•  

    pokaż komentarz

    Bardzo prawdziwe. Niestety nadal jest masa osób, które nigdy nie przeszły własnego procesu terapeutycznego. Widać że kobiety częściej sięgają po psychoterapię, ale tak naprawdę polecam każdemu autoterapię i przerabianie wspomnień z dzieciństwa. No i koniecznie w trudnych doświadczeniach, przy topornych nadal kontaktach z rodzicami, warto rozważyć minimalizację, czy wręcz odcięcie zupełnie kontaktów z nimi.
    Jeśli za coś w życiu jesteśmy odpowiedzialni, to tylko za to, żeby nie przenosić tego co złe na kolejne pokolenia. Dzieci jak dorosną odwdzięczą się i powinny się odwdzięczyć (nie w formie zemsty) rodzicom którzy je krzywdzili. Mit świętego rodzica powinien legnąć w gruzy. Rodziców nie wybieraliśmy. Jeśli są to obiektywnie źli, czy głupi ludzie, to warto zerwać kontakty, tak samo, jak zrobilibyśmy to kończąc związek, czy pozbywając się innych toksycznych ludzi z naszego otoczenia.

    •  

      pokaż komentarz

      Mit świętego rodzica powinien legnąć w gruzy
      @Syntax: mądrego aż miło posłuchać. zatrważające czasem ile ludzie potrafią puścić bokiem krzywd tylko dlatego, że zostały dokonane przez rodzica, a nie kogoś innego.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: @paziu: Wiem, że na wykopie są ludzie w różnym wieku, ale zakładając, że Wasi rodzice mieli po dwadzieścia parę lat, gdy przyszliście na świat - wyobrażacie sobie teraz, w ich wieku wychowywać bezbłędnie dziecko z kompetencjami pedagoga itp. itd. zawsze mając dla nich czas, ani przez sekundę nie przelewając na nie stresu. Rodzice też się uczą, nie są święci, ale gdyby nie byli tacy w Waszych oczach, to jaki mieliby autorytet u dziecka z podstawówki, które jeszcze wierzy w św. Mikołaja, jakieś wróżki, papieża który słucha barki z chmury itd. Zaraz ktoś mi odpowie o patusach, którzy zepsuli życie. A teraz głównie myślę o bardzo dużej grupie ludzi, którzy byli z tego złego "zimnego chowu", gdzie ważniejszy był szacunek od chwilowych emocji, a widząc innych, rozpieszczanych rówieśników obwiniają przez milion lat swoich rodziców za #przegryw

    •  

      pokaż komentarz

      @blacksheepwall: kto powiedzial, ze rodzic, ktory nie wychowuje dziecka co do joty zgodnie z obecnym stanem wiedzy akademickiej, jest zlym rodzicem? rodzic zawsze bedzie mial wiekszy autorytet od innych, bo to rodzic ma byc tym najwazniejszym nauczycielem zycia. i problem w tym, ze wielu rodzicow tego autorytetu zdecydowanie naduzywa.

      tu nie chodzi o to, zeby spelniac wszystkie zachcianki dziecka, tylko zeby postepowac z dzieckiem w sposob odpowiedzialny. poswiecac mu czas, gdy go potrzebuje, szanowac pewne zyciowe wybory i tak dalej. i nie chodzi tu tylko o okres podstawowki, ale calego zycia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: bardzo mądre słowa, mam do ciebie pytanie - bez żadnej ironii czy szyderstwa - czy ty sam potrafisz przeanalizować skąd to maniakalne zafascynowanie niektórych osób psychiczną fanką beżowych bydlaków co wyskoczyła z okna? ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pdk

    •  

      pokaż komentarz

      @blacksheepwall: Tu nie chodzi o to żeby rodzice byli bezbłędni. To jest niemożliwe. Chodzi o pewną świadomość społeczną.
      Są rodziny patologiczne, ale są też dysfunkcyjne, lepsze i gorsze. Nic nie jest czarno-białe.
      Chodzi o to, że rodzice sami sprawiają że dzieci tracą do nich szacunek i nie widzą w nich autorytetu. Dzieje się to na dwóch płaszczyznach:
      Związku między samymi rodzicami (nieporozumienia, kłótnie, udawana miłość za pieniądze, niedopasowanie, brak dialogu i ciepła w małżeństwie...
      Oraz na płaszczyźnie drugiej, czyli w jaki sposób swoje frustracje, nieprzerobione traumy, przenoszą poprzez większą lub mniejszą przemoc na dziecko, tudzież zupełny brak zainteresowania sferą emocjonalną dziecka.
      I obie te płaszczyzny są z sobą mocno sprzężone. Im silniej występują, tym większe problemy będzie mieć dziecko z poczuciem własnej wartości, tworzeniem zdrowych związków i generalnie z życiem.

      Jeśli rodzice się kłócą, wrzeszczą na dziecko, raz na jakiś czas puszczą im nerwy, to nic złego się nie dzieje, jeśli potrafią przeprosić. Do takich rodziców dziecko zawsze będzie mieć szacunek i miłość, oraz wolę wybaczenia. Nauczy się też naturalnie, że można rozwiązywać konflikty, wybaczać, kochać i rozmawiać. Pokonywać trudności.

      Ale jeśli rodzice gnoją dziecko na każdym kroku, mają niespełnione ambicje i przenoszą to wszystko na dziecko, nie kochają się, więc nie potrafią dać wspólnie miłości dziecku, nie potrafią sprawiać by czuło się ono rozumiane i akceptowane, to tego typu problemy są już dysfunkcjonalne, zaburzające równowagę wewnętrzną dziecka.
      Często wtedy zachodzi sprzężenie zwrotne i im dziecko bardziej źle się czuje, tym gorzej się zachowuje, nie radzi sobie w szkole i z rówieśnikami. Wtedy tacy rodzice jeszcze bardziej je niszczą i poniżają, albo stosują kary fizyczne.
      Z takiej toksycznej relacji po jakimś czasie np, po 20-30 latach, bardzo ciężko się wyrwać.

      Zarabiają zatem na tym jedynie gabinety psychologiczne, a ta wiedza powinna być przekazywana w szkołach i oddana ludziom, zamiast wysyłania dzieciaków np. na religię. Przez 20 lat edukacji, można spokojnie nauczyć dzieci podstaw psychologii, technik pracy z sobą, autorefleksji, czy autoafirmacji, zwłaszcza jeśli nie dostają w domach tego co potrzebne, ale większość nawet dorosłych ludzi nie ma wciąż o tym pojęcia.
      Na psychologii znają się osoby pokrzywdzone, nie wszystkie, nie te które krzywdziły, czy będą krzywdzić swoje dzieci.

      Jeśli kogoś niesłusznie się skaże na 20 lat pozbawienia wolności, dostaje on wielkie odszkodowanie. Dzieci którym rodzice zniszczyli całe dzieciństwo, potrzebują często kolejnych 20 lat by o własnych siłach, wykonać tę pracę, jaką powinni wykonać ich rodzice. Tylko że rodzice tego nie robią, mimo że często wiedzą że popełniają błędy, nie potrafią się przyznać do nich, bo żyją w fałszywym przekonaniu że muszą być autorytetem i że to ich dziecko było złe a nie oni sami. Tak jest wygodniej.

      I ta patologia społeczna powinna się skończyć. "Czcij ojca i matkę swoją"... Czcić to można cudowne i kochające osoby, a nie kogoś kto tylko włożył i wyjął (albo tylko pozwolił by włożyć i wyjąć). Dopiero od niedawna karana jest przemoc wobec dzieci, ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby wyrządzać krzywdę własnemu dziecku? Nie ma tu pola do wybaczenia, dopóki rodzice sami nie zaczną prosić dzieci o wybaczenie, jeśli szczerze pojmują błędy, wyrażają szczery żal. Tylko wtedy. I też to oni muszą podjąć pracę nad sobą, głownie oni.
      Ale rodzice po ślubie i po spłodzeniu dziecka, nie czują zazwyczaj potrzeby żeby się rozwijać. Dlatego też bardzo wiele związków i małżeństw się rozpada. Jeśli ludzie nie potrafią jako dorośli tworzyć dobrych i długotrwałych związków, to z dziećmi musi być jeszcze gorzej i trudniej!

    •  

      pokaż komentarz

      @Rolmops887: Nie rozumiem chyba... Chodzi ci o Magdalenę Żuk? ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: właśnie tak ;) akurat ciebie zapamiętałem bo byłeś naszym głównym "dźwiękowcem" i nigdy nie mogłem pojąć skąd takie zaangażowanie, upodobanie do zagubionych blondynek czy coś więcej?

    •  

      pokaż komentarz

      @Rolmops887: Nie... Dziwne że Ci się przypomniało tamto. Akurat nigdy tego typu kobiety nie były w moim guście. Po prostu sprawa była ciekawa ze względu na samo nagranie. I nadal uważam że się nie myliłem w interpretacji tego jednego fragmentu. Nie angażowałem się nigdy w żadne tego typu sprawy. Samo nagranie i analiza audio to było ciekawe wyzwanie dla mnie, podobnie z resztą jak jej cały aspekt psychologiczny. Zdarzają mi się w życiu różne ciekawe zajawki. Ale zupełnie nie chodziło tu o tę dziewczynę.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Tego o czym piszesz nie uczy się w szkołach bo wtedy nie szłoby zarabiać na bezmyślnym konsumpcjonizmie, wciskać obłędnych marksistowskich ideologii i generalnie sterować ludźmi, najłatwiej sterować kalekami niestety.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Twoje stwierdzenia nie mają oparcia w nauce.

      Niestety nadal jest masa osób, które nigdy nie przeszły własnego procesu terapeutycznego.
      .
      polecam każdemu autoterapię i przerabianie wspomnień z dzieciństwa.


      Psychoanaliza jest niebezpieczną pseudonauką:

      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/72770/zakazana-psychologia-t-i

      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4836232/50-wielkich-mitow-psychologii-popularnej

      Ze spisu treści "50 wielkich mitów psychologii popularnej":

      Mit #49. Skuteczna terapia wymaga sięgnięcia do „prawdziwych zródeł”
      problemów psychicznych, a te zwykle tkwią w dzieciństwie

      Mit #33. Niskie poczucie własnej wartości to główna przyczyna
      zaburzeń psychicznych

      Mit #40. Istnieje syndrom DDA (dorosłego dziecko alkoholika)

      Mit #34. Większość osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie
      cierpi później na poważne zaburzenia osobowości

      Mit #13. Ludzie zazwyczaj wypierają wspomnienia o traumatycznych
      przeżyciach

      Mit #12. Hipnoza pozwala dotrzeć do wypartych wspomnień
      i przypomnieć sobie to, o czym zapomnieliśmy

      Im silniej występują, tym większe problemy będzie mieć dziecko z poczuciem własnej wartości, tworzeniem zdrowych związków i generalnie z życiem

      Mit syndromu DDD (dorosłe dzieci z domów dysfunkcyjnych):
      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/176999/zakazana-psychologia-t-ii

      Mit wpływu wychowania na inteligencję dziecka, osobowość i na zachowanie poza domem rodzinnym:
      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/72865/geny-czy-wychowanie-co-wyrosnie-z-naszych-dzieci-i-dlaczego
      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/55157/tabula-rasa-spory-o-nature-ludzka
      https://www.goodreads.com/book/show/39074555-blueprint

      https://pl.wikipedia.org/wiki/David_Reimer

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: polskie prawo zmusza cię do kontaktu z rodzicami i opieki nad nimi i nie uwzględnia tego jacy oni byli dla ciebie. XD

      Taki cyrk. A okolica pachnąć ma dobrymi relacjami.

      Zresztą... jak polskie prawo nie pozwala na zakwestionowanie ojcostwa po 5 latach mimo wyniku badań DNA. To co to za prawo jest?

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: ja bym jeszcze od siebie dodał, że jeśli mama robi wszystko za was, załatwia wszystkie sprawy, za was dzwoni itd, to powiedzcie jej jak najszybciej żeby sp%@$%#?ała. Inaczej wyrośnie z was nieogarnięta życiowo łajza introwertyczna jak ja.

    •  

      pokaż komentarz

      Dopiero od niedawna karana jest przemoc wobec dzieci

      @Syntax: przemoc fizyczna była zakazana zawsze, z tym, że odróżniano lekkiego klapsa wynikającego z potrzeby chwili od zwykłego okładania dla sprawienia bólu.
      Potem wszystko wrzucono do jednego wora, zamiast prawidłowo egzekwować przepisy już istniejące.

    •  

      pokaż komentarz

      @renalum: Dzięki za linki! Pochylę się nad każdym z nich.
      Natomiast nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany...
      Nie uważam psychologii za prawdziwą naukę, zwłaszcza psychoanalizy. Mówię o terapii i wiem że tu skojarzenia wiodą w stronę psychologii, ale wcale nie muszą. No ok, mamy jeszcze kołczing, albo całą masę nurtów new age.
      Pozycja religii ulega osłabieniu. Skądś zatem musimy czerpać źródło wiedzy, zrozumienia w trudnych momentach.
      Ja osobiście odradzałbym ludziom psychoterapię i sam nigdy w takowej nie uczestniczyłem. Ale już zdecydowanie polecałbym autoterapię, czyli:
      -autorefleksję
      -wewnętrzny dialog
      -szczere rozmowy z przyjaciółmi
      -momenty kiedy możemy być sami z sobą tak po prostu.
      -poznawanie różnorodnych idei i wyciąganie z nich wniosków, zdolność do konfrontacji.
      -unikanie ludzi którzy są toksyczni, narzucają nam swoje poglądy na sposób siłowy, bez zdolności przy tym do pogłębionego dialogu na temat ich przekonań i refleksji.

      Zdaję sobie sprawę z tego, że spora część psychologii, zwłaszcza różnych metod terappeutycznych (szczególnie ustawienia hellingerowskie) ocierają się o sekciarstwo. Według mnie jednak we wszystkim czym się stykamy w życiu, leży jakieś ziarno prawdy. Nawet w tym, dlaczego wiele osób wierzy w Boga, dlaczego u jednego terapeuty czują się lepiej a u innego gorzej, dlaczego jedne osoby czy idee mają na nie pozytywny wpływ a inne już nie.

      Sądzę że człowiek zanurzony jest w ogromie iluzji, nasze społeczeństwa to też iluzje. No i niestety ale taki jest człowiek, że bez jakichkolwiek iluzji nie byłby w stanie żyć. Zatem twórzmy takie iluzje, które sprawią że będzie nam się żyło przyjemnie, albo zwyczajnie pozostaje nam albo antynatalizm, albo świadome cofnięcie się do etapu zwierzęcego, promując genetycznie raczej osoby mało refleksyjne, mniej wrażliwe a bardziej instynktowne, odmóżdżone.

    •  

      pokaż komentarz

      ale tak naprawdę polecam każdemu autoterapię i przerabianie wspomnień z dzieciństwa. No i koniecznie w trudnych doświadczeniach,

      @Syntax: Jeśli masz traume z jakichś konkretnych momentów, to może. Ale jeśli od dziecinstwa miałeś wiele podobnych stresujących sytuacji czy to w domu czy w szkole, to tak sie nie da, bo wieksozsci nawet nie pamietasz, albo uważałeś za naturalne w dziecinstwie, ale odbiło sie to na sp#!?@??eniu

    •  

      pokaż komentarz

      @lastro: Pamiętam większość. Nie pamiętam poniżej 4 roku życia zbyt wiele.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Moze nie wiesz co nie pamiętasz

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli za coś w życiu jesteśmy odpowiedzialni, to tylko za to, żeby nie przenosić tego co złe na kolejne pokolenia

      @Syntax: No dokładnie, dlatego najlepiej kolejnych pokoleń nie tworzyć
      #antynatalizm

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: jeśli mowa o traumie to trudno się nie zgodzić. Ale faktycznie dzisiejsze dzieciaki są strasznie chowane pod kloszem. Za tzw. "naszych czasów" matka wołała na obiad a najciekawszą część dzieciństwa - od czwartego roku życia czy nawet wcześniej - spędzało się na podwórku. Taki model miał swoje wady, ale miał przede wszystkim jedną najważniejszą zaletę - bardzo szybko można było się nauczyć, że nie jest się nikim specjalnym - no chyba, że faktycznie było się kimś wyjątkowym ale z tą wyjątkowością przychodziła cena w postaci pracy, kasy starych lub talentu.
      Obecnie dzieci mają mniejszy kontakt z rówieśnikami i jeśli do tego dorzucimy nadopiekuńczych rodziców, którzy tłumaczą dziecku, że jest specjalne to katastrofa podczas zderzenia z rzeczywistością gotowa.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Widzę masz bogatą wieżę, mam pytanie czy jesteś też rodzicem? Piszesz bardzo mądre rzeczy.
      Sam jestem ojcem trójki dzieci i często zdarza mi się krzyczeć czy pogrozić klapkiem żeby opanować dzieciaki.
      Z żoną bywają gorsze chwile bo duże tego wszystkiego na głowie. Ale nie są to kłótnie tylko sprzeczki.
      W domu jest miłość i oddanie. Dzieci kochamy nad własne życie ale czy to czyni nas dobrymi rodzicami? Pomagamy, rozwiązujemy z nimi problemy, uczymy życia i wymagamy.

      Uważam też że trzeba znaleźć kompromis między czasem dla dzieci i dla siebie. Tak samo nie rozumiem jak rodzice organizują dzieciom czas od pobudki do spania. Zajęcia dodatkowe, sporty. Potem dzieciaki nie radzą sobie same ze sobą jak nie ma nic do roboty, przytłacza je to.

      Bycie rodzicem nie jest łatwe, jeszcze trudniej jest kiedy nie miało się wzorców. A społeczeństwo piętnuje i kreuje wzór super rodzica, który poświęca 100% czasu wolnego na dziecko, zarabia w cyc kasy, nie martwi i nie stresuje się pracą, wszystko jest po za problemami.

      Życie tak nie wygląda.

    •  

      pokaż komentarz

      Zdaję sobie sprawę z tego, że spora część psychologii, zwłaszcza różnych metod terappeutycznych (szczególnie ustawienia hellingerowskie) ocierają się o sekciarstwo. Według mnie jednak we wszystkim czym się stykamy w życiu, leży jakieś ziarno prawdy. Nawet w tym, dlaczego wiele osób wierzy w Boga, dlaczego u jednego terapeuty czują się lepiej a u innego gorzej, dlaczego jedne osoby czy idee mają na nie pozytywny wpływ a inne już nie.

      @Syntax: wiele razy ojciec mnie uderzył, nazwał idiotą czy nawet cipą. nigdy mnie nie przeprosił, zachowywał się potem jakby nic się nie stało. nie mówię do niego 'tato', mam duży żal, że nie traktował mnie jako osobę godną szacunku

    •  

      pokaż komentarz

      @angor86: Nie mówimy o nadopiekuńczości. Mówimy o dysfunkcjach w rodzinie. Nadopiekuńczość (pozytywna) jest tak samo zła jak nadopiekuńczość (negatywna). Dziecko jest wolnym człowiekiem, które początkowo uczy się i naśladuje rodziców, traktuje ich jak bogów. Jeśli rodzice krzywdzą czy to nadopiekuńczością, czy wszelkimi innymi formami przemocy, jest to moralnie złe.
      Współcześnie mały kontakt z rówieśnikami wiąże się z dawaniem dzieciom zbyt obszernego dostępu do technologii. Rodzice wyręczają się nią, żeby mieć święty spokój. Dawniej po prostu mogli pozwalać z tych samych powodów, żeby dziecko biegało całymi dniami po osiedlach i ulicach. Wszystko jest dla ludzi, dla dzieci może po prostu w limitowanej formie. Ale najważniejszy jest dialog z dzieckiem, rozpoznawanie jago stanów emocjonalnych, zainteresowanie się jego życiem.
      Jeśli dziecko boi się rodziców, nie ufa im, to przestają być dla niego autorytetami, wtedy jest pozamiatane. A tak się będzie działo zawsze, jeśli rodzice nie kontrolują swoich emocji, nie znają siebie samych, albo o wychowaniu dowiadują się z XIX wiecznych gazet, czy też przekazywanych z dziada - pradziada powiedzonek i przysłów.

    •  

      pokaż komentarz

      @KapitanSoS: Nie jestem rodzicem i pewnie nie będę. Nie zależy mi na rozmnażaniu się za wszelką cenę. Ale... mam jeszcze czas ;)
      A co do reszty Twojego komentarza, to wydaje mi się, że jeśli kochacie się z żoną, nie faworyzujecie żadnego z trójki dzieciaków, to nie masz się o co martwić. Generalnie to szacun że ogarniasz 5 osobową rodzinę. Nie wiem czy kiedykolwiek dowiem się jak to jest.
      Najważniejsza jest miłość, dbanie o nią kiedy tylko możliwe, by sobie przypomnieć o tym. Szczerość przede wszystkim, po sprzeczkach dialog i z żoną i z dziećmi, w zależności oczywiście od tego kogo i czego sprawa dotyczy. Wydaje mi się że nie ma się co przejmować też zbytnio. Jeśli tylko nie ma przemocy, poniżania na każdym kroku, jeśli kary dla dzieci są adekwatne i wymierzane jednak z szacunkiem, zrozumieniem sytuacji z ich strony, to naprawdę to jest wystarczające.
      Dziecko chyba zniesie dużo, jak się nawet mocno nakrzyczy, jeśli potem, nawet na następny dzień się przyjdzie i powie: "przepraszam zdenerwowałem się", ale potem na spokojnie rozwinie temat, o co nam chodziło.
      Najgorzej jeśli tego nie robimy, oczekujemy że dziecko się samo domyśli. A przecież wiemy że nawet dorośli ludzie takich mocy nie posiadają. :)

      P.S. Dzieci wszystko czują i będą pamiętać. Jedynie dopiero z czasem znajdą właściwe słowa na swoje odczucia i przeszłe zdarzenia. Jeśli jesteście fair dla dzieci, to one zawsze będą pamiętać i będą wdzięczne.
      Dzieci traktowane źle, których nie słuchano, nie chciano zrozumieć, poniżane i bite przez to, zapamiętają i odejdą na zawsze (przynajmniej powinny), kiedy werbalizując przeszłość i swoje odczucia (doroślejąc), znajdą jedynie lęk i niechęć do rodziców, brak więzi, zaufania, zrozumienia. Co innego miałyby zrobić?

    •  

      pokaż komentarz

      I ta patologia społeczna powinna się skończyć. "Czcij ojca i matkę swoją"... Czcić to można cudowne i kochające osoby, a nie kogoś kto tylko włożył i wyjął (albo tylko pozwolił by włożyć i wyjąć). Dopiero od niedawna karana jest przemoc wobec dzieci, ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby wyrządzać krzywdę własnemu dziecku? Nie ma tu pola do wybaczenia, dopóki rodzice sami nie zaczną prosić dzieci o wybaczenie, jeśli szczerze pojmują błędy, wyrażają szczery żal. Tylko wtedy. I też to oni muszą podjąć pracę nad sobą, głownie oni.
      Ale rodzice po ślubie i po spłodzeniu dziecka, nie czują zazwyczaj potrzeby żeby się rozwijać. Dlatego też bardzo wiele związków i małżeństw się rozpada. Jeśli ludzie nie potrafią jako dorośli tworzyć dobrych i długotrwałych związków, to z dziećmi musi być jeszcze gorzej i trudniej!


      @Syntax: Początek nawet obiecujący, ale w końcu popadłeś w samozachwyt i poleciałeś z ideologią. Łap -

    •  

      pokaż komentarz

      @salvatore: Z jaką ideologią i w którym miejscu?

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax

      Bardzo prawdziwe. Niestety nadal jest masa osób, które nigdy nie przeszły własnego procesu terapeutycznego. Widać że kobiety częściej sięgają po psychoterapię, ale tak naprawdę polecam każdemu autoterapię i przerabianie wspomnień z dzieciństwa. No i koniecznie w trudnych doświadczeniach, przy topornych nadal kontaktach z rodzicami, warto rozważyć minimalizację, czy wręcz odcięcie zupełnie kontaktów z nimi. Jeśli za coś w życiu jesteśmy odpowiedzialni, to tylko za to, żeby nie przenosić tego co złe na kolejne pokolenia. Dzieci jak dorosną odwdzięczą się i powinny się odwdzięczyć (nie w formie zemsty) rodzicom którzy je krzywdzili. Mit świętego rodzica powinien legnąć w gruzy. Rodziców nie wybieraliśmy. Jeśli są to obiektywnie źli, czy głupi ludzie, to warto zerwać kontakty, tak samo, jak zrobilibyśmy to kończąc związek, czy pozbywając się innych toksycznych ludzi z naszego otoczenia.

      ++++++

      Bardzo mądrze powiedziane

    •  

      pokaż komentarz

      wiele razy ojciec mnie uderzył, nazwał idiotą czy nawet cipą. nigdy mnie nie przeprosił, zachowywał się potem jakby nic się nie stało. nie mówię do niego 'tato', mam duży żal, że nie traktował mnie jako osobę godną szacunku

      @dannyB: Podobna sytuacja u mnie + przez połowę mojego dzieciństwa go nie było (odszedł do kochanki). Do tej pory praktycznie nie przechodzi mi przez gardło słowo "tata".

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Dodam, że w rodzinach, gdzie choć jeden rodzic był nadopiekuńczy "nie biegaj, bo się spocisz", jest bardzo duże prawdopodobieństwo wychowania psychopaty

    •  

      pokaż komentarz

      @blacksheepwall: W tym temacie polecam ten krótki materiał (choć bardziej dotyczy rzekomego narcyzmu u rozpieszczonych dzieci). Co jest tu obalone.

      źródło: youtube.com

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: zacznijmy od podstaw - najważniejsze to jest zapewnienie bytu dziecku, bo jeśli będzie onk przymierało głodem to nic z twoich obserwacji.
      Drugie co mi się rzuciło w oczy to to, że w żaden sposób nie piszesz o wychowaniu dziecka. Co ci z tego, że będziesz w stanie wiedzieć co dziecko czuje skoro w domu nie ma żadnych zasad? Świat jest pełen rodziców co swoje dzieci może i znają i poświęcają im dużo czasu, ale gówno z tego bo wychować nie potrafią.
      Jeśli dziecko ma wyrosnąć na zdrowego dorosłego to najważniejsza jest najpierw kasa, potem powiedziałbym na równi wychowanie (rozumiane behawiorystycznie - stworzenie zasad i ich wymuszanie na dziecku) oraz więź rodzice-dziecko, którą stawiasz na pierwszym miejscu.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Dodałbym jeszcze dużą, a często pomijaną obecnie, rolę dziadków w wychowaniu- to oni mając zdobyte doświadczenie potrafią rodzicom przekazać cenne rady, czasem poprawić.
      Dziadkowie to skarbnica mądrości - kiedyś to właśnie dziadkowie uczyli wnuków wiedzy życiowej. Człowiek potrzebuje czasu żeby nabyć mądrości, widzę to sam po sobie - patrzę na świat zupełnie inaczej niż kiedy miałem 25 lat, mam w sobie dużo więcej pokory i spokoju.
      Wreszcie dysponując większą ilością wolnego czasu, dziadkowie mogą uzupełniać rolę rodziców, mają czas by przekazywać wiedzę, by poobserwować, by po prostu być. Wiem, że byłoby idealnie gdyby to rodzice jak najwięcej czasu spędzali z dziećmi, ale praca, zakupy, czasem trzeba coś załatwić, ugotować, i zostaje raptem kilka godzin dla dzieci.

      Bardzo ubolewam, że obecnie odchodzi się od modelu rodziny trzypokoleniowej.

      pokaż spoiler Tak w ogóle mam wrażenie, że rodzice są najgłupsi z całej rodziny. Dziadkowie mają doświadczenie, dzieci postrzegają świat taki jaki jest - bo jeszcze nie są skażone presją społeczną, religią, czy dziwacznymi ambicjami. Rodzice dopiero się uczą, ale chcą być najlepsi i najmądrzejsi, uważają że wiedzą co jest najlepsze dla dziecka - i dlatego często robią głupoty.

    •  

      pokaż komentarz

      Dodam, że w rodzinach, gdzie choć jeden rodzic był nadopiekuńczy "nie biegaj, bo się spocisz", jest bardzo duże prawdopodobieństwo wychowania psychopaty

      @blacksheepwall: a to dlaczego?

    •  

      pokaż komentarz

      @nielegalny_imigrant: Dużo ludzi ma predyspozycje do zaburzeń. Dyssocjalnych, schizotypowych itd. Mogą się w ogóle nie ujawnić, ale przy nieprawidłowym trybie życia, tak jak z każdą inną "chorobą" (podobno zaburzenia nimi nie są) jeśli robisz coś, czego Ci nie wolno, organizm da szybko znać. Matki kociąt i same młode, w trakcie zabawy dają sygnał, że je boli. W ten sposób zaczynają kumać empatię. Albo bardziej ją odczuwają, albo uczą się przez porządek i zasady - matka je pacnie łapą. Matki nadopiekuńcze zapominają całkowicie o swoich potrzebach. Boją się sprawić przykrość dziecku. Gdy syn będzie pyskował, że chciał coś innego na obiad, ona nie rozwiąże problemu po ludzku, nie zaproponuje rozwiązania np. "jutro ugotuję/ugotujemy coś, co lubisz", "od czasu do czasu musisz zjeść rybę", "pokaż mi jak gotujesz ulubione danie" itd. tylko poleci do sklepu po rzeczy, niezależnie od tego czy ma natłok innych obowiązków. Każdy człowiek poza nią jest zagrożeniem dla dziecka według niej, więc ogranicza kontakty z wszystkimi. Takie dziecko szybko się uczy, że ludzie to marionetki, którym można grać na emocjach. Jego to nie wzruszy, bo od początku to było standardem. Znam kilka takich osób i potem dowiedziałam się trochę jak mają w domu, znalazłam zależność, a później doczytałam, że jest taka teoria, dlatego wydaje mi się to przekonujące i wiarygodne.

    •  

      pokaż komentarz

      @blacksheepwall: jasne, ale dlaczego nadopiekuńczość akurat miałaby wywoływać psychopatię? Zrozumiałbym jakiś narcyzm ale bardzo wątpię żeby w takich warunkach można było wychować psychopatę. Psychopaci raczej pojawiają się w rodzinach z ekstramalną ilością przemocy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax moje małżeństwo się posypało ponieważ mój mąż przeżył wszystkie te rzeczy które opisałeś jako : gnojenie, brak miłości i zrozumienia między rodzicami itp. Sam nie potrafi w dorosłym życiu być rodzicem i nie potrafił być mężem. Smutne to , tym bardziej że kiedy chciałam pomoc bo to wszystko już widziałam to moja pomoc została odtrącona.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: zawsze to samo powtarzam, a wszyscy reagują na to w ten sam sposób "no ale przecież to twój ojciec/matka więc należy im się szacunek"

    •  

      pokaż komentarz

      No i koniecznie w trudnych doświadczeniach, przy topornych nadal kontaktach z rodzicami, warto rozważyć minimalizację, czy wręcz odcięcie zupełnie kontaktów z nimi.

      @Syntax: Nie polecam. Większość życia żarłem się z rodzicami, głównie z Mamą. W końcu zerwałem kontakt i niby było mi lepiej, dopóki nie po dwóch latach ciszy nie dostałem od Mamy smsa o treści "zadzwoń do mnie, proszę". A następnie usłyszałem "długo się zastanawiałam czy ci powiedzieć i w końcu muszę. Kilka miesięcy temu wykryli u mnie raka, jest źle". Ciężko wytłumaczyć jak się wtedy poczułem. Mama pożyła jeszcze 10 miesięcy, w dniu Jej śmierci się załamałem. Mniej z powodu śmierci, bardziej z powodu naszej historii i że właśnie skończył nam się czas na naprawienie relacji. W jednej chwili pożałowałem każdej durnej kłótni, każdego niemiłego słowa, poczułem się strasznie samotny. Ciężko to opisać.

      Nigdy nie jest tak źle, żeby nie można było tego naprawić. Wystarczy odrobina chęci i życzliwości. Bardzo żałuję, że zrozumiałem to, kiedy było już za późno i oddałbym wszystko, żeby odwrócić bieg czasu.

    •  

      pokaż komentarz

      @Syntax: Bardzo słuszne słowa.
      Ja wychowałem się w ciężkiej rodzinie, wojna pomiędzy rodzicami, przemoc itp.
      Postanowilem nie miec dzieci, dlatego że nie uważam życia za 'dar'.
      Nie wiem czy mam za złe za swoje stracone dzieciństwo. Generalnie to gdyby nie ono, byłbym pewnie innym człowiekeim a nie mogę narzekać na teraźniejszą sytuacje.
      Co do rodziny, nie wiem czy żal i odcięcie się od nich to byłby dobry pomysł. Po co ich tracić. Na pewno zryło mi to beret, różne próby, depresja etc... To odbia się na moich relacjach. Strach to chyba najbardziej znane mi uczucie.

    •  

      pokaż komentarz

      @regis667: Nie wiem jak u Ciebie z angielskim, ale polecam Ci kanał tego gościa. Mnie bardzo pomógł.

      źródło: youtube.com

    •  

      pokaż komentarz

      @dolOfWK6KN: Czyli twoja matka to była typowa toksyczna osoba, która po dwóch latach bez kontaktu będac na łożu śmierci zamiast zadzwonić do ciebie pogodzić się, zapytać co u ciebie etc. wpędziła ciebie w poczucie winy gadając, że umiera. I teraz siedziesz dalej z tym poczuciem winy myśląć "co by było gdyby" zamiast żyć bez tego bagażu. Zamiast kłócić sie z matką jak kiedyś kłócisz się sam ze sobą/ze swoją świadomością z powodu matki, od której świadomie się przecież odciąłeś, żeby tego nie przeżywać.

    •  

      pokaż komentarz

      @za-co: Gdybym był nastolatkiem, to pewnie tak bym twierdził, ale jestem dojrzały emocjonalnie i widzę co innego. Nie chciała wywołać żadnej winy, chciała naprawić relację póki było Jej to dane, bo człowiek się zmienia, gdy śmierć zajrzy w oczy. Nie mam Jej nic do zarzucenia, bardzo się starała w ostatnich miesiącach.

      Poza tym, przecież sam nie byłem święty, kłótnie były dwustronne.

    •  

      pokaż komentarz

      @dolOfWK6KN: Nie będe ci tu prowadzić psychoterapii, ani analizować czy kłótnie były obustronne czy jednostronne. Odciąłeś sie od matki z konkretnych powodów. Zastanów się nad tymi powodami. Jak powodami było to, że nie pozwalała ci palić fajek, pić browarów i imprezować z kumplami. To OK, to możesz mieć żal, że to zrobiłeś.
      Jeżeli były inne powody, gdzie doznawałeś od strony matki pogardy, braku szacunku, byłeś ubezwłasnowolniony psychicznie lub fizycznie bez poważnych powodów czy nawet maltretowany - to się zastanów czy ten żal jest sensowny.

      Bo większość ludzi piszących o odcięciu się od toksycznych rodziców odcina się od tych drugich. A ty wyskakujesz jak filip z konopii i biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie swoje własne doświadczenia ogłaszasz im, że się mylą i muszą pogodzić z ich własnymi c?@?@wymi rodzicami, których ty nie znasz, bo między tobą i twoimi rodzicami się coś przytrafiło co nie ma przełożenia na innych ludzi.

    •  

      pokaż komentarz

      @za-co: Nie napisałem, że się mylą, napisałem "nie polecam". Biorę pod uwagę, że są ludzie z którymi po prostu nie da się żyć, ale biorę też pod uwagę fakt, że ludzie mogą przesadzać i błędnie oceniać zachowanie swoich rodziców. Napisałem to po to, żeby ktoś się zastanowił czy aby na pewno dobrze robi izolując się od rodziny.

    •  

      pokaż komentarz

      Mit #13. Ludzie zazwyczaj wypierają wspomnienia o traumatycznych
      przeżyciach


      @renalum: Jestem bardzo ciekawy na jakiej podstawie stwierdzono że to mit. Z moich obserwacji (i własnych przeżyć poniekąd również) ten rzekomy "mit" ma całkiem sporo sensu

    •  

      pokaż komentarz

      Jestem bardzo ciekawy

      @NPC_358034: A więc książka "50 wielkich mitów psychologii popularnej" jest dla ciebie strzałem w dziesiątkę, polecam. Ze wstępu do tej książki dowiesz się, na czym polega metoda naukowa i dowiesz się, że czyjeś dowody anegdotyczne ("moje obserwacje", "moje przeżycia", 'przeżycia mojej koleżanki") nie mają znaczenia. Dowiesz się, również, że pytanie powinno brzmieć nie tak:

      na jakiej podstawie stwierdzono że to mit?

      tylko tak:

      na jakiej podstawie pewni ludzie twierdzą, że istnieje coś takiego jak "wyparcie", gdzie dowody empiryczne wspierające to twierdzenie?

      A tymczasem polecam filmy na temat bezwartościowości dowodu anegdotycznego:
      https://www.youtube.com/watch?v=rUCkBblwRHI
      https://www.youtube.com/watch?v=0FoJjuEXSk4
      https://www.youtube.com/watch?v=e34w-Q7dXDY

    •  

      pokaż komentarz

      @renalum: Jako że książka jest w zbiorach google books, przejrzałem pobieżnie jej zawartość i to, co rzuca mi się w oczy, to fakt, że autor unika faktycznych stwierdzeń że coś jest mitem albo że coś jest prawdą. Wykazuje, słusznie zresztą, że w tej dziedzinie jest mnóstwo nadużyć wynikających z faktu, że nie posiadamy metodologii i technologii pozwalającej na obiektywne badanie pewnych fenomenów. Innymi słowy: nic specjalnie odkrywczego.

      Kwestia druga, dotycząca mitu o wyparciu. W wersji angielskiej znajduje się następujący fragment: "(...) deep concerns touch on the controversial question of whether people can exile horrific memories to the hintherlands of consciousness where they're preserved intact, perhaps to be later recovered in therapy."
      [są poważne obawy związane z kontrowersyjnym pytaniem, czy ludzie mogą wyprzeć traumatyczne przeżycia do ostępów świadomości gdzie są one zachowane nienaruszone, być może do późniejszego odzyskania w terapii]

      Innymi słowy, autor porusza kwestię: czy można ufać rzekomym "wypartym" wspomnieniom, które mogą być wyolbrzymione lub stanowić karykaturę faktycznych wydarzeń. Moim zdaniem ta definicja wyparcia odbiega od tej którą stosują zwykli ludzie, i oznaczającą wypchnięcie wspomnień, z którymi nie chcą/potrafią sobie poradzić, do odfiltrowania.

      Co ma sens logiczny, jeżeli weźmie się pod uwagę że w mózgu są obszary (prefrontal cortex - kora przedczołowa? które, wg badań zawierają ośrodki pozwalające na tłumienie/filtrowanie zbędnych bodźców. Wspomnienia mogą podlegać takim samym mechanizmom.

      Teraz pytanie: na której z tych definicji opera się dyskusja.

      gdzie dowody empiryczne wspierające to twierdzenie

      Dobrze wiesz że prawdopodobieństwo, że dożyjemy momentu w którym uzyskanie dowodów empirycznych będzie możliwe, w którym naukowcy będą w stanie zbadać co jest wyparciem a co zapominaniem, jest znikome.

  •  

    pokaż komentarz

    Oj pamiętam. Dostawało się w łeb za czwórki, zamiast piątki w szkole. Za czwórki oraz piątki o których nikt inny, poza mną nie pamięta. Tak samo jak i o bólu.

  •  

    pokaż komentarz

    źródło: bledyWychowawcze.jpg

  •  

    pokaż komentarz

    Mądry artykuł.
    Patrzę teraz na moich rodziców i sposób, w jaki mnie wychowali i staram się pamiętać, że robili najlepiej jak umieli. Widzę jednak wiele rzeczy, które ja, ze swoją obecną wiedzą, zrobiłabym inaczej.
    Widzę też ogromną wrażliwość mojego dziecka na przemoc wokół, krzyk i krzywdę innych - w rodzinie obok brat przyłożył siostrze, która się rozpłakała, a mój dwulatek od razu chciał lecieć i ją przytulić - i chcę ją zachować jak najdłużej.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja z każdą wizytą w domu rodzinnym zastanawiam się, czy by ojczymowi nie wpierdolić.
    I nie piszcie, że niczym bym się wtedy od niego nie różnił. In dostałby oklep za realną przemoc fizyczną i psychiczną. Ja dostawałem za przypadkowe obudzenie go, wzięcie jego klapek, albo złe ułożenie szachów w pudełku (które po jego zamknięciu i tak się rozpierdalały).

    •  

      pokaż komentarz

      @Boo2435: Gdybyś dał mu po ryju, to byłbyś od niego lepszy, a tak to zbierasz oklep złamasie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Boo2435: Totalnie byś się od niego różnił i pokazał mu konsekwencje jego systemu postępowania - jeśli silniejszy ma prawo gnębić słabszego, by sobie podnieść samopoczucie czy się dowartościować, to naturalną konsekwencją tego modelu etycznego jest to, że kiedy zmienia się podział ról silniejszy-słabszy, to nowy słabszy dostaje wp?$$$$$. Wiele osób, które właśnie zamierzają użyć przemocy, nie wiedzą o czym mówią używając określeń w rodzaju "dam [komuś] lekcję" ale w tym przypadku to realnie byłaby lekcja. Idealnie gdybyś po fakcie to w jasny sposób, słowami wyjaśnił co się wydarzyło i dlaczego.

      Problem leży gdzie indziej - przemoc z jego strony zakładam, że uległa dawno przedawnieniu w sensie prawnym. Twoja - świeżo zadana byłaby daleka od przedawnienia i w świetle prawa mogłaby zostać zakwalifikowana jako pobicie. Niestety polskie prawo nie daje taryfy ulgowej dla zemsty po latach. Dlatego odradzam rozwiązanie i polecam po prostu iść na przód.

    •  

      pokaż komentarz

      @Augustusmp dzięki mirku, dokładnie o to mi chodzi. Nie naj$?%ć z zemsty, tylko pokazać mu, że role się odwróciły. Hamują mnie przed tym wspomniane przez Ciebie konsekwencje prawne (w mniejszym stopniu) i obserwacje mojej żony w stosunkach między nim, a mną (w większym stopniu). Nieważne co mówi, lub o czym opowiada, nie jest w stanie wytrzymać mojego wzroku. Ogólnie lachę bym na temat położył i nie "rozczulał" się nad sobą, ale mimo tego, że w ogóle się go już nie boję, jestem lepszy w praktycznie wszystkim, to 1-2 razy w roku przyśni mi się jakaś taka poj$?%na wersja wydarzeń z dzieciństwa, że potem 3 dni nie mogę się uspokoić. Jeżeli taki sen przydarzy mi się podczas odwiedzin, to nie wiem czy wytrzymam...

    •  

      pokaż komentarz

      @Boo2435: nawet nie wiesz ile razy w snach biłem starego. Ale nie tak lekko. Nap@!#$#?alem go cepami nawet jak już leżał. Widocznie moja psychika tak sobie z tym radzi. Ponoć sny pozwalają nam nie oszaleć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Boo2435: Znecaj się nad nim i daj filmik do netu! :D