•  

    pokaż komentarz

    Ja mam pytanie czym się różni naukową teoria symulacji od wiary w Boga? Zmieniamy tylko "dziadka z brodą" na komputer i jego stworzyciela.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      pokaż komentarz

      Zmieniamy tylko "dziadka z brodą" na komputer i jego stworzyciela.

      @Piastan: Trochę tak - bo problem "pierwszego poruszyciela" jest po prostu przeniesiony na wyższy poziom. Nie wiemy kto stworzył świat vs nie wiemy kto stworzył stwórcę świata. Poza tym jest niefalsyfikowalna - przecież wszelkie wyniki naszych badań są tylko elementami symulacji i mogą być dowolnie zakłamywane przez program.
      Dlatego też hipoteza symulacji nie jest jak napisałeś "naukową teorią". Jest tylko ciekawym popularnonaukowym pomysłem, którego jednak na serio raczej nikt w takim bardziej poważnym świecie naukowym nie bierze.

      Jednakże hipoteza symulacji, jeśli już ją z czymś porównywać, to z tzw bogiem filozofów, niż religijnym bogiem w powszechnym rozumieniu. Tutaj twórca symulacji, jest raczej postacią w tle, owym pierwszym poruszycielem, ale raczej nie ingeruje w widoczny sposób w naszą symulację i pozostaje w ukryciu. Nie wiemy jaki ma cel, czym jest, i w ogóle to nic nie wiemy :)
      Bóg religijny przeważnie jest dokładnie poznany, opisany, ma konkretne cechy i możliwości, zasługi oraz historię swoich działań, zwykle spektakularnych. Ma również konkretne wymagania i oczekiwania, oraz plany wobec swojej trzódki, którą cały czas bacznie ogląda i wciąż wszystkim o tym przypomina. A przynajmniej jego wysłannicy na ziemi przypominają, bo sam dziwnym trafem, w przeciwieństwie do swoich książkowych przygód, siedzi cicho, nic nie spektakularnego robi, od czasu do czasu pojawi się na przypalonym toście ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @kubako: ale Bóg/bogowie/siły wyższe religijne to te same co filozoficzne- znaczy nie do końca, ale generalnie tak. Chodzi o to, że duże religie żeby być duże musiały stworzyć zróżnicowaną ofertę, która mogłaby zainteresować ludzi o różnych potencjałach intelektualnych, oczekiwaniach, zamożności, kulturze etc.

      Jakby buddyjscy misjonarze jechali tylko z gadką, że dobra karma i praktyka uwalnia z samsary to zainteresowali by garstkę ludzi. Trzeba było powtykać gadziliardy bogów, demonów, duchów (których przychylność można kupić/ wybłagać) żeby trafić do ludzi którzy chcą cudów.

      To samo z chrześcijaństwem- jakby Antoni czy inny Atanazy szli z dobrą nowiną polegającą na tym, że dzięki Chrystusowi możemy odzyskać pierwotną naturę sprzed upadku, uwolnić się od pragnień i zjednoczyć na nowo z Absolutem to nawrócili by 3% ludzi.

      Każda duża religia idzie szerokim frontem i wrzuca jak najwięcej (czasem jest to wręcz karykaturalne jak np. W KK gdzie obok grup tradycjonalistów funkcjonują grupy lgbt etc) żeby się sprzedać jak największej grupie ludzi. I potem masz takie paradoksy.

    •  

      pokaż komentarz

      @niedoszly_andrzej: Całkowicie się z tym zgadzam i nigdzie tego nie neguje. O to mi wręcz chodziło.
      Jeśli ktoś jest zainteresowany klepaniem paciorków w nadziei na cud i zmiłowanie jakiejś siły wyższej, to proszę bardzo. Ale gdzieś tam się za tym czai bardziej "wyrafinowana" jak to mawiał Alan Watts warstwa, grono wierzących niby w to samo, a jednak troszkę w co innego niż pospolite ruszenie. Ta wiara jest dużo bardziej do pogodzenia z nauką niż ta część skupiona na obrządkach. I ta wiara jest dużo bardziej ciekawa dla kogoś kogo potencjalni te właśnie powierzchowne, ludowe gusła mogą odstraszyć. Jeśli go odstraszą, to nie pozna clue o które chodzi. Więc go ostrzegam ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Często się spotykam z argumentem, który w skrócie można opisać, że kiedyś naukowcy wierzyli w płaską ziemię, i gdyby ktoś powiedział, że jest okrągła, to zostałby uznany za idiotę. I że niby ma to wnosić, iż nauka może się mylić i zmienia zdanie na pewne tematy. A zatem może to oznaczać, iż w kwestiach na temat których toczy się dyskusja, np istnienie boga, nauka też może się mylić.
    Tutaj w artykule jest to poparte większą liczbą przykładów zmian pewnych zapatrywań w nauce na przestrzeni historii. Dodatkowo poparte faktem, że w Biblii przez ten czas wszystko po staremu hehe

    Anyway jest to całkowicie błędne myślenie. Fakt, że nauka zmienia czasem zapatrywanie na pewne kwestie i na podstawie wyjaśnia jakichś tam odkryć zaczyna pewien aspekt rzeczywistości postrzegać zgoła odmiennie niż dotychczas, nie oznacza niczego co czasem implikują wierzący.

    Nie oznacza to ani, że z czasem aktualny stan wiedzy ulegnie kolejnym drastycznym zmianom. Kiedyś pierwsi naukowcy - badacze świata - mogli wierzyć że ziemia jest płaska, albo że słońce krąży wokół niej. Dziś wiemy jak jest, i nic już tego nie zmieni. Nie okaże się za 100 lat, że jednak ziemia jest sześcianem, albo że słońce krąży wokół jowisza a my wokół tego wszystkiego stojąc na skorupie 4 słoni czy jakoś tak.

    Ani nie oznacza to również, że wszelkie możliwe teorie staną się możliwe. Nawet jeśli kiedyś kuloziemców, albo heliocentrystów uważano za idiotów, i teraz np kreacjonistów uważa się za idiotów, to nie znaczy, że w przyszłości kreacjoniści znajdą należne miejsce jak zwolennicy kulistej ziemi latającej wokół słońca ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @kubako:
      also
      W drugą stronę: wierzenia metafizyczne za to w historii nigdy nie okazały się prawdziwe. Okazały się bzdurą, kłamstwem lub ze względu na swoją nonsensowną konstrukcję nie mogą zostać sprawdzone, ale nigdy nie okazało się, że faktycznie Zeus rzuca piorunami albo babcia straszy na strychu.

  •  

    pokaż komentarz

    Co za pseudofilozoficzny bełkot.

Dodany przez:

avatar SpokoSpoko dołączył
0 wykopali 9 zakopali <1 tys. wyświetleń
Advertisement