•  

    pokaż komentarz

    Jeśli ta historia nie jest całkowicie zmyślona (a tak zapewne jest na 99%) to gość w przeciwdeszczowej pelerynie zasuwał po lesie z czymś przyczepionym do kaptura prawdopodobnie fluorescencyjnymi wstawkami takimi jak przy naciągu od namiotu. Pewnie zabłądził a po drodze gdzieś zgubił okulary korekcyjne denka. A ci o mało na zawał nie zeszli.
    W swoim życiu pod namiotem (często samotnie)spałem już chyba z 10 miesięcy. Natomiast łącznie w lasach (chodząc po nich) spędziłem już kilka lat.
    Prawie zawsze śpię gdzieś głęboko w lesie z dala od ludzi.
    Wielokrotnie ba powiedział bym że nagminnie zwierzęta odwiedzają moje obozowisko. Nawet nauczyłem się po głośności łamanych gałęzi określać mniej więcej ciężar zwierzyny. Niektóre z nich są tak wścibskie lub terytorialne że potrafią podejść na 2 metry i leżąc w namiocie jestem w stanie usłyszeć ich posapywanie lub wyżeranie resztek mojej kolacji. Zapewne autor tego wpisu i ludzie mu podobni napisali by że to jakieś potwory i demony przyszły aby go zjeść lecz tylko dzięki opatrzności nie zginął.
    Kiedyś nawet na wykopie zamieściłem relację z jednej z takich wycieczek.
    Ludzka fantazja nie zna granic a demony to czają się pod czaszką, przynajmniej u niektórych.

  •  

    pokaż komentarz

    Chętnie wyszydziłbym i zakopał, niestety nie mogę. Muszę bowiem wyznać prawdę.

    Pod koniec PRLu we Młotach (wioska obok Huty) planowano niby wybudować elektrownię szczytowo-pompową, nawet wykupiono teren i coś tam niby dłubano w sprawie. Czego się nie mówi to że sensu w elektrowni stawianej w dziurze na południowym końcu Polski, bez jakiegokolwiek większego zakładu przemysłowego w promieniu dosłownie kilkudziesięciu kilometrów raczej nie było. O tym że przy okazji tej budowy właśnie na Młotach i Hucie okolicy kręciło się kilkunastu Rosjan z GRU to już wiedzą tylko niektórzy miejscowi.

    W czasie II wojny w lasach koło Huty była duża filia obozu organizacji TODT, co dokładnie jeńcy tam robili nie wiadomo. Żaden nie przeżył. W podręcznikach historii nie ma wzmianki o tym obozie, w archiwach nie został prawie żaden ślad. Poszukiwacze skarbów i militariów czasem coś wyniuchali z pogłosek i nieraz się kręcili po okolicy ale żaden z nich nie zorientował się, że nie przeszukują właściwego obozu tylko jego małą wydzieloną przybudówkę w wiosce Młoty.

    Za to starzy Niemcy którzy po wojnie zostali zarzekali się iż pod sam koniec wojny ciężarówki Wermachtu i SS jeździły na Hutę co noc. Gdzie i po co nie wiadomo. Nakazano zaciemnienie i zakazano wyglądania nie mówiąc o opuszczeniu domów. Za zerknięcie zza firanki rozstrzeliwano wszystkich domowników na miejscu. Sądząc po odgłosach silników i innych dźwiękach ciężarówki wjeżdżały załadowane a wracały puste bądź wcale.

    Przed hitlerowcami, jeszcze za cesarstwa niemieckiego, tuż nad "Wiecznością" postawiono Fort Karola. Niby małą umocnioną placówkę wojskową ale jak połazilibyście po ruinach to wyglądało to całkiem, całkiem. To jest dosłownie kilkaset metrów od "Wieczności". Formalnie oczywiście fort miał inne przeznaczenie ale niezbyt trzymało się to kupy. Ewidentnie po coś jednak był.

    Spore zainteresowanie jak na dziurę na końcu świata.

    A teraz oficjalnie zakładam foliową czapeczkę i kupuję koszulkę z napisem szur ale wolę to niż ukrywać fakty. Jestem racjonalistą i dlatego właśnie to napiszę - żeby nie ukrywać czegoś tylko dlatego że jest niewygodne.

    Dobrych kilka razy w tamtej okolicy coś się dziwnego z czasem robiło. Trudno to wyjaśnić i pomyślicie że całkiem zwariowałem ale co tam. Kiedyś jadąc samochodem w tamtej okolicy złapałem się na tym, że "zniknął" mi pewien odcinek drogi. Uznałem że się zamyśliłem i po prostu przejechałem, bywa. Po jakimś czasie, może rok albo i później złapałem się na tym samym. Zaśmiałem się ze swoich śmiesznych urojeń i olałem. I tak jeszcze ze parę razy. Zorientowałem się już wówczas że hehe, zawsze chyba ten sam odcinek drogi gubię. Po prostu jadę i na chwilę przed wjazdem do wsi Wójtowice (tam jest zjazd na Hutę) nagle uświadamiam sobie, że je minąłem i jestem w Młotach. Wyśmiałem sam siebie ale od tej pory zawsze się pilnowałem na tym odcinku.

    Sytuacja się powtórzyła, więcej niż raz ale nie za każdym razem. Ubytek był mimo wszystko wyjątkiem a nie regułą.

    Nic z tym nie zrobiłem, nie napisałem do wróżbity Macieja, nie pobiegłem do psychiatry, nie zacząłem moczyć łóżka. Zignorowałem to po prostu.

    Aż pewnego razu przypadkiem kupując piwo w wiejskim sklepie późnym wieczorem zostałem poproszony przez jakąś babinkę o podwiezienie do Wójtowic. Oczywiście się zgodziłem. Trasa mijała szybko, rozmowa ze starszą panią była prawdziwą przyjemnością i nie wiem jakie licho podkusiło mnie żeby dojeżdżając do feralnego odcinka zacząć "sprawdzać" drogę.

    I nagle byliśmy w Wójtowicach tuż przy małej krzyżówce z drogą na Hutę. Zjechałem na przystanek PKSu, zatrzymałem samochód i obróciłem się do pasażerki, uznałem że sytuacja jest interesująca, może nawet też to spostrzegła. Byłem oczywiście zaintrygowany ale raczej nie zaniepokojony.
    Twarz babinki była kredowoblada, patrząc na mnie z potępieniem w oczach wyszeptała przez zaciśnięte gardło.
    - To ty. Ja się zawsze pilnowałam. Ty przyciągasz uwagę. Celowo. Ty głupi charakterniku! - W jej głosie nie było niechęci, raczej rozpacz nad moją głupotą.
    Zanim zamknęła drzwi rozejrzała się jeszcze dookoła, przeżegnała i wyszeptała do mnie - Uciekaj! W drugą stronę masz szansę. Uciekaj i nie wracaj tutaj już nigdy. Jedź. Bardzo. Powoli. Moc jaką nadała trzem ostatnim słowom była większa niż gdyby wykrzyczała je przez megafon.

    Trzęsącymi się rękami odpaliłem silnik i zawróciłem. Tego co działo się z otoczeniem drogi w czasie powrotu nie opiszę. Uratowała mnie dobra rada i proste skojarzenie które wcześniej mi unikało. Droga "znikała" tylko powyżej pewnej prędkości jazdy.

    Nigdy więcej nie nie pojechałem w tamte okolice.

    pokaż spoiler #pasta ( ͡° ͜ʖ ͡°) Użyłem kilku faktów historycznych, dozmyślałem też trochę. Miałem rozbudować wątek fortu, dodać jakiegoś naukowca/alchemika i puścić w radiu creepy melodię w czasie powrotu ale już mi się nie chciało.

  •  

    pokaż komentarz

    Po tym zdarzeniu Małgorzata odkryła w sobie paranormalne umiejętności - dodało to jakieś 100% wiarygodności do tej historyjki, aczkolwiek spoko się czytało na kiblu xd

  •  

    pokaż komentarz

    Fejk! Czytamy: „W sobotnią noc 7 lipca 1987 r...”. Tylko, że 7 lipca w 1987 roku wypadał we wtorek!