zagięty : rdzeń przestaje być współosiowy - zbliża się nierównomiernie w przypadku zagięcia do jednej ze ścian ekranu. Oczywiście wszystko należy traktować z umiarem :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Roszp: FLAC to od paru lat jest, ja tylko po staremu głośniczek za 20 zł (taki BT co działa na aux bez baterii) i mp3jeczki.

    •  

      pokaż komentarz

      @Roszp: CO z tego że masz FLAC jak nie ma nawet dobrego interfejsu żeby ten sygnał przetworzyć i doprowadzić do ucha słuchacza :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Gilley ale ty teraz żartujesz, prawda? :D

    •  

      pokaż komentarz

      @Roszp: k!#$a, zgubiłem lennyego (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    •  

      pokaż komentarz

      @Roszp: w mojej opinii te wszystkie audio-vodoo czary mają sens przy nośnikach analogowych, tu faktycznie można bawić się bez końca i trzeba mieć poważny budżet na sprzęt z materiałów najwyższej jakości, każdy błąd igły w gramofonie zostanie wzmocniony w kolejnych stopniach, cyfrowy zapis muzyki "nie ma duszy" a po drugie ma już zawarte mechanizmy korekcji błędów plus cyfrowa transmisja eliminuje problem jakości styków, kabli czy światłowodów, zostają tylko ćwiczenia z ostatnim elementem toru czyli kolumnami i kablami które łączą kolumny ze wzmacniaczem

    •  

      pokaż komentarz

      @MarcinWSS: z tą stabilnością obrotów to miejska legenda która powstała pewnie w odniesieniu do stabilności obrotów płyty gramofonowej, gdzie rzeczywiście jest to istotne i wprost słyszalne. Płytą CD napęd może szarpać do woli i nie wpłynie to na odbiór przez słuchacza, nierównomiernie zbierane próbki i tak są wrzucane do bufora gdzie wysyłane są na przetwornik DAC już równiutko, w takt dodatkowego zegara. Jedyne co tu użytkownik może ugrać to nie używać komercyjnych odtwarzaczy ze słabiutkimi laserami które mają problem z porysowanymi płytami (nieczytelne próbki się aproksymuje tak jak piszesz) a używać sprzętu estradowego, gdzie lasery są znacznie mocniejsze bo muszą - w trakcie koncertu nie ma miejsca na wpadki z powodu rysy na nośniku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @jednorazowka: Z całym szacunkiem, ale pisząc wyższej klasy, miałem na myśli raczej Accuphase, Burmester czy choćby Rotel.

    •  

      pokaż komentarz

      Kable koaksjalne to kolejny obszar poprawek. Znacząco zmienia się sygnał cyfrowy kiedy w/w/ kabel nie mający dobrej izolacji mechanicznej zostanie zagięty : rdzeń przestaje być współosiowy - zbliża się nierównomiernie w przypadku zagięcia do jednej ze ścian ekranu. Oczywiście wszystko należy traktować z umiarem :)

      @MarcinWSS: jak się może zmieniać sygnał cyfrowy w postaci zer i jedynek w wyniku zgięcia kabla? Bo na logikę jest albo go nie ma, czy nie? Zera i jedynki walą wtedy w gumę zamiast dalej iść przez metal bo nie potrafią skręcić?

    •  

      pokaż komentarz

      Z całym szacunkiem, ale pisząc wyższej klasy, miałem na myśli raczej Accuphase, Burmester czy choćby Rotel

      @MarcinWSS: W sumie aż tak bardzo się nie znam. A Simaudio to dostatecznie audiofilska firma?
      https://www.audiostereo.pl/topic/107228-audiofilski-przekr%C4%99t-wart-34-mln-dolar%C3%B3w-moon-cp-8-t/

    •  

      pokaż komentarz

      @Stragan: Zera się turlają, a jedynki wbijają w gumę i nie idą dalej.

    •  

      pokaż komentarz

      nieczytelne próbki się aproksymuje tak jak piszesz

      @hu-nows: to nie tak działa. CD wykorzystuje cyfrową korekcję błędów CIRC (Cross-Interleaved Reed-Solomon Code). Aproksymacja nie zdałaby egzaminu, bo nawet na fabrycznie nowym krążku CD jest mnóstwo błędów, które wynikają z niedokładności samego procesu produkcyjnego i wad materiałowych, a dodatkowo problemy potęgują drgania płyty (która nie jest jakoś specjalnie wyważona) i inne czynniki. Typowe rysy na krążku akurat niewiele przeszkadząją tak naprawdę, bo na powierzchni płyty plamka lasera jest sporo od nich większa (więc de facto nie wpływają one na tor świetlny), ogniskuje się dopiero na warstwie refleksyjnej. I nawet tzw. "audofilskie" odtwarzacze muszą się podpierać solidną korekcją błedów, bo bądź co bądź czytają te same płyty co nieaudiofilskei :)

    •  

      pokaż komentarz

      @hu-nows: Brawo, ale nie wiesz o czym za bardzo traktujesz.

      Popatrz świat poszedł do przodu.

      U mnie takie rozdzielczości.

    •  

      pokaż komentarz

      @R2D_Z_Chicago: ale jaki związek mają cyfrowe, internetowe nośniki z płytą CD o której pisałem? I serio chcesz kupować dodatkowe audiofilskie akcesoria dla sprzętu który przetwarza takie pliki, co tam niby może audiofil poprawić nie mając pojęcia o cyfrowym przetwarzaniu sygnałów? Zostaje dłubanina przy sprzęcie analogowym albo wspomniane czary mary z płytami CD, bo takich znafców jest najwięcej, co słyszą różnicę przy odtwarzaniu płyty ze zwykłego napędu oraz takiego dociążanego 30 kg klocem, po "rozmagnesowaniu" nośnika, dołożeniu kondycjonera na zasilaniu, serial z cyklu jak bez sensu wydać pieniądze dla lepszego samopoczucia

    •  

      pokaż komentarz

      jakieś 96 dB dynamiki, trochę lepiej od radia FM

      @hu-nows: tutaj pozwolę się z kolegą nie zgodzić - radio FM osiąga dynamikę ok. 56dB, co w porównaniu do CDDA to nie ma do czego startować - każde 6dB to 2 krotny wzrost dynamiki.

    •  

      pokaż komentarz

      @ksawery2001: ja zawyżam ale ty też grubo zaniżasz, 56 dB to może miał przedwojenny patefon ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      Np. przyznasz, że ma znaczenie stabilność obrotów krążka CD

      @MarcinWSS: eee... do czego ma znaczenie? biorąc pod uwagę, że obroty krążka CD ciągle ulegają zmianom, bo liczy się prędkość liniowa odczytu a nie obrotowa, to łączenie tego ze słowem stabilność nie za bardzo tu pasuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @R2D_Z_Chicago: Rozdzielczości dźwięku to może masz spoko, ale ekranu to jakaś bieda i pomyłka, oczy Cię nie bolą od tych pikseli? Pomóż swoim oczom i kup sobie retinę.

    •  

      pokaż komentarz

      @slx2000: @hu-nows: tutaj akurat obaj macie rację. tak podstawą poprawności odczytu w CD jest korekcja błędów. jednak jeśli ona zawiedzie to odtwarzacze zwyczajnie interpolują brakujące dane.

    •  

      pokaż komentarz

      ja zawyżam ale ty też grubo zaniżasz, 56 dB to może miał przedwojenny patefon

      @hu-nows: niczego nie zawyżasz. dynamika CDDA wynika wprost z metody kodowania - PCM:16bit to jest właśnie 96dB. dynamika radia FM ograniczona jest poprzez stosunek sygnału do szumu i dla dobrych nadajników masz ok. 56dB.

    •  

      pokaż komentarz

      bo takich znafców jest najwięcej, co słyszą różnicę

      @hu-nows: dokładnie w tym jest problem w audiovoodoo - słyszenie różnicy, i pewna część polemików daje się w to wciągać. słyszenie to proces czysto subiektywny. w wielu przypadkach coś lepiej gra, bo ma w huk duże ale przyjemne dla ucha zniekształcenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Roszp @hu-nows: dokładnie, jedynie straty jakie mogą być na jakości to po kowersji z cyfrowego na analog (przy cyfrowym źródle i braku kompresji stratmej). Aż mnie k?!#ica strzela jak czytam, że obraz Video na DVD dostaje kopa na jakości... Mam wrażenie jakby audiodebile zapomnieli że na CD czy DVD są dane cyfrowe i nie jest to płyta gramofonowa.

  •  

    pokaż komentarz

    Spierdon 29lvl here tutaj, właściciel małego studia muzycznego na obrzeżach Warszawy. Biznes rodzinny, fucha po ojcu, jednakże nie mogę narzekać, gdyż lubię tę robotę. Niestety od lat kilku w biznesie jest coraz ciężej i nie mam pojęcia dlaczego. Wiem jednak jedno - ja i mój portfel nie zapomnimy przebiegu wydarzeń pewnego wiosennego dnia z 2009 roku.
    Siedziałem w studiu tak jak zwykle, testując sprawność swojego sprzętu i ton wątpliwej jakości kabli Made In China. k?#?a, mówię wam, te j@#?ne grube czarne sk?#?ysyny kiedyś mnie wykończą. Niby kilka centymetrów średnicy, a i tak się zaplączą czy połamią w środku. Ale do rzeczy - dostałem telefon od jakiegoś młodego gnojka, na ucho tak z 17 lat, mówi, że chce z kumplami nagrać kilka kawałków w ramach mixtape'a dla koleżanki na urodziny. Mówię no im jacha wbijajcie, studio dzisiaj wolne calutki dzień. Na to on że hehehe no oki to wpadniemy za trzy godzinki. Cieszyłem się jak poj@#?ny, bo od dwóch dni nie miałem żadnego klienta. Odłożyłem słuchawkę od stacjonarnego. Wtedy właśnie zdarzyło się coś kompletnie niespodziewanego. Idealnie w momencie położenia jej usłyszałem pukanie do drzwi. Pewien dziwnie znajomy niski głos zapytał zza drzwi:

    Otwarte? Jest tam kto?
    Podbiegłem więc aby przywitać niespodziewanego gościa i dowiedzieć się, skąd do cholery wydaje się on tak dziwnie bliski. Otworzyłem drzwi. Z promieni oślepiającego światła wyłoniła mi się wysoka, potężnie zbudowana sylwetka w okularach przeciwsłonecznych, cierpiąca na absolutny brak włosów. TO BYŁ ON!…
    Tak! To był on! Przez moje skromne, niemalże amatorskie progi przeszedł artysta wielu pokoleń, ikona polskiej popkulury - STACHURSKY!
    Pytam go więc, czemu zawdzięczam wizytę tak znanej osobowości w moim studiu. A on do mnie, że sp?$$$!@ił reszcie grupy bo chce nagrać kilka tanecznych kawałków solo a oni mieli o to srogi ból dupy, bo w końcu inny podział pieniążkami - sprawa typowa dla komercyjnych zespołów. Cała jego historia delikatnie mnie zdziwiła, ale klient nasz pan. Zaprowadziłem go do wyizolowanej sali nagraniowej. Gwiazdor zasiadł przy mikrofonie i dał znak, że mogę już nagrywać. Upewniając się, że poziomy głośności są w normie, kliknąłem duży, stereotypowy wręcz przycisk RECORD. Oczekiwałem, że zacznie śpiewać swoje miłosne ballady od razu, on jednak wyciągnął jakieś małe płaskie pudełeczko i kartkę. „Taki poważny muzyk a z kartki śpiewa?” - pomyślałem, jednak srogo się myliłem. W pudełeczku znajdował się jakiś biały proszek. Kartka zaś została zwinięta w rulonik i posłużyła jako narzędzie do wciągania owego proszku. Moje zdziwienie sięgnęło apogeum, a przynajmniej tak w tamtym momencie uważałem. Jestem jednak świadomy tego, że artyści wiele rzeczy robią pod wpływem, więc przymknąłem na to oko i kontynuowałem oczekiwanie na partię wokalną. Widziałem, jak mój dawny idol otworzył usta i zaczął śpiewać:
    KURWAAAA!
    Momentalnie podskoczyłem z krzesła przy moim mikserze. Zamurowało mnie. Czas zatrzymał się, a ja patrzyłem jak na idiotę. Jaki był powód tak srogiego i tłusto brzmiącego zamiennika przecinka w naszym ojczystym języku? Myślałem, że coś go zirytowało, jednak chwilę potem stało się dla mnie jasne, że to jednak tekst piosenki…
    JAZDAAA!
    AMOOK!
    CHŁOSTA!
    Nie wiedziałem kompletnie co się dzieje. Czy on zwariował? Poj@#?ło go do reszty? Co on tam k?#?a wciągnął, lek na paradontozę? Nagle sk?#?ysyn zaczął się telepać, upadł na ziemię i dostał ataku przypominającego padaczkę. Rzuciłem swoje studyjne słuchawki w kąt i pobiegłem do sali. Trzymam go za ramiona widząc pianę pojawiającą się na jego ustach. „Jaceeek! Wszystko w porządku!?? Jaaaceeek!” On jednak otworzył oczy, ostatkami sił złapał mikrofon i zaczął śpiewać dalej:
    I DOSKO SIĘ CZUJĘ
    I WSZYSTKO KAPUJĘ
    I NA LEKKIEJ FAZIE
    WCIĄŻ TRYBIĘ I JARZĘ!
    Chciałem podać mu wody, którą przygotowuję w szklankach dla wokalistów w celu oczyszczenia gardła przed wykonywaniem partii wokalnych, jednak nie było takowej nigdzie w pobliżu, gdyż jak już wspomniałem klientów jak na lekarstwo. Miałem przy sobie jednak trochę Coli Original z biedro. „Jacek? Chcesz kolę?”
    O JA CIĘ PINDOLĘ
    Spanikowałem, zalany zimnym potem. Puściły mi nerwy i krzyknąłem - „k?#?a Jacek pij tę kolę!” On jednak odpierdał bonanzę dalej:
    A JA CHCE NERWOSOOOL!
    Były to jego ostatnie słowa przed zapadnięciem w krótki, aczkolwiek głęboki sen. Nie wiem co działo się ze mną przez kolejne piętnaście minut. Wiem natomiast, że zdążył w tym czasie obudzić się i wstać. Rzucił mi z portfela pięć tysięcy i mówi, żebym mu ten wokal wypalił na płytkę.
    ”k?#?a Jacek, prawie umarłeś, jakie ty wokale chcesz?”
    ”Nagrywaj nie pierdol”
    Wypaliłem mu więc płytkę z jękami niczym z otchłani piekieł. Uśmiechnął się, podziękował i wyszedł, mówiąc „Jam jest Czterysta Czterdzieści… i Cztery.”. A ja przez dwie kolejne godziny próbowałem zrozumieć, co właściwie się stało. Tych młodych od mixtape’a nie wpuściłem. Bałem się otwierać drzwi do studia przez kolejny tydzień. Tak było.