•  

    pokaż komentarz

    G prawda. Nikogo praktycznie nie stać na prywatną służbę zdrowia.

  •  

    pokaż komentarz

    Na NFZ wizyta u specjalisty za 5 miesięcy, prywatnie wizyta nawet na drugi dzień. Jak się człowiek zwija z bólu i nie wie co mu jest, do tego do rodzinnego nie idzie się umówić bo kolejki już od 5 rano się ustawiają to jedyny ratunek wizyta prywatna, szybka diagnoza, leki i po tygodniu zapominam że byłam chora... takie realia ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    W tym roku z powodu pewnej dolegliwości która zwalala mnie z nóg , na własną rękę musiałam poszukać przyczyny. 3 razy odwiedzalam SOR gdzie by mnie zastrzykami wykonczyli. Rodzinny non stop brak miejsc. Zaczęłam działać sama . Odwiedziłam w sumie 7 specjalistów prywatnie różnych dziedzin szukając trochę po omacku gdzie tkwi problem. Ale udało się. Przyczyna znaleziona . Straciłam na wizyty dużo, ale w miesiąc udało się pożegnać problem.

    Nie wiem co by było gdybym dalej tak czekała za miejscem na NFZ.....

  •  

    pokaż komentarz

    Kolega ma wrodzona łamliwość kości i wyszedł mu drut z kości udowej. Nie mógł tego zrobić w małopolsce na refundacji i musiałby zapłacić 20 tys złotych ale znalazł profesorka z Rzeszowa. Poszedł prywatnie i będzie miał operację w grudniu w państwowym szpitalu.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie tylko państwówka jest chora. Prywata również.

    Ja do endokrynologa muszę chodzić co miesiąc. Zapomnijcie o NFZ. Co miesiąc pakiet 200zł za zrobienie badania krwi i wizytę (5 min na sprawdzenie wyników, wystawienie kolejnej recepty). Co dwa tygodnie do innego specjalisty który się ceni 180zł za 5 min. Na NFZ nie pójdę bo:
    a) się nie dostanę
    b) żaden z lekarzy pracujących w szpitalu nie ma podpisanej umowy na prywatną działalność z NFZ. A muszę mieć takiego by w razie "W" być szybko przyjęty do szpitala.
    Co miesiąc 600zł idzie na łącznie 15min. A paragon? Zapomnij. Oj przepraszam. Mam - 30zł za badanie krwi.

    Nie tylko państwowa służba zdrowia jest chora. Chora jest również prywata. Jak liczyłem w przeciągu godziny jeden z nich zarabia 1300zł. Codziennie pracuje od 14 do 20 (a na tabliczce, że od 16 do 19 :), czyli dziennie prawie 8000zł.
    Biorąc pod uwagę 20 dni "roboczych"... ile z tego na pokrycie kosztów gabinetu? Jedna dniówka.
    Ile z tego zobaczy US?
    Rozumiem, wiedza kosztuje, ale ja samemu już się na tyle dokształciłem, że mógłbym część z tych rzeczy robić (czyli zobaczyć jakie mam wyniki i dobrać dawkę leku). No ale recepty sobie nie wypiszę.

    Mam znajomych lekarzy. Jeden ma nawet udziały w klinice. Kiedyś zalany w 3d*** pochwalił mi się, że spędził nockę w szpitalu. Od rana był w klinice. A jutro znowu do szpitala. "To kiedy ty śpisz?" - odpowiedział, że w szpitalu. Pomijam już fakt, że widząc jego stan, raczej trzeźwy do tej pracy nie poszedł.
    Inny przykład? Zwykła przychodnia, poradnia na NFZ. Na tabliczce pięknie i ładnie napisane godziny przyjęcia 8.00-12.00
    Pan doktor łaskawie przychodzi przed 10.00, bez pocałujta mnie w dup... i wychodzi przed 12 (bo on już za dużo osób przyjął). A od 13.00 przyjmuje w innej klinice, ale już prywatnie.

    Znajomy siedzący w biznesie dowiedział się i przekazał mi kilka lat temu, że te kilkuletnie kolejki można zlikwidować w przeciągu roku. Wystarczy dofinansowanie do NFZ i zmuszenie lekarzy do pełnego siedzenia i pracowania w zakładach publicznych. Kto był przeciwny takiemu rozwiązaniu? Gremium lekarskie...

Dodany przez:

avatar Szewczenko dołączył
604 wykopali 5 zakopali 6.8 tys. wyświetleń