Bankructwo szkolnego systemu. Kończy się era uczenia się na pamięć

Bankructwo szkolnego systemu. Kończy się era uczenia się na pamięć

@rybak_fischermann edukacja.dziennik.pl #polska #edukacja #szkola

Szkoły się orientują, że rankingi oparte na ocenach nie są najważniejsze. Chodzi o kształcenie kreatywności, kooperacji, krytycznego myślenia – mówi Rafał Flis, współautor programu angażującego uczniów w projekty społeczne.

  •  

    pokaż komentarz

    Zwiększymy ilość papieża, historii wyklętej i będzie okej. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    To coś, co porusza, ale też jednoczy lokalną społeczność, uczniów i nauczycieli. Tym czymś akurat w naszej Olimpiadzie Zwolnionych z Teorii jest szlachetny cel. Biorący w niej udział uczniowie najpierw wymyślają projekt, a potem muszą zdobyć do niego partnerów

    Znaczy że algebry też się tak będą uczyć? A rodzajników w niemieckim? Zadań na fizyce też robić nie będą?

    •  

      pokaż komentarz

      Znaczy że algebry też się tak będą uczyć?

      @Kotwworku:

      źródło: consent.youtube.com

    •  

      pokaż komentarz

      Znaczy że algebry też się tak będą uczyć? A rodzajników w niemieckim? Zadań na fizyce też robić nie będą?

      @Kotwworku: ile osób znasz, albo potrafisz szybko znaleźć na ulicy, które potrafią cokolwiek obliczyć. Ile z tych osób kiedykolwiek (!) w swoim życiu potrzebowało coś obliczyć.
      Ile osób znasz, które po lekcjach języka obcego w szkole potrafią wyjechać do kraju z tym językiem, znaleźć niedrogi hotel, zrobić zakupy, zwiedzić miasto zaliczając wybrane (świadomie, przez siebie) punkty, a potem kupić bilet powrotny?
      Serio, jedyne czego szkoła uczy, to posłusznego wykonywania nudnych poleceń przez arbitralnie wybrany odcinek czasu.

    •  

      pokaż komentarz

      Serio, jedyne czego szkoła uczy, to posłusznego wykonywania nudnych poleceń przez arbitralnie wybrany odcinek czasu.

      @wykopyrek: Ze szkoły każdy wynosi to na co sam zapracuje. Niektórzy nie wynoszą zbyt wiele.

      ile osób znasz, albo potrafisz szybko znaleźć na ulicy, które potrafią cokolwiek obliczyć. Ile z tych osób kiedykolwiek (!) w swoim życiu potrzebowało coś obliczyć.

      @wykopyrek: Przeczytaj raz jeszcze co sam napisałeś i się nad tym zastanów.

      Ile osób znasz, które po lekcjach języka obcego w szkole potrafią wyjechać do kraju z tym językiem, znaleźć niedrogi hotel, zrobić zakupy, zwiedzić miasto zaliczając wybrane (świadomie, przez siebie) punkty, a potem kupić bilet powrotny?

      @wykopyrek: Myślę że normalny, średnio zdolny uczeń wykona to co napisałeś bez problemu. Oczywiście poziom mógłby być wyższy, to jasne, ale to znaczy że trzeba zlikwidować to co jest? To niepotrzebne?

      Odnoszę wrażenie że chcesz porażki nieuków i leni zrzucić na system nauczania. Wiadomo, że są rzeczy bez sensu, wiadomo że wiele można by poprawić, ale gadanie że algebra jest niepotrzebna (np bo masz smartfon) jest infantylne i po prostu głupie.

    •  

      pokaż komentarz

      ile osób znasz, albo potrafisz szybko znaleźć na ulicy, które potrafią cokolwiek obliczyć. Ile z tych osób kiedykolwiek (!) w swoim życiu potrzebowało coś obliczyć.

      @wykopyrek: Znam akurat sporo, z racji branży w jakiej operuję.
      Biegłość w matematyce to nie tylko możliwść obliczenia, ale głownie swiadomość liczb i zdolność szacowania, analizy. Jakiś matoł wrzucił znalezisko o chinskiej farmie, której wielkość to 30% Polski. Ktoś kto wie (na pamięć) jaka jest powierzchnia kraju i ma "czucie" liczb, od razu wie że to bzdura.
      Umiejętność oceny faktów przez pryzmat ilościowy jest nie do przecenienia. Ignorując matematykę i innne nauki ścisłe, produkujemy debili gotowych uwierzyć we wszelkie pesudo teorie. Dzieje sie tak, bo brak im narzędzi do krytycznej analizy świata.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: ale dociera do ciebie świadomość, że większość (dziewięć na dziesięć? taki szacunek z popularnego instytutu) NICZEGO i NIGDY nie musi obliczać (bez komputera), a mimo to żyją produktywne i pożyteczne życie?

      Ze szkoły każdy wynosi to na co sam zapracuje. Niektórzy nie wynoszą zbyt wiele.

      Ale nikt nie wynosi umiejętności realizowania projektów w zespołach. Bo nikt tego nie uczy.

      Przeczytaj raz jeszcze co sam napisałeś i się nad tym zastanów.

      Stoję przy swoim stanowisku. Znam wielu ludzi, którzy nie potrafią z matematyki nic poza pierwsze kilka klas podstawówki. Zarabiają na życie i płacą podatki. Realizując projekty w swoich zespołach. Czego nauczyli się poza szkołą.

      Ile osób znasz, które po lekcjach języka obcego w szkole potrafią wyjechać do kraju z tym językiem, znaleźć niedrogi hotel, zrobić zakupy, zwiedzić miasto zaliczając wybrane (świadomie, przez siebie) punkty, a potem kupić bilet powrotny?

      Myślę że normalny, średnio zdolny uczeń wykona to co napisałeś bez problemu. Oczywiście poziom mógłby być wyższy, to jasne, ale to znaczy że trzeba zlikwidować to co jest? To niepotrzebne?

      Co za różnica, jak bardzo potrzebne, skoro nie działa? Jest poważna luka w edukacji - ludzie muszą być uczeni rozwiązywania problemów. Także z wykorzystaniem matematyki, geografii, biologii, języków obcych, historii - i w ten sposób trzeba ich uczyć tych przedmiotów.

      Odnoszę wrażenie że chcesz porażki nieuków i leni zrzucić na system nauczania.

      Co proponujesz? Ustalić, że leni i nieuków po prostu się nie da nauczać, więc system jest ok, a o leniach i nieukach najzwyczajniej zapomnimy?
      System edukacyjny ma służyć państwu, podnosić level obywatelom. Skutecznie i efektywnie.
      TAKŻE leniom i nieukom.

      Wiadomo, że są rzeczy bez sensu, wiadomo że wiele można by poprawić, ale gadanie że algebra jest niepotrzebna (np bo masz smartfon) jest infantylne i po prostu głupie.

      @KazPL: a potem przeciętny Kowalski wychodzi ze szkoły i nie korzysta z wiedzy z algebry przez resztę swojego życia. Ale to ja jestem infantylny i głupi, bo mówię to na głos.

    •  

      pokaż komentarz

      ale dociera do ciebie świadomość, że większość (dziewięć na dziesięć? taki szacunek z popularnego instytutu) NICZEGO i NIGDY nie musi obliczać (bez komputera), a mimo to żyją produktywne i pożyteczne życie?

      @wykopyrek: Wiekszość nie musiała tego robić i 1000 lat temu, a żyli pożytecznie. Pytanie jest czy chcemy aby ludzie byli mądrzejsi i rozumieli lepiej swoje otoczenie czy też nie.
      Ja uważam że lepiej wiedzieć więcej i mieć w swych rękach więcej narzędzi poznania. Mózg ćwiczony dłużej służy.

      Matematyka to nie same obliczenia, lecz też umiejętność wnioskowania i logicznego myślenia.
      Nie widzę nic złego w ludziach, którzy chcą aby ich dzieci były pod tym kątem upośledzone i wybiorą taką szkołę.
      Co do mnie, to moje dzieci mają bardzo duży nacisk na nauki ścisłe oraz języki.

      Jednocześnie, wierze w prawo wyboru. Jeśli ktoś chce być głupszy, jego wybór.

    •  

      pokaż komentarz

      a potem przeciętny Kowalski wychodzi ze szkoły i nie korzysta z wiedzy z algebry przez resztę swojego życia. Ale to ja jestem infantylny i głupi, bo mówię to na głos.

      @wykopyrek: Taki masz obraz Świata, błędny i tyle.
      Poza tym jesteś niekonsekwentny. Z jednej strony algebra niepotrzebna, bo są komputery i smartfony.... ale z drugiej dobrze jest znać język gdy jesteś w obcym kraju.
      No ale po co, masz smartfon i prawie wszystko nim załatwisz, prawda? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      A co do algebry, tu nie chodzi nawet o to że będziesz w życiu rozwiązywał układy równań. Nauka matematyki czy innych rzeczy rozwija umiejętności które później są przydatne w innych dziedzinach.
      Wiesz po co istnieją lekcje kaligrafii? Nie, nie po to żeby ktoś później ładnie pisał, choć i tak będzie... po prostu kaligrafując dzieci uczą się skupienia i opanowania, koncentracji... a to się przydaje później w różnych dziedzinach.

      > Co proponujesz? Ustalić, że leni i nieuków po prostu się nie da nauczać, więc system jest ok, a o leniach i nieukach najzwyczajniej zapomnimy?

      @wykopyrek: A w jaki sposób chcesz zmusić ucznia który nie chce się uczyć? Będzie kopał rowy, choćbyś nie wiem jak się starał coś z nim zrobić.. nie da się.

    •  

      pokaż komentarz

      Wiekszość nie musiała tego robić i 1000 lat temu, a żyli pożytecznie. Pytanie jest czy chcemy aby ludzie byli mądrzejsi i rozumieli lepiej swoje otoczenie czy też nie.

      Chcemy. Ale teraz (w obecnej szkole) tego nie robimy. Więc o co żale?

      Ja uważam że lepiej wiedzieć więcej i mieć w swych rękach więcej narzędzi poznania. Mózg ćwiczony dłużej służy.

      Ja też tak uważam, może też z tego powodu płacę więcej podatku niż wielu znajomych zarabia. Ale też nie jestem naiwny - oni w szkole nie zostaliby, w obecnym systemie, nauczeni czegokolwiek.

      Matematyka to nie same obliczenia, lecz też umiejętność wnioskowania i logicznego myślenia.
      Nie widzę nic złego w ludziach, którzy chcą aby ich dzieci były pod tym kątem upośledzone i wybiorą taką szkołę.
      Co do mnie, to moje dzieci mają bardzo duży nacisk na nauki ścisłe oraz języki.


      Inne nauczanie matematyki, może mniej całościowe, ale nastawione na rozwiązywanie problemów, po pierwsze lepiej wejdzie, po drugie lepiej się przyda.

      Jednocześnie, wierze w prawo wyboru. Jeśli ktoś chce być głupszy, jego wybór.

      @Kotwworku: co to za wybór? Jeśli ktoś nie ma dość zdolności do przyswajania wiedzy z książki, to choćby się zesrał, nie przyswoi.

      Taki masz obraz Świata, błędny i tyle.

      To jest, jakby, twoja opinia, ziom.

      Poza tym jesteś niekonsekwentny. Z jednej strony algebra niepotrzebna, bo są komputery i smartfony.... ale z drugiej dobrze jest znać język gdy jesteś w obcym kraju.

      Jak ci się za granicą smartfon rozładuje, to obliczenia możesz zostawić na później (np. na za tydzień), ale ładowarkę do telefonu jakoś kupić trzeba. Nauka gramatyki i innych zaimków ze szkoły mniej się przyda niż umiejętność komunikacji, której się nie naucza.

      No ale po co, masz smartfon i prawie wszystko nim załatwisz, prawda? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Średnio udana próba w sarkazm. 2/7

      A co do algebry, tu nie chodzi nawet o to że będziesz w życiu rozwiązywał układy równań. Nauka matematyki czy innych rzeczy rozwija umiejętności które później są przydatne w innych dziedzinach.

      To się sprawdza w przypadku części uczniów, reszta odtwarza materiał próbując nadążyć, a część najzwyczajniej nie nadąża i rezygnuje.
      Fajny ten system, taki skuteczny inaczej.

      Wiesz po co istnieją lekcje kaligrafii? Nie, nie po to żeby ktoś później ładnie pisał, choć i tak będzie... po prostu kaligrafując dzieci uczą się skupienia i opanowania, koncentracji... a to się przydaje później w różnych dziedzinach.

      Nie ma lekcji kaligrafii w szkołach, więc nie wiem skąd ten przykład.

      > Co proponujesz? Ustalić, że leni i nieuków po prostu się nie da nauczać, więc system jest ok, a o leniach i nieukach najzwyczajniej zapomnimy?

      @wykopyrek: A w jaki sposób chcesz zmusić ucznia który nie chce się uczyć? Będzie kopał rowy, choćbyś nie wiem jak się starał coś z nim zrobić.. nie da się.

      @KazPL: nie zmuszać, ale zmienić metodę nauczania. Bo po pierwsze, to działa, na co mamy (naukowe!) dowody, po drugie nikt nie kopie dziś rowów.

      Dzisiaj w Polsce inteligentne osoby są nauczane przez kilkanaście lat w szkole tylko po to, żeby idąc do pracy uczyć się przydatnych umiejętności od zera. I nie mówię o "przyuczaniu do zawodu", ale o organizowaniu zespołu, delegowaniu zadań, komunikowaniu problemów i rozwiązań.

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: Nie będę marnował więcej czasu, skupiasz się na czepianiu się pojedynczych linijek, a brak Ci zdolności zrozumienia przekazu. Ale tak jak mówiłem, te umiejętności nie są obowiązkowe.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: ok, skoro jestem za głupi, żeby zrozumieć twoją przenikliwość, to możemy po prostu zakończyć tą rozmowę. Twój czas jest zbyt cenny (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: Wyobraź sobie piłeczki w wiaderku. Wiaderko to społeczeństwo, piłeczki to akty prawne, całość to zbiór norm - prawo. I przychodzi taki prezydent Duda i decyduje, że on się tak nie będzie bawił, przewraca wiaderko, depcze piłeczki i mówi "this is, this is... very, very... very... important". To są skutki braku konstruktywnego myślenia i problemów edukacji.

      Dzisiaj było częściowe zaćmienie Słońca. Taka duża kropka została przysłonięta częściowo (mały procent) przez inną, mniejszą kropkę, która znalazła się pomiędzy dużą kropką, a kropką, na której żyjemy. Dzieje się tak tylko co jakiś czas, ze względu na obroty i obiegi i dzięki temu obserwujemy piękny efekt "części wspólnej".
      Większość ludzi "tutejszych" była wtedy w pracy (np. księgowi, balansując "winien"/"ma", balansowanie po arabsku to aljabr), lub w Biedronce porównując liczby (ceny) lub Żabce, zastanawiając się nad promocjami "2 za 1", "3 w cenie 2", "3 taniej z kartą stałego klienta", "cena za 100 gram", "cena za kilogram", "rabat 30%", itd.

      Ludzie zapytani o drogę odpowiadają "ulica prostopadła, równoległa, kierunek po przekątnej", odległość podają w milach, kilometrach, jardach, itd.

      Świat może być znacznie ciekawszy niż:

      znaleźć niedrogi hotel, zrobić zakupy, zwiedzić miasto zaliczając wybrane (świadomie, przez siebie) punkty, a potem kupić bilet powrotny

      Tak będzie w "nowym ładzie", w którym ciężko będzie już nawet obliczyć "podatek należny", bo tam już jakieś liczby do szóstego miejsca po przecinku są i nie bardzo wiadomo co-z-czym-skąd-dokąd-i-po-co. Konstruktywnie byłoby, gdybyś z rzeczywistości mógł wyprowadzić te obliczenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: tyle, że tak się w edukacji naszej nie dzieje. Pakuje się do jednej klasy każdego, od zdolnego ucznia, kompletnego tuka, czy bogatych których stać na korepetycje, aż po biednych, którzy nie mogą liczyć nawet na pomoc w rodzinie. Wszyscy są w tym samym wieku i traktuje się wszystkich równo. A wiadomo jest, że część osób będzie słabsza z matematyki, a część jest słabsza z humanistycznych przedmiotów. Dodatkowo w szkole promuje się zasadę ZZZ - zakuć, zdać i zapomnieć. Nauczyciele zamiast tak zorganizować lekcję by wyrobić się z materiałem w szkole, gonią się i zadają zadania domowe mając kompetnie w dupie czy uczniowie mają już zadań pod korek. Ile razy tak było, że trzeba było nauczyciela prosić by przełożył sprawdzoan, bo już 3 inne przedmioty były w kolejce.
      Nauczyciele się nie komunikują ze sobą, patrzą tylko na swoje lekcje, korzystają z ujowych materiałów, które nie są dostosowane do czasu lekcyjnego. Stąd zamiast nauczyć się podstaw, marnują czas na bardziej skomplikowane zagadnienia.
      Znajomy co uczył się w Austrii mówił, że tam mieli tak zorganizowane zajęcia, że lecieli tematycznie np. tematem były płazy, więc na geografii omawiali miejsce ich występowania, na języku jakieś książki czy wiersze na ten temat itp. Dzięki temu będąc w jednym temacie więcej zapamiętujesz.

    •  

      pokaż komentarz

      @cosmopolitan: nie wiem co wciągasz, ale zmień środki.
      System edukacji jest wadliwy, a dodatkowo nie działa. To tak jakbyś miał maszynę do zbierania buraków, która niszczy buraki. A dodatkowo nie ma powietrza w kołach.
      To nie wina pis, po, sld, aws, ani nikogo, bo ten system nie działa od czasów PRL (od tamtych czasów się praktycznie nie zmienił). A może nawet wcześniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: Chyba nie do końca zrozumiałeś o co tutaj chodzi. Nikt nie chce zastępować nauki algebry pracą projektową w szkole. W artykule mowa jest o stylu nauczania zakuj-zdaj-zapomnij. Chyba zgodzisz się, że nauka algebry nie pasuje do tego wzorca, prawda?

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: brzmisz jak taki gamoń co w szkole dostawał same dwóje i ledwo zdał (albo i nie ) i teraz wyladowujesz swoja frustracje na szkole XD

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: dla mnie to wygląda że ktoś szuka darmowej siły roboczej i tyle

    •  

      pokaż komentarz

      @spacja_enter:

      Znajomy co uczył się w Austrii mówił, że tam mieli tak zorganizowane zajęcia, że lecieli tematycznie np. tematem były płazy, więc na geografii omawiali miejsce ich występowania, na języku jakieś książki czy wiersze na ten temat itp. Dzięki temu będąc w jednym temacie więcej zapamiętujesz.

      I to jest świetny przykład jak powinno się uczyć dzieci. Mają łączyć kropki, uczyć się jak się uczyć i jak rozumieć świat. Matematyka i fizyka w szkole to dwa odrębne światy, które nie wchodzą ze soba w interakcję, informatyka to wiadomo, jest bo jest, biologia działa w oderwaniu od chemii i geografii, historia to nie wielki ciąg przyczynowo-skutkowy tylko luźno rzucone daty i fakty. Ważne, żeby szkoła nie zabiła w dzieciach chęci nauki, we mnie zabiła i dopiero na studiach wróciłem do nauki dla przyjemności.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: ile osób znasz, albo potrafisz szybko znaleźć na ulicy, które potrafią cokolwiek obliczyć. Ile z tych osób kiedykolwiek (!) w swoim życiu potrzebowało coś obliczyć.
      Ile osób znasz, które po lekcjach języka obcego w szkole potrafią wyjechać do kraju z tym językiem, znaleźć niedrogi hotel, zrobić zakupy, zwiedzić miasto zaliczając wybrane (świadomie, przez siebie) punkty, a potem kupić bilet powrotny?


      @wykopyrek: Wystarczy że siebie

    •  

      pokaż komentarz

      @natuuris: a ty brzmisz jak kujon, który ma talent do nauki byleczego na pamięć. A komentujemy system edukacji, a nie twoje talenty.
      @zero_pokory: wystarczy, tylko do czego?

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: Strasznie dziwi mnie kiedy ludzie, którzy przeszli przez nasz system edukacji chcą go bronić. Czego tu bronić? Matematyki chcesz bronić, bo "uczy analitycznego myślenia"? Sama matematyka owszem, ale ta w szkole? Tak ci się wydaje, bo łapałeś i zrozumiałeś więc tego się właśnie nauczyłeś, ale jesteś wyjątkiem, bo większość raczej nie zrozumiała czegoś po drodze, a potem już musiała zakuwać, bo zabrakło jakieś ważnego fundamentu. To, że ktoś potrafi rozwiązać równanie kwadratowe, nie znaczy, że nauczył się matematyki. Większość zakuła rozwiązywanie równań kwadratowych i zaraz po maturze mózg to wyrzucił, bo nie zrozumieli i tak właśnie wygląda dzisiejsza szkoła. Ja swojego syna najchętniej uczył bym w domu, bo mam wrażenie, że 1 on 1 podstawówkę przerobilibyśmy w rok, ale wiem też, że muszę go wysłać do tej mózgotrzapalni, bo w domu nie nauczę go umiejętności społecznych, które są jedną z niewielu rzeczy, których w szkole można się rzeczywiście nauczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: może nie aż tak radykalnie, ale uczenie się na pamięć niektórych wzorów na pewno jest zbyteczne - wystarczy ich zrozumienie oraz umiejętność wyprowadzania i przekształcania. I też nie mówię tu o tych podstawowych typu pole trójkąta, czy obwód kuli.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: no nieźle, myślałem oczywiście o obwodzie koła, a poj!??ło mi się z polem kuli xD

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: Ile takich osób znam? Sporo…

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: Ale nikt nie wynosi umiejętności realizowania projektów w zespołach. Bo nikt tego nie uczy.

      XDD praca w zespole w szkole - robisz wszystko sam, bo twoim współpracownikom lata koło c!!#! ocena i w sumie to moga miec też 2, a ty jesteś ambitnym introwertykiem który nie nadaje się na lidera grupy więc zadupcasz wszystko sam.

      Tymczasem z pracy masz teamleadera który ma predyspozycje oraz umiejętności do zarzadzania zespołem, twój zespół tworza ludzie o podobnym poziomie intelektualnym, wszyscy sa idywidualnie rozliczani ze swojej pracy i nie ma że mi się nie chce i co mi zrobisz, bo zwyczajnie taka osoba wylatuje z roboty i elo.

    •  

      pokaż komentarz

      Znaczy że algebry też się tak będą uczyć? A rodzajników w niemieckim?

      @Kotwworku: Gościu, algebra to tylko koncept abstrakcyjny. Paradoksalnie ktoś, kto ogarnie coś, co jest na niej oparte bez jej wnikliwej znajomości może się okazać, że wymyśli jakieś inne lepsze lub gorsze podwaliny pod zupełnie inną matematykę lub podważy niektóre istniejące jej niezmienniki. A to już będą odkrycia zupełnie nie porównywalne do np. opracowania "lpeszego algorytmu rozpoznawania twarzy".

      A jezyk ewoluuje tak samo jak i człowiek. Ewolucję odkryliśmy całkiem niedawno a język co ciekawe potrafi się zmieniać już po kilkunastu latach mieszkania w danym środowisku. Być może przyszłość wpisze ewolucyjne zmiany i świadome odkrycia z nim związane w sam trzon wielu języków na świecie.

    •  

      pokaż komentarz

      @enten: Pijesz, nie pisz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @WodzBorsuk: Szkoła to miejsce odsiewu pracowitych od leniwych, sumiennych od roztrzepanych, mądrzejszych od głupszych, ambitnych od nieambitnych.Tyle, człowiek opuszczający mury szkoły zostaje ocechowany odpowiednim papierem który o nim coś tam mówi i gospodarka ma łatwiej go przyswoić w odpowiednie miejsce. Taka jest rola szkolnictwa, wielu się wydaje że to tak jest że wejdzie do szkoły jako kura i tak go poprowadzą że wyjdzie jako orzeł. Nie.

    •  

      pokaż komentarz

      Cóż, taką odpowiedź otrzymałeś wcześniej od kogoś i faktycznie ja również nie będę ciągnął tematu. Pozdrawiam.

      @wykopyrek: Nie będę marnował więcej czasu, skupiasz się na czepianiu się pojedynczych linijek, a brak Ci zdolności zrozumienia przekazu.

    •  

      pokaż komentarz

      @Droper: Aż się zagotowałem. 8-12 lat i miliardów złotych potrzeba, żeby zrobić odsiew? To jest według ciebie "rola szkolnictwa"? To jest ok według ciebie? To się nazywa "okres próbny" i trwa 1-3 miesięcy w każdej pracy. Szkolnictwo powinno szkolić ludzi. Od weryfikacji jest pracodawca. Cholera, większej bredni dawno nie słyszałem...

    •  

      pokaż komentarz

      ile osób znasz, albo potrafisz szybko znaleźć na ulicy, które potrafią cokolwiek obliczyć. Ile z tych osób kiedykolwiek (!) w swoim życiu potrzebowało coś obliczyć.
      @wykopyrek: wiele ... i wiele.
      Kwestia towarzystwa w jakim się obracasz. Może nikt z twojego otoczenia nie pracuje unysłowo.

      Chociaż też nie, bo nawet wśród żuli mogą chcieć obliczyć ile metrów trakcji zaj$$$ć, żeby kasa ze skupu wystarczyła na amarenę.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kotwworku: ile osób znasz, albo potrafisz szybko znaleźć na ulicy, które potrafią cokolwiek obliczyć. Ile z tych osób kiedykolwiek (!) w swoim życiu potrzebowało coś obliczyć.

      @wykopyrek: Znam za to wiele osób i widziałem niejedną sytuację, gdzie jak zbrakło telefonu a nie było w pobliżu niczego w zastępstwie (kalkulator, komputer), to ludzie się mało co nie popłakali, bo proste dzielenie metodą pisemną ich przerosło ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Nie wszystko w życiu przewidzisz, dlatego trzeba mieć wyuczone podstawowe umiejętności, aby w razie niedostępności "wspomagaczy" sobie poradzić.

    •  

      pokaż komentarz

      A rodzajników w niemieckim?

      @Kotwworku: Większość Niemców nauczyła się rodzajników bez teorii. (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞

    •  

      pokaż komentarz

      @uhu8: @Brak_wolnych_loginow: czy wy serio jedyne co potraficie od siebie dodać, to "a u mnie działa"?
      Może spróbujcie odnieść się do sedna wypowiedzi, a nie do tego, że akurat wy jesteście biegli w arytmetyce i tak się składa, że pamiętacie ze szkoły podstawowej (może nawet średniej) więcej matematyki, niż przeciętny uczeń na egzaminie maturalnym.
      System nie jest do tego, żeby płacić za nauczanie wszystkich, a uzyskać nauczanie kilku procent.
      Polska to biedny kraj i nie stać nas na taki luksus marnotrawstwa. Bo z tych kilku procent pewnie połowa wyjedzie za granicę i tak.
      Musimy mieć mądrzejszych obywateli, większość z nich musi być mądrzejsza. Musimy ich jakoś nauczyć, czyli dostosować system do efektywnego nauczania wszystkich.
      Nieliczne wieże z kości słoniowej w stadzie baranów to jest sytuacja obecna, którą musimy zostawić za sobą.

    •  

      pokaż komentarz

      @uhu8: @Brak_wolnych_loginow: czy wy serio jedyne co potraficie od siebie dodać, to "a u mnie działa"?
      Może spróbujcie odnieść się do sedna wypowiedzi, a nie do tego, że akurat wy jesteście biegli w arytmetyce i tak się składa, że pamiętacie ze szkoły podstawowej (może nawet średniej) więcej matematyki, niż przeciętny uczeń na egzaminie maturalnym.
      System nie jest do tego, żeby płacić za nauczanie wszystkich, a uzyskać nauczanie kilku procent.
      Polska to biedny kraj i nie stać nas na taki luksus marnotrawstwa. Bo z tych kilku procent pewnie połowa wyjedzie za granicę i tak.
      Musimy mieć mądrzejszych obywateli, większość z nich musi być mądrzejsza. Musimy ich jakoś nauczyć, czyli dostosować system do efektywnego nauczania wszystkich.
      Nieliczne wieże z kości słoniowej w stadzie baranów to jest sytuacja obecna, którą musimy zostawić za sobą.


      @wykopyrek: Któryś z kolegów napisał coś wyżej i chyba miał rację, ty po prostu brzmisz jak typowy, dwójkowy uczniak.

      Zadam Ci proste pytanie, czy ktoś tym twoim wyimaginowanym uczniom zabraniał się uczyć? Tak się składa, że ja mam z tym styczność bo moja żona uczy matematyki i fizyki. Wiesz z jakimi głąbami musi się użerać? Oni po prostu nie chcą się uczyć i tyle.

      Najlepiej widać to było na zajęciach zdalnych. Żona poprosiła o zapoznanie się z materiałem z książki przed lekcjami, żeby nie musieć czytać na lekcji książki, a skupić się tylko na tym, czego uczniowie nie zrozumieli (tzw. lekcja odwrócona). Wiesz ile przeczytało? Trzy osoby na osiemnaście! Oczywiście połowa lekcji była zmarnowana na czytanie a nie tłumaczenie, bo dzieciom nie chciało się przeczytać czterostronicowego tematu. A później płacz, bo pani nie wytłumaczyła XD A kiedy miała to zrobić?

      Owszem są dzieci, które mają trudności z nauką różnych przedmiotów. Większość jest jednak w 100% wyuczalna, tylko trzeba mieć na to chęci. A o chęci ciężko, jak trzeba wybierać czy zamiast posiedzieć nad książkami, lepiej pograć w Fortnite-a czy oglądać na Tic-Tok-u?

    •  

      pokaż komentarz

      Któryś z kolegów napisał coś wyżej i chyba miał rację, ty po prostu brzmisz jak typowy, dwójkowy uczniak.

      Zadam Ci proste pytanie, czy ktoś tym twoim wyimaginowanym uczniom zabraniał się uczyć? Tak się składa, że ja mam z tym styczność bo moja żona uczy matematyki i fizyki. Wiesz z jakimi głąbami musi się użerać? Oni po prostu nie chcą się uczyć i tyle.

      I co dalej? Uznamy "no trudno, oni się nigdy nie nauczą, teraz przez następne naście lat będziemy zużywać na nich pieniądze i czas, chociaż nie ma nadziei"? Czy to jest twoja propozycja?

      Spójrz na szkołę jak inwestor, a nie jak uczeń.

      @Brak_wolnych_loginow: to nie jest tak, że skoro ty nie potrafisz sobie wyobrazić, że tych leni i głąbów nie da się nauczyć, to znaczy, że się nie da.

      Rzecz w tym, że się DA. Trzeba użyć innych narzędzi i innych metod.

    •  

      pokaż komentarz

      I co dalej? Uznamy "no trudno, oni się nigdy nie nauczą, teraz przez następne naście lat będziemy zużywać na nich pieniądze i czas, chociaż nie ma nadziei"? Czy to jest twoja propozycja?

      Oczywiście, że nie, należy próbować. Problem tylko w tym, że jeżeli dziecko nie chce, to żadna metoda nie poskutkuje. Bo najlepsza nauka to dialog a nie wykład, tylko do dialogu trzeba dwóch osób.

      @Brakwolnychloginow: to nie jest tak, że skoro ty nie potrafisz sobie wyobrazić, że tych leni i głąbów nie da się nauczyć, to znaczy, że się nie da.

      Rzecz w tym, że się DA. Trzeba użyć innych narzędzi i innych metod.

      Jeszcze raz. Jest dużo metod nauczania/aktywizowania uczniów, tylko oni muszą chcieć w tym uczestniczyć. Moja żona dwoi się i troi, szuka fajnych filmików (eksperymenty), daje dzieciakom zadania interaktywno/problematyczne a nie proste przykłady, uczy dzieciaków pracy w zespołach (grupach) podzielonych na konkretne zadania, itd. I co? I gówno, jak krew w piach...

      A teraz spójrz na to jako inwestor, jeżeli na część dzieci musisz wyłożyć o wiele więcej kasy, tylko po to, aby osiągnęli poziom wyuczenia tych, którzy kosztują mniej, to co byś wybrał? Bo prawdziwy inwestor wie, że zysk należy osiągać jak najmniejszymi kosztami własnymi ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @wykopyrek:

    •  

      pokaż komentarz

      Oczywiście, że nie, należy próbować. Problem tylko w tym, że jeżeli dziecko nie chce, to żadna metoda nie poskutkuje. Bo najlepsza nauka to dialog a nie wykład, tylko do dialogu trzeba dwóch osób.

      Tak mówią ludzie, którzy nie mają wyobraźni, ale próbują innych przekonać, że na pewno się nie da.

      Chcesz bronić tego, że polska szkoła dobrze naucza?

      Jeszcze raz. Jest dużo metod nauczania/aktywizowania uczniów, tylko oni muszą chcieć w tym uczestniczyć. Moja żona dwoi się i troi, szuka fajnych filmików (eksperymenty), daje dzieciakom zadania interaktywno/problematyczne a nie proste przykłady, uczy dzieciaków pracy w zespołach (grupach) podzielonych na konkretne zadania, itd. I co? I gówno, jak krew w piach...

      Bo to nie wystarczy wprowadzić elementów dobrego nauczania, żeby zobaczyć efekt. To tak jakbyś jeden krzak pomidorów nawoził, drugi podlewał, a trzeci wstawił do szklarni. Wszystko robisz dobrze, a dalej nic nie rośnie? No to wniosek jest jeden - pomidory były złe.

      A teraz spójrz na to jako inwestor, jeżeli na część dzieci musisz wyłożyć o wiele więcej kasy, tylko po to, aby osiągnęli poziom wyuczenia tych, którzy kosztują mniej, to co byś wybrał? Bo prawdziwy inwestor wie, że zysk należy osiągać jak najmniejszymi kosztami własnymi ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @Brak_wolnych_loginow: jak planujesz obrabiać pole, żeby zebrać tyle co przeciętny działkowicz, to ucz dalej inwestowania.

      Nie mam siły. Nie wiem skąd się biorą obrońcy systemu edukacji w Polsce. To jest jakiś k$#?a absurd.
      Kończę dyskusję w tym temacie.
      Jak to był troling, to 10/10, bo odebrało mi nadzieję na słoneczny weekend.

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: W sumie to nawet nie wiem co powiedzieć, więc zadam Ci pytanie, ale takie konkretne. Więc co proponujesz skoro, nasz system szkolnictwa jest be?

      I proszę nie ciskaj tu pomysłami żeby "wszystko zreformować", bo takie ogólniki to typowa gównomowa. Jakieś konkrety...

    •  

      pokaż komentarz

      o proponujesz skoro, nasz system szkolnictwa jest be?

      @Brak_wolnych_loginow: to samo, co w krajach, gdzie system działa.
      Nie wymyślać niczego, tylko powielić to co się sprawdziło.
      Przeszczepić 1:1 zaczynając od klas pierwszych rocznika 2030. Szkolenia dla nauczycieli wczesnego nauczania, przygotowanie programów, materiałów, infrastruktura w większości może zostać.
      9 lat to i tak szybko.
      Potem w miarę upływu czasu szkolić nauczycieli kolejnych etapów.
      Taki plan na szybko.

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: Żal mi ciebie... Wierzysz w jakąś wyimaginowaną edukacje w której dziecko po wyjściu z przedszkola zostanie automatycznie oszacowane pod względem mozliwosci. Głuptaki będą sie uczyć strugac patyki i jak sie podpisac na dokumencie (czytanie im nie potrzebne) oraz tężyzne fizyczna im wzmocnimy aby efektywniej pracowali, pozostałych podzielimy od razu na tych uzdolnionych matematycznie i resztę. Każdego wyuczymy tylko w jednym kierunku aby potem inzynier słysząc słowo poezja myslał że to jakies nowe wino dla tepaków, a geograf natomiast idąc do sklepu zawsze weźmie kalkulator bo sam nic nie policzy.

      System edukacji masz podzielony na etapy i w szkole podstawowej wszyscy zdobywaja wiedze na poziomie ... zgadnij jakim? - brawo - podstawowym. Potem dokonuja wyboru. Nie jest moja winą że każdy ma ambicje być najmniej dyrektorem więc głuptaki pchaja się do liceów ogólnokształcących i kilka lat później wypisuja swoje wysrywy na temat złej edukacji która ich nic nie nauczyła a ich marzeniem jest zostać hydraulikiem.

    •  

      pokaż komentarz

      @raffi74: nie projektuj swoich wyobrażeń na innych.

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek: ??? Kolego od dwóch dni nic innego nie robisz tylko płaczesz tu jak to źle nauczaja bo ulica i życie nauczyło cie wszystkiego. Pochwal sie jakie szczeble edukacji przeszedłes i z jakimi sukcesami bysmy mogli właściwie ocenic twoje wypociny.
      Aczkolwiek patrząc jak sie pieklisz na każde wspomnienie "dwójkowego ucznia" chyba mam jakies wyobrażenie na ten temat.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie wymyślać niczego, tylko powielić to co się sprawdziło.
      Przeszczepić 1:1 zaczynając od klas pierwszych rocznika 2030. Szkolenia dla nauczycieli wczesnego nauczania, przygotowanie programów, materiałów, infrastruktura w większości może zostać.
      9 lat to i tak szybko.
      Potem w miarę upływu czasu szkolić nauczycieli kolejnych etapów.
      Taki plan na szybko.


      @wykopyrek: Czyli ogólniki, które nic nie wnoszą, brawo. A wiesz o tym, że to jest cały czas wprowadzane, tyle, że małymi krokami? Polskie nauczanie teraz, a dajmy na to 10 lat temu, to zupełnie inny świat. W szkołach jest coraz więcej multimediów, zmieniają się metody nauczania, zmienia się program. Tylko całkowici ignoranci, lub Ci, którzy nie mają żadnej wiedzy o szkolnictwie twierdzą inaczej.

      Problemy są dwa, po pierwsze kasa. Na wszystkie reformy potrzeba jej od zaj$#%nia, a szkolnictwo dostaje ochłapy. Już samo to, że nauczyciel zarabia takie grosze, powoduje to, że ludziom, którzy naprawdę mają umiejętności nie opłaca się tam pracować. Oczywiście zdarzają się nauczyciele z wyboru, ale takich jest jakieś 50% (moje osobiste szacunki).

      Po drugie czas. Nie da się z dnia na dzień zrobić tak wielkiej reformy, bo mamy do czynienia z gigantyczną machiną. Samo szkolenie nauczycieli to kupa czasu, a gdzie programy czy podręczniki, to są lata.

      Tylko zupełny ignorant może twierdzić, że wystarczy coś skopiować 1:1, bo to zwyczajnie niemożliwe ze względu na to, że każdy kraj ma swoją specyfikę. Już raz próbowaliśmy kopiować 1:1 z gimnazjami, jak wyszło?

    •  

      pokaż komentarz

      Polskie nauczanie teraz, a dajmy na to 10 lat temu, to zupełnie inny świat

      @Brak_wolnych_loginow: pamiętam nauczanie 30 lat temu, a obecnie moje dzieci są nauczane, więc mam wgląd jak wygląda teraz. W rodzinie mam też nauczycieli.
      To nie jest zupełnie inny świat.

      Tylko zupełny ignorant może twierdzić, że wystarczy coś skopiować 1:1, bo to zwyczajnie niemożliwe ze względu na to, że każdy kraj ma swoją specyfikę. Już raz próbowaliśmy kopiować 1:1 z gimnazjami, jak wyszło?

      1:1 tylko fragment systemu. Znowu, jedno nawozić, drugie podlewać, trzecie pryskać na stonkę, to kartofle były złe.
      No i tak, Polska jest tak suuuuper unikalnym krajem, że musimy sami wypracować nasze własne unikalne metody, bo nic innego tutaj nie zadziała.
      I tak idzie. "małymi krokami", jak napisałeś. Szkoda klawiatury.

    •  

      pokaż komentarz

      @Brak_wolnych_loginow: pamiętam nauczanie 30 lat temu, a obecnie moje dzieci są nauczane, więc mam wgląd jak wygląda teraz. W rodzinie mam też nauczycieli.
      To nie jest zupełnie inny świat.


      Ja też już dawno do szkoły chodziłem, a moje dziecko się teraz uczy. I to jest zupełnie inny świat, metody nauczania poszły daleko do przodu. Może twoi znajomi pamiętają komunę i im metody te zostały? Moja córa ma autyzm (lekki) i ma zajęcia dodatkowe z 9-cioma (!) specjalistami, oczywiście oprócz typowych zajęć. Miała ogromne zaległości, nie potrafiła się skupić na zadaniu dłużej niż minutę. W ciągu 2 lat "naprostowali" ją tak, że prawie nie odstaje od reszty. Tylko oprócz szkoły wymagało to ogromu pracy i zaangażowania także z naszej strony, a raczej mojej, bo to ja nauczam w domu dzieci. Byłem (jestem) w ciągłym kontakcie ze specjalistami, na bierząco koryguję to, czego oni nie zdążyli.

      Wyobrażasz sobie taką ilość pomocy, tak łatwą i owocną współpracę z nauczycielami/specjalistami w naszych czasach? Kto k?%@a z nas słyszał o terapii ręki czy zajęciach korekcyjno-kompensacyjnych? Nawet o psychologa było kiedyś trudno...

      A teraz Cię lekko zszokuję, to jest publiczna placówka, w niewielkim miasteczku (ok. 45k) i do tego nie najwyższa w rankingach okolicznych szkół XD Jak chcesz, to Ci nawet na priv adres wyślę, to sobie ogarniesz ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

      Tylko zupełny ignorant może twierdzić, że wystarczy coś skopiować 1:1, bo to zwyczajnie niemożliwe ze względu na to, że każdy kraj ma swoją specyfikę. Już raz próbowaliśmy kopiować 1:1 z gimnazjami, jak wyszło?

      1:1 tylko fragment systemu. Znowu, jedno nawozić, drugie podlewać, trzecie pryskać na stonkę, to kartofle były złe.
      No i tak, Polska jest tak suuuuper unikalnym krajem, że musimy sami wypracować nasze własne unikalne metody, bo nic innego tutaj nie zadziała.
      I tak idzie. "małymi krokami", jak napisałeś. Szkoda klawiatury.


      Każdy system nauczania ma cechy szczególne, wypracowane przez konkretną społeczność na przestrzeni dekad a nawet wieków. Nasze szkolnictwo dopiero zaczyna się podnosić po okresie komunizmu. I tak nie jest źle, jak na tak skromny budżet i ograniczony czas. Jak mówi popularne przysłowie, "Nie od razu Rzym zbudowano", pozdrawiam.

      Może jednak ten weekend będzie słoneczny?

      @wykopyrek:

    •  

      pokaż komentarz

      A teraz Cię lekko zszokuję

      @Brak_wolnych_loginow: usunięto trochę patologii i wdrożono wspomaganie nauczania. Uojesu, ale szoker. Szokowirówka.
      Z jednej strony trochę (serio, trochę) lepiej, z drugiej czas na ucznia się skurczył przez narzut biurokratyczny, za to mamy testy wyboru zamiast sprawdzianów.
      45min przepisywania z tablicy jak było, tak jest. Przeładowane plecaki, jak były, tak są jeszcze bardziej. Nauka rzek na pamięć na geografii, no jakby bez zmian.
      Zadania "z treścią" na matematyce, jak były mieszaniną matematyki z poezją, tak i zostało.
      Owszem, komputery w pracowni mają windows. A "sala multimedialna" na angielskim ma 16 stanowisk ze słuchawkami. A naucza ten sam nauczyciel, który w kraju w języku w którym naucza nie potrafi wytłumaczyć czym się zajmuje na codzień.
      Chemia i fizyka to ciągle arytmetyka + pamięciówka ze wzorów. Biologia to ciągle recytacja listy faktów na temat X.
      Historia to ciągle recytacja listy dat z powiązanymi wydarzeniami.

    •  

      pokaż komentarz

      Aż się zagotowałem. 8-12 lat i miliardów złotych potrzeba, żeby zrobić odsiew? To jest według ciebie "rola szkolnictwa"? To jest ok według ciebie? To się nazywa "okres próbny" i trwa 1-3 miesięcy w każdej pracy. Szkolnictwo powinno szkolić ludzi. Od weryfikacji jest pracodawca. Cholera, większej bredni dawno nie słyszałem...

      @WodzBorsuk: Skądże, w tym właśnie myk że ten kto chce to się wyszkoli i oceny są tego potwierdzeniem jak bardzo mu zależało. Wiem że polskie szkolnictwo nie jest doskonałe ale jak komuś zależy, robi postępy to nauczyciele takiemu uchylają nieba bo to i prestiż dla nich samych wypuścić takiego ucznia. Dobre oceny to nic innego jak długodystansowa suma pracowitości, samodyscypliny, zaangażowania i zdolności przyswajania wiedzy, jak ktoś ma słabe oceny to znaczy że któryś z tych elementów u kogoś kuleje. Wydaje mi się że to dosyć miarodajny system szczególnie na poziomie podstawowym.

    •  

      pokaż komentarz

      Z jednej strony trochę (serio, trochę) lepiej, z drugiej czas na ucznia się skurczył przez narzut biurokratyczny,

      Niestety, tu Ci przyznam rację. Biurokracja jest ogromna, ale nie jest to wada naszego systemu nauczania a wszystkich. Tu światełka w tunelu nie widać, a jest coraz gorzej. Niedługo nauczyciel zamiast uczyć będzie głównie wypełniał ankiety dla kuratorium. Problem w tym, że to się nie zmieni, bo wraz z rozwojem społeczeństw, następuje także rozwój "papierologii stosowanej".

      za to mamy testy wyboru zamiast sprawdzianów.

      Nie bardzo wiem o co Ci tu chodzi, są różne metody sprawdzania wiedzy uczniów.

      45min przepisywania z tablicy jak było, tak jest.

      Chyba śnisz, już dawno się od tego odchodzi, bo badania jasno wskazują, że metoda "wykładania" wiedzy sprawdza się najmniej. Stąd wprowadzenie szeregu metod aktywizacji uczniów.

      Przeładowane plecaki, jak były, tak są jeszcze bardziej.

      A twoje dziecko (dzieci) to gdzie się uczy, w Pakistanie? W polskich szkołach już dawno są szafki na podręczniki i ćwiczenia, uczniowie nie noszą tyle co kiedyś.

      Nauka rzek na pamięć na geografii, no jakby bez zmian.

      A jak to sobie wyobrażasz? Może tak jak w USA, gdzie dzieci nie mają elementarnej wiedzy o budowie świata i Europa to dla nich inna planeta, że o Polsce nie wspomnę? Podstawy trzeba znać, to się tyczy wszystkich przedmiotów. Jeżeli dziecko nie będzie znało np. podstawowych rzek na świecie czy w Polsce, to czytając taki nagłówek wiadomości "W Gangesie płyną ciała zmarłych na Covid", nie będzie umiało tego umiejscowić, czyli połowa wiadomości będzie niezrozumiała. Wiesz, w teorii to mogłoby sprawdzić sobie w necie gdzie ten Ganges jest, ale jak przyjdzie z kimś podyskutować na żywo, to będzie przypał, jak przy co drugim zdaniu poprosi o przerwę, bo musi sprawdzić coś w telefonie. A wyobraź sobie, że ludzie jeszcze rozmawiają twarzą w twarz i to na przeróżne tematy.

      Zadania "z treścią" na matematyce, jak były mieszaniną matematyki z poezją, tak i zostało.

      Wyabacz, ale nie wiem co chciałeś mi przekazać w tym zdaniu. Podaj mi jakieś przykładowe, poprawne zadanie z matematyki, bo chyba nie ogarniam, jak można wpleść poezję w taką treść.

      Owszem, komputery w pracowni mają windows.

      A co jeszcze mają mieć? Windows, Office i programy niezbędne do wykonania zadań z zakresu programu nauczania. Nie wiem, liczysz na Vegasa czy Photoshopa? Coś jeszcze bardziej specjalistycznego? Nie bardzo wiem czego oczekujesz po pracowni, w której dzieciaki mają się nauczyć podstaw obsługi komputera.

      A "sala multimedialna" na angielskim ma 16 stanowisk ze słuchawkami. A naucza ten sam nauczyciel, który w kraju w języku w którym naucza nie potrafi wytłumaczyć czym się zajmuje na codzień.

      Tu się nie wypowiem, nie mam wykształcenia w tym kierunku, nie mnie oceniać kompetencje językowe innych.

      Chemia i fizyka to ciągle arytmetyka + pamięciówka ze wzorów.

      Bo to jest właśnie nauka? Eksperymenty + ogrom obliczeń związanych z nimi i wyciągnięcie z nich wniosków? Chciałeś nauczać Chemii i fizyki, czyli przedmiotów ŚCISŁYCH bez udziału matematyki? To znaczy co, dzieci mają sobie pooglądać filmiki z eksperymentów, nie mając nawet elementarnej wiedzy jak to wszystko zaszło i dlaczego?

      Biologia to ciągle recytacja listy faktów na temat X.

      Bilogia, tak jak geografia wymaga pamięciowych podstaw. Ale dla twoich dzieci się nie przyda, bo dalej udział musi już wziąć matematyka, bo ta nauka zajmuje się procesami które też wymagają obliczeń. I znów będziesz psioczył, że znów pamięciówka i arytmetyka, ewentualnie statystyka XD

      Historia to ciągle recytacja listy dat z powiązanymi wydarzeniami.

      A tu się nie zgodzę totalnie, bo jestem historykiem z wykształcenia. Duży nacisk w nauczaniu kładzie się teraz na wyjaśnienie procesów społeczno-kulturalnych, tylko trzeba je jednak obudować w daty i "wydarzenia", bo dziecko musi je umieć umiejscowić w czasie i przestrzeni.

      Widać, że się nauczaniu po prostu nie znasz. A całą porażkę w nauczaniu swoich dzieci zwalasz na szkołę, bo to ona musi nauczyć. Niestety nie! Nauczanie to proces, który wymaga równego udziału dziecka, rodzica i szkoły! Ja swoje dzieci uczę tego, co chciałbym aby umiały, często rozszerzając wiedzę szkolną. No ale do tego potrzeba czasu poświęconego dzieciom, a tu rodzice już mają opory, bo przecież to SZKOŁA ma nauczać, nie ja! Klasyczny roszczeniowy rodzic, zwalający swoje wychowawcze porażki na innych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @wykopyrek:

    •  

      pokaż komentarz

      Skądże, w tym właśnie myk że ten kto chce to się wyszkoli i oceny są tego potwierdzeniem jak bardzo mu zależało. Wiem że polskie szkolnictwo nie jest doskonałe ale jak komuś zależy, robi postępy to nauczyciele takiemu uchylają nieba bo to i prestiż dla nich samych wypuścić takiego ucznia. Dobre oceny to nic innego jak długodystansowa suma pracowitości, samodyscypliny, zaangażowania i zdolności przyswajania wiedzy, jak ktoś ma słabe oceny to znaczy że któryś z tych elementów u kogoś kuleje. Wydaje mi się że to dosyć miarodajny system szczególnie na poziomie podstawowym.

      @Droper: Ja Ci tylko taką ciekawostkę przytoczę. jak moja żona uczyła w Wa-Wie, to u niej w szkole byli uczniowie ze średnią 6.0. Tam w ogóle do klas (pozarejonowych) przyjmowano ze średnią minimalną 4.8. Tak więc są uczniowie, którym zależy.

    •  

      pokaż komentarz

      Stąd wprowadzenie szeregu metod aktywizacji uczniów.

      Może u ciebie. U mnie to może jeden nauczyciel coś się starał.

      Przeładowane plecaki, jak były, tak są jeszcze bardziej.

      A twoje dziecko (dzieci) to gdzie się uczy, w Pakistanie? W polskich szkołach już dawno są szafki na podręczniki i ćwiczenia, uczniowie nie noszą tyle co kiedyś.

      Szafki są. Ale przez te "metody aktywizacji" z podręcznika zrobiło się podręcznik+ćwiczenia+jakieś inne ćwiczenia+coś jeszcze, co trudno mi nazwać.

      Moje dziecko nie ma przeładowanego plecaka z jednego powodu - kontroluję przed wyjściem i po przyjściu. Za noszenie rzeczy jest szlaban na komputer, a że komputer > nauczyciel, więc przynajmniej kręgosłup będzie prostu.
      Oceny gunwo znaczą, więc pały za brak ćwiczeń są ignorowane.

      Nauka rzek na pamięć na geografii, no jakby bez zmian.

      A jak to sobie wyobrażasz?

      Wyobrażam sobie, że skoro jest to zbędne (a jest, no nie?) to nie powinno tego być. Owszem, te kilka rzek i dopływów w najbliższej okolicy powinien każdy znać. A resztę przy okazji omawiania, należy wspomnieć, ew. skąd się nazwa wzięła i koniec.

      Podstawy trzeba znać,

      Znać, czy zakuć-zdać-zapomnieć? Bo nie można mieć obu.

      I nie piszę o nie uczeniu gdzie płynie Nil, a gdzie amazonka, ale o liście ~30 rzek z każdego kontynentu.
      Na pamięć. Na sprawdzian. Na zatydzień.

      Zadania "z treścią" na matematyce, jak były mieszaniną matematyki z poezją, tak i zostało.

      Wyabacz, ale nie wiem co chciałeś mi przekazać w tym zdaniu. Podaj mi jakieś przykładowe, poprawne zadanie z matematyki, bo chyba nie ogarniam, jak można wpleść poezję w taką treść.

      Podręcznik akurat jest w tej wspomnianej szafce, ale poszukaj sam przy okazji. Powinno ci się bez trudu znaleźć także takie z błędami w treści.

      Owszem, komputery w pracowni mają windows.
      A co jeszcze mają mieć?


      Tutaj akurat chwalę. Bo to jest to ogromne osiągnięcie, mamy komputery w pracowni informatycznej. Trzeba chwalić.

      A "sala multimedialna" na angielskim ma 16 stanowisk ze słuchawkami. A naucza ten sam nauczyciel, który w kraju w języku w którym naucza nie potrafi wytłumaczyć czym się zajmuje na codzień.

      Tu się nie wypowiem, nie mam wykształcenia w tym kierunku, nie mnie oceniać kompetencje językowe innych.

      No to przyjmij to za informację jak to jest w podstawówce na moich bagnach.

      Chciałeś nauczać Chemii i fizyki, czyli przedmiotów ŚCISŁYCH bez udziału matematyki?

      Po pierwsze, większość tych obliczeń ma sens dopiero od biegłego posługiwania się całkami.
      Po drugie, po takich lekcjach nikt nie zostanie fizykiem, ani chemikiem.
      Więc po co?

      Biologia to ciągle recytacja listy faktów na temat X.

      Bilogia, tak jak geografia wymaga pamięciowych podstaw. Ale dla twoich dzieci się nie przyda, bo dalej udział musi już wziąć matematyka, bo ta nauka zajmuje się procesami które też wymagają obliczeń. I znów będziesz psioczył, że znów pamięciówka i arytmetyka, ewentualnie statystyka XD

      Albo chcemy osiągnąć jakiś konkretny cel, albo chcemy "nauczać", a potem arbitralnie "dawać oceny", żeby w taki sposób "mierzyć" "postęp" w "nauczaniu".

      Historia to ciągle recytacja listy dat z powiązanymi wydarzeniami.

      A tu się nie zgodzę totalnie, bo jestem historykiem z wykształcenia. Duży nacisk w nauczaniu kładzie się teraz na wyjaśnienie procesów społeczno-kulturalnych, tylko trzeba je jednak obudować w daty i "wydarzenia", bo dziecko musi je umieć umiejscowić w czasie i przestrzeni.

      A na sprawdzianie są daty i wydarzenia do wpisania. Wiec ten... taki to jest ten nacisk.

      Widać, że się nauczaniu po prostu nie znasz.

      Na trąbce też nie potrafię grać. Nie znaczy, że nie odróżniam kto fałszuje, a kto nie.

      A całą porażkę w nauczaniu swoich dzieci zwalasz na szkołę, bo to ona musi nauczyć.

      No a kto ma uczyć? 5h w szkole, to mam do tego dorzucić drugie 5h w domu? Żeby był równy udział?

      Ja swoje dzieci uczę tego, co chciałbym aby umiały, często rozszerzając wiedzę szkolną. No ale do tego potrzeba czasu poświęconego dzieciom, a tu rodzice już mają opory, bo przecież to SZKOŁA ma nauczać, nie ja!

      Jak pracujesz w szkole, to czasu masz w opór. Ja mam 9h dzień pracy + dojazdy + rehabilitacje, zajęcia dodatkowe.

      Mam nie spać, bo w szkole wszystko jest tak bardzo zajebiście, że mamy najgłupsze dzieci na świecie, więc nic nie trzeba zmieniać, bo przecież rodzice to słabe ogniwo procesu nauczania?

      Klasyczny roszczeniowy rodzic, zwalający swoje wychowawcze porażki na innych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @Brak_wolnych_loginow: klasyczna odpowiedź odklejonego od rzeczywistości nauczyciela.
      Serio, "roszczeniowy rodzic" to chyba ulubiona wymówka za bycie lichym pedagogiem, w lichym systemie nauczania.

    •  

      pokaż komentarz

      System nie jest do tego, żeby płacić za nauczanie wszystkich, a uzyskać nauczanie kilku procent.
      @wykopyrek: czyli należałoby usunąć z syatemu tych, ktorzy uczyć się nie chcą. Przecież problem dotyczy w równym stopniu każdej nauki ścicłej. Albo nieużywanego języka obcego.

    •  

      pokaż komentarz

      Szafki są. Ale przez te "metody aktywizacji" z podręcznika zrobiło się podręcznik+ćwiczenia+jakieś inne ćwiczenia+coś jeszcze, co trudno mi nazwać.

      Niestety, aby aktywizować ucznia trzeba też użyć materiałów dodatkowych, coś za coś. Także decyduj się, albo zmieniamy szkolnictwo szukając nowych "dojść" do ucznia i zmieniając metody, albo mamy lekkie plecaki, dwóch na raz mieć nie będziesz.

      Oceny gunwo znaczą, więc pały za brak ćwiczeń są ignorowane.

      No właśnie nie, liczą się jako przygotowanie do lekcji i wpływają na końcową ocenę ucznia.

      Wyobrażam sobie, że skoro jest to zbędne (a jest, no nie?) to nie powinno tego być. Owszem, te kilka rzek i dopływów w najbliższej okolicy powinien każdy znać. A resztę przy okazji omawiania, należy wspomnieć, ew. skąd się nazwa wzięła i koniec.

      Naprawdę uważasz, że podstawowa wiedza o świecie, to rzecz zbędna? Owszem, poznanie topografii swojej okolicy jest ważne, ale wiedza o tym jaki jest świat, to rzecz niezbędna dla wykształconego człowieka. Podążając za twoim tokiem myślenia to po co ma znać województwa w Polsce, przecież mieszka w jednym, po co ma znać sąsiednie państwa, skoro mieszka w Polsce, po co ma znać inne kontynenty, skoro mieszka w Europie? A później dzecko nawet wycieczki nie wykupi w biurze turystycznym, bo nie zna nazw tych "dziwnych" i "nieznanych" miejsc ze zdjęć XD

      Znać, czy zakuć-zdać-zapomnieć? Bo nie można mieć obu.

      Nie wszystko da się nauczyć metodą dedukcji. Czasem trzeba zakuć i nie zapominać, większości właśnie takich rzeczy uczy szkoła. Prosty przykład, dziecko ma się nauczyć wzoru na pole koła, czy za każdym razem będzie go samo wyprowadzać?

      I nie piszę o nie uczeniu gdzie płynie Nil, a gdzie amazonka, ale o liście ~30 rzek z każdego kontynentu.
      Na pamięć. Na sprawdzian. Na zatydzień.


      No i? To są podstawowe informacje, a dziecko powtarzając codziennie nauczy się tego bardzo szybko, tylko trzeba chcieć. Tydzień czasu przy regularnym, codziennym powtarzaniu to aż nadto.

      Podręcznik akurat jest w tej wspomnianej szafce, ale poszukaj sam przy okazji. Powinno ci się bez trudu znaleźć także takie z błędami w treści.

      Są zadania z błędami w treści, to nic nowego. Wydawnictwa nie dbają o poziom swoich książek, zresztą nigdy tego nie robiły. Moja żona kiedyś regularnie zgłaszała do wydawnictwa błędy, które sama znalazła. Nie było ich dużo, ale kilka zadań na książkę to norma. Oczywiście wydawnictwa miały to w dupie i w następnych wydaniach, jeżeli to zadanie występowało, to z tym samym błędem. Także już od lat nie zgłasza tego, bo to bez sensu. Tu akurat szkolnictwo nic do tego nie ma, bo podręczniki wydają firmy prywatne.

      Po pierwsze, większość tych obliczeń ma sens dopiero od biegłego posługiwania się całkami.
      Po drugie, po takich lekcjach nikt nie zostanie fizykiem, ani chemikiem.
      Więc po co?


      Po to aby się rozwijać w różnych kierunkach? Po takich lekcjach nikt nie zostaje chemikiem ani fizykiem, z tym się zgodzę całkowicie. Jednak ten materiał pozwala wyłapać uczniów uzdolnionych w danym kierunku, a także pozwala zapoznać się samym uczniom, z materiałem (uproszczonym oczywiście) jakim zajmuje się dana dyscyplina nauki. Szkoła ma pokazać wszelkie możliwości, a dziecko idąc na studia wybiera sobie specjalizację. Tylko jak ma to zrobić nie poznając wcześniej chociaż minimalnej części wiedzy? Nie będzie wiedziało co wybrać, co jest dla niego ciekawe i pasjonujące.

      Albo chcemy osiągnąć jakiś konkretny cel, albo chcemy "nauczać", a potem arbitralnie "dawać oceny", żeby w taki sposób "mierzyć" "postęp" w "nauczaniu".

      Celem jest zapoznanie się ucznia z podstawowymi pojęciami, oraz opanowanie przez niego podstawowej wiedzy. Niestety ciężko jest zmierzyć postępy w nauce nie wystawiając ocen.

      A na sprawdzianie są daty i wydarzenia do wpisania. Wiec ten... taki to jest ten nacisk.

      Nawet za moich czasów na sprawdzianach z Historii daty były tylko narzędziem, którym uczeń mógł się podeprzeć umiejscawiając wydarzenia w historii. Ułatwiały też zachowanie chronologii wypowiedzi, więc raczej poznanie ich było ułatwieniem dla ucznia, nie utrudnieniem. Ciężko jest opisać jakiekolwiek zmiany w społeczeństwie, nie opisując wydarzeń, bo to one są często zapalnikiem tych zmian. Przykładowo, ciężko jest opisać zmiany społeczne we Francji w XIX w. nie opisując Wielkiej rewolucji, prawda?

      @wykopyrek:

    •  

      pokaż komentarz

      @wykopyrek:

      Jak pracujesz w szkole, to czasu masz w opór. Ja mam 9h dzień pracy + dojazdy + rehabilitacje, zajęcia dodatkowe.

      Nie, nie pracuję w szkole.

      No a kto ma uczyć? 5h w szkole, to mam do tego dorzucić drugie 5h w domu? Żeby był równy udział?

      Mam nie spać, bo w szkole wszystko jest tak bardzo zajebiście, że mamy najgłupsze dzieci na świecie, więc nic nie trzeba zmieniać, bo przecież rodzice to słabe ogniwo procesu nauczania?

      Klasyczny roszczeniowy rodzic, zwalający swoje wychowawcze porażki na innych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Nie, nauczanie to nie tylko proces "szkolny". Pragnąłbym Ci przypomnieć, że byłeś pierwszym nauczycielem dziecka. To ty uczyłeś go (ją?) chodzić, mówić, jeść, bawić się, jeździć na rowerze i miliona innych rzeczy. Proces ten wcale się naie zakończył w momencie, w którym poszło ono do szkoły. Proces nauczania odbywa się cały czas, tak w szkole, jak i w domu.

      Ja osobiście ze swojego doświadczenia podzieliłbym to po równo, czyli (zaokrąglając) po 33%. I tak szkoła odpowiada za swoje 33%, uczeń za swoje a ty za pozostałe. Wszystko jest zależne od siebie nawzajem. Szkołą sama ucznia nie nauczy, bo jej udział w tym jest za mały, uczeń nie chcąc się uczyć pozbawia się 33% szansy na wiedzę, rodzic olewając wszystko odpuszcza sobie 33% wiedzy, której dziecko nie zrozumiało po przyjściu ze szkoły. Wystarczy, że wszyscy będą współpracować a dziecko będzie k#%!a "niemalże" wybitne. Może inaczej, wyobraź to sobie jako stołek z trzema nogami. Na jednej nie ustoi, na dwóch bardzo ciężko się go stawia i się chwieje, a na trzech, to porządna stabilna konstrukcja ... wiedza twojego dziecka.

      I najważniejsze, to ty odpowiadasz za naukę swojego dziecka, w czasie, gdy nie ma go w szkole. Tak samo jak ty odpowiadasz za jego bezpieczeństwo, czy wyżywienie, gdy nie znajduje się w szkole. To jest twoja odpowiedzialność, nie możesz całości kształcenia dziecka zwalać na szkołę, bo nie jest w niej cały czas.

      I nie, nie musisz siedzieć z nim 5h, wystarczy, że sprawdzisz z nim lekcje, wytłumaczysz niezrozumiałe zagadnienia i/lub wskażesz jakieś kierunki dodatkowych zainteresowań.

      @Brakwolnychloginow: klasyczna odpowiedź odklejonego od rzeczywistości nauczyciela.
      Serio, "roszczeniowy rodzic" to chyba ulubiona wymówka za bycie lichym pedagogiem, w lichym systemie nauczania.


      Nie jestem nauczycielem, a na pewno nie odklejonym od rzeczywistości. Po prostu wiem, że zwalanie wszystkiego na szkołę to typowa, przygłupawa wymówka rodzica, któremu po probocie chce się już tylko posiedzieć z piwem przed telewizorem. Niestety dziecko to odpowiedzialność, nie wystarczy go "odchować", trzeba je "wychować".

      Może u ciebie. U mnie to może jeden nauczyciel coś się starał.

      Mała rada ode mnie, jeżeli system nauczania w "twojej" szkole Ci się nie podoba, to go zmień. Porozmawiaj z nauczycielem, czy nie da się zmienić metod, wprowadzając np. więcej metod aktywizacji, czy innego podejścia. Zapytaj się w czym problem, bo może część tych rzeczy wynika ze słabej multimedialności szkoły lub innych, nieznanych Ci wcześniej przeszkód? Może mógłbyś w czymś pomóc? Rozmowa naprawdę nie boli a wiele możesz zdziałać.

    •  

      pokaż komentarz

      albo zmieniamy szkolnictwo szukając nowych "dojść" do ucznia i zmieniając metody, albo mamy lekkie plecaki, dwóch na raz mieć nie będziesz.

      Nie w tym systemie, to na pewno.

      No właśnie nie, liczą się jako przygotowanie do lekcji i wpływają na końcową ocenę ucznia.

      Kręgosłup ważniejszy.

      Naprawdę uważasz, że podstawowa wiedza o świecie, to rzecz zbędna?

      W mojej definicji słowa "podstawowa" nie ma listy ~30 rzek z każdego kontynentu, na blachę. A tak się uczy w szkole.

      Nie wszystko da się nauczyć metodą dedukcji. Czasem trzeba zakuć i nie zapominać,

      A zwłaszcza twojego przedmiotu, bo jest bardzo ważny. Myśli każdy z nauczycieli. Nawet ten z plastyki.

      Prosty przykład, dziecko ma się nauczyć wzoru na pole koła, czy za każdym razem będzie go samo wyprowadzać?

      Jeśli będzie sprawdzać za każdym razem, kiedy musi go w życiu użyć w praktycznym zastosowaniu... to niech sprawdza. Będzie to może raz. Może wcale.

      No i? To są podstawowe informacje, a dziecko powtarzając codziennie nauczy się tego bardzo szybko, tylko trzeba chcieć. Tydzień czasu przy regularnym, codziennym powtarzaniu to aż nadto.

      I to proponujesz? Żeby dziecko regularnie powtarzało i wkuwało przez resztę swojego dnia te informacje?

      Wiesz co... nie dogadamy się.

      Po pierwsze, większość tych obliczeń ma sens dopiero od biegłego posługiwania się całkami.
      Po drugie, po takich lekcjach nikt nie zostanie fizykiem, ani chemikiem.
      Więc po co?


      Po to aby się rozwijać w różnych kierunkach?

      Żeby coś policzyć w fizyce, musisz znać całki. Wcześniej nie ma sensu się nawet zabierać. Więc po co męczyć dzieci arytmetyką z upośledzonym aparatem matematycznym, skoro i tak tą drogą nigdzie nie dojdą?
      Żeby zniechęcić?

      Albo chcemy osiągnąć jakiś konkretny cel, albo chcemy "nauczać", a potem arbitralnie "dawać oceny", żeby w taki sposób "mierzyć" "postęp" w "nauczaniu".

      Celem jest zapoznanie się ucznia z podstawowymi pojęciami, oraz opanowanie przez niego podstawowej wiedzy. Niestety ciężko jest zmierzyć postępy w nauce nie wystawiając ocen.

      I do tego potrzeba godzinnych sesji z powtarzania materiału, a potem gimnastyki nadgarstka przy obliczeniach wdg wzorów, które nie mają sensu, bo muszą być uproszczone do poziomu z matematyki?

      To jak uczenie dzieci o ptakach każąc im zasuwać przy wywalaniu gnoju z przemysłowego kurnika.

      Nawet za moich czasów na sprawdzianach z Historii daty były tylko narzędziem, którym uczeń mógł się podeprzeć umiejscawiając wydarzenia w historii. Ułatwiały też zachowanie chronologii wypowiedzi, więc raczej poznanie ich było ułatwieniem dla ucznia, nie utrudnieniem. Ciężko jest opisać jakiekolwiek zmiany w społeczeństwie, nie opisując wydarzeń, bo to one są często zapalnikiem tych zmian. Przykładowo, ciężko jest opisać zmiany społeczne we Francji w XIX w. nie opisując Wielkiej rewolucji, prawda?

      @Brak_wolnych_loginow: i do tego potrzebna jest wiedza o dokładnym dniu i miesiącu, nie mówiąc już o roku w którym coś się wydarzyło.
      Dat nie pamięta absolutnie nikt, kto kończy szkołę. Poza 1410, która to data jest nauczana w zupełnie inny sposób, niż robi to szkoła.

      Zastanów się teraz. Kto uczy dobrze, a kto nie ma pojęcia o nauczaniu, chociaż bierze za to pieniądze.

    •  

      pokaż komentarz

      Ja osobiście ze swojego doświadczenia podzieliłbym to po równo, czyli (zaokrąglając) po 33%

      @Brak_wolnych_loginow: super, tylko szkoła z jakiegoś powodu marnuje 5h życia mojego dziecka DZIENNIE! Tymczasem to ja nauczyłem liczyć pieniądze i czy reszta się zgadza (szkoła zawiodła), to ja nauczyłem pisać czytelnie, inną metodą niż ta szkolna (w szkole uczą archaicznej kaligrafii, która nie nadaje się dla dzieci z problemami ), to ja nauczyłem jak wygląda krowa, jak koń, czym się różnią, jak się przy każdym zachować, jak wygląda komórka i z czego się składa - szkoła zrobiła z tego sprawdzian, dała ocenę i nic z tego nie wyniknęło.
      To ja nauczyłem czym się różni roztwór od emulsji i co to jest emulgator. W szkole na chemii był sprawdzian, ocena i gunwo.

      Ja to widzę tak, że szkoła jest warta tyle, co służba zdrowia na NFZ.
      Spalić, popiół rozwiać, ziemię zaorać, zostawić aż trawa urośnie.
      Potem zbudować od nowa. 1:1 skopiować rozwiązania z jakiegokolwiek innego kraju, po zachodniej stronie granicy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Brak_wolnych_loginow: super, tylko szkoła z jakiegoś powodu marnuje 5h życia mojego dziecka DZIENNIE! Tymczasem to ja nauczyłem liczyć pieniądze i czy reszta się zgadza (szkoła zawiodła), to ja nauczyłem pisać czytelnie, inną metodą niż ta szkolna (w szkole uczą archaicznej kaligrafii, która nie nadaje się dla dzieci z problemami ), to ja nauczyłem jak wygląda krowa, jak koń, czym się różnią, jak się przy każdym zachować, jak wygląda komórka i z czego się składa - szkoła zrobiła z tego sprawdzian, dała ocenę i nic z tego nie wyniknęło.
      To ja nauczyłem czym się różni roztwór od emulsji i co to jest emulgator. W szkole na chemii był sprawdzian, ocena i gunwo.


      Jeżeli tak się sprawy mają, że uczeń po przyjściu do domu nic nie umie, to jest to wina ucznia. Mówię serio. Nie wierzę, że nie wynosi ze szkoły absolutnie nic, jeżeli tego nie chce. Zawsze mogą być problemy z jakimiś pojedynczymi przedmiotami, lekcjami. Jeżeli jednak wszystko leży, to nawet statystycznie nie jest możliwe, aby wszyscy nauczyciele nie potrafili wytłumaczyć. Albo ma jakiś rodzaj upośledzenia (tutaj się nie nabijam!), bo moje ma autyzm atypowy i wiem, jakie miało (nadal ma) trudności z nauką i ile pracy musiałem sam w to włożyć. Może mieć np. też Aspergera lub inne problemy psychiczne. Nie mówię tego w złości, czy po to aby Ci sprawić jakąś przykrość, po prostu nie wierzę, że dziecko nic nie umie po wyjściu ze szkoły. Dużo teraz takich dzieci, nie byłaby to jakaś nowość.

      Jeżeli są to jednak pojedyncze przedmioty lub lekcje, to należy zgłosić ten problem nauczycielowi, ewentualnie wychowawcy. Bo może metoda przekazania tej partii materiału nie trafiła do uczniów i należy zmienić podejście? Tylko trzeba rozmawiać i o tym informować, bo nauczyciel to nie wróżka, nie zawsze wszystkiego się domyśli.

      Ja to widzę tak, że szkoła jest warta tyle, co służba zdrowia na NFZ.
      Spalić, popiół rozwiać, ziemię zaorać, zostawić aż trawa urośnie.
      Potem zbudować od nowa. 1:1 skopiować rozwiązania z jakiegokolwiek innego kraju, po zachodniej stronie granicy.


      @wykopyrek:

    •  

      pokaż komentarz

      Jeżeli tak się sprawy mają, że uczeń po przyjściu do domu nic nie umie, to jest to wina ucznia. Mówię serio. Nie wierzę, że nie wynosi ze szkoły absolutnie nic, jeżeli tego nie chce.

      @Brak_wolnych_loginow: ja byłem uczniem zdolnym. Moje dzieci są uczniami z problemami.
      System edukacji nie był w stanie zaproponować NIC ani mi, ani moim dzieciom.

      Ja się uczyłem jeszcze za czasów PRL, w dodatku "uczyłem się dobrze", więc nie było oczywiste, że zero wiedzy płynie ze szkoły, a całość z źródeł pobocznych.
      Ja dostałem łatkę "rodzica roszczeniowego", bo śmiałem zapytać o rozdźwięk pomiędzy faktyczną wiedzą dziecka, a ocenami.
      Czwórka, kiedy nie rozumie ile to 1/2 + 1/3? Nauczyciele zrobili wykład, zadali zadanie, zrobili sprawdzian, wstawili ocenę - robota skończona.

      To dziecko jest złe.

      Zagłosuję na każdego polityka, który obieca gruntowne (wyrwanie z korzeniami) reformy systemu edukacji.

    •  

      pokaż komentarz

      System edukacji nie był w stanie zaproponować NIC ani mi, ani moim dzieciom.

      Ja się uczyłem jeszcze za czasów PRL, w dodatku "uczyłem się dobrze", więc nie było oczywiste, że zero wiedzy płynie ze szkoły, a całość z źródeł pobocznych.

      Ja jestem zdrowy, żona też, starsza córka ma autyzm a młodsza chorobę autoimmunologiczną i jest po przeszczepie szpiku. To, że ty nie miałeś problemów w nauce, to żaden wyznacznik zdrowia psychicznego twoich dzieci, serio ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Ja dostałem łatkę "rodzica roszczeniowego", bo śmiałem zapytać o rozdźwięk pomiędzy faktyczną wiedzą dziecka, a ocenami.
      Czwórka, kiedy nie rozumie ile to 1/2 + 1/3? Nauczyciele zrobili wykład, zadali zadanie, zrobili sprawdzian, wstawili ocenę - robota skończona.


      To w takim razie jest tu po prostu problem z nauczycielem/-ami. Tu sprawa jest prosta. Jeżeli masz w swoich wątpliwościach rację (a zakładam, że masz), to idziesz z tym do nauczyciela. Jeżeli masz wątpliwość, co do załatwienia sprawy to idziesz do wychowawcy. Jeżeli uważasz, że sprawa nadal nie została załatwiona po twojej myśli, to idziesz z tym do dyrektora a ostatecznie (na końcu) piszesz pismo do kuratorium oświaty (właściwego dla miejsca zamieszkania) i opisujesz całą sytuację i wszystkie kroki, które podjąłeś. To ostatecznie załatwia sprawę, bo kuratorium wszystko naprostuje, jeżeli wina jest po ich stronie.

      A łatką rodzica roszczeniowego się w ogóle nie przejmuj, bo taką najczęściej mają rodzice, którym zależy na dzieciach, to żadna k@%!a hańba a powód do dumy. Oczywiście pod warunkiem, że masz rację i nie czepiasz się bezpodstawnie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

      Zagłosuję na każdego polityka, który obieca gruntowne (wyrwanie z korzeniami) reformy systemu edukacji.

      Ja z żoną też, jednak nauczeni doświadczeniem z poprzednimi "reformatorami" wolimy, aby pozostał ten system co jest, ale stale ulepszany drobnymi kroczkami. Bo znając naszych narodowych championów, to nawet mając w 100% sprawdzony system i wprowadzając go 1:1 i tak to permanentnie sp$@#$##ą, taka ich natura.

      Pozdrawiam

      @wykopyrek:

    •  

      pokaż komentarz

      To ostatecznie załatwia sprawę, bo kuratorium wszystko naprostuje, jeżeli wina jest po ich stronie.

      Tak się składa, że wiem w jakim trybie dyrektor szkoły został dyrektorem szkoły. Nie, kuratorium niczego tu nie naprostuje.
      I nie, to nie tak, że skargi do kuratorium nie zdarzają się regularnie. Owszem, skargi do kuratorium (z wielu różnych powodów) są regularne.

      A łatką rodzica roszczeniowego się w ogóle nie przejmuj

      Nie przejmuję się niczym, co wychodzi ze strony systemu edukacji. Bo wiem, że to nie jest niczego warte. A już na pewno tych (mimo, że niewielkich) pieniędzy, które do systemu wpływają.

      Zagłosuję na każdego polityka, który obieca gruntowne (wyrwanie z korzeniami) reformy systemu edukacji.

      Ja z żoną też, jednak nauczeni doświadczeniem z poprzednimi "reformatorami" wolimy, aby pozostał ten system co jest, ale stale ulepszany drobnymi kroczkami. Bo znając naszych narodowych championów, to nawet mając w 100% sprawdzony system i wprowadzając go 1:1 i tak to permanentnie sp%??%#@ą, taka ich natura.

      @Brak_wolnych_loginow: do tej pory nikt nie robił reform. Kosmetyka z gimnazjum to była metoda na wyłudzenie pieniędzy przez wymuszenie zakupów infrastruktury i podręczników. Przy właściwie pewnym powrocie do starego systemu, który wymusi ponowne zakupy.

      Przez te wszystkie "reformy" związki zawodowe nauczycieli zapewnili przy poparciu wszystkich nauczycieli, że NIC nie zmieni się na lepsze.

  •  

    pokaż komentarz

    Pruski model edukacji:
    nauczyciel - bóg
    dziecko - pędrak
    program - religia
    Nauczycielom to pasuje, zwłaszcza, że większość z nich to miernoty, które nie nadają się do pracy na wolnym rynku.

    Historia - zakuwanie dat, imion, np. po co komu daty wojen punickich? Ba! Zdawałem 13 lat temu rozszerzoną historię na maturze i powiem tak, znam 1410, 1939, 1945, 1989 i... dupa z resztą. Nawet zapomniałem daty chrztu Polski! Pamiętam jedynie mniej więcej kto rządził i mniej więcej w jakim dziesięcioleciu miało miejsce zdarzenie

    Chemia - w cholerę wzorów, a pamiętam tylko H2O, NaCl, O2 - serio?
    Matematyka - nie pamiętam dosłownie żadnego wzoru, a jestem... inżynierem IT
    Przedsiębiorczość - te durnie uczyły nas przez cały semestr jak PIT-37 wypełniać, który teraz wypełnia system
    Geografia - nazwy rzek na jakiś zadupiach, przylądków, stolice państw, nazwy gór - orientuje się tylko w Europie, cała reszta wyparowała
    Polski - cały czas martyrologia, dorzucili jeszcze jakieś epoki literackie / sztuki
    Angielski - miałem już wtedy wysoki poziom, na lekcji spałem, bo nauczycielka uczyła tłuków prostego słownictwa
    Biologia - nauczycielka czytała podręcznik! Nie było żadnych pomocy naukowych, klasa była wypełniona eksponatami chyba z lat 60, więc czytała podręcznik... na biologii rozszerzonej
    Informatyka - graliśmy w dooma, bo gościu był taką pierdołą, że robiliśmy co chcieliśmy. W liceum próbował tłumaczyć ludziom Worda

    Zadania domowe, klasówki, wszystko na pamięć.

    SWOJĄ DROGĄ STUDIA - TEN SAM PROBLEM. CAŁA MASA NIEAKTUALNEJ TEORII DO WYUCZENIA.
    Profesorkowie, doktorkowie puszczający na wykładzie swoją własną publikację na rzutniku. Żałosne.
    Nauczyłem się więcej realizując kilka projektów w kilka miesięcy, niż przez całą szkołę, liceum i okres studiów.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sekularyzacja: Potwierdzam. System edukacji to system propagandy

    •  

      pokaż komentarz

      @MateuszCurzydlo: nie tyle co system propagandy, co system ułudy. Nauczycielom płaci się mało, dało się im przywileje żeby nie narzekali, wykluczyło się elementy rynkowe (np. ocena kompetencji) i system stał się azylem dla życiowych miernot. Cała edukacja to pozory, że coś robią, jedna wielka ściema.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sekularyzacja: Przecież miałeś na ZPT jak zrobić "ostrzałkę" do ołówków i kiszone ogórki więc jesteś przygotowany do życia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sekularyzacja: Bo szkoła nie ma uczyć, a być przechowalnią dla dzieci, których rodzice są w pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @dwayne-johnson: tylko w innych krajach potrafią zrobić z przechowalni coś pożytecznego:
      Niemcy - uczą się zawodu, lokalne firmy współpracują ze szkołami
      USA - robią dużo projektów grupowych, nastawienie na działanie w zespołach
      Japonia - od podstawówki, do śmierci, Japończycy muszą być w lokalnych klubach. Mają swoich przewodniczących, skarbników, działają wspólnie. Przykład klubu? Klub szachowy, klub siatkarski, miłośników ekologii i można tak wymieniać. Każda szkoła ma dziesiątki różnych klubów. Nie jesteś w klubie, nie istniejesz społecznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sekularyzacja: Polski system edukacji jest beznadziejnie zły, ale przykłady jakie wymieniłeś wcale nie są dobre.

      Niemcy - Jedna duża firma w której pracuje 80% ludzi z danego obszaru. Taka specyfika tego rynku. Często nie jest to dążenie do samorozwoju, a wykształcenie cech oczekiwanych u danego, lokalnego potentata.

      USA - Wydawało mi się, że projekty grupowe to domena krajów skandynawskich, ale jeśli w USA jest podobnie to też niedobrze. Projekty grupowe w szkole (przynajmniej w PL) to rak. Nie doniesiesz na kolegę, że nic nie zrobił, a chce piątkę, bo klasa cię znienawidzi. A taki leser trafi się w każdej grupie. W pracy jest trochę inaczej, bo do takiej pracy najpierw trzeba się dostać, a potem trzeba też się jakoś indywidualnie na tle grupy wykazać.

      Japonia - Poj?%%ny kraj, gdzie mają najcięższe licea na świecie, za to studia lajtowe, żeby niby wreszcie mieć coś od życia. Ich kultura społeczna jest zj?%%na. Udawanie, że się śpi w pracy, bo tak ciężko się pracuje? Dramat.

    •  

      pokaż komentarz

      system stał się azylem dla życiowych miernot

      @Sekularyzacja: mój syn chodzi do dobrego liceum i ... iluż tam jest nauczycieli-azylantów

    •  

      pokaż komentarz

      @Sekularyzacja: Zgadzam się, i robiłem studia inżynierskie w UK. Dziadostwo. Studia przydały się tylko do zaangażowania w projekty poza uczelnia, w moim przypadku z miejscowa policja robiąc urządzenie do szukania ludzi. To, o moja praca końcowa która była w 100% z mojego własnego researchu a nie z wykładów, pozwoliły mi znaleźć ciekawa i dobrze płatna robotę po studiach. Cały system edukacji to szajs i nie nauczył mnie absolutnie niczego. Daje 0/5

    •  

      pokaż komentarz

      tylko w innych krajach potrafią zrobić z przechowalni coś pożytecznego:
      Niemcy - uczą się zawodu, lokalne firmy współpracują ze szkołami

      To jest akurat dobre i w dużej mierze stanowi o potędze przemysłowej Niemiec. Powinno się zainwestowac w system techników i zawodówek - nie każdy musi być profesorem na uniwersytecie

      USA - robią dużo projektów grupowych, nastawienie na działanie w zespołach
      Akurat to jest chujnia z grzybnią - idealny sposób na prześlizgiwanie debili przez system - uczy oszukiwania i robienia "dobrego wrażenia" - to już wojsko lepiej uczy współpracy

      @Sekularyzacja:

  •  

    pokaż komentarz

    Problemem polskiej edukacji jest zbyt duża ilość zbędnej wiedzy. Dobrym rozwiązaniem wg mnie było by wybieranie np w liceum przedmiotów przez uczniów. Oczywiście kilka było by obowiązkowych np matma czy polski, ale jeżeli kogoś nie interesuje historia czy biologia to na cholerę go uczyć zbędnych rzeczy a jest tego mnóstwo w programie nauczania.

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007: Kolejna sprawa to brak zajęć praktycznych. Jak można przekonać dzieciaki czy młodzież do nauki chemii czy fizyki? Najlepiej poprzez doświadczenia. Ale oczywiście na to nie ma kasy :) sam pamiętam jak szedłem do klasy w której miałem mieć już normalnie fizykę i chemie zamiast przyrody to bylem podjarany i myślałem, że będzie trochę jak w amerykańskich filmach. Doświadczenia itd.. a co było? każdy wie

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007: Efekty c?@%@wego nauczania historii mamy teraz - komuchy u władzy kolejny raz ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja bym tej historii nie wywalał w całości, bo jakiś przynajmniej ogólny ogląd na dzieje kraju/świata człowiek powinien mieć, a jednak okolice liceum to taki wiek, że bardziej Ci do łba pewne rzeczy wchodzą.

    •  

      pokaż komentarz

      Jak można przekonać dzieciaki czy młodzież do nauki chemii czy fizyki? Najlepiej poprzez doświadczenia

      @Masterek007:
      To jest pierdzielenie z ta nauka przez zabawe. Fizyka to rozwiazywanie zadan na kartce, umiejetnosc wyobrazenia sobie w glowie ukladu itp. Jak ktos tego nie potrafi, to puszczanie baniek i inne zabawy mu w niczym nie pomoga.

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007: i można iść dalej od wielu lat postuluje różne rzeczy z edukacją, jedną z nich powinno zostać w ogóle z tradycyjną formą jednego ciągu, a mianowicie chodzi o "małe" bloki, to by zrewolucjonizowało edukację, bo jak chociażby teraz okazuje się, nauka od września do czerwca, wcale nie jest taka dobra, w blokowej edukacji mniej miejsca by było na "jednolitych" nauczycieli, więcej na ich różnorodność, nie było by przepychania ucznia z klasy do klasy, bo same bloki można by było łatwo powtarzać i wzrósłby ich poziom, szczególnie jakby ktoś chciał uczyć się na lepszym poziomie, np. inżyniera - wtedy zdanie dopiero na 90% mógłby zaistnieć, zwiększyła by się tematyka, bo jak kogoś np. interesuje zbieranie motyli, czyli entomologia, to dziś w szkole może przeczytać 1 stronę na ten temat, a tak zdając kilka bloków z biologii, geografii, na różnym poziomie, ale zakładanym, mógłby dołączyć do grupy online, także uniwersyteckiej, wyższej, gdzie zdobywałby wiedzę od profesora, znawców, zbieraczy, a jakiś przedmiot - zwany stopniem ze studiów mógłby zdobyć w dowolnym czasie nawet przed dzisiejszym okresem maturalnym. Zwiększając kursów tych bloków, pojawiły by się także praktyczne, zawodowe, w sumie nie rozumiem czemu praktycznie nie ma możliwości "programowej" zrobienia czegokolwiek z hydrauliki będąc w LO i idąc na inżyniera, tu nawet nie chodzi o braki praktycznej wiedzy - np. z elektroniki, ale nawet samemu coś naprawić, zrobić. Mając zrobionego inżyniera, bardzo ciężko o stażowe "zobaczenie" pracy hydraulika, elektryka itp.

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007: biologia zbędna a potem masz ludzi którzy myslą że w szczepionkach są chipy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007: A niby dlaczego matematyka czy polski byłyby obowiązkowe?
      Jakiej matematyki w codziennym życiu używa przeciętny człowiek?
      Polski tzn. co? Omawianie jakiejś g. psuedo twórczości która nikogo nie intersuje i nikogo nie obchodzi?
      Nauka ortografii? Każdy obcokrajowiec który uczy się polskiego zadaje to samo pytanie? Na wuj wam "h" i "ch", "ż" i "rz" skoro wymowa jest identyczna. Powiedz mi ile pamiętasz z tych małych książeczek z których uczymy się budowy naszego języka: gramatyka, szyk w zdaniu, podmiot, orzeczenie, itd.
      Plastyka, muzyka i wf oczywiście z miejsca do usunięcia bo w przypadku dwóch pierwszych nieuczciwe jest ocenianie tego czy ktoś ma talent czy nie. A wf wiadomo - nie każdy ma predyspozcje fizyczne.

    •  

      pokaż komentarz

      normalnie fizykę i chemie zamiast przyrody to bylem podjarany i myślałem, że będzie trochę jak w amerykańskich filmach

      @Masterek007: Ile można robić w kółko kilka eksperymentów?

    •  

      pokaż komentarz

      ale jeżeli kogoś nie interesuje historia czy biologia to na cholerę go uczyć

      @Masterek007 Jeśli ktoś nie wybierze w liceum rozszerzonej biologii to ona odpada, tak samo, jak kilka innych przedmiotów, więc w pewnym sensie uczniowie wybierają przedmioty. Historia jest, ale mniej i nie przez wszystkie lata

    •  

      pokaż komentarz

      @adam-gancarczyk: > To jest pierdzielenie z ta nauka przez zabawe. Fizyka to rozwiazywanie zadan na kartce,

      Faktycznie dla dzieciaka który ma 13 lat rozwiązywanie zadań na kartce będzie mega interesujące. Już widzę te tabuny dzieci które tylko tym chcą się zająć.

    •  

      pokaż komentarz

      @caveflacon: W każdym kraju uczysz się swojego ojczystego języka i jest to normalne.

      Jakiej matematyki w codziennym życiu używa przeciętny człowiek?
      Zdecydowanie więcej niż wiedzy wyniesionej z innych przedmiotów. Chociażby robiąc zakupy i licząc resztę. Ja nie mowie, że każdy musi umieć obliczać funkcje, całki itd... ale podstawowa wiedza chociażby z tabliczki mnożenia czy geometrii jest bardzo przydatna

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007: przecież od tego są szkoły zawodowe! To w nich trzeba podnieść poziom by uczyły zawodu, a nie były przechowalnią dla patusów!

    •  

      pokaż komentarz

      @caveflacon: matematyka to podstawa, bo uczy logicznego myślenia i wyciągania wniosków. Faktem jest, że ta umiejętność w PL praktycznie zanikła. Matematyki proszę nie mylić z rachunkami w klasach 1-3. Matematyka to układ równań, zadania z tekstem to się przydaje w życiu codziennym. Jak ktoś ma jakieś hobby trochę bardziej zaawansowane niż żłopanie piwa to bez podstaw matematyki sobie nie poradzi. czasem przydają się podstawy kombinatoryki itd. matematyka, fizyka, chemia, biologia to są przedmioty opisujące świat. A nazywanie humanistami ludzi którzy nie potrafią liczyć zawsze mnie śmieszyło.

    •  

      pokaż komentarz

      Faktycznie dla dzieciaka który ma 13 lat rozwiązywanie zadań na kartce będzie mega interesujące

      @Masterek007:
      Nie sadz po sobie. Wyobraz sobie, ze dla wielu to jest ciekawe. Reszta i tak fizyki nie zrozumie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Masterek007 w sensie rozczarowało cię to że zamiast cyrku trzeba było liczyć jakieś iksy dupixy na kartkach, no szkoda

    •  

      pokaż komentarz

      Problemem polskiej edukacji jest zbyt duża ilość zbędnej wiedzy.

      @Masterek007: Z liceami jest ten problem, że jest to system dla 1% uczniów najzdolnieszych pod względem intelektualnym, który na siłę został rozciągnięty na resztę.

    •  

      pokaż komentarz

      @adam1004a:
      Najpierw piszesz, że potrzebna jest wyobraźnia, zdolność wyobrażania:

      Fizyka to rozwiazywanie zadan na kartce, umiejetnosc wyobrazenia sobie w glowie ukladu itp.

      A w następnym zdaniu piszesz, że czynności mające pobudzić tę wyobraźnię są bez sensu xD

      Jak ktos tego nie potrafi, to puszczanie baniek i inne zabawy mu w niczym nie pomoga.

  •  

    pokaż komentarz

    Co za bzdury. Popychając tę tezę do ekstremum - nie powinniśmy znać mowy, bo to przecież najczystsza forma uczenia się (słówek) na pamięć. Ale dajmy jakiś przykład bardziej realny: niech to będą planety Układu Słonecznego. Ja rozumiem, że można sobie zawsze sprawdzić je w telefonie, ale jak (niekomfortowo) wyglądałaby taka rozmowa z człowiekiem, który na wspomnienie o Jowiszu sięgałby wpierw po telefon, aby wygooglować, czy aby na pewno taka planeta istnieje? Albo ta nieszczęsna matematyka i sławetny brak potrzeby liczenia w dalszym życiu. Za każdym razem, kiedy ten argument zostaje podniesiony mam wrażenie, że właśnie podnoszący go jest idealnym przykładem na dowiedzenie, jak bardzo ta teoria jest bzdurna. Matematyka i liczenie to nie tylko liczby, ale ogólna umiejętność logicznego myślenia, wnioskowania i łączenia faktów. I gdyby te umiejętności posiadał właśnie ten ktoś, kto mówi, że matematyka jest nikomu nie potrzebna - to by tak nie mówił :) Odczytywanie prób manipulacji (np. w TV), podważanie treści, które do niego docierają, umiejętność czytania gazety w kontekście swojej wiedzy (którą wpierw trzeba mieć), aby widzieć jej stronniczość i niedopowiedzenia, wreszcie inteligentna wymiana poglądów z kimś, kto ma inną opinię na jakiś temat - to wszystko jest dalekie, obce i niepotrzebne ludziom, którzy nie potrafią bystrze myśleć, i którzy nie mają zaplecza wiedzy ogólnej w swojej głowie (bo wiedzą coś "na pamięć").

    •  

      pokaż komentarz

      @lobix: Ale przeanalizuj sobie ile z tej wiedzy wyniosłeś ze szkoły, ale ile zdobyłeś sam poza nią. Ja planet się nauczyłem w klasach 1-3, bo grałem w przedstawieniu szkolnym Kopernika. Z biologii nie wiedziałbym nic, gdybym jako 6-cio latek nie przeszedł ostrej fazy "dinozaurowej", która sprawiła, że mimochodem podjadłem trochę wiedzy o budowie organizmów. No i ten francuski serial "Życie, życie". Z historii byłbym całkowita noga, gdybym nie zaczytywał się w mitologii, a później nie grał w papierowe RPG, gdzie trzeba się było z kumplami kłócić jak to w tym średniowieczu było (z nowszej nadal jestem noga, a to co wiem to ze źródeł popularno-naukowych). Jedyny przedmiot który naprawdę wyniosłem ze szkoły to była fizyka, bo też mnie interesowała i matematyki chyba się właśnie na fizyce nauczyłem. Angielski w szkole to było porządkowanie wiedzy i czasem zakuwanie jakiś wymyślnych czasów, bo prawdziwa nauka to była przy Cartoon Network za dzieciaka i potem seriale z napisami. Można by tak wymieniać długo, bo generalnie, to co wiem teraz to jest wynik zainteresowań poza szkolnych. Przedmioty, albo ich partie, które mnie nie interesowały spłynęły jak po kaczce. Jak sobie pomyślę ile czasu człowiek zmarnował na wkuwanie dat jakiś pomniejszych bitew, lewych i prawych dopływów Wisły, dokładnej budowy pantofelka czy innych super szczegółowych informacji pozbawionych kontekstu to krew zalewa ile czasu się na to przewaliło.

    •  

      pokaż komentarz

      @WodzBorsuk:

      Jak sobie pomyślę ile czasu człowiek zmarnował na wkuwanie dat jakiś pomniejszych bitew, lewych i prawych dopływów Wisły, dokładnej budowy pantofelka czy innych super szczegółowych informacji pozbawionych kontekstu to krew zalewa ile czasu się na to przewaliło.
      Ten argument również znam, i odnoszę się zawsze do niego w następujący sposób: owszem, te konkretne rzeczy, które wymieniłeś, (być może) są dla ciebie bezużyteczne, ale pomijasz (po cichu, bądź z niewiedzy) jedną, bardzo ważną rzecz: przy okazji tego "zakuwania" ćwiczyłeś swój mózg, umiejętność zapamiętywania jako taką, a te rzeczy byłby tylko 'obciążeniem' niezbędnym w procesie nauki zapamiętywania, ćwiczyłeś także cierpliwość i koncentrację. Jestem w stanie zgodzić się, że równie dobrze mogli ci kazać uczyć się losowych ciągów liter dla osiągnięcia tego, o czym ja piszę - ale w takim przypadku: już chyba lepiej jakiejś prawdziwej wiedzy? A nuż ci coś zostanie? :)

    •  

      pokaż komentarz

      @lobix: W takim razie nie powinieneś mieć trudności z zapamiętaniem, dajmy na to, liczby pi do 20 miejsca po przecinku. Jeśli 12 lat "nauki zapamiętywania jako takiej" ma sens to mało kto po szkole średniej miałby z tym problem.
      A teraz dowód anegdotyczny. Nigdy nie zakuwałem. Czerwony pasek na świadectwie miałem aż do liceum. A na studiach okazało się, że nie potrafię się uczyć. Nie potrafię się skoncentrować nad rzeczami, które mnie interesują. Studiowałem informatykę 7 lat z czego większość na 2 i 3 roku i nigdy nie zdobyłem inżyniera. Po 10 latach pracy jako DJ gdzie "wyciągałem" 5-7 tysięcy na miesiąc, bo mnie ktoś nauczył jak to robić dobrze, przyszła pandemia i wróciłem do programowania. Pracuję od roku, a pół roku temu już pomagałem stażystom, którzy przyszli do firmy w trakcie pisania inżynierki. Po pół roku pracy przy kodzie pomagam ludziom, którzy zaraz będą mieć wyższe wykształcenie. To jest laurka dla szkolnictwa. Podstawówka nie nauczyła mnie uczyć się, bo byłem zbyt "zdolny", ze szkoły średniej pamiętam klasowe imprezy i spisywanie prac domowych na przerwach, a studia zniechęciły mnie do informatyki, która mnie interesowała od podstawówki. Super!

    •  

      pokaż komentarz

      No i ten francuski serial "Życie, życie".

      @WodzBorsuk: Ponieważ umieściłeś to w cudzysłowie bez żadnej emotki, jakby to był tytuł, to chciałem sprostować, że serial był zatytułowany "Było sobie życie". Z tej serii były jeszcze między innymi seriale "Był sobie człowiek", czy "Byli sobie odkrywcy".

      "Życie, życie" powtarzało się w piosence. ( ͡° ͜ʖ ͡°)