•  

    pokaż komentarz

    Ciekaw jestem ilu dzisiejszych anty faszystów było by w latach trzydziestych, czterdziestych było by zwykłymi faszystami. Ludzie dają sobą łatwo manipulować.

  •  

    pokaż komentarz

    A mnie śmieszy, że takie pytania zadaje Amerykanin, w którego kraju jeszcze po wojnie były osobne miejsca w autobusie dla czarnych xD

  •  

    pokaż komentarz

    Mam nadzieję że większość anonków zna troche historie i słyszała że w Polsce nie było Waffen SS podczas drugiej wojny światowej.
    To k@%%a nie prawda xDD
    Mame pracuje jako kucharka w przedszkolu, ja typowa sp!%?!@!ina po technikum nie umiałem sobie sam znaleźć pracy, błąkałem się po firmach ale z racji mojego spierdolenia
    nikt nie chciał mnie w pracy, wylatywałem po max miesiącu.
    Tak więc zrezygnowany dostałem propozycję: praca w przedszkolu.
    Nie powiem żeby było źle, pilnowałem dzieciaków, siedziałem przy wyjściu i na boisku. W przedszkolu pracowały same dziewczyny 9/10, z racji tego iż miały swoje sprawy zostawiały mi po kilka grup razem i siedziałem z gówniakami w klasie.
    Nie było źle? Może do momentu w którym dostałem gówniaków pod opiekę, śmiali się ze mnie, tylko jeden taki Miłosz siedział zamyślony i patrzył się na mnie smutnym wzrokiem, jakby mi współczuł, wzrok miał orli niczym wielk mistrz 14 i wydawał się za mądry jak na swój podwiek.
    Raz próbowałem się zbuntować, nawet poskarżyłem się mamie ale powiedziała że tak ładnie opiekuje się tymi dziećmi i w ogóle karynom byłoby smutno gdybym podp!%?!@!ił je do dyrektorki.
    Miałem jednego kolegę, Ryśka. Rysiek wieczny bezrobotny skręcał długopisy i platał jakieś smycze, czasami mi pomagałem skręcić pare długopisów, podczas jednego z takich posiedzeń podczas picia niesamowite trunku zwanego winem siarkowym wpadłem na TEN pomysł.
    Następnego dnia byłem już w przedszkolu, około godziny 15:00 karyny zostawiły mi grupę około 30 gówniaków, wcześniej wydrukowałem sobie flagę III Rzeszy i wypożyczyłem mundur SS-Mana od jakieś grupy rekonstrukcyjnej, oprócz tego zrobiłem kartonową tabliczkę w kształcie półksiężyca, no k@%%a po prostu imitację napisu z bramy obozu w Auschwitz Birkenau.
    Zamieniłem polskie godło na oprawioną w ramkę kartkę z flagą III Rzeszy z majestatyczną swastyką, zdjąłem krzyż z nad drzwi i powiesiłem tabliczkę z napisem ''Arbeit Macht Frei''
    Krzyknąłem na gówniaków, o dziwo poskutkowało, zaraz potem uśmiechnąłem się do nich i powiedziałem że poprawdzę zajęcia, że będą skręcać długopisy.
    Gówniaki ucieszone, rozdałem im w ch#% kartonów z częściami które wcześniej załatwiłem u jakieś firmy sprzedającej długopisy, Januszowi skoczył gul i pytał czy nie robie go w chuja, ale jakoś to poszło.
    No i skończył się pierwszy dzień, około godziny 17:00 zdjąłem Arbajt macht fraj, flage III Rzeszy i powiedziałem gówniakom że to koniec na dziś.
    Nie pamiętam dokładnie ile mi skręcili, ale Janusz był wielce zdziwiony, zainkasowałem wtedy około 2300zł i to k@%%a za 2 godziny skręcania długopisów przez gówniaków!
    Mój prywatny obóz pracy przynosił nie małe dochody, od jakiegoś czasu taka Grażyna przedszkolanka zaczęła mi podrzucać swoją grupę 4-latków, pomimo swojego wieku byli bardzo produktywni, co przekładało się na obroty.
    Oprócz tego plotli mi bransoletki, smycze do kluczy i inne takie pierdołki, w szczytowym okresie mój przedszkolny obóz pracy przynosił około 3400zł za sesję.
    Do tego dochodziła pensja z przedszkola, 1450zł, żyłem k@%%a jak król a w rzeczywistości gówno robiłem, siedziałem z nogami na biurku. Myślałem czy nie kupić moim podopiecznym pasiastych piżam, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu.
    Po jakimś czasie dyscyplina zaczęła się rozluźniać, na koncie miałem już odłożone dobre 25 tys. złotych z tych gówniaków, ale wybuchały bunty.
    Jakaś gówniara płakała że nie chce skręcać, to wysyłałem ją na rytmike razem z zerówką, kolejny gnój zrobił tak samo i mój obóz stanął przed widmem niżu demograficznego, nie mogłem na to pozwolić.
    Tutaj wkracza Miłosz, podszedł do mnie i popatrzył na mnie swoimi smutnymi oczami, wskazał na trzech dużych chłopaków którzy bili po głowie inne dzieci.
    Postanowiłem kupić szare kurtki i spodnie, ubrałem w mnie Miłosza wraz z moimi nowo zrekrutowanymi SS-manami, ogarnąłem przepaski na ramię z swastykami oraz kupiłem im pałki teleskopowe, powiedziałem że jeżeli wydadzą mnie z tym niecnym procederem, to będę u nich w domu aby zamienić ich przysznic w dozownik cyklonu B.
    I tak mijały kolejne tygodnie, ss-mani dostawali za swoja pracę słodycze, przyprowadzili też więcej dzieci, czułem się jak nadczłowiek administrując wielkim obozem pracy który przynosił mi po utworzeniu polskiego Waffen-SS około 5000zł dochodu!
    Z Januszem zdążyłem się zaprzyjaźnić, ten debil uwierzył że sam skręcam te długopisy i zapraszał mnie czasem na grilla, na grę w karty. Moje życie nabrało kolorów, żyłem pełnią życia, miałem na wszystko.
    Niestety syjonistyczna część przedszkolaków postanowiła obalić moje rządzy, gówniarze zakwestionowali moją pozycje jako fuhrera pytając czy mogą poukładać klocki zamiast skręcać długopisy - wydałem odpowiednie dyspozycje mojej straży która założyła im gacie na głowę.

    •  

      pokaż komentarz

      Próbowali jeszcze parę razy, z miernym skutkiem.
      Miałem swój obóz, swoich więźniów i swój oddział penitencjarny, aczkolwiek mi czegoś brakowało.
      Zafascynowany trzecią rzeszą zobaczyłem ogromne parady, kupiłem u jakichś bialapolska18141488 takie jakby sztandary które niosą janusze na boże ciało, takie z ikonami np. matki boskiej, tylko te moje były ze swastykami.
      Urządziłem parade, trzy sztandary a reszta przedszkolaków, przedszkole było praktycznie puste, mama pojechała na miasto po kartofle dla gówniaków, boisko stało więc przedemną otworem.
      Wręczyłem mojej straży przybocznej sztandary, nauczyłem moich podwładnych salutować po rzymsku i tak oto przechadzaliśmy się na około boiska z sztandarami, w dwuszerego jako dumny lud rzeszy przedszkolackiej.
      Byłem w niebie, krzyczałem po niemiecku ''niech żyje zwycięstwo''! Gówniarze mi wtórowali.
      Aczkolwiek każda republika, albo każdy obóz pracy musi kiedyś paść, przyszli Alianci.
      Okazało się że Janusz mieszkający niedaleko przedszkola zadzwonił po policje oraz dyrekcję, usłyszał nazistowskie pozdrowienie i to na boisku przedszkola xDD
      Kiedy tak salutowałem, nagle pochód stanął, obejrzałem się i zobaczyłem stojących w przejściu do budynku policjantów, dyrektorkę oraz moją mame.
      Zrobił sie wielki rumor, policjanci zaczeli mnie bić, dyrektorka wyrywała sztandary ze swastykami Miłoszowi i jego kolegom, nie chcieli oddać, trzeba przyznać że wiedzieli co to wierność ojczyźnie.
      Kiedy już mnie wystarczająco zbili, dobiegli do mojego Wafen-SS, wyrwali im sztandary i powiedzieli że propagowanie nazizmu to zbrodnia wobec bratniej armii czerwonej i całego związku radzieckiego, usłyszawszy tą historyczną nieścisłość podniosłem głowę i uświadomiłem policjantów że ZSRR już nie ma, zaraz po tym dostałem z pały w głowę i obudziłem się w szpitalu.
      Nie ważne co było dalej, ważne że zmieniłem bieg historii i utworzyłem polskie Wafen-SS

    •  

      pokaż komentarz

      @Sowiet_Kusy: nic tylko jakieś powieści fantastyczne powinieneś pisać. Czyta się to przyjemnie( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @Sowiet_Kusy: Całkiem niezłe ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Sam napisałeś czy znalezione w necie?

    •  

      pokaż komentarz

      @ChadRight: ctrl+c, ctrl+v. Pełno tego w necie, dowolną frazę z tekstu wyszukaj w google.

  •  

    pokaż komentarz

    Jakkolwiek niemożliwe by się to nie wydawało nie było w tym nic dziwnego, że tacy zwykli Niemcy nie wiedzieli o takich miejscach. Zapewne większość coś tam pi razy drzwi słyszała, jakieś różne plotki krążyły, ale raz, że były to informacje nieprecyzyjne, a dwa, że po prostu ignorowali ten fakt, zwłaszcza, ci którzy mocno NSDAP wspierali, racjonalizowali to przed samym sobą, umniejszali wszelkie głosy, które do nich docierały, odhumanizowywali ludzi, co do których mieli wiedzę, że mogą tam trafiać itp.

    •  

      pokaż komentarz

      Jakkolwiek niemożliwe by się to nie wydawało nie było w tym nic dziwnego, że tacy zwykli Niemcy nie wiedzieli o takich miejscach.

      @kult_cwaniaka: Nie ma żadnych dowodów że wiedzieli

    •  

      pokaż komentarz

      @marcin-: Przede wszystkim to były dziesiątki milionów ludzi, a nie jedna masa połączona pod jeden mózg.

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka nie wiedzieli do końca 1942 i początku 1943. Aktion Reinhard było trzymane w ścisłej tajemnicy. Jedynie więźniowie, strażnicy i dowództwo coś wiedziało. Nawet skazani nie wiedzieli, że idą na śmierć zamiast pod prysznic. Polacy przekazali w 1943 roku raporty o masowej zagładzie i nikt nie mógł w to uwierzyć. Dopiero jak sowieci wyzwolili obóz w majdanku to otworzyło im oczy na skalę zbrodni. Tak też zwykli Niemcy nie mieli pojęcia, a jak coś usłyszeli to pewnie traktowali to jako oczernianie narodu.

    •  

      pokaż komentarz

      @marcin-: przecież korwa nasz krul powiedział wyraźnie że nie ma dowodów żeby wiedzieli

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka: dokładnie, a jakby ktoś zaczął o tym mówić to by było :
      hehehe urojenia prawakolidalne, zdejmijcie foliowe czapeczki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @konstantynopolitanczykawianeczki3: korwa mówił tylko o swoim wielkim przyjacielu fiurerze ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @zakaz_palenia:

      Było trzymane w ścisłej tajemnicy. Jedynie więźniowie, strażnicy i dowództwo coś wiedziało

      Bez urazy ale to bzdury, zgoda z tym że przeciętny niemiec nie miał pojęcia o "ostatecznym rozwiązaniu" ale o masowych morderstwach, rozstrzeliwaniach na froncie, grupach SS podążających za frontem już statystyczny niemiec wiedział. Który wracał z frontu do domu na przepustę czy pisał listy. Ludzi znikali ze swoich kamienic, wyprowadzani w wyworzeni w bydlęcych pociągach i sluch po nich przepadał, nikt nie pisał i nie dzwonił do swoich przyjaciół. Trzeba mieć bardzo mała wyobraźnię i traktować ludzi jak debili żeby wierzyć w ich niewiedzę.

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka @zakaz_palenia

      Jakkolwiek niemożliwe by się to nie wydawało nie było w tym nic dziwnego, że tacy zwykli Niemcy nie wiedzieli o takich miejscach

      Wyobrażasz sobie obozy koncetracyjne jako niezależne wyspy w pełni samodzielne nie potrzebujące pożywienia? LOOOL Przecież to byly więzienia tylko na masową skalę. Tam się nie dało wszystkiego wyprodukować. Ktoś mąkę musiał dowieźć ktoś ubrania posegregowane wywieźć, zebrać złoto i kosztowności sprzedać czy przetopić. Zaopatrzyć. W machinę zbrodni byli zaangażowani urzędnicy średniego i niższego szczebla. Tysiące osób było zaangażowanych w utrzymanie takiego jednego obozu. Co z okolicznymi mieszkańcami? Dymem z krematoriów?Kolejerz dowioził ludzi. Tak jak pisałem w komentarzu wyżej to bajki że niemcy nie wiedzieli o zbrodniach. Ludzie wracali z frontów gdzie Żydów rozstrzliwano na miejscach. Ludzie wywożeni w bydlęcych pociągach gdzie słuch po nich przepadał. Naród niemiecki zaprzedał duszę Hitlerowi, panował ogólny entuzjazm początkowymi zwycięstwami a każdy przejaw sprzeciwu (tak jak w każdym systemie totalitarnym) kończył się w najlepszym wypadku w obozie koncentracyjnym a na późniejszym etapie wojny na suchej gałęzi na drzewie.

      źródło: comment_67wNhNOxbpaCDzKDOnUuza1kq8sv2SG3,w400.jpg

    •  

      pokaż komentarz

      @Good-Bad: No i tych ktosiów było kilkadziesiąt tysięcy, czyli wystarczająco dużo, żeby podać informacje na ten temat, które... zamieniały się w plotki, bo były niedokładne, gdyż w masie dziesiątek milionów ludzi to było jednak wciąż za mało. Coś tam taki kolejarz, piekarz itd wiedzieli, ale do końca prawdy nie wiedzieli.
      Ciekawy był np. taki przypadek, o którym kiedyś czytałem w Chełmnie nad Nerem (obóz śmierci Klumhof). Tam było tak, że pewien facet, Polak będący urzędnikiem lokalnej administracji polskiej podlegającej pod niemiecką (Niemcy przecież część ludzi do zarządzania sprawami polskim zostawili do pomocy na niższych szczeblach) podsłuchał rozmowę telefoniczną Niemców dotyczącą transportu i zagazowania jednej z grup ludzi, przetransportowanej do obozu. Miał zamiar zdać raport na ten temat do AK jednak ktoś go podkablował i ostatecznie Niemcy go zatrzymali i zastrzelili. Taki stan wiedzy na temat funkcjonowania obozu, w którym zgładzono do 200 tys. ludzi miał Polak przebywający codzienne blisko lokalnego zarządu niemieckiego, który mieszkał niedaleko tego obozu, który wiedział, że jest tam obóz i zapewne mijał go co jakiś czas. Dopiero przypadkiem jednak dowiedział się co się tam naprawdę dzieje, a nie że to była jakaś tajemnica poliszynela, o której wiedział każdy we wsi. A to przecież działo się w okupowanej Polsce gdzie Polacy siłą rzeczy węszyli i ukradkiem patrzyli na ręce funkcjonariuszy wroga, a co dopiero gdzieś w Turyngii gdzie naziści byli u siebie, a ludność niemiecka nie miała powodu żeby ich poczynania bacznie szpiegować gdyż przecież byli to swoi, a nie najeźdźcy.

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka: Jaśniej Ci tego nie wytłumaczę... Jak zorganizować zamordowanie 6mln Żydów, Polaków, Romów rękami kilkudziesięciu, kilkuset psychoatycznych nazistów? Jak eksterminować kilka milionów sowietów. Tak Ty to widzisz? XDD nie mówiąc że tych obozów pracy, koncentracyjnych czy śmierci było kilkaset. Ok 300? Jak pisałem wcześniej to nie były somowystarczalne wyspy. Ktoś tym zarzadzał, pilnował, utrzymywał. XDDD Wiesz jak wygląda zarządzanie i administrowanie? Czym kolwiek np. urzędem miasta? Ludzie wiedzieli że jadą na śmierć tylko że do końca trzymali siętej ostatniej nadziei. To samo było z niemcami w rzeszy. Korzystali na majątkach żydów, korzystali z majątków ograbionych Polskich chłopów i siedzieli cicho.

    •  

      pokaż komentarz

      @Good-Bad: Ty się koleś nie wymądrzaj na temat mojej wiedzy o administrowaniu, tylko lepiej wytłumacz jak to możliwe, że facet o którym pisałem nie wiedział, że co dzień do takiego obozu wagony dowożą setki osób, które idą od razu do gazu, tylko dopiero gdzieś tam przy okazji, przypadkiem to do niego dotarło, skoro to była taka normalka, kominy dymiły, a ludzie miejscowi gadali o tym przy obiedzie itp.

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka: Sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie w pierwszym zdaniu. Ta wiedza była niebezpieczna dla jej posiadacza. Szczególnie dla Polaka.

      zamiar zdać raport na ten temat do AK jednak ktoś go podkablował i ostatecznie Niemcy go zatrzymali i zastrzelili

      Niemcy to bardzo skrupulatny naród. Urzędnicy państwowi niższego i średniego szczebla odnotowywali każda eksmisje, grabież probowano legalizować prawnie, majątek spisywać(tak się działo od lat 30tych) To samo tyczyło się zagospodarowania wieźniami, tym co po nich pozostało a na końcu ich koścmi (na badania) czy innymi elementami.
      To była wielka i dobrze zorganizowana machina do mordowania. Wyobraź sobie skalę zagazowania 6mln osób od 42roku do 44r. to było perfektyjnie zaplanowane, zagrabienie majątku, i zagospodarowanie reszty. Przeprowadzone rękami i przy pomocy tysięcy pomocników..Co z obozami ciężkich robót? Fabrylami mercedesa, bmw, Vg? XDDD Tak ludzo traktowali jak jednorazowy przedmiot. To też o tym nikt nie wiedział?

    •  

      pokaż komentarz

      Sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie w pierwszym zdaniu. Ta wiedza była niebezpieczna dla jej posiadacza. Szczególnie dla Polaka.

      @Good-Bad: Ach, nie wiedział, bo wiedza ta była niebezpieczna. Acha...

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka: Analogicznie mamy dziś, gdy ktoś kogoś pobije na oczach innych ludzi a świadków brak. Nikt nic nie wie...

    •  

      pokaż komentarz

      @Good-Bad jak już wspomniałem, były jakieś wieści na ten temat, ale nic konkretnego, nic oficjalnego. To nie były czasy internetu, gdzie jeden pstryknął fotkę obozu i przesłał w świat, tylko plotki. To tak jakbyś dzisiaj się dowiedział, że sąsiad z góry żonę bije, a dlatego sprawa nie wychodziła na jaw, bo sąsiad jest policjantem. Niemcy (zresztą nie tylko oni) w tajemnicy trzymali wiele operacji, jak chociażby rakiety v2. Tam też było zatrudnionych masę ludzi, a mimo to informacja o tym, że coś takiego powstaje wyszła dosyć późno. Niemcy mieli bardzo dobrze działająca machinę propagandową, dzięki której z łatwością wyjaśniali zbrodnie popełniane na wschodzie. Dodatkowo plotkowanie na temat otrzymanego listu z frontu było przestępstwem, gestapo nie miało skrupułów takie osoby zatrzymać i karać, nawet śmiercią - dlatego dochodzi do tego zastraszenie. Ludzie się po prostu bali gadać o czymś głośno, co nie było zgodne z nurtem nazistów. W takiej atmosferze trudno było znaleźć podobnie myślącą grupę i uzyskać jakieś wiarygodne informacje.

    •  

      pokaż komentarz

      @Arteqq: Mamy też inne analogie w postaci sytuacji, w której w jakimś mieszkaniu w blokowisku pewnego dnia dochodzi do morderstwa powiedzmy męża na żonie i dzieciach. Część sąsiadów nawet pojęcia nie miało, że nie działo się dobrze w tej rodzinie bo pan ładnie zawsze mówił dzień dobry, część wiedziała, że kłócili się i było czasami słychać krzyki, ale nikt nie przypuszczał, że to mogło być na tym etapie i tak się skończyć, nikt się tym nie przejmował, zwłaszcza, że w stosunku do innych sąsiedzi byli bezkonfliktowi.

    •  

      pokaż komentarz

      @kult_cwaniaka: Nawet jeśli ktoś wiedział o mordowaniu w obozie, to siedział cicho z obawy o życie swoje i bliskich. Albo po prostu cieszył się, że w końcu ktoś robi porządki z Żydami... Takie były realia. Nienawiść wzajemna między Żydami a Polakami była i dalej jest duża.

      Obecnie kto normalny będzie się wychylał, ryzykując zdrowiem i życiem, pracą dla idei włóczenia po sądach?

  •  

    pokaż komentarz

    Bardzo niechlujne tłumaczenie. Ciężko się to czyta.