•  

    pokaż komentarz

    Kiedyś mieliśmy taką sytuację : wezwanie do Pani, która zatrzymała się w kościele. Przyjeżdżamy, jacyś ludzie prowadzą już RKO więc przejmujemy, tlen AED i te sprawy. Babka leży w wejściu do kościoła (nie wiem jak to się fachowo po chrześcijańsku nazywa - wchodzisz do kościoła i masz taki jakby przedsionek) a w środku jakby nigdy nic trwa msza. Wierni śpiewają, my pompujemy. Ksiądz wyśpiewuje ostatnie solo, otwierają się wielkie, szklane drzwi i prosto na nas i na tą babkę wysypuje się stado dzieciaków. Takich od kilku do kilkunastu lat.
    Były akurat rekolekcje.