•  

    pokaż komentarz

    Ech, przydałby się tu zdjęcia mojej Fabii. Samochodu, który musiałem przyciśnięty życiową koniecznością kupić niemalże z dnia na dzień, oczywiście trafił mi się "bezwypadkowy" egzemplarz, który jak się potem wydało, musiał się turlać gdzieś po niemieckiej drodze, ale to jeszcze był pikuś. Przez trzy lata ten samochód trzymałem pod chmurką, parkując nim na podmokłej łączce, przy ścianie lasu - to auto wyglądało na eleganckie i zadbane od wierzchu, ale prawda była taka, że ono po prostu zgniło, od spodu i od wewnątrz. Pod koniec życia autka z mechanikiem go naprawiającym byłem już na ty, podobnie jak z połową jego ekipy, do domu mnie często podrzucali, gdy auto u nich znów zostawiałem, ale i tak się skończyło, bo po wstawieniu do nich auta już po raz ostatni - chciałem je sprzedać i przed sprzedażą chciałem, by z powrotem ABS zaczął działać (ot tak, któregoś dnia wziął i się wyłączył) i kontrolka airbaga przestała świecić (żadnego dzwona, ani nic, poduchy sprawne, po prostu kontrolka się zapaliła), bo miałem niejasne przeczucie że kupiec mi nie uwierzy, w bezwypadkowość i to, że do kościoła nim tylko jeździłem, a kontrolka airbaga to pewnie jakieś zwarcie :)

    W każdym razie wstawiłem do niego auto na wyczyszczenie, przy okazji mieli tą elektrykę sprawdzić, bo facet stwierdził, że zarówno ABS jak i airbag to uszkodzenie wiązki. ABS naprawił, uszkodzony był przewód czujnika w nadkolu, ale airbaga naprawiał kilka dni i w końcu zadzwonił do mnie i ze słyszalnym wk??$ieniem w głosie obwieścił, że on rezygnuje, że mam do niego przyjechać i zabrać to auto, on nie chce ode mnie pieniędzy, to co już zrobił będę miał od niego gratis jako prezent na pożegnanie, ale jemu się już rzygać chce, jak na tego trupa patrzy, siedzi w nim kolejny dzień, którąś już rolkę izolacji zużywa, że co jeden skorodowany przewód zlokalizuje i naprawi, to się okazuje, że uszkodziły się przy okazji trzy następne, że tu wszystko się rozpada w oczach, on traci czas, klienci sie na niego wk??$iają, bo innych aut nie naprawia, tylko siedzi w moim.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: Co Ty tam wiesz o życiu, miałem 4 lata Alfę :D

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P I co, miałeś rigcz żeby zezłomować czy jednak sprzedałeś śmiecia jak robak cebulak?

    •  

      pokaż komentarz

      @blisko_kebab: nie miałem sumienia wciskać złoma kolejnej osobie jako auto w doskonałym stanie, skorzystałem z dodatkowego upustu, jaki oferował dealer, u którego kupowałem nowe auto, jeśli się zostawi stare. Zaoferowali mi za trupa grosze, które nawet łącznie z tym upustem były znacznie poniżej wartości auta, ale nie chciałem świecić oczami przed kolejnym nabywcą.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: wypolerują lakier i sprzedadzą jakiemuś frajerowi za grubą forsę...

    •  

      pokaż komentarz

      Co Ty tam wiesz o życiu, miałem 4 lata Alfę :D

      @machas1: A p#??!?!isz Pan. Miałem 7 lat Alfę 146 i naprawiałem w niej przez ten czas może ze 4 pierdoły. Nic z poważnych i kosztownych rzeczy się w tym czasie nie zj###ło, a zrobiłem nią ponad 150 tys km.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: Mi też kiedyś mechanik kazał auto zezłomować, "bo szkoda naprawiać". 190k diesel, wnętrze nie wytarte, z zewnątrz nie zardzewiałe. No ale stare. Kupił jakiś dziadek który stwierdził że sam sobie będzie naprawiał.

    •  

      pokaż komentarz

      @machas1: wynajmowałeś pewnie pokój nad garażem bo do domu nie opłacało się jezdzić :P

    •  
      polska_partia_programistow via Wykop Mobilny (Android)

      -3

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: dary od powodzian?

    •  

      pokaż komentarz

      wypolerują lakier i sprzedadzą jakiemuś frajerowi za grubą forsę...

      @ASLR: łudziłem się oddając, że takiego złoma to pewnie zeszrotują, ale rok później jakoś tu na wypoku się zgadałem z kimś, kto służbowo miał dostęp do centralnej ewidencji pojazdów, jak mirek mirkowi sprawdził mi ten samochód po VINie. No i niespodzianka: jak się okazało, już kilka dni po zostawieniu go u dealera autko miało nowego właściciela :) Mirek nie podawał żadnych danych osobowych, więc wiem tylko tyle, że osoba prywatna. Ech, szkoda gościa...

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: Mi też kiedyś mechanik kazał auto zezłomować, "bo szkoda naprawiać". 190k diesel, wnętrze nie wytarte, z zewnątrz nie zardzewiałe. No ale stare. Kupił jakiś dziadek który stwierdził że sam sobie będzie naprawiał.

      @albertbranka: diesel po gwarancji to skarbonka bez dna

    •  

      pokaż komentarz

      Co Ty tam wiesz o życiu, miałem 4 lata Alfę :D

      @machas1: a możesz coś więcej napisać? Bo co chwila ktoś twierdzi że awaryjność Alf to mit....

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: Masz potencjał na napisanie dobrej pasty.

    •  

      pokaż komentarz

      @piatek miałem model 156 silnik 1.9 jtd. Silnik nie do zdarcia, serio prawdziwy pancerniak. Jednak elektronika to chyba z papieru i właśnie mit awaryjności opiera się o setki psujących się pierdół, które można naprawić za 10 zł ale mega denerwuje. Sporym kosztem ciągła awaria wielowahaczy w tym modelu ale to temat rzeka

    •  

      pokaż komentarz

      A p??$#$$isz Pan. Miałem 7 lat Alfę 146 i naprawiałem w niej przez ten czas może ze 4 pierdoły. Nic z poważnych i kosztownych rzeczy się w tym czasie nie zj@@%ło, a zrobiłem nią ponad 150 tys km.

      @turbonerd: może to kwestia egzemplarza?

      Miałem 2 Hondy Civic VI. Jedna była przegnita i była kupiona "na chwilę" - nie opłacało się jej naprawiać, poszła na złom bo nawet podnieść się jej nie dało - progi ktoś naprawiał pianką.

      Drugą mam do dzisiaj, bo pomimo posiadania nowszego auta szkoda mi się jej pozbywać. Niezawodne auto, łatwe w naprawie dla laika i z mnóstwem dostępnych tanich części - mam wrażenie że przeżyje wiele nowszych aut.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P: Za malolata kupilismy na zmarlego ojca kolegi duzego fiata(auto naszych marzen)Fiat byl w oplakanym stanie i kosztowal grosze,jednakze w miare wszystko w nim dzialalo.Dwa dni pozniej okazalo sie ze zaczal sie sypac.Najpierw przestaly dzialac kierunkowskazy.Tak wiec stwierdzilismy z kumplami,ze jak bedziemy skrecac to bedziemy machac reka przez okno(cos jak na rowerze).Nastepnie zerwala sie linka od gaznika to wymyslilismy ze przeciagniemy ja przez okno i kierowca bedzie dodawal gazu ciagnac te urwana linke.Jezdzilo sie nawet fajnie kazdy mial swoje zadanie.Nastepnie auto zaczelo tracic moc i jezdzilo z 30 na godzine.Znajomy mechanik - Janusz zeby bylo smieszniej stwerdzil ze to glowica do planowania.Rozkrecilismy silnik i wzielismy glowice do tutejszej samochodowki.Tam zrobili nam to uczniowe a profesor zgarnal 200000 starych zł.Samochod zaczal jezdzic ale przy okazli podnoszenia go na lewarku wyszedl kolejny problem.Lewar wbil sie w podloge i nie chcial wyjsc bo byla zrdzewiala .Wiec juz tak zostal.Po ktoryms tam wypadzie nad jezioro znajomy podniosl dywanik pasazera z przodu ,zeby wyrzucic piasek.Okazalo sie ze jest przeswit z widoczna ulica pod spodem.Rdza przezarla podloge na wylot.Przeswit z czasem sie powiekszyl i dla "bezpieczenstwa" dywanik byl zdjety wiec widac bylo ulice podczas jazdy a pasazer musial trzymac stopy po bokach coby nie przebil sie na ulice.Nadomiar zlego okazalo sie ze wydech tez mial dziure i spaliny lecialy przez ta dziure u pasazera do samochodu.Nie pamietam juz wszystkich akcji zwiazanych z tym samochodem ale walczylismy o niego niczym stado lwow.Odszedl z przytupem.Zostwilismy go kiedys na parkingu na noc przed blokiem.Rano okazalo sie ze ktos zajumal nam jedyna cos warta rzecz w tym aucie - w miare nowy akumulator,przy tym wybil szybe.Zdecydowalismy sie razem z kumplem przepchac go pod jego garaz.Gdy go przepychalismy podjechala policyjna suka i tajniaki poldkiem (zazdrosni o naszego fiata,tak jak w w wyzszych sferach byla wojna mercedes-bmw tak u nas fiat-poldek.Co lepsze? )i krzycza do nas z wyciagnietymi klamkami "Policja rece do gory ".Zapakowali nas do poldka i zawiesli na komisariat trojke.Okazalo sie ze ktorys z mieszkancow wezwal psy ze fiata kradno ! Zaczeli nas przesluchiwac czyj to samochod etc.My na to ze na ojca kolegi kupilismy.Nie mowilismy ze na zmarlego bo balismy sie ze cos nam za to grozi.Wiec oni zadzwonili do matki Dawida i mowia czy zastalismy Mariana K.? Ona chyba myslala ze to zart i mowi nie nie ma,tu jego zona(facet nie zyl od 2 lat).Policjant na to czy pani wie ze pani maz zostawil fiata na parkingu 2 dni temu?.Ona prawie dostala zawalu gdy zorientowala sie ze to naprawde policja,powiedziala ze jej maz dwa lata nie zyje.Pokrotce syn nie chcial sie jeszcze do wieczora przyznac ze to on kupil to auto my siedzilismy w policyjnej izbie zatrzyman.W koncu jednak przyznal sie,nas wypuscili a fajtera zabrali na policyjny parking do wykupu.Obliczylismy ze juz po 2 h stania tam,cena za postoj przekroczylaby jego wartosc.Tak wiec zostal tam na wieki,kto wie moze czastke ma ktos z was w swoich nowych blachach?

    •  

      pokaż komentarz

      @zd4n14: piękna opowieść :)
      Natomiast przypomniałeś mi coś bardzo podobnego, co miałem okazję obserwować jeszcze w swoim rodzinnym mieście z okien mieszkania: grupa osiedlowych sebixów na podobnych zasadach kupiła Syrenę 105L. Nie wiem, czy Skarpeta przyjechała o własnych siłach, czy (najprawdopodobniej) została przypchana, w każdym razie ileś tygodni stała na parkingu pod blokiem, a wszystkie sebiksy, zamiast robić, to co zwykle blokowe sebiksy robią, niemalże codziennie się przy niej zbierali i robili remont: grzebali coś w silniku, odmalowali całą karoserię przy pomocy pędzelka i farby "olejnej", pododawali mnóstwo gadżetów od płyty CD na lusterku począwszy, na spoilerze z deski skończywszy.
      Remont silnika zaś doprowadzili do takiej fazy, że postanowili samochód zacząć uruchamiać. Obserwowałem to z okna, lejąc ze śmiechu, polegało to na tym, że całą sobotę spędzili we czterech na pchaniu tego samochodu co sił w nogach wzdłuż ulicy wtę i wewtę i próbach jego odpalenia w ten sposób. Czasem im się udawało, wtedy następował uroczysty przejazd wzdłuż ulicy, o czym wiedzieli wszyscy, bo potwór zdaje się nie miał tłumika. Albo miał, tylko mocno dziurawy.

      Potem wpadli na jeszcze lepszy pomysł zmiany designu auta: wysmarowali strucla klejem i wysypali pierzem ze starych poduszek :D Stan silnika się szczególnie nie poprawił, nadal jeśli udawało im się zgrzyta uruchomić, to nie działał zbyt długo. Niestety, jakiemuś zawistnemu sąsiadowi musiała cała operacja przeszkadzać, bowiem tego dnia na ulicę zajechał radiowóz. I samochód niestety zniknął, plotki osiedlowe głosiły, że nie miał ani ubezpieczenia i w ogóle wyrejestrowany był jako złom, czy jakoś tak. I niestety autko trafił szlag. A sebixy wróciły do picia piwa i palenia fajek pod klatką.

      PS: ale te pióra na karoserii, jak je sobie przypomnę, jeszcze płaczę ze śmiechu :)

    •  

      pokaż komentarz

      @piatek: Mit, nie mit, ale słyszałem że lepiej pchać Włoszkę, niż ujeżdżać Niemca. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      Miałem 7 lat Alfę 146 i naprawiałem w niej przez ten czas może ze 4 pierdoły.

      @turbonerd: trzech kumpli, trzy Alfy 156. Wszystkie umarły.

    •  

      pokaż komentarz

      @machas1: @Jarek_P: @machas1: @turbonerd: Tak jak Jarek, kupiłem na szybko auto z konieczności, bo wcześniejszy Opel Astra biodegradował się ( ͡° ͜ʖ ͡°) Żeby było bardziej hardcorowo, to kupiłem Alfę 156 SW Lift 1.9 JTD od pierwszego sprzedawcy, u którego oglądałem. Tzn. wcześniej miałem jechać po inną, ale ktoś inny sprzątnął mi ją sprzed nosa.

      Auto, które kupiłem było ze zdrową podłogą i zdrowym, suchym silnikiem, co było dla mnie najważniejsze. Nie było drogie, więc nie oczekiwałem cudów. Na pierwszy rzut oka było widać, że przejechało dużo więcej niż jest na liczniku.
      Jeżdżę tą Alfą około 2 lata i pewnie wydałem u mechanika więcej niż kosztowało auto ( ͡º ͜ʖ͡º). Może też dlatego, że lubię je i chciałbym, żeby było w fajnym stanie.

      Co ciekawe nigdy nie miałem poważnej awarii, ani żadnych problemów z elektroniką. Większość napraw do typowe przypadłości: zawieszenie wielowahaczowe (sztywne, więc i felgi do prostowania), dwumasa ze sprzęgłem jak w każdym dieselu, regeneracja turbo, na początku rozrząd, akumulator itd.

      Podsumowując, Alfy się psują, ale chyba nie gorzej od aut innych marek i wszystko jest kwestią egzemplarza. Mój był trochę zajeżdżony i dlatego wszystko było mocno zużyte i do wymiany, ale zawsze dawał radę i przejechał całą Polskę.
      Następne auto kupię raczej po większych poszukiwaniach, ale i tak kupno używanego w Polsce to loteria i trzeba zawsze mieć trochę złotych na początkowe naprawy.

    •  

      pokaż komentarz

      @ASLR: Pokiełbasiło Ci się, bo powinno być "Niezadbane auto to skarbonka bez dna".

    •  

      pokaż komentarz

      @TheOneEyedKing: Diesel nawet zadbany i kupiony w salonie to skarbonka bez dna dzięki EGR, DPF, SCR, dwumasie i innym wynalazkom. Co innego diesel z euro3 czy na Rosję bez tych ekowynalazków.

    •  

      pokaż komentarz

      @ASLR: Jeżeli jesteś ogarnięty, to kupując na starcie ogarniasz ( w dieslu): rozrząd, świece żarowe, zawór ERG (czyszczenie/wymiana) + klapy, które demontujesz bądź odpowiednio dostosowujesz, DPF (temat rzeka), SCR – nie wprowadzony do 2014, więc diesel sprzed 2014 (jak dobrze pamiętam) nie ma z tym problemów. I najważniejsze to żadnych gówno olejów typu long life. Regularna wymiana oleju to podstawa.

      Twoje argumenty nie są przerażające, przerażające są wtryskiwacze, które wypada sprawdzić przed kupnem, żeby nie wskoczyć na minę. To jest największy punkt w diesla. Dpf, klapy + egr itp. ogarnie Ci każdy, ale jeżeli liczysz, że za 4k kupisz super diesla to lepiej odpuść i weź jakąś zadbaną astre w gazie. W przypadku dieslów MUSISZ "posmarować, aby pojechać."

    •  

      pokaż komentarz

      @TheOneEyedKing: Nie kupuję używanych. Jak sobie pomyślę o kupnie nówki w dieslu, to mi się odechciewa.

    •  

      pokaż komentarz

      @machas1:
      Właśnie o pierdoły tu chodzi.
      Miałem kiedyś polo w dieslu.Między dżwignią zmiany biegów a skrzynią był taki plastykowy łącznik- bodajże 5 złotych, ale wymienić można było tylko od spodu.Wyleciał z obsady na Alejach Niepodległości, w Warszawie, w godzinach szczytu. Miałem tylko dwójkę i trójkę.Na Ursynow było do wymiany kompletne sprzęgło.
      Inny egzemplaż polówki miał uszkodzone jakieś koło ze sprzęgiełkiem, czy cóś. Bodajże do alternatora toto było.Wymienili mi, ale też na uszkodzone.W efekcie pasek do pompy wody wytrzymywał tysiąc- góra dwa, a wymienić było go cholernie ciężko.Dopiero po dłuższym czasie znależli przyczynę.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarek_P
      @zd4n14
      @radian1337

      To teraz moja kolej. W 2016 zakupiłem Trabanta 1.1 stał w stodole nie zauważyłem jednej rzeczy przód coś był nie halo, atrapa z 601 która miała wspawane kratki z atrapy od 1.1 spod za to miał dość zdrowy. Auto wracało na własnych kołach nocą Jakieś 50km cud, że dojechało na dobry początek pod domem już zaczął zaznaczać ślady olejem okazało się tylko iż wężyk od odmy się urwał. Piasty w prawym przednimi kole nie było koło chodziło jak chciało przez co też nie było hamulca jak się zobaczyło światła pedał w podłodze a auto sobie jeszcze jedzie. Kolejnego dnia zgubiłem płyn chłodniczy pomieszany z wodą. Są tam 3 wężyki jeden był odpięty który powinien być wpięty w chłodnicy tylko w tym problem ze chłodnica wyglądała bardzo źle i nie wiadomo z jakiego auta? Mój wspanialo myślny braciszek postanowił przegrzać trabanta do odcinki i tak o to poszła uszczelka. Wymiana zajęła mi z 2 miesiące xd Jak ściągałem chłodnice wylała się na mnie gnojówka stara zaśmierdziała woda, układ cały w kamieniu, zagubiłem dość nietypowy element, popychacz pompy paliwa w całym mieście udało mi się ledwo znaleźć gość dał mi na wzór dorobiłem z zaworu do malucha. Przy tych naprawach zauważyłem dość ważny szczegół Trabant ma kierunkowskazy przednie od malucha pełno szpachli na przedzie, nadkole lewe w nie lepszym stanie wstawka od pralki frani. Ogólnie kupiłem atrapę taka jaka powinna byc, chłodnice z wartburga 1.3 wszystkie węże wpięte i zaczęło to jakoś tam chulac, choć obroty falowały cały czas. Później wymieniłem hamulce przód niespodzianek jakiś nie było oprócz tej Piasty.
      Jakoś dużo później po regulacji gaźnika coś się popsuło łapał lewe powietrze, nie miałem wogule wolnych i jakoś tak dość długo jeździłem. Hamulce tył oczywiście byly sajgonem, nie zdawałem sobie sprawy czym tam hamowałem. Bębny nie żyły w cale, po ich ściągnięciu to się złapałem za głowę, ktoś zrobił łożyska z puszki po piwie, jak dokupiłem łożysko to kminiłem z 3 trabancarzami jak zrobić by siedziało tam, w końcu się udało i jest ludzkie łożysko.

      Na dzisiejszy stan, hamuje ładnie gaźnik zrobiony wydech niedawno wymieniłem mechaniczne śmiga teraz walka z blacharką, dawca na przód się znalazł.

      A jak przeglądałem historię pojazdu okazuje się iż jestem 7 właścicielem, mam żal do tych którzy zgnoili to auto ale cóż walczę dzielnie i staram się by to auto znów miało swój blask.

  •  

    pokaż komentarz

    W sumie to wszedłem tylko, żeby poczytać komentarze informatyków za 15k jakie mieli problemy z samochodami ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    Ooo to z moim nie jest tak źle. To naprawie go po następnej następnej wypłacie. ( ͡º ͜ʖ͡º)

  •  

    pokaż komentarz

    źródło: proxy.duckduckgo.com

  •  

    pokaż komentarz

    Wogóle mnie to nie dziwi, uważam że o samochód nie ma sensu przesadnie dbać, ale jak ostatnio spotkałem "pania" w jakiś scenicu czy coś, dwie tarcze z lewej strony całe zardzewiałe a w aucie dwoje dzieci, i kobita w szoku że te łobuzy ze stacji kontroli nie chcą przeglądu podbić