•  

    pokaż komentarz

    Te kotły wyglądają jak sceny ataku z filmu COŚ

  •  

    pokaż komentarz

    No cóż...
    10 ton wody podgrzanej w kotle do 300'C oraz ciśnienie 16-20 atmosfer (barów albo mega Paskali), czyli ok. 16-20 kg nacisku na każdy centymetr kwadratowy powierzchni kotła (plus dodatkowo masa wody tam gdzie ona dotyka do ścian bojlera (najwięcej jest jej przy dnie). To jest nic innego jak jeżdżąca bomba o długości ok. 6-7 m. Mowa o przeciętnym parowozie normalnotorowym, bo tyle ma długość bojler z gorącą wodą i parą.
    Przykład takiego parowozu, którego setki jeździły po polskich torach na załączonym zdjęciu - Ty2, a faktycznie to niemiecka maszyna BR52, którą PKP przytuliło po zakończeniu II WŚ i wprowadziło do regularnej służby. Ostatni przestał prowadzić pociągi w 1994 r.

    Dla porównania w kole samochodu osobowego ciśnienie powietrza wynosi 2 atmosfery, a w kole ciężarówki ok. 7 atmosfer.

    Stopień sprężania w silniku Diesla to ok. 34 atmosfer, a w benzyniaku ok. 17 atmosfer.
    To teraz pomyślcie, że taki bojler lokomotywy wytrzymuje ciśnienie takie, jak gdyby wytwarzało go jednocześnie dziesiąt tysięcy tłoków z diesla albo dwa razy dziesiąt tysięcy tłoków benzyniaka. A to wszystko się kolebie, a bojler w wyniku nagrzania zwiększa swój wymiar o 1 cm na długości 8 m.
    Trzeba było mieć jaja, że taki parowóz obsługiwać dzień po dniu po 8-12 godzin.

    źródło: i2.wp.com

    •  

      pokaż komentarz

      @kapusta5: trochę Cię poniosło z ciśnieniami w silnikach i przeliczeniu tego na powierzchnię roboczą kotła, ale ok. W każdym razie układ hydrauliczny jazdy wózka widłowego ma 425bar i trzyma go w ryzach jeden przewód hydrauliczny o średnicy zewnętrznej 50mm, więc tak bez emocji bym to brał. 16bar to pierdnięcie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Strzal-z-gaznika: Tak, trochę mnie poniosło. Chodziło o pokazanie efektu skali. A jeśli chodzi o porównanie węża z wózka widłowego z bojlerem lokomotywy to owszem różnica jest ogromna. Przy ciśnieniu 425 bar z takiego węża te 16 bar z lokomotywy to moze wydawac się niczym.
      Tylko że w lokomotywie to jest baniak o średnicy ok. 2 m i długości 6m. To wszystko jest poprzetykane wewnątrz mnóstwem rur i wzmocnień (w częsci kotłowej). A poza tym konstrukcja wciąż się porusza i napręża, bo jeździ po torach i wchodzi w zakręty. Wszystko drga ze względu na poruszające się po bokach masy korbowodowe. W środku chlupie na boki mnóstwo wody. Trudność polega na tym, aby te wszystkie naprężenia na tyle przewidzieć i okiełznać, aby to się nie rozszczelniło i nie pękło podczas jazdy. A do upilnowania jest powierzchnia nieporównywalnie większa niż przy wężu. Przecietna szkolna klasa ma powierzchnię 54 m2. W parowozie sam tylko bojler (walec) to powierzchnia ok. 70-80m2. Dodać do tego trzeba powierchnię ogrzewalną kotła czyli ściany paleniska i rury w kotle, które grzały wodę. Parowóz ze zdjęcia ogrzewał wodę powierzchnią 177 m2. Ile to jest? Tyle co 3 klasy i kilka ławek. A w sumie powierzchnia wewnętrzna kotła liczyła ok. 250 m2 czyli 4,5 szkolnych klas.

      Teraz parowóz jako pojazd trąci myszką. Wydaje się być nieskomplikowaną konstrukcją. Lecz w czasach gdy był projektowany i budowany na swój sposób był cudem techniki inżynieryjnej. Może kotły i bojlery jako takie marnowały mnóstwo energii ze spalania węgla. Greta Thunberg wpadłaby w szał gdyby przeniosła się w czasie o 90 lat. Jednak gdy się spojrzy na to jak bardzo skomplikowane i czasochłonne były w budowie kotły, aby ten wehikuł był wydajny i mógł jeździć non stop przez 30 dni bez wygaszania ognia, to parowóz jako maszyna robi wrażenie.

  •  

    pokaż komentarz

    Tak mi się skojarzyło:

    GIF

    źródło: media.giphy.com (1.2MB)

  •  

    pokaż komentarz

    W ogóle to obczajcie jaką jakość ma część tych zdjęć! Wiadomo, że analog lepszy ale nie spodziewałem się aż takiej różnicy.