•  

    pokaż komentarz

    Pierwsza rzecz; praca domowa jest elementem procesu dydaktycznego i służy utrwaleniu materiału z lekcji. Tak uczą na studiach typowo nauczycielskich, chyba że przez ostatnie 10 lat coś się zmieniło.
    Zostaje tylko kwestia tego, jako to ma być praca domowa. Jeśli zrobienie jej zajmie uczniowi ok. 20-30 minut, to jest do przyjęcia. Jednak 6 lekcji i z każdej praca domowa, to już się zrobi z tego ok. 3 godzin.
    Jeśli na pracę domową z jednego przedmiotu uczeń musi poświęcić 1-3 godziny, to już coś jest nie tak, albo z nauczycielem, z uczniem, albo z programem nauczania (najczęściej, bo jest przeładowany).

    Artykuł potwierdza tylko, że im niższy poziom intelektualny ucznia, tym bardziej roszczeniowa mamuśka, która zrobi wszystko, żeby dziecko miało dobre wyniki na papierze i świadectwo ukończenia danej szkoły.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: Nie ma sensu uczyć się wszystkiego i niczego. Albo idziesz w biologię, ale w matematykę. Albo uczysz się Niemieckiego albo Angielskiego ;p

    •  

      pokaż komentarz

      @takashi20: Masz racje, ale szkoła w Polsce praktycznie uniemożliwia pójście w określonym kierunku. Każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy, a już w szczególności jak jest obowiązkowy na maturze.
      Dlatego obowiązkowa matematyka na maturze to bzdura, bo humanista musi uczyć się matematyki, albo odwrotnie, matematyk/fizyk przedmiotów humanistycznych.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81 w Finlandii nie ma prac domowych i ich poziom edukacji jest na bardzo wysokim poziomie

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: ktoś Ci każe zdawać maturę? Jest to egzamin w szkole średniej - po której powinieneś mieć względna wiedzę ogólną. Nie mówię tutaj o wykuwaniu cyklu Krebsa ale o znajomości podstawowych faktów.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sebgat: Nikt mi nie każe zdawać matury, bo mam ją już dawno za sobą.

    •  

      pokaż komentarz

      @AurenaZPolski: Może i tak, tylko w Polsce program nauczania tworzony jest przez edukacyjny beton i tak, jak wspomniane jest w artykule, kładziony jest nacisk na bezmyślne wkuwanie na pamieć, działanie według schematów, a nie kreatywne stosowanie wiedzy w celu rozwiązywania problemów.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: ty sobie po pracy tez utrwalasz wiedzę z pracy? Kiedy zaczynasz pracować czas przyuczenia do stanowiska wchodzi w czas pracy i tak powinno być ze szkołą, po szkole zero szkoły inaczej to nie szkoła ale przechowalnia

    •  

      pokaż komentarz

      @i_net iOS, iPhone i wszystko jasne. Na szczęście nad procesem edukacji i metodami nauczania myślały trochę mądrzejsze osoby niż ty. Jak do pracy potrzebna jest miotła to przyuczenie wystarczy, ale są też zawody wymagające kursów i egzaminów, do których niestety trzeba przygotować się poza pracą.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: tak, w szkole, w trakcie zajęć

    •  

      pokaż komentarz

      @takashi20: @arekb81:

      Dlatego obowiązkowa matematyka na maturze to bzdura, bo humanista musi uczyć się matematyki, albo odwrotnie, matematyk/fizyk przedmiotów humanistycznych.

      Nie macie racji. Aby być dobrym humanistą wpierw trzeba być dobrym matematykiem. Matematyka uczy logiki i związków przyczynowo - skutkowych. To podstawa podstaw i w każdym przedmiocie się przydaje, bo każdy opiera się na logice bierze pod uwagę wyliczenia (np. wszelkiego rodzaju statystyki). Nie jest potrzebna matematyka wyższa jak np. całki i różniczki.

      Problem Polaków z matematyką wynika z głupiego mitu w który wierzą także nauczyciele, że ludzie dzielą się na humanistów i ścisłowców, oraz z beznadziejnej podstawy programowej. Bez wchodzenia w szczegóły ale matematyka w klasach 1 - 3 jest uczona w bardzo zły sposób i dzieciaki trafiają do klasy 4 już z dużymi brakami, a to jest taki przedmiot, że nie można się go uczyć bez znajomości podstaw.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: humanista to człowiek wszechstronnie wykształcony. A 30 procent z matematyki to próg odróżniający małpy od ludzi.

    •  

      pokaż komentarz

      Zostaje tylko kwestia tego, jako to ma być praca domowa. Jeśli zrobienie jej zajmie uczniowi ok. 20-30 minut, to jest do przyjęcia. Jednak 6 lekcji i z każdej praca domowa, to już się zrobi z tego ok. 3 godzin.

      @arekb81: ja już od końca podstawówki miałem wywalone na połowę prac domowych. A jedynki za nieodrabianie nie przeszkodziły mi zawyżać średniej w kolejnych klasach i zdać technikum, technika elektronika, maturę i pójście na studia.

    •  

      pokaż komentarz

      Aby być dobrym humanistą wpierw trzeba być dobrym matematykiem. Matematyka uczy logiki i związków przyczynowo - skutkowych.

      @GeraltRedhammer: Brednie. Ja z matematyką zawsze miałem problemy, bo dla mnie to była bzdura, a pracuję w zawodzie związanym z elektroniką i mechatroniką, gdzie trzeba wiele rzeczy analizować, żeby rozwiązać problem, a czasem coś wyliczyć i to raczej praca mnie szuka, a nie ja pracy. Nigdy nie miałem problemów żeby wykonywać obliczenia na pracowni w technikum, a na matematyce zawsze, poza kilkoma działami. Niestety, ale matematyka nie nauczy nikogo ani kreatywności, ani analitycznego myślenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @takashi20:

      Nie ma sensu uczyć się wszystkiego i niczego.
      to co mamy wymagać od dzieci w wieku szkolnym aby wiedziały już z jaką dziedziną chcą związać resztę życia? Często ludzie na i po studiach nie mają pojęcia co ich kręci i co chcą w życiu robić a takie dzieciaki mają wiedzieć? Szkoła powinna uczyć myślenia, kreatywności, zaradności i jakichś tam podstaw najważniejszych przedmiotów ale decydowanie o swojej przyszłości w tak młodym wieku nie licząc jakichś jednostek, które od małego pałają miłością do czegoś jest po prostu bezsensowne bo dziecko nie jest w stanie podjąć tak ważnej i trudnej decyzji (już pomijam, że badania dowodzą iż ludzie, którzy w młodym wieku myśleli że odkryli swoje powołanie i czuli że chcą coś robić przez całe życie - często miewają problemy z wczesnym wypaleniem zawodowym).

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81

      Nigdy nie miałem problemów żeby wykonywać obliczenia na pracowni w technikum, a na matematyce zawsze, poza kilkoma działami

      Czyli opanowałeś matematykę. Właśnie po to jest aby umieć wykonywać obliczenia

      Niestety, ale matematyka nie nauczy nikogo ani kreatywności, ani analitycznego myślenia

      To nauczyciel źle Cię uczył, lub nie miałeś motywacji do nauki. Jak sam piszesz w technikum ją opanowałeś na praktycznych rzeczach, więc zostałeś ofiarą polskiego systemu nauczania matematyki, który nie tłumaczy w praktyce.

      Próbujesz podważyć truizm... Jak chcesz to zapraszam do lektury:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Logika

      A tutaj masz bardziej ambitny tekst o związkach matematyki i logicznego myślenia:
      https://www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=14&cad=rja&uact=8&ved=2ahUKEwj2-9aBtZvhAhUkz6YKHSJ5CWoQFjANegQIBhAC&url=http%3A%2F%2Fwh.agh.edu.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2F2017%2F06%2FMet-Log-1-Mat-Historiai-logiki-i-matematyki.-docx.docx&usg=AOvVaw3HFkGFtdWrIP-o2ik8geAX

      Zresztą pierwotnie określenie humanista obejmowało człowieka wszechstronnie wykształconego, dopiero w ostatnim stuleciu zaczęło oznaczać potocznie kogoś upośledzonego matematycznie https://pl.wikipedia.org/wiki/Humanizm_renesansowy

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: wcale niech nie będzie przymusu edukacji, a szkoły niech będą prywatne, na początku z bonem np. i śmiem twierdzić, że właśnie najlepsze są te, gdzie od ucznia się wymaga (i nie nie wystarczy 20 min w domu, żeby się czegoś nauczyć xDD), a po czasie zobaczymy kto miał racje- ci od róbta co chceta, czy ci od stawiania wymagań.

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego obowiązkowa matematyka na maturze to bzdura, bo humanista musi uczyć się matematyki, albo odwrotnie, matematyk/fizyk przedmiotów humanistycznych.

      @arekb81: to po co akcentować, że akurat obowiązkowa matematyka na maturze to bzdura, skoro każdy inny obowiązkowy przedmiot na maturze to taka sama bzdura? :P

      A inną sprawą jest to, że w PL matematyki zazwyczaj uczy się źle - ale innych przedmiotów też to dotyczy. Często specjalnie układa się program tak, żeby uczeń nie miał szans czegoś zrozumieć, tylko wkuwał na pamięć nie wiedząc o co dokładnie chodzi.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81: przez 10 lat jednak mogło się coś zmienić w tej metodyce... i teraz uczą, że raczej nie należy do najskuteczniejszych metod

    •  

      pokaż komentarz

      Czyli opanowałeś matematykę. Właśnie po to jest aby umieć wykonywać obliczenia

      @GeraltRedhammer:

      W przypadku praktycznego wykonywania obliczeń, umiejętność zapisania problemu jako formuła Excela jest ważniejsza niż w wkuwanie przez lata wzorów na pamięć do czego ogranicza się program matematyki w szkole średniej i podstawowej.

      Będąc inżynierem z 10 letnim doświadczeniem, za cholerę nie mogę pojąć jakiej matematyki system edukacji próbuje nauczyć nasze dzieci skoro przez te lata nauki ani razu nie wykorzystuje się arkuszy kalkulacyjnych czy wykorzystania kalkulatora poza podstawowymi funkcjami, gdzie obecnie każde dziecko ma do tych programów dostęp na smartfonach.

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego obowiązkowa matematyka na maturze to bzdura

      @arekb81: po pierwsze matura nie jest obowiązkowa, po drugie po co humaniście w McDonaldzie matura?

    •  

      pokaż komentarz

      @eeemil:
      Teraz się dużo zmieniło i zakuwania wzorów nie ma - ale jest za to inny problem tzn. klasy 1 -3 zupełnie już matematyki nie uczą, a program zakłada, że jednak nauczyły :-(

      Zresztą miałem dobrą nauczycielkę która nie wymagała zakuwania wzorów tylko nauczyła nas jak je przekształcać i samemu do nich dojść. Inna sprawa, że lata temu jak i teraz na maturze i sprawdzianach powyżej podstawówki nożna było korzystać z tablic.

      A formuły z rzeką to chyba czysta matematyka?

    •  

      pokaż komentarz

      Artykuł potwierdza tylko, że im niższy poziom intelektualny ucznia, tym bardziej roszczeniowa mamuśka, która zrobi wszystko, żeby dziecko miało dobre wyniki na papierze i świadectwo ukończenia danej szkoły.

      @arekb81: u mojego dzieciaka w klasie jest taka mamuśka.
      Olivierek (tak, przez V :) ) jest taki zdolny i taki genialny a nauczuciele się na niego uwzięl ;) W rezultacie zawlekła go do poradni psychologicznej i łaziła tak długo, az w końcu dostała opinię o dysleksji. W miedzyczasie latała do nauczycieli jaki to ich synek jest zdolny ale z powodu dysleksji nie moze miec dobrych ocen i... młody zaczął dostawac testy dla dzieciaków z problemami (niby na dysleksję ale poziom jest jak uczniów z niepełnosprawnością umysłową) bo Olivierek tak bardzo chce miec swiadectwo z czerwonym paskiem :)

      Tylko ta wredna polonistka p[owiedziała, ze on nie ma żadnej dysleksji i nie bedzie go ulgowo traktować.
      Taka wredna !!

    •  

      pokaż komentarz

      to co mamy wymagać od dzieci w wieku szkolnym aby wiedziały już z jaką dziedziną chcą związać resztę życia? C

      @ShadyTalezz: jak starzy są lekarzami albo prawnikami to na 90% dzieciak pójdzie w ich slady.
      Jak ojciec prowadzi dużą firmę, to syn nawet jak bedzie skończonym debilem i tak w przyszłosci zostanie "biznesmenem" w tej samej branży.

      Kariera jest dziedziczna
      głupota niestety też :(

    •  

      pokaż komentarz

      @cluer: myślę, że w dzisiejszych czasach już się odchodzi od tego modelu bo ludzie zaczynają sobie zdawać sprawę z tego że narzucanie przyszłości potomstwu to nic dobrego.

    •  

      pokaż komentarz

      Tylko ta wredna polonistka

      @cluer: To bym polemizował bo może być dyslektykiem. Często nauczyciele to beton i zamiast uczyć przyszłość tego narodu to powinni wykładać chemie w biedronce bo sie do tego nie nadają.

    •  

      pokaż komentarz

      @takashi20: Dlatego Polacy to glupki umiące wszystko i nic.( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      Masz racje, ale szkoła w Polsce praktycznie uniemożliwia pójście w określonym kierunku. Każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy, a już w szczególności jak jest obowiązkowy na maturze.

      @arekb81: Mi babka specjalnie obniżyła ocenę z niemieckiego i jeszcze zagroziła kiblem (wychowawczyni musiała o mnie i 4 innych kolegów walczyć) bo zapowiedzieliśmy że zdajemy angielski.
      98 ustny i 96 pisemny. Ale do matury przez głupią k$@$ę od niemieckiego bym nie podszedł. Jestem już dawno po studiach, zarabiam fajny szmal a na samo wspomnienie tego gówna szlag mnie trafia.
      c!$% nigdy nikogo uczyć nie powinna. Na jednej lekcji potrafiła dać mi 3 jedynki jak czegoś nie wiedziałem (pytanie - nie wiesz? To jeden i tablica. Nie wiesz? To 1 i siadaj. W zeszycie brak dat, kolejne jeden).
      Osoby co na 2/3 pisały niemiecki (jak ja) ale zdeklarowały się zdawać maturę skończyły na 4-rkach bo ich pytała do skutku i oczywiście jedynek za zeszyt dostać nie mogli.

      Głupia cipa, ch... jej na dziennik. W życiu nie spotkałem tak niesprawiedliwego nauczyciela jak ta p?%?a.

    •  

      pokaż komentarz

      w Finlandii nie ma prac domowych i ich poziom edukacji jest na bardzo wysokim poziomie

      @AurenaZPolski: Pytanie jest co by osiągnęli gdyby mieli jeszcze prace domowe, w Japonii sa prace domowe i są na jeszcze wyższym poziomie,

    •  

      pokaż komentarz

      @GeraltRedhammer: Problem w tym, że w matmie to, co jest od gimnazjum, nie jest poziomem podstawowym.

    •  

      pokaż komentarz

      @arekb81

      praca domowa jest elementem procesu dydaktyczne
      Rzecz w proporcjach.

      Z mojego doświadczenia praca domowa jest FILAREM procesu dydaktycznego. To w domu realizowany jest program. Normą jest zadawanie materialu nie przerabianego w szkole.
      Na lekcji jedno zdanie do zeszytu, do domu 3 lub 4 strony z książki (4kl SP).
      Program nauczania od kl 4 wzwyż jest horrendalnie przeładowany.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamil150794: wydaje mi się, że matura z matmy na poziomie podstawowym to nadal podstawy. Uczyłem się jeszcze w starym systemie, ale dla mnie zadania z tego poziomu są proste i często do bólu praktyczne.

      I w szkołach ponadpodstawowych uczeń sam sobie wybiera ilość matmy aplikując do określonej szkoły i klasy. Jest bardzo dużo szkół z okrojoną matmą.

    •  

      pokaż komentarz

      @GeraltRedhammer: w życiu codziennym obliczasz pole prostokąta, dodajesz odejmujesz, mnożysz, dzielisz, ja osobiscie z niczego innego więcej nie korzystam, moim zdnaiem jesli ktoś tego nie potrafi nie powinnien dostać promocji do następnej klasy, a reszta działań matematycznych istniej tylko w teori

    •  

      pokaż komentarz

      @publiczny2010: W współczesnym życiu codziennym najbardziej przydają się %, podstawy matematyki wykorzystywanej przez ekonomię, podstawy statystyki, bo jesteśmy nimi bombardowani, umiejętność przekształcania wzorów, bo teraz w prawie każdej pracy wymagają znajomości Exela. A jeszcze fajnie by było znać logikę matematyczną, aby ogarniać podstawy programowania i móc zarządzać efektywnie np. swoim nowoczesnym domem.

      Calkiem tego spor, a nie wymieniłem takich podstaw jak geometria, czy zbiory.

    •  

      pokaż komentarz

      @GeraltRedhammer:ta i podstawy mechaniki, żeby naprawić swój samochód i budownictwa, żeby postawić sobie dom i medycyny, zeby nie czekać w kolejce... mówimy o życiu codziennym...

  •  

    pokaż komentarz

    Największym kuriozum jest to, że nauczyciele nie wyobrażają sobie dnia pracy dłuższego od 8 godzin, tymczasem dzieci potrafia dręczyć w szkole 12 lekcjami. Nasz system edukacji to jedna wielka patologia, która nikogo niczego nie uczy i jak ktoś w domu nie będzie sie sam uczył i na korki chodził, to nic mu te lata nauki nic nie przynosą.

    Nauczyciele żądają 1000, ja na miejscu rządu dałbym im po 10 tysięcy, pod warunkiem osiągnięcia wysokich wyników ich uczniów na maturach. Taka premia raz do roku byłaby świetną zachętą do pracy i wypadając w wakacje byłaby prezentem pozwalającym nauczycielom odpocząć na porządnych wakacjach i nabrać energii do kolejnego roku szkolnego. Podobnie to powinno wyglądać na uczelniach, gdzie obecnie oni traktują studentów jako swój obowiązek i nie zależy im kompletnie na jakichkolwiek wynikach.

    W ten oto prosty i stosunkowo tani sposób, można zapchać gęby roszczeniowych etatowcom, którym wcale się nic nie należy.

    W podobny sposób można nagradzać lekarzy którzy mają dobre wyniki w pracy i dobre oceny od pacjentów. Gdyby taki lekarz miał wizję dużej corocznej premii to nie odważył by się źle traktować swoich pacjentów, tymczasem z relacji moich bliskich są traktowani przez nich jak to w co mozna wdepnąć na chodniku..

    •  

      pokaż komentarz

      Największym kuriozum jest to, że nauczyciele nie wyobrażają sobie dnia pracy dłuższego od 8 godzin, tymczasem dzieci potrafia dręczyć w szkole 12 lekcjami.
      @mikolaj-von-ventzlowski: Skąd to wytrzasnąłeś? Gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach jakiś nauczyciel stwierdził, że nie wyobraża sobie pracować więcej niż 8 godzin dziennie? I gdzie Ty miałeś 12 lekcji!? Bo ja nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek miał więcej niż 7. No i czy liczba zajęć to na pewno wymysł nauczycieli czy nie przypadkiem ministerstwa?

      Nauczyciele żądają 1000, ja na miejscu rządu dałbym im po 10 tysięcy, pod warunkiem osiągnięcia wysokich wyników ich uczniów na maturach.
      Nie wiem czy masz świadomość, ale wyniki na maturze nie są dobrym wyznacznikiem zaangażowania i umiejętności dydaktycznych. Wszak do nauki trzeba dwojga, czyli musimy w swojej mierze jeszcze uwzględnić kogo przygotowujemy. U patoli z wiejskiego technikum 50% na podstawie będzie większym osiągnięciem niż 90% na rozszerzeniu w elitarnym liceum.

    •  

      pokaż komentarz

      I gdzie Ty miałeś 12 lekcji

      @Nicolai: Chodzi o masę prac domowych i rzeczy które trzeba się nauczyć "na jutro"

    •  

      pokaż komentarz

      Nauczyciele żądają 1000, ja na miejscu rządu dałbym im po 10 tysięcy, pod warunkiem osiągnięcia wysokich wyników ich uczniów na maturach.

      @mikolaj-von-ventzlowski: no to wystarczy że dadzą łatwe zadania na maturze i zobaczysz jakie dobre wyniki będą xD
      a co z nauczycielami co uczą w patologicznej szkole?
      Każdy chce uczyć w najlepszym liceum w Warszawie

      Największym kuriozum jest to, że nauczyciele nie wyobrażają sobie dnia pracy dłuższego od 8 godzin,

      @mikolaj-von-ventzlowski: bardzo często go mają... konferencje, zebrania, wycieczki po pracy

      Nasz system edukacji to jedna wielka patologia, która nikogo niczego nie uczy i jak ktoś w domu nie będzie sie sam uczył i na korki chodził, to nic mu te lata nauki nic nie przynosą.

      @mikolaj-von-ventzlowski: tak jak w NFZ, chcesz mieć dobrze to zapraszam po lekcjach na korepetycje 60 zł za godzinę a jak się nie podoba to do widzenia

    •  

      pokaż komentarz

      @mikolaj-von-ventzlowski: ja bym chciała lekarza któremu bym płaciła za to że nie choruję, a gdybym jednak zachorowała to nie dostałby ani grosza

    •  

      pokaż komentarz

      @mikolaj-von-ventzlowski: jeśli nauczyciele będą rozliczani za poziom wiedzy swoich uczniów, to żaden nauczyciel nie będzie chciał uczyć uczniów, którzy wymagają czasu. To tak jakbyś stwierdził, że trener reprezentacji Polski, powinien zarabiać dużo, tylko gdy jego drużyna wygrywa mecze. Albo programistę wynagradzać tylko, gdy jego kod okaże się użyteczny. Albo wynagradzać grafików tylko wtedy, gdy firma użyje ich grafiki.

    •  

      pokaż komentarz

      Skąd to wytrzasnąłeś? Gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach jakiś nauczyciel stwierdził, że nie wyobraża sobie pracować więcej niż 8 godzin dziennie? I gdzie Ty miałeś 12 lekcji!? Bo ja nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek miał więcej niż 7.

      @Nicolai: no to chyba nie byłeś w technikum. Pamiętam, że gdy mieliśmy warsztaty to siedzieliśmy dopóki nie skończyliśmy projektu. Wracanie do domu po 18 nikogo nie dziwiło poza paniami sprzątającymi.

    •  

      pokaż komentarz

      Największym kuriozum jest to, że nauczyciele nie wyobrażają sobie dnia pracy dłuższego od 8 godzin, tymczasem dzieci potrafia dręczyć w szkole 12 lekcjami
      @mikolaj-von-ventzlowski:
      Totalna bzdura, wszystkich nauczycieli jak znam, zaczynają mówić tak samo. Chca robić juz te 40h ale wszystko w szkole! By się wszyscy od nich odj%#%li o te niby 18h co jest manipulacją.
      Ale to oznacza, że w domu już ABSOLUTNIE NIC nie robią, czyli ew sprawdzanie prac w szkole, robienie papierów (często 2h dziennie) tez w szkole. Komputer dla nich i internet, też w szkole, bo teraz wspomagają się swoimi sprzętami.
      I wcale im nie zależy, na sprawdzianach, po prostu tak mają w zaleceniach i podecznikach, zadac to i to, sprawdzić.
      Myślisz, że marzeniem nauczyciel jest naj%#%ć sobie 80 sprawdzianów dziennie, by to sobie po pracy w domu sprawdzać? Na serio?

    •  

      pokaż komentarz

      Nauczyciele żądają 1000, ja na miejscu rządu dałbym im po 10 tysięcy, pod warunkiem osiągnięcia wysokich wyników ich uczniów na maturach.

      @mikolaj-von-ventzlowski: Przecież na maturach są wysokie wyniki - tylko skończeni idioci oblewają.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolai: Rzeczywiście błąd, kuzyn ma 9 lekcji a znajomy na rolniczym w Kraku ma w jednym dniu na dziennych 12 bitych godzin od 7 rano..

      Dolicz do tego sobie czas jaki dzieciaki i studenci musza spędzić w domu nad książkami bo barany niczego ich nie nauczyli.

      No tak najlepszym wyznacznikiem premii jest przynależność do ZNP.

      Miałem jednego dobrego nauczyciela z Geografii gdzie czekałem na ten dzien w którym miał z nami lekcje. Tak prowadził zajęcia, że wysokie oceny nie były dla nikogo problemem. Niestety był tylko pół roku na zastępstwie. Chętnie bym wrócił do jego zajęć. Na studiach miałem jednego dobrego wykładowcę, który nie używał nigdy projektora, każdy wykład pisał odręcznie na tablicy z rysunkami itp, notatki z tych zajęć to było jak podręcznik i zaliczenie przy pierwszym podejściu mimo iz z fizyką zawsze miałem pewne problemy, ale właśnie głównie przez nauczycieli którzy powinni być na kasach a nie udawać, że ludzi czegokolwiek uczą.

      Jak ktoś nie ma pasji to nauczania to nie powinien tego robić.

    •  

      pokaż komentarz

      Co jest złego w tym, że rodzic nie chciałby, aby jego dziecko się przepracowywało?
      @Kleki_Petra: Zaraz, bo coś mi tu nie pasuje... skoro nie chcą żeby dzieci im się przemęczały to czemu posłali autystyka do normalnej szkoły? I jeszcze na dokładkę wymyślają sobie jakieś zajęcia dodatkowe? Gdzie tu sens i logika? Poza tym... tutaj nie chodzi o to żeby ograniczyć liczbę zadań domowych do akceptowalnych rozmiarów. Tutaj chodzi o wymuszenie swojej życzeniowej interpretacji, która całkowicie znosi zadania domowe, bo KON-STY-TU-CJA. Czemu teraz forsuje się ekstremalne rozwiązania? Nie można było przejść się do szkoły i omówić sprawę z dyrekcją czy chociaż na zebraniu rodzicó?

      Co jest dla jego dobra? Masa zadań do rozwiązania? A co jeśli uczeń już przyswoił materiał, bo jest bardziej uzdolniony? Nic, ma klepać to co inni. Tylko tracąc czas i się frustrując.
      A mimo to jeszcze się nie trafiła krytyka systemu oświaty ze strony tych zdolnych ¯\_(ツ)_/¯

      Nietrafna analogia, bo obowiązek szkolny istnieje, natomiast nie ma przymusu pracy.
      Skoro chcesz się czepiać... to może OC? Jak masz samochód to jest obowiązkowe, ale wybierasz taką ubezpieczalnię jaką chcesz. Z dziećmi i szkołą jest dokładnie tak samo. Teraz lepiej?

      A może... Ci rodzice mają swoje dziecko w głębokim poważaniu?
      Tak, tak... na 25 dzieci w klasie 24 ma beznadziejnych rodziców i tylko Alankowi się poszczęściło, że ma troskliwą i kochającą mamusię.

      Szkoła dostaje środki na edukację uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych, więc to logiczne, że rodzic ma prawo się domagać i domaga się tego, żeby terapia i tok nauczania ze sobą nie kolidowały i to wszystko miało ręce i nogi.
      A z drugiej strony nauczyciel ma program i z jego realizacji będą go rozliczać chociażby rodzice pozostałych dzieci w klasie. Tok nauczania to nie jest coś co szkoła sobie wymyśla, oni go dostają z góry. Także argument z "rodzic ma prawo się domagać" jest z lekka inwalidą. Zresztą, lekcje prowadzi się dla klasy jako całość, a nie każdego ucznia z osobna, więc jakby mieli to rozwiązać? Zaproponuj coś, bo nie mam pomysłu... Niech cała V c ma mniej matematyk i zrobi połowę materiału dla jednego syna pani Joanny? No chyba nie... Tutaj chyba lepszym rozwiązaniem byłoby nauczanie indywidualne, klasa integracyjna czy w ostateczności szkoła specjalna.
      No bo niestety, ale w oświecie mamy różne racje i trzeba je jakoś wszystkie uwzględnić, a nie wywracać wszystko do góry d..., bo pani Joanna uparła się, że jej upośledzony autystyk będzie uczęszczał do normalnej klasy, a po rehabilitacji chodził na tańce.
      A, że szkoła dostaje pieniądze na specjalnych, nie robi z tego koncertu życzeń. To są dotacje celowe na takie rzeczy opłacenie logopedy czy zajęć dodatkowych, na które ww. syn wedle tekstu uczęszcza. To wcale nie jest tak, że "dostałeś kasę to spełniaj moje zachcianki". Co to to nie... Oczywiście, znalazłoby się rozwiązanie, które odciążyłoby syna pani Joanny, ale jak ona nie chce zajęć indywidualnych, a szkoła programu nie zmieni to mamy związane ręce.

      Zgodnie zresztą z rozporządzeniem, nie każdy zanurzone uczeń z orzeczeniem musi iść do szkoły specjalnej czy integracyjnej, szkoła ogólnodostępna znacznie korzystniej wpływa na osoby, których stopień niepełnosprawności nie jest aż tak wysoki.
      To, że nie musi nie znaczy, że nie powinno. Jak program dla dzieci pełnosprawnych go nazwyczajniej w świecie przerasta to co możemy zrobić?

      Konkluzja dobra, jeśli kierujesz ją w stronę nauczycieli i dyrekcji.
      A to nauczyciele i dyrekcja wysłali go do normalnej klasy z normalnej klasy, a potem dołożyli mu logopedę, zajęcia wyrównawcze, rehabilitację i tańce? Nie, to była decyzja rodziców. A może to szkoła wymyśliła sobie program i reformę oświaty przez, którą roczniki się dublują i jest tyle zajęć ile jest, co? Ludzie... przestańcie wyładowywać frustrację na nauczycielach. Źródło problemu tkwi na innym szczeblu.

    •  

      pokaż komentarz

      (...) a znajomy na rolniczym w Kraku ma w jednym dniu na dziennych 12 bitych godzin od 7 rano..
      @mikolaj-von-ventzlowski: Zaraz... bo chyba się zgubiłem. Pisałeś o dręczeniu dzieci dwunastoma godzinami, a teraz się okazuje, że o technikum mowa? Ale tam to już dorośli ludzie chodzą. Tak z ciekawości... jak wyglądają pozostałe dni?

      No tak najlepszym wyznacznikiem premii jest przynależność do ZNP.
      Daruj sobie takie wstawki.

      Jak ktoś nie ma pasji to nauczania to nie powinien tego robić.
      Z pespektywą za zarabianie 1.9k po studiach to ciężko na co innego liczyć...

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolai:

      Zaraz, bo coś mi tu nie pasuje... skoro nie chcą żeby dzieci im się przemęczały to czemu posłali autystyka do normalnej szkoły?

      Bo takie zalecenia dostali w opinii psychologiczno-pedagogicznej. Gdyby dostali inne, to by dziecka do takiej szkoły nie posłali.

      mimo to jeszcze się nie trafiła krytyka systemu oświaty ze strony tych zdolnych ¯_(ツ)_/¯

      Chyba sobie w tym momencie żartujesz. Większość rodziców mających dziecko szczególnie uzdolniony odbija się w oświacie od ściany, bo wciąż mało poważnie traktuje się fakt, iż uczeń szczególnie uzdolniony to też uczeń o specjalnych potrzebach edukacyjnych i jego edukacja wymaga dostosowania i korekty. Ty po prostu takich głosów nie słuchasz, bo się nie interesujesz.

      Skoro chcesz się czepiać... to może OC? Jak masz samochód to jest obowiązkowe, ale wybierasz taką ubezpieczalnię jaką chcesz. Z dziećmi i szkołą jest dokładnie tak samo. Teraz lepiej?

      Nie. System oświaty jest specyficzny i trudny do porównania z ubezpieczalnią. Ubezpieczeni np. nie obowiązuje rejonizacja.

      Tak, tak... na 25 dzieci w klasie 24 ma beznadziejnych rodziców i tylko Alankowi się poszczęściło, że ma troskliwą i kochającą mamusię.

      W artykule nie jest mowa tylko o jednej matce jednego dziecka, to pozornie nieistotne, ale zwracam na to uwagę, abyś uważniej czytał tekst. Do rzeczy. Podałem inną możliwość w kontrze na przedstawioną przez Ciebie. W rzeczywistości może to wyglądać tak, że część uczniów nie ma problemu z ilością zadawanego materiału, część uczniów ma rodziców których dziecko nie interesuje, część by chętnie takie oświadczenia podpisało, ale boją się, że nauczyciel będzie się mścił na dziecku, co jest s Polskich szkołach częstym zjawiskiem. I w ten sposób zredukowalismh liczbę odważnych do jednej osoby.

      A z drugiej strony nauczyciel ma program i z jego realizacji będą go rozliczać chociażby rodzice pozostałych dzieci w klasie.

      Nie przeczytałeś uważnie artykułu. Nie chodzi o sam fakt zadawania prac, a o wymagalność ich wykonania i poddawania ich ocenie. To nie jest konieczne.

      Tok nauczania to nie jest coś co szkoła sobie wymyśla, oni go dostają z góry.

      I co z tego wynika Twoim zdaniem? Jakoś są nauczyciele, którzy nie muszą gnębić uczniów zadaniami.

      Także argument z "rodzic ma prawo się domagać" jest z lekka inwalidą.

      Na razie nie wykazałeś, dlaczego.

      Zresztą, lekcje prowadzi się dla klasy jako całość, a nie każdego ucznia z osobna, więc jakby mieli to rozwiązać? Zaproponuj coś, bo nie mam pomysłu...

      Przeczytaj uważnie artykuł, masz tam gotowe rozwiązanie.

      Tutaj chyba lepszym rozwiązaniem byłoby nauczanie indywidualne

      Nie nasz bladego pojęcia o formach pomocy dzieciom niepełnosprawnym pisząc takie coś. Dziecko z orzeczeniem o kształceniu specjalnym nie może być kształcie indywidualnie, chyba że orzeczenie straci ważność. A orzeczenie wydaje poradnia, która daje zalecenia. Skoro chodzi do szkoły ogólnodostępnej, to z całą pewnością zespół urzekający uznał to za najlepsze rozwiązanie i tu jest tylko wina nauczycieli, że nie stosują się do IPET.

      pani Joanna uparła się, że jej upośledzony autystyk będzie uczęszczał do normalnej klasy, a po rehabilitacji chodził na tańce.

      Tym zdaniem udowodniłeś nie tylko że jesteś ignorantem ale również że Twój poziom rozwoju moralnego zatrzymał się na adolescencji. Chyba, że jesteś adolescentem, to ok.

      To są dotacje celowe na takie rzeczy opłacenie logopedy

      Co Ty bredzisz? Środki są przyznawane po to, żeby uczeń miał dostosowany tok nauczania do jego potrzeb. Logopeda to coś zupełnie innego i z innej puli.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolai:

      Oczywiście, znalazłoby się rozwiązanie, które odciążyłoby syna pani Joanny, ale jak ona nie chce zajęć indywidualnych, a szkoła programu nie zmieni to mamy związane ręce.

      Nie wiem, ile razy w tym swoim komentarzu odpisałeś się ignorancją, nie liczę już. W przypadku dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu nauczanie indywidualne powinno być ostatecznością. Żeby ś ogóle było możliwe, rodzic musi przyjść z wnioskiem do poradni, zespół orzekający wydaje opinię, czy jest taka potrzeba dyrektor na podstawie opinii wydaje decyzję. Rodzic ma tu najmniej do gadania, jes li zespół urzekający stwierdzi, że dziecku to nie jest potrzebne, albo mu zaszkodzi, to takiej opinii nie wyda i nauczania indywidualnego nie będzie.

      to nauczyciele i dyrekcja wysłali go do normalnej klasy z normalnej klasy, a potem dołożyli mu logopedę, zajęcia wyrównawcze, rehabilitację i tańce?

      Poza tańcem, tak, między innymi nauczyciele. Nie masz pojęcia o procedurze wydawania orzeczeń.

      może to szkoła wymyśliła sobie program i reformę oświaty przez, którą roczniki się dublują i jest tyle zajęć ile jest, co? Ludzie... przestańcie wyładowywać frustrację na nauczycielach. Źródło problemu tkwi na innym szczeblu.

      Źródło problemu w przypadku tego dziecka z autyzmem tkwi tylko w nauczycielach, bo nie distidiwuja się do zaleceń zespołu orzekającego. Gdyby to robili, nie byłoby żadnego problemu. Mają zresztą taki obowiązek, ale kto by się tym przejmował. To tylko dziecko upośledzpne z autyzmem, co nie?

    •  

      pokaż komentarz

      @mikolaj-von-ventzlowski: Ale ty wiesz, że jeden nauczyciel niekoniecznie prowadzi klasę od samego początku do matury?

  •  

    pokaż komentarz

    A może by tak zmienić system nauczania z pruskiego, który ma 200 lat na taki, który dostosowuje się do obecnych realiów? ¯\_(ツ)_/¯

  •  

    pokaż komentarz

    muszą się dużo uczyć, żeby brakło im czasu nauczyć się myśleć. Jedno ze "szczytowych osiągnięć" junty wojskowej generała Jaruzelskiego przyznawało rozległe przywileje zawodowe nauczycielom. Władzom chodziło tylko o to, aby kadra szkolna nie sympatyzowała z opozycją i aby zwalczała objawy „kontrrewolucji” wśród młodzieży. Klasyczne posunięcie w myśl zasady „dziel i rządź”.

    https://www.bankier.pl/wiadomosc/8-Karta-nauczyciela-3091790.html

  •  

    pokaż komentarz

    No i te spuszczające się wykopki, mówiące jak to kiedyś było... xD

    Chcemy mieć niewolników, czy ludzi samodzielnie myślących?
    Bo jeżeli chcemy mieć to drugie, to przydałoby się wreszcie zmienić XIX wieczny system edukacji. I nie musimy go nawet sami wymyślać, wystarczy tylko jak zgapimy od Finów, gdzie ichniejszy jest uważany za jeden z najwydajniejszych na świecie. Problemu edukacji nie należy bagatelizować.

    •  

      pokaż komentarz

      @TheJaster: Polak to ktoś kto nie szuka usprawnień i nie wzoruje na innych tylko robi tak jak robił od zawsze, bo tak jest dobrze albo tak jak mu kazano (zaborca albo ZSRR). A jak już noga gnije i wdaje się gangrena od cukrzycy to zaczyna używać słodzika do kawy zamiast cukru.

      Moglibyśmy wprowadzić fiński system edukacji, brytyjski system podatkowy, estońską e-administrację, holenderskie plany zagospodarowania przestrzennego/ewidencję pojazdów i całą masę świetnych rozwiązań z innych krajów, tylko to wymagałoby przyznania się że c@#%!wo zarządzamy a tego zrobić nie można, bo przecież husaria i nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. Więc będziemy wynajdować koło na nowo, a żeby każdego zadowolić to zrobimy je w kształcie ośmiokąta bo pozwoli to utrzymać starych beneficjentów w ryzach i udać że wprowadzamy nowoczesną reformę.

    •  

      pokaż komentarz

      @TheJaster:
      a ktoby potem sortował smieci w niemczech albo na zmywaku w gb?
      holendrzy też potrzebują cieci na taśmę więc nie mędrkuj.