•  

    pokaż komentarz

    zaskoczenie? prosta matematyka...

  •  

    pokaż komentarz

    Nie jestem absolutnie fanem PiS ani zadłużania, ale ten artykuł to totalna manipulacja w żywe oczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @gotcha: Jak oni to w ogóle policzyli ? Kilka fajnych haseł i ogólników ale zero konkretów co dokładnie i jak liczą.
      Swoją drogą PL nie ma najlepszej passy w EU i jestem pewien ,że gdyby przekroczyli limity zadłużenia jak Francja czy Włochy to nikt by nie zamiatał tego tylko byłby krzyk w Parlamencie EU.
      Przyjrzę się sprawie ponownie jak oddziały kontrolne EU wezwą nas to tłumaczeń ....

      pokaż spoiler PS co nie znaczy ,że lubię rozdawnictwo (w tej formie), po prostu wygląda że wszystko na razie jest zgodne i z prawem i z traktatami.

    •  

      pokaż komentarz

      @gokihar: Prosto policzyli wszystkie zobowiązania państwa, łączenie z tymi przyszłymi jak emerytury (cała twoją emeryturę). Co jest super idiotyczne, to tak jak liczyć długość penisa łączenie z nogą. Przecież, w taki sposób nie uwzględniasz wpłat składek w tym czasie co by ten dług znacznie zmniejszyło. To ja po wzięciu kredytu hipotecznego miałbym przez kilka lat zadłużenie na poziomie 3000% zarobku miesięcznego. Co brzmi jak bym zbankrutował, ale czy faktycznie tak by było?

    •  

      pokaż komentarz

      @gotcha: @MAti_gca: Dlaczego to jest manipulacja? Dług zapisany na kontach w ZUS powinien być liczony tak samo jak obligacje wyemitowane przez państwo. Pewnie co jakiś czas dostajecie listy z ZUS, gdzie jest zapisane ile odłożyliście i jaka należy się wam z tego powodu emerytura. Dla mnie jak najbardziej należy to uwzględnić przy liczeniu całkowitego zadłużenia państwa. Zwłaszcza, że gwarantem ZUS jest państwo.

    •  

      pokaż komentarz

      @gotcha: Do tego dodana bez tagu #polityka, żeby zmanipulować wiecej osób

    •  

      pokaż komentarz

      @gwiezdny_kupiec: Choćby dlatego, że policzyli kwotę, którą trzeba będzie potencjalnie wydać na emerytury do roku 2060, jako dług dzisiejszy, ale składek na ZUS zbieranych do 2060 już do przychodów nie policzyli.

      koszt reformy Prawa i Sprawiedliwości zwiększył omawiane zobowiązania o kwotę większą niż wynosi cały oficjalny dług publiczny Polski, czyli o aż gigantyczne 1,4 bln zł.

      Skoro reformą zwiększono zobowiązania, to tak samo reformą te zobowiązania można zmniejszyć (i mam nadzieję, że tak się stanie, nawet jeśli finanse będą pozwalały na ich kontynuowanie, bo kraj potrzebuje inwestycji i pieniądze można znacznie lepiej wydać). Ten dług dziś nie istnieje, u nikogo go nie zaciągnęliśmy, nie ma żadnych odsetek, po prostu zwiększone kwoty emerytur płacone będą na bieżąco.

    •  

      pokaż komentarz

      @MAti_gca: i pomijają fakt że wiek emerytalny można podnieść jedna ustawa ...
      btw crowdmedia to taki syf totalny

    •  

      pokaż komentarz

      To ja po wzięciu kredytu hipotecznego miałbym przez kilka lat zadłużenie na poziomie 3000% zarobku miesięcznego.

      @MAti_gca: No bo masz.

    •  

      pokaż komentarz

      Ten dług dziś nie istnieje, u nikogo go nie zaciągnęliśmy
      @gotcha: Dopłaty z budżetu do FUS są spłatą tego długi. Więc on jak najbardziej istnieje i go już spłacamy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolas_Bourbaki: Więc można policzyć z wyprzedzeniem na 400 lat zamiast 40 i napisać, że zwiększono dług o 14 bilionów złotych? Taki sposób liczenia to absurd i prawdziwie "kreatywna księgowość", którą artykuł zarzuca rządzącym.

      Z zastrzeżeniem, że nienawidzę tego rządu jak i każdego poprzedniego (i zapewne każdego następnego, niestety) z powodów, o których już wiele razy pisałem, ale prawdę od bzdur staram się oddzielać.

    •  

      pokaż komentarz

      Więc można policzyć z wyprzedzeniem na 400 lat zamiast 40 i napisać, że zwiększono dług o 14 bilionów złotych?

      @gotcha: Można ale po co. Niemniej jeżeli wybierzesz sobie jakiś horyzont czasowy np. 40 lat i będziesz to co jakiś czas mierzył to możesz stwierdzić czy rząd ukrywa dług czy nie.

      Np. Zniesienie limitu ZUS jest typowym ukrywaniem długu. Pobieramy dziś większe składki w zamian za obietnicę oddania ich w przyszłości jako wyższych emerytur. Takie rozwiązania poprawia "jawne" dzisiejsze statystyki budżetu, zadłużenia itd., ale kosztem zwiększenia ukrytego długu.

    •  

      pokaż komentarz

      Więc można policzyć z wyprzedzeniem na 400 lat zamiast 40 i napisać, że zwiększono dług o 14 bilionów złotych?

      @gotcha: Dług wobec przyszłych emerytów wynika z faktu podlegania ubezpieczeniu. Nie można zatem wyliczyć za 400 lat, bo nikomu państwo nie jest winne (jeszcze). Jeśli masz kredyt hipoteczny z terminami spłaty do 2050, to gdy mówimy o zadłużeniu musisz podać kwotę wraz z odsetkami kapitałowymi w całości, a nie ratę za ten miesiąc. Za to do przychodów nie dodasz nic czego nie masz w chwili spisu. Twoją logikę można zastosować do długoletnich obligacji, czy wieloletnich pożyczek państwa w banku światowym i też ich nie liczyć bo są odległe terminowo. ZUS przesyła wyliczenia przyszłych emerytur, nawet za 40 lat, więc zobowiązanie istnieje i ma realną wartośc, a nie wg jakiejś przyszłej (albo i nie) reformy.

      Dług ZUS już istnieje, ponieważ państwo dziś zobowiązało się wyplacić emerytury w określonych kwotach. Przychody nie istnieją, bo nikt nie jest zobowiązany do zapłaty, chyba że jest, to się to liczy do przychodów.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolas_Bourbaki: To prawda miałbym taki dług, ale też miałbym posesję niewiele mniej wartą, więc faktycznie byłbym w innej sytuacji. Dodatkowo nie straciłbym znacznie wypłacalności, co powodowało by że daleko mi by było do bankructwa. A takie liczenie jest ewidentnym szukaniem sensacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @gotcha: Jakie to smutne, że w dzisiejszych czasach trzeba za każdym razem zaznaczać, że jest się za PIS, kiedy masz jakiś obiektywny argument.

      PS. Szacunek za trzeżwe i sceptycznie myślenie, większość tutaj wszystko łyka jak idzie, bo jest zgodnie z nimi wewnetrznymi przekonaniami. Nie lubie PIS'u, więc pewnie piszą prawdę w artykule, dam + i tak właśnie tutaj myśli 90+% osób.

      Ja jak czegoś nie lubie, to i tak zawsze próbuje spojrzeć na sprawę obiektywnie.

  •  

    pokaż komentarz

    Mam nadzieję że z każdym takim artykułem coraz więcej osób zdecyduje się iść na wybory.

  •  

    pokaż komentarz

    No bo to jest generalnie tak, że w tym długu pierwsze skrzypce grają emerytury, ale artykuł się mocno myli w kilku kwestiach, albo raczej kilku kwestii nie zauważa.
    .
    Ciekawym remedium na te kwestię jest (paradoksalnie) wzrost płacy minimalnej. Niewielu bowiem mówi otwarcie o tym, że jeśli pensja Kowalskiego wzrośnie z 2000 na rękę do 3000 na rękę (w którymś tam roku) to wzrośnie nie tylko pensja, ale w sposób gigantyczny wzrośnie kwota wpływająca do kasy państwa w ramach podatku i to tak dochodowego jak i VAT, który powstanie w wyniku przekazywania wypracowanych pieniędzy na rzecz kupowanych towarów i usług.
    .
    I to jest coś czego podany tu artykuł pod uwagę nie bierze. I tutaj dzieje się bardzo ciekawa rzecz o czym również niewielu ludzi mówi. Emerytury z pewnością nie będą waloryzowane w równie wielkim stopniu w jakim wzrosną płace minimalne. Emerytury są wyliczane w wyniku wypracowania określonych kwot w przeszłości. W praktyce podniesienie płacy minimalnej nie tylko ZNIWELUJE koszty wprowadzanych przez PiS reform, ale także sprawi, że emeryci będą mieli problem. Jaki? Dość prosty. Kowalski dziś zarabia 2 tys. na rękę za ileś lat będzie zarabiał 3 tys. Za nim w górę pójdą koszty płac, a zatem ceny produktów, a emeryt Waldemar nadal będzie dostsawał emeryturkę 2 tys. zł + pare procent na otarcie łęz. W ten oto prosty sposób dług publiczny zostanie niebotycznie pomniejszony, ale nie mówię tu o kwotach tylko o stosunku procnetowym do PKB.
    .
    To taki ciekawy paradoks ekonomii. Jeśli dług jest bardzo duży i ma on stałą kwotę (w tym wypadku ilość emetyrów * kwoty emerytur) najprostszym "lekarstwem" które POZORNIE zlikwiduje problem jest dewaluacja pieniądza, czyli sztuczne obniżenie wartosci długu.
    .
    Jakie z tego płyną wnioski? Nic się złego gospodarce nie stanie. Parę chwil pomarudzą pracodawcy, a potem podniosą ceny i odbiją sobie koszty płac. Ludzie będą zarbiali więcej i część z tego więcej wydadzą na jedzenie które będzie kosztowało znacznie drożej a resztę na samochody sprzęt AGD itp. Co ciekawe o ile ceny żywności podskoczą o tyle ceny elektorniki podskoczą w bardzo nieznacznym stopniu. POdobnie będzie z cenami benzyny. Dlaczego tak twierdzę? Bo na zachodzie ludzie zarabiają 4 razy więcej niż my, a za elektronikę i benzynę płacą praktycznie tyle samo. Chodzi o to że ceny tej elektroniki w bardzo niewielkim stopniu zależą od naszych zarobków, a w większym od geenralnie sytuacji gospodarczej świata. Zatem ludziom będzie zyło się lepiej. Mniejszą część wypłaty wydadzą na paliwo, mniejszą część wypłaty wydadzą na elektronikę, więcej zapłacą za żywność, ale ona i tak stanowi tylko część ich budżetu. I wszystko wygląda pięknie nie? Jest tylko jeden szkopuł... emeryci, którzy wypracowywali kwoty emerytur 20 lat temu mają totalnie przejeb***e. Ponieważ ich emeryturki będą warte tyle co nic.
    .
    Co się wówczas stanie? Wkroczy PiS i powie o trzeciej trzynastce, która i tak będzie stanowiła grosze w porównaniu do tego ile (biorąc pod uwagę poziom wzrostu cen) powinni dostąć emeryci, ale jak to emeryci, łykną oni wszystko i będą szczęśliwy.
    .
    Dlatego właśnie uważam Kaczyńskiego za najbardziej genialnego stratega politycznego jakiego miała Polska od lat. Nie zgadzam sie z taką polityką, ale facet jest genialny. DOSKONALE WIE o czym ludzie będą mówić, o czym będą mówić ludzie któzy szukają spisków (jak w artykule z tego znaleziska) tymczasem realne konsekwencje są zupełnie pomijane. Dobrobyt dla klasy pracującej będącej w wieku produkcyjnym, a emeryci niech się pierd... :)
    .
    Z drugiej strony co innego można było zrobić? Udawać że damy radę, że jakakolwiek opcja polityczna byłaby w stanie udźwignąć temat emerytur inaczej? Śmiem wątpić. Po prostu za dużo mamy starych ludzi. Takie są niestety fakty.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: coś w tym jest ale nie uwzględniłem firm eksportujących swoje wyroby na inne rynki. Będą mniej konkurencyjne. Druga sprawa jak polski produkt będzie droższy od zagranicznego to jaki kupimy i kto pracę straci? Mamy jeszcze zj$?!ny system edukacji. By mieć prawo do wykonywania zawodu np technika farmacji trzeba zrobić stazu 21 miesięcy. Dziś takie osoby pracują zazwyczaj za Place.minimalna. ,,pełny" technik jest ok 30-50 % droższy. Jak będą zarabiali tyle samo to kto weźmie gówno pracownika bez prawo do wykonywania XXX czynności?

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: przeciez jak złotówka straci na wartosci to jak kupisz paliwo czy elektronike w dolarach w takiej samej cenie ?

    •  

      pokaż komentarz

      @titos21: Kupisz :) bo jeśli w Czechach benzyna będzie tańsza niż w PL ludzie będą jeździli do Czech tankować i zacznie kwitnąć przemyt. Cena benzyny nie ma bata musi być mniej więcej jednolita w UE. Tylko to gwarantuje jako taką stabilizację tego rynku. Dlatego niezależnie od tego, że Niemiec zarabia 4 razy więcej niż my za benzynę płaci pi razy drzwi prawie tyle, co my.

      Co ciekawe, jak się przyjrzysz cenom paliw JEDYNE paliwo, które nie trzyma się totalnie tej zasady to gaz :) jak pojedziesz na zachód cena benzyny jest minimalnie wyższa niż u nas, a cena gazu potrafi być wyższa nawet o połowę. Dlaczego? :) bo mogą sobie na to pozwolić. Bo gazu nie zatankujesz do kanistrów, nie przemycisz w byle cysterence itp. Gazu masz bak 40 litrów i to wystarczy na powiedzmy 320 km trasy. Tankując do pełna na zachodzie Niemiec nawet nie dojedziesz do granicy z Polską. Nie ma opcji przemytu - występuje pełna swoboda cen. Natomiast benzynę spokojnie nalejesz na ciężarówkę. I ręczę włąsną głową, że gdyby cena benzyny w Polsce przekroczyła dajmy na to 7-8 zł, a w Czechach byłaby nadal w okolicach 4 zł, Polacy jeździliby tam mając na pace 1000 litrową beczkę.

      @Togira_Ikonoka: Pamiętaj, że rynek to nie jest jedna wielka stała. To zbiór setek tysięcy zmiennych. Prosty przykład. Wprowadzili prawo mówiące o tym, że nierolnik nie może kupić więcej niż 0,3ha ziemi rolnej. Podniosło się larum ze ola boga kryzys zarżną bniznesy i w ogóle. A suma summarum okazało się, że najbardziej krzyczeli potentaci, którzy zbili majątek na sprzedaży ziemi za granicę, a przeciętny Kowalski jak ja sobie poradził. Szło się do geodety wydzielało 2 działeczki po 0,3 ha każda :) potem się te dwie działęczki kupowało, a następnie w razie potrzeby łączyło ponownie w jedną całą i vuala. Koszt imprezy powiedzmy 2-3 tys. zł. Bez kitu to nie majątek, a dawał pełną swobodę działania. Chcę przez to powiedzieć, że ludzie ZAWSZE znajdują metodę na to by przeżyć i sobie poradzić. Nie bałbym się aż tak bardzo ani o ten dług publiczny ani zabiegi wykonywane przez PiS, bo w ogólmnym rozrachunku Polacy są dość obrotni i raczej potrafią sobie radzić w tej czy innej sytuacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: ja się nie boje o dług ani o przeciętnego Kowalskiego tylko o konkurencyjność. Te zmiany są za szybkie. Do tego dużo polskich firm sprzedaje swoje wyroby/usługi po niskich marżach. Do tego dochodzą wyższe ceny prądu itd. wynikiem tego może być polski produkt droższy od zagranicznego. Wiesz co oznacza naprzyklad różnica w cenie prądu rzędu 6-7 centów dla branzu motoryzacyjnej? Jak chcą innowacyjności to można to zrobić inaczej chociażby obniżając VAT na roboty itd.

    •  

      pokaż komentarz

      Zatem ludziom będzie zyło się lepiej. Mniejszą część wypłaty wydadzą na paliwo, mniejszą część wypłaty wydadzą na elektronikę, więcej zapłacą za żywność, ale ona i tak stanowi tylko część ich budżetu.

      @deathcoder:

      Zacznijmy od podstaw: hierarchia potrzeb życiowych wg. Masłowa:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb

      1. Elektronika nie jest potrzebna do życia. Nowy, duży TV jest w zasadzie nową, dużą tubą grup politycznych oraz medium marketingowym, zaś porozumieć się można tak samo dobrze za pomocą dwuletniego telefonu czy komputera, jak i nowego. Z punktu widzenia budżetu rodzinnego takie zakupy są to w zasadzie "zachcianki".

      2. Elektronika (+AGD) są, z punktu widzenia ekonomii, grupą produktów o niskiej elastyczności popytowej. Trochę nawiązuje to do pkt. 1. ale tutaj chodzi o wpływ ekonomiczny większej skali.

      3. Żywność stanowi "tylko część budżetu" jedynie w budżecie klasy średniej, która rzeczywiście może sporo wydać na wszelakiego rodzaju zachcianki. Wśród biedniejszej części społeczeństwa (a do niej wciąż zalicza się gros mieszkańców mniejszych miast, jak i wsi) wydatki na żywność wciąż stanowią znaczącą pozycję.
      Częsta argumentacja "na wsi sobie sami zrobią" jest całkowicie błędna, bo nie uwzględnia w żadnym stopniu czasu poświęconego na zdobycie i przygotowanie pożywienia. A właśnie żywność wyprodukowana metodami gospodarczymi jest paradoksalnie droższa. I nie mam na myśli nawet czy ta żywność jest "eko", "bio", czy innym "wege" cudem.

      4. Krótkoterminowa zwyżka cen żywności i idące za tym poszukiwania produktów tańszych niestety często ma przełożenie na wybór produktów o niższej jakości. Choć wielu już udowadniało, że można zmniejszyć wydatki na żywność (ostatnio nawet była na wykopie taka nawiedzona cizia twierdząca, że umie przeżyć za 150 żrąc MOM), to faktem jest, że spowoduje to długofalowo zwiększone wydatki na lecznictwo, o wpływie na psychikę chorego nie wspominając.Ale przecież nikt żywiąc się nawet ochłapami nie umrze z tego powodu w ciągu najbliższej kadencji wyborczej...

      Podsumowując, twierdzenie, że wzrost cen żywności ma pozytywny wpływ na poziom życia, uważam za robienie z logiki kurtyzany. No albo całkowite odklejenie od rzeczywistości.

    •  

      pokaż komentarz

      @werfogd: Chłopie o czym Ty pitolisz? :) poprzekręcałeś wszystko to co napisałem by napisać długą odpowiedź, czy też faktycznie nie kumasz bazy?

      Niezależnie od tego czy masz do czynienia z klasą średnią, czy niską wszyscy ludzie kupują zeszyty dla swoich pociech (produkt chiński), kupują żarówki (produkt chiński), kupują komputery do szkoły (produkt japoński bądź chiński), kupują buty (produkowane w Indiach) i tak można dłuygo wymieniać. Zdecydowana większość z tych towarów to nie są wydatki na które pozwalają sobie TYLKO ludzie z klasy średniej. Widziałeś dzieciaki w podstawówce ostatnio? Prawie wszyscy mają nowe komórki.

      Wiesz co jest najśmieszniejsze? :) to że mylisz się w jednej ZASADNICZO najistotniejszej kwestii. To własnie najniższa klasa wydaje najwięcej pieniędzy na kompletne bzdury. To oni zamiast pojechać w góry na wycieczkę kupują nowy telewizor, w który lampią się 24 na dobę. To właśnie oni wydają fortunę na papierosy i alkohol (oba produkty sprowadzane zza granicy). To właśnie oni kupują komórki "na kredyt" w abonamencie, to właśnie oni płaća kolosalne pieniądze za obonamenty TV.

      Powiesz mi że wydają największą część budżetu na żywnosć? Ja się z tym zgodzę, ALE wydają na żywność mniej niż klasa średnia. Dlaczego? Bo klasa średnia stołuje się w restauracji, a Kowalski dziś robi rosół, jutro na jego bazie pomidorówkę. Po jutrze robi placki ziemniaczane za grosze, po pojutrze naleśniki, a następnego dnia schabowego. Oni w największym stopniu optymalizują koszty żywnościowe i to własnie oni najbardziej potrzbeuję podwyżek pensji. Dlaczego? Bo pensja podskoczy o 30% ale ceny żywności o tyle nie podskoczą. W ten sposób za jedną pensję de facto kupią więcej. Inflacja to coś co nie uderza tylko w jeden sektor a wszystkie na raz.

1 2 3 4 5 6 7 ... 13 14 następna