•  

    pokaż komentarz

    ten caly festiwal to porazka - wyscig na najbardziej udziwnione pierogi, a tymczasem nawet ruskich nie umieja zrobic na poziomie baru mlecznego.
    przy okazji ceny jakies takie malo festiwalowe ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Festiwal pierogów to tu mają czarni i brytole jak wpadają do Krakowa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    Sztuka ruskiego za 2 PLN i to na każdym stoisku widziałem to 2 lata temu.

    Dziękuje

  •  

    pokaż komentarz

    Ostatnie lata polacy zaczeli sie lubowac w ulicznym jedzeniu. Pierogi z papierowej tacki, frytki, bula z kotletem z busa itd. Placimy za to spora kase. Wszedzie na swiecie uliczne jedzenie jest tanie i po to zeby zjesc cos w biegu azby pozniej zjesc normalny posilek w domu z produktow kupionych na ulicznych straganach z dobrymi produjtami. My zas stolujemy sie w tego typu miejscach jak w najlepszych restauracjach... kultura jedzenia i poznawania nowych smakow weszla na poziom wrzucania w siebie jedzenia drogiego z budki bo stalo sie to modne. Ot taki paradoks. A co do pierogow to pewnie kazda babcia swoim wnuczkom zrobi lepsze - jedzcie do babci poki z wami jest :)

    •  

      pokaż komentarz

      @yaso: dwie-trzy dychy za dobrego burgera z budy to nie majątek. Porównaj to sobie do cen i jakości w Burgerkingu lub McDonalds.

      Zgadzam się, że kultura jedzenia u nas jest niska ale już bez przesady że wszystko niewiadomo ile kosztuje. Ludzie koszą po pare tysiaków miesięcznie to ile ma to jedzenie kosztować wg ciebie? Pięć złotych?

    •  

      pokaż komentarz

      @hero207 McDonalds i burgerkingi to calkowicie inna liga i do tego nie ma co nawet porownywac.
      Ale wybierz sie gdzies dalej na poza nasz kraj. Nawet porownujac 1:1 nasze pierogobranie z chociazby niemickimi festiwalami i malych miastach. Tam jedzenie dawane jest na normalnym talerzu ktory oddajesz. Jeszcz zwyklymi sztuccami i dostajesz no za 5-7 euro kawal dobrego miecha z kluskami i dobra surowka. Tu 20-30 zeta i tu 20-30 zeta przy czym roznica w jakosci samego posilku. Piwo u nas na takich akcjach pije sie z plastikowego kubka i to jakosciowo smakuje srednio. Jedz na festiwal gdzies masz piekne okazjonalne kufle - mozesz chociazby taki sobie kupic zeby z niego pic -u nas nie ma opcji.
      Jedzebie uliczne dobrej jakosci -ameryka poludniowa i azja. Wiem ze tam jest taniej. Ale chociazby wegry czy grecja - tam sie da. U nas sie po prostu zre a nie je i to jest roznica. A food tracki -ot taka moda i skoro mozna na tym cos zarobic to zarabiaja. Wiem ze koszty sa w naszyn kraju spore i to tez robi te ceny bo zus, podatki i inne same sie nie zaplaca. Po prostu tak tu mamy i tego szybko nie zmienimy. Najpierw trzeba by to uproscic i ulatwic od gory a pozniej zmienic mentalnosc spoleczenstwa... ale to juz nie wywod na ten wpis bo on o pierogach :)

    •  

      pokaż komentarz

      @yaso: no pod tym względem to jesteśmy jeszcze w Triasie ale skupiłbym się bardziej na podniesieniu jakości obsługi przy zachowaniu ceny. Nigdy nie rozumiałem tego braku zainteresowania ze strony sprzedawców do budowania relacji z klientem, sprzedawania jedzenia jako dodatku do mile spędzonego czasu (ang. experience). Być może częściowo winni są sami klienci, którzy patrzą jedynie na cenę i przez to wielu biznesom nie opłaca się inwestować. Liczy się tylko tu i teraz. Dlatego od jakiegoś czasu piętnuję takie uwagi że drogo i do dupy. Jest drogo bo z jakiegoś powodu musi być drożej (koszty, surowce, podatki?) i nie wierzę w spisek wszystkich przedsiębiorców gastronomii w tym temacie.

      Mieszkam w UK i tutaj wszyscy jedzą 'na mieście', mało osób gotuje a już na pewno nie gotują tak jak my to rozumiemy że ktoś pół dnia marynuje mięso albo miesza bigos wieczorami. Ale to jest coś za coś, jesz na mieście to już nie gotujesz wykwintnie w domu albo nie lecisz na urlop do Nowego Jorku tylko na pole namiotowe.
      Poza tym w Londynie wyjście w weekend we dwoje na obiad i piwo czasem potrafi kosztować tyle ile weekend w Portugalii (200-300 funtów) a knajpy i puby są pełne. To jak to jest że w UK ludzie nie marudzą, że drogo a jest tak samo drogo jak u nas?
      Sądzę, że częściowo właśnie przez to że dostają coś więcej niż samo jedzenie właśnie (prestiż, atmosferę, wystrój, eko podejście do biznesu itp.)