•  

    pokaż komentarz

    Ludzie sami coraz rzadziej są skłonni iść z objawami koronawirusa do lekarza a jak już pójdą, to lekarz bardzo często nie kieruje na test (chyba, że kierowanie na test lub nie, jest odgórne).

  •  

    pokaż komentarz

    Ten artykuł to kompletna bzdura wynikająca po prostu z niechęci do rządu, ale jednocześnie oparta na faktach :) nic tak dobrze nie działa jak podciąganie pod teorię faktów i naginanie ich tak, by teorię udowodnić.

    Po pierwsze: testy nie są zlecane przez rząd, co sugerują baranie głowy, tylko lekarze, do których zgłaszają się pacjenci z objawami.

    Po drugie: jeśli lekarze rodzinni zlecają mniej testów to mniej testów jest raportowanych, a zatem epidemia spada

    Stąd wniosek, że bzdurą jest jakoby rząd BEZPOŚREDNIO manipulował ilością testów lub wręcz fałszował dane :)

    Czy to oznacza, że rząd nie ingeruje w stan epidemii? Niestety nie. Sęk w tym, że robi to w zupełnie inny sposób.

    Po pierwsze: wprowadzenie automatycznej kwarantanny spowodowało, że kiedy ktoś idzie do lekarza i ma zlecenie na test, automatycznie wpada w kwarantannę, ale w czas jego kwarantanny nie wliczają się dni od izolacji do uzyskania pozytywnego wyniku, potem gdy uzyskuje wynik pozytywny rozpoczyna się liczenie czasu do kwarantanny, a po jej upłynięciu JEGO RODZINA (mieszkająca razem z nim) jeszcze musi pozostać w domu przez tydzień. De facto sprawia to wyjęcie z życia praktycznie całej rodziny na okres bliski miesiąca.

    W rezultacie automatyczna kwarantanna powoduje, że ludzie W OGÓLE nie chodzą do lekarza, dopóki nie muszą iść do szpitala

    Po drugie: Czas trwania kwarantanny jest tak wielki, że pracodawcy nie zlecają masowych badań w zakładach pracy bojac się utraty stabilizacji produkcji

    De facto rząd NIE STERUJE ilością testów w sposób bezpośredni. On steruje nią poprzez wykorzystywanie prostych psychologicznych mechanizmów. Ludzie boją się kwarantanny, bo boją się utraty pracy, boją się utraty stabilizacji finansowej. W rezultacie do lekarzy zgłąszają się tylko Ci, którzy chcą ze tak to ujmę żyć zgodnie z tym jak to "być powinno" w ich mniemaniu oraz ci którzy po prostu bardzo źle się czują.

    Sumarycznie jednak ilośc ogólnych przypadków zasadzie cały czas mamy taką samą. Dlaczego tak twierdzę?

    Bo od trzech tygodni ilość osób HOSPITALIZOWANYCH z powodu COVID jest praktycznie niezmienna. Cały czas utrzymuje się na poziomie około 21-23 tys. To oznacza, że codziennie zdrowieje oraz zachorowuje mniej więcej stała liczba ludzi. Gdybyśmy mieli jakies spektakularne REALNE spadki zachorowań to i ilośc hospitalizacji mocno by malała, bo system ochrony zdrowia nie byłby zasilany nowymi przypadkami i każdy ozdrowieniec powodowałby zmniejszanie ilośći osób hospitalizowanych. I TO JEST realny dowód na NIEBEZPOŚREDNIE manipulacje rządu.

    Jeśli chcecie odkrywać przekręty rządu róbcie to z głową, bo jeśli pojawiają się w sieci takie artykuły jak ten, świadczą jedynie o kompletnej bezmyślności piszącego.

    Tłumem nie steruje się bezpośrednio tylko pośrednio, bo pośredniego sterowania NIE DA SIĘ tak prosto wykryć. Nie trzeba fałszować statystyk wystarczy zniechęcić ludzi do poddawania się testom.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: Nie chce mi się teraz sprawdzać, ale zdaje się że w hospitalizacjach jednak jest lekko spadkowy trend. A pamiętajmy, że hospitalizacje mogą być z opóźnieniem względem wykrytych przypadków. Czyli obecne spadki zakażeń będą widoczne w hospitalizacjach za jakiś czas. Ale tak czy inaczej, delikatny trend spadkowy jest jednak faktem. Co oczywiście nie oznacza, że sytuacja jest opanowana.

    •  

      pokaż komentarz

      Po pierwsze: testy nie są zlecane przez rząd, co sugerują baranie głowy, tylko lekarze, do których zgłaszają się pacjenci z objawami.

      @deathcoder: System zlecania testów ustala rząd - jeżeli rząd chce mniej testów, to każe POZom testować; jeżeli chce ich więcej, to udostępnia testy np. podejrzewającym u siebie koronawirusa - nawet bez wizyty u lekarza.

      Po drugie: jeśli lekarze rodzinni zlecają mniej testów to mniej testów jest raportowanych, a zatem epidemia spada

      Zlecenia lekarskie nie przekładają się bezpośrednio na ilość testów - dobrym przykładem są dni, kiedy zlecenia POZowskie przekraczały dzienną liczbę testów. To, ile tych zleceń zostanie faktycznie wykonanych, zależy od samych zainteresowanych i laboratoriów. Ponadto działą mechanizm, o którym wspomniałeś - rząd ustala długą kwarantannę; ludzie rezygnują z badań; liczba badań spada.

      Rząd steruje bezpośrednio wynikami testów poprzez stosowanie polityki testów, która minimalizuje grupę do testowania i maksymalizuje szanse, że ta się na testach nie pojawi.

    •  

      pokaż komentarz

      @jamtojest: https://koronawirusunas.pl/u/polska-szpital

      Spadek jest symboliczny. Zupełnie niewspółmierny do szokowych spadków ogólnej ilości przypadków i to jest podstawa do jakichkolwiek analiz. Dlaczego? Bo wirus nie zmutował tak by nagle dziś do szpitali trafiało np. nie 5-10% chorych (ogólnie) tylko 20%. Chodzi o to, że jeśli mamy spadek do poziomu 6 tys. przypadków dziennie, a liczba przyjęć do szpitali prawie w ogóle nie zmalała, to coś tu jest nie tak.

      @InsanelyIncredibly: Bzdury opowiadasz, bo ta grupa testowa od tygodni się nie zmieniała i to NIE JEST powodem spadków. MYŚL zanim coś napiszesz. Owszem to znacząco ograniczyło liczbę testów ale nie dzisiaj, ani nawet nie tydzień temu.

    •  

      pokaż komentarz

      Po pierwsze: wprowadzenie automatycznej kwarantanny spowodowało, że kiedy ktoś idzie do lekarza i ma zlecenie na test, automatycznie wpada w kwarantannę, ale w czas jego kwarantanny nie wliczają się dni od izolacji do uzyskania pozytywnego wyniku, potem gdy uzyskuje wynik pozytywny rozpoczyna się liczenie czasu do kwarantanny, a po jej upłynięciu JEGO RODZINA (mieszkająca razem z nim) jeszcze musi pozostać w domu przez tydzień. De facto sprawia to wyjęcie z życia praktycznie całej rodziny na okres bliski miesiąca.

      @deathcoder: Ale szczerze jak sobie wyobrażasz by było inaczej? Jest to dość logiczny system i nawet nie jest bardzo restrykcyjny. Oczywiste jest, że jak ktoś mieszka z osobą z potwierdzonym wynikiem, czyli chorą, to się od niej zarazi. Izolacja trwa 10-12 dni, z czego 3 bez objawów. Czyli chorowanie trwa 7-9 dni. Możesz zarazić się ostatniego dnia od domownika, więc jeszcze musisz odczekać te 7 dni byś przechorował bezobjawowo i nie zarażał kolejnych osób.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: W tej chwili wśród osób zgłaszających się do szpitali jest więcej w stanie ciężkim niż jeszcze z 2 miesiące temu. Dlatego np w oddziale jednoimiennym w mojej okolicy łóżek zajętych mają mniej niż jeszcze niedawno (2 tygodnie temu było 100%) ale zgonów jest ogólnie więcej. To oczywiście pokłosie działań rządu.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: Ja dodam od siebie, że niebezpośrednio można także oszacować liczbę chorych na podstawie ilości zmarłych z powodu COVID.

      Na zachodzie śmiertelność waha się od 1 do 2,5 % (wśród zdiagnozowanych) Jeśli mamy codziennie ok 600 osób zmarłych to statystycznie na zachodzie w tym czasie zdiagnozowaliby pomiędzy 20 000 a 50 000 nosicieli wirusa.
      Zgony są przesunięte w czasie ok 1 miesiąca więc z oceną obecnej sytuacji musimy poczekać.

      Jeśli to się w ogóle sprawdza to na dzień dzisiejszy ilość zgonów koreluje z dolną granicą ilości nowych przypadków 2 tygodnie temu.

    •  

      pokaż komentarz

      @mailtalk: Tak obserwuję to i to się zgadza, problem w tym że hospitalizacje nie spadają niestety... możliwość jest jeszcze jedna.. znam przypadki gdzie jako covid instalowano w szpitalach ludzi chorych na coś innego - bez tego nie zostaliby przyjęci.

    •  

      pokaż komentarz

      tym że hospitalizacje nie spadają niestety.

      @deathcoder: Ale one też są przesunięte w czasie o tydzień, dwa więc jeśli w ogóle ma miejsce jakikolwiek spadek zachorowań do jeszcze trochę trzeba poczekać.
      W poprzednim poście źle napisałem - zgony są przesunięte o jakiś miesiąc a nie 2 tyg. Tak czy siak zarówno miesiąc jak i dwa tygodnie temu ilość nowych przypadków była podobna - 20 tys w górę.

      I dlaczego niestety? Im wcześniej to przechorujemy tym lepiej. Nie ma szans, moim zdaniem, na zatrzymanie tego a te kwarantanny, lockdowny i inne wuje muje nas zrujnują. Ja wiem, że tutaj kosztem jest ludzkie życie ale nie jestem przekonany czy można rujnować całe państwo bo COVID.

      Tak przy okazji - masz gdzieś jakieś sensowne szacunki co do ilości nosicieli niezdiagnozowanych? Szukałem dość długo i widełki są strasznie niedokładne: od 3 do 20 razy (to z CDC chyba było). Jakiś doktorek wypowiadał się, że dla Polski jest to 5x ale nie wiem skąd miał takie dane. We Włoszech jak zrobili badania przesiewowe to wyszło im 6x

    •  

      pokaż komentarz

      @mailtalk: Pitolisz takie bzdury, że aż boli patrzeć. Śmiertelnosć w Polsce skoczyła o 100% a to oznacza, że kilkanaście tysięcy ludzi JUŻ umarło pośrednio w wyniku zachęcania do przechorowania covida co doprowadizło do zatorów w służbie zdrowia. To że Ty widzisz w statystykach 600 zgonów NIE OZNACZA, że są to wszyscy którzy zmarli.

      Próbowałeś może policzyć jaki będzie sumaryczny koszt społeczny dramatu który się dzieje? Popatrz. Wykrywalność raka piersi spadła o PONAD 90%, a jego wczesne wykrycie daje szanse na całkowite wyleczenie. Potem jest za późno. Jak myślisz jaki będzie społeczny koszt tego, że 90% badań w ogóle nie zostało wykonanych? To samo dotyczy innych chorób.

      To coś czego ludzie, którzy mówią, że stabilność gospodarki jest wazna w ogóle nie biorą pod uwagę. Ogólnej liczby problemów, które się pojawią jest więcej. Nie bierzecie również pod uwage tego, że kryzys z jakim mamy do czynienia nie jesst podobny do kryzysów, które miały miejsce kiedyś. Np. w wyniku upadku banków. Kiedy upada bank kryzys się rozpoczyna i jest NIEZALEŻNy od jakichkolwiek Twoich działań. Nie wiesz ile potrwa i w jakim stopniu będzie problematyczny. Tymczasem aktualny kryzys tylko WYGLĄDA na poważnyw liczbach kiedy mówi sie os padku PKB o 7% - to robi wrażenie jako liczba. Naotmiast w praktyce wygląda to tak. Wiosną się zamknmęliśmy i wszyscy marudzli że ola boga świat się wali. Potem przyszły wakacje i jak żyw reozmawiałem ze znajomymi prowadzącymi pensjonat. Przez cały sierpień zarobili więcej niż nie raz przez całe lato. Dlaczego? Bo ludzie masowo ruszyli na wakacje "nadrobić zaległości". Podobnie jest z innymi sprawami. Jak ktoś potrzebował butów to nie zrezygnował z ich zakupuy tylko albo kupił je prze internet albo odłożył w czasie, ale prędzej czy później je kupi.

      Aktualny kryzys jest kryzysem który działa dosłownie jak on off. Kiedy sie otwieramy ludzie natychmiast wracają do normalnego funkcjonowania - zobac zco działo się w weekend na stokach narciarskich.

      Szacunkowa ilość przypadków jest dość prosta do obliczenia. Pamiętasz jak na początku pandemii górnicy choirowali? Masowo ich diagnozowano i wiesz co się okazało? To bardzo wymierny przykład bo badano ich hurtem i z danych wyszło że realna śmiertelność to około 0,35 do 0,75 punktu procentowego.

      Jeśli zatem w danym dniu masz 600 zgonów i one stanowią od 0,35 do 0,75 to pochodzą one z puli około 80000 do 171 428 przypadków. W szycie notowaliśmy zdiagnozowanych około 28 tys. przypadków, a zatem realnych przypadków było od 3 do 6 razy więcej. I to de facto są obliczenia na bazie badań przesiewowych górników - analogia do Włoch.

    •  

      pokaż komentarz

      @deathcoder: Już weź się tak nie unoś bo ja wcale nie chcę żeby tak było tylko niestety tak będzie. Nie ma już najmniejszych szans zatrzymanie tego a spowolnienie niewiele zmieni.

      Ja wiem, że to pociągnie za sobą gigantyczną ilość trupów niezwiązanych z COVID. Tak jak wspomniałeś - wykrywalność nowotworów spadła drastycznie. Ale moim zdaniem to czy mamy 5 czy 50 tys przypadków dziennie nic albo niewiele zmieni. Strach przed COVIDem jest tak duży, że a)SZ i tak będzie zapchana* b)ludzie i tak nie będą się badali, czekając na ustąpienie pandemii.

      *Może nie tyle zapchana co niedostępna. Ale to, że SZ niedomaga, można powiedzieć, niezależne od COVID ale od rządzących.

    •  

      pokaż komentarz

      działa dosłownie jak on off.

      @deathcoder: Też tak na początku myślałem, ale jednak obawiam się, że przedłużające się lockdowny spowodują jednak większe szkody. Największa to utrata wartości pieniądza. Przecież oni na te tarcze itd muszą dodrukowywać kasę oraz zapożyczać. Jak to potrwa ze dwa lata to będzie pauperyzacja społeczeństwa pełną gębą.

      To jest tragedia, upadek klasy średniej, upadek małego biznesu i rządy korpo oraz urzędników.

    •  

      pokaż komentarz

      @mailtalk: A tak jeszcze Ci podrzucę, chociaż pewnie znasz:

      https://covid-19.icm.edu.pl/biezace-prognozy/
      https://covid19.mimuw.edu.pl/

      Dwa różne ośrodki i dwie różne prognozy

  •  

    pokaż komentarz

    Nie. To nie rząd ogranicza celowo ilość testów, a zwyczajnie stworzyli zły system testowania, zależny tylko od tego ilu ludzi wyślą lekarze rodzinni z przychodni na testy.
    A lekarze faktycznie mniej kierują teraz ludzi, bo ludzie gdy są przeziębieni to w znacznej części się boją zgłosić do lekarzy, bo myślą, że to może zwyczajne przeziębienie, a nie mają ochoty być "wymazywani" i mieć nakładanej z automatu izolacji, oraz w perspektywie nie chcą mieć policyjnych kontroli w miejscu zamieszkania. Poza tym skoro nie ma na to lekarstwa to na co im lekarz? Jeśli nie muszą mieć L4 to olewają taki system, no niestety. Ktoś nie pomyślał jak to lepiej zorganizować, jak zmotywować ludzi do testowania się!
    ¯\_(ツ)_/¯

  •  

    pokaż komentarz

    Ludzie nie zgłaszają się na testy, bo mają już dość tego cyrku obostrzeń dawanych na ślepo. PiS nie ogarnia tego co robi i ludzie nie chcą być wtłaczani w tę machinę.