•  

    pokaż komentarz

    źródło: 30868_www.wykop.pl_comment_VhtcVVjacKOs8XoVhluKEvUWnJBQzU20,w400.jpg

  •  

    pokaż komentarz

    ¯\_(ツ)_/¯

    źródło: google.jpg

  •  

    pokaż komentarz

    Nic nie udostępnią. Rzucą jakieś ochłapy, a co bardziej obciążające maile dawno już zaginęły, bo backup nie zadziałał albo company policy takie, że co bardziej śmierdzące kasują po 3 dniach.

    •  

      pokaż komentarz

      @gnuthomson: A nawet jak jest więcej dokumentów to jak im udowodnisz, że wszystkiego nie pokazali?

    •  

      pokaż komentarz

      @gnuthomson: przede wszystkim rzeczy legalnie wątpliwych nie wysyła się mailem...

    •  

      pokaż komentarz

      @gnuthomson: W Stanach to tak nie działa. Cała korespondencja jest archiwizowana przez kilka lat (chyba 7) właśnie na potrzeby ewentualnych dochodzen sądowych. Polityki zatrudniania to oficjalne dokumenty wewnętrzne i nie ma możliwości, żeby gdzieś "zniknely".

    •  

      pokaż komentarz

      przede wszystkim rzeczy legalnie wątpliwych nie wysyła się mailem...

      @qj0n: Skrajni aktywiści zazwyczaj nie są zbyt inteligentni. Wcale bym się nie dziwił jakby jacyś kolorowi dawali upóst swojej frustracji bezpośrednio na wewnętrznym komunikatorze.

    •  

      pokaż komentarz

      @gnuthomson:

      […] Rzucą jakieś ochłapy, a co bardziej obciążające maile dawno już zaginęły

      Każda firma musi być przygotowana na proces Legal Hold, tzn. musi być gotowa na to, że będzie musiała uruchomić procedury zachowywania potencjalnych dowodów. Legal Hold może się rozpocząć od wpłynięcia oficjalnego pisma, ale też kiedy jest prawdopodobne, że może dojść do rozprawy.

      bo backup nie zadziałał

      Jednym z przymusów LH jest wstrzymanie kasowania kopii bezpieczeństwa dla zasobów, które potencjalnie mogą być ważne dla sprawy.

      albo company policy takie, że co bardziej śmierdzące kasują po 3 dniach.

      Retencja danych musi być zgodna z prawem, w tym uwzględniać LH i późniejszy proces eDiscovery. To jest Litigation Readiness. Jak tego nie ma, to są sankcje. Podobnie, jak gdzieś się "zgubi" jakiś dowód (pismo, e-mail), to może oberwać strona postępowania, a nawet reprezentująca ją kancelaria bądź konkretny pracownik. Te sankcje to np. instrukcja dla ławników, że ktoś próbował mataczyć, niedopuszczenie dowodu, rozpatrzenie braku dowodu na korzyść drugiej strony, kara finansowa, a nawet wyrok zaoczny lub oddalenie powództwa. Te ostatnie dwie sankcje można stosować od paru lat (chyba od 2016) tylko wtedy, gdy wykaże się zły zamiar. Pozostałe nawet, gdy nie było złego zamiaru, ale ktoś zgubił / zapomniał / przypadkiem zniszczył dane. Jeżeli strona jednak dostarczy brakujący dokument, to może liczyć na ulgowe potraktowanie.

      Bywały sprawy, w których brak dokumentu sprawiał, że strona przegrywała, jeszcze przed przedstawieniem dowodów i rozkręceniem się procesu, dlatego tam się raczej nikt nie będzie bawił w ukrywanie; tym bardziej, że taka firma jak Google ma wdrożone systemy do kronikowania komunikacji, robienia backupów i kopii na wypadek niespodziewanych wydarzeń (D&R). Ma też systemy do przetwarzania, przeglądu i produkcji materiałów w procesie elektronicznego odkrywania.

      Poza tym departamenty, których dane są kolekcjonowane, przetwarzane i przeglądane w procesie odkrywania nie mają pojęcia, że właśnie takie coś się dzieje. W mniejszych firmach tak bywa, że pracownik jest powiadamiany takim Litigation Hold Notice, żeby wypełnił obowiązek zachowania danych na potrzeby późniejszej kolekcji, ale w korporacjach robi się to zdalnie i nieczęsto korzysta nawet z dysku takiego człowieka (czy jego osobistego udziału sieciowego), bo wszystko jest i tak profilaktycznie zapisywane na wypadek postępowań (czy to takich, czy wewnętrznych). Prawnicy firmy, którzy by próbowali wywierać presję na personelu dokonującym zabezpieczania danych lub ich przetwarzania, ryzykują usunięcie z palestry, a firma przegrany proces już na wstępie.

  •  

    pokaż komentarz

    Podrygi umierającej cywilizacji.