•  

    pokaż komentarz

    Smutne. Czytałem o błędach alianckiego lotnictwa bombowego w Normandii, np. zrzucali nie po tej stronie umówionej drogi etc. Może straty tak działały a może mieli już wyj%$$ne...

    •  

      pokaż komentarz

      @matkaPewnegoMirka: Bardziej obwiniałbym fakt, że ogółem celność bombardowań w trakcie II Wojny Światowej stała na bardzo niskim poziomie - na przykład grupa bombowców B-17 miała celność na poziomie 32% bomb spadających w obrębie 300 metrów od celu. Dorzućmy do tego ogień artylerii przeciwlotniczej, turbulencje, wiatry czy też zachmurzenie i celność spadała jeszcze bardziej.

      Stąd właśnie przerzucono się na bombardowanie albo miast bądź dużych ośrodków przemysłowych - tam celność nie miała takiego znaczenia ze względu na sam rozmiar celu.

    •  

      pokaż komentarz

      @matkaPewnegoMirka: A może dlatego, że tobyky cholerne lata 40, gdzie nie istniał GPS, czy inne metody precyzyjnego namierzania celu. Narzędzia, którymi w tamtym okresie dysponowania były prymitywne, mało precyzyjne i często opierano się na intuicji oraz doawiadczeniu ludzi na pokładach bombowców.

    •  

      pokaż komentarz

      @FrankJUnderwood: @matkaPewnegoMirka: @jaqqu7: warto dodać, że celowniki bombowe były całkiem skomplikowanymi komputerami mechanicznymi, które dodatkowo korzystały z żyroskopów.
      Tak więc bombardując pod uwagę brane były prędkość samolotu, pułap, wiatr boczny (skąd wiadomo, jak mocno wieje wiatr boczny i z jakiego kierunku? Ano z tego, jak muszą być wychylone stery, by samolot leciał prosto, lub jak przesuwa się w bok, gdy się z kolei ustawi prosto stery - tu oczywiście potrzebny był człowiek, który ustalał punkt, względem którego ruch samolotu się odbywał, aż taka zdolna ta technologia nie była :P

      W każdym razie, jednym z większych wyzwań było bombardowanie wroga blisko linii frontu - czyli bezpośrednie wsparcie lotnicze. Niemcy lubili w tym celu wykorzystywać bombowce nurkujące, jednak był z nimi problem, bo cała sekwencja lotu nurkowego była dość niebezpieczna i skomplikowana, a Ju-87 był dodatkowo powolny.
      Tak więc z czasem, gdy sytuacja Luftwaffe się pogarszała, na frontach Ju-87 zostały zastąpione przez samoloty myśliwskieFocke-Wulf Fw-190 przystosowane do przenoszenia bomb.
      Na czym polegał problem? Fw-190 nie posiadał hamulców aerodynamicznych, mechanizmów automatycznego wychodzenia z lotu nurkowego i odpowiedniego celownika bombowego (Ju-87 posiadał specjalne urządzenie, oparte na żyroskopach, które wskazywało, gdzie należy kierować nos maszyny, by bomba spadła na zadany punkt), tak więc do precyzyjnego bombardowania nurkowego się nie nadawał.
      Doświadczeni piloci szturmowi preferowali łagodne nurkowanie (co umożliwiało dłuższy kontakt wzrokowy z celem, pamiętajmy, że w myśliwcu nos samolotu ekstremalnie ogranicza widoczność do przodu i w dół) i zrzut bomb na niskim pułapie. Problem?
      Cholernie łatwo było zrzucić bombę za późno lub za wcześnie, więc o ile przy bombardowaniu pociągów, kolumn transportowych nie było problemu, to cele takie jak czołgi czy nawet pozycje artylerii wymagały nalotu większej liczby samolotów, by zapewnić odpowiednie prawdopodobieństwo zniszczenia.
      I tu wchodzi jak do siebie niemal nieznany celownik bombowy TSA 2A, czyli chyba jedyne urządzenie z epoki, które pozwalało na precyzyjny zrzut bomb w płytkim locie nurkowym, pilot starał się naprowadzić ruchomy (sterowany żyroskopami) celownik wyświetlany na szkle na cel, a położenie celownika było kontrolowane przez mechaniczny komputer na podstawie prędkości, prędkości opadania, pułapu. Prędkość wiatru raczej nie była brana pod uwagę (albo można było ręcznie wprowadzić korektę) - raczej, bo materiały, które kiedyś o tym znalazłem, po niemiecku, zniknęły gdzieś w czeluściach internetu, poza tym z uwagi na niski pułap zrzutu i niewielką odległość pokonywaną przez zrzucany ładunek, wiatr wpływ na celność miał dość niewielki.
      TSA 2A nie był oczywiście napędzany magią, do tego oczywiście nie wszystko było tam idealnie dopracowane, z precyzją wykonania też jak wiemy bywało różnie, więc celność zwiększał "tylko" o kilkadziesiąt procent, co oczywiście nadal pozwalało większości bomb pudłować w mniejsze cele...

      ...ale w porównaniu ze zrzutem "na czuja", był to jednak potężny postęp.
      Warto dodać, że broń ta pozwalała także na precyzyjniejsze użycie rakiet powietrze-ziemia, niewykluczone, że działała również w odniesieniu do działek 20 i 30mm (gdzie oczywiście korzyść była dużo mniejsza, gdyż działkiem trafić w cel naziemny o wiele łatwiej).

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantokrator: > Tak więc bombardując pod uwagę brane były prędkość samolotu, pułap, wiatr boczny

      Fajnie to napisałeś, ale mam jedno pytanie - dlaczego tylko wiatr boczny? Przecież wiatr od przodu i z tyłu też miał wpływ na celność. Ten pierwszy spowalniał ruch poziomy bomby, a ten drugi "popychał" bombę i mogła spaść za celem.

    •  

      pokaż komentarz

      @Fomalhaut: nie da się sensownie zmierzyć wiatru od przodu lecąc pod wiatr, musiałbyś polatać dookoła, a w międzyczasie wiatr się może zmienić - więc sam celownik "automatem" wiele zrobić nie mógł.
      Pewnie dało się wprowadzić taką poprawkę (że bomba zwolni trochę szybciej, niż normalnie), ale by ten wiatr zmierzyć, potrzebowałbyś drugiego samolotu, niewykluczone, że taki wiatr był sprawdzany wcześniej i w trakcie samego nalotu wszystkie samoloty miały już naniesioną poprawkę.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantokrator: No właśnie się nad tym zastanawiałem, przecież tzw. "wywiad meteorologiczny" był bardzo ważną częścią przygotowania do operacji wojskowej. Bardzo boleśnie przekonali się o tym Niemcy podczas IWŚ, gdy chmura wypuszczonego z butli chloru zawróciła i przetrzebiła załogi niemieckich okopów.

      W czasie II WŚ Niemcy zrobili coś naprawdę na tamte czasy niesamowitego. Podpłynęli ubootem do jakiejś kanadyjskiej wyspy i zainstalowali tam automatyczną stację pogodową z nadajnikiem. Byli przy tym na tyle bezczelni, że nie mogąc z oczywistych powodów tej stacji zamaskować, postanowili ją ochronić w bardzo specyficzny sposób. Otóż teren wokół tej stacji ogrodzili i umieścili napisy po angielsku sugerujące, że jest to teren wojskowy i zakazujące nań wstępu. Na dodatek po okolicy rozrzucili opakowania po amerykańskich i kanadyjskich papierosach, napojach i konserwach.

      Cel był prosty - z wyprzedzeniem wiedzieli jaka będzie pogoda na północnym Atlantyku, co mogło mieć niebagatelne znaczenie w planowaniu tam działań wojennych. Niemiecka stacja pogodowa pracowała aż do wyczerpania się baterii, a odnaleziono ją wiele lat po wojnie.

      W związku z powyższym dziwiło mnie trochę, że podczas nalotów ignorowano wiatr inny niż boczny.

    •  

      pokaż komentarz

      @Fomalhaut: no nie ignorowano, tylko nie dało się go ustalić w czasie samego ostatecznego nalotu z pokładu samego samolotu bombardującego. Źle to napisałem. Mi chodziło o pokazanie, jak dużo dało się osiągnąć łącząc zdolności człowieka z pomocą mechanicznych maszyn liczących podpiętych do mechanicznych czujników :)

    •  

      pokaż komentarz

      @matkaPewnegoMirka: Widze że u amerykańców bombardowanie swoich to tradycja.

    •  

      pokaż komentarz

      @Fomalhaut: w sumie to dałoby się skonfrontować prędkość oczekiwaną (wskazania IAS + informacja o pułapie i ciśnieniu) z prędkością rzeczywistą na podstawie obserwacji punktu na ziemi pod samolotem, więc może i to robiono... :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantokrator: A to spoko, teraz rozumiem, co miałeś na myśli. Podobnie było z obliczaniem trajektorii pocisków artyleryjskich. Siedzieli rachmistrzowie z tablicami i ręcznie rozwiązywali równania. Potem wykorzystując te dane projektowało się armaty i celowniki do nich. Strzelcy dostawali tabelki, ale i tak najlepiej było, jeśli cel można było dostrzec z jakiegoś punktu obserwacyjnego i na bieżąco dostrajać armaty.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantokrator: Jeszcze taka jedna refleksja. Trzeba było też uwzględnić profil prędkości wiatru. Przecież jeśli na wysokości niech będzie 2 km ta prędkość wynosi X, to nie znaczy, że tyle samo będzie wynosiła kilometr niżej i tuż przy ziemi. Ileż to razy zdarzyło mi się stać w otwartym terenie i wiatru prawie nie było, a spojrzawszy na niebo widziałem chmurki zapieprzające jak szalone.

      P.S. Pułap wtedy mierzono chyba też wyłącznie za pomocą barometrów, a żeby je prawidłowo skalibrować trzeba było znać wartość ciśnienia w punkcie zrzutu bomb.

      Sugerujesz, że prędkość samolotu mierzoną (chyba) czymś w rodzaju rurek Pitota konfrontowano z prędkością względem ziemi obserwując jakiś punkt na powierzchni? Zważywszy na fakt, że przeciętnie prędkość wiatru stanowiła maksymalnie kilka procent prędkości bojowej bombowca obawiam się, że margines błędu takiego szacunku mógł być większy od różnicy tych prędkości.

    •  

      pokaż komentarz

      @Fomalhaut: no dobra prognoza pogody była absolutnie kluczowa. Co do tej prędkości - jeśli w miarę dokładnie znamy pułap, to prędkość względem ziemi da się policzyć całkiem łatwo, jeśli mamy optykę z odpowiednią naniesioną podziałką, dałoby się to wręcz zautomatyzować (naciskasz guzik gdy 1. "celownik" trafia w punkt X na ziemi, naciskasz guzik 2. raz, gdy 2. celownik najeżdża na ten punkt. Voila. Reszta to czysta matma, a że byłby błąd zależnie od pomiaru pułapu? No celownik bombowy precyzję miał ograniczoną, stąd mój post o bombowcach nurkujących i zrzucie z niskiego pułapu :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantokrator: Ta metoda chyba nie za bardzo sprawdzała się przy nocnych bombardowaniach i dlatego nie bawili się w celowanie i rozpieprzali wszystko jak leci nalotami dywanowymi.

    •  

      pokaż komentarz

      @Fomalhaut: przy nocnych zawsze można było wcześniej flary zrzucić w sumie...

    •  

      pokaż komentarz

      @Pantokrator: Bez sensu. Po pierwsze - kto miałby te flary zrzucić? Z wysokości bombowców i tak z ich widocznością byłoby miernie. Flary są lekkie i pewnie rozwiałoby je na wszystkie strony świata.

    •  

      pokaż komentarz

      @jaqqu7: człowieku, nie chodzi o flary do mylenia rakiet przeciwlotniczych, tylko potężne spadochronowe flary z 2. wojny światowej, a zrzucić je może samolot lecący przed główną formacją, a oświetlać mają grunt.

  •  

    pokaż komentarz

    Zychowicz gdy pisze o tym że sowiecka altyleria zbombardowała Polaków pod Lenino czy 27 dywizje pod Kowlem uważał że to musiał być odgórny spisek Stalina gdyż w domyśle takie przypadki zbombardowania własnych a tym bardziej sojuszniczych oddziałów się na wojnie nie zdarzają :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Wolrad: Amerykanom zdarzało się w Iraku zabijać swoich, gdy teraz są GPSy i inne nowoczesne systemy, a co dopiero w czasie II wś, kiedy nie każdy pojazd miał radio...

    •  

      pokaż komentarz

      @Wolrad: Tu trzeba przyznać rację. Takie rzeczy się zdarzają mimo nawet najlepszych intencji. Natomiast mordowanie dowódców oddziałów partyzanckich, czy też oddzielanie dowództwa od żołnierzy i składanie propozycji pod lufami karabinów – to wszystko było jednak celowe.

    •  

      pokaż komentarz

      @Okcydent to oczywiście że intencjonalne areszty i mordy to inna bajka. Ale są granice węszenia spisków. Jak opisywał przebijanie się przez front do sowietów gdy setki ginęły od ognia sowieckiego na drutach kolczastych i jak doszli sowieci zobaczyli że to Polacy i przerwali ogień i nie było ich dowódcy( polskiego) . Co Zychowicz zasugerował że musiało być sowieckim spiskiem że jeszcze cały oddział się nie przebił( dziesiątki zginęły ) na przypadkowym odcinku frontu a już mieli tam zdjęcie, odciski palców polskiego dowódcy którego zdążyli zidentyfikować i wywieźć zanim ktoś się z przebijających zorientował. Bo w domyśle oczywiście co 500m siedział typ że smierszu z wizerunkami wszystkich poszukiwanych od dowódcy drużyny wzwyż.. Ale ogólnie lubię i czytam Zychowicza ale do wszystkich autorów podchodzę krytycznie a ten przykład z amerykanami i maczkowcami pokazuje właśnie gdzie są granice fobii i spisków.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie pierwsza, nie ostatnia pomyłka na wojnie

  •  

    pokaż komentarz

    1 Dywizja Pancerna gen. Maczka w bitwie pod Falaise

    źródło: youtube.com

  •  

    pokaż komentarz

    Niemcy bombardowali precyzyjnie lotem nurkującym prosto w cel.