•  

    pokaż komentarz

    Nie rozumiem dlaczego wszystkich tak przeraża to, że po śmierci niczego prawdopodobnie nie ma. Czy koniecznie trzeba ludziom nadawać jakieś specjalne miejsce we wszechświecie? Po prostu tak się zdarzyło, iż w niewyobrażalnie ogromnym wszechświecie powstało życie, które kiedyś się pewnie i skończy. Być może istnieje też gdzie indziej. Czy to powód, żeby wymyślać nowe zaświaty, zwłaszcza, że pochodzą one jako pomysł z myśli człowieka pierwotnego i starożytnego? Żyjemy i umrzemy - to jest pewne i tego się będę trzymał.

  •  

    pokaż komentarz

    Miał po prostu za bardzo archetypowe pojęcie Boga. Uzmysławiał sobie go jako jakąś istotę (dziadka z brodą), która kiedyś stworzyła wszechświat. Mając z początku błędne założenia, trudno aby doszedł do właściwych wniosków.
    Myśląc w kategoriach Boga, czy jak kto woli "Absolutu", trzeba raczej spojrzeć na wszechświat, posiadający więcej wymiarów niż te, w których obecnie funkcjonujemy i które jesteśmy w stanie zbadać. Bardzo ciekawie inny wymiar tłumaczył Carl Sagan (film poniżej).
    Można wysnuć hipotezę, że każda istota w zaprogramowanym wszechświecie, funkcjonującym wg pewnych praw zwanych prawami fizyki, rodzi się i rozwija swoją świadomość. Gdy byt materialny się kończy, świadomość wraca do innego wymiaru i łączy się z innymi świadomościami, które tworzą kolektyw nazywany przez nas "Bogiem". Czyli taka kolektywna superświadomość, która funkcjonuje poza czasem i przestrzenią oraz która "generuje" to co nazywamy wszechświatem, właśnie po to, by przez nas go doświadczać.
    Reasumując, każdy z nas jest w pewnym sensie Bogiem, tudzież jego mikroskopijną częścią i każdy po etapie życia na ziemi wraca do punktu wyjścia łącząc się z pozostałymi z nas.
    Można zastosować alegorię do pszczół i roju. To rój w zasadzie jest kolektywnym organizmem, chociaż każda z pszczół funkcjonuje samodzielnie.

    pokaż spoiler Zatem jeśli jest lub było Ci kiedyś źle i zadajesz sobie pytanie "Gdzie jest Bóg", to wg tej hipotezy Ty jesteś Bogiem. A cały ból i radość jest też doświadczeniem Boga.

    źródło: youtube.com

  •  

    pokaż komentarz

    Stephen Hawking wielokrotnie zapewniał również, że życie po śmierci to kłamstwo. Stwierdził nawet, że mózg to komputer, który przestaje działać, gdy wysiadają jego komponenty, a przecież „nie ma nieba dla zepsutych komputerów”. Marzenia o życiu pozagrobowym nazwał „iluzjami dla ludzi, którzy boją się śmierci”.

    No a co z duszą zamieszkującą ciało? Przecież to nie fizyczny mózg idzie na drugą stronę, tylko właśnie dusze z zebranymi za życia doświadczeniami, urazami itp.

  •  

    pokaż komentarz

    Pomijając kwestę Boga, czy bytu stwórczego, to ja się uginam przed pytaniem: "Jak to wszystko się zaczęło?" - nawet "jak się "zaczął"" ten ewentualny Bóg, bez względu na to czy to "facet z bródką", czy nie do objęcia umysłem "jakiś stwórca wszystkiego" co był/nie był przed wielkim wybuchem.

  •  

    pokaż komentarz

    Czego się najbardziej boimy?
    - Nieznanego

    Jak najłatwiej kontrolować ludzi?
    - Strachem

    Gdy połączymy te dwie rzeczy które przez wieki wychodziły badaczom, to otrzymamy podwaliny każdej religii :

    "Postępuj dobrze albo się bój Boga bo po śmierci zobaczysz co ci zrobi"

    Wymyslono moralność a moralność ludzi to bierne podporzadkowanie się przyjętym normom społecznym. Normom które świadczą o naszej przynależności do danej religii. Człowiek pozbawiony wiary i naukowiec to najgroźniejszy ze ssaków. Nie ma nikogo bardziej szalonego niż ta dwójka. Co prawda może się okazać że to połączenie da nam albo Einsteina albo doktora Mengele. Obaj Niemcy ale różne zainteresowania jak doskonale wiemy.
    Stivo napisał takie coś - ojej.

    Tutaj jestem szalencem a w życiu kimś innym, peace ( ͡° ͜ʖ ͡°)