•  

    pokaż komentarz

    W całości składam się z traumy.

  •  

    pokaż komentarz

    Ok, rozumiem krótką formę wypowiedzi i pewne uproszczenia, ale to jest nic innego, jak parafraza niektórych zdyskredytowanych teorii Freuda.
    Podsumować to można w następujący sposób: nie radzisz sobie w dorosłym życiu? Pewnie wujek wcisnął ci palec w dupę, gdy byłeś mały i nie pamiętasz, bo wyparłeś.
    Piękne wytłumaczenie dla wszystkich fobii społecznych, które przy szerszym poklasku stanie się scenariuszem filmu "Freddy got fingered" w skali globalnej.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie wiem chyba glupoty gada. Ja mialem zj@!#ną klase w technikum - przez to ze doszedlem po miesiacu(co nie pomoglo) i nie umialem odpyskowywać(zazwyczaj udawalem ze sie smieje z ich glupich zartow - ze niby mam to w dupie) Bylem gnebiony w technikum przez grupke smieciow - co wiekszosc klasy podlapala. Kazdy dzien szedlem do tej szkoly ze stresem i cięzarem psychicznym. Czasami szedlem na wagary, bo czulem wtedy ogromną psychiczną ulge. Az mi siebie szmoda jak sobie o tym wspomne. W kazdym razie na pewno jakos odcisnelo to piętno na mpim spolecznym życiu, ale raczej podswiadomie a nie swiadomie tak jak on mowi, bo nie wracam do tego myslami. Wracalbym moze gdybym sie mial z nimi spotkac, a tak to nie. Takie przezycia raczej tworzą blokady psychiczne przed robieniem czegoś.

    Jeszcze w czasach gimnazjum niby mialem kolegow w klasie z ktorymi smieszkowalem, ale tez przezywalem przez pewien czas swego rodzaju traume. Przez rodzicow chyba troche ubieralem sie jak lamus, albo troche styl bycia nie wiem - w ogole zastanawiam sie dlaczego wstydzilem sie tanczyc na dyskotece z dziewczynami podczas gdy inni to robili. Jest duzo rzeczy ktorzy normalni ludzie robia bez problemow a ja zastanawiam sie co mnie blokuje. Chyba zawsze chodzilo o to, ze ktos cos sobie pomysli albo bedzie sie smiac itp. Nowracajac do tego gimnaxjum, gdy do naszej klasy przepisali dwoch psycholi(bo sie zle zachowywali w innej klasie) Upattrzyli sobie mnie i wymyslili jakąś ksywe, i mnie gnoje tak wołali, koledzy z klasy niby jakos tego niepowtarzali, ale zdarzalo sie, i zdarza ze nawet teraz jak mamy jakies posiedzenie, to wspominają jak mnie nazywano a ja dostaje k##!icy i mi wstyd.
    Najgorzej bylo gdy klasa B(z ktorej psychole sie przepisali) miala u nas zastępstwo - a gdy byly zastępstwa to siadali wszyscy na ławkach na samym tyle. I kurla debile wołali tam za mną używając tej ksywy.... Jakie to bylo żenujące i wstydliwe uczucie gdy reszta klasy sluchala.. Matko boska. Co za śmiecie. Wystarczylo ze przyszedlem raz w czerwonej bluzie i nazwali mnie "kisiel" Co sie ciągnelo cale gimnazjum. Nawet nie bylo jak sie rozprawić bitką bo mieli za sobą innych kolesi ktorzy tez mnie wkirwiali. Ale i tak chyba najgorsze przezylem w technikum.

    Zastanawiam sie co moglo byc powodem ze mnie obierali za cel. Moze brak pewnosci siebie i zly ubiór? Juz w czasach zerowki jakos ciezko mi bylo sie w mieszac miedzy ludzi. Siadalem na ławce i partrzylem jak sie inni bawią. Jakos sie wstydzilem pojsc miedzy nich - Czemu tak???
    Dopiero jak jeden kolega zaczął mnie na sile ciągnąć do zabawy to sie przełamałem

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: Nie dziwakiem, ciągnie Cię do popadania w introwertyzm, tak jak wspomniałeś, masz takową naturę jeśli już od przedszkola. Ogólnie w społeczeństwie Króluje introwertyzm ale przez ten medialny boom bycia ultra ekstrawertyczny ludzie myślą że z nimi jest coś nie tak. Jednak nie zwalnia Cię to od pracy nad swoimi społecznymi relacjami, a z 2 też strony szukaj i doceniaj to w czym jesteś dobry. Ponowne są to truizmy, co nie zmienia faktu że nieprawdziwe :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Xaviesta: Od zerowki, bo w przedszkolu nie byłem.

      Moja siostra miała podobnie, że w zerowce siedziała na ławce i bala sie cokolwiek zrobić - z tą roznicą, ze rodzice ja wyslali rok wczesniej i przez to ze sie tka zachowywala(gorzej ode mnie) to ją z tej zerowki po jakims czasie wypisali, poszla za rok ze swoim rocznikiem i już jakos lepiej to wyglądało.

      Jednak nie zwalnia Cię to od pracy nad swoimi społecznymi relacjam

      A jak miałbym nad tym pracować?

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: Stara dobra książka D Carnegie "Jak zdobyć przyjaciół i zjednac sobie ludzi" tytuł śmierdzi no ale nie dość że jest to tłumaczenie to jeszcze tytul dość leciwy. Jednakże pozycja przez wielu polecana a mi osobiście bardzo pomogła i sam też muszę ponownie do niej wrócić.

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: Weź jeszcze sobie ogarnij filmy Mirosława Zelenta z serii Wojownik Poeta i może o typach osobowości.

    •  

      pokaż komentarz

      @Xaviesta: Czytełem tą książke chociaz chyba nie w calości bo nie dałem rady. Wydaje mi sie niezbyt przydatna, tzn. sa tam wartoścowe rady o tym zeby np. sluchac innych, ale to akurat robie naturalnie, bo wole sluchac niż gadać. Są sa to raczej mało przydatne ogolniki, ktore nie rozwiazują w zaden sposob moich problemow. Mi potrzeba jakichś wzorcow gadania z ludźmi. Aktualnie glownym problemem jest chyba to ze jakos nie potrafie swobodnie gadac o pierdołach. A tak chyba trzeba zeby ich "zjednać", do tego też potrzebne są żarty sytuacyjne. U mnie te rzeczy nie działają bedąc w jakiejs nowej grupie. Pogadam o suchych rzeczach typu co robisz, czym sie zajmujesz cos tam cos tam i pozniej jak ktorys raz widze te osobe to nie ma o czym gadać. Niby mam poczucie humoru, bo lubie czasem z czegos pozartować, albo czasem czymś "dowele" (niektorzy mowia, ze jak juz cos poweim, to cos tam), ale to nie działa wtedy kiedy trzeba. Moze jakas podswiadoma blokada, no nie wiem.

      Ogolnie troche sie rozwinąłem od czasow technikum, inaczej sie ubeiram(kiedys byle jak, ale to byla wina rodzicow z enie zadbali), troche nabralem pewnosci siebie itd(co nie znaczy ze jestem pewny, ale jest troche lepiej) Ale głownym problemem z jakim sie zmagam, to własnie takie gadanie, zeby nawiązywac dłuższe relacje + jakies sytuacje, ze nie robie czegos, bo mam jakąs blokada i nie mam pojęcia dlaczego(np. mam ogromne opory z powiedzeniem czegos wśród grupy, nie weim dlaczego-musialbym byc z nimi dobrze oswojony, oprocxz tego rozne inne sytuacje, cos zagadać itp. + czesto nie robie czegos bo wydaje mi sie, ze ktoś będzie mnie obgadywal - niektorych takich sytuacji nie potrafie zrozumieć, na logike wydaje mi sie, ze to nic złego, ale jakos caly czas ta blokade mam i nie mog jej przełamać i cały czas mam wrazenie, jakby to była wina moich rodzicow, bo czasem jak mnie poprą(pawie nigdy) w jakism dzialaniu do ktorego mam blokade, to czuje jakbym sie odblokował i moge robic co chce. Nie wiem czy tez ta moja cichość w zerowce, to nie ich wina. Matka ciągle mi cos pieprzyla o piegach i mialem na tym punkcie kompleksy juz od małego. A z ojcem nie miałem dobrych kontaktow. Poza tym podobno najważniejszy okres wychowania to ten do 5 roku zycia

      Teraz koncze magisterke, wczesniej robilem licencjat na innej uczelni i z tą magisterska grupą (okolo 18osob) prawie w ogole nie gadam. Tylko z tymi z ktorymi przyszedłem z licencjatu(5 osob). 3 osoby tez prawie w ogole z nimi nie gadają, tylko tak służbowo, oprocz dwoch osob, ktore eweidentnie są ekstrawertykami. Czasem z kims mialem jakas pogawędke( w sytuacjach gdy np. ta osoba siedziala kolo mnie czy cos i wypadalo cos gadac i byly to rzeczy w stylu co robisz na dyplom, jak ci idzie itd.) ale jakos nie przeradza sie to na taką typowo kolezenską relacje. Pogada sie pogada i pozniej dalej tylko czesc-czesc i tyle. Moze tez jedną ze skladowych jest brak pewnosci siebie, no nie wiem. Jak gadma z kims "nieoswojonym", to tez probuje gadac cokolwiek, zeby nie było ciszy, ale to raczje tak nie działa

      Podsumowując aktualnie moimi problemamy są: gadanie i robieniem rzeczy, ktore chocby w małym stopniu narazają mnie na obgadywaniem, No i poza tym ejstem bardzo niezdecydowany, to czasami jest mega męczące. Oprocz tego tam gdzie ejst jest ryzyko,ze sie sprze, to go raczej nie podejmuje

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: musisz się w końcu przełamać bo inaczej całe życie przeleci Ci przez palce i będziesz później zadręczał się myślami ile Cię ominęło
      przestań ciagle myśleć o tym co myślą o Tobie inni - mają na Ciebie totalnie wyj?!$ne (a gimnazjum to wyjątkowo paskudny okres i ludzie są tam po prostu zjebani)
      no i przestań obarczać rodziców za swoje niepowodzenia. nawet jeśli w jakimś stopniu tak - jesteś dorosłym gościem i weź w końcu życie w swoje ręce

    •  

      pokaż komentarz

      @dejwidn: Mysle,z e zasłużyli na to obarczanie, bo ich ignorancja odbija sie na całe moje zycie. Dziecko jak cos lubi, to rodzic powinien go wspierac w rozwoju, dac troche swobody, nie drzec mordy, gdy jest cos zle. U mnie bylo tak, ze to co lubilem bylo glupie i powinienem lubić kopanie łopatą. Bylem maly, lubilem rysowac, to matka ciągle mi mowila, ze brzydko az sie zniechęcilem i przestałem (a przydaloby mi sie, bo koncze studia grafiki), dla ojca to juz w ogole wszystko co riblme bylo zle, bo tylko robota sie liczy. Pół biedy ze mi nie pomagal, ale swoim gadaniem tworzyl mi jakies blokady we łbie. Nawet zakup drążka do podciągania byl dla niego problemem (bo po co mi takie glupoty)Nie to zebym go prosil, tylko dostalem, a on gadal tak jakby sie obrazil. Nawet mialem opory zeby se jakis hantle kupic. No to takie przyklady jedne z miliona. Oprocz tego za duzo darl morde. Do teraz nie zwracam mu uwagi ze cos zle robi, bo nie mozna mu nic zlego powiedzieeć, moja matka tak samo ma opory żeby coś mu powiedzieć. Kogo mam obarczac jak nie ich. Zauwazylem tez ze latwiej mi sie gada z mniej pewnymi siebie(tak jak moja matka) a trudniej z tymi bardziej pewnymi (moj ojciec). Moze wpływ na to ma fakt, z ojcem jakos nigdy na luzie nie gadalem, tylko z matką. Z ojcem bardziej slużbowe kontakty, tzn. cos tam zrob, za to cie opieprze, jakis ty jest głupi itp. Do tego Przeciez wszystko idzie z wychowania i z genow. Moge conajwyzej siebie obarczac ze sie nie chce zmieniac, ale chce i probuje, chociaz przez te rozne blokady jest trudniej

      A co do reszty, to tak musze probować, ale czasami nie umiem sie przelamać, ani zrozumiec dlaczego nie moge czegos zrobić.

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: generalnie to jestes moim blizniakiem jesli chodzi o cechy charakteru, ale moi rodzice byli dla mnie w porzadku, wiec tutaj bym ich nie obarczal. odkad pamietam mialem klopoty w nawiazywaniu nowych znajomosci, choc wiele osob ktore mnie znaja zupelnie nie zdaja sobie nawet z tego sprawy ¯\_(ツ)_/¯ mysle wiec raczej, ze to cechy charakteru takie a nie inne a nie kwestia rodzicow czy wychowania. na przyklad moja siostra jest bardzo otwarta osoba i nie ma zupelnie klopotow w relacjach z ludzmi. nie jest moze ekstrawertykiem, ale jest po prostu kontaktowa. ja sie raczej wdalem w ojca. stronie od ludzi i jestem nieufny. ludzie tacy jak my musza po prostu trafic na odpowiednia osobe. sa tacy ludzie, ty na pewno tez to masz, ze jestes w stanie z nimi bez problemu gadac a z niektorymi mimo, ze na przyklad razem sie pracuje, przez kilka lat nie zamienilo sie wiecej slow niz czesc xD choc tu musze jeszcze nadmienic, ze mimo ze wiem ze rodzice mnie kochali i zawsze wspierali, to na przyklad u mnie w rodzinie raczej nie bylo jakiegos takiego okazywania uczuc, przynajmniej ja nie pamietam. moze to po czesci z tego wynika to zamkniecie sie na innych. jak mi, teraz juz 30 letniemu facetowi mama czasem powie, ze mnie kocha, to k##%a bierze mnie na zazenowanie. nie umiem powiedziec swojej siostrze czy rodzicom, ze ich kocham ლ(ಠಠ ლ) mialem jednak kiedys partnerke i mialem dla niej dosc silne uczucia i jej potrafilem powiedziec ze ja kochalem ¯\_(ツ)_/¯ ale przyjazni, takiej prawdziwej to raczej nigdy nie mialem. mialem bardzo dobrych kolegow, naprawde wartosciowych ludzi, ale jakos tak nie utrwalila sie z tego zadna dlugotrwala przyjazn (・へ・) tak to juz chyba jest. niektorzy maja latwo w relacjach miedzyludzkich, inni nie. gdyby nie to ciagle p!@#$%?enie, ze czlowiek potrzebuje towarzystwa innych ludzi, gdyby nie pokazywanie jakie to przyjaznie sa wazne i potrzebne, to pewnie nawet nie wiedzialbym, ze to mi do czegokolwiek potrzebne.
      jakos kilka lat temu uzmyslowilem sobie pewna rzecz. to jest wyniesione z domu chyba i ide o zaklad, ze twoi rodzice to tez mogli byc ludzie, ktorzy glownie siedzieli w domu. otoz u mnie zawsze tak bylo. rodzice nie mieli zadnych znajomych, z ktorymi by sie spotykali, nigdy nie wychodzili gdzies razem. niby to fajnie, bo zawsze mialem przy sobie starych, ale to chyba za malo. otoz jak mialem troche ponad 20 lat, bylem ze znajomymi na splywie kajakowym. i obok nas przeplywala sobie jakas parka i gosc do nas tak po prostu zagadal i nawet chcial sie ustawic razem na grilla i piwo ( ಠ
      ಠ) przezylem wtedy taki k##%a szok! jak to, tak do obcych ludzi sie odzywac, tak k##%a chciec z obcymi spedzac czas?! to tak sie robi? przez wiekszosc mojego zycia to bylo tak, ze nowych ludzi poznawalo sie przez jakichs wspolnych znajomych albo przez jakies zainteresowania, ale k##%a tak rozmawiac z obcymi, przypadkowo spotkanymi? a okazalo sie, ze to jest normalne xD kiedy my czasem wychodzilismy czy wyjezdzalismy gdzies z rodzicami, to nigdy nie widzialem ich nawiazujcych kontaktow z obcymi, wiec nie sadzilem ze tak sie robi. po dzis dzien dla mnie to jest dziwne. no ale mimo wszystko. mimo, ze moja siostra wychowywala sie w tych samych okolicznosciach, jest zupelnie inna. moze to kwestia tego, ze to byla dziewczyna, teraz kobieta. dziewczynom chyba troche latwiej sie socjalizowac, bo one zapewne maja wiecej propozycji od otoczenia na roznego rodzaju socjalizacje niz przecietny chlopak ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro mam podobnie jak ty w wielu kwestiach, trzymaj się

    •  

      pokaż komentarz

      moze to po czesci z tego wynika to zamkniecie sie na innych. jak mi, teraz juz 30 letniemu facetowi mama czasem powie, ze mnie kocha, to k##%a bierze mnie na zazenowanie. nie umiem powiedziec swojej siostrze czy rodzicom, ze ich kocham ლ(ಠಠ ლ)

      @MirekWyznajeAnonimowo: Ja też w ogole nie umiem okazywac uczuć. Nie wiem, jakos nie moge tego powiedzieć, nie wiem czemu. Chociaż matka niby mi gadała, że mnie kocha, ale no nie wiem, moze zbyt powierzchownie to mowiła? A moze to przez to ze ojciec nigdy mi tak nie powiedział? Z drugiej strony, no to nikogo nie kocham z rodziny :P

      > jakos kilka lat temu uzmyslowilem sobie pewna rzecz. to jest wyniesione z domu chyba i ide o zaklad, ze twoi rodzice to tez mogli byc ludzie, ktorzy glownie siedzieli w domu. otoz u mnie zawsze tak bylo.

      @MirekWyznajeAnonimowo: Hmm, nie wiem dokładnie jak było za ich dzieciństwa. Ojciec niczego mi nie opowiadał(chociaż raz cos tam chyba wspo,mniał ze jak był młody, to tez mu trooche dokuczali). A matka nieraz opowiada, jak to wielu chłopow ją podrywalo, ze chodzila na tance chulance itd. Ale też wtedy miała coś wstydliwego w sobie. Mieszkała w starej chaupie na wsi i nikogo tam nie zapraszała, bo sie wstydziła. A odkąd pamiętam, to zawsze była niechętna do zapraszania jakichkolwiek gości do domu. Ojciec kiedys czasem kogos zaprosił, ale przestal pod wpływem matki, bo zawsze wtedy była zła, ze musi robić zarcie, sprzatac itd. A jej nikogo nie potrzeba. Ona jest własnie taka, ze wszystkiego sie wstydzi i nie lubi ludzi, aczkolwiek jak już z kimś gada, to nie widac, zeby miała jakieś problemy społeczne, bo gada normalnie z jakimis babami w sklepie, czy w drodze z kościoła.

      Ojciec wydaje sie bardziej społeczny, tzn. nie ma problemu, zeby do kogos zagadać, żartuje itp.

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: bardziej chodzilo mi nie o to, jacy twoi rodzice byli za mlodu, tylko jakie wzorce miales okazje zaobserwowac kiedy ty byles dzieciakiem. jak ja bylem gnojem, to moi rodzice zawsze siedzieli w domu. jak sie gdzies wyszlo, to razem rodzinka na spacerek czy na jakas wycieczke albo dalszy wyjazd, ale nigdy nie widzialem rodzicow socjalizujacych sie. dlatego np. w moim przypadku, oprocz faktu ze sam z siebie jestem raczej zamkniety w sobie (choc ludzie uwazaja zupelnie inaczej bo duzo sie usmiecham i zawsze mowie wszystkim dookola czesc xD) to jeszcze nie mialem okazji zaobserwowac za mlodu jak wygladaja interakcje miedzyludzkie ¯\_(ツ)_/¯ zawsze uwazalem, ze masz swoja grupke, rodzine i z nimi sie trzymasz a obcy to obcy. dlatego taki szok przezylem jako juz dosc stary chlop (bylem wtedy w twoim wieku mniej wiecej, czyli pozno dosc) jak obcy ludzie zaczeli zagadywac i widac bylo, ze szukaja towarzystwa ლ(ಠ_ಠ ლ) nawet swoje dziewczyny w przeszlosci poznawalem przez swoich znajomych. nigdy nie bylem z nikim, kogo poznalem tak po prostu z dupy, przez przypadek xD ale o ile mam pewne braki we wzorcach, ktore inni wynosza z domu, o tyle nie obwinialbym tu starych w moim przypadku, bo nigdy nie czulem sie jakis niedoceniany czy zbedny czy cos w tym stylu. z drugiej strony, niby rodzice zawsze byli blisko, zawsze ktores z nich bylo w domu, potem nawet oboje kiedy ojciec pracowal z domu, ale nie spedzalismy jakos duzo czasu robiac cos razem. od czasu do czasu gdzies sie pojechalo na wycieczke razem i to tyle ¯\_(ツ)_/¯ wiem, ze na przyklad na mojej siostrze pewne pietno odbil fakt, ze ojcu zdarzylo sie nas bic pasem za dzieciaka. nie wplynelo to na jej zdolnosc do socjalizacji z ludzmi, ale widac, ze nie pozostalo bez wplywu. kiedy o tym sobie wspominamy to widac, ze zdecydowanie bardziej to rozmysla niz ja.
      haha. jeszcze odnosnie takiego zj!@?nia spolecznego. czaisz, ze moja byla partnerka (to ona podbijala do mnie jak sie poznalismy przez wspolnego kumpla na uczelni) kiedys mi opowiedziala sytuacje na poczatku znajomosci z jej wlasnej perspektywy. siedziala sobie z kolezanka, wtedy doslownie znalismy sie z widzienia, chyba raz w klubie na otwarciu dla swiezakow sie spotkalismy i przegadalismy z godzinke. no i spotkalem je na korytarzu, chwile zagailem ale k#@#a zupelnie nie wiedzialem o czym ja mam z nimi do c#@%$ gadac, wiec sie zmylem pod pretesktem, ze musze leciec. i ponoc ta kolezanka wtedy do niej z tekstem w stylu 'co, nie jest zainteresowany?' i ona z rezygnacja ze chyba nie. w kazdym razie zupelnie nie odebrala tego jako zj!@?nie i strach przed rozmowa, tylko wrecz odwrotnie xD przez jakies dwa lata bylismy w calkiem fajnym zwiazku i dziewczyna naprawde sie przywiazala, wiec raz na sto lat, nawet tacy wycofancy potrafia wejsc w jakies glebsze relacje. i tak to nic nie zmienilo w moim charakterze i kiedy sie z nia rozstalem to juz potem nie znalazlem sobie zadnej kobiety xD

    •  

      pokaż komentarz

      nawet swoje dziewczyny w przeszlosci poznawalem przez swoich znajomych. nigdy nie bylem z nikim, kogo poznalem tak po prostu z dupy,

      @MirekWyznajeAnonimowo: A to i tak dobrze. Zeby poznać kogoś z dupy, to już chyba trzeba byloby od tak zagadywać
      Co do wycieczek. To ja całą rodziną byłem dosłownie nigdzie :P Z ojcem i ktorymis siostrami, zdarzyl sie jakis krotki wypad na soline (40km od matki ojca) i czasem gdzies do lasu, bo tez blisko rodzinnego domu ojca. A tak to wycieczek raczej zadnych. Wspolnie z matką nigdzie.

      Ja mam 3 siostry. Każde z nich miało mniejsze lub wieksze problemy socjalne w gimnazjum i podstawowce, wydaje mi sie, ze poza tą sytuacją gdzie dwoch kutasow sie na mnie uwzielo, to nawet lepiej sobie radzilem, bo jakichs tam kolegow mialem. Ale one sie lepiej rozwineły gdy poszly do liceum i potem na studia, mialy tam normalniejszych ludzi z ktorymi mozna gdzieś pojśc, ja tam nie mialem nikogo. Trzymalem sie bardziej z takimi trzema, ale oni nigdzie nie chcieli chodzic zresztą falsyzwi byli, i tez czasem rzucali kłody pod nogi. Pozniej siostry poszly na studia i tam tez poznaly jakichs nowych ludzi z ktorym imozna cos robic. U mnie tak srednio, jakbym byl bardziej spoleczny, to byloby latwiej, a ze nie jestem dobry w pogawędkach, no to coz. Niby mieszkałem w akademiku, ale tam nie bylo takiego typowo studenckiego zycia. Zreszta to bylo male okolo 50k miasto. Cos kolo 20polakow, a reszta ukraincy. Ja wtedy bylbym bardzo chętny na jakiekolwiek imprezy itd. Niestety w pokoju mieszkalem z gosciem, ktory chyba byl jeszcze bardziej aspoleczny, bo caly czas tylko siedzial przed laptopem i nie dalo sie zyć po studencku. Musialbym miec kogos, kto jakoś by mnie podciągnał. A najbardziej wkurzajace bylo to ze z tymi polakami ktorych spotykalem w kuchni, nie wiedzialem zbytnio co gadać. Tzn. pierwsze pare razy, takie suche rzeczy jak zwykle, czyli co tam na studiach itd. Ale ile mozna. Przydalyby sie jakieś gadki i zarty sytuacyjne. I w koncu bylo tak, że po prostu ja robilem swoje inni swoje. Nawet był głupio mi chodzic do tej kuchni

    •  

      pokaż komentarz

      @MirekWyznajeAnonimowo: A co do Twojej dziewczyny, to i tak dobrze ze w ogole jakos potrafiłeś od tak zagadać. Ja nie bylem niestety w zadnym związku, chociaz w paru przypadkach, gdybym mial wiecje odwagi to pewnie cos z tego bylo. Raz, gdy jeszcze studiowalem na tym licencjacie i chodzilem na treningi krav magi, wracałem z jedną dziewczyną ktora tam tez cwiczyla, i cos mi sie zaczeła zwierzac, ze jej chłopak z nią zerwał przez sms (a to byla peirwsza nasza rozmowa) cos tam pogadalismy i ogolnie mialem wrazenie jakby cos chciala, a potem na odchodne mi powiedziala, ze znajdzie mnie na FB, a ja jej nie powiedzialem, ze go nie mam, bo nie wiem jakos mi bylo głupio. Potem juz zbytnio z nią nie gadalem. Gdy mieszkalem w tym akademiku, to te zmialem sytuacje, ze np. idac korytarzem jakas ukrainka sie do mnie usmiechala, a ja nic, bo jakos wydawalo mi sie, ze ze to nie do mnie, a jak dotarlo do mojego mozgu ze za mną nikogo nie ma to juz byloza pozno, ale pozniej znowu byly takie sytuacje ze cos sie usmiechala, a ja glupi nie wiedzialem co robić. Normalny człowiek by zagadal, ale nie ja. Chyba raz tez mi powiedziala cześć, a wtedy myś;lalem, ze to nie do mnie.. o matko. A jeszcze kolejna sytuacje, to.. Od jakichś dwoch latahc pisze na whatsapp z jedną ukrainka, poznalem ją przez neta. I jest naprawda śliczna i wydaje mi sie taka wyjątkowa. Skromna, miła, ambitna, śmieszkek, lubi podróżować, tańczyć, śpiewąć. No naprawde wydaje mi sie, że nie istnieje druga taka fajna osoba... chociaż ma pewne wady. We wrześniu spotkałem sie z nią w Krakowie, bo była zwiedzac polske (ale wczesniej tez spotkala sie we wrocławiu z innym polakiem, ktorego poznala w podobny sposob i siedziała u niego ze 3 dni) No rzeczywiscie okazala sie taką fajniutą osoba. Nawet czekałem z nią na lotnisku do rana i spała mi na kolanach :D. Nieraz nazywala mnie słoneczkiem czy nawet mowila mi "kochanie", jednak nie do kona ją rozumiem, bo tez meidzyczasie kręcila tez z jednym kanadyjczykiem u ktorego nawet byla 2 tygodnie w grecji. Moze gdybym byl bardziej zdecydowany to cos by z tego bylo. W kazdym razie po tej jej wizycie w Krakowie we wrzesniu, jeszcze chyba w grudniu pisala mi, ze za mną tęskni, ja wtedy odkładalem wyjazd jak sie zrobi cieplej, bo ona lubidługie spacery. A im blizej wiosny/lata tym bardziej odkładaly misie zaleglosci z pracą magisterską, i odkadalem dalej, az uda mis ei poandrabiac, bo sie balem ze zostane za bardzo w tyle, ale do teraz mi sie nie udało nadrobić tych zaleglosci. I byc moze nawet bede zdawal we wrzesniu, a ostatnio mi poweidziała, ze prawdopodobnie gdzies na poczatku maja(czeka na wize) wyjedzie do Turcji na pół roku do rpacy, wlasnie jako tancerka i pewnie nic z tego nie będzie. Zeby chociaz mieszkala gdzieś w kijowie, to bym prędzej sie ruszyl, a ona mieszka w dnipro, gdzie ceny za lot sa dość spore, a podorz np. z kijowa to chyba 7h w jedną strone, zresztą nie wiem czy bym stamtąd wydostal bez znajomosic rosyjskiego. Jakbym nie mial jakichs oporow to pewnie bym i tka cos probowal. Ja nawet(nie wiem dlaczego) mam opory zeby nawet mowic cokolwiek w domu o tym ze kogos poznalem czy cos w tym rodzaju.Oni nawet nie weidzą, ze ja byłem ją w krakowie odwiedzić. Często nie rozumiem dlaczego czegoś nie moge zrobic