•  

    pokaż komentarz

    Na wsiach normą jest, że ludzie trzymają psy na podwórku na którym brama jest otwarta na oścież i kundle mogą sobie wychodzić kiedy tylko chcą. Nie da się przejść spokojnie ulicą żeby jakiś burek do ciebie nie podbiegł. W miastach można przynajmniej zadzwonić na straż miejską i mieć wszystko w dupie. Na wsi nie dość, że tej bandzie buraków nie da się nic wytłumaczyć to w przypadku zadzwonienia na policję możesz liczyć się ze wsiowym ostracyzmem.

    pokaż spoiler Jak można mieć 8 psów?

  •  

    pokaż komentarz

    Japrdl, jak ja nie trawię takich zjebów, ile to razy jechałem przez jakieś wioski gdzie takie psie bysiory biegają sobie luzem. Zero jakiejkolwiek świadomości i odpowiedzialności, nie wiem jakie siano we łbie trzeba mieć żeby nie rozumieć że przez swoją bezmyślność i brak nadzoru nad swoimi 'pieskami' można zrujnować komuś życie. A ten to już w ogóle, 8 (słownie osiem k*!@a!) wilczurów które wybiegają sobie przez bramę xD gość powinien dostać taką karę, żeby mu wszechświat zawirował w oczach

    •  

      pokaż komentarz

      @dlamniesiepodoba: W końcu jakiś głos rozsądku. Idioci czepiają się słownictwa użytego w artykule. Ale niewielu widzi problem. Ten właściciel psów powinien odpowiadać, tak jakby sam to zrobił. Paru idiotów pozamykać na długie lata, każąc wypacać bardzo wysokie odszkodowanie -i problem bezpańskich się rozwiąże.

    •  

      pokaż komentarz

      @dlamniesiepodoba: bramy wyotwierane, pies wyleci, rozjedzie go auto i chlip chlip kierowca morderca. Nie właściciel psa debil, tylko kierowca morderca.

    •  

      pokaż komentarz

      @jaKlaudiusz: najprościej - prokuratura sprawdza, czy doszło do przestępstwa, a w międzyczasie gość płaci z własnej kieszeni pełne stawki za szpital, koszty leczenia, rehabilitację i jeszcze odszkodowanie, bo dziewczyna naprawdę najadła się stresu.

      Sam szkoliłem psy, miałem przypadki ataku na mnie i przy jednym agresywnym osobniku to jest, k##!a, stres i adrenalina na poziomie jak stąd do Marsa. A przy 8 nie dość, że masz poczucie kompletnej bezradności, to jeszcze tak naprawdę przez głowę pewnie przechodzi Ci, że nie wyjdziesz z tego żywy.

      Do tego jeszcze jedna smutna rzecz: psy do uśpienia. Pies nigdy nie ugryzie do krwi, jeśli nie chce. A skoro chciały, to znaczy, że były kompletnie zaniedbane pod względem psychologicznym. Jeśli nie są super młode, to mała szansa na ich przeszkolenie tak, żeby normalnie funkcjonowały.
      Co prawda gdyby chciały zagryźć, to dziewczyna by nie przeżyła, psy wiedzą, gdzie trzeba atakować. Ale i tak atakowanie kogoś na ulicy, bo w ich odczuciu zagroziły ich "terytorium", to już sprawa grubo poza granicą.

      To jest tylko jeden pies, a kilku ludzi nie mogło sobie z nim poradzić: https://www.youtube.com/watch?v=GLzUSiC7ciI

    •  

      pokaż komentarz

      @Apocaliptic: Jestem ciekawy, jakbym w takim momencie udusił psa, czy w jakiś sposób go zabił... jak na to patrzy Polskie prawo? Wiesz coś o tym?

    •  

      pokaż komentarz

      @dlamniesiepodoba: Niepilnowane psy to nie tylko problem wsi. Zapraszam do stolicy na moje osiedle, chłop tu potrafi puszczać dorosłego pitbulla bez smyczy i kagańca żeby się wybiegał pod blokami...

    •  

      pokaż komentarz

      @jaKlaudiusz: właściwie w polskim prawie nie ma żadnych specjalnych określeń na dowolne zwierzęta domowe. Prawnie to po prostu własność właściciela. Sądy rozpatrywały w Polsce np. zabicie psa jako szkodę dla właściciela nie tylko materialną, ale i prawie "rodzinną" (użyto innego sformułowania, ale czaisz, o co chodzi).

      Jeśli pies Cię zaatakuje bezpodstawnie (np. bez kagańca, na ulicy), to masz prawo użyć wszelkich środków do obrony - trochę podobnie jak z człowiekiem, który by Cię zaatakował, ale polskie prawo nie równoważy psów i ludzi. Czyli w takim wypadku, trochę bezdusznie, pies jest przedmiotem. Za zabicie psa w takiej sytuacji na pewno groziłaby Ci grzywna, może zarzuty prokuratorskie i odszkodowanie względem prawa cywilnego, ale tylko wtedy, gdybyś zrobił to bez przyczyny. Jeśli Cię atakuje, to ogólnie masz prawo go zabić i po ustaleniu dokładnie całego wydarzenia nikt Ci zarzutów raczej nie postawi. Właściciel dalej może wytoczyć Ci sprawę w sądzie, ale jeśli pies atakował bez ostrzeżenia, w publicznej przestrzeni, bez prowokowania, to właściciel nie ma właściwie szans na wygraną.

      A co do duszenia - to jest niepraktyczne i bardzo trudne. O małych psach nie mówimy, ale średni i duży, atakując i będąc w amoku, raczej nie dadzą się utrzymać na tyle, żeby je poddusić (bez zabijania, "odcinając" im świadomość). Będą się wiły, gryzły, szarpały łapami, drapały pazurami. W takiej sytuacji najlepiej po prostu oddzielić się od psa, np. zamykając się w domu, w samochodzie, gdziekolwiek pies nie dotrze. Lub, cytując klasyka, po prostu sp?@$#%$ać do takiego miejsca. A jeśli już nie masz gdzie i musisz z nim walczyć, to najlepiej czymś długim, dystansującym psa od Ciebie. Jeśli pies nie był trenowany, to robienie szumu, krzyczenie, machanie czasem może go odstraszyć, ale jeśli już jesteś zmuszony do walki, to lepiej zabić na miejscu lub tak sprać, żeby nie mógł dalej atakować.

      W bliskim kontakcie z psem właściwie nie masz większych szans bez narzędzia. Człowiek jest mniej wrażliwy na ból i do tego myślisz o konsekwencjach (np. "kurde, zaraz mi rękę poszarpie i jak ja będę później pracował"). Przez budowę kośćca psy są nieco bardziej wytrzymałe i przy ich wystrzale adrenaliny podczas ataku tylko poważne obrażenia mają na nie natychmiastowy wpływ. Dlatego jeśli już musisz się z takim psem "tarzać" i walczyć blisko, to najlepsze są rzecz kłujące i noże - ale to też kwestia treningu, żeby wiedzieć, gdzie je wbić, żeby psa od razu zabić lub unieszkodliwić / przerwać atak, ale dać mu szansę na przeżycie przy szybkim ratunku weterynaryjnym.

    •  

      pokaż komentarz

      @Apocaliptic: Dziękuję za informacje... ie spodziewam się ataków zwierząt a tym bardziej psów, ale zawsze warto poszerzyć swoją wiedzę od kogoś kto wie więcej. Kiedyś zastanawiałem się jak można się obronić przed psem. Duszenie faktycznie nie uda się. Ja zastanawiałem się kiedyś, jeżeli już ugryzie w rękę to spróbować rozerwać mu szczękę, ale z tego co napisałeś wydaje mi się to mało prawdopodobne. Myślałem też o pomocy innym osobom, a nie o sobie. Ja z psami nie miałem nigdy problemów, ale "nigdy nie mów nigdy". Mimo wszystko - dziękuję za informacje.

    •  

      pokaż komentarz

      @jaKlaudiusz: zależy od rasy i tresury.
      Czasem wytrenowany jamnik potrafi narobić większego problemu, niż nietresowany doberman ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Jak już złapie za rękę, a był trenowany, to nie ma co szarpać, podnosić ręki i próbować go "strząsnąć", bo tylko będzie gorzej i rana większa. Najlepiej się położyć, trochę jak do walki w parterze, zdusić go nogami i naparzać po pysku (nie po głowie). Ale wszystko zależy od sytuacji i rasy, bo inaczej można szybko unieszkodliwić owczarka, a inaczej pitbulla.

      A jeśli bronisz kogoś, to zwróć uwagę na zachowanie - tresowane psy zazwyczaj łapią i trzymają w miejscu. Je szkoli się tak, żeby działały jak pewnego rodzaju kotwica. Mają przytrzymać delikwenta aż nie podbiegnie policjant czy inny funkcjonariusz. Atakują ręce, nogi, w miejscach, które względnie mogą objąć pyskiem, więc ryzyko przegryzienia dużej żyły lub tętnicy jest niskie lub praktycznie niemożliwe (łydki, przedramiona). Wtedy nie ma co się z psem szarpać, bo, paradoksalnie, lepiej na szybko poszukać właściciela w pobliżu, który go odwoła. Większe rany będą od walki z nim, niż poczekania na właściciela. Jeśli go nie ma, wtedy trzeba zacząć działać.

      A jeśli pies się rzuca, "zaczepia", podgryzuje i ogólnie skacze wokół atakowanego - wtedy najpewniej nie był tresowany, więc niestety jest nawet gorzej. Tresowany odpuści, nietresowany raczej nie (musi poczuć, że przegra, a jeśli atakuje, to myśli, że ma szansę). Odganiać, bić po pysku, po miękkich tkankach. W ostateczności zabić.

    •  

      pokaż komentarz

      @Apocaliptic: Ok,. dziękuję. Dosyć sporo mnie nauczyłeś. Miałem wyrośniętego i silnego jamnika... jak podskakiwał, czy za bardzo starał się dominować, przytrzymywałem go przy ziemi, aż się uspokoił. Ale to jamnik był. Teraz nie chcę już psa... za szybko odchodzą. Jednak jak już wcześniej napisałem - nigdy nie miałem problemów z psami. Jednak kiedyś spacerując po lesie zauważyłem dziurę, a koło dziury owczarek (suka) i parę młodych. Oddaliłem się dosyć szybko. Dziękuję za informacje i pozdrawiam.

  •  

    pokaż komentarz

    Ten artykuł to jakaś porażka...

    Niemniej tragedia. Ludzie to czasami skończeni debile... Psy luzem na ulicę puszczać...

  •  

    pokaż komentarz

    do sadu i nich placi odszkodowanie

1 2 3 4 5 6 7 ... 11 12 następna