Członek RPP: stopa 2 proc. byłaby dobra. Pomogłaby w okiełznaniu inflacji

Członek RPP: stopa 2 proc. byłaby dobra. Pomogłaby w okiełznaniu inflacji

- Stopa referencyjna na poziomie 2 proc. nie byłaby zbyt wysoka, a naturalne umacnianie złotego doprowadziłoby do znacznie niższego CPI – mówi członek RPP Kamil Zubelewicz. Dodał, że słabszy złoty preferuje przedsiębiorstwa, które dostarczają dobra klientom zagranicznym, a nie polskim.

  •  

    pokaż komentarz

    Kończy się powoli Pisowski sen o potędze. Dzisiaj Polskie 10 latki przebiły 2.7%. W ciągu kilku miesięcy stopy procentowe ponad 2%. Glapa już nie ma wyjścia bo bilans handlowy przez ostatnie miesiące wypada bardzo niekorzystnie i więcej importujemy niż eksportujemy. PIS dla kolejny raz zapakował setki tys. ludzi w pozornie tani kredyt, tworząc chwilową namiastkę dobrobytu. Dobra czasu się kończą i stopy tak wywali w kosmos, że jęki kredytobiorców będzie słychać na Andromedzie. Ta ekipa zostanie wywieziona na taczkach. A wystarczyło tylko podobno nie kraść :)

  •  

    pokaż komentarz

    Stopy procentowe na poziomie 2% w obecnej sytuacji to absurdalnie niskie stopy.

    •  

      pokaż komentarz

      @kupkesobieciagne: Spokojnie, poczekają na inflację 10% i dopiero wtedy podniosą stopy - radykalnie, do tych 2% xD

    •  

      pokaż komentarz

      @kupkesobieciagne: jak już koniecznie państwo ma ustalać stopy procentowe to niech będą one na poziomie inflacji

    •  

      pokaż komentarz

      @kupkesobieciagne: Byłoby ciekawie, jakby na kilka lat podnieśli stopy procentowe o 6-7 pktów %.
      Według kalkulatora , jak ktoś dzisiaj płaci 2,8 tys. zł raty, to po podwyżce o 5 pktów % byłoby to już 4,2 tys. zł, a przy 6-7 pktach % 4,5-4,8 tyś zł. raty.

      W praktyce to chyba niewiele osób, które wzięło kredyty, jest przygotowanych na ~60% skok wysokości rat.
      Osobiście nawet temu kibicuję, skończyłoby się sponsorowanie tego cyrku inflacją, a zaczęłoby się sięganie do kieszeni tych, których "było stać" na kredyty i się śmiali "mieszkania będą tylko drożeć!".
      Jak ktoś nie pamięta, stopa referencyjna na poziomie 7-10% była jeszcze w 2002 r. i to były czasy, gdy jeszcze lokaty były opłacalną inwestycją, a dzisiaj wszyscy dumni, że zamiast inwestować to biorą kredyt pod korek, a potem ceny mieszkań astronomiczne, bo z jednej strony kredyciarze, z drugiej fundusze, a ktoś kto jeszcze nie ma nic swojego musi dołączać do tego cyrku albo czekać, aż w końcu sytuacja się unormuje.

  •  

    pokaż komentarz

    Po co mają podnosić? Jeszcze tyłu wybitnych Polaków czeka na swoje miejsce na banknotach...

  •  

    pokaż komentarz

    Czyli dokładnie to co w Chinach - budowanie konsumpcji i dobrobytu na nieruchomościach, które musiałyby rosnąć w nieskończoność

  •  

    pokaż komentarz

    Podwyższenie stóp procentowych w Polsce nie wpłynie na światowe ceny paliwa i energi elektrycznej. Po pandemii mamy inflacje popytową. Znacznie oszczędności i akcje stymulacyjne rządu w trakcie pandemii spodowdowało ogromny popyt na nieruchomości. Schładzanie gospodarki przez gwałtowne podnoszenie stóp procentowych nie zatrzyma inflacji, a zrobi większe kuku przez zwiększanie bezrobocia i zwiększanie obciązenia kredytobiorców. Oczywiście miło widzieć radość wykopków którzy już się cieszą na myśl że sąsiad zapłaci wyższą ratę.

    •  

      pokaż komentarz

      @KarolexSedLex: dobrze że jest już po pandemii ...a nie czekaj ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @KarolexSedLex: po części masz rację. Po pierwsze mamy jednocześnie inflację i podażową (ceny energii) i popytową (post covidową).
      Faktycznie, podniesienie stóp nie wpłynie na inflację podażową, jednak wpłynie na ta popytową. Ponadto, należy pamiętać, że rząd dodrukował/pożyczył i potem wpompował w gospodarkę olbrzymie ilości gotówki. Gdybyśmy mieli do czynienia wyłącznie z pierwszym czynnikiem, miałbyś rację. Niestety sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.
      Dlatego też rząd już nie tylko powinien, ale wkrótce będzie musiał podwyższyć stopy procentowe by ratować wartość złotówki. Rząd już od jakiegoś czasu powinien ściągać gotówkę z rynku, ale oczywiście nie robi tego ze względów politycznych.
      Ponadto, problemem jest system podatkowy który niestety tylko zwiększa presję inflacyjną.
      Powoli domyka się najgorszy możliwy scenariusz o którym mówiło się już od 20 lat:
      - zwiększona ilość emerytów głosuje na przywileje socjalne
      - rząd zapożycza się, zwiększa podatki i dewaluuje złotówkę kosztem oszczędzających by udźwignąć koszty programów socjalnych
      - kraj stopniowo traci wiarygodność: zmniejszają się inwestycję bezpośrednie i spada wartość złotówki
      -rząd z opóźnieniem reaguje i skokowo podnosi stopy procentowe
      - pojawia się zjawisko stagflacji (inflacja + recesja)
      - ludzie albo głosują na jakąś skrajną partię albo na partię która próbuje ratować gospodarkę
      - jeśli wariant ze skrajną partią - czeka nas droga ukrainy lub nawet białorusi (zubożenie kraju na dziesięciolecia)
      - jeśli wariant z partią która będzie to naprawiać - ogólne zubożenie na 5-10 lat i potem rozwój.

      Ogólnie: dobrze już było.

    •  

      pokaż komentarz

      @KarolexSedLex: A pomyslales, ze jak kupujemy rope , gaz etc to płacimy dolarami? Jak złotowka jest slaba to trzeba zaplacic wiecej wiec i cena idzie do gory...

    •  

      pokaż komentarz

      @KarolexSedLex: nie wpłynie? Orientujesz się, że surowce są sprzedawane za dolary, a stopy procentowe decydują o sile waluty? Jeśli tego nie wiem to przeczytaj jeszcze raz powyższy artykuł lub pierwszy raz jeśli go nie czytałeś. To co napisałeś to ekonomia ludowa typowa dla tych co mieli 3- z przedsiębiorczości.

    •  

      pokaż komentarz

      @KarolexSedLex: Zupełnie nie rozumiesz jak działa system finansowy. Jak zacznie się spirala inflacyjna to będziemy mieli jak Turcja. Inflacja 20% i stopy 18%.

    •  

      pokaż komentarz

      estety sprawa jest trochę bardziej skomplikowana

      @mr_D: Z Tobą też po części się zgadzam, tak jak piszesz, sprawa jest bardziej skomplikowana.
      Jest parę czynników które wbrew pozorom nas chronią.
      - niskie bezrobocie (liczni imigranci pracujący legalnie dorzucają się do ZUS),
      - stosunkowo niski poziom zadłużenia budżetu,
      - własna złotówka jako wentyl bezpieczeństwa.
      - zróżnicowana, dość silna gospodarka nastawiona na eksport.

      Na razie stagflacja nas nie dotyczy.
      Zgadzam się że presję inflacyjną narzuci Nowy Ład, podobnie jak to się stało po podwyższeniu wynagrodzenia minimalnego. Przedsiębiorcy odbiją sobie koszty na klientach.

      Najgorszym rozwiązaniem jest schładzanie gospodarki i drastyczne podwyżki stóp procentowych.

    •  

      pokaż komentarz

      schładzanie gospodarki i drastyczne podwyżki stóp procentowych

      @KarolexSedLex: Nie zgadzam się, gdyż uważam że symptomy wskazują że to jest właśnie ten moment. Zresztą, używanie terminu schładzanie gospodarki czasem brzmi jakbyśmy dobrowolnie zrezygnowali ze wzrostu gospodarczego, w tym przypadku tak nie jest, gdyż obecny wzrost jest zwyczajnie: na kredyt. Co z tego że teraz wzrośnie nam PKB o 5% jak odsetki od tego (powiedzmy hipotetycznie 1%) będziemy spłacać przez 10 lat. Oczywiście dla polityka to nie problem bo jego celem jest wygranie najbliższych wyborów, ale chyba zgodzimy się że nie jest to najrozsądniejsze?

      Wracając do tematu:
      - niskie bezrobocie (liczni imigranci pracujący legalnie dorzucają się do ZUS),

      Zdecydowanie. Niestety, dochody z tego źródła nie pokrywają olbrzymich transferów socjalnych. Deficyt FUS zwiększa się od 3 lat i górkę wyżu lat 70/80 mamy już za sobą.

      Prognoza ZUS w wariancie obiektywnym zakłada, że w 2021 r. w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zabraknie 63 mld zł, w 2022 r. - 65,7 mld zł, w 2023 r. - 68, 2 mld zł, w 2024 r. - 70 mld zł, a w 2025 roku - 72 mld zł.

      Dodatkowo

      do końca 2025 roku liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszy się o 800 tys. osób
      źródło

      - stosunkowo niski poziom zadłużenia budżetu,
      Niestety nie znamy prawdziwego stanu budżetu. Jesteśmy już w sytuacji Grecji przed kryzysem. Brakuje oficjalnych danych o zadłużeniu ze względu na praktykę upychania długu w spółkach zależnych Skarbu Państwa. Faktycznie margines błędu jest większy (daleko nam pewnie do krajów PIGS), ale trend jest mocno niepokojący.

      - własna złotówka jako wentyl bezpieczeństwa.
      To jest miecz obosieczny. Jesteśmy dostatecznie mali by stać się ofiara ataku spekulacyjnego. Ponadto, jeśli inflacja wybuchnie nam w twarz, to nie zostaniemy uratowani tak jak Grecja, i naszym punktem odbicia może być dopiero dno. Na ten moment do tego jeszcze daleko, jednak ja widzę w zachowaniu NBP raczej zagrożenie niż nadzieję. Można by powiedzieć że taniejąca złotówka może pomóc w eksporcie niestety.....

      - zróżnicowana, dość silna gospodarka nastawiona na eksport.
      ... pomimo taniejącej złotówki bilans handlowy tąpnął. Tania złotówka to drogi import za którym eksport nie nadąża.

      Jak podał NBP, w lipcu 2021 r. deficyt w obrotach bieżących wyniósł 1,83 mld euro, choć jeszcze rok temu w obrotach bieżących notowano nadwyżkę sięgającą 643 mln euro.

      źródło

      Podsumowując, wiatr zmienił kierunek na niekorzystny. Polska ma zbyt małe rezerwy na nadchodzący kryzys i już teraz widać że będą konieczne drastyczne ruchy (dług powinien być mniejszy, podatki niższe, stopy procentowe wyższe, ilość transferów socjalnych wyraźnie mniejsza).
      Rząd popełnia szereg błędów. Należy zarządzać nie tylko inflacją ale i oczekiwaniami inflacyjnymi. Budować zaufanie do waluty i do NBP. Stopniowo podnoszone stopy by w tym mocno pomogły.
      Dodatkowo rząd mocno zamieszał z UE, i straciliśmy już pieniądze z Funduszu Odbudowy (chociaż branie tych pieniędzy to był błąd, ale to inny temat).
      Rząd nie tylko rozbudził oczekiwania socjalne, ale i je zwiększył dodając emerytom, zmniejszając wiek emerytalny.
      Praworządność też sprawia problemy a Nowy Ład dociska małych przedsiębiorców którzy już po Covidzie mieli ciężko. To ważne bo zatrudniają oni 80% ludzi.

      Być może jestem pesymistą, ale uważam że zbliżający się kryzys pochłonie głównie kraje małe. Duże kraje już teraz koncentrują kapitał i wycofują swoje inwestycje do krajów macierzystych (głównie z Chin). Opóźnienia w produkcji aut już wstrzymała fabryki w Polsce.
      Zerknij jeszcze na to:
      Budżet Polski to 420mld, mimo to wydaliśmy 500mld (!) 20% na kredyt. Samo 500+ kosztowało 60mld, do tego dziura w FUS+KRUS+inne 90mld. Sama obługa długu to już 30mld i to w czasach rekordowo niskich stóp procentowych.
      To znaczy że 40% przychodów budżetu jest przewalone na długi i 500+.
      Żaden eksport tego nie uratuje.... ale inflacja już tak :)

      Mam dodatkowe pytanie: co to znaczy schładzanie gospodarki, i kiedy robienie tego jest właściwe?