•  

    pokaż komentarz

    O jeden most za daleko.

    pokaż spoiler ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    "Nawigacja popełniła błąd"
    Może jeszcze
    "Drzewo na mnie wjechało"
    "Ja nic nie piłem, to butelka przechyliła mi się na twarz"
    jakie jeszcze debilizmy znacie?

  •  

    pokaż komentarz

    I się okazało, że znaki drogowe to nie zawsze tylko sugestia.

    źródło: imgw.rgcdn.nl

  •  

    pokaż komentarz

    Polskie czołgi i Tiry będą na długo pamiętane w Niderlandach

  •  

    pokaż komentarz

    Jak zwykle wszyscy winni, tylko nie kierowca. W Gdańsku tacy goście co najmniej raz na miesiąc rwą trakcję i unieruchamiają tramwaje.

    •  

      pokaż komentarz

      @guras: Pomyśl z drugiej strony, że jadąc w centrum dużego miasta 18-metrowym ociężałym pojazdem widzisz nagle znak 'max. 3m' 'max. 12t', ale to dotyczy odcinka za 50 czy 100m, i do tego miejsca nie masz żadnej możliwości skręcenia aby ominąć to lub zawrócić, ronda ani nic. Ma robić tym 18-metrowcem U-turn na kilku pasach gdy dookoła jest kilkaset pojazdów, w tym tramwaje, autobusy, samochody, busy, ciężarówki, czy jeżeli wie, że przekracza np. 5-10cm to zaryzykuje? Mimo wszystko to nie jest tak, że wyłącznie jedna strona to powoduje, bo druga strona nie zawsze dba o poinformowanie na czas.

      Nie, nie jestem kierowcą zawodowym, i nie znam osobiście żadnego, po prostu nie lubię oceniać z góry lub robić daleko idących założeń.

    •  

      pokaż komentarz

      @Rollem171: Taka sytuacja była po części przyczyną wypadku sprzed kilku lat gdzie pendolino uderzyło w zakleszczoną na przejeździe ciężarówkę. Komisja badająca przyczynę wskazała, że brakowało na drodze głównej znaku informującego o zakazie ruchu dla ciężarówek na jednej z bocznych dróg. Po prostu kierowca skręcił w skrzyżowanie, po czym się okazało że stoi przed nim zakaz ruchu. Nie wiem jak daleko od skrzyżowania był ten zakaz. Być może zaraz za skrzyżowaniem z być może za kilometr - bez możliwości nawrócenia, czy bezpiecznego wycofania.

      Problem ze znakami jest taki, że nie wiadomo czy zakaz stoi bo dalej jest mostek który może się zawalić, czy zakaz stoi tylko dlatego że mieszkańcy męczyli petycjami zarządcę. A jak jedzie się docelowo, np. do jednego z tych mieszkańców to różnica jest zasadnicza.

    •  

      pokaż komentarz

      bez możliwości nawrócenia, czy bezpiecznego wycofania.

      @NieMogeSieZarejestrowac: a gdyby chciał to zrobić zgodnie z przepisami to trzeba wzywać dźwig żeby go obrócił czy lawetę? Z ciekawości pytam, bo musi być jakieś legalne wyjście.

    •  

      pokaż komentarz

      @deyna: Cofasz pol godziny albo godzine az dasz rade bezpiecznie nawrocic w miedzyczasie zadzwoni szef i skonczy sie czas na tacho

    •  

      pokaż komentarz

      @deyna: Jeśli jest możliwość, to cofasz/ zawracasz, a jak nie możesz zrobić tego bezpiecznie, to dzwonisz po policję, pomogą wyjechać (i najpewniej obędzie się bez mandatu, jeśli nie wjechałeś pod ograniczenia wcześniej).
      Np. w Gdańsku jest miejsce, gdzie najpierw skręcasz i dopiero wtedy dostrzeżesz znak ograniczenia tonażowego, chodzi o dojazd do obwodnicy ulicą Spacerową (a przynajmniej jakiś rok temu tak było, dawno tamtędy nie przejeżdżałem).

    •  

      pokaż komentarz

      @deyna: Najlepiej zawrócić lub wycofać. Żeby zawrócić trzeba dużo miejsca i to takiego porządnego, żeby się nie nie zakopać. Więc możesz wjechać za zakaz licząc, że będzie jakiś plac, albo skrzyżowanie. Jak nie będzie to jesteś w jeszcze większej dupie, bo złamałeś zakaz i dalej trzeba cofać.
      Z cofaniem to też nie taka prosta sprawa. W przepisach jest informacja że powinno się zapewnić pomoc w postaci osoby, która wstrzyma ruch i ułatwi cofanie. Tylko problem jest znaleźć kogoś kto pomoże zepchnąć zepsuty samochód na pobocze a co dopiero kogoś, kto zatrzyma ruch na krajówce, nie da się przejechać i będzie umiał pokierować cofająca ciężarówkę. No i będzie miał czas na takie zabawy. Z policją też nie jest kolorowo, oni są chętni żeby mandat wystawić, a nie pomagać cofać.
      Zazwyczaj, jeśli jedzie się docelowo, to i tak każda wiocha jest obstawiona zakazami, bo im się szyby w oknach trzęsą. Nie ma to nic wspólnego z bezpiecznym przejazdem. W przypadku tego feralnego przejazdu zakaz też nie stał z powodu tego przejazdu. Po fakcie okazało się że jak robili nowy przejazd to go spieprzyli. Ale zakaz stał tam wcześniej i stał później.
      Jest jeszcze opcja zezwoleń. Czyli wjeżdżając pod zakaz łamiesz prawo. Ale jak ci urzędnik da papier, to już jest legalnie. Problem w tym, że transport, nawet dostawa ze sklepu to czas od tego samego dnia, do kilku dni - zależy od pory roku, potrzeb klienta itp. Czas uzyskania zezwolenia w urzędzie to ~tydzień. I to teraz, jak wszyscy leją na to ciepłym moczem. Jakby zaczęli pisać o każdy wjazd, to urzędy by nie wyrabiały się przez miesiąc albo więcej. Zamawiasz materiały na budowę, bo masz ekipę, a zarządca ci mówi że możesz wjechać za tydzień/miesiąc - w konkretnym dniu, w konkretnych godzinach, konkretnym samochodem. A ludzie teraz np. okna, czy materiał na dach potrafią zamawiać z drugiego końca Polski.
      Zresztą spotkałem się z sytuacją, że wjazd do miasta prowadził jedna drogą, co swoją drogą powodowało nadrobienie dodatkowych 20 km. Na miejscu okazało się że na tej drodze jest remont i zakaz ruchu. Objazdy zostały poprowadzone dla pojazdów do 15t. A co z tymi powyżej? Nie wiadomo, teleportacja, albo czekanie pół roku przed znakiem.
      Kolega niżej napisał, że jakby zarządcy mieli obowiązek udostępniania i aktualizowania zakazów na swoich drogach to sprawa by wyglądała zupełnie inaczej. Teraz nawet nawigacja za 2k nie ma precyzyjnych danych.

    •  

      pokaż komentarz

      @Rollem171: W miejscu w Gdańsku o którym mowa już przed wjazdem na ulicę nad którą jest wiadukt są 3 znaki i jakaś niby bramownica na pasie do skrętu. Wcześniej było ograniczenie wysokości ale myśleli, że się zmieszczą i niszczyli trakcję paraliżując komunikację w połowie miasta i wymagającą naprawy za tysiące. Potem wprowadzili całkowity zakaz dla samochodów ciężarowych i to też nie pomogło. Na samej ulicy nie można postawić bramownicy bo jedzie tam tramwaj. Najnowsza koncepcja jest taka, żeby wymienić trakcję na specjalną sztywną która jest bardziej oporna i wyżej. Przewidywany koszt to 1 mln zł. I my musimy na to płacić z podatków, bo jacyś kierowcy twierdzą, że ich znaki nie dotyczą.

    •  

      pokaż komentarz

      @guras: W Niemczech za szybkie dla Polaków bo głównie zachodnia Polska zna język niemiecki po przodkach
      https://www.wprost.pl/513249/polscy-kierowcy-postrachem-europy-w-niemczech-spowodowalismy-ponad-20-tys-szkod.html
      To jest kraj tranzytowy do Francji, Hiszpanii , Włoszech itd. Anglia i Holandia ma inne oznaczenia dróg
      https://www.wprost.pl/zycie/10230084/jakie-kraje-polacy-wybieraja-na-emigracje-gdzie-pracujemy-najczesciej-i-dlaczego.html

      źródło: wprost.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @Miltenf: Wiem, słyszałem o tym i często bywam w Trójmieście. Problem w tym, że jak zauważyłeś - nie do końca wiesz gdzie ta bramownica jest, a przecież sam mieszkasz tam. Większość kierowców ciężarówek jedzie z innego miasta, często nie mieszka w mieście i nie jest przyzwyczajona do gęstego ruchu (wiem, marna wymówka, ale wiele kierowców osobówek boi się wjechać do miasta, więc 18-metrowym zestawem obiektywnie na pewno nie jest to łatwe, przyjemne i musi męczyć i denerwować kierowcę), do tego nie spodziewa się takich ograniczeń w środku miasta jeżeli nawigacja mu nie podpowie, a ma też dużo narzuconych innych ograniczeń, przez które każda strata czasu może spowodować dodatkowy dzień w plecy i koszty. Nie zdziwię się jeżeli nowa trakcja też będzie niszczona, bo prawie na pewno będzie. Nikt nie myślał o np. puszczaniu tam tramwajów z akumulatorami pozwalającymi przejechać odcinek gdzie trakcja jest zrywana i po prostu usunąć tam trakcję? Z tego co wiem większość tramwajów ma drobne akumulatory na krótki czas, a często jeżeli nie ma sygnalizacji i kolizyjnej z innymi pojazdami trasy można rozpędem przejechać kawałek.

      @NieMogeSieZarejestrowac Zgadzam się. Do tego wszystkiego dodałbym to, że w Polsce znaki, ograniczenia, zakazy, spora część infrastruktury nie jest robiona z myślą o bezpieczeństwie użytkowników tej infrastruktury, np. pieszych i kierowców, bo to nie ma żadnego znaczenia dla urzędników, dla nich zaplanowanie tej infrastruktury ma wyłącznie jeden cel - chronić ich urzędnicze dupsko przed konsekwencjami w razie ewentualnego wypadku przed odpowiedzialnością z przepisów, często równie idiotycznych, tworzonych przez polityków chroniących swoje polityczne dupsko przed wściekłymi wyborcami. To moim zdaniem gigantyczny problem w Polsce - plany i zabezpieczenia są dla tych, którzy je planują, a nie dla tych, których mają chronić, przez to nikomu nie zależy na przemyśleniu potrzeby zabezpieczeń i ograniczeń, nie szuka się alternatyw, nie zastanawia nad wybraniem najlepszego sposobu, nie bada skuteczności, sytuacji nienormalnych, odstępujących od normy, i skuteczności zabezpieczeń w takich sytuacjach. I kończy się tak, że na co drugiej uliczce masz ograniczenie DMC pojazdu, wysokości pojazdu, szerokości, prędkości, wyprzedzania, ale wiele z nich jest zupełnie niepotrzebnych przez co kierowcy z przyzwyczajenia ignorują wszystkie - i wtedy te, które miały sens i tak nie mają skuteczności.