•  

    pokaż komentarz

    Pięknie na żywym przykładzie ukazane jak dobrym rozwiązaniem są szkoły prywatne. Wiadomo, najbiedniejsi nie są w stanie sobie pozwolić na szkołę prywatną dla dzieci. Podatki płacą minimalne więc w sumie ich dzieci w szkołach publicznych też utrzymują inni. Bon oświatowy to genialne rozwiązanie. Dostajesz bon za swoje podatki, który możesz przekazać na wybraną szkołę i wysłać tam dziecko. W lepszych szkołach do bonu trzeba dołożyć z własnych zasobów ale nauczyciele są lepsi bo i lepiej opłacani więc konkurują o tę posadę. Masz większy wpływ na kształt programu, zajęć dodatkowych i wszystkiego co się w szkole dzieje. To rozwiązuje problem płac i oddaje decyzję co do edukacji dziecka rodzicom a nie jakiejś komisji/komitetowi/ławie/ministerstwu nauczania czy jakkolwiek ten twór inaczej nazwiemy.

    Zawód nauczyciela powinien zostać uwolniony i poddany działaniom rynku. Odsiejemy partaczy, zmotywujemy zdolnych. Win-win.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi Starym lesnym dziadka i w rządzie i w szkołach takie coś się we łbach nie mieści ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: nie mam do końca przekonania, że bon jest najlepszym rozwiązaniem. Myślę, że najlepszy jest system Finlandii. link

      w jaki sposób Bon zadziała w mniejszych gminach wiejskich gdzie odległości między szkołami wynoszą znaczące odległości?
      Jak zapewnić dostęp do edukacji dzieciom w przykładowej podkarpackiej wsi? Prywatne taksówki? Gimbusy zbierają grupę i zabierają do jednego docelowego punktu, co jeżeli z jednej wsi 20 dzieci chciało chodzić do różnych szkół?

      Dlaczego ten pomysł nigdzie na świecie nie zadziałał? A w USA koszty prywatnych szkół idą w miliardach dolców i nawet w tak bogatym społeczeństwie tylko nieliczni mogą sobie na to pozwolić?

      Co z potencjałem dla korupcji i kupienia uczniów?
      Co z niezależnym systemem oceniania uczniów?
      Co realizacją programu nauczania czyli różnicach w poziomie dydaktycznym między małymi i dużymi szkołami?

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V: racją jest, że system nie jest idealny i nie mam idealnych rozwiązań. Może coś na zasadzie autobusów szkolnych jak w USA rozwożących dzieci po szkołach? Mieszkając na wsi szkół jest mniej rzeczywiście ale wciąż jakaś konkurencja jest lepsza niż żadna.

      W USA system działa inaczej bo tamte szkoły są całkiem prywatne i przez to stają się wyjątkowo elitarne. Do tego mają wysokie rozwarstwienie społeczne. W systemie z bonem mamy pewien poziom bazowy czyli równy jednemu bonowi i poziomy wyższe za dopłatą. I w innych krajach systemy bonowe działają w różnych konfiguracjach. Trzeba się głęboko zastanowić jaka będzie dla nas najlepsza.

      Co rozumiesz przez korupcję uczniów? Bo nie jestem pewien.
      Oceny ocenami. Sam podałeś przykład Finów (swoją drogą zgadzam się, że tam podeszli do wszystkiego z głową i z myślą o przyszłych pokoleniach) gdzie egzaminy i oceny praktycznie nie występują. Wspiera się rozwój talentów i zainteresowań.

      Co do programu nauczania ciężko mi się wypowiedzieć bo żaden ze mnie ekspert. Wydaje mi się, że szkoły powinny mieć swobodę w jego kształtowaniu a wpływ rodzice. Na koniec edukacji egzamin i jeśli szkoła miała dobry program to będą dobre wyniki. Jeśli nie, to wyniki będą słabe. I rodzice będą wiedzieć do jakich szkół dzieci nie wysyłać.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Nie wiem, czy wiesz ale w Polsce dotacja oświatowa podąża za uczniem. Więc jak idzie do prywatnej szkoły, to czesne nie pokrywa całych kosztów, bo dochodzi też dotacja. Więc to co próbują sprzedać pod hasłem "bon oświatowy" już jest.

      A rewolucji jakoś nie ma. Uważam, że ze względu na jego wysokość.

    •  

      pokaż komentarz

      Co z potencjałem dla korupcji i kupienia uczniów?
      Co z niezależnym systemem oceniania uczniów?


      @Raa_V: to by pozostało w gestii MEN. Szkoła aby dostać bon oświatowy musiała by spełniać wymagania programu nauczania zwanego 'podstawa programowa', tak jak to się dzieje obecnie.

      Egzaminy idą odgórnie, nazwiska uczniów są szyfrowane, sprawdzanie większości przedmiotów może się odbywać wg.klucza (tak jak obecne egzaminy gimnazjalne).

      Po kilku rocznikach będzie widać, które szkoły nastawiane są na uczenie, a które są przechowalnia dzieci w czasie, gdy rodzice są w pracy

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi Zgadza się. Tylko.... Czy każdego stać na płacenie za edukację jednego dziecka 1000-1200 PLN? Co, gdy w rodzinie jest trójka?

    •  

      pokaż komentarz

      To rozwiązuje problem płac i oddaje decyzję co do edukacji dziecka rodzicom a nie jakiejś komisji/komitetowi/ławie/ministerstwu nauczania czy jakkolwiek ten twór inaczej nazwiemy.

      Co do programu nauczania ciężko mi się wypowiedzieć bo żaden ze mnie ekspert. Wydaje mi się, że szkoły powinny mieć swobodę w jego kształtowaniu a wpływ rodzice. Na koniec edukacji egzamin i jeśli szkoła miała dobry program to będą dobre wyniki. Jeśli nie, to wyniki będą słabe.

      @grigoryi: a egzamin nadzoruje kto?

    •  

      pokaż komentarz

      @framugabezdrzwi: Może nauczyciele z innych szkół? To wyeliminuje próby pomagania swoim uczniom.

    •  

      pokaż komentarz

      @kuzieem: nie wiem jak ceny się ukształtują. Dostajesz bon na każde z trójki dzieci i jeśli chcesz to dokładasz tyle ile możesz żeby posłać je do lepszej szkoły.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: bardziej chodziło mi o część merytoryczną egzaminu, nie organizacyjną. Zawsze musisz mieć jakąś instytucję która bada poziom nauczania.

    •  

      pokaż komentarz

      @framugabezdrzwi: tak. Specjaliści powinni przygotować program i stopniowe oceny jego opanowania. A jak szkoły będą dążyć do jego nauczenia to już ich sprawa.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Czyli dzieci z biednych rodzin, albo patoli... nie będą miały żadnych szans na wyjście na prostą.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: bon na poziomie szkoły jest złym rozwiązaniem, ponieważ "najlepsze" szkoły będą oblegane (przez uczniów i nauczycieli). Czasami będzie to zasługą lepszych metod kształcenia, a czasami po prostu wygra lepszy marketing. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzenie zapisów do nauczycieli. Każda szkoła powinna wystawić listę nauczycieli wraz z bio (doświadczenie zawodowe, osiągnięcia, liczba planowanych godzin do przepracowania w aktualnym semestrze oraz opinie uczniów z poprzednich roczników - zbierane anonimowo). Rodzice (nie pojedynczo, a na zebraniu rodziców - per klasa) wskazują do kogo chcą zapisać swoje dzieci (wybrać 2-3 nauczycieli z danego przedmiotu lub pozostawić dowolność doboru szkole), dzięki czemu szkoła będzie musiała dbać o ludzi którzy wykonują pracę z pasją. A osoby, które próbują dotrwać do emerytury będą miały problemy ze skompletowaniem pensum.

      Rodzi to naturalny problem: co jak wszyscy rodzice będą chcieli zapisać swoje pociechy do jednego dobrego nauczyciela? Szkoła powinna odpowiedzieć czy jest w stanie spełnić oczekiwania rodziców i ewentualnie zaproponować inne opcje (dlatego rodzice wskazują min. 2-3 opcje). Ba, można nawet pójść o krok dalej i dać samemu nauczycielowi możliwość wyboru klas, w których chciałby nauczać gdyby było więcej chętnych niż on ma miejsc.

      System bazuje na moich doświadczeniach ze studiów, gdzie wybierało się kursy. Często fajne kursy były prowadzone przez przez leśne dziadki, które nie miały zielonego pojęcia o danym przedmiocie. Bardzo szybko nauczyłem się, że lepiej wybierać dobrego prowadzącego z mniej ciekawym kursem niż aktualnie trendy kurs z kolesiem, który do niczego się nie nadaje. Nauczanie jest produktem jak każdy inny i kupujący (rodzice, uczniowe, studenci) powinni mieć możliwość weryfikowania czy to za co zapłacili w podatkach jest tym co otrzymali oraz wypowiedzenie się o jakości tego co otrzymali.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Aby zrealizować ten i inne podobne pomysły musi wymrzeć całe pokolenie które zaczynało pracować/pracowało w czasach PRL.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Masz racje ,tylko ze teraz to nie przejdzie bo jakze to tak bez ministerstwa oswiaty kuratorium itd....tyle darmozjadów okazało by się niepotrzebnych....i o zgrozo sami rodzice by decydowali czy poslac dziecko jak ma 5,6 czy tez 7 lat do szkoly i czy sie uczy religie czy też woli inne zajecia....włosy się na głowie jeża tym pasożytom na myśl o tym. Postulat bonu edukacyjnego jest w programach niektórych ugrupowań politycznych

    •  

      pokaż komentarz

      @rorschach: Ciekawy pomysł. Właśnie tego potrzebujemy. Pomysłów i poważnej dyskusji zamiast 'walki o godne wynagrodzenie dla każdego'.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Przykład kolejnej manipulacji.
      1. Rodzice w szkołach publicznych nie mają komfortu takiego wpływania na szkołę. - czy wstrzymałeś podatki, z powodue strajku (L4) policjantów, czy lekarzy.
      2. Prywatne szkolnictwo to wzrost patologi, różnicowania społeczeństwa itd.
      3. Tylko państwowe szkolnictwo na dobrym poziomie - a wiec dobrze opłacani nauczyciele - pozwala na ogólny wzrost dobrobytu obywateli.

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter: nie ma co mydlić oczu. One niestety muszą dać z siebie więcej przez zaniedbania rodziców. Co nie znaczy, że są bez szans.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: a co z najbiedniejszym?
      dziecko nie ma wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzi wiec karane go brakiem edukacji bo nie miało farta urodzić się w zamożnej rodzinie uważam za skrajnie głupie

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Będzie tak jak w USA, jak urodzisz się w biednej rodzinie to będziesz biedny i Twoje dzieci także będą biedni. Przez to nierówności się pogłębiają. To nie jest dobre rozwiązanie. W Polsce szanse są bardziej wyrównane przez co jak ktoś mocno chce to może osiągnąć sukces, sam byłem w takiej sytuacji. Jakby szkoły były tylko prywatne, to chodziłbym do najtańszej, a od razu po podstawówce do pracy, bo kasy noe było. Nie miałbym szans na liceum i studia.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: dokładnie, strajki mają miejsce tylko dlatego, że edukacja jest finansowana przez państwo, z pieniędzy publicznych

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V:" Wszystkie dzieci uczą się razem, nie ma podziału na silniejszych i słabszych uczniów. Nie ma także programów wyławiania i odrębnej pracy ze szczególnie uzdolnionymi uczniami a funkcjonuje – wyłącznie równanie w górę."

      Jeżeli nie ma podziału na silniejszych ,słabszych tzn że występuje równanie w dół

      1 Co z potencjałem dla korupcji i kupienia uczniów?

      Mogę sobie kupic 50 certyfikatów z programowania ,weryfikuje mnie pracodawca i to bardzo szybko

      Co z niezależnym systemem oceniania uczniów?

      To samo co u góry

      Co realizacją programu nauczania czyli różnicach w poziomie dydaktycznym między małymi i dużymi szkołami?

      A co z restauracjami gdzie w jednej zjem dobrze a drugiej źle ?

      @grigoryi: No to chyba oczywiste jest że płace szkole która wynajmuje autobus ii rozwozi dzieci

      I pytanie do panów czy "program nauczania" obejmuje w swojej podstawie to co dana partia uchwali czyli lekcej religi albo lgbt+ a może patriotyzm ?

    •  

      pokaż komentarz

      @kuzieem jesli kogos nie stac to niech sie ograniczy do jednego dziecka, a jesli ktos chce miec duzo dzieci pomimo ograniczonych srodkow no to niech sie liczy z tym, ze dzieci beda xhodzily do gorszych szkol ze strajkujacymi nauczycielami ))¯_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @BeQuickk: zadałeś ciekawe pytanie o program. Sam mam mieszane uczucia mimo to jednak wydaje mi się, że na koniec edukacji powinien być jakiś egzamin żeby zaklasyfikować lepszych i gorszych i żeby rodzice widzieli czy szkoła dobrze uczy. Z drugiej strony równie dobrze może być bez egzaminu a na studia wyłącznie egzaminy wstępne. Zweryfikuje wszystko uczelnia albo pracodawca. Temat do dyskusji.

    •  

      pokaż komentarz

      @MrPawlo112:

      starym lesnym dziadka

      Jak to jest wypowiadać się w temacie o nauczycielach i popisywać się niewiedzą o odmianie rzeczownika przez przypadki?

    •  

      pokaż komentarz

      @Don_Synek Racja, racja. Najlepiej bez dzieci. Najtaniej. Wtenczas w ogóle szkoły nie będą potrzebne. Popieram.

    •  

      pokaż komentarz

      @kuzieem: z tego co wiem, posiadanie dzieci nie jest obowiązkowe.

    •  

      pokaż komentarz

      @nigologin Nie jest na szczęście. A dla tych, co się już urodzili znieśmy obowiązek szkolny. To rozwiąże wiele problemów. Popieram.

      #pdk

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter: przestańmy dotowac rozmnażanie się patoli, to za kilka pokoleń zmniejszy się jej udział w społeczeństwie.

    •  

      pokaż komentarz

      Czyli dzieci z biednych rodzin, albo patoli... nie będą miały żadnych szans na wyjście na prostą

      @Reiter: Jakby wszystkie szkoły były prywatne, to byłyby za półdarmo + 'wyślij drugiego dzieciaka za pół ceny' + powstawałyby przy(kościelne/inne) ośrodki edukacji. Owszem, w tych najtańszych byłoby to co jest teraz w publicznych, więc dla najbiedniejszych to jeden chuj.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: biorąc pod uwagę, że np.w mojej klasie przeciętne wydatki na korki to 200+zł/tydzień to to nie głupie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi obawiam się że jak to na wolnym rynku bywa, egoizm i chęć zysku oprócz tego że jest motorem działania w ogóle, będzie też przyczyną zwiększenia ceny za taką edukację - skoro można wydoić kasę z bonu jako podstawę gwarantowaną bo przecież hehe państwo da to jeszcze wypadałoby coś hehe dopłacić

    •  

      pokaż komentarz

      @Cointreau: ja osobiście jestem zwolennikiem wolnego rynku. Wierzę, że w inteligentnym społeczeństwie będziemy zmierzać do równowagi.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad na dodatek istnieją szkoły społeczne prowadzone przez fundację które nie pobierają czesnego a funkcjonują tylko z dotacji na ucznia. No i rodzice też mogą zapisać dziecko gdzie chcą. Czyli w sumie mamy już wszystko co daje bon oświatowy oprócz nazwy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V: mój kuzyn jeździł 25 km dziennie (w jedną stronę!) starym PKSem do szkoły średniej przez 3 lata.
      @giedymin-gromoslaw: prywatne szkoły w Polsce również organizują same sobie transport - do jakiegoś określonego terytorium, zasięgu.

      @kuzieem: czytałem ostatnio, że w niektórych szkołach prywatnych w Polsce są znaczne zniżki na drugie, bądź kolejne dziecko, a nawet wystarczy zapłacić tylko raz.

      Nawet ja z siostrą chodząc do prywatnej szkoły muzycznej płaciliśmy mniej, albo nawet tylko za jedną osobę (nie pamiętam już dokładnie).

      Subiektywnie: Ile razy trzeba było użerać się z debilami w szkole, gdzie i tak nic się nie uczyli, a nauczyciele ich puszczali, i dalej, i dalej. Całe lekcje stracone, bo się nie potrafią zachować. Przez to poziom klasy drastycznie spada. Poza tym co komu zostało po tej szkole? Jasne, pokazanie kierunków, możliwości ale na dłuższą metę i tak nic z tego nie ma... Przeciętna osoba nie pamięta, bądź nie wykorzystuje tej wiedzy.

      Warto nadmienić, że już na samym starcie każdy jest inny - zgodnie z krzywą Gaussa - znajdą się ci, którzy chcą się uczyć i ci, którzy nie chcą, bo nie chcą, bądź matka natura im na to nie pozwoliła.

    •  

      pokaż komentarz

      mój kuzyn jeździł 25 km dziennie (w jedną stronę!) starym PKSem do szkoły średniej przez 3 lata.

      @harakiri888: w szkole średniej spoko. To nie jest problem. Edukacja podstawowa? To jest problem.

      Mogę sobie kupic 50 certyfikatów z programowania ,weryfikuje mnie pracodawca i to bardzo szybko

      Co z niezależnym systemem oceniania uczniów?

      To samo co u góry

      Co realizacją programu nauczania czyli różnicach w poziomie dydaktycznym między małymi i dużymi szkołami?

      A co z restauracjami gdzie w jednej zjem dobrze a drugiej źle ?

      @BeQuickk: czyli w twojej opinii dobrym rozwiązaniem jest wykształcenie setki tysięcy osób, opłacanych z publicznych środków, na rynek który po raz pierwszy pracodawca zweryfikuje efekt ostatniej dekady nauki wpompowanej w tą jednostkę?

      A co ma do tego restauracja?
      Chodzi o to by polskie dziecko po przez system edukacji miało szansę stać się konkurencyjne w przyszłości, na rynku europejskim i światowym niezależnie czy się urodziło na wsi pod granicą z Ukraina czy centrum Warszawy.

    •  

      pokaż komentarz

      @yggdrasil: no tak, lepiej nie reformować bo pogłębia się różnice między bogatymi i biednymi. Co za piękny, idealistyczny argument. To sprawdź gdzie posyłaja dzieci do szkoły politycy np. Mati morawiecki, czy biznesmeni. Publiczna szkoła równa w dół i zniechęca do nauki mądre dzieci. W obecnym systemie mamy byle jak, ale rowno czyli socjalizm dla ubogich. Klasę średnią patola musi trzymać za łydki żeby nie podskoczyli wyżej hurdur. I nie widzą, ze sami swoje i cudze dzieci skrzywdzą przez edukację która nie uczy myśleć, nie uczy nic konkretnego, nie stwarza szans rozwoju indywidualnych talentów i zainteresowań.

    •  

      pokaż komentarz

      @sebson10: Nje napisałem nigdzie, ze nie należy reformować. Boje się, ze powstaną getta jak w USA. Moim zdaniem prywatyzacja wszystkiego nie jest rozwiązaniem.

    •  

      pokaż komentarz

      Bon oświatowy to genialne rozwiązanie. Dostajesz bon za swoje podatki, który możesz przekazać na wybraną szkołę i wysłać tam dziecko.

      @grigoryi: Przecież teraz subwencja oświatowa "idzie" za uczniem. Bon oświatowy to tylko zmiana nazewnictwa.

    •  

      pokaż komentarz

      I nie widzą, ze sami swoje i cudze dzieci skrzywdzą przez edukację która nie uczy myśleć, nie uczy nic konkretnego, nie stwarza szans rozwoju indywidualnych talentów i zainteresowań.

      @sebson10: celem edukacji w szkole jest przekazanie powszechnej wiedzy. Na naukę indywidualnego myślenia, rozwój talentów i zainteresowań wpływa najbardziej wychowanie, które jest rolą m.in. rodziców, a nie nauczycieli.

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V: Strasznie teoretyzujesz
      Idziesz sobie do szkoły, którą opłacasz no i od ciebie zależy ile wyiłku włożysz w to żeby się nauczyć czegoś tam co i tak weryfikuje pracodawca a kto niby ? państwoy egzamin ?

      Znam głąbów i osoby super-zdolne z duzych miast i tak samo z małych wsi , co to ma do rzeczy ?

    •  

      pokaż komentarz

      Znam głąbów i osoby super-zdolne z duzych miast i tak samo z małych wsi , co to ma do rzeczy ?

      @BeQuickk: do tego zmierzam aby pochodzenie, miejsce urodzenia, status materialny rodziców nie stanowił bariery dla dzieci. Edukacja to jedno z podstawowych i strategicznych aspektów działania państwa. W tym wypadku jestem zdania, że wykształcenie przyszłych pokoleń nie może być zostawione rynkowi. Jest to inwestycja której zwrot można szanować po dekadach.

      Dawałem link wcześniej do systemu edu w Finlandii, zobacz jak tam wygląda system i jakie efekty społeczne daje.

    •  

      pokaż komentarz

      Starym lesnym dziadka i w rządzie i w szkołach takie coś się we łbach nie mieści ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
      @MrPawlo112: widzę że tobie też się nie mieści wiedza z języka polskiego (✌ ゚ ∀ ゚)☞
      Miliony ekspertów od nauczania w Polsce.

    •  

      pokaż komentarz

      @tenji nie masz sie do czego dowalić ? Dowal się do pisowni (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞
      Uwielbiam #grammarnazi ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Czy jest konieczność eksperymentowania i odkrywania ameryki ? Finowie mają jeden z najlepszych systemów edukacyjnych, świetne rezultaty - wystarczy sięgnąć po ich doświadczenia i wnioski. W moim odczuciu nie ma sensu podejmować eksperymentów, które potencjalnie mogą się nie udać (polska edukacja miała ich bardzo dużo w ostatnim czasie).

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi fajna teoria tylko taka mocno teoretyczną. W praktyce okazuje się, że te zdolniejsze dzieci w egalitarnych szkołach uczą się wielu rzeczy, których nie nauczyłyby się w szkołach prywatnych.

      http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,15254360,Szkoly_niegrodzone.html

    •  

      pokaż komentarz

      @maz_mi_kazal_zalozyc_konto: Czyli problemem nie jest sposób finansowania, tylko to, że szkoła ma obowiązek przyjąć ucznia? Ale to dotyczy tylko szkół państwowych.

    •  

      pokaż komentarz

      @BeQuickk: Fajna ta Wasza dyskusja, ale wszyscy zapominacie o jednej, prostej rzeczy w kwestii tych biednych z małych wiosek/patologii. Jeśli jakiś dzieciak jest naprawdę zdolny albo naprawdę bardzo się stara i ma jakieś wyniki ale nie stać go na edukację to zawsze może dostać stypendium. Czy to od rządu czy od organizacji non-profit czy jeszcze innej fundacji. Tak jest teraz, może tak być też w przyszłości z prywatnym szkolnictwem. Wówczas może to być jeszcze lepiej rozwinięte. Wtedy zdolni będą zadowoleni a niezdolni... No cóż, gwarantuję że większość z nich nawet się nie zorientuje że ma gorsze wykształcenie. Jeśli już to będą mieli ból dupy o poziom życia ale nie o drogę do tego poziomu. Nie pojmuję dlaczego ale ludzi zasadniczo wcale nie ciągnie do wiedzy. Nie uszczęśliwiajmy wszystkich na siłę. Kto chce się uczyć zawsze jakiś sposób znajdzie. Powinniśmy wspierać takie osoby. Tymczasem pompujemy olbrzymie środki i mnóstwo atencji na równanie poziomu po to, żeby ludzie którzy nie nadają się na inteligencję mogli stać obok naprawdę mądrych, ciekawych świata jednostek, mimo że sami zainteresowani tego wcale nie chcą.

    •  

      pokaż komentarz

      Co z niezależnym systemem oceniania uczniów?

      @Raa_V: mnie tam się wydaje (co nawet teraz widzę po jednej szkole państwowej z większością nowobogackich rodziców, skąd nauczyciele zaczęli odchodzić), że jak rodzice by rządzili szkołami tak jak teraz chcą to każdy Brajanek, nie ważne jak tępy i leniwy musiałby dostawać same 5-tki bo rodzic przecież płaci i wymaga. Nauczyciel byłby już totalnym zakładnikiem rozwydrzonych do granic możliwości dzieci, bo jak dzieciątku co się nie nauczyło ocena się nie spodoba to tatuś przyjdzie i zrobi porządek. Wielu rodziców już się przecież tak zachowuje tyle, że aż takiej mocy sprawczej nie mają, zostają im donosy do kuratorium i straszenie sądem jak ich agresywne dziecko jest strofowane.

    •  

      pokaż komentarz

      Wtedy zdolni będą zadowoleni a niezdolni... No cóż, gwarantuję że większość z nich nawet się nie zorientuje że ma gorsze wykształcenie. Jeśli już to będą mieli ból dupy o poziom życia ale nie o drogę do tego poziomu. Nie pojmuję dlaczego ale ludzi zasadniczo wcale nie ciągnie do wiedzy. Nie uszczęśliwiajmy wszystkich na siłę

      @Lunait: rozmawiamy o dzieciach i młodzieży. Serio sądzisz, że dziecko bez opieki dobrego pedagoga samo w sobie wybierze rozszerzanie wiedzy i kompetencji w swojej walce o lepsze stanowisko za 20 lat niż grę na PlayStation?

      Zanim napiszesz o odpowiedzialności rodziców to odpowiem odrazu. Nie wszyscy będą równie dbać o swoje dzieci. Zaniedbanie edukacji i wyrównywania szans to jeden z pięknych przykładów jak doprowadzić do trwałego rozwarstwienia społecznego. Biedne ale zdolne dzieci będą sobie żyły swoich szeregach jak chlopstwo panszczyzniane bez szans na lepsze jutro.

      Częścią nieodłącznie związaną z nowoczesnym i efektywnym państwem jest dbanie o możliwie jak najefektywmiejszy rozwój społeczeństa, wykorzystując potencjał możliwie w 100proc. edukacja to program na dekady a nie najbliższe miesiące. Nie kupuje tłumaczenia, że jeżeli w perspektywie dekady 200 000 potencjalnych inżynierów, lekarzy, naukowców, informatyków nie chce się uczyć to trudno...

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: A czytales dokladnie artykul? Byla o tym mowa, ze niby podaza za uczniem, ale nie do konca...

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi jak coś zostanie poddane działaniu rynku to szybko się skomercjalizuje i sp#$$#??i dlatego swoje urojenia zostaw lepiej w swojej głowie

    •  

      pokaż komentarz

      @Kenoid: bardzo kulturalnie przedstawione zdanie poparte merytorycznymi argumentami.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi no podałem merytoryczny argument. Urynkowienie edukacji oznacza jej komercjalizacja czyli cięcie kosztów, ukrywanie c#$#?wej jakości marketingiem zatrudnianie nauczycieli na śmieciówkach oraz mierzenie wydajności przedsiębiorstwa ilością przemeilonych przez szkołę uczniów. Ludzie z bogatych rodzin będą mogli kupić sobie edukację tak jak to się odbywa w prywatnych szkołach wyższych. Twój pomysł jest całkowicie poroniony i powinien wylądować w śmietniku. Urynkowić to można produkcję butów albo papierowych talerzyków a nie edukację. Obecny system jest dobry, polska edukacja jest niezła, trzeba tylko drastycznie podnieść pensje nauczycieli i podnieść prestiż tego zawodu

    •  

      pokaż komentarz

      @Kenoid: cóż, nie zgadzam się z Tobą fundamentalnie. Absolutnie nie uważam,że prywatyzacja przyniesie takie konsekwencje o których piszesz, wręcz przeciwnie. Na szczęście jeszcze każdy może mieć swoje zdanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V ale po co chcesz tłumaczyć wypokom, wielbicielą krula, że niewidzialna ręka nie do konca się sprawdzi? Oni są tak zapatrzeni w hameryke, że niczego innego nie dostrzegają. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: żaden fakt za tym nie przemawia. Poza tym edukacja w Polsce już jest urynkowiona - licea oraz szkoły wyższe i uniwersytety konkurują ze sobą a hajs dla uczelni zależy od liczby studentów. Może więc powiedzieć, że bon edukacyjny działa w Polsce od dawna.

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V: ok. zatem w małych miejscowościach nic się nie zmieni. Za to w dużych zmieni się na plus. Czy zatem argumentem za nie wprowadzaniem bonu jest to że nie wszędzie się dzięki temu poprawi?

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi Jakie skutki przyniosłaby prywatyzacja to zobaczylibyśmy po wielu latach. Natomiast zagrożenia są. Ich zasadność może zweryfikować tylko praktyka. Pytanie jest natomiast takie: po co ryzykować, skoro można skorzystać z rozwiązań sprawdzonych w różnych miejscach na świecie? Obecnie systemy skandynawskie i azjatyckie zostawiają nas daleko w tyle jeśli chodzi o wyniki.

    •  

      pokaż komentarz

      @giedymin-gromoslaw: ja się generalnie zgadzam z każdym postulującym zmianę systemu nauczania w Polsce. Kwestia jak go zmienić jest otwarta do dyskusji, której tak bardzo w Polsce brakuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V: Nie uważam że rozwarstwienie społeczeństwa to jakiś szczególny problem. Na pewno mniejszy niż c!#$?wa edukacja.
      Właśnie dużym problemem jest to, że ludziom, czy to dzieciom czy ich rodzicom się po prostu nie chce. I co my z tym robimy? Zmuszamy wszystkich na siłę do dobrego zamiast wyrzucić balast i skupić wszystkie środki tam gdzie tkwi jakiś potencjał. W imię czego? Żeby wszyscy byli równi? Choćbyśmy się zesrali, wszystkim dobrze nie będzie. Skupmy się na dbaniu o przyszłość świata jako ogólności a nie próbach zrobienia dobrze wszystkim dookoła, zwłaszcza w przypadku gdy tylko w 1 na 10 dzieciaków przynosi to jakikolwiek efekt a jeszcze rzadziej jest to gra warta świeczki.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: raz, że ma obowiązek przyjąć to jeszcze prawie nie sposób wyrzucić. Subwencja jest na liczbę uczniów w szkole. W części szkół, gdyby nie rejonizacja wiatr by po korytarzach hulał. I budynek został by sprzedany. Nie ma dzieci, nie ma subwencji. A te lepsze szkoły pewnie musiałaby by utworzyć nowe klasy.

    •  

      pokaż komentarz

      Czyli dzieci z biednych rodzin, albo patoli... nie będą miały żadnych szans na wyjście na prostą.

      @Reiter: To niech biedni zainteresują sie przyszloscia dziecka i jesli nie beda w stanie zapewnic mu dobrej edukacji, to niech sie nie rozmnażają... Dlaczego do robienia dzieci pierwsi są ludzie, ktorych na to nie stac?

    •  

      pokaż komentarz

      @imateapot: Tak już jest, i wiesz jak działa? Wogóle.
      Uczniowie mają wysokie mniemanie o sobie i razem z rodzicami wymuszają lepsze oceny (5, 6) za coś co powinno być co najwyżej 3.

      Źródło: Koleżanka pracuje w prywatnym liceum.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Wypieprzyć wszystko i wprowadzić taki sam system nauczania jak na studiach

      Dostajesz indeks, który służy Ci przez całą podstawówkę. Potem dostajesz kolejny do liceum.
      Nie ma kartkówek, tylko kolokwia i egzaminy końcowe + wejściówki na przedmiotach ścisłych.
      Wyj@$@ć nauczanie ogólne, wprowadzić stricte profilowe. Dla profilu ustalić przedmioty główne (muszą być zaliczone) oraz poboczne (można ich nie zdać i poprawić np. w następnym roku, czy nawet za dwa lata). W tym systemie uzdolniony przyszły programista czy fizyk nigdy więcej nie będzie miał problemów, bo wos czy język polski.
      Jak jakiś rodzic wybierze dziecku 'kulturoznawstwo' czy inny kierunek mcDonalda, to potem nie będzie pretensji do szkoły.

      I oczywiście każda szkoła płatna. Student (dziecko) otrzymuje państwowy kredyt od jednego z banków, które będą musiały mu go udzielić. Kredyt będzie na cały tok nauki. Po ukończeniu studiów, taki człowiek ma 3 -4 lata na podjęcie pracy i spłacenie kredytu. Takie podejście przy okazji częściowo wyeliminuje patologię i bezrobocie (sebek z osiedla nie będzie miał czasu na zgrywanie twardziela w grupie 20 osób, bo na jutro do roboty, robić na spłatę). Żeby ograniczyć przypadek "syna/córki bogaczy", można kredyt udzielać na 0%, w przypadku nie podjęcia zatrudnienia, jeb 35%. Nawet bogaci nie lubią tracić kasy, więc może wezmą się na synusia/córeczkę.

    •  

      pokaż komentarz

      @maz_mi_kazal_zalozyc_konto: ale to nie przeszkadza aby prywatny otworzyl konkurencje.
      Samorzadowi sie nie oplaca wprowadzic konkurencji miedzy swoimi szkolami.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Rok temu wpadła mi w ręce ulotka z mojej gminy na temat niektórych wydatków.
      Wynika z niej np, że 1 dziecko w przedszkolu kosztuje 12000 zł rocznie, o 1500 zł więcej niż w szkole podstawowej (myślę, że w innych miastach jest podobnie)
      Wyobraźmy sobie teraz, że jest ten bon edukacyjny 12000 zł na to dziecko... O brakach miejsc w przedszkolach nie byłoby mowy, a z pewnością wszystkie warunki byłyby lepsze.
      Jakie kwalifikacje musi mieć osoba zajmująca się małymi dziećmi? Musi mieć dobry kontakt, lubić dzieci i być po prostu "fajną panią (czy panem)"
      Zamiast tego dostajemy panie magister pedagogiki z zadartym nosem, z bardzo różnym podejściem do najmłodszego klienta...

    •  

      pokaż komentarz

      @PC86: ja może jestem dziwny ale wolę sam decydować co zrobię z moimi pieniędzmi i życiem swoim albo swoich dzieci:)

    •  

      pokaż komentarz

      @MrPawlo112 po pierwsze w prywatnych wcale nie ma wysokich zarobków, po drugie w wielu prywatnych poziom jest niski (sam pewnie znasz prywatne uczelnie, które są tylko dla papierka) i po trzecie to kolejna segregacja społeczeństwa: nie stać Cię? Idziesz do szkoły państwowej...

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: wpływ rodzica na program nauczania - chyba żartujesz , widać ze nie masz pojęcia . Podatki płaci każdy

    •  

      pokaż komentarz

      @dodins: dlaczego nie? Ja jako rodzic chciałbym by w szkole gdzie chodzą moje dzieci było np. więcej matematyki i fizyki. A podatki płaci każdy - tak. Tylko jedni płacą duże a inni płacą maleńkie. Osobiście wolałbym mieć te pieniądze w ręku i samemu załatwić szkołę dla dzieci ale tak daleko idące zmiany są nierealne.

    •  

      pokaż komentarz

      w jaki sposób Bon zadziała w mniejszych gminach wiejskich gdzie odległości między szkołami wynoszą znaczące odległości?

      @Raa_V: A w jaki sposób działa obecny system w takich miejscowościach?
      Zobacz kto zarządza szkołami w Koszarawie i Jeleśni? I kto je chciał zlikwidować?

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: widzisz rodzice zazwyczaj nie mają pojęcia o edukacji, program tworzą ludzie w temacie . Ja tez uważam ze dzieci są przeładowane informacjami i ilością materiału. Zawsze ktoś będzie płacił wyższe podatki, ale VAT masz we wszystkim , to tez podatek

    •  

      pokaż komentarz

      Tak już jest, i wiesz jak działa? Wogóle.
      Uczniowie mają wysokie mniemanie o sobie i razem z rodzicami wymuszają lepsze oceny (5, 6) za coś co powinno być co najwyżej 3.


      Źródło: Koleżanka pracuje w prywatnym liceum.

      @krzyk2: no dobrze. Niech sobie mają oceny jakie chcą w prywatnych liceach, czy gimnazjach, ale potem przychodzą egzaminy ogólnopaństwowe i to weryfikują. Jak uczeń miał same 5-tki w gimbazie, a potem ma 2-3 na egzaminie to widać jaka jest szkoła.

      I później rodzić taki jak ja, przed zapisaniem dzieciaka do szkoły ogląda sobie te wyniki i wie, czy go tam posłać czy nie. Część rodziców będzie chciała realne wyniki i ja to rozumiem, a część będzie chciała luzy w szkole (choćby po to, aby bezproblemowo dzieciak kształcił się na piłkarza po szkole, a że szkoły wyniósł tylko podstawy) i ja też to rozumiem. Po co z każdego robić identyczna kopię?

      Aż mi się przypomnial art. o tym, jak to lotnictwo USA uzmysłowiło sobie, że nie ma 'statystycznego pilota', każdy jest inny i trzeba wprowadzić regulowane fotele bo każdy ma inne proporcje dłoni, nóg, barków itp.itd.

    •  

      pokaż komentarz

      @dodins: zawsze można zrobić podstawę bardziej okrojoną i dać więcej swobody w wyborze fakultetów i ich ilości. VAT tak ale to góra 23%. A taki ja czy Ty pracujący w podatkach oddajemy grubo ponad 50%.

    •  

      pokaż komentarz

      @To_czego_nie_zobaczysz_w_TV
      Czesne w prywatnej szkole tyle wynosi.
      I nie uczą tam supermeni - nauczyciele w nich zarabiają często mniej w przeliczeniu na godzinę. Za to dostają więcej godzin przy tablicy, kółek zainteresowań itp. i na koniec miesiąca wychodzą podobnie lub nieco lepiej niż w państwówkach.

    •  

      pokaż komentarz

      Zobacz kto zarządza szkołami w Koszarawie i Jeleśni? I kto je chciał zlikwidować?

      @robot_: możesz rozwinąć? Bo nie znam tematu, a jestem ciekawy i skłonny podjąć dyskusję.

    •  

      pokaż komentarz

      kto je chciał z

      @harakiri888: https://szkolamontessori.com.pl/fundacja/
      Szkoła w Koszarawie miała zostać zamknięta.
      Ta fundacja ją przejęła, a potem kilka kolejnych.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: wymieniłem tylko jeden z podatków który jest płacony przez obywatela pracującego czy nie. Taki sposób nie przejdzie i nawet nie wiem czy gdzieś coś,takiego funkcjonuje

    •  

      pokaż komentarz

      @robot_: tak patrząc po łebkach na stronę tej fundacji, to wydaje się całkiem sensowna.

      Nie wiem dokładnie którą szkołę chcieli zamknąć w Koszarawie (bo są dwie), ale osobiście i tak bym dzieciaka pchał do pobliskiego miasta tj. Żywca - do zastanowienia może od jakiego wieku.

      W tej Koszarawie totalnie nic nie ma i nic się tam nie dzieje, brak bodźców zewnętrznych.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi tylko czemu dopłacać do bonu? Szkoła dobra będzie miała ich więcej to i więcej kasy będzie miała...

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter te bez talentu niestety nie. Z resztą im nie potrzebna dalsza edukacja taka.

    •  

      pokaż komentarz

      @rorschach więc jakby wyglądała reklamacja?

    •  

      pokaż komentarz

      @Adunio: bo ilość uczniów nie jest nieograniczona?

    •  

      pokaż komentarz

      @Raa_V: @grigoryi:
      Prawda jest taka że dopiero w szkole średniej ludzie wybierają szkoły, w gimbazie/podstawówce liczy się odległość/dojazd. Sam poszedłem do lokalnego wsiowego liceum bo bliżej i taniej. Czy miałem gorzej na studiach? Tak przez pierwsze 2 tygodnie, bo przeskok był tak duży że po tym okresie nie miało znaczenia z jakiej szkoły jesteś.
      W mojej opinii więc nawet po wioskowym mocno średnim liceum można dobrze napisać maturę. A dobra matura w zasadzie wystarczać powinna do tego żeby zacząć się uczyć dobrze i technicznie tak jest o ile trafi się na dobrą uczelnię i nadajesz się na studia. Po prostu nie każda uczelnia jest dobra i nie każdy się nadaje na magistra.
      Naprawdę nie trzeba wiele - przeciętny nauczyciel wystarczy, byleby wydalić kretynów którzy zniechęcają do nauk/ robią luki w wiedzy. Sam to po sobie znałem, jak mieliśmy matematyczkę-kretynkę co nas uczyła rok, to potem druga (normalna) przez 2 lata musiała nas cisnąć na 150%. Pewnie gdyby debilka nas uczyła przez 3 lata to już tej dziury by się nie dało odkręcić (a przynajmniej u większości z nas).

    •  

      pokaż komentarz

      Wiadomo, najbiedniejsi nie są w stanie sobie pozwolić na szkołę prywatną dla dzieci.

      @grigoryi: bo w podatkach zostały im zabrane pieniądze na ,,darmową" edukację ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      Starym lesnym dziadka

      @MrPawlo112: dziadkOM bo liczba mnoga - chłopcOM, blondynkOM - ale blonynką w liczbie pojedynczej - jestem blondynką ale przyglądam się 3 blondynkOM

      logika

    •  

      pokaż komentarz

      @naydah nie bylem pewny ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @MrPawlo112: za kopalnią ( jedną ) rozpościerał się przygnębiający widok - można było przyglądać sie 7 kolejnym kopalniom ( wielu )

    •  

      pokaż komentarz

      @naydah dobrze, juz dobrze. Przepraszam miras ze tym wpisem wk$!!ilem pol wykopu ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @kuzieem: nie wiem jak ceny się ukształtują. Dostajesz bon na każde z trójki dzieci i jeśli chcesz to dokładasz tyle ile możesz żeby posłać je do lepszej szkoły.
      @grigoryi: za to ja wiem. Teraz zapłacenie 1500zł miesięcznie za dziecko większości osób nie mieści się w głowie, jak dostaną bon np. 1200 zł to już to pewnie rozważą... popyt na szkoły prywatne/społeczne się drastycznie zwiększy. A te, jako że nie są z gumy, zwiększą czesne do takiego poziomu, żeby zostali tylko ci którzy mogą sobie pozwolić na taki luksus. Powstanie na szybko sporo prywatnych szkół z nauczycielami z łapanki, nastąpi totalne przetasowanie kadr... i będzie tak jak było, tylko z większym chaosem.

    •  

      pokaż komentarz

      @enron: Prędzej szkoły zaczną konkurować cenami i jakością tak jak to się dzieje na wolnym rynku.

    •  

      pokaż komentarz

      @enron: Prędzej szkoły zaczną konkurować cenami i jakością tak jak to się dzieje na wolnym rynku.

      @grigoryi: tak działa rynek, gdy popyt jest mały. Gdy popyt drastycznie rośnie, dzieje się to co opisałem.

    •  

      pokaż komentarz

      @enron: a w długim okresie dąży do równowagi. Ekonomii nie oszukasz.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Dokładnie i powinni zarabia wtedy po 5 - 6 tys a nie tak jak teraz (zarobki obecnie ) brakuje dodatku za wysługę który podnosi pensje od 1-20% (lata pracy)

      źródło: zarobki.jpg

    •  

      pokaż komentarz

      @enron: a w długim okresie dąży do równowagi. Ekonomii nie oszukasz.

      @grigoryi: jasne, kij z 3-4 pokoleniami, sprowadzi się z Bangladeszu nie?
      Nie mówiąc już o tym, że przy tym jak edukacja jest szarpana na wszystkie strony przez kolejne opcje polityczne to o stabilizacji raczej ciężko mówić ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Teoretycznie tak to już teraz działa - możesz dziecko zapisać do dowolnej szkoły podstawowej, o ile dobrze napisze egzaminy może też iść do dowolnej szkoły średniej.
      Problem jest w tym, że jak do jednej szkoły przyjdzie więcej dzieci, to nauczyciele nie dostają więcej kasy, tylko tworzy się kolejną klasę i zatrudnia kolejnego nauczyciela na tych samych warunkach. W jaki sposób bon miałby działać inaczej? Skoro 1 bon = x % wynagrodzenia dla nauczyciela, to jak przesunięcie tego bonu ze szkoły do szkoły ma zmienić cokolwiek?

    •  

      pokaż komentarz

      @kuzieem Jak masz 3-jke dzieci to płacisz 3000-3600 PLN. Proszę bardzo prosty rachunek, wychowany na zwykłej szkole :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Babuk Ale ja mam dwójkę dzieci. I nie płacę nic.
      ¯_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Jeżeli oddasz wszystko w ręce rodziców... to te z patoli nie będą miały szansy żadnej i nie pomoże im dawanie od siebie więcej.

      @nigologin: Ja nie mówię, że mamy komuś dawać pieniądze. Zauważam tylko, że OP nie przemyślał tego co napisał w pierwszym poście.

      @idiot: Najbiedniejsi, a biedna patola... to różnica.

      @Adunio: Jeżeli rodzice będą płacić za edukację dzieci - bezpośrednio z kieszeni, wpłacając hajs, to dzieciaki z patoli będą mogły zapomnieć nawet o podstawówce.

      @kezioezio: Dziecko nie jest niczemu winne, szczególnie temu, że ma rodziców idiotów/patoli itp.

    •  

      pokaż komentarz

      Najbiedniejsi, a biedna patola... to różnica

      @Reiter: Jaka? Że niby teraz biedna patola grzecznie chodzi do szkoły i się uczy, bo 'jest za darmo'?

    •  

      pokaż komentarz

      @idiot: OP pisał o finansowaniu bezpośrednio z kieszeni rodzica, im więcej wpłaci tym lepszą edukację mają jego dzieci. Biedne rodziny, które są normalne wysyłają dzieciaki do szkoły. Patola też - przynajmniej zazwyczaj, bo jest obowiązek do osiemnastego roku życia. W momencie wprowadzenia finansowania z kieszeni rodziców i zasady: kto więcej wpłaci... dzieciaki będą przegrane i nie otrzymają edukacji lub będą chodzić do najgorszych szkół w Polsce.
      Dzieci nie są niczemu winne, szczególnie temu, że mają rodziców z patoli. Nie każde dziecko z patoli będzie takie samo, niektórym się udaje, niestety mało jest takich przypadków.

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter samorządy zawsze mogą sobie zrobić szkołę dla patoli przecież. Ale państwo nie jest od tego aby się tym zajmować.

    •  

      pokaż komentarz

      @Adunio: Czyli prywatna edukacja? Każdy płaci xxx zł miesięcznie? Jeżeli kogo nie stać na szkołę, to dziecko się nie uczy?

      Państwo zajmuje się wieloma sprawami, którymi nie powinno.

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter: Ale ty w ogóle czytasz na co odpowiadasz? Po pierwsze, nie musimy skakać ze skrajności w skrajność i robić tylko i wyłącznie, od a do z szkoły prywatne. Zazwyczaj skrajności są c!@?#we, więc trzeba znaleźć odpowiedni środek, dostosowany do społeczeństwa i jego zamożności.
      Po drugie, już ci pisałem - teraz szkoła prywatna to rarytas. Jakby wszystkie musiałby być finansowane w ten sposób, to będę szkoły za psie pieniądze, przykościelne, organizowane oddolnie, organizowane przez samorządy itp.
      Po wtóre - teraz dzieci z patoli też są 'skazane na porażkę'. Któż z nas nie uczył się z patolą? Co z nich wyrosło? Poza tymi pojedynczymi, zdolniejszymi jednostkami, to wyrosło kolejne pokolenie patusów. Inwestowanie w ich naukę to marnowanie pieniędzy. Nie widzę przeszkód, żeby finansować naukę dla tych zdolniejszych.
      Obecny układ się nie sprawdza. Zaprzeczysz? Trzeba zatem coś z tym zrobić, podejrzeć jakie rozwiązania sprawdzają się na świecie, zmodyfikować je odpowiednio i wdrożyć. Potem obserwować i modyfikować w miarę potrzeb.

    •  

      pokaż komentarz

      Ale ty w ogóle czytasz na co odpowiadasz?

      @idiot: Tak. Ty nie wiesz... do której odpowiedzi OP-a się odnoszę i dlatego jest nieporozumienie.

      . Zazwyczaj skrajności są chujowe

      @idiot: Oczywiście, że tak.

      Po drugie, już ci pisałem - teraz szkoła prywatna to rarytas. Jakby wszystkie musiałby być finansowane w ten sposób, to będę szkoły za psie pieniądze, przykościelne, organizowane oddolnie, organizowane przez samorządy itp.

      @idiot: Już widzę jak patola będzie płacić pieniądze.

      Po wtóre - teraz dzieci z patoli też są 'skazane na porażkę'. Któż z nas nie uczył się z patolą? Co z nich wyrosło? Poza tymi pojedynczymi, zdolniejszymi jednostkami, to wyrosło kolejne pokolenie patusów. Inwestowanie w ich naukę to marnowanie pieniędzy. Nie widzę przeszkód, żeby finansować naukę dla tych zdolniejszych.

      @idiot: No właśnie... niektórym się udaje, inni są normalni, a reszta to patusy. Jak sklasyfikować ludzi, tzn. znaleźć tych najzdolniejszych? Na początku może się uczyć bardzo dobrze, a później nagle będzie zlot w dół, może też być odwrotnie.

      Obecny układ się nie sprawdza. Zaprzeczysz? Trzeba zatem coś z tym zrobić, podejrzeć jakie rozwiązania sprawdzają się na świecie, zmodyfikować je odpowiednio i wdrożyć. Potem obserwować i modyfikować w miarę potrzeb.

      @idiot: Zaprzeczę. Wszyscy składamy się na budżet państwa. Z budżetu państwa jest finansowane wiele rzeczy, które nie pasują lub się z nich nie korzysta - kwestia indywidualna.

    •  

      pokaż komentarz

      Już widzę jak patola będzie płacić pieniądze

      @Reiter: Dokładnie tak samo będą płacić, jak teraz się uczą. Sorki, ale jeśli rodzic nie chce żeby dziecko się uczyło, jeśli dziecko nie chce się uczyć, to publiczna szkoła tylko krzywdzi normalne dzieci które z tymi patusami się wychowują. Ktoś kopać rowy musi, a te zdolniejsze dzieciaki można dofinansować. Można z budżetu finansować np. pierwsze trzy klasy, albo zrobić milion innych rzeczy, dostosowanych do możliwości.

      Zaprzeczę

      @Reiter: Ale ty chyba zaprzeczasz czemuś o co nie pytam. No to po chuj, że tak zapytam, jacyś nauczyciele strajkują? Po co ludzie od lat psioczą na edukację?

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Nie ma rewolucji bo subwencja oświatowa jest przyznawana samorządowi i z tego co wiem szkoły prywatne/społeczne na prawach publicznych nie koniecznie dostają subwencję w pełnej wysokości. Szkoły publiczne poza subwencją oświatową bazują na darmowej infrastrukturze od miasta/gminy. Prywatni muszą się budować/wynajmować co znacząco zwiększa koszty. Rozwiązaniem mogło by być częściowe przekazanie szkół do prywatnych "operatorów edukacyjnych". Musieliby spełniać określone wymogi ale organizacja samego funkcjonowania szkoły pozostałaby w ich gestii (plany zajęć, zatrudnienie nauczycieli, itd.). Od innej strony to wyszło ale tak to mniej więcej funkcjonuje w tym artykule: https://nauka.trojmiasto.pl/Prywatna-szkola-na-Ujescisku-bedzie-publiczna-n99807.html

    •  

      pokaż komentarz

      @magis_carbo: To wygląda inaczej. Dotacja oświatowa jest za mała (nie da się z niej pokryć kosztów) i miasta dopłacają do niej. Jakiś czas temu samorządy przekazywały szkołom prywatnym tylko to co dostały z ministerstwa. Ale sprawa się skończyła w Sądzie Najwyższym i teraz samorządy przekazują podmiotom prywatnym tyle samo ile same przekazują swoim szkołom na ucznia.

      Czemu chcesz aby ktoś znów się uwłaścił na państwowym majątku:

      Rozwiązaniem mogło by być częściowe przekazanie szkół do prywatnych "operatorów edukacyjnych".

      Zasadniczy problem jest taki, że przy obecnej wysokości dotacji z ministerstwa to nic się nie opłaca. Jak ktoś zakłada szkołę prywatną (nie społeczną) to po to aby na niej zarabiać, a nie dopłacać.

      Nauczyciele podpisują umowy z dyrektorami i to dyrektorzy ustalają plan zajęć. Samorząd nadzoruje. Nie rozumiem jaki byłby bonus z tych podmiotów poza tym, że operator by się dorobił bez inwestycji.

    •  

      pokaż komentarz

      Dokładnie tak samo będą płacić, jak teraz się uczą. Sorki, ale jeśli rodzic nie chce żeby dziecko się uczyło, jeśli dziecko nie chce się uczyć, to publiczna szkoła tylko krzywdzi normalne dzieci które z tymi patusami się wychowują. Ktoś kopać rowy musi, a te zdolniejsze dzieciaki można dofinansować. Można z budżetu finansować np. pierwsze trzy klasy, albo zrobić milion innych rzeczy, dostosowanych do możliwości.

      @idiot: Sam pisałeś wyżej, że dzieci z patoli też mogą być zdolne i nie wszystkie idą w ślady rodziców. Dziecko nie ma wpływu na wiele rzeczy i jeżeli rodzice będą musieli płacić i to będzie kryterium edukacji, to dzieciak może zapomnieć o szkole, nawet jeżeli sam będzie chciał się uczyć.

      PS. Jakie masz wykształcenie? Znam ludzi po studiach, którzy rozwożą chińskie żarcie, to ten samo poziom co kopanie rowów. Rozumiem, że jesteś programistą 15k?

      Ale ty chyba zaprzeczasz czemuś o co nie pytam. No to po chuj, że tak zapytam, jacyś nauczyciele strajkują? Po co ludzie od lat psioczą na edukację?

      @idiot: Nauczyciele chcą zarabiać więcej i tyle. Strajkują dla pieniędzy.
      Kto psioczy i w jaki sposób na edukację?

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter: Albo trollujesz, albo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. W obu przypadkach, szkoda mojego czasu. Miłego dnia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Pewnie masz rację co do subwencji, ale co do opłacalności to nie jestem taki pewien. Szkoła z artykułu w moim komentarzu który opisuje mniej więcej taki mechanizm jakoś funkcjonuje. Umowy musiałyby być czasowe i obwarowane odpowiednimi warunkami. Kwestia sensowej konstrukcji. Przekazanie budynków nie na własność ale użytkowanie na czas umowy. Kwestie techniczne do przemyślenia...

      Co do przekazania edukacji operatorom to plusy są na przykład takie że samorządy nikogo nie zatrudniają. Robi to prywatna szkoła, a ta z założenia nie pozwoli sobie na nauczycielskie dziadostwo.... Prywatny operator będzie zainteresowany dużą liczbą uczniów bo to przełoży się na zysk. Duża liczba uczniów będzie do osiągnięcia tylko dzięki dobremu poziomowi i warunkom nauczania (bo rodzice nie poślą dziecka do dziadowskiej szkoły tylko tej lepszej). W publicznych szkołach maja na to wywalone bo etaty utrzymuje miasto/gmina a uczniowie bywa że są trakotwani jako zło konieczne dal utrzymania systemu.

      P.S. Moje dziecko ma orzeczenie o wspomaganiu nauczania ze względu na aspergera. W klasie jest jeszcze jedno dziecko. Za każdym z nich idzie subwencja x 9,5. To jest jakieś 52tys. PLN rocznie na dziecko. Te dzieciaki nic z tego nie mają, nic. Oprócz zajęć rewalidacyjnych (dodatkowe godziny do spieniężenia przez nauczyciela) nic nie jest realizowane z tego co jest opisane w orzeczeniu. W klasach nawet ściany nie są czyste - po ich stanie twierdze, że od kilkunastu lat nie były odświeżane. Nauczyciele mają te orzeczenia gdzieś. Jeśli wiedzą, że są to nie wiedzą co w nich jest sugerowane dla konkretnego dziecka.
      Skazany jestem na rejonówkę bo prywatnych i społeczny tyle w okolicy co kot napłakał...
      Za to jestem święcie przekonany że prywatny zarządca w życiu by nie pozwolił sobie na stratę ucznia (dochodu) ze względu na "tumiwisizm" nauczycieli.

    •  

      pokaż komentarz

      @idiot: Nie trolluje, a czytanie ze zrozumieniem mam opanowane.
      Również pozdrawiam i dzięki za rozmowę. Miłego dnia.

    •  

      pokaż komentarz

      @magis_carbo: sam sobie odpowiedzialeś. Szkole bedizie interesowala ilosc.rentownosc mozna podnieść zwiększając ilosc uczniów w klasie.

      Obecie sporo prywatnych szkół nie konkuruje poziomem, a tym aby dziecku bylo milo i przyjemnie.

      Ogolnie pomysl mozna by wdrozyć, ale jako opcjonalny, a nie obligatoryjny. Bo tak to pociotki przejmą interes.

      Na pewno w zwiazku z tymi wiekszymi pieniedzmi duzo wiecej papierow do kuratorium jest wypelnione.

      Cala edukację przeszedlem w publicznych szkolach i nigdy w rejonowej. Nad podstawowka rodzice sie nachodzili.

      Natomiast w miejscach slabiej zaludnionych nie widze czemu prywatne szkoly mialy by byc lepsze. Podstawówkę rodzice wybierają ze wzgledu na odlegosc od domu a nie poziom. Wiec prywatny operator, majac lokalizacje nie bedzie sie musial starac, a pieniazki beda splywac.

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter jeśli jest coś warte to każdy w niego będzie chciał zainwestować. Nawet jak będzie pochodził z patoli. Nie każdy musi wiedzieć ile księżyców ma Jowisz.

    •  

      pokaż komentarz

      @Adunio: Rozumiem Twoje podejście, ale jak rozpoznasz, że warto zainwestować w małolata, który ma 7 lat? Myślisz, że będzie ktoś chodził po osiedlu i szukał talentów? Daj spokój.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Oczywiście taki pomysł należy traktować jako uzupełnienie oferty edukacyjnej a nie jako zamiennik systemu - dlatego pisałem że tylko część szkół trzeba by nimi objąć (i to z uwzględnieniem ich lokalizacji względem innych). Pomysł bardziej polega na przełamaniu monopolu państwowego i wprowadzeniu elementu konkurencyjności.

      Co do poziomu to w rankingu szkół, szkoły społeczne czy prywatne praktycznie nie istnieją poniżej połowy rankingu a do tego jest często przyjemniej dla dzieciaków niż w masówkach gdzie nauczyciel mają ich w d...

      Co do miejsc słabiej zaludnionych to rzeczywiście element konkurencyjności jest wyłączony lub ograniczony. Pamiętaj jednak że w takim rozwiązaniu nauczyciele nie są pracownikami samorządu tylko prywatnego operatora - i to jest plus dla budżetu (brak pracowników na KarcieNauczylciela). Jest też duża nadzieja że w związku z brakiem ustawowo gwarantowania zatrudnienia tacy nauczyciele poczują się ciut bardziej zmotywowani do sensownej pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @magis_carbo: Tak, ale jak szkoła prowadzona przez samorząd poleci za bardzo w dół, to jest to problem (a przynajmniej powinien) dla samorządu, który może skutkować przegranymi wyborami. Jaką miałby motywację prywatny operator aby trzymać poziom tam gdzie ma daleko do innych szkół?

      Nie powinnśmy patrzeć aby było tanio, tylko aby było dobrze. Karta nauczyciela nie blokuje zwolnienia kiepskiego nauczyciela. Tylko trzeba to zrobić zgodnie z procedurami.

      Zasadniczy problem jest taki, że jak by chcieć aby nauczyciele cały czas pracowali w szkole, to trzeba by przebudować część klas na gabinety do pracy. A wtedy by zabrakło miejsca na uczniów (czyli przez najbliższe kilka tak, aż sytuacja po reformie się unormuje, to nie jest to wykonalne).

      Przejrzałem ranking perspektyw (licea). w zakresie 900-1000 są przynajmniej 3 szkoły prywatne i społeczne. w zakresie 850-1000 jest już przynajmniej 6. A to tylko te co maja w nazwie taką informację. Wiec nie ma tak, że praktycznie nie istnieją. (ich ogólnie jest mało).

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Nie twierdzę, że to świetny pomysł dla wszystkich, ale tam gdzie jest realny wybór pomiędzy szkołami (i związana z tym konkurencja) z pewnością było by to pożyteczne. Średnie/duże miasta oraz aglomeracje pewnie by tylko skorzystały.
      Motywacją operatora zawsze będzie chęć przedłużenia umowy z samorządem a tej nie uzyska jeśli się nie postara.
      Tak to działa. Łatwiej zmienić dostawcę niż reformować instytucje publiczne...
      Tak przy okazji - przegrane wybory z powodu spadku rankingu szkoły to brzmi bardziej nieprawdopodobnie niż zwolnienie nauczyciela pracującego na KN :)

      W tym pomyśle nie chodzi żeby było taniej tylko o to żeby można było łatwo, przejrzyście i w miarę szybko rozliczać z pracy - od poszczególnych pracowników po całe szkoły i ich operatorów.

      Nauczyciele powinni zarabiać godziwe/dobre pieniądze, ale powinni też konkurować pomiędzy sobą jakością świadczonych usług (bo po tym co ostatnio się dzieje w kontekście belfer-uczeń to nie można mieć wątpliwości że dla większości to nie misja czy powołanie ale usługa). Oprócz marchewki musi być też kij. Dla sporej części brak realnych konsekwencji (tak jak jest de facto teraz) doprowadza do marazmu i bylejakości. tutaj wrócę do nauczycieli z KN - nie słyszałem żeby komuś podziękowano jest kiepski albo ma być zastąpiony kimś lepszym. Ten system tak nie działa nawet jeśli jest taka możliwość.

      Dalej:

      Zasadniczy problem jest taki, że jak by chcieć aby nauczyciele cały czas pracowali w szkole, to trzeba by przebudować część klas na gabinety do pracy.
      Ja myślę, że zasadniczy problem jest w ilości nauczycieli. Demografia spada drastycznie a zatrudnienie jakoś nie. Jedna z nauczycielek na blogu zauważyła że ten system "karmi się dziećmi". Nauczycieli jest tyle samo, dzieci mniej więc pompuje się plany lekcyjne... żeby ilości etatów się zgadzały. Kolega dziś podliczył godziny w 8 klasie córki. 34 tygodniowo. Tyle to ja miałem w technikum wraz z przedmiotami zawodowymi i praktykami a nie w podstawówce. Nota bene prawie 2x więcej niż nauczyciele mają pensum.
      Sens utrzymywania takiej kadry jest taki sam jak posiadania Urzędów Pracy (w niezmiennym kształcie od 20 lat) przy obecnym bezrobociu.

      Kolejny element to socjalistyczne tralkowanie nauczycieli po równo. WFista czy polonista mają mieć tak samo! Tylko który pracodawca zatrudnia kierowcę od pizzy na takich samych warunkach jak szofera do ładunków wielkogabarytowych? W prywatniej szkole to nie przejdzie...

      Zawód nauczyciela musi po prostu podlegać warunkom społeczno-rynkowym. Wtedy, przez konkurencję, będzie się jakość trzymać odpowiedniego poziomu a edukacja nadążać za rzeczywistością.

      Co do rankingu. Dotyczy on 1000 najlepszych (publicznych w Polsce jest prawie 1867). W pierwszej 50 są 4 niepubliczne....

    •  

      pokaż komentarz

      @magis_carbo:
      Co do zwalniania nauczyciel zatrudnionego na KN. Jak podpadniesz samorządowi, w małej miejscowości (a dyrektor nie chcę cię bronić) to żadna KN cię nie obroni przed zwolnieniem. Więc mam wrażenie, że KN jest demonizowana. Jak spojrzysz na UoP to mnóstwo osób jest zwalnianych niezgodnie z prawem i gdyby szli do sadów, to by mieli kasę, albo wracali do pracy. tylko "szkoda im zachodu" za jednym mirkiem.

      Aby zastąpić kimś lepszym trzeba mieć kogo zatrudnić. Za te pieniądze jest to ciężko zrobić.

      Nauczycieli jest tyle samo, dzieci mniej więc pompuje się plany lekcyjne... żeby ilości etatów się zgadzały. Kolega dziś podliczył godziny w 8 klasie córki. 34 tygodniowo. Tyle to ja miałem w technikum wraz z przedmiotami zawodowymi i praktykami a nie w podstawówce. Nota bene prawie 2x więcej niż nauczyciele mają pensum.

      To jest kwestia MEN. Prywatyzacja, albo nie szkól nie ma znaczenia w kontekście podstawy programowej. Jak MEN wrzuci więcej w podstawę, to prywatny też będzie musiał zatrudnić wiecej nauczycieli. Jak MEN odchudzi podstawę, to samorządy też zwolnią nauczycieli (bo będą mogły oszczędzić - wydać kasę na inne projekty).

      Co do rankingu. Dotyczy on 1000 najlepszych (publicznych w Polsce jest prawie 1867). W pierwszej 50 są 4 niepubliczne....

      top 10 to same publiczne.
      w top 50 masz 3 społeczne i jedno katolickie. Żadnego prowadzonego przez prywatną osobę na normalnych zasadach rynkowych. (szkoły społeczne często działają w budynkach przekazanych przez samorząd - już teraz)

      Rozumiem co chcesz powiedzieć, ale nie widzę powodu aby prywatny operator czułby się zmobilizowany. Tak jak samorząd mógłby nie przedłużyć operatorowi kontraktu, tak może nie przedłużyć kontraktu dyrektorowi.

      Na dziesiątki szkół prywatnych w Polsce tylko jedna uzyskała miano Uniwersytetu Humanistycznego. Nie ma żadnego prywatnego pełnego uniwersytetu. Do tego można doliczyć jeszcze Koźmińskiego i Łazarskiego.
      A większość prywatnych szkół jest gorsza od podrzędnych uczelni państwowych.

      Może prywatyzacja jest rozwiązaniem, ale muszą być wprowadzone ostre mechanizmy mobilizujące. Ni potkałem się z żadną sensowną. Uważam, że dużo lepszy byłby mechanizm wypierania szkól państwowych przez prywatne, tam gdzie założył je ktoś i budował od początku, a nie zrobił to na państwowym garnuszku.

    •  

      pokaż komentarz

      @Reiter wystarczy wprowadzić czynnik. ,,Opłaca się" a propos spokoju to ty mi zawracasz głowę nie ja tobie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad: Ciągle piszesz o małych miejscowościach. Argument, że jak ktoś podpadnie samorządowi to też wyleci. Sęk w tym że to się nie dzieje. Takie mechanizmy promują i utwardzają kumoterstwo. Energia idzie w to żeby nie podpaść a nie w jakość pracy (obojętnie czy to nauczanie, sprzątanie, usługi komunalne, itp.) Ocena pracy powinna wychodzić od odbiorców (uczniów i rodziców). Najlepszym sposobem kontroli są finanse a jak świat światem rządy nie są najlepszymi ich zarządcami.

      Ja mam ogląd sytuacji z relatywnie dużego miasta - Katowice. W naszej rejonówce pogarda czy może zwykła niechęć niektórych nauczycieli do rodziców aż się wylewa przy każdym kontakcie. Niekiedy nawet do uczniów bo jak można powiedzieć do dziecka "pościeraj tablicę bo do niczego innego się nie nadajesz".
      Np. materiał z przyrody na ten moment (kwiecień) nie jest przerobiony nawet w połowie choć w dzienniku pewnie idzie zgodnie z programem - dziennika nikt mi nie pokarze bo to dokument wewnętrzny szkoły.
      Moje dziecko jest wysoko funkcjonującym autystykiem (nie ma jakiś wybitnych potrzeb, po prostu ciut innego podejścia w niektórych kwestiach) i choć ma orzeczenie to nauczyciele nie mają pojęcia o jego istnieniu lub nie wiedzą co w nim jest (orzeczeniu). Drugi chłopiec z orzeczeniem i większymi potrzebami od szkoły nie dostał praktycznie nic oprócz kilku upokorzeń ze strony wychowawczyni przed całą klasą. Wszystko co zostało załatwione zrobili rodzice - łącznie z uzyskaniem zgody z UM na nauczyciela wspomagającego - choć to obowiązek dyrektora szkoły.
      W szkole syf i mogiła. Po pieniądze na zakup zdezelowanego pianina nauczycielka muzyki wyciąga rękę do rodziców - a jednocześnie szkoła nie rozlicza się z pieniędzy przekazanych w ramach komitetu rodzicielskiego (nawet nie próbują się wykazać, mają nas po prostu w d...). Takich niuansów jest cała masa.
      Dyrektorka ma plecy UM a grono pedagogiczne jej się nie postawi bo ta głównie zajmuje się utrzymaniem status quo dla wszystkich, więc została na kolejna kadencję.
      Jaki ja mam na to wpływ. ŻADEN. Nauczycieli na KN zmienić realnie się nie da. Wpłynąć na zmianę dyrekcji poprzez naciski na samorząd w wyborach to kategoria fantasy...

      Piszesz: > w top 50 masz 3 społeczne i jedno katolickie. Żadnego prowadzonego przez prywatną osobę na normalnych zasadach rynkowych. (szkoły społeczne często działają w budynkach przekazanych przez samorząd - już teraz)

      Otóż społeczne czy katoliki zatrudniają nauczycieli nie na KN ale UoP. Tam jakoś nikt nie strajkuje. Jakość usługi jest lepsza. Proporcje w rankingu o tym świadczą, a przykładem z życia są dwie szkoły Kuźnica i Płomień (jedna dla chłopców, druga dziewczyn). Koleżanka która ma tam dzieci deklaruje, że rodzice z nauczycielami są partnerami ze wspólnym celem dobrej edukacji i wychowania. Jak nauczyciel tego celu nie widzi albo uchyla się od współpracy z rodzicami to po prostu rezygnuje się z jego usług. To się dzieje. Wcale nie jest łatwo znaleźć dobrego nauczyciela ale jak się go znajdzie to się go szanuje pod każdym względem (jako człowieka, pracownika, wychowawcy, itd)

      Za moim dzieckiem z subwencji idzie 50+ tys. zł rocznie (ze względu na orzeczenie). Guzik z tego jest dla dziecka (poza paroma godzinami zajęć rewalidacyjnych miesięcznie) a ja nie mogę nic realnie zrobić. Szkoły społeczne/prywatne nie rekrutują do starszych klas (zresztą tych szkół w okolicy jest tyle co kot napłakał). Miedzy publicznymi nie ma co żonglować bo naobiecywać każdy potrafi ale umowy na konkrety oczywiście podpisać się nie da, no bo jak... umowa z państwem.

      Co do wypierania szkół publicznych przez prywatne... Ale jak? Skoro prywatna, masowa (nie elitarna za ciężkie pieniądze bogatych rodziców) edukacja na starcie jest przegrana ze względów finansowych właśnie. Dokładnie tak jak z prywatnymi punktami przedszkolnymi kilka lat temu. Kto mówi o przejmowaniu majątku, chodzi o udostępnienie infrastruktury na takich zasadach jak teraz korzystają z tego szkoły publiczne (gdzieniegdzie społeczne tak mają, gdzie indziej za odpłatnością która zwiększa koszty funkcjonowania placówek i zawęrza dostęp dla ludzi do tych przy kasie)

      Rozwiązaniem jest system w którym rodzić przekazuje zadanie kształcenia dziecka komuś konkretnemu kogo może rozliczyć z pracy/starań czy finalnie z efektów. I musi mieć narzędzie dzięki czemu ta weryfikacja będzie skuteczna -pieniądze (z subwencji i dotacji samorządowych).

    •  

      pokaż komentarz

      @magis_carbo: Po pierwsze nie musiałeś wysyłać dziecka do szkoły rejonowej. nie musiałeś nawet do państwowej.

      Po drugie to co opisujesz, to gdyby zatrudnić nauczycieli na UoP to czemu miało by być lepiej? Nagle by znikły plecy dyrektorki?

      ad2
      Hm. Może w tamtych szkołach płacą nauczycielom lepiej? Może szkoły mają inne źródła finansowania (darowizny od rodziców itp).

      ad3. Jakością. Tylko i wyłącznie tym powinni. Zgodnie z konstytucją uczeń musi móc pójść do bezpłatnej szkoły. Więc albo jakością przekonają rodziców do płacenia. Albo musieli by zmieścić się w dotacji oświatowej, co jest nierealne (jeżeli chcą mieć zysk).

      ad4. Już rodzic może to zrobić, tylko musi się postarać. Masz całe spektrum. Od szkół publicznych, przez społeczne, katolickie, do prywatnych aż po edukację domową.

    •  

      pokaż komentarz

      @Massad:
      1. musiałem, bo mnie nie stać na prywatną edukację - mało kogo zresztą stać. Natomiast publiczne w promieniu 10 km niczym się nie różnią (bo niby czemu miałyby się różnić skoro nie muszą niczym konkurować).

      UoP jest o tyle lepsza że można ją rozwiązać gdzie KN tylko betonuje etaty bez możliwości jakiejkolwiek sensownej weryfikacji. Teraz nauczyciel/dyrektor jest poniekąd urzędnikiem państwowym (kto ma do czynienia z ZUSem, NFZtem, US ten wie o co chodzi). Dlatego zmienić trzeba cały system gdzie szkoły będą podlegały ocenie z niej korzystających... ale o tym pisałem w poprzednim poście.

      2. Może płacą lepiej ale na pewno wydajność pracy jest większa przez co sumarycznie koszty niższe. Nauczyciel pracuje od 8 do 16 a co ważniejsze jest DLA ucznia i rodzica przez co i efekty lepsze.
      A może nie strajkują bo normalnych przedsiębiorstwach (nie budżetowych) ludzie wiedzą że pieniądze się biorą z pracy a nie bycia w pracy.

      3. Ale kto powiedział, że szkoła prywatna musi płatna. Wystarczy że nie ma kosztów zaporowych w postaci budowy własnej infrastruktury. W artykule który przytoczyłem na początku naszej dyskusji Morska Niepubliczna Szkoła Podstawowa na Ujeścisku dostaje od miasta subwencję + niewielki dodatek (razem niecałe 800zł - dane na 2016r) i daje radę. Mało tego nie strajkują http://morskaszkola.pl/egzamin-organizacja-szkoly,687,pl.html
      Opieka świetlicowa jest od 7 do 17. Kurde, może prywatny zarządca jest po prostu wydajniejszy.
      Szkoda, że tak nie może być w co drugiej szkole.

      Utrzymać się subwencji to nie problem dla takiej klasy do jakiej chodzi mój syn.
      20dzieci x 780zł/mieś + 2dzieci_ z_orzeczeniem ok7000zł/mieś.= ok 29600zł/mieś. za naszą klasę.

      4. Jak w punkcie pierwszym - nie mam. poza tym co to za argument - jak rodzic chce dobrze funkcjonować to musi się od publicznych instytucji trzymać z daleka? Czy właśnie wyraziłeś opinię, że publiczne może być dziadowskie i obywatele mogą się cmoknąć ale finansować muszą?!

    •  

      pokaż komentarz

      @magis_carbo: Zamieniasz szkolę państwową na prywatną. Ilość miejsc w szkołach zostaje ta sama. Wyskość dotacji też. Jaką motywację miałby mieć operator takiej szkoły aby podnieść jakość? Raczej chciałby dać nauczycielom więcej godzin. Bo dzięki temu ma niższe koszty. Powtórzę za tobą:

      (bo niby czemu miałyby się różnić skoro nie muszą niczym konkurować).

      ad 2. Dużo nauczycieli by na to poszło. Tylko samorządy nie chcą bo trzeba by zrobić remont w większości szkół. bo obecnie nie ma w nich miejsca do indywidualnej pracy nauczycieli.

      ad 3

      Opieka świetlicowa jest od 7 do 17. Kurde, może prywatny zarządca jest po prostu wydajniejszy.

      W Warszawie jest to w normie (choć raczej 8-18). Chyba jakaś dupna okolica.

      ad 4. Cały czas nie wytłumaczyłeś mi czemu prywatny operator z rozdania miałby być lepszy. Miasta wcale nie chcą prowadzić szkół. Jak się znajdzie ktoś z kasą to udaje się przejmować szkoły od miasta (patrz szkoły społeczne).

      Odgórna "prywatyzacja" przyniesie więcej szkody niż pożytku.

      Kiedy ostatnio byłeś na dyżurze radnego z twojego okręgu? Czy zgłosiłeś nieprawidłowości w szkole do kuratorium?

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: szkoły prywatne są dnem sposób podejscia do ucznia jest patologiczny tak samo jak nauczanie. Traktują dzieciaki jak 2 latki, interesują się nimi osobiście i jakieś cyrki odwalają ze sie pytaja dzieciaka co robi po szkole albo czy bedzie robil projekt wspolnie z nauczycielami w jakiejs restauracji albo pytania co jadl na sniadanie no patola po prostu g0wno ich to obchodzi co kto robi, oprocz tego obsmiewaja ich i pokazuja same najgorsze wady czlowiekowi a nie zalety. I jeszcze jak sie jakis konfilkt przytrafi dziecku, to zmuszają je siłą do wspolpracowabia z oprawcami gdzie w normalnej szkole po prostu poszedlby do innej grupki i mialby spokój. Szkola prywatna demoralizuje

    • więcej komentarzy(122)

  •  

    pokaż komentarz

    Wiem, że pasuje wam to do światopoglądu, ale z tym płaceniem, to nie do końca tak jest. Wbrew pozorom w prywatnych szkołach zarabia się jeszcze mniej. To, że czesne kosztuje 1,2k, to nie znaczy, że nauczyciel tyle dostaje od łebka.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: skąd takie info, że zarabiają mniej? Chciałbym zobaczyć jakieś dane bo brzmi to nieprawdopodobnie.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: mieszkam z kimś, kogo mama jest nauczycielką i mówi, że rozważała przejście do prywatnej szkoły, ale płacą tam jeszcze mniej, niż zarabia w państwowej szkole. Nie wiem, czy będą dostępne oficjalne dane na temat zarobków w de facto prywatnych firmach. Z kolei koleżanka, która jest nauczycielką w prywatnej szkole mówi, że zarabia tyle samo co w szkole publicznej.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: cóż, z całym szacunkiem ale to trochę dowody na zasadzie 'koleżanka koleżanki'. Oczywistym jest, że jedna szkoła prywatna będzie płaciła mniej a inna więcej. Tak jak w innych zawodach. W jednej firmie płacą więcej (może więcej wymagają?) a w innej mniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: więc wykaż się, znajdź statystyki przeczące mojej tezie i ją obal. Mówię co słyszałem, a opinia dotyczy dwóch miast.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: nauczyciele ze szkół prywatnych nie strajkują dlatego, bo są zatrudnieni na umowe o prace a nie na karte nauczyciela. Przez to maja tyle samo urlopu co każdy, pracujący człowiek. Nie maja trzynastek i rożnego rodzaju dodatków. Dochodzi do takich sytuacji, ze w ferie i wakacje musza przychodzić do pracy na dyżury bo w ciągu roku maja do wykorzystania taka pule urlopu, jaka przysługuje na takiej umówie. Dostają kase za nadgodziny jezeli są zebrania lub wycieczki. Ogólnie traktowani są jak każdy człowiek, zatrudniony na umowe o prace. Reasumując dodatków i przywilejów jest mniej, kasa porównywalna lub nawet mniejsza niż w szkole państwowej.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: to Ty powinieneś swoją tezę udowodnić :) ja tylko powątpiewam.

    •  

      pokaż komentarz

      @koniarek: Zgodnie z ekonomią wraz ze wzrostem ilości szkół i konkurencji wynagrodzenia będą rosnąć. Ja wiem, że jak sobie teraz nauczyciele kalkulują to w krótkim okresie może nie być im lepiej ale w długim wszystko powinno się ustabilizować a mechanizmy rynkowe zacząć działać na korzyść ich i uczniów.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: jeśli to prawda że w prywatnych szkołach zarabia się mniej niż w publicznych, mimo że rodzice już w podatkach zapłacili za publiczne szkoły, ale wolą dopłacać za prywatne bo są lepsze... to chyba niezbity dowód na to że w szkołach publicznych nauczyciele zarabiają zdecydowanie za dużo.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: wydaje mi się, że wyciągasz złe wnioski. Zbyt dużo jest słabych nauczycieli, którzy blokują możliwości wejścia w zawód osobom zdolnym.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: dlaczego moje wnioski są "złe"? Prywatne szkoły dostarczają lepszy produkt (skąd wiemy że lepszy - bo konsumenci płacą za niego mimo ze mają "darmową" państwową alternatywę) i te prywatne szkoły są w stanie dostarczyć ten lepszy produkt płacąc swoim pracownikom (nauczycielom) mniej niż dostawca gorszego produkt (szkoły publiczne). Nie jestem sobie w stanie wyobrazić lepszego argumentu za tym że nauczyciele w szkołach publicznych są zbyt hojnie wynagradzani.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: zgadzam się z Tobą w większości. Tylko uważam, że teraz nie zarabiają za dużo tylko cech zawodowy nauczycieli niesie na sobie zbyt duży ciężar w postaci nauczycieli starych i słabych, którzy blokują miejsca młodym zdolnym. Ale tak, trzeba zmienić system a nie same wynagrodzenia bo to jak leczenie raka lekiem przeciwbólowym.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi znam nauczyciela z prywatnej szkoły w dużym mieście. 2700 na rękę. Nie wiem ile pracuje ale podejrzewam że więcej niz 18 lekcji tygodniowo. Jedyny plus to że może za darmo dać swoje dziecko do tej szkoły.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: Masz fajne argumenty, przypomniał mi się film "Chłopaki nie płaczą" i ta rozmowa:
      Fred: No, więc posłuchaj mnie teraz uważnie, Bolek. Byłeś w Stanach?
      Bolec: Nie.
      Fred: No właśnie, a ja... znam kogoś, kto był i opowiedział mi to i owo.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: @Sunday: może to pomoże? ze strony https://wynagrodzenia.pl/artykul/ile-zarabiaja-nauczyciele-ihow-much-do-teachers-earni opracowanie Sedlak i Sedlak na podstawie danych GUS z 2016 Co prawda ograniczone do gimnazjów i ponadgimnazjalnych ale na szybko więcej nie znalazłam. Można by pogrzebać w GUS bezpośrednio, jak ktoś ma ochotę.

      źródło: wynagrodzenia.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: no to czarno na białym widać że nauczyciele w szkołach publicznych zarabiają za dużo a nie za mało! Można było się spodziewać, skoro nauczyciele nie zmieniają pracy znaczy że wcale im tak źle nie jest.

      Do tego w prywatnych szkołach chyba nie obowiązuje "karta nauczyciela" i inne udogodnienia?

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: no to czarno na białym widać że nauczyciele w szkołach publicznych zarabiają za dużo a nie za mało! Można było się spodziewać, skoro nauczyciele nie zmieniają pracy znaczy że wcale im tak źle nie jest.

      Do tego w prywatnych szkołach chyba nie obowiązuje "karta nauczyciela" i inne udogodnienia?

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: Nauczyciele, których znam, nigdy nie polecali mi zatrudnienia w szkole prywatnej. Tylko publiczna

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: tak, "za dużo" Mediana na poziomie 4159 brutto to rzeczywiście dużo jak diabli. Normalnie pławią się w kasie i wyrzucają garściami przez okno.

      To poniżej 3k netto.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: Trzeba przyjąć do wiadomości że płaca to nie jest to ile by się chciało zarabiać tylko ile za Twoje usługi chcą zapłacić inni. A skoro nauczyciele w placówkach prywatnych, robiący lepsza robotę, zarabiają 3 tys na rękę, to ile warta jest praca nauczyciela w szkole publicznej?

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: Zgłoś się na korepetycje, to się dowiesz. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Potwierdzam info, że w prywatnych szkołach też nie zarabia się za dużo. Mam w rodzinie osobę, która od 30 lat jest na stanowisku nauczycielskim w prywatnej szkole i zarabia bardzo mało.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: komentarz w punkt :) To że trzeba chodzić na korepetycje też dobrze obrazuje poziom publicznej edukacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: Sugerujesz jakoby nauczyciele pracowali w prywatnych szkołach, gdzie jeszcze bardziej poddani są stresowi, bo podlegają ocenie na podstawie wyników egzaminów np: matury. Do tego zarabiają mniej czyli, dużo stresu, małe zarobki, a mimo tam pracują. Czy Ci nauczyciele to masochiści? Po co tam są skoro obok jeszcze szkoła publiczna, w której jak sugerujesz zarobki są większe?

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy cztery lata temu czytalem ze w prywatnych szkolach nauczyciele zarabiają 30% gorzej. Ale wykopki jak zwykle wiedzą lepiej.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: same korepetycje są idealnym dowodem, że to rynek powinien kształtować wynagrodzenia. Jak ktoś jest w stanie zapłacić tyle ile korepetytor oczekuje to się dogadują i świadczone są usługi.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: na obraz publicznej edukacji składa się o wiele więcej czynników, niż jakość nauczycieli. Tę oceniam wysoko, zwłaszcza w umiejętnościach dostosowywania nierealnych wymogów do rzeczywistości. To przeludnione szkoły, do których dzieci chodzą na dwie zmiany, kanciapy zamieniane pospiesznie w klasy, braki w każdym możliwym sprzęcie, totalne obcięcie kasy na jakiekolwiek zajęcia pozalekcyjne... których i tak nie ma gdzie prowadzić. Oraz, a może przede wszystkim, niedopięty, pisany na kolanie bez weryfikacji, bez testowania, program nauczania. W sumie programy, bo ostatni jest jedynie kolejnym z podobnego długiego rzędu debilizmów sprzedanych nauczycielom do wykonania.

      Zaś korepetycje istniały odkąd pamiętam. Zawsze byli tacy, którym nie wystarczały lekcje. Teraz jest ich więcej, ale jak się takie ułamki robi nie przez dwa miesiące a przez tydzień do dwóch, trudno o inny efekt.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: czyli biurokraci nie nadają się to sterowania szkolnictwem ...do tego momentu się zgadzam. Tylko czy Twoim rozwiązaniem są inni biurokraci do sterowania szkolnictwem?

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: ja pracuję w szkole państwowej, koleżanka u nas i w prywatnej - "mundurowej".
      w przeliczeniu na godzinę lekcyjną, zarabia tam około 1/3 mniej. Mowa o Łodzi. Z tego co się orientuje, to chyba w żadnej szkole prywatnej w regionie nie ma wyższej stawki niż te, które wynikają z ustawy.

      Jeśli jesteś wielkim niedowiarkiem, to poproszę ją o pasek.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Dobra to ja się wypowiem, staż pracy 3 lata, nauczyciel kontraktowy , wymiar etatu 18 godzin podstawowych , 9 godzin dodatkowych dydaktycznych ( takie są zasady że etat nie może mieć więcej niż 27 godzin z tego co rozumiem ) + 4 godziny "opiekuńcze" + 4 okienka w tygodniu , po 1 godzinie na każdy dzień. Łączy wymiar roboczo godzin tygodniowo na terenie szkoły : 18 godzin dydaktycznych ( płatne 100% ) , 9 godzin dodatkowych dydaktycznych płatnych 75% ( po 45 minut bo nie mają do siebie przyspawanych przerw jak godziny z etatu ) . 4 godziny za darmo ( okienka ) , 4 godziny opiekuńcze ( płatne jakieś grosze ale spakietowane z etatem i nie idzie się ich zrzec ). Były jeszcze 2 godziny pracy darmo ale to zostało jakoś 2 lata temu zniesione.

      Szkoła prywatna, Małopolska, informacje z przed 3 lat ( wtedy porzuciłem ten zawód raz na zawsze ). Praca na hybrydzie umowy o pracę i karty nauczyciela

      Pieniążki - koło 2500 netto miesięcznie.

      Pełne wakacje ( bez pierwszego i 2 ostatnich tygodni )

      Nauczanie informatyki/technologi informatycznej + pełen serwis i utrzymanie infrastruktury komputerowej obiektu.

      Nie polecam za żadne pieniądze bo to niewola a nie praca. Prywatne szkoły to rak jeśli chodzi o zarobki. Robisz to co ci każą, jak ci każą i kiedy ci każą. Rodzice mogą dowolnie wchodzić ci na głowę a ich kaszojady dobrze o tym wiedzą i wchodzą ci non stop na głowę. Kasa płynie, dyrekcja ma w dupie to co się dzieje o ile rodzice są zadowoleni.

      To jest może dobra praca z zawrotna wypłata 2,5 netto jak mieszkasz na zadupiu w wiejskiej szkole i masz ukończone studia z polonistyki albo innego gówno kierunku. W większym mieście klepiesz biede i twoja wolność jest dodatkowo ograniczona bo rodzice cię z piwkiem nawet nie mogą zobaczyć bo odrazu trzask pękających dup że jak to tak nauczyciel piwo pije a potem mojego Brajanka ma uczyc.

      Szkoda strzępić ryja.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi ja zarabiam w prywatnej więcej, ale tylko dlatego że mam umowę o dzieło i inne źródło zusu więc nie muszę go opłacać z tej umowy. Nie jest to szkoła powszechna, ale niestety akurat w tej szkole z którą miałam kontakt działa zasada "klient nasz pan", co byłoby fatalne w szkołach powszechnych.

    •  

      pokaż komentarz

      komentarz w punkt :) To że trzeba chodzić na korepetycje też dobrze obrazuje poziom publicznej edukacji.

      @Sunday: to też ukazuje, że nauczyciele nie są tak zapracowani jak twierdzą, skoro mają czas na dawanie korepetycji :)

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: uczę się w szkole (technikum) niepublicznej na prawach szkoły publicznej (nie mam pojęcia co to znaczy), która podlega pod szkołę wyższą. Nauka jest darmowa. Zdecydowana większość nauczycieli pracuje w innych szkołach (publicznych) i część z nich mówi nam wprost, że pracują tu tylko po to, żeby sobie dorobić, a zarabiają minimalną krajową.

    •  

      pokaż komentarz

      @grigoryi: Szkoły prywatne uczą lepiej niż państwowe? Toś doj?#?ł :D

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: Zalezy zapewne czego uczy i jak uczy, znajoma nauczycielka pracowala jakis czas w szkole publicznej, przygotowywala leksje ect, przez co byla niemile widziana w pokoju nauczycielskim, bo "zawyzala poziom" - takie bylo stwierdzenie innych nauczycieli. Coz, liczyla, ze wyrowna to jakas nagroda od dyrekcji lub cos w ten desen... Niestety nic z tego. Teraz uczy w prywatnej szkole i zarabia wiecej...

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: @grigoryi: żona jak szukała pracy to była na rozmowach w prywatnych szkołach i przedszkolach. Kasa prawie minimalna a wymagań 10x więcej. Chcą żeby robić za nauczycielkę, opiekunkę, sprzątaczkę, sekretarkę itd

      3 koleżanki żony pracują w prywatnych przedszkolach. Jedna latała z ulotkami, wieszała banery na mieście inna uczyła angielskiego i muzyki a wcale tego dobrze nie zna itd. Przed rodzicami pięknie bo dużo zajęć ale w środku oszczędzanie na wszystkim.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: Korepetycje istnialy zawsze, ale korzystac z nich musial promil osob, a nie prawie wszyscy. Roznica skali jest. Dodatkowo wtedy korzystali tylko ci najslabsi, albo ci najlepsi, ktorzy chcieli przygotowac sie do lepszej szkoly, teraz jest to powszechne, mimo, ze material do przerobienia jest duzo mniejszy niz dawniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: Jeśli prywatne szkoły dostarczają lepszy produkt, to powinny dominować w rankingach zdawalności np. matur. Czy tak jest?

      Jedyne co daję to większy wpływ uczniów i rodziców na oceny -> czyli przyciągają miernoty które chcą dostać 6 za byle co.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: biurokraci mówisz... nie, to akurat osobny zestaw ludzi grzebiących przy szkołach, nawet o nich nie wspomniałam. Dokuczliwi, dokładający bezsensownej roboty ale łatwi do ogrania. To oni wymyślili awans zawodowy nauczycieli, czyli 'drogę przez papier'.

      Chodzi o polityków, często pełnych dobrej woli, ale zupełnie bez pojęcia, że edukacja jest procesem ciągłym, trwa 12 lat i że wprowadzana zmiana musi być kompatybilna z tym, co było wcześniej, i tym, co będzie potem. Plus tzw eksperci, którzy szkolną ławkę widzieli 50 lat temu a mają jakieś idee fix oraz siłę przebicia. (tu piję do nauczania spiralnego chociażby) Chodzi o pośpiech wynikający z kalendarza wyborczego, który żadną miarą nie powinien mieć wpływu na kształt edukacji a jest czynnikiem od lat głównym. I nieważne, kto był MEN, zawsze był to funkcjonariusz partii rządzącej. Tu nie mam nadziei, żeby się kiedykolwiek poprawiło.

      @kasperziom: trochę obciach nie wiedzieć. Niepubliczna oznacza, że organem prowadzącym jest osoba prywatna, firma lub fundacja a nie organy publiczne jak samorząd czy ministerstwo. Na prawach - czyli pod nadzorem KO i z prawem wydawania świadectw, przeprowadzania egzaminów. Zatrudnienie zazwyczaj na KP, często też umowa zlecenie.

      @Kaczus2B: już pisałam, skąd ten run na korki. Jak wiadro ma 35 litrów pojemności, to nie zmieścisz w nim 50 litrów płynu. Naszym wiadrem jest czas kontra wymagania z podstawy programowej. Między innymi, bo jest nim także potworne marnowanie czasu przez złe ułożenie tematów i brak kompatybilności międzyprzedmiotowej. Mogę do rana pisać a pisać na ten temat.

    •  

      pokaż komentarz

      @krzyk2: "Według danych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej uczniowie publicznych gimnazjów osiągnęli średnio nieco wyższy wynik (69% punktów możliwych do zdobycia) z języka polskiego niż uczniowie gimnazjów niepublicznych (68%), ale już z kolejnych przedmiotów przewaga uczniów szkół niepublicznych rosła: z historii i wiedzy o społeczeństwie było to 56% wobec 59%, z matematyki 49% do 53%, z przedmiotów przyrodniczych 51% wobec 55%.

      Bardzo wyraźna różnica pojawiła się w wynikach z j. angielskiego (64% do 72%), zwłaszcza na poziomie rozszerzonym, gdzie wyniosła ona 44% wobec 58% osiągniętych przez uczniów szkół niepublicznych, chociaż w kolejnym najczęściej wybieranym języku – j. niemieckim lepsi byli uczniowie szkół publicznych. Podobne różnice pokazały wyniki ostatniego sprawdzianu szóstoklasisty, jaki został przeprowadzony w ubiegłym roku. I tak z j. polskiego uczniowie uzyskali odpowiednio 70% wobec 77%, z matematyki 53% wobec 68%, a z j. angielskiego 71% wobec 84%.

      Powyższe dane wskazują wyraźnie, że szkoły publiczne dla dzieci i młodzieży nie mają się czego wstydzić, chociaż szkoły prywatne osiągają lepsze wyniki. Prywatne szkoły mają też wiele innych zalet, które coraz wyraźniej widzą Polacy." źródło: https://www.ourkids.net/pl/szkoly-publiczne-vs-niepubliczne.php

      Podejrzewam że od samych wyników w egzaminach ważniejsze są też te inne zalety. Pozdrawiam.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: Jest jedno i drugie, na zly program narzekano odkad pamietam (a pamietam jeszcze lata 80 w szkolnictwie). Od tamtego czasu ilosc materialu sie zmniejszyla, sposob weryfikacji wiedzy rowniez (no sorry, ale narzekanie, ze na koniec gimnazjum ktos na egzaminie ma rozprawke do napisania i uwaza to za arcy trudne, to jest jak dla mnie nie na miejscu, a takie glosy byly). To, ze program jest do bani to jedno, to ze nauczyciele, ktorzy ponoc powinni lekcje przygotowac, a korzystaja z gotowcow przygotowanych przez wydawnictwa, wiec wiekszosc (nie mowie, ze wszyscy, bo jak zawsze sa wyjatki) czasu dodatkowego, ktory mial byc na przygotowanie lekcji maja dla siebie, a ze sposob nauki moze byc niewlasciwy dla tych uczniow, to nieistotne. I tak sie poglebia. Karta nauczyciela ogranicza mozliwosc nagradzania dobrych nauczycieli, wiec jest promowana miernosc. Do zawodu czesciej ida nie ci, co poinni, a ci co nie znalezli pracy gdzie indziej, bo byli za slabi. I nie generalizuje, bo nie wszyscy sa tacy - sa wyjatki, ale niestety sa to tylko wyjatki i z roku na rok jest ich coraz mniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kaczus2B: generalizujesz, praktycznie przez cały czas.

      Pamiętasz lata 80? Kiedy i ile języka obcego było w klasie podstawowej? Ile lekcji wf, informatyki i religii? Tylko te cztery przedmioty odpowiadają za dodatkowe 10 godzin tygodniowo w klasie ósmej więcej niż w latach 80, co daje przeciętnie 2h dłużej dziennie. I nie jest to koniec listy. Coś za coś, więc godzin innych przedmiotów jest mniej. Program jest przeładowany ale nierównomiernie, w jednych przedmiotach bardziej, w innych przeładowanie spowodowane jest fatalnym rozmieszczeniem materiału. W latach 80 nikt nie zaczynał nauki równań na fizyce przez poruszeniem tematu przekształceń równań na matematyce, co oznacza, że fizyk albo odwala robotę matematyka, albo dzieciaki wkuwają trzy równania, jedno na prędkość, drugie na drogę, trzecie na czas. W obu wypadkach jest to absurd totalny.
      Obecny ósmoklasista nic nie wie o wiośnie ludów czy rewolucji francuskiej, ani nie odróżnia ważności nazwiska Hubala i Inki od wagi nazwisk Churchilla i Sikorskiego. Pierwsze zostało pominięte z braku czasu, drugie nadmiernie rozbuchane, bo okres II ww powtarzają po raz drugi, mieli go w szóstej klasie, w siódmej wrócili do pierwszej wojny a w ósmej znowu druga i okres powojenny.
      Dzieciaki nie czytają lektur, nie piszą wypracowań, opisów i rozprawek w dostatecznej ilości, bo muszą rozróżniać zdanie podrzędne dopełnieniowe od okolicznikowego. Gramatyki w klasach 4-8 jest tak dużo i jest tak szczegółowa, że poświęca się jej 60-70% czasu lekcji.
      Z najważniejszych przedmiotów zrobiono jakiś śmietnik, do którego ktoś ciągle dorzuca coś nowego, a ty mi mówisz, że ilość materiału się zmniejszyła, dobry dowcip.

    •  

      pokaż komentarz

      @cichocichy: @grigoryi: @Sunday: @krystal_Tri_tapik: @aniolziom: Problem w tym, że pojęcie szkoły prywatne jest bardzo szerokie. To nie tylko elitarne placówki, gdzie jest czesne. To także małe szkoły prowadzone przez stowarzyszenia. Przykład z życia: gmina wiejska zamyka kilka podstawówek, bo są za drogie w utrzymaniu. Mieszkańcy wsi zawiązują stowarzyszenie, gmina za darmo użycza im budynek po szkole - tak powstaje niepubliczna szkoła podstawowa o uprawnieniach szkoły publicznej. Na każdego ucznia podstawówki (bo "zerówka" to rodzaj przedszkola i jest inaczej liczone) gmina daje tej szkole dotację równą subwencji oświatowej. Czesnego nie ma, bo to wieś i ludzie nie będą płacić. Skoro gmina zamknęła szkołę, bo subwencja nie wystarczała na jej prowadzenie, to niby jak za te same pieniądze stowarzyszenie miałoby utrzymać szkołę i dać pensje nauczycielom wyższe niż w publicznej? Niemożliwe, dlatego szkoła niepubliczna (czyli prywatna) nie zatrudnia nauczycieli na Kartę Nauczyciela, ale na Kodeks Pracy - daje im inne stawki, etat to więcej godzin niż w szkole publicznej.

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: lekcji jezyka obcego byly 3 lekcje rosyjskiego i 2 angielskiego w tygodniu (w starszych klasach), wf-u byly 2 godziny, informatyki nie bylo (a dokladniej byla ale tylko w nielicznych szkolach - pilotazowo, bo nie bylo sprzetu), ale byly za to ZPT, oraz praktyki robotnicze albo rolnicze... Religie jesli chcesz masz dodatkowo.
      Lekcji kodeksowo nie moglo byc w ciagu dnia wiecej niz 7 godzin. Za to byly dla chetnych kolka zainteresowan po lekcjach oraz zajecia wyrownawcze dla tych co potrzebowali.

      Piszesz program przeladowany, ale jak patrze na to co jest w matematyce na maturze, to trudniejsze zadania byly, gdy zdawalismy egzamin do liceum. Zakres materialu mniejszy...

      Niestety ale mylisz sie tez w stosunku do fizyki, pamietam np w liceumgdy pojawily sie rozniczki czy calki - prowadzacy kazal sobie zapamietac, ze sa to odejmowanka, albo dodawanka, a teorie, bedziemy mieli na matematyce pozniej, teraz zas nalezy uzyc takich wzorow... Wiec nie bylo rozowo.

      Kiedys dzieciaki tez nie czytaly lektur (czasami dlatego bo nie chcialy, a czasami, bo byly po prostu nie dostepne, w bibliotece bylo kilka egzemplarzy a w ksiegarni nie do kupienia). Zaleta bylo to, ze obowiazkowych nie bylo tak duzo jak teraz, gro bylo fakultatywnych, ustalanych z nauczycielem.

      Kiedys tez musielismy rozrozniac rodzaje zdan, zdania rozbierac ect. Gramatyka byla i wtedy, wiec nie ma co tu dywagowac i pisac, ze teraz jest, wtedy tez bylo. Tyle, ze przynajmniej raz w tygodniu byla praca domowa i trzeba bylo napisac jakies wypracowanie.

      A to, ze jest balagan w programie, to jest zupelnie inny problem, ale byl i wtedy i wtedy byli nauczyciele, ktorzy sobie z tym nie radzili, ale byli tez tacy co sobie radzili z tym bez problemowo. Matematyk np wiedzial, ze jesli ktos zgubi jakis fragment, to pozniej nie pojdzie dalej, wiec tlumaczyl czesto dosc dlugo, az wszyscy nie zrozumieli, czasami kosztem tego, ze rzeczy dodatkowe/fakultatywne, ktore gdzie indziej przerabiano na lekcji, u nas przerabialo sie na zajeciach dodatkowych, ale to byla rzadkosc, zazwyczaj jednak potrafil zmiescic sie w czasie pomimo lepszego tlumaczenia. Sam zostal matematykiem (jak opowiadal) po tym jak w liceum mial poprawke z matematyki i wakacje spedzil z ksiazkami z tego przedmiotu. Poprawke zdal, a zarazil sie na tyle matematyka, ze skonczyl studia w tym kierunku. Natomiast zdawal sobie wlasnie sprawe z faktu, ze jesli sie nie zrozumie podstaw to dalej sie nie pojdzie. Dodatkowo nagradzal za umiejetnosc zadawania pytan. Za dobre i cieawe pytania mozna bylo dostac plusy. Wychodzil ze slusznego zalozenia, ze jesli potrafimy zadac dobrze pytania, to jestesmy na dobrej drodze do rozwiazania problemu. A przypomne, ze wtedy nie bylo ani internetu w Polsce, a google powstalo kilkanascie lat pozniej... Wiec tak, i wtedy byli i dobzi i slabi nauczyciele, ale tych dobrych akurat spotkalem wiecej niz slabych.

      A to, ze program powinno sie ulozyc zanim zrobi sie jakakolwiek reforme, to zupelnie inna bajka.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      pokaż komentarz

      @Kaczus2B: W latach 80 angielski w podstawówce. Gdzie, w Warszawie? Drugi język obcy był w liceum dopiero.

      ZPT są nadal ale kończą się bodaj w klasie 6, w starszych klasach dochodzi uzawodowienie, wdż, ebd, na szczęście to jest po 10h, ale też swoje dodaje. 7h dziennie to dzieciaki mają w krótki dzień a 9h nie łaska?

      Zakres materiału z matmy nie jest mniejszy. Po prostu postanowiono dać każdemu szansę, więc poziom podstawowy na maturze da się zaliczyć programem siódmej klasy. Nie na maks, ale te zaliczające 30% spokojnie. Stąd zapewne mylne wrażenie ograniczenia podstawy programowej. A ta jest zrąbana poprzez nauczanie cykliczne. W praktyce wygląda to tak, że poznajesz coś po łebkach w klasie czwartej, po łebkach ćwiczysz w klasie piątej i rozszerzasz, choć nic już uczniowie nie pamiętają sprzed roku. Wracasz do tematu w klasie kolejnej... itd. Mniej więcej wtedy, kiedy średniaki zaczynają łapać temat i akurat powinnaś zrobić utrwalenie na różnych zadaniach, przechodzisz do innego działu. Powiedzmy robiłaś przeliczenia miar - metry, gramy, sekundy na jednostki większe i przeskakujesz do własności czworoboku akurat wtedy, kiedy zaczynają kojarzyć co z czym. Tak można rozwalić nauczanie matematyki każdemu za wyjątkiem najbystrzejszych.

      Masz dowód anegdotyczny z fizyki licealnej. U mnie były całki przed tym, jak się pojawiły na fizyce. I tak było w programie.

      Zajęć fakultatywnych na poziomie podstawówki nie ma. Tak po prostu. Zresztą który dzieciak ma ochotę na dodatki, jak jest godzina 16, mają przed sobą jeszcze dwie lekcje a sześć już za sobą? Mogę wiele komunie zarzucić, ale brała pod uwagę fizyczne możliwości nastolatków i czas na regenerację.

      Już to pisałam, ale co mi, powtórzę. Gdyby nie strajk, moje młode i tak nie chodziłoby do szkoły od czwartku. Te kilka dni na odpoczynek przed pierwszym poważnym egzaminem był jej po prostu niezbędny. bo drugi rok lata w kieracie jak jakiś wół roboczy i głupieje od tego.

    •  

      pokaż komentarz

      że rozważała przejście do prywatnej szkoły, ale płacą tam jeszcze mniej, niż zarabia w państwowej szkole.

      @cichocichy: no tak - skoro w jednej płacili mniej to logiczne i oczywiste jest że we wszystkich prywatnych tak będzie¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @krystal_Tri_tapik: Nie w mieście do 20 tysięcy osob (obecnie nie jest to nawet miasto powiatowe) byl angielski i niemiecki, w zależności jak się trafiło. Większość szkół w okolicy miało tak samo.

      ZPT były kiedyś jeszcze w Liceum, a uzawodowienie to były dodatkowe spotkania z osobami zajmującymi się doradztwem zawodowym oraz jak napisałem praktyki robotnicze mieliśmy w współpracującej z nami fabryce a rolnicze w ogródku przyszkolnym.

      Zakres z matmy jest mniejszy, zadania bardziej zaawansowanych nie ma. Nie widziałem w programie pochodnych i ich własności, to było w programie dawniej, fakultatywnie były drugie pochodne i całki i zbiór liczb zespolonych.

      U mnie w programie całek w liceum w standardzie nie było, mieliśmy je w ramach fakultetu wprowadzone, więc u niektórych (jak np u kuzynki, która była w biol-chemie w ogóle się nie pojawiły w liceum)

    •  

      pokaż komentarz

      @miken1200: i takie szkoły jak sam zauważyłeś tańsze mają lepsze wyniki niż szkoły publiczne.

    •  

      pokaż komentarz

      mają lepsze wyniki niż szkoły publiczne.

      @Sunday: albo mają słabsze. Co roku w październiku robię informację oświatową (takie sprawozdanie za skończony rok szkolny) i porównuję wyniki publicznych i niepublicznych - jest po równo. Są lepsze i gorsze podstawówki, zarówno jeśli mowa o publicznych, jak i niepublicznych.

    •  

      pokaż komentarz

      @miken1200 parę wpisów wcześniej wkleiłem informacje na tej podstawie z której wynika że niepubliczne maja generalnie lepsze wyniki.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday: No i w tej informacji na dzień dobry walnęli niezłego byka:

      "Zgodnie z art. 18 ust. 1 prawa oświatowego szkoły publiczne i niepubliczne dzielą się na następujące typy:
      1. szkoły ponadpodstawowe
      2. czteroletnie liceum ogólnokształcące ..."

      Nawet nie potrafią dobrze zacytować przepisów - nagle znikły im niepubliczne szkoły podstawowe. Same zaś szkoły ponadpodstawowe stały się dodatkową kategorią ¯\_(ツ)_/¯

      Drugi cytat: "Szkoły publiczne stanowią zdecydowaną większość wszystkich szkół w Polsce – w 2016 r. w zbiorze szkół podstawowych było ich ponad 91%, a wśród szkół gimnazjalnych nieco ponad 11%"
      Czyli co, 89% gimnazjów w Polsce jest/było niepublicznych? No nie sądzę.

      Po trzecie - w analizie nie rozdzielili wyników szkół bezpłatnych od tych z czesnym. Jak jest szkoła prywatna, która pobiera czesne, to wiadomo że nie pójdą tam dzieci z patologicznych rodzin - trudno się dziwić, że takie szkoły mają wyższe wyniki. Dlatego napisałem wcześniej o zwykłych niepublicznych szkołach, gdzie nie ma czesnego. Szkoły te zastąpiły zlikwidowane szkoły publiczne - do tych szkół chodzi tak sam przekrój uczniów, jak do szkół publicznych - no i wyniki są tak samo zróżnicowane, jak w publicznych.

      Także nie ma co się tak "napalać", że jak wszystkie szkoły sprywatyzujemy to nagle skoczy do góry poziom edukacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sunday No to niewielki zysk jest w tych niepublicznych gimnazjach (BTW. niepubliczne to nie to samo co prywatne).
      A teraz zerknij sobie na zdawalność matur 2018 (wykres od CKE - http://cke.gov.pl/images/_EGZAMIN_MATURALNY_OD_2015/Informacje_o_wynikach/2018/sprawozdanie/Sprawozdanie%202018%20-%20Og%C3%B3lne.pdf):

      źródło: wyniki.jpg

    • więcej komentarzy(43)

  •  

    pokaż komentarz

    Brakuje danych odnośnie zarobków nauczycieli w sektorze prywatnym.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie zmienię zdania nigdy, jeżeli chodzi o stosunek pracodawca - pracownik. Nie podoba się? Zgadajcie się i zmieńcie pracę. Co Wam zrobią? Gorzej na tym nie wyjdziecie, możecie tylko i wyłącznie zyskać. Nic tak dobrze nie pokazuje sensu waszej pracy, jak nagle brak ludzi do wykonywania jej. 100k wypowiedzeń w tydzień i sytuacja zmieni się diametralnie. Nauczycieli chętnie wezmą do korpo ( po pedagogice można szkolenia prowadzić na przykład ), zwyczajowo są to ludzie cierpliwi i otwarci na wiedze. Szczerze, dość mocno by to ustabilizowało sytuacje na rynku pracy, nawet jak podwyżki by nie doszły do skutku (ja dalej nie odpuszczę twierdzenia, że żeby było fair, to co 3 miesiące pensja każdego powinna być dostosowywania do poziomu inflacji, ot groszowe podwyżki celem wyrównania strat, a nie że co miesiąc zarabiasz co raz mniej) a co zrobi rząd będzie świadczyło o nim na tyle zgodnie z prawdą, że może niektórym się klapki z oczy otworzą i wreszcie ta komucho-sp!@$@?$ina pójdzie gdzie jej miejsce. Lepszej okazji do zrobienia inby dekady nie widziałem od co najmniej 10 lat. Każdy mający dzieci nagle by się zainteresował polityką, tu już by nie wystarczyła obietnica podwyżek, każdy mający więcej niż dwie szare komórki pod kopułą by się tematem zainteresował i w dłuższym przedziale czasu wyszłoby to kazdemu na dobre.

  •  

    pokaż komentarz

    Prywatne > publiczne ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @lonegamedev: szczegolnie prywatne studia gdzie w 90% placisz jedynie za papier a studenci nie wiedza na jakim sa kierunku xD

    •  

      pokaż komentarz

      @Voxen: Jak ktoś jest głupi żeby płacić za papierek to jego sprawa. Nie rozumiem czemu mam fundować studia ludziom, którzy i tak truskawki pojadą zbierać, bo ostatecznie publiczne uczelnie też idą na ilość ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @lonegamedev: no szczególnie to widać na polskich uczelniach, co?

    •  

      pokaż komentarz

      @waro: A na publicznych nie? Zła sława prywatnych wzięła się z tego, że dawno temu jak był pobór, to ludzie uciekali od poboru na "studia". Teraz nie ma poboru i większość tych uczelni zniknęła. A te co zostały widać z jakiegoś powodu mają klientów. Jednocześnie nie rozumiem tego mitu publicznej uczelni, gdzie też jest mnóstwo bezwartościowych kierunków, za które płacą podatnicy.

      Popatrzcie ile zarabia pracownik dydaktyczny na uczelni wyższej. To są śmiesznie niskie pieniądze, za które nie pójdzie nikt kto ma lepsze opcje.

      Pewnym wyjątkiem są studia, które trzeba ukończyć bo dostęp do zawodów jest reglamentowany.

    •  

      pokaż komentarz

      @lonegamedev: no ba ze prywatne > publiczne, ale umowe to bym chcial od wrzesnia do wrzesnia, a nie ze w wakacje musze isc na bezrobocie xD

    •  

      pokaż komentarz

      szczegolnie prywatne studia gdzie w 90% placisz jedynie za papier a studenci nie wiedza na jakim sa kierunku xD
      @Voxen: Jak chcą płacić za nic nie warty papier to ich sprawa, pójdą potem na rozmowę kwalifikacyjną i ani me, ani be, ani kukuryku...

    •  

      pokaż komentarz

      Teraz nie ma poboru i większość tych uczelni zniknęła.

      @lonegamedev: Nieprawda - obecnie jest ponad 240 uczelni prywatnych. Przez te wszystkie lata z liczby ok. 400 (!) uczelni prywatnych zamknięto 72, i to zazwyczaj poprzez włączenie do innej uczelni, a nie zlikwidowanie bardaku.

      Źródło: https://polon.nauka.gov.pl/opi/aa/rejestry/run?execution=e1s1 trzeba poklikać i ma się wszystkie, aktualnei dane o systemie od ministra Gowina.

    •  

      pokaż komentarz

      Jak chcą płacić za nic nie warty papier to ich sprawa, pójdą potem na rozmowę kwalifikacyjną i ani me, ani be, ani kukuryk

      @Nicolai: Teraz się zastanówmy, czemu by taki sam efekt nie mógł mieć miejsca w szkołach podstawowych i liceach...

    •  

      pokaż komentarz

      @lonegamedev: zła opinia o prywatnych uczelniach wynika z tego, że urynkowienie i prywatyzacja edukacji jest p!%?!@#onym nonsensem.

    •  

      pokaż komentarz

      @waro: Powiem tak, zapewne zależy od wydziału. Jak jeden z wydziałow na jednej prywatnej uczelni byl oczkiem w głowie właściciela tej prywatnej uczelni, to byl tam dużo wyższy poziom niż na uczelni państwowej, wiem, bo mialem w rodzinie osoby studiujace podobne kierunki na jednym i na drugim... Wiesz to byly lata 90, malo kto miał komputer i czasami były prosby by cos przepisac... Pamietam taki przykład tylko - wiem, ze moze merytoryka w tym cwiczeniu nie byla najważniejsza, ale, mial ktos przeprowadzic ankiete i zrobic na podstawie jej wynikow wysunac rozne wnioski. Problem byl taki, ze osoba miala testoo wykonanych 8 ankiet. Opracowała w ten sposób, ze jesli 6 osob odpowiedział na tak, to ona uznawała, ze to 60%.... Brat przepisywał prace i dzwonił by zapytac, czy nie ma tu bledu, kazano przepisac dokładnie tak jak jest bez poprawiania... Praca oceniona na 5... wiec nie mam komentarza - Nawet jesli to bylo tylko cwiczenie w opracowywaniu pewnych wnioskow, to moim zdaniem należało jednak trzymac sie reguł i nie robic takich błędow w podstawowych jakby nie było obliczeniach. Na drugiej - tej prywatnej uczelni, na tym wydziale takie błędy by nie przeszły.

    •  

      pokaż komentarz

      @Voxen: Ludzie dalej nie kumają, że to działa jak w przypadku innych firm. Są c?$?$we uczelnie prywatne są i zajebsite. Te zajebiste szybko wyrabiają sobie renomę u przyszłych pracodawców.

    • więcej komentarzy(2)