•  

    pokaż komentarz

    Niepełnosprawnym weteranom pomagano w najróżniejszy sposób, np. ułatwiano im handel, tworząc odpowiednie wózki będące jednocześnie straganami. Prężnie działał rozwinięty Związek Inwalidów Wojennych, który liczył sobie blisko 100 tysięcy członków w całym kraju. Jego celem było między innymi pośredniczenie w sprawach pracy, pomoc w uzyskiwaniu zasiłków etc. Powstawały spółki i kooperatywy, dzięki którym weterani mogli się utrzymać. Taką organizacją była między innymi Inwalidzka Spółdzielnia Rymarsko-Siodlarska znajdująca się w Warszawie, w której zajmowano się, jak nazwa wskazuje, produkcją siodeł. Każdy z byłych żołnierzy, którzy w wyniku działań wojennych doznali uszczerbku na zdrowiu o wielkości co najmniej 15%, mógł oczekiwać zasiłku. Wysokość renty była zależna od stopnia inwalidztwa, w przypadku całkowitego wynosiła 500 marek polskich (w 1921 roku). Do tego można było liczyć na dodatek od drożyzny oraz pomoc lekarską. Renta przysługiwała nie tylko weteranom, ale też ich dzieciom i wdowom po nich.

    Nie spodziewałem się, że 100 lat temu tak dobrze traktowano weteranów (jak na tamte czasy).
    Ci z drugiej wojny mieli o wiele gorzej ( ͡° ʖ̯ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    GROMowcy szczególna opieką otoczyli Cichociemnych po 89r.. Pełna nazwa to Jednostka Wojskowa GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej.

  •  

    pokaż komentarz

    Pan prof. Wieczorkiewicz natomiast za przyczynę braku reakcji Poloni na werbunek do PSZ w trakcie II wojny na zachodzie uważał to jak II RP zapomniała o kalekach z wojny polsko bolszewickiej z Ameryki , Francji itd. Żadne zapomogi , pomoc itd. Więc jak w trakcie I wojny szły tysiące na wezwanie Hallera , tak w trakcie II to były symboliczne liczby. Może zapomogi dotyczyły tylko obywateli polskich ?

  •  

    pokaż komentarz

    Te wszystkie zapomogi i formy wsparcia dla weteranów miały na celu pokazanie AKTUALNIE wstępującym do wojska, że w razie czego nie zostaną z ręką w nocniku.
    II RP w szczególności u swego zarania w ramach walki o granice potrzebowała wielu żołnierzy.

  •  

    pokaż komentarz

    Zawsze mnie to rozczula w środku, jak pomyślę ze to byli na tamte czasy moi rówieśnicy, którym przyszło brać udział w walkach, do których ich psychika zupełnie nie była przystosowana. Mam na myśli używanie pionierskich jak na tamte czasy maszyn do zabijania. Jaki to musiało robić burdel w głowie młodego chłopaka z polskiej wioski, który przed wojna spokojnie z ojcem sobie uprawiał ziemie, a nagle widzi gaz bojowy, sterowce, CKM-y, gnijące zwłoki na ziemi niczyjej które wyjadają szczury, huk z armat który rozwalał bębenki w uszach. O ile na wcześniejsze wojny umysł ludzki poniekąd był gotowy, bo używali tam technologi która nomen omen w miarę nie wiele się roznila od tej sprzed 100 czy 200 lat, to wielka wojna była czymś zupełnie innym. Okropnie ogląda się filmiki na youtubie z jakichś starych zrodel, np. weteranów osadzonych w psychiatrykach, najbardziej rozwalił mnie widok chłopaka ktory nie reagował na nic, chyba ze ktoś powiedział słowo bomba to leciał odrazu pod lozko i się trzasl.