Długa agonia Lancerów. Czy B-1B jeszcze na coś się przyda?

Długa agonia Lancerów. Czy B-1B jeszcze na coś się przyda?

Czterdzieści siedem lat – tyle czasu minie w tym roku od pierwszego lotu bombowca B-1 Lancer. Ich przyszłość dobiegnie końca w roku 2036. Od kilku lat Lancery trapi seria różnorodnych usterek, która uniemożliwia normalną codzienną eksploatację.

  •  

    pokaż komentarz

    @Hank85 tyś widział Masadę. W tytule filmu masz nawet "EAFB", czyli Edwards Air Force Base w Kalifornii...

  •  

    pokaż komentarz

    No to może Amerykanie mam je sprzedadzą w pakiecie z Abramsami? I to i to nam zbędne* ale będzie ładnie wyglądać ;)

    * zbędne, bo powinniśmy rozbudowywać siły zbrojne tym rodzajem sprzętu, który już mamy a nie wprowadzać na siłę coś kompletnie "z dupy".

    •  

      pokaż komentarz

      @TWezmyr
      Problem taki, że nic lepszego I kompatybilnego z Leopardami nie ma na rynku. Te czolgi są świetne. To nie złom wbrew opinii niektórych "ekspertów".

      Ale zgodzę się z jednym. Nie powinniśmy tyle inwestować w czolgi. Nam nie zagraża wojna totalne jak ostatnia światowa.

      Nigdy też nie będziemy znaczącą siłą na świecie (bez NATO).
      Musimy sprawić, żeby atak na nas był bardzo kosztowny i mało skuteczny. Czyli przede wszystkim obrona przeciwlotnicza, rakietowa bo wróg może atakować z daleka. To nie musi być sąsiad.

      A w tym polu jest dużo do zrobienia jeszcze.
      Wojsko musi być sprawne zarządzane, sprawny system informatyczny kompatybilny że wszystkimi rodzajami sprzętu (tu też sporo do zrobienia), mobilne i precyzyjne. Nowoczesne.

      A nie masówka kto ma więcej czołgów i gigantyczny frot. Oczywiście te czolgi też się przydadzą ale kasę można wydawać bardziej racjonalnie.

      Dzisiaj najlepsza altyrelia potrafi zniszczyć czołg z odległości 200km jednym pociskiem jak się nie mylę. Ta najlepsza. Ale nawet 100km to już spoko. Nie trzeba ryzykować życia czołgistów.

      Już nie wspominając, że czolgi bez wsparcia piechoty, lżejszych pojazdów i śmigłowców w terenie zurbanizowanym wroga są łatwym celem.

      Tak na prawdę wojnę wygrywa się ekonomią.

      Jeżeli przeciwnik wyślę na nas 200 rakiet (nie nuklearnych) i 50% nie przebije się przez obronę to szybko stwierdzi, że nasze straty mogą być mniejsze (poza niematerialnymi) niż koszt tych rakiet.

    •  

      pokaż komentarz

      @TWezmyr
      Podobnie bombowce. Nie zaszkodzi mieć w armii ale w tej chwili są ważniejsze potrzeby. Bo atakować nikogo nie zamierzamy. Mam nadzieje.

    •  

      pokaż komentarz

      @wcinaster: dlatego powinniśmy kupować Leopardy a nie Abramsy. A wysoki koszt ataku na nasz kraj można osiągnąć niższym kosztem, wystarczy po prostu silnie integrować się z UE i NATO a zwłaszcza UE i być niezbędnym klockiem w budowli UE bez którego to klocka budowla się zawali.

    •  

      pokaż komentarz

      @TWezmyr:
      Generalnie tak ale kojarzę argument, że Leopardy nie będą już produkowane. Więc wychodzi, że ich kupno to była zła droga lub... dobra tylko zmiana koncepcji nie jest kompatybilna.

    •  

      pokaż komentarz

      @wcinaster:
      jak to nie ma? Nawet brytyjski halenger2 jest bardziej kompatybilny z abramsami w wersji z europackiem jak abramsy.
      Nawet abramsy mialy mieć dla turków niemiecki powerpack.A nowa wersja leo dostanie nowa wieżę.
      Abrams to już koniec możliwości modernizacji więcej Niemcom jak ruscy nie ukradli.

  •  

    pokaż komentarz

    Peggy: So, what are you gonna spend your refund on?
    Marcy: Well we were thinking about taking a romantic trip to Paris.
    Peggy: Oh, I've always wanted to go to Paris.
    Al: Oh yeah Paris - where they hate Americans... where they won't let our bombers fly overhead, oh yeah, until they get invaded, and then they come crawling back, beret in hand, for us to bail 'em out - with "my" tax dollars! That's where your going??
    Steve: No, no... we just said that... you know... to kid you. We hate the French.
    Al: You know what I would do if I had a few extra bucks?
    Marcy: Bomb the French?
    Al: No, no, I was talking about a 'little' extra money.