Sto tysięcy zdalnych testerów samochodów

Sto tysięcy zdalnych testerów samochodów

Dziś nie powiem o niczym nowym, czyli o zdalnych testerach, czy po prostu - ekspertach na odległość ;) . Dotknęło mnie to samego ostatnio i to w zaskakujący sposób.

  •  

    pokaż komentarz

    Dawno nie czytałem żadnego tekstu tak bardzo o niczym. Ale przynajmniej było samozaoranie na koniec: "Bełkotów nikt czytać, czy słuchać nie chce, ale nie o stronę techniczną nam tu chodzi.".

    Czy dobrze rozumiem, że clou tego jest takie, że każdy jest indywidualną jednostką i ma prawo do własnej opinii która jest równie wartościowa, co opinia każdego innego? Przez ludzi tak myślących powstają pełne nadęcia listy do redakcji o treści: "ten test to gówno, redaktorzyna nie zna się na motoryzacji, byłem w salonie i przesiadłem się ze swojego tico. Kompletnie nie zgadzam się ze wszystkimi opiniami – ergonomia, system multimedialny, prowadzenie, wybieranie nierówności jest świetne, miliard razy lepsze od tico, to szczyt technologii! Niemiecki budżet i niemiecka propaganda!" Kij z tym, że gość w swoim życiu jeździł kilkoma tysiącami samochodów, a jeśli ma odpowiednio długi staż, to nawet kilkunastoma tysiącami, ja wiem lepiej, bo jeździłem raptem dwoma, może pięcioma. A może czterdziestoma, bo panek wjechał i traficar.

    Druga oczywistość jest taka, że hajsy są inne, ale rynek nowych samochodów w PL nie umywa się do DE lub GB. A GB ma przewagę, bo każdy materiał w ich rodzimym języku idzie w świat. Zagładą internetu jest to, że dzięki wydawaniu opinii, nawet skrajnie debilnych, dotrzemy do osób podobnie debilnie myślących i się utwierdzimy, że tylko my mamy racje. Nie dziw się PR-owcom, że zbywają małe portale, to dla nich takie utrapienie jak telemarketerzy dla użytkowników telefonów.

    Prawdą objawioną jest, że każdy z nas to faktycznie indywidualna jednostką, faktycznie ma prawo do własnej opinii, ale implikuje to przede wszystkim tyle, że ma własne potrzeby. Rolą dziennikarza jest opisanie rzetelnie wszystkich aspektów pojazdu, o ile to nie Toyota, wtedy można być mniej rzetelnym, bo polityka tej firmy w PL, przynajmniej do niedawna, była niezwykle agresywna, no i co tu dużo mówić, niejedna transakcja poszła pod stołem :D A własne potrzeby oznaczają, że może jednostce spodobać się najbardziej gówniany samochód w klasie, a koniec końców taki wybór zostanie zracjonalizowany przez ofertę konkretnego dealera.

    Współczesne samochody już w takim dużym stopniu korzystają z podobnych komponentów i rozwiązań, że różnice między nimi są coraz mniejsze. Jest też mniej gównianych wozów, choć duże wpadki się wciąż zdarzają. Już nie pamiętam, ale jakiś mniejszy, aktualny crossover BMW był mega nieudany, pomimo świetnej serii 5, wprowadzonej na rynek. Mirage, Outlander to były kupy, Aygo tak samo, przedliftowy Captur, parę furek od Renault też by się trafiło. Były też auta, które nigdy żadnego testu nie wygrały, ale zachwycały. Na przykład Citroen C5. Bezkompromisowo komfortowy samochód, ogromne siedzenia, choć kapciowaty z charakteru, to neutralnie się prowadził. Wszystko robił co najmniej poprawnie i miał ten charakterek typowy dla tej marki, z lekka ekstrawaganckie autko.

    Jak wsiądzie osoba, która jeździła maksymalnie 150-konnymi wozami, do najmocniejszego wydania Supry, to raczej jej opinia nie będzie zbyt miarodajna, bo powie np., że przyspiesza jak złe i mógłby tylko startować od 0 do 100 km/h i nigdy by mu się to nie znudziło. A dla wyjadacza, który miał styczność z wieloma supersamochodami, jazda wozem jeszcze szybszym, przyspieszającym w mniej niż 4 sekundy do setki, będzie taka "meh, idzie ok". I będzie do bólu szczera. Im więcej punktów referencyjnych, im więcej doświadczenia, tym lepsza możliwość uplasowania danego produktu na tle całej gamy dostępnej na rynku.

    •  

      pokaż komentarz

      @mariusz-migdalek: W sumie powtórzyłeś to, co napisałem w tekście, który jest o niczym, także nie do końca rozumiem o co chodzi ;) . Niemniej dziękuję za opinię, pointy nie złapałeś do końca i o dziwo do niej doszedłeś, czyli nieco auto-negacji.

      PS. Podobno stara prawda djów radiowych głosi, że nie ma piosenki, której nie da się wypromować na hit, zależy tylko jak często lata.