Morawiecki chwalił się, że zredukował deficyt budżetu państwa z 82 do 40 mld zł

Morawiecki chwalił się, że zredukował deficyt budżetu państwa z 82 do 40 mld zł

A do Brukseli zaraportował wzrost prawdziwego deficytu centralnego do 143 mld zł

  •  

    pokaż komentarz

    Ale jak to? To Unia nie łyka kłamliwych wysrywów jak elektorat, i trzeba podać prawdziwe dane? (・へ・)

    Normalnie jestem w szoku

    pokaż spoiler że vateusz nie zszedł na zawał jak prawdę przedstawił ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Lookazz: Artykuł z Wyborczej, ale widzę polityczne trolle już minusują, bo nie po linii partyjnej.

      To nie jest trochę cyrk, że prawdziwy deficyt państwa to dwa razy więcej od podawanego oficjalnie?

      Trochę jest. Ale to nic nowego – taki cyrk, tylko na mniejszą skalę, odgrywaliśmy przez całą ostatnią dekadę.

      I chodzi o co? Żeby lepiej to wyglądało dla rynków finansowych? Żeby ich nie denerwować? „O, Polska się strasznie zadłuża” - powiedzą i nam obniżą ratingi?

      W ogóle nie o to chodzi. Rynki świetnie wiedzą, że te długi poupychaliśmy. Unia też wie, bo im to raportujemy. Balcerowicz wie, ja wiem, inni ekonomiści też wiedzą. Te tricki są robione na użytek wewnętrzny. Wyłącznie.

      Ale po co?!

      Żeby nie łamać Konstytucji.

      Mamy w Polsce dwie definicje długu publicznego. Jedna - ta poprawna - pokazuje całe zadłużenie państwa i to jest definicja unijna. Jeśli coś wygląda jak wydatek publiczny i działa jak wydatek publiczny, no to po prostu oznacza, że jest wydatkiem publicznym. I automatycznie zostaje wliczone w skład finansów państwa. Ale mamy drugą definicję - polską. Według niej do finansów publicznych należy tylko to, co zostało wyliczone w ustawie o finansach publicznych. Czyli jeśli jakiegoś funduszu tam nie zapisano, to on nie powiększa długu. Nawet jeżeli wszystkie jego cechy wskazują, że to jest wydatek publiczny.

      Zaraz. Czyli jeśli rząd powoła fundusz o nazwie Ziutek, to - ponieważ jest to nowa nazwa i nie została wymieniona w ustawie o finansach publicznych - nie liczy się do długu?

      Dokładnie tak. Nie ma nazwy Ziutek w ustawie o finansach publicznych, więc to nie jest wydatek publiczny.

      I w ten sposób można upchnąć, ile się chce? 100, 200, 300 mld zł?

      Można.

      No ale to jest idiotyczne.

      Jest. Ale chodzi o to, żeby nie przekroczyć limitu, który sami sobie kiedyś narzuciliśmy. Nie złamać reguł fiskalnych. Polska ma zapisany w Konstytucji limit długu: 60 procent PKB. Na sztywno. Nie wolno go przekroczyć. To jest bardzo ostre sformułowanie, nie ma wyjątków. Żadnych.

      Wybucha wojna, trzeba wydawać miliardy na obronę kraju i się na to zadłużyć?

      Też nie. Zero wyjątków.

      Ktoś tak jeszcze ma?

      Prawie nikt. Wśród 36 państw OECD tylko my i Słowacja. To jest bardzo nietypowa rzecz, żeby reguły fiskalne dotyczące długu wpisywać do konstytucji.

      I kto to wymyślił?

      No, Balcerowicz. I jego krąg.

      Polecam cały wywiad:

      https://next.gazeta.pl/next/7,151003,26253319,dlugi-jak-za-gierka-tusk-wymyslil-ze-da-sie-omijac-limit.html

    •  

      pokaż komentarz

      @Lookazz:

      . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

      źródło: 5oe23c.jpg

    •  

      pokaż komentarz

      @oydamoydam: no nie dopilnował Balcerowicz i zostawił furtkę, która pozwala nas w opór zadłużać. A pisowcy korzystają i dług do setek miliardów zwiększają.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Lookazz co mu zależy. Nic mu w Polsce nie zrobią jedynie nie wybiorą. A TVP nie pokaże tego w tv a jak ktoś w studiu wyskoczy z tym tematem to ,,redaktor" wraz z innymi go zajdą Putinem i agenturą wschodnią. I pyk tak się wygrywa wybory demokratyczne.

    •  

      pokaż komentarz

      @Lookazz Unia, która która sama jest kłamliwym wysrywem

    •  

      pokaż komentarz

      @Lookazz pewnie zwyczajnie się pomylił bo był roztargniony czy coś.

    •  

      pokaż komentarz

      Artykuł z Wyborczej, ale widzę polityczne trolle już minusują, bo nie po linii partyjnej.

      @oydamoydam: przecież w tym artykule nie ma nic nowego. Wszyscy wiedzą, że poprzednie rządy nie były swięte, po prostu PiS doszedł do takiego poziomu sk@%@ysyństwa, że błędy poprzednich władz wydają się drobnostką, a zwalanie na poprzedników winy za to, co odwala PiS jest już nudne.

    •  

      pokaż komentarz

      @renkaboga: Nikt w tym artykule nie zwala na nikogo winy. Przeczytaj może najpierw cały wywiad. https://next.gazeta.pl/next/7,151003,26253319,dlugi-jak-za-gierka-tusk-wymyslil-ze-da-sie-omijac-limit.html

      Tu dla zachęty kolejny fragment:

      Bez sensu?

      Wtedy? Miało to sens. Limit wpisaliśmy w 1997 roku jak tworzyliśmy Konstytucję. Byliśmy państwem mało wiarygodnym dla rynków finansowych po okresie peerelu - przecież myśmy nie spłacili części długów. I rynki, żeby nam pożyczać pieniądze na rozsądny procent, potrzebowały jakiegoś uwiarygodnienia, że tym razem będziemy spłacać i nie przeholujemy.

      Czyli to był taki rodzaj publicznego ogłoszenia skierowanego do rynków, tyle że zmieszczonego w Konstytucji: „Oto jesteśmy wiarygodni”.

      Tak. Tyle że to było ponad 20 lat temu. Problem polega na tym, że my tych zasad nie aktualizujemy. Dziś dla kraju takiego jak Polską - z naszą wiarygodnością i pozycją - dług publiczny nie jest aż takim zagrożeniem. Omijanie tego konstytucyjnego limitu w gruncie rzeczy nas ratuje.

      Ratuje?

      Wyobraźmy sobie, że traktujemy limit poważnie. No to automatycznie dług publiczny na koniec tego roku - według prawdziwej definicji - wyniesie od 59 do 62 procent PKB. Szacunki są różne. Tuż przed kryzysem było to 46 procent PKB, ale potem musieliśmy znaleźć te 250 mld zł na ratowanie gospodarki, więc mamy skok długu. Kiedy dług przekroczy konstytucyjny limit, to automatycznie rząd staje przed Trybunałem Stanu. Za złamanie Konstytucji. Więc żaden rząd nie zgodzi się, żeby traktować poważnie definicję długu, a jednocześnie pozostawić limit na tym poziomie. Rządzący wiedzą, że trzeba teraz wydawać. I się nie przejmować limitem. Dlatego stosują rozmaite tricki.

      I te tricki wymyśliło PiS z Morawieckim?

      Nie. Na dużą skalę wprowadził to Tusk przed mistrzostwami EURO 2012. Trzeba było budować te wszystkie stadiony, infrastrukturę, dużo też inwestowaliśmy w budowę dróg. Tego prawie nikt nie pamięta, ale w okolicach 2010 roku myśmy byli państwem, które miało najwyższą stopę inwestycji publicznych w całej Unii. Mieliśmy duże potrzeby finansowe i władze się zorientowały, że jak dalej będą budować, to się zbliżą do konstytucyjnego limitu. Co robić? Upchnijmy te pieniądze poza oficjalnymi finansami państwa, przesuńmy do czegoś, co się nazywa Krajowy Fundusz Drogowy. I z tego funduszu do dziś finansowana jest budowa dróg krajowych i autostrad.

    •  

      pokaż komentarz

      @oydamoydam: weź wracaj do siebie do stodoły po lasem....

    •  

      pokaż komentarz

      @oydamoydam:
      "Trzeba było budować te wszystkie stadiony, infrastrukturę, dużo też inwestowaliśmy w budowę dróg. Tego prawie nikt nie pamięta, ale w okolicach 2010 roku myśmy byli państwem, które miało najwyższą stopę inwestycji publicznych w całej Unii"

      A widzisz różnicę między tym, a wydatkowaniem obecnym? Bo ja widzę sporą różnicę w inwestycjach jednak, które zostały wtedy rozpoczęte i kiedy były robione na nie przetargi. Teraz piniondz idzie na bombelki i darmozjadów.

    •  

      pokaż komentarz

      A widzisz różnicę między tym, a wydatkowaniem obecnym? Bo ja widzę sporą różnicę w inwestycjach jednak, które zostały wtedy rozpoczęte i kiedy były robione na nie przetargi. Teraz piniondz idzie na bombelki i darmozjadów.

      @hikari92: Czytałeś ten wywiad w ogóle? Poczytaj zamiast pisać farmazony.

      A ponieważ ta nazwa - KFD - nie jest wymieniona w ustawie o finansach publicznych, więc to nie powiększa długu?

      Tak jest. W ten sposób wydano już prawie 200 mld zł.

      I to były pieniądze z budżetu?

      Nie. Część pochodziła z dochodów własnych KFD, takich jak opłata drogowa, ale na część wydatków – mniej więcej jedną czwartą – KFD zaciągnął dług. To zwykle tak wygląda, że powstaje jakiś fundusz z nową nazwą i formalnie to on się zadłuża, a nie państwo.

      Gdzie się zadłuża?

      Na rynkach finansowych, na przykład emituje obligacje. Rynki oczywiście wiedzą, że to jest fundusz publiczny, bo przecież inaczej by mu nie pożyczały na niski procent. Wszyscy wiedzą. Unia też wie. Eurostat od razu zakwalifikował KFD jako dług publiczny, bez żadnych wątpliwości. I to była pierwsza duża sztuczka, która stworzyła znaczącą różnicę między tym, jak Unia definiuje dług, a jak my go sobie definiujemy.

      A Unii to nie denerwuje, że oni sobie, a my sobie?

      Nie interesuje ich to za bardzo. „Stosujcie u siebie, co chcecie, możecie się oszukiwać, tylko nas nie oszukujcie”. A ich nie oszukujemy, bo tam raportujemy poprawnie.

      Tusk to wymyślił, bo musiał. Gdyby tego nie zrobili, to przekroczyliby 55 proc. PKB długu, a to jest jeden z progów ostrożnościowych.

      Próg ostrożnościowy? Czyli?

      Wtedy z automatu trzeba zacząć cięcia w budżecie. W kolejnych latach Polska musiałaby zaciskać pasa i nie mielibyśmy dróg, bo nie byłoby przestrzeni fiskalnej. Drogi były finansowane z Unii, ale przecież nie w całości, wszystkie projekty unijne są współfinansowane, trzeba mieć wkład własny. I po prostu było ryzyko, że tych pieniędzy nie wykorzystamy.

      W 2014 roku zastosowano drugą sztuczkę. Rząd Tuska zabrał obligacje z OFE i je umorzył. Zlikwidował. „Nie ma tego długu”. Ich wartość to było jakieś 7 proc. PKB, czyli bardzo dużo. Zapisano te pieniądze ludziom na kontach w ZUS, ale przecież wypłacić je trzeba będzie dopiero kiedyś.

      I po co tak?

      Po to samo. Dzięki temu dług państwa spadł o 7 procent PKB, można się było oddalić od konstytucyjnego limitu i mieć jakiś ruch. Wtedy z kolei potrzebne były pieniądze, żeby jakoś przeczołgać Polskę przez drugą falę kryzysu, w którym ugrzęzła Europa. Mogliśmy zanotować najniższy wzrost PKB od wielu lat. To dało przestrzeń, żeby zastosować jakąś stymulację fiskalną, co się zresztą udało.

      cdn

    •  

      pokaż komentarz

      @hikari92:
      ...cd

      I teraz zrobiono tak samo, wydrukowano nie na żadne "bombelki", ale na tzw. tarcze.

      Krytykować ich za to?

      Rząd? Że kugluje? Nie. Musieli ratować gospodarkę. I na razie im się udało. W marcu i kwietniu najważniejsze było to, żeby jak najmniej firm zbankrutowało, jak najmniej ludzi straciło pracę. Jesteśmy prawie pół roku później i nie mieliśmy w Polsce masowych zwolnień, chociaż pojawiały się obawy, że bezrobocie będzie dwucyfrowe, a teraz wiemy, że nie przekroczy 8 procent. Nie było też masowych bankructw firm. Oczywiście można dyskutować, czy wszystkie instrumenty kolejnych tarcz były dobrze dobrane, ja na przykład mam wątpliwości, ale jako całość - to zadziałało. Bez względu na to, gdzie poupychano długi, to nam się opłaci, bo wyjdziemy z kryzysu dużo szybciej, niż gdyby rząd się oglądał na limity.

      Zresztą rząd nie robi niczego szokującego. Płynie w głównym nurcie.

      W jakim sensie?

      Carmen Reinhart, nowa główna ekonomistka Banku Światowego, apelowała do rządów o politykę „whatever it takes”, czyli „róbcie wszystko, co trzeba”. Komisja Europejska wprost stwierdziła, że ograniczenia zapisane w Pakcie Stabilności i Wzrostu nie mają w tej chwili znaczenia. W ekonomicznym mainstreamie nastąpiła fundamentalna zmiana podejścia do długów. Zwłaszcza w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy w kryzysie finansowym 2008 roku. Zaczynają się nawet pojawiać głosy, że trzeba za wszelką cenę unikać zbyt pochopnego spłacania długów po pandemii.

      Jak to? Mamy nie spłacać?

      Sekretarz generalny OECD Angel Gurria mówi mniej więcej tak: nie tylko w tym roku róbcie wszystko, co potrzeba, ale też nie wdepnijcie w przyszłym roku w politykę austerity, w politykę zaciskania pasa. Gurria po prostu odrobił lekcję z poprzedniego kryzysu sprzed 10 lat. Wtedy rok po najgorszej zapaści - kiedy kryzys w zasadzie jeszcze nie minął - większość państw zaczęła cięcia fiskalne, oszczędności - głównie w sferze publicznej - które zdusiły wzrost gospodarczy i wpędziły całą Europę w drugą falę recesji. Coraz więcej ekonomistów zaczyna dziś mówić: nie zróbmy tego samego błędu. Długi należy spłacać dopiero wtedy, kiedy gospodarka nie tylko ma względny oddech, ale kiedy szybko rośnie. Wtedy długi spłacają się automatycznie. Poczekajmy, aż wzrost PKB znów będzie w Polsce w okolicach 4 procent i wtedy nie będą potrzebne żadne cięcia, żeby dług malał. Gdybym pana zapytał, czy polska polityka gospodarcza w ostatnich czterech latach była oszczędna, to co by pan powiedział?

      Że nie.

      Bo też nieszczególnie to było widać. A jednak w tym okresie nasz dług publiczny - jego relacja do PKB - spadł o 8 punktów procentowych.

      W ramach kuglowania?

      Nie. Liczony według definicji unijnej, czyli tej poprawnej. Dlaczego dług spadł, mimo że nie oszczędzaliśmy? Bo mieliśmy dobry wzrost gospodarczy na poziomie 4-5 procent.

      Czyli co teraz powinniśmy robić?

      Nie wpaść w austerity. Nie zacząć zbyt szybko spłaty obciążeń, odczekać co najmniej trzy-cztery lata. Tymczasem zbyt niski limit długu zapisany w Konstytucji pcha nas prosto w kierunku austerity. Tak samo jak tzw. reguła wydatkowa. Przekroczyliśmy wszystkie progi ostrożnościowe, więc powinniśmy co roku odejmować od wydatków państwa określoną kwotę, mniej więcej 20 mld złotych. Aż dług spadnie poniżej 43 proc. PKB. To się nazywa mechanizm korygujący.

      Czyli gdybyśmy chcieli się trzymać zasad, to już powinniśmy ciąć?

      W tym roku reguła wydatkowa została zawieszona, uchwalono to w czerwcu. I wszyscy ekonomiści się z tym zgodzili, nawet ci, którzy są dogmatycznymi przeciwnikami długów. Być może reguła będzie zawieszona jeszcze w przyszłym roku. Ale od roku 2022 będziemy już musieli oszczędzać.

      A to za wcześnie?

      Zdecydowanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Lookazz: spoko, zaraz zmaleje w końcu stoją w kolejce firmy do większego opodatkowania się.. ;-)

  •  

    pokaż komentarz

    Gdyby to Kaczyński był w opozycji, to właśnie robiłby konferencję, że Tusk rozkradł 100 mld zł, w tydzień cała Polska byłaby oklejona plakatami.
    Prawdziwy dług znamy tylko dzięki obecności w UE i tego opozycja pewnie też nie wykorzysta.

  •  

    pokaż komentarz

    Pragnę zwrócić uwagę, że raport zdany Brukseli to może być pierwsza prawdziwa informacja jaka wyszła od tego człowieka

  •  

    pokaż komentarz

    To jest najgorszy rząd i najbardziej zadłużający obywateli w historii III RP. I kosztem czego? Ano tylko i wyłącznie rozdawnictwa, kolesiostwa, propagandy i przekupowania idiotów i oszołomów by dalej na nich głosowali. Mam nadzieję, że upadek nastąpi jeszcze za ich rządów i ludzie ich na taczkach wywiozą. Bo to że kasy nie ma to im ekonomiści od samego początku mówią. Ale rechotały wtedy te PiSiory i się pytały gdzie to bankructwo? Ano tutaj, już za progiem. Poza tym inflacja, drożyzna i masa nowych podatków.