33 lata temu, dokładnie 2 maja 1988 r., odbyła się premiera filmu "Kingsajz".

33 lata temu, dokładnie 2 maja 1988 r., odbyła się premiera filmu "Kingsajz".

@Oline kultura.onet.pl #kultura #prl #rozrywka #film #kino #gimbynieznajo

Wielkim wyzwaniem było naturalnie stworzenie odpowiedniej scenografii – ekipa, pozbawiona dostępu do drogich nowinek technicznych, musiała postawić na "metody chałupnicze" i "makrorekwizyty", które zostały wykonane w skali 20:1, w tym niemal dwumetrową szklankę, wielkie telefony, sedes czy zapałki.

  •  

    pokaż komentarz

    Kingsajz to na serio arcydzieło jakich mało - genialna historia i dialogi, genialne scenografie i genialne aktorstwo. Chyba każda scena jest kultowa (ʘ‿ʘ)

  •  

    pokaż komentarz

    Za to teraz mamy "Kac-Wawa" czy innych "wkręconych"

  •  

    pokaż komentarz

    Czy ktoś z was jest na tyle stary aby powiedzieć mi jak wyglądała końcówka lat 80 tych ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: mega biednie, trzeba było zaplanować zakup butów bo to był duuży wydatek

    •  

      pokaż komentarz

      mega biednie, trzeba było zaplanować zakup butów bo to był duuży wydatek

      @blazek: A czy Polska partia pracy nie zapewniała wszystkim dobrobytu ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: na ten temat to całe książki można pisać. W kinach królowały powtórki filmów jak "Terminator" którego wyświetlano jako "Elektronicznego mordercę", robił ten obraz piorunujące wrażenie, nieporównywalne z niczym co produkuje się teraz. W pamięci (przynajmniej mojej) zostawał miesiącami. Do tego "Robocop", którego w kinie widziało się z pięć razy. Była potężna tęsknota za "posiadaniem komputera", mało kto to miał, a w porównaniu z dzisiejszymi maszynami to były rozbudowane kalkulatory. Inflacja już się wtedy rozpędzała na dobre więc ceny rosły rokrocznie w naprawdę zauważalnym tempie. Ogólnie świat był w kolorze, nie czarno-biały, ale jakiś taki szary. "Moda" bywała dziwna jak np. jeans dekatyzowany. Koleżka miał rodzinę w Londynie, był tam kilka razy, jego opowieści brzmiały jak science-fiction dla kogoś z komuchowej prowincji. Znajomość angielskiego w kręgach w których się obracałem była żadna. Królował rosyjski/francuski/niemiecki. Brak telefonu, brak łazienki, brak sensownego ogrzewania, brak żarcia. Internet to nie istniał nawet w futurystycznych projekcjach. Żyć się dało ale co to było za życie. Jak ktoś był ciekawy świata to biblioteki ratowały trochę sytuację. Dostęp do odmiennych od oficjalnych informacji był trudny. Było na szczęście "Radio Wolna Europa" prezentujące własną wizję świata. Z Kanady kilka razy dostaliśmy paczki (jakieś pociotki tam były), było to tak kolorowe i niezwykłe jak jakieś gadżety cywilizacji z wyższych szczebli skali Kardaszewa. Bardzo niski był ten standard życia. Nie każdy się zapisał do Partii i życie takich ludzi było niezwykle monotonne, nawet te prl-owskie baśniowe "wczasy dla każdego" nie były dostępne. Nigdy więcej tego bagna.

    •  

      pokaż komentarz

      @blazek: z cen późnego prl-u to pamiętam takie zdarzenie: kilka lat starszy ode mnie brat kolegi wziął pierwszą wypłatę po pójściu do pracy (miał wtedy 17 lat) i pojechaliśmy z nim (ja, kolega i ten brat) do sąsiedniego miasta na zakupy. Kupił ten młodzieniec parę butów, koszulę/spodnie i było po pensji. Koszula, spodnie i buty w takim dzisiejszym standardzie bazarowym, gdy kosztują współcześnie buty stówkę, koszula i spodnie po 50 zł. Jaką miał ten "brat" pracę to nie pamiętam, ale górnikiem na pewno nie był. Myślę, że to była robota za ówczesną minimalną.

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: W połowie lat osiemdziesiątych z kolegami z klasy urządzaliśmy wycieczki do Pewexu. Stał tam model karetki, z noszami, otwieranymi wszystkimi drzwiami. Skala chyba 1:32. Jaka piękna, śliczna. Ale poza zasięgiem finansowym naszych rodziców. Kosztowała 4 dolary...

    •  

      pokaż komentarz

      wziął pierwszą wypłatę po pójściu do pracy

      @triple_trouble: Ja w 89 roku, wziąłem wypłatę za pół miesiąca i było mnie stać na spodnie jeansy na bazarze i było po wypłacie.

    •  

      pokaż komentarz

      Radio Wolna Europa" prezentujące własną wizję świata

      @triple_trouble: Czy radio wolna Europa była Amerykańską tubą propagandową czy rzetelnym i bez stronniczym źródłem informacji ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: jak dla mnie sama końcówka lat 80. wyglądała zdecydowanie lepiej niź lata 1983-1987. Znosili wreszcie kartki na benzynę i cukier. W 1988 r. wystawiali paszporty na wszystkie kraje świata, które prawie każdy mógł dostać, bo wcześniej były z tym wielkie problemy. Dużo ludzi wyjeżdżało za granicę więc przywozili towary nie dostępne do tej pory u nas. Łatwiej było otworzyć i prowadzić własną działalność. Można też już było wymieniać i posiadać walutę obcą.
      Gorzej wspominam początek lat 90. gdzie był straszny chaos i wszelkie przepisy co chwilę się zmieniały plus ogromna inflacja.

    •  

      pokaż komentarz

      @pret2: a ja pamiętam jak kupowałem kasety magentofonowe i płaciłem w dolkach to resztę wydawli mi w bonach :)

      źródło: Bon-dolarowy-PKO-o-nominale-5-USD-300x149.jpg

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: kolejki o 5 rano przed masarnią co by kawałek mięsa kupić na kartki. Kolejka na 50 samochodów na cpn żeby 20 parę litrów benzyny na stacji kupić, tez na kartki.
      Jako że miałem rodzinę na zachodzie to co pół roku przyjezdzali z "darami" czyli ze zwykłymi zakupami z Aldi. Przywozili banany, pomarańcze, kiwi. Jakies nutelle, czekolady i trochę ciuchów markowych. Jaka byla beka jak do szkoły przynioslem kiwi to wszyscy mysleli ze jem zielone ziemniaki na surowo( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Ciocia gdy przyjeżdżała z Kanady przywoziła kilogramy kolorowych, plastikowych toreb reklamowych (zwykłe reklamówki po zakupach). Szalałem za nimi i szpanowałem w szkole. Takich rzeczy nie miał nikt w gminie.
      A za 6 dolarów kupiłem całe wyposażenie ciemni.

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: końcówka lat osiemdziesiątych to już własny paszport; pamiętam, że któregoś poniedziałku w klasie nie stawiło się 2/3 uczniów, wszyscy wyjechali do berlina zachodniego szukać lepszego życia, wróciło tylko kilka osób

    •  

      pokaż komentarz

      końcówka lat osiemdziesiątych to już własny paszport; pamiętam, że któregoś poniedziałku w klasie nie stawiło się 2/3 uczniów, wszyscy wyjechali do berlina zachodniego szukać lepszego życia, wróciło tylko kilka osób

      @Chlopiec_z_drewna: To Niemcy z zachodu przyjmowali wszystkich Polaków jak leci ?

    •  

      pokaż komentarz

      kolejki o 5 rano przed masarnią co by kawałek mięsa kupić na kartki. Kolejka na 50 samochodów na cpn żeby 20 parę litrów benzyny na stacji kupić, tez na kartki.
      Jako że miałem rodzinę na zachodzie to co pół roku przyjezdzali z "darami" czyli ze zwykłymi zakupami z Aldi. Przywozili banany, pomarańcze, kiwi. Jakies nutelle, czekolady i trochę ciuchów markowych. Jaka byla beka jak do szkoły przynioslem kiwi to wszyscy mysleli ze jem zielone ziemniaki na surowo( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)


      @cation: Mi się socjalizm kojarzy z dobrobytem i sprawiedliwością społeczną.

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: tak, z berlina zachodniego kierowali do obozów dla przesiedleńców w różnych częściach niemiec zachodnich, póxniej szkoła/przyuczenie do zawodu, jakaś praca; nie było z tym żadnego problemu

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Ja mam kilka przebłysków, np. tate dostał cynk, że do naszego zadupia przywieźli cukier - żeby takie rzeczy wiedzieć, to trzeba było chodzić tu i tam, a on naprawiał elektryczne rzeczy, to ciągle gdzieś się szwendał. No i zabrał mnie gówniaka, żeby więcej tego cukru kupić - już chyba kartek nie było. Stanęliśmy w kolejce. Kupiliśmy jakąśtam normę, bodaj 2-3kg... patrzymy, wszyscy co kupili idą na koniec kolejki. No to też idziemy. No i tak kupiliśmy kilkanaście kilo, leżało to potem w szawce i starczyło na ZAŚ! :D

    •  

      pokaż komentarz

      @triple_trouble: W kilku punktach pamiętam inaczej - a mieszkałem na prowincji. Bloki, lata 80-te... oczywiście, każde mieszkanie miało łazienkę, ogrzewanie też gites - z kotłowni osiedlowej... kto miał znajomości z hydraulikiem to 2 żeberka dodatkowo tutaj, 2 dodatkowo tam... kilka lat się przydały i było cieplej, a potem mierniki dorzucono ile kto tego ciepła zużywa faktycznie. No i na wczasy zawsze jeździłem, co drugi rok kolonie (Warszawa, Gdańsk, Wrocław), a co drugi wczasy z rodzicami (Mazury, Bałtyk)... do tego rodzice jakieś dziwne znajomości zawierali i utrzymywali listowny kontakt, to i na Gubałówce z widokiem na Giewont dwa tygodnie w chatce góralskiej spędziliśmy...

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Jednym zdaniem: "pamiętam zapach w Pewexie".

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Jakoś chyba właśnie pod koniec lat 80-tych otworzono w Łodzi dom handlowy Juventus. A w nim sklepy z towarami, które do tej pory można było kupić jedynie po "zachodnich" ( czyli nieosiągalnych ) cenach w Pewexie - spodnie jeansowe na przykład. Pamiętam, że poszliśmy z ojcem na otwarcie i kupiliśmy m.in. fantastyczną rzecz, widzianą wtedy tylko w filmach w kinie - szampon o zapachu "zielone jabłuszko". Masz pojęcie ? SZAMPON ZAPACHOWY !

      Nie - nie byliśmy patologiczną rodziną o zerowych dochodach. Przeciwnie , ojciec pracował w fabryce ale zarabiał bardzo dobrze, na tyle, że matka pracować nie musiała. Tylko po prostu w sklepach nic sensownego nie było.

      Żeby było zabawnie - pod koniec tego okresu zasadą było, że towar kupiony w sklepie można było od ręki sprzedać znacznie drożej - bo po prostu wszystkiego brakowało. A żeby coś kupić trzeba było stać nocami pod sklepem czekając aż "rzucą" towar.

      Jednym słowem - jeśli ktoś ci powie, że socjalizm jest OK - wal od razu w ryj i nie pytaj. I nie - socjalizm nigdy się nie "uda" - bo jest sprzeczny z podstawowymi naturalnymi zasadami społecznymi. Nawet prymitywne plemiona nad Amazonką szanują własność prywatną i pracę.

    •  

      pokaż komentarz

      @lovelypl: kawa i czekolada, też pamiętam :)

    •  

      pokaż komentarz

      @abhagebhar: Ja miałem babcię w Łodzi, pamiętam wyjazdy z Dąbrowy do Centrala.

    •  

      pokaż komentarz

      Czy ktoś z was jest na tyle stary aby powiedzieć mi jak wyglądała końcówka lat 80 tych ?

      @Orbiter01: Muzyka była przednia. Nawet pop.

    •  

      pokaż komentarz

      przyuczenie do zawodu, jakaś praca; nie było z tym żadnego problemu

      @Chlopiec_z_drewna: Czy trzeba było mieć wyuczony zawód żeby znaleźć prace w Niemczech zachodnich ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Nie, np. kolega chodził do zawodówki, kształcił się w Polsce na tapicera, po wyjeździe przyuczał się na piekarza i pracował w piekarni, a dziś mieszka w Mannheim i ma firmę przetwarzająca tworzywa

    •  

      pokaż komentarz

      Jednym słowem - jeśli ktoś ci powie, że socjalizm jest OK - wal od razu w ryj i nie pytaj. I nie - socjalizm nigdy się nie "uda" - bo jest sprzeczny z podstawowymi naturalnymi zasadami społecznymi. Nawet prymitywne plemiona nad Amazonką szanują własność prywatną i pracę.

      @abhagebhar: Moja prababcia kupiła dom w 1945 roku na ziemiach odzyskanych i stała się jago właścicielką czyli jednak komuniści akceptowali własność prywatną. Poza tym czy kapitaliści szanują prace ? Płacą na ogół tylko tyle ile muszą czyli płace minimalną za którą nie da się żyć na poziomie który zapewnia dach nad głową, jedzenie, ubrania, środki czystość, kupno auta najtańszej klasy, plus kilku dniowa wycieczka raz w roku. Kapitaliści pogardzają swoimi pracownikami. Jeżeli się mylę to mnie popraw. Pracuje już od jakiegoś czasu i widzę w pracy wszechobecny wyzysk. Ludzie pracują ponad siły za minimalną krajową w trybie czterobrygadowym. Za socjalizmu praca była lżejsza na produkcji.

    •  

      pokaż komentarz

      Za socjalizmu praca była lżejsza

      @Orbiter01: A w urzędach była bardzo leciutka. Można nawet powiedzieć - nie było jej wcale. Przychodziłeś , robiłeś herbatkę i nudziłeś się 8 godzin. A potem do domciu. Pooglądać TV , pograć na komputerze albo coś w internecie obejrzeć.

      Tak sobie to wyobrażasz ?
      No więc k!@%a nie. W robocie faktycznie większość się op%%%?!@ała. Ale po "pracy" szło się stać godzinami w kolejkach po byle gówno wyprodukowane w tych gównofabrykach. Oczywiście nie wystarczyło dla każdego. Więc sobie mogłeś postać i gówno dostać. A potem w domu mogłeś sobie pooglądać TV. A dokładnie to jeden program w czarnobiałym telewizorze. Albo książkę poczytać. Albo robić to, co robiła większość. Czyli nic. Ewentualnie iść się napić wódy albo wina z siarką.

      Tak mniej więcej wyglądał wtedy świat. Wtedy marzeniem był gówniany magnetofon kasetowy. Albo gitara. Albo k!@%a cokolwiek - bo nie można było dostać nic sensownego. Znaczy - ewentualnie można było - na "bazarach". Za ceny nieosiągalne dla przeciętnego robola.
      Samochód można byłoby nawet kupić. Bo te w ówczesnym "salonie" czyli motozbycie ceny miały przystępne. Tylko najpierw musiałbyś dostać talon. Albo kupić na "giełdzie". Mówiłem już, że ceny "prywatne" był w ch@! wysokie ?

      Owoce cytrusowe w sklepach były "rzucane" tylko na święta. I oczywiście kosztowały tyle, że nie kupowało się ich tak jak dziś. Pod koniec lat 90-tych za słodycze w sklepach robiły "wyroby czekoladopodobne".
      Wiesz co to jest "wyrób czekoladopodobny" ? To jest gówno, przy którym dzisiejszy najtańszy batonik jest rarytasem.

      Więc jedyne, co było w PRL - to więcej czasu. Nie było sensu pracować dłużej - bo i po co ? Skoro i tak nie można było kupić nic nawet za pieniądze zarobione w "zakładzie pracy" ? Na ch@! komu pieniądze w gospodarce, która nie jest w stanie wyprodukować srajtaśmy ?

      Wiesz czym się wycierało dupę ? Gazetą. Najlepszy był Głos Robotniczy. Albo Trybuna Ludu. Miękki papier.
      Zresztą - nie było kolorowych gazet na śliskim papierze. W ogóle - większość dzienników była czarnobiała.

      A papier toaletowy można było dostać "na wymianę" - jedna rolka za kilka kg. makulatury. Nie, to nie żart.

      Wszystkich marzących o wygodnym życiu w socjalizmie chętnie wysłałbym w te czasy na miesiąc. Bez możliwości wcześniejszego powrotu.

      Kapitaliści pogardzają swoimi pracownikami. Jeżeli się mylę to mnie popraw

      Prowadzę od 1991 różne firmy. Czyli jestem kapitalistą. Ludzie, z którymi pracuję to najważniejsza część firmy.
      Bez nich musiałbym wszystko zrobić sam. Więc nie ma powodu, żeby nimi "gardzić".
      Poza tym jestem z nimi na "ty". Nie ma ich wielu, więc w sumie to prawie jak rodzina.

      Gardzę natomiast wszelkiej maści kombinatorami i cwaniaczkami, którzy nie potrafią w życiu zrobić niczego sensownego. Albo chociaż wykonać dobrze prostej pracy. Takimi, którzy potrafią tylko wyciągać rękę po "dej".
      I rządem, który takich ludzi obrał za swój elektorat i cofa ten biedny kraj do socjalizmu.

    •  

      pokaż komentarz

      @cation: Ja co prawda miałem parę lat, ale miałem rodzinę w DE, to dwa - 3 razy do roku paczki przysyłali, pamiętam jak mam sok pokroju multiwitamina, dozowala, łyżkami, bo jak się za dużo wypije to można umrzeć :).
      Wiem, że nigdy nie mieliśmy problemu z wędlinami i tym podobnych (wujek masarz, babcia urzędniczka w zakładach mięsnych, więc na pewno rodzice z tym mieli spokój (kartki, etc)
      Ja to wszystko z perspektywy dziecka widzę, wiec mam inny obraz.

    •  

      pokaż komentarz

      Więc jedyne, co było w PRL - to więcej czasu. Nie było sensu pracować dłużej - bo i po co ? Skoro i tak nie można było kupić nic nawet za pieniądze zarobione w "zakładzie pracy" ? Na ch@! komu pieniądze w gospodarce, która nie jest w stanie wyprodukować srajtaśmy ?

      @abhagebhar: A co można sobie kupić za pensję 2086 zł w kapitalistycznej Polsce pracując u prywaciarza ? > Prowadzę od 1991 różne firmy. Czyli jestem kapitalistą. Ludzie, z którymi pracuję to najważniejsza część firmy.

      Bez nich musiałbym wszystko zrobić sam. Więc nie ma powodu, żeby nimi "gardzić".
      Poza tym jestem z nimi na "ty". Nie ma ich wielu, więc w sumie to prawie jak rodzina.


      Gardzę natomiast wszelkiej maści kombinatorami i cwaniaczkami, którzy nie potrafią w życiu zrobić niczego sensownego. Albo chociaż wykonać dobrze prostej pracy. Takimi, którzy potrafią tylko wyciągać rękę po "dej".
      I rządem, który takich ludzi obrał za swój elektorat i cofa ten biedny kraj do socjalizmu.


      @abhagebhar: Ciekawe czy wszystkim płacisz minimalną krajową ?

    •  

      pokaż komentarz

      A co można sobie kupić za pensję 2086 zł w kapitalistycznej Polsce pracując u prywaciarza ?

      @Orbiter01: więcej niż za tyle samo w PRL. A przede wszystkim w "kapitalistycznej Polsce" możesz coś umieć, dzięki czemu możesz zarabiać 20.000 W PRL nie było takiej możliwości. Wszyscy mieli równo - czyli gówno.

      Ciekawe czy wszystkim płacisz minimalną krajową

      Nikomu nie płacę minimalnej, ponieważ to są fachowcy, którzy wykonują odpowiedzialną pracę a nie wbijają krzywo gwoździe. Najniższa płaca u mnie to 4000 netto. Więc chyba nie najgorzej.

      Z tego co widzę, o socjalizmie masz wyobrażenie wzięte z opowieści Zandberga :)
      Zapewniam cię, że nie chciałbyś w nim żyć. No chyba, że naprawdę nie masz nawet minimalnych ambicji i wystarczy ci chleb i flaszka wódki. Wtedy były to dla ciebie raj.

    •  

      pokaż komentarz

      Nikomu nie płacę minimalnej, ponieważ to są fachowcy, którzy wykonują odpowiedzialną pracę a nie wbijają krzywo gwoździe.

      @abhagebhar: A czym się zajmują ci fachowcy i jak zostać fachowcem w późniejszym życiu np. mając 27 lat?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Moja branża to projektowanie i produkcja elektroniki ( specjalistycznej , głównie do przemysłu ). Czyli chodzi o elektroników ( od techników do montażu i testowania po "inżyniera" do projektowania ) i programistów. Z mojego doświadczenia najwięcej potrafią ludzie, którzy po prostu mają taką pasję - często od dzieciaka. Za to widziałem wielu inżynierów po politechnice, którzy nie potrafili dosłownie nic. Ale to k%!!a - literalnie nic.
      Mnie osobiście średnio interesuje, kto ma jakieś studia - i czy w ogóle ma. Dlatego napisałem "inżynier" w cudzysłowie, bo tytuł nie ma znaczenia.

      Są młodzi ludzie, którzy w wieku poniżej 20 lat robią takie rzeczy, że kopara opada. Tacy ludzie są potem rozchwytywani. Znam człowieka, który kilka lat temu w domu zaprojektował i zaczął produkować ( pojedyncze egzemplarze bo nie miał żadnej "fabryki" ) oryginalną drukarkę 3D - i dostał ofertę pracy w Kanadzie, dla firmy pracującej dla NASA. Takie cuda.

      I to jest fantastyczne - te możliwości, które dziś są. Kiedy ja miałem kilkanaście lat ( czyli w latach 80-tych) to mogłem sobie tylko pomarzyć o takich rzeczach. Już wtedy zajmowałem się elektroniką - ale w porównaniu z dzisiejszymi możliwościami to był smutny żart. Tego mi strasznie żal, bo gdybym dziś miał 20 lat, to za następne 20 byłbym w kosmosie :)

      Co do programistów to chyba nie ma co pisać, bo to oczywiste.

      I tak jest w każdej branży. Ludzie, którzy się czymś interesują, lubią to robić i potrafią to robić - zawsze będą mieli dobrą pracę. Nieważne, czy to elektronik, czy ktoś kto zna się na samochodach czy może cokolwiek innego.
      Tacy ludzie zresztą często potem zakładają swoje ( nawet malutkie ) firmy - i pracują robiąc to, co lubią.
      I wtedy człowiek chodzi do pracy z przyjemnością - ja sam tak mam. Wolę siedzieć w pracy niż w domu ( tak , teraz też jestem w firmie ).

      Skoro piszesz, że 27 lat to "wiek późniejszy" to znaczy, że masz sporo mniej. To cię trochę tłumaczy co do niezrozumienia jak wygląda prawdziwy socjalizm - a nie ten z opowieści polityków. Nie wierz w cuda - nigdy nie ma nic za darmo. Ani socjalu ani nic innego. ZAWSZE jest to za cenę czegoś - w przypadku socjalizmu za cenę zj@@?nego życia.
      Mojemu synowi (21 lat) zawsze mówię - nie marnuj czasu. Najcenniejszym zasobem jest czas. Jego się nie da kupić za żadne pieniądze. Mając 50 lat widzi się to jak na dłoni - i najbardziej żałuje się zmarnowanego czasu.
      On studiuje, ale już jednocześnie pracuje ( jest informatykiem ). Nie w mojej firmie. W korporacji dość znanej. Sam sobie to załatwił, dowiedziałem się o tym jak już tam zaczął pracować. Zarabia już nie najgorzej - a kiedy skończy studia, to będzie fachowcem z doświadczeniem. Wiem, że nie jest mu lekko, bo i praca i studia. A nawet całkiem ciężko. No ale - nic z nieba samo nie spada.
      I nie jest prawdą, że wszystko załatwia "bogaty tatuś". Mam kolegów dużo zamożniejszych ode mnie. I widzę, jak nieraz taki synek wychowany na tym, że zawsze wszystko dostawał - jest kompletnym zerem. Nie potrafi nic. Nawet sensownie zainwestować sporej kasy ( oczywiście od taty ).

      Ja z domu nie dostałem wiele - ojciec był robotnikiem w fabryce. Zarabiał w PRL tyle, że jakoś tam się żyło.
      Żadnego majątku nie mam od rodziców - poza dobrym słowem. A sam założyłem pierwszą firmę w 1991 roku - oczywiście bez żadnych pieniędzy.

      Jednym słowem - w życiu trzeba coś umieć. I lubić to robić. I nie poddawać się, jak pierwsze 10 razy twoje pomysły upadną. Może to brzmi banalnie - ale taka jest prawda. Spinać dupę i zacisnąć zęby i robić swoje.

      Nie wiem, po wuj się rozpisałem, ale widocznie obudziłeś we mnie instynkt ojcowski XD
      Nara.

    •  

      pokaż komentarz

      . A sam założyłem pierwszą firmę w 1991 roku - oczywiście bez żadnych pieniędzy.

      @abhagebhar: Co produkowała lub jakie usługi świadczyła i gdzie znajdowała się siedziba firmy w 1991 roku. I czy u ciebie w firmie ludzie muszą mieć wyuczony zawód żebyś ich zatrudnił ?

      Skoro piszesz, że 27 lat to "wiek późniejszy" to znaczy, że masz sporo mniej.

      @abhagebhar: Mam 27 lat. Uważam ze jest to późniejszy wiek życia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Wtedy pierwszy raz formalnie zarejestrowałem firmę. Oczywiście jednoosobową :)
      Z kolegą zakładaliśmy domofony w blokach głównie - wtedy był boom na to. Nawet nie najgorzej szło.
      A potem to były różne rzeczy, ale zawsze jakoś z elektroniką związanie głównie. Np. instalacje systemów budynku inteligentnego, takie rzeczy. Tych działalności było kilka na przestrzeni tych 30 lat. Jedne szły lepiej, inne gorzej. Czasem pracowałem na etacie jakiś czas. Z ciekawostek przez wiele lat prowadziłem studio nagraniowe :)
      Bywały takie momenty, że nie miałem kasy na bilet autobusowy - dosłownie... Różnie bywało - nie zawsze kolorowo.

      muszą mieć wyuczony zawód

      Dla mnie ( i z tego co wiem dla wielu ludzi prowadzących niewielkie firmy ) to nie ma znaczenia.
      Pisałem zresztą o tym wcześniej - można skończyć studia, mieć inżyniera i nie umieć literalnie nic.
      Paru takich widziałem - aż mi się nie chciało wierzyć, że tak może być.

      Liczy się tylko to, co kto potrafi. Na cholerę mi papier z uczelni ?
      Oczywiście, ideałem byłoby, żeby człowiek posiadał i odpowiednie wykształcenie i lubił to co robi i miał jakąś wiedzę.
      No ale to nie jest niestety częste.

      W korporacjach rzecz wygląda inaczej - tam papier chyba jest podstawowym wymogiem :)
      Chociaż też chyba nie zawsze. Kiedyś pracowałem przez parę lat w międzynarodowej korporacji na takim stanowisku kierowniczym średniego szczebla ( zarządzanie działem technicznym ). I też szef mnie przyjął głównie ze względu na umiejętności z tego co wiem.

      Mam 27 lat. Uważam ze jest to późniejszy wiek życia.

      Hehe... rozbawiłeś mnie. Pogadamy o tym za 30 lat :)

    •  

      pokaż komentarz

      Mam 27 lat. Uważam ze jest to późniejszy wiek życia.

      Hehe... rozbawiłeś mnie. Pogadamy o tym za 30 lat :)

      @abhagebhar: Wydaje mi się ze jestem człowiekiem bliskim wieku średniego choć wyglądam na 20 lat lub mniej. Ale mój wiek chronologiczny jest dość duży. Czy zatrudniłbyś programistę który ma tylko wykształcenie ogólnokształcące jednak zna się na programowaniu i pasjonuje go to ? Ale tak szczerze.

    •  

      pokaż komentarz

      Czy zatrudniłbyś programistę który ma tylko wykształcenie ogólnokształcące jednak zna się na programowaniu i pasjonuje go to ?

      @Orbiter01: Pisałem ci już - co mnie obchodzi papier ? Przecież to nie jest żadna gwarancja czegokolwiek.
      W moim przypadku to jest głównie oprogramowanie embedded - czyli na mikrokontrolery.
      Żeby pisać programy na mikrokontolery to nie ma cudów - trzeba mieć w tym jakieś doświadczenie.
      Doświadczenie hobbysty, który realizuje swoje projekty jest tak samo dobre - mało tego, też już pisałem, że niektórzy hobbyści robią rzeczy, których się by nie powstydzili "fachowcy". Wejdź sobie na elektroda.pl i popatrz co "amatorzy" potrafią. Moja firma jest niewielka - bo skala produkcji nie jest duża. Chodzi raczej o to, że projektujemy rzeczy, które są bardzo nietypowe - więc liczy się nie wielka skala a umiejętność "wymyślenia" tego, co klient potrzebuje.
      Z "kompetencji" ważne jest czy człowiek zna angielski jako-tako ( w piśmie ) no bo wiadomo...
      I czy ktoś jest słowny, odpowiedzialny i normalny. Takie rzeczy się liczą a nie dyplomy.

      Tak w ogóle nie pracujemy w stałych godzinach - ja nigdy nie cierpiałem przychodzenia na 8 czy 9 do roboty.
      Sam zaczynam pracę w godzinach raczej popołudniowych - za to siedzę po nocach. Tak lubię.
      Zasada jest taka - robota musi być zrobiona. A czy ktoś ją robi rano czy w nocy - nie ma znaczenia zasadniczo.
      No oczywiście nie zawsze, bo czasem jednak trzeba się synchronizować...

      Taki przykład : mam teraz taki temat, w którym będę potrzebował napisania aplikacji webowej - zrobienia takiej "chmury" na potrzeby komunikacji urządzeń IoT ( internet of things ). Nie mam nikogo kto by się na tym dobrze znał - będę musiał kogoś poszukać w końcu, bo sprawa leży i czeka. Zupełnie mnie nie interesuje czy ktoś ma papier uczelni czy nie - ważne jest, czy jak napiszę o co mi chodzi, czego potrzebuję i jako to ma być zrobione - to gość wie jak to zrobić czy nie. Ja sam niestety nie mam kompetencji ( bo moje umiejętności kończą się na desktopowych aplikacjach ) - no ale mniej więcej umiem ocenić, czy człowiek wie co mówi i robi czy nie.

      Ok - oczywiście jest tak, że na taki styl pracy można sobie pozwolić w małych firmach. Czym firma większa tym większy rygor i sztywne zasady. Ale kto ci każe pracować w wielkiej korporacji ? Chociaż, przez jakiś czas pewnie i to jest ciekawe doświadczenie ( z tego co wiem od mojego szkodnika ). Chociaż - może przesadzam. Jak widziałem, to młody brał kiedyś gitarę do roboty :) Nie mam pojęcia po co. ( chyba mogę napisać - w Fujitsu siedzi ).

    •  

      pokaż komentarz

      @abhagebhar: Czy jako właściciela firmy pracujesz po 12-14 godzin dziennie i na czym polega praca wściela firmy czy jest to odpowiadanie na emaile ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Widzę, że kolega mi AMA robi :)

      Pracuję różnie. Ogólnie dużo. Są dni, że te 12 godzin, są ( rzadko ) że więcej. Średnio chyba coś koło 10.
      W małej firmie zawsze jest coś do zrobienia. Poza tym ja nie "prezesuję" tylko robię konkretne rzeczy.
      Albo siedzę nad jakimś projektem, a to nad programem. A jak nie to trzeba w jakichś excelach grzebać, albo inne tematy zaopatrzeniowo-finansowe. Poza tym mam całą masę różnych pomysłów, które czekają na realizację więc - nigdy nie jest tak, że nie ma się czym zająć.

      Teraz myślę o wejściu w robotykę bardziej - to też jest bardzo fajna rzecz. To jest tak jak ci pisałem - jak lubisz swoją pracę to nie chodzisz do pracy. Serio - nigdzie się tak dobrze nie czuję jak w robocie. Powiem ci szczerze, że w domu za bardzo nie mogę usiedzieć :) Już wspomniałem - jak się ma 50 lat, to człowiek się zaczyna spieszyć - jeszcze jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia, a licznik leci coraz szybciej.

      Oczywiście, raz na jakiś faktycznie człowiekowi się nie chce nic robić a tu trzeba , bo termin goni. No zdarza się. Jak to w życiu.

      Moja forma jest mała. Z 10 osób w porywach. I nawet chcąc nie chcąc muszę po prostu normalnie pracować robiąc właściwie każdą rzecz z tych , które się tu robi.
      Ale to nie jest tak, że jak ktoś ma firmę, gdzie pracuje 150 osób, to siedzi i pije kawkę wyłącznie. Mam kolegę, który jest właścicielem firmy zatrudniającej właśnie coś koło tego ( inna branża zupełnie ) i też codziennie wychodzi z pracy późno. To jest jedna z "tajemnic sukcesu" - ludzie, którzy coś tam osiągają, to są zazwyczaj ludzie, którzy po prostu lubią pracować. Zależnie od wielkości i statusu firmy zmienia się tylko "profil" tego, co właściciel robi.

      Oczywiście mówię o prywatnych firmach, bo prezes jakiejś tam spółki państwowej to wiadomo, że głównie pierdzi w stołek. No ale on nie musi pilnować swoich pieniędzy w interesie.

    •  

      pokaż komentarz

      jak się ma 50 lat, to człowiek się zaczyna spieszyć - jeszcze jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia, a licznik leci coraz szybciej.

      @abhagebhar: licznik leci coraz szybciej.... nie rozumiem ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Czas. Odliczanie do końca zabawy. W wieku 20-paru lat jeszcze się tego tak nie zauważa. Ale czym jest się starszym, tym czas leci szybciej. Każdy człowiek po 40-tce ci to powie.

      Pewnie jest wiele rzeczy, które się na to składają, ale uwierz mi, że czas w moim wieku tak zap%%@#$#a, że mała głowa.
      Niby tydzień to tydzień, miesiąc to miesiąc. Ale te miesiące to mi tylko śmigają przed oczami. Tak jak kiedyś tygodnie.
      Dlatego chociaż się powtarzam, i wiem że to jest banał - ale naprawdę najgorsze co można w życiu zrobić, to marnować czas. Dopiero co mój szkodnik oglądał codziennie z kasety video "dzwonnika z Rotterdamu" ( bo porzygania. Na pamięć go k@?$a znałem ) a dziś jest starym koniem. Makabra. Cyk - i mija rok. Cyk - kolejny.
      A jeszcze obecny styl życia to dodatkowo napędza. A prowadząc interes, to jeszcze gorzej.

    •  

      pokaż komentarz

      Czas. Odliczanie do końca zabawy. W wieku 20-paru lat jeszcze się tego tak nie zauważa. Ale czym jest się starszym, tym czas leci szybciej. Każdy człowiek po 40-tce ci to powie.

      Pewnie jest wiele rzeczy, które się na to składają, ale uwierz mi, że czas w moim wieku tak zap%%@#$#a

      @abhagebhar: Czemu czas przyśpiesza w raz z wiekiem ? Dla mnie płynie chyba tak samo jak 10 lat temu. Nie zauważyłem jakoś przyśpieszenia czasu !

    •  

      pokaż komentarz

      pewnie znaczenie ma wiele czynników.
      Ale to fakt - przekonasz się. To się zaczyna zauważać jakoś po 40 chyba bardziej...


      @abhagebhar: MAM PRYWATNE PYTANIE DO CIEBIE. Skoro prowadzisz jedną firmę od 30 lat to czemu nie przekształciłeś ją w duża firmę ? Czemu mała firma nie została przekształcona w średniej wielkość a średnia w dużą ?

    •  

      pokaż komentarz

      prowadzisz jedną firmę od 30 lat

      @Orbiter01: OIDP napisałem, że prowadziłem firmy - było ich po drodze kilka. Przez jakiś czas dana działalność szła nieźle, a potem coś padało ( często z mojej winy przede wszystkim )- i koniec zabawy. To jest dość normalne - ciężko jest "od razu" trafić tak, żeby prowadzić interes przez lata. A żeby rozwinąć się do dużej firmy też muszą być spełnione określone warunki. No i trzeba się po prostu uczyć na błędach.
      To co robię teraz to jest dość specyficzna działalność - polega generalnie na tym, że różne firmy przychodzą i mówią "potrzebujemy taki dynks - ale nie można go kupić - zrób pan coś !". I trzeba go zaprojektować, potem wyprodukować - zazwyczaj nie są to wielkie ilości ( jak na branżę - w produkcji elektroniki "dużo" to są dziesiątki tysięcy ). Za to są zazwyczaj rzeczy drogie a nawet bardzo drogie - bo specjalistyczne i dla przemysłu przeważnie. I tego nie da się "rozbudować" za bardzo "w ilość" - to jest bardziej takie "laboratorium projektowe" z niewielkim działem produkcji.
      Ale to nie jest tak, że "osobowa" wielkość jest najważniejsza w każdej branży - mając niewielką strukturę możemy robić rzeczy takie, których "wielka firma" by nie zrobiła.

      Z jednej strony mi to odpowiada - bo robię to co lubię. Urok polega na tym m.in. że ciągle robi się coś nowego.
      Raz ktoś potrzebuje sterownika do lokomotywy, innym razem islamista komputera dla rakiety bojowej :)
      No dobra - na razie rakiet nie było :) Ale pracujemy z najnowszymi technologiami, jesteśmy na bieżąco z nowinkami - jest fajnie - więc nie ma wielkiego ciśnienia, że nam czegoś brakuje.

      Ale z drugiej -staram się też robić coś, co można by robić w innej skali - ale jednocześnie żeby to było to, co chciałbym robić a nie jakieś pierdoły w stylu "produkujemy wieszaki do ubrań". Bo nie tyle mi chodzi o to, żeby zarobić jeszcze więcej ( nie mam jakichś chorych potrzeb finansowych ) - bardziej, żeby zrealizować swoje pomysły.
      Więc nie siedzę z założonymi rękami. Jest parę pomysłów, które mają spory potencjał.

      Trochę jest problematyczne, że akurat teraz świat zwariował i iluminaci razem z reptylianami postanowili nam wprowadzić NWO :) Niestety, cyrk który się na świecie odbywa odbija się konkretnymi problemami.
      Właśnie siedzę w robocie i szukam po świecie procesorów, żeby zrobić zapas. Bo nie ma - firmy informują, że dostawy będą pod koniec roku, a nawet w przyszłym. No jaja jakieś.

    •  

      pokaż komentarz

      A żeby rozwinąć się do dużej firmy też muszą być spełnione określone warunki. No i trzeba się po prostu uczyć na błędach.

      @abhagebhar: Czy da się nauczyć przedsiębiorczość i ilu ludzi zatrudniasz ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Czy da się nauczyć ? Sam jestem ciekaw.
      To chyba jest "wrodzone" w dużej mierze jak wiele innych rzeczy. Ja sam przez rodziców nigdy nie byłem uczony niczego, co mogłoby mieć taki skutek. Raczej przeciwnie - w tamtych czasach mówili mi "po co kombinujesz, poszedłbyś do urzędu, lekka robota, spokój itp. ".

      W PRL przedsiębiorczość to chyba była ostatnia pożądana cecha u obywatela.
      Od dziecka miałem marzenie o tym, żeby prowadzić firmę. W podstawówce sobie wymyśliłem coś ( oczywiście fikcyjnego ), nazwę, logo itp. Dla zabawy. Na serio pierwszą działalność zarejestrowałem w 1990 roku, zaraz po średniej szkole. Produkowałem interfejsy do ATARI. Tam "produkowałem" - to była manufaktura w domu na biurku.
      Obudowy były po symetryzatorach antenowych ze sklepu ZURT ( się sprzedawca dziwił, że tyle kupuję :), miały logo atari naniesione przez "szablon" zrobiony czerwoną farbą w aerozolu z firanki z drobnej siateczki ( taki sitodruk amatorski ). Dedykowanych złącz do portu w atari oczywiście nie szło kupić, więc je robiłem z odpowiednio wyciętego kawałka tworzywa, z nawierconymi otworkami, w których były piny wyciągnięte z jakichś starych ruskich złącz.
      Sprzedawało się toto na giełdzie komputerowej.
      Ale ciekawostka - to nie była kopia innych interfejsów, tylko wymyśliłem swój, "cyfrowy". Aż dziwne, że to w ogóle jakoś działało, bo projekt był kiepski :)

      Pytanie ważne - niektórzy uważają, że można i trzeba tego uczyć : https://www.mbaportal.pl/pl-PL/article/artykuly/article/dla-kandydatow/czy-przedsiebiorczosci-mozna-sie-nauczyc

      Pracuje nas średnio 10 osób. To się zmienia, bo czasem kiedy jest ekstra dużo pracy, to przychodzi ktoś dodatkowo, na zlecenie itp.

    •  

      pokaż komentarz

      W PRL przedsiębiorczość to chyba była ostatnia pożądana cecha u obywatela.

      @abhagebhar: Czy w latach osiemdziesiątych np. w 1980 roku można było założyć prywatną firmę ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Oczywiście. Tylko wtedy żeby móc ją prowadzić trzeba było mieć różne "pozwolenia", które żeby dostać to trzeba było mieć "plecy" w rozmaitych zrzeszeniach rzemieślników itp.

      Teraz możesz założyć firmę w 1 dzień. I nie trzeba do tego nic poza chęcią.
      Ale - żeby zarobić, mieć pracę, sprzedaż itp - to trzeba się nieźle wykazać.
      Wtedy było dokładnie odwrotnie - produkując dosłownie cokolwiek była gwarancja , że to się sprzeda.
      Wystarczyło produkować na wtryskarce plastykowe obcasy do butów albo długopisy, żeby mieć więcej pieniędzy niż można wydać. Trzeba było jednak najpierw mieć odpowiednie "dojście" gdzie trzeba, żeby tą działalność założyć no i inne dojścia, żeby ten sprzęt kupić ( bo przecież w PL nic nie był ). No i najpierw pieniądze - żeby to wszystko zrobić.

      Ja założyłem 1 firmę już po "zmianach" w 1990, kiedy już było łatwiej, więc nie musiałem tego całego cyrku przechodzić - zresztą pewnie ciężko by mi było.

      Ale jak już się komuś udało w PRL to zrobić - to był raj na Ziemi. Masz pojęcie ? Coś takiego jak konkurencja w ogóle nie istniało. Byle co zrobisz - a i tak się sprzeda. Tyle, że potem z tymi pieniędzmi nadal byłeś w PRL.

    •  

      pokaż komentarz

      Ale jak już się komuś udało w PRL to zrobić - to był raj na Ziemi. Masz pojęcie ? Coś takiego jak konkurencja w ogóle nie istniało. Byle co zrobisz - a i tak się sprzeda. Tyle, że potem z tymi pieniędzmi nadal byłeś w PRL.

      @abhagebhar: Czy w PRL taki Biznesmen mógł sobie wybudować wille 500m2 lub 1000m2 i kupić Ferrari ? Mówię poważnie !

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: willę to oczywiście, że tak. Z tym, że pamiętaj , że to PRL był. Więc te wille to były raczej takie betonowe "kostki" a nie piękne budynki :) Poza tym - pamiętaj, że wtedy "prywaciarz" był wrogiem ludu ( no to akurat obecnie wraca... ) - więc lepiej było nie pokazywać za bardzo swojej zamożności. Co do samochodów - to kupić niby było można, ale : nowe to był polskie Fiaty albo maluchy. W dodatku, żeby kupić znowu potrzebne znajomości - bo przecież nie można było wejść z ulicy do motozbytu i powiedzieć "auto kupię" :)
      Zależnie od etapu trzeba było mieć albo "talony" ( które można było dostać jak się było kimś w partii ) lub jakieś inne układy, albo czekać w kolejce ileś lat. Poza tym - co to za radość jeździć Fiatem ?
      Można było kupić na giełdzie - ale przecież wtedy nie istniał normalny import z zagranicy.
      Prawdę mówiąc nie wiem jak się wtedy dawało sprowadzać samochody - ale na pewno to było bardzo trudne, dlatego ceny na zachodnie auta były kosmiczne. Takie samochody na ulicach widywało się rzadko.
      Takich rzeczy jak Ferrari nikt nie widział. Najlepsze samochody jakie się wtedy widywało to mercedes albo Porsche - które miały największe gwiazdy jak np. Maryla Rodowicz.

      No więc powstawał problem - co robić z pieniędzmi ? Niektórzy inwestowali w złoto - ale to też było nielegalne. Handel złotem to było poważne przestępstwo, za które szło się siedzieć. Handel dolarami tak samo.
      Jednym słowem - jeśli już udało się zarobić pieniądze, to podstawowym problemem było - co z nimi sensowne robić ?

      O żadnych poważnych inwestycjach typu "rozwijam wielką firmę" nie było mowy - bo takich po prostu nie mogło być w socjalizmie. Był jakiś sufit od góry - nie za wysoki. Powyżej takiego poziomu przychodził urząd, nakładał "domiar" czyli podatek uznaniowy ( jak się urzędnikowi podobało ) w absurdalnej wysokości i koniec zabawy.

      Nie było też mowy za bardzo o tym, żeby konsumować te pieniądze za granicą - bo po pierwsze z wyjeżdżaniem nie było łatwo, a po drugie pamiętaj, że dolar kosztował wtedy tyle, że polski milioner na granicą nie był już milionerem.
      W grudniu 1980 roku dolar kosztował 180 zł. W 1981 już 300. Potem 600 zł. W 1989 doszedł do 3000 zł, jesienią tego roku do 14.000 zł. Fajnie nie ?
      Generalnie płaca w latach 70-tych przeliczona na dolary to były jakieś kwoty rzędy 20-25 USD.
      Jeansy "wrangler" kosztowały też coś koło tego. Czyli spodnie za miesięczną wypłatę.
      Stary, prawdziwe jeansy to wtedy była oznaka bogactwa.

      A w ogóle były dwa kursy dolara - oficjalny ( dużo niższy ) i czarnorynkowy. Oczywiście po oficjalnym kursie nie kupiłeś USD w banku.

      W latach 80 zaczęła się też galopująca inflacja, która zżerała pieniądze dosłownie z dnia na dzień.
      O stary, co to były za czasy. Jedyne, co było fajne, to to że byłem młody :)

    •  

      pokaż komentarz

      O stary, co to były za czasy. Jedyne, co było fajne, to to że byłem młody :)

      @abhagebhar: Czy to prawda ze wielu bogatych (majętnych ludzi) takich jak ty oddałoby swoją firmę i cały majątek żeby odmłodzić się o 20 lat ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: to pewnie zależy. Ja gdybym mógł, to chętnie :) Zyskałbym 20 lat - czas jest bezcenny.
      Mając dzisiejszą wiedzę odrobiłbym wszystko z nawiązką przypuszczam. Z wiekiem zmieniają się priorytety - czas staje się coraz cenniejszy, a pieniądze coraz mniej.

      Ten nasz system na Ziemi jest fatalnie pomyślany. Człowiek, kiedy jest młody, to zazwyczaj pieniędzy nie ma. A wtedy właśnie mógłby z nich zrobić najlepszy użytek - podróżować, realizować się itp. A jest na odwrót.
      W PL zwłaszcza, bo jeszcze na zachodzie chyba jest mniej źle.

      Oczywiście, są młodzi ludzie, którzy są wyjątkami. Oglądałem ostatnio gościa ponad 30 lat, który zarobił już sporą kasę mądrze inwestując. I mając te 35 lat mniej więcej jest już zasadniczo rentierem. Zazdroszczę.
      Oczywiście do tego też trzeba mieć jakiś talent. Ja na przykład nie miałem nigdy talentu do zarabiania na samym obracaniu pieniędzmi. Ale fajnie, że są takie możliwości.

    •  

      pokaż komentarz

      Z wiekiem zmieniają się priorytety - czas staje się coraz cenniejszy, a pieniądze coraz mniej.

      @abhagebhar: W Monako średnia długość życia wynosi około 90 lat czy nie wydaje ci się to olbrzymią ilością czasu czy 90 lat życia to mało ? Jak masz około 50 lat to możesz żyć jeszcze 40-50 lat czy niewydajne ci się to bardzo dużym okresem czasu ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: Po pierwsze jesteśmy w Polsce, więc... Po drugie liczy się nie tylko sam wiek, ale też jakość życia. Niestety, człowiek to nie kot, który prawie do końca zachowuje sprawność. Jeszcze tego nie wiesz, ale tak po 40 organizm zaczyna pokazywać, że ma swoje zdanie w niektórych sprawach - niekoniecznie zgodne z twoim.
      Mam rodziców w wieku 85. I to już naprawdę nie jest przyjemność.
      Na 40 lat to ja nie liczę. Góra 30. A tak sensowne to pewnie 20. No a to już nie jest dużo...

    •  

      pokaż komentarz

      Na 40 lat to ja nie liczę. Góra 30. A tak sensowne to pewnie 20. No a to już nie jest dużo...

      @abhagebhar: 20-30 lat życia to nie jest dużo ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: pamiętasz co pisałem, że z wiekiem czas szybciej biegnie ?

    •  

      pokaż komentarz

      pamiętasz co pisałem, że z wiekiem czas szybciej biegnie ?

      @abhagebhar: Ale to dziwne a jak szybo o 50% szybciej czas ci mija niż 20 lat temu ? Czy przyśpieszenie czasu jest subtelne czy olbrzymie ? I kiedy czas zaczął ci szybciej lecieć kiedy zauważyłeś ze dni mijają ci szybciej ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: dla mnie to jest drastyczne przyspieszenie. Z mojej perspektywy 20 lat to nie jest długo.
      Jak pisałem wcześniej - u różnych ludzi to różnie pewnie, ja to zacząłem zauważać po 40-tce.
      Niestety, czym dalej tym gorzej :)

    •  

      pokaż komentarz

      dla mnie to jest drastyczne przyspieszenie. Z mojej perspektywy 20 lat to nie jest długo.
      Jak pisałem wcześniej - u różnych ludzi to różnie pewnie, ja to zacząłem zauważać po 40-tce.
      Niestety, czym dalej tym gorzej :)


      @abhagebhar: Czy dzień ci mija jak kiedyś tydzień ?

    •  

      pokaż komentarz

      @Orbiter01: raczej odwrotnie :) To jest ciężko opisać. Niby dzień to dzień, a tydzień to tydzień.
      Ale jest jakoś inaczej. Kiedyś dzień wydawał się długi. Dziś mija znacznie szybciej. Dziwne.
      Jeśli masz dziadka albo babcię to pogadaj z nimi. Na pewno potwierdzą.

    •  

      pokaż komentarz

      raczej odwrotnie :) To jest ciężko opisać. Niby dzień to dzień, a tydzień to tydzień.
      Ale jest jakoś inaczej. Kiedyś dzień wydawał się długi. Dziś mija znacznie szybciej. Dziwne.
      Jeśli masz dziadka albo babcię to pogadaj z nimi. Na pewno potwierdzą.


      @abhagebhar: Nie do wiary to co mówisz brzmi jak Science Fiction ! Mam 27 lat i mi czas leci jak 15 lat temu.

  •  

    pokaż komentarz

    Na jajcarnie!

    źródło: upload.wikimedia.org