•  

    pokaż komentarz

    Jaki zlot pisowskich trolli. Fajnie. Niewykwalifikowany pracownik będzie zarabiał tyle co część specjalistów, a inflacja zabije ten wzrost pensji. Rozkułaczenie+

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @drEvolution: Naucz się czym jest podaż i popyt a wtedy zrozumiesz dlaczego stanowiska na których nie ma chętnych do pracy powinny mieć wysoką płacę.
      Pracownik oferuje usługę w postaci pracy, usługę która tak samo podlega prawom popytu i podaży jak k@$@a chleb, pszenica etc.
      Wszystko reguluje rynek, nie ważne czy jesteś specjalistą od IT czy ukończyłeś wyższą szkołę zarządzania polem namiotowym, liczy się zapotrzebowanie na rynku a jest ono ogromne jeśli chodzi o pracę bez kwalifikacji, tymczasem chętnych brak bo wolą pracować za pensje polskiego informatyka w Niemczech, no właśnie, rynek weryfikuje

    •  

      pokaż komentarz

      @drEvolution: Żyjesz po prostu w przeświadczeniu, że ukończenie wyższych studiów automatycznie wiąże się z wysokimi zarobkami, tymczasem na rynku pracy nie zawsze tak jest, i przekonali się o tym absolwenci studiów humanistycznych xD

    •  

      pokaż komentarz

      @NaczelnyWoody: Bredzisz pisowczyku. W tej sytuacji nawet nie powinieneś wspominać o prawie popytu i podaży, bo to nie ma nic wspólnego z odgórnym regulowaniem rynku przez państwo poprzez pensję minimalną.

      Pracownik oferuje usługę, a że charakter jego pracy nie wymaga niemalże żadnych kwalifikacji, przez co można łatwo go zastąpić, to pensja jest niska. Z kolei tam gdzie wymagane są umiejętności, doświadczenie i odpowiedzialność, to grono potencjalnych pracowników się zwęża, a zarobki rosną. Tak działa popyt i podaż.

      Ty zaś p%%$#$?isz o mechanizmach rynkowych, kiedy to nie one, ale socjaliści ze swoim populizmem wp@$%##%ają się w gospodarkę, by ją rozp%%$#$?ić za głosy najgłupszej części społeczeństwa, bo nikt ogarnięty nie zarabia minimalnej.

      liczy się zapotrzebowanie na rynku a jest ono ogromne jeśli chodzi o pracę bez kwalifikacji, tymczasem chętnych brak bo wolą pracować za pensje polskiego informatyka w Niemczech

      XD nie jesteśmy Niemcami, by mieć takie same zarobki.

      Głównym motorem wzrostu polskiej gospodarki jest tania siła robocza, a żadnej innej alternatywy obecnie nie ma i w najbliższym czasie nie będzie. Spoko, dajmy 4000 PLN i zarżnijmy naszą gospodarkę, polskie firmy i walutę. Oj będzie pięknie jak inflacja poszybuje, a ludzie potracą pracę i zamiast gówno wartych 4000 PLN będą mieli 0. Pozostali z pracą również zbiednieją.

      Ja się nie dziwię, że nie ma chętnych do pracy, jeżeli obecna ekipa promuje nieróbstwo, rozdając socjal, przez co lepiej pasożytować niż pracować.

      W innych państwach jak nie ma kto wykonywać najgorzej płatnych zawodów, to sprowadza się imigrantów, dla których takie zarobki to i tak lepiej niż w ich kraju pochodzenia.

    •  

      pokaż komentarz

      Żyjesz po prostu w przeświadczeniu, że ukończenie wyższych studiów automatycznie wiąże się z wysokimi zarobkami,

      @NaczelnyWoody: O naprawdę? Dziękuję, że mnie uświadomiłeś. Z drugiej jednak strony nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek stwierdził:

      ukończenie wyższych studiów automatycznie wiąże się z wysokimi zarobkami

      Nieźle pisowski trollu, za chochoła daję 2/10

    •  

      pokaż komentarz

      @NaczelnyWoody:
      Zawsze mam bekę z takich socjalnych lewaków popierających pensję minimalną, a potem bełkotających coś o "wolnym rynku pracowniczym" xD
      Wolny rynek to by tu był jakby było pełno pracowników, z których można korzystać na zasadach umownych.
      Tak jak robią to gospodarki Zachodu - ciągnęły taniego pracownika z Europy Środkowo-Wschodniej od 2005 na potęgę, a nam zrobił się deficyt rąk do pracy, który nawet jak się w małym procencie uzupełnia go Ukrami to wielkie "hurr, durr, zaniżajom mi penzję". Zachodni model zakłada potem, że na minimalnej to robią własnie Polaki, Ukry, Rumuny etc., a taki Niemiec jest np. brygadzistą, albo siedzi w biurze i zarządza tymi na minimalnej.
      I potem robi się totalnie spier... rynek zatrudnienia, gdzie faktycznie wykwalifikowany pracownik, których w Zachodnich gospodarkach zarabia 3-4x tyle co zwykły robol, w Polsce zarabia podobne pieniądze co zwykły wyrobnik na minimalnej.

  •  

    pokaż komentarz

    Szkoda tylko, że pracodawcy nie martwili się o prawa ekonomii kiedy ściągali ukraińców.

  •  

    pokaż komentarz

    Hehehehe :) ale wy wiecie, że zdecydowana większość tych protestów :) to głos ludzi zarabiających nie jak przeciętny pracownik 2000 zł na rękę tylko 20 000 zł miesięcznie? Prezesi jeżdżacy samochodami, na które 90% ich pracowników nie będzie stać do końca życia.. Sorry, ale ja się pod tym nie podpiszę.

    Tym bardziej, że DOKŁADNIE IDENTYCZNE wieszczenia katastrofy naszej gospodarki były przy 500+. Kolejne były przy zamykaniu sklepów w niedziele. Mówiło się o zarżnięciu polskiej gospodarki. Tymczasem choć naprawdę nie lubię PiSu chciałbym zauwazyć, że nawet jedno z tych przypuszczeń się nie sprawdziło.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder Dokładnie, jeden z nielicznych głosów rozsądku. Najwięcej osób produkujących ten pomysł to osoby, które same wcześniej dorobiły się na wyzysku pracowników, a teraz wożą się BMW, bo przecież to pan przedsiębiorca. Wiadomo, jak zaczyna się palić pod dupą to będzie się bronił rękoma i nogami, żeby tylko nie podnieść płac pracownikom

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: Aż bym ci dał dwa plusy ale się nie da.

    •  

      pokaż komentarz

      Kolejne były przy zamykaniu sklepów w niedziele. Mówiło się o zarżnięciu polskiej gospodarki.

      @deathcoder: Tutaj akurat ci z Lewiatana i ekomiści w mediach sami się szmacili, gdyż pół roku wcześniej wyli o braku pracowników w handlu, a zaraz potem, że stracimy ileś tam tysięcy miejsc pracy w handlu.

      Własnie dlatego nic się nie stało, że bilans wyszedł na zero.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest: No cóż :) jeśli dana rodzina je powiedzmy 2 chleby tygodniowo :) to przeświadczenie że zamknięcie sklepów w niedziele sprawi, że rodzina będzie jadła dajmy na to 2/7 chleba mniej było z goła mylne :) Jeśli ktoś sądził, że z powodu zamkniętej niedzieli ktoś nie kupi potrzebnej pralki, czy lodówki to też był w błędzie.

      Najwięcej straciły centra handlowe na niedzielnych nieplanowanych zakupach :) ALE pieniądze, które ludzei wydawali tam dziś wydają na przyjemności jadąc dajmy na to na pobliską Ślężę (w przypadku Wrocławia) w Tatry (w przypadku Krakowa) itp. :)

      Wbrew mniemaniu niektórych gospodarka to nie jest sztywny pal. To elastyczny organizm. I tak po prawdzie :) Jeśli dziś ktoś zarabia 2000 na rękę, za parę lat będzie zarabiał dajmy na to 3000 na rękę czyli jego pensja wzrośnie o 30%, a ceny żywności pójdą w górę też o 30% to NADAL nic strasznego się nie stanie.

      Wiecie dlaczego? :) dlatego że żywność stanowi bardzo niewielki ułamek naszego budżetu. Paliwo w PL kosztuje tyle samo co za granicą. Zarabiając o 30% więcej po prostu mniejszą część pensji wydamy na benzynę. Komputery kosztują u nas mniej więcej tyle co na zachodzie, czasem nawet ciut więcej. Stąd ich cena nie podskoczy wraz z pensjami aż tak mocno. Dlaczego? Dlatego że większość z nich produkowana jest w Chinach i Japonii, a zatem nasze płace mają wpływ co najwyżej na pensje ludzi którzy zajmują się dystrybucją.

      Zatem mówiąc najprościej. TAK wzrost pensji = wzrost cen żywności, ale NIE OZNACZA to że absolutnie wszystko podrożeje o te 30% :) najzwyczajniej w świecie na więcej ludzie będą mogli sobie pozwolić.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: Zarzniete nic nie zostanie, bo to 4000 to bedzie wtedy tyle samo warte co dzisiaj 3000. Wiesz ile zostalo z 500 plus z 2016? Z szacunkow cenowych okolo 370 pln. I dokladnie tak samo bedzie w 2023 z tymi 4000 PLN. A o 500 plus sie nie wypowiadam, bo wlasnie ono glownie napedzilo inflacje, wystarczy popatrzec na wykres inflacji i poszczegolne etapy wdrazania tego programu. Oczywiscie ze nawet jakby pis zaczal tutaj orac biznes to 2 wenezueli jeszcze dlugo nie bedzie, co nie zmienia faktu, ze to co oni robia nie sa zmianami dobrymi. Gospodarka to bieg dlugodystansowy.

    •  

      pokaż komentarz

      @przekret512: Wiem :) dlatego tym bardziej nie kumam o co ten szał :) inflacja też robi swoje.
      .
      Wiesz gospodarka to nie tylko 500+. Coś Ci pokażę. Powiedzmy, że masz fabrykę w danym mieście. Coś produkujesz. Te towary trzeba gdzieś przewieźć, robisz to ciężarówkami. I teraz uważaj. Nagle w pobliżu Twojego zakładu otwiera się droga typu S. I nagle okazuje się, że OD RĘKI dokładnie od momentu korzystania z niej nagle Twoja firma ma znacznie większe pieniądze do dyspozycji. Dlaczego? Po pierwsze Twoje ciężarówki nie jeżdża bocznicami. Ilość drobnych wypadków stłuczeń, opóźnień przez korki itp. a nawet zużycie paliwa maleje. Zatem straty i koszty są mniejsze. Twoje ciężarówki dodatkowo jeżdża szybciej. Trasa, która do tej pory zajomwała 2 godziny, dziś zajmuje 1,25 godziny. Przy 8 godzinnym trybie pracy ten sam pracownik pracując de facto tyle samo czasu nagle rozwozi dla Ciebie aż o ponad 35% więcej towaru.
      .
      Wiesz do czego zmierzam? Dokładnie w momencie, w którym PiS objęło władzę, w Polsce otwarto nieprawdopodobnie wielką ilość drug ekspresowych, obwodnic, autostrad. Wszystkie inwestycje ostatniego nastolecia zaczęły być finalizowane. To już nie były tylko jakieś odcinki.
      .
      Ja sam nagle się zorientowałem, że jadąc z Kotliny Kłodzkiej do Gorzowa Wlkp kiedyś jeździłem tak. Od nas do Wałbrzycha, z Wałbrzycha przez Świebodzice, potem na północ do autostrady, którą tylko kawałek się jechało w stronę Legnicy, by z niej potem wyskoczyć na północ na Lubin, Zieloną itd. A dziś jeżdże Do Wałbrzycha, potem Świebodzice, zaraz za nimi wskakuję na S'kę i jednym rzutem znajduje sie bez przerw (poza jednym kończonym odcinkiem) w Zielonej.
      .
      Rozumiesz o co chodzi? :) Twoje 500 zł które mówisz to jest pikuś w porównaniu z ilością pieniędzy jakie ludzie oszczędzają. S'ki to mniejsze zużycie paliwa, mniej wypadków, mniejsze koszty napraw, mniejsze zużycie samochodów (pierdoły takie jak klocki i tarcze hamulcowe, zawieszenie itd.). Więc to nie jest tak, że to 500+ generuje inflację. To nie działa w ten sposób.
      .
      Inflacja to spadek wartości pieniądza. Podam Ci to na przykładzie. Wiesz, że wszystkie banki z jakich korzystamy są permanentnymi bankrutami?
      .
      Popatrz na to :). Prawo obliguje bank do posiadania rezerw w wysokości 3,5%. Są to tzw. rezerwy obligatoryjne. Co to oznacza?
      .
      Kowalski 1 przychodzi do banku i wpłaca 1000 zł.
      Bank zgodnie z prawem zatrzymuje z tej kwoty 35 zł, a resztę, czyli 965 zł może pożyczyć komuś innemu.
      Kowalski 2 przychodzi do banku i pożycza kwotę 965 zł.
      Kowalski 2 kupuje lodówkę. Sprzedawca dostaje 965 zł i wpłaca te 965 zł do tego samego banku.
      Bank zgodnie z prawem zatrzymuje z tej kwoty 33.78 zł, a resztę, czyli 931.23 zł może pożyczyć komuś innemu.
      Kowalski 3 przychodzi do banku i pożycza 931.23 zł.
      Kowalski 3 kupuje pralkę. Sprzedawca dostaje 931.23 zł i wpłaca te 931.23 zł do tego samego banku.
      Bank zgodnie z prawem zatrzymuje z tej kwoty 32.59 zł, a resztę, czyli 898.63 zł może pożyczyć komuś innemu.
      Kowalski 4 przychodzi do banku i pożycza 898.63 zł.
      ... itd.
      .
      Zobacz co się stało :) Po czterech takich transakcjach fizycznie bank dostał od Kowalskiego 1 kwotę 1000 zł, a wypłacił innym klientom 2794,86 zł. Po 10 takich transakcjach kwota urośnie do 8563.36 zł.
      .
      I teraz zaoponujesz powiesz, no dobrze, ale Kowalski 2,3,4 zwróci swoje pieniądze. OWSZEM. I tu robi się ciekawe. Wyobraźmy sobie, że Kowalski 2,3,4 przychodzi do banku i zwraca pieniądze z oprocentowaniem 8% w skali roku. Spłacali rok. 2794,86 + 8% daje 3018,45 zł. W krótkim czasie bank zarobił na 4 klientach 3018,45 zł, gdy tymczasem od pierwszego klienta dostał 1000 zł. Teraz przychodzi Kowalski 1 i wypłaca swoje pieniądze.
      .
      Bank ma na czysto 2018,45 zł. I to już nie jest wirtualny stworzony pieniądz, tylko pieniądz realnie istniejący, bo przynieśli go klienci.
      .
      I to nie 500+ jest stymulatorem inflacji. Stymulatorem inflacji jest zadłużenie, które polega na tworzeniu pieniądza z powietrza. Jeśli po 10 transakcjach bank ma 8563.36 zł a zaczynał od 1000 zł, ma zatem po zwrocie 7563.36. Wyobraź sobie jakie ilości pieniądza są generowane, gdy tych klientów pomnożysz razy milion, a kwoty z 1000 zł zwiększysz do 50 000 zł. Dodaj do tego nieprawdopodobnie wielkie kredyty na inwestycje drogowe itd.
      .
      Twoje 500+ to jest ledwie kropelka, jak pierdnięcie komara.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: jest tak jak mowisz, ale z 500+ sie nie zgodze. Dlaczego? Bo napedzilo inflacje w towarach konsumpcyjnych. Wiem ile podrozala praca sprzataczek ktore juz nie chcialy przychodzic za 700 PLN do pracy na pol etatu, wiem jak to odbilo sie na cenach firmy. Wiem ile podrozala zywnosc - bo ludzie zaczeli bez liczenia kazdego grosza konsumowac. Wiec to nie jest tak jak mowisz ze 500 plus to pierd w inflacji. To jest silny dla niej bodziec jak kazdy inny socjal - bo rzad chce wlasnie socjalem inflacje utrzymac, dla niego to jest korzystne. Kosztem oszczednosci klasy sredniej napedzana jest gospodarka. Jak wiesz ze twoje 400k za 5 lat bedzie warte dzisiejsze 300k, to inwestujesz np w budowlanke. I wszystko sie nakreca. To nie jest nawet glupie ze strony rzadu.

      Natomiast co do inwestycji: totalnie sie zgadzam. Problemem obecnej kadencji PiS moze byc jednak to, ze inwestuja bardzo malo w projekty infrastrukturalne w porownaniu z platforma, albo planuja jakies giganty mrzonki typu CPK. I moze sie okazac ze przez ten brak inwestycji ten wzrost sie spowolni gdy przyjdzie co do czego. Ale to za kilka lat.

    •  

      pokaż komentarz

      @przekret512: Powiem Ci tak :) jeśli sprzątaczka zarabiała tyle, że marne 500 , czy 1000 (dla dwójki) zł miesięcznie sprawiło, że zrezygnowała z pracy to nie jest to problem 500+ tylko pracodawcy i cen towarów, których cena NIE ODZWIERCIEDLAŁA realnej pracy włożonej w ich przygotowanie.

      Inaczej rzecz ujmując jeśli ceny jakichś towarów podskoczyły w górę, to nie jest to PROBLEM tylko wyeliminowanie problemu. To trochę jak z ceną jabłek w zeszłym roku, gdzie spadła tak bardzo, że rolnicy zostawili je na drzewach bo nie opłacało im się ich zbierać.

      Spowolnienie na pewno będzie. Pytanie jest tylko jedno. Czeka nas kryzys. Tego możemy być pewni. Pytanie, czy wielkie inwestycje teraz nie odbiłyby się czkawką?

      Wiesz ja myślę, że fajnie zrobić sobie z PiS wroga, trudniej zrozumieć, że ci ludzie kierują sie jakimiś swoimi analizami. I choć PiSu nie lubię mimo wszystko mam poczucie, że W KOŃCU ktoś potraktował sprawe niskich pensji poważnie.

      Bo co nam zostało? Czekać kolejne 10 lat żadów PO by płaca minimalna wzrosła o 5%?

      Bo widzisz jak mówisz o inwestycjach... to ja widzę inwestycje PO, które w większości przypadków pompowały pieniądze podatników nie w konkretne sektory gospodarki tylko spółki kupli, znajomych i tej całej siatki powiązanych ze sobą ludzi.

      I nawet jeśli WSZYSCY politycy są nie do końća uczciwi... to jednak nie jestem w stanie z czystym sumieniem powiedzieć, że wolałbym wrócić do PO. Może i pomysł PiS na 500+ nie był do końća trafiony, ale kuź**a zadziałał. Sprawił, że zatrudnianie ludzi za głodowe stawki niemal przestało być możliwe. Jeśli ceny przez to musiały wzrosnąć to ja jestem CAŁYM SERCEM ZA TYM.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: No to ja sie z tym nie zgadzam, spisujmy protokol. :-) Te pensje sprzataczek i tak by rosly bo nie ma wolnych ludzi na rynku pracy. A sprzataczka moze byc kazdy (czy tam sprzataczem). Ta praca nie jest w tych okolicznosciach wiele warta, i to byla jej wartosc REALNA. I pensja nie odzwierciedla ile zostalo wlozone w prace, a cene rynkowa. Gdyby odzwierciedlala wysilek, to kopanie i zasypywanie rowow musialoby byc dobrze platne. Ale ja patrze z tej perspektywy ze jestem czlowiekiem ktory moze nie jest miliarderem ale do czegos doszedl swoja praca i nauka, zarabiam kilkukrotnosc tej sredniej krajowej, i widze ze moje oszczednosci i praca sa niweczone przez te socjale. I punkt widzenia jest w miejscu gdzie sie siedzi - dla wielu profesjonalistow, ludzi wyksztalconych, lekarzy, IT, biznesmenow ktorzy uczciwie pracuja na swoj los jest niepojete ze pieniadze sa rozdawane. A dla wielu ludzi biednych, ktorzy nie mogli wyjsc ze swojego polozenia, te pieniadze naprawde duzo zmienily, bo nie musza sie godzic na glodowe stawki, i ich standard zycia mogl ulec polepszeniu.

      Wiem jak to wszystkow wyglada natomiast z niemieckiej perspektywy, gdzie socjale sa bardzo rozdmuchane i ludzie wyksztalceni uciekaja z DE do Szwajcarii czy USA, gdzie za ich trud sie naprawde dobrze placi, w stosunku do innych obywateli bo nie ma socjali. I w biegu dlugodystansowym to jest problem gospodarek socjalistycznych - ucieczka tych najbardziej poszkodowanych i dosyc potrzebnych ludzi - klasy sredniej - do innych krajow.

      Pytanie jaki model przyjac - bo kazdy ma swoje wady i zalety - dac orlom szybowac a golebiom srac po parapetach, czy probowac trochu te golebie wspierac kosztem orlow.

    •  

      pokaż komentarz

      @przekret512: Wiesz co :) tak się składa, że moja matka sprzątała kiedyś ulice we Wrocławiu. I niestety nie masz racji twierdząc, że sprzątaczką może być każdy. Wynika to ze stereotypów, które masz w głowie. Myślisz sprzątaczka i widzisz osobę, która sobie miotełka pomerda. Spróbuj kiedyś (i mówię to absolutnie poważnie bez ironii, czy sarkazmu) posprzątać 10 klatek schodowych jednego dnia na ulicy, w której masz wyłącznie bloki 10 piętrowe albo i wyższe. Tu trafią się rzygi, tam kupa od psa. Samo zejście z wiadrem wody z 10 piętra to jest masakra. A do tego dochodzi sprzątanie ulic. Mróz -15 na dworze, a Ty latasz z szufelką przy ulicy, a potem patrzysz jak jeden z drugi TWOJĄ PRACĘ marnują. Ty posprzątałeś, a ktoś Ci peta rzuca sekundę potem. Bo ma Cię w doopie. Bo uważa, że Twoja praca niewiele warta to sobie możesz popracować za grosze.

      Uważam, że ktoś te ujowe prace musi wykonywać. Sprzątać, myć okna, jeździć śmieciarką i wiesz co... nie sądzę by tylko dlatego że ktoś nie ma wykształcenia (z różnych przyczyn) miało być powodem tego że tak samo jak Ty poświęca 10 godzin swojego życia każdego dnia na pracę, a nie może sobie pozwolić nawet na porządne wakacje. Ty dzięki niemu masz czysto na ulicy, dzieki niemu nie masz śmieci pod domem, dzięki niemu nie musisz codziennie marnować godziny na dojazd do wysypiska itp. paradoksalnie to dzięki tym szarym ludziom tak szybko się rozwijałeś. Chodziłęś do szkoły, ktoś sprzątał tam kible, mył podłogi, ktoś Ci odśnieżał dojazd, wrescie ktoś wykopał rowy wzdłuż drogi dojazdowej do tej szkoły by w ogóle dało się normalnie jechać.

      Gardzimy tymi ludźmi. Często słyszę argument o wykształceniu, a wiesz co jest najciekawsze? Ja jestem programistą IT i nawet gdybym miał oferowane te same zarobki jako sprzątacz nie zostałbym nim. To jest praca wymagająca momentami pozbycia się własnego człowieczeństwa. Ludzie patrzą na Ciebie jakbyś nie istniał.

      Tu się nic nie dzieje KOSZTEM kogoś. Ty po prostu uważasz jak wiekszość społeczeństwa, że czysta ulica należy Ci się jak psu buda i wszystko jest ok że TYSIĄCE osób pracujące w wielkim mieście umożliwiają Ci docieranie do pracy i szkoły a jednocześnie nie mają lekko.

      To taki ciekawy paradoks nie? Ooo ja to jestem wykształcony tyle życia poświęciłem na naukę to mogę mieć finansowe wymagania nie? Bez tych szaraków gówno byś umiał :)

    •  

      pokaż komentarz

      @przekret512: PS: Moja mama miała wówczas wykształcenie wyższe kierunek związany z energetyką :)

      Taki ciekawy paradoks. Pamiętaj, że wielu ludzi którzy dziś sprzątają to są ludzie, którzy dawno temu NIE MIELI FIZYCZNIE MOŻLIWOŚCI zatrudnić się w wyuczonym zawodzie. 15 lat później rynek sie zmienił, ale ONI przez te 15 lat nie uczestniczyli w tym rynku. po 15 - 20 latach przerwy nikt nauczyciela ot tak nie przyjmie do pracy. WYkształcenie wówczsa g. znaczy.

      Dlatego trzeba uważać z ocenami i wszystkowiedzeniem typu ooo ja to wykształcony, a oni nie, płace i tak by rosły.

      Rosłyby? Wiesz :) jak sobie myślę że PO zostałob u włądzy... jestem praktycznie pewien, że do dziś masa ludzi pracowałaby za głodowe stawki, a reszta by się bogaciła. Taka prawda.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: Ale ja nie mowie ze nie szanuje tych ludzi. Sprzataczka moze byc w tym sensie kazdy, ze kto nie przyjdzie na rozmowe (no dobrze moze jacys inwalidzi nie) to te prace dostanie. Nie masz testow wydolnosciowych, 5 rozmow kwalifikacyjnych, oceny CV. Znakomita wiekszosc pracujacych moglaby wejsc na taka rozmowe i sie dostac na to stanowisko. Nie oceniam jaki trud wlozyla twoja Mama. Sa ludzie, co wkladaja jeszcze wiekszy trud - pomysl np o zolnierzach na misjach co traca zdrowie, ale nikt nie placi im bajonskich sum.

      A teraz druga strona medalu, ile procent ludzi mogloby dostac sie na twoje stanowisko od strzalu? Pewnie niewielu. I tu jest mowa tylko o tym. Nie o tym czy ktos jest taki czy owaki, glupi, madry, wyksztalcony czy nie. Ja tam szanuje wszystkich pracujacych, ale rozumiem ze pewne roznice spoleczne w zarobkach musza byc bo inaczej nie ma motywacji do zmian, do polepszania siebie. Skoro pani na kasie z 3 dzieci ma zarabiac tyle co inzynier, to jaka motywacja jest do bycia inzynierem? Czlowiek tez kalkuluje i powie ja sie nie ucze, wole robic dzieci, brac urlopy, miec wolny czas.

      Moi rodzice tez wiele nie zarabiali, ale pracowali cale zycie uczciwie, nie byli wielkimi biznesmenami, i sami sa przerazeni tym socjalem, bo widac jak to rozpuscilo wielu ludzi. Wychowali dobrze 3 dzieci za swoje, bez plusow i z godnoscia a nie jalmuzna od panstwa.

      To wszystko co mowisz dziala do pewnego momentu, w niemczech tez dzialalo. Problem pojawia sie jak pojawia sie narod bez socjalu, pracowity (chinczycy), z duza iloscia pieniedzy i zaczyna powoli wykupowac wszystkie technologie i firmy. Patrz przyklad francji i teraz niemiec. Firmy Kuka, Volvo. A pani minister przedsiebiorczosci jedzie na konwent europejski na temat jak zachowac konkurencyjnosc. W takim systemie - nie da sie, nie z takimi graczami w grze.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: co ty p$$@%!$isz, w kraju gdzie 60% zarabia poniżej 2000 na rekę 3/4 idzie na żarcie, chłopie... Albo o tirach, gdzie wiekszość firm to małe działalności usługowe w garażach gdzieś. Tiry to juz czołówka przedsiębiorców, k?!!a co za typ....

    •  

      pokaż komentarz

      @pszemczyslaw: Czekaj czekaj :D sugerujesz, że w rodzinie w której masz dwie pracujące osoby dorosłe i 2 dzieci i oni zarabiają po 2000 na rękę każde czyli 4000 zł wydaje się na jedzenie 3000 zł miesięcznie? :D ja prdl :) aleś pojechał chłopie :) :D 3000 zł to jest 100 zł na dobe :D z taką kwotą można codziennie w fastfoodach jeść :) i jeszczed zostanie na papierosy.

      A pro po :) 10 zł dziennie na paczkę papierosów dla dwóch osób 20 zł to 600 zł miesięcznie na palenie :D ludzie są pokręceni :D :) ale potrafią tyle wydawać na szlugi. A tego nie możesz wliczać do JEDZENIA.

    •  

      pokaż komentarz

      @pszemczyslaw: Dodam jeszcze :) czy wiesz ile kosztują składniki na rosół? Wiesz, że z takiego rosołu kolejnego dnia można pomidorówkę zrobić? Albo na jego bazie zrobić inną zupę? :) nie wiem w jakim świecie żyjesz :) ale ja mimo że zarabiam wielokrotnie więcej niż przeciętny Polak na jedzenie wydaję znacznie mniej niż większość :) To kwestia mikro ekonomii, jedzenia produktów sezonowych, które akurat są tańsze :)

      I to może wydawać się śmieszne ale naprawdę można cholernie dużo oszczędzić.

      Znam pewną rodzinę, w której matka codziennie wracając z pracy zajeżdża z dzieciakiem do Bierdonki. I dzieciak codziennie wchodzi z jakimś słodyczem. Czasem czekolada, czasem żelki. Średnio 3-4 zł oraz piciem w butelce za kolejne 2 zł. Daje to 5-6 zł dziennie tylko na słodycze i picie jakby dzieciak herbaty nie mógł pić tak jak inni pili w dawnych czasach. W rezultacie ta kobieta (samotna matka) wydaje bite 150 zł miesięcznie na coś, co wynika po prostu ze złych nawyków. I to tylko jeden z wielu przykładów tego jak mikroekonomia zabija nasze domowe budżety. 150 zł miesięcznie to 1 800 zł rocznie. To prawie cała pensja tej kobiety.

      Kiedyś gadałem ze znajomym, który jeździ ciężarówkami. Opowiedział mi jak któregoś razu się zorientował ile w skali makro kosztują go hoddogi na stacjach. W momencie kiedy zdał sobie sprawę z tego, że za 6,90 które płaci na stacji praktycznie codzienie + kawa lub herbata czyli 10-12 zł dzienie (daje to ponad 350 zł miesięcznie) mógłby kupić chleb, na 3 dni i herbatę (wystarczającą na dwa tygodnie) poszło mu w papcie.

      Jeśli ktoś mając 2000 zł wydaje 3/4 na żarcie to jest to po prostu człowiek nierozgarnięty (chyba że jest to samotna matka wychowująca 3 dzieci) i nieodpowiedzialny. Ja NIE OSZCZĘDZAM na jedzeniu. W domu pojawia się szynka z najwyższej półki, czasem nawet odpowiednik nutelli i inne takie. A mimo to sumarycznie wydaję mniej. Po prostu uznałem, że są pewne priorytety.

    •  

      pokaż komentarz

      Wiem ile podrozala zywnosc - bo ludzie zaczeli bez liczenia kazdego grosza konsumowac. Wiec to nie jest tak jak mowisz ze 500 plus to pierd w inflacji.

      @przekret512: Ceny żywności są ustalane na światowych giełdach a nie przez socjalne wydatki w Polsce.
      Myślisz, że mięso zdrożało przez pińcestplus a nie przez to, że w Chinach z powody ASF wybito 20% świń?

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest: Gdyby ta jedna wieprzowina zdrozala a wszystko inne stalo w miejscu to moze bym sie zgodzil. Dzis nie ma produktu ktory by nie poszedl w gore, sa takie co poszly ekstremalnie. Jednoczesnie ceny zywnosci w niemczech gdzie mieszkam nie ruszyly sie praktycznie nic. To co, swiatowe gieldy uwziely sie na Polske i sprzedaja jej specjalniie drozej, czy jest inne wytlumaczenie?

    •  

      pokaż komentarz

      @przekret512: Wytłumaczenie jest banalne, po pierwsze nie kłam, że żywność w DE nie podrożała, są ogólnostępne dane o inflacji żywności i była ona o połowę niższa niż w PL, coś około 3,5%.
      Natomiast w PL co mamy, to mniejszą konkurencję na rynku marketów, co jest faktem, oraz inną walutę, czyli ruchomy kurs zł/euro, co też jest faktem.

      Jak i to, że na dłuższą metę ceny spożywki w PL nie będą wyższe niż w DE, nie ma innej opcji.

      Ceny żywności na każdy podstawowy produkt rolniczy są światowe, tak samo jak i na ropę, gaz, metale.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest: 3.5 to mowili ze w Polsce jest inflacja... inflacja w niemczech no owszem jest 1,6 a w polsce gonimy 4. Owszem jest ruchomy kurs EURPLN i skoro inflacja wzrosla w polsce duzo bardziej bo dodrukowano darmowy pieniadz to i kurs euro tez wzrosl... To jest efekt polityki, a potem jest tez tak jak mowisz - sa produkty kupowane w eur za granica i one drozeja w PL. W niemczech mieszkam i zywnosc nie drozala masakrycznei, jesli juz to jakies szczatkowe podwyzki nawet niespecjalnie zauwazalne dla konsumentow, a w Polsce gdzie od czasu do czasu zakupy robie i widze ogromna roznice, niektore rzeczy juz nawet nie oplaca sie w PL kupowac.

  •  

    pokaż komentarz

    Organizacja Pracodawcy RP pisała, że rządzący gwałcą prawa ekonomii.

    Moim zdaniem bez żadnego problemu można wyliczyć teoretyczną wysokość płacy minimalnej jaka będzie w roku 2023 o ile gospodarka będzie się rozwijać w przewidywalnym tempie. Ale nikt z tych organizacji czy portali ekonomicznych nie publikuje takich danych. Pytanie jest dlaczego to przewiduje rząd, a ekonomiści i organizacje pracodawców nie bo chyba wszyscy wiedzą jak nalicza się płacę minimalną (mam nadzieję, że wiedzą)?

  •  

    pokaż komentarz

    Bezrobocie mamy niskie i będziemy mieć z powodów demograficznych, na emerytury przechodzą ludzie, których rodziło się po 700 tys i więcej, wchodzą na rynek pracy których jest po 350 tys.
    Wzrosnąć mogą ceny wybranych usług, gdzie duzy jest udział pracy, natomiast ceny spożywki.. no cóż.. skoro już teraz są identyczne jak w niemieckich marketach gdzie zarabia się 3-4 razy więcej, to i dlaczego miałyby wzrosnąć.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest:
      Nie wybranych, a wszystkich.
      Nikt Ci swoich usług nie będzie sprzedawał po takich samych cenach, gdy wszyscy wokół stają się zamożniejsi.

    •  

      pokaż komentarz

      @qLA: Po tyle będzie sprzedawał na ile mu konkurencja pozwoli a klient będzie chciał skorzystać.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest:
      Będzie sprzedawał drożej, każdy.
      Nikt nie będzie rezygnował ze swojego statusu, szczególnie gdy wszyscy wokół zarabiają więcej, a wszystko drożeje, chyba, że jest a) idiotą b) lubi pracować za mniej, gdy inni zarabiają więcej.
      Ja wiem, że dla Polaków przyzwyczajonych do "codziennie niskich cen" jest to szokujące, ale nikt Ci usług nie będzie oferował za marne pieniądze, kiedy na jakimś gównoetacie jest w stanie zarobić podobnie ¯\_(ツ)_/¯
      Tak jest w każdej rozwiniętej gospodarce, że największym kosztem dla portfela są właśnie usługi.

    •  

      pokaż komentarz

      @qLA: Tak sobie tłumacz, połowa wypadnie z rynku robiąc miejsce dla innych, lepszych, lepiej zorganizowanych, wydajniejszych.
      Myślisz jak komusza ekspedientka.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest:
      To nie jest "tak sobie tłumacz", to jest rzeczywistość, w której już za hydraulika/elektryka na własnej działalności płacisz po 100-200zł za przyjazd ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Rzeczywistość to nie Biedronka z codziennie niskimi cenami specjalnie dla Polaka.
      Nikt za lepszą, lepiej zorganizowaną i wydajniejszą pracę w usługówce nie weźmie mniej, tylko więcej.

      Wyjedź gdzieś z Polski na chwilę, idź obadaj ile kasuje mechanik, elektryk, lekarz, dentysta, prawnik.
      Poznaj trochę świata poza "Janusz dej, dej, mnie się należy na cienszkom pracę".

    •  

      pokaż komentarz

      @qLA: Pierdzielisz, jakbym nie znał hotelu po 400zł za dobę, gdzie szef jeżdzi samochodem z 500 tys a 90% załogi to ukraińska siła robocza na minimalnej.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest:
      Co to ma do tego, co ja piszę?

    •  

      pokaż komentarz

      @qLA: To ma, że 90% cen usług w Polsce nie ma nic wspólnego z minimalną płacą, z jej wysokością.
      Dokładnie tak samo, jak 100% cen w marketach niemieckich, identycznych z tymi w polskich, nie ma nic wspólnego z zarobkami pracowników marketów czy kierowców robiących dla nich logistykę, chociaż różnią się 3 krotnie.

    •  

      pokaż komentarz

      @yam-jest:
      Ale co mają usługi do marketów, którymi się tak podniecasz, w których ceny są podobne jak w Polsce, bo nie rozumiem?
      Ja stawiałem tezę, że wraz ze wzrostem kosztów wszystkiego, wzrośnie w końcu usługówka, która na wszelkich rynkach rozwiniętych jest głównym kosztem walącym po portfelu zachodniego pracownika.
      Odnieś się do tego.

      Bo nie wiem, Ty twierdzisz, że ceny usług w PL są jak na Zachodzie, czy jak? :D

    •  

      pokaż komentarz

      @qLA: Co chcesz udowodnić? To, że stomatolodzy dopasowują ceny swoich usług do klientów zarabiających minimalną? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @qLA: przeciez wytlumaczyl, nie moga podbic cen, bo wypadną z rynku (europejskiego). I tak tak jak ktos pisal, na rynku zostana ci ktorzy potrafia sensownie kierowac firma i wynagradzac pracownikow. Janusze wylecą.

    •  

      pokaż komentarz

      @paczajki:
      Tak, tak, przekonanie, że pensje będą rosły, a ceny będą stały w miejscu xD
      Takie rzeczy to tylko w bajkach zwanych "socjalizm".

Dodany przez:

avatar dedik dołączył
1564 wykopali 42 zakopali 36.3 tys. wyświetleń
Advertisement