Mission Impossible

Ucieczka znaleźliśmy nową gwiazdę dla Mission Impossible.

  •  

    pokaż komentarz

    To tak a'propos że zwierzęta nie myślą abstrakcyjnie.

  •  

    pokaż komentarz

    przypomniało mi się opowiadanie Lema, "Doktor Diagoras"
    Budował rozmaite sztuczne formy inteligencji, a zawsze pierwszym, co starały się zrobić to wyrwać się na wolność.

    "Zeszliśmy do piwnic. Pośród grubych betonów, pod niskimi stropami, płonęły lampy w drucianych kołpakach. Diagoras otworzył ciężkie stalowe drzwi. Znaleźliśmy się w kwadratowym pomieszczeniu pozbawionym okien. Pośrodku cementowej podłogi, opadającej jak ku studzience kanałowej, widniała okrągła, żeliwna klapa, zamknięta na kłódkę. Takie zamknięcie kanału zdziwiło mnie. Diagoras otworzył kłódkę, ujął żelazną rękojeść i nie bez wysiłku, w którym jego grube ciało skurczyło się, dźwignął ciężkie wieko. Nachyliwszy się obok niego, spojrzałem w dół. Od spodu otwór, ocembrowany stalą, zamykała gruba płyta pancernego szkła. Poprzez tę wielką soczewkę zobaczyłem wnętrze obszernego bunkra. Na jego dnie wśród nieopisanego chaosu białych, metalowych zwęglonych kabli i gruzów spoczywał, obsypany białawą mąką tynku i miazgą szkła, bezwładny, czarny ogrom, niczym kadłub rozpłatanej ośmiornicy.
    - To doświadczenie mogło mnie drogo kosztować - wyznał, prostując swą korpulentną postać. - Chciałem wprowadzić w nurt ewolucji cybernetycznej zasadę, jakiej biologiczna nie znała: zbudować organizm obdarzony zdolnością samokomplikacji. To znaczy, jeśli zadania, jakie będzie sobie stawiał przekroczą jego możliwości, niechaj sam siebie przekonstruuje...
    - I udało się?...
    - Zbyt dobrze. On - wskazał bezwładną maszkarę - postanowił się uwolnić. To jest w ogóle pierwszy ich impuls, wie pan - zawiesił głos, zapatrzony przed siebie ślepo, jakby sam nieco zdziwiony własnymi słowami. - Tego to... właściwie nie rozumiem, ale ich spontaniczna aktywność zawsze zaczyna się właśnie tak - chcą się wyswobodzić, wyrwać z nałożonych przeze mnie ograniczeń. Byłem ostrożny, tak sobie przynajmniej wyobrażałem. Półtora metra żelbetu - poza tym ściany wyłożono stalą pancerną - nie nitowaną, nity zbyt łatwo jest ściąć - ale spawaną elektrycznie. To ćwierć metra najlepszego pancerza, z rozbiórki starego okrętu wojennego.
    Przykląkłem na skraju cembrowiny i nachyliwszy się zobaczyłem ścianę bunkra. Płyty pancerne były rozerwane z góry do dołu, odgięte, niczym blachy jakiejś potwornej puszki konserwowej, ziejąc, ukazywały między poszarpanymi brzegami głęboką wyrwę, z której sterczały druty zbrojenia, jeszcze z okruchami cementu.
    - To on zrobił...? - spytałem, mimo woli zniżając głos.
    - Tak. Zbudowałem go wprawdzie ze stali, ale umyślnie użyłem miękkiej, nie hartowanej, a poza tym, kiedym go zamykał, nie było w bunkrze żadnych narzędzi... Mogę się tylko domyślać... Sam nie wiem, czy z przezorności - dosyć, że strop zabezpieczyłem szczególnie dobrze, potrójnym pancerzem, a to szkło kosztowało mnie majątek. Takiego używają batyskafy. Dlatego, myślę, nie zajmował się nim długo. Przypuszczam, że wyprodukował jakiś rodzaj pieca indukcyjnego, w którym hartował sobie łeb. Nie wiem. Kiedy go obserwowałem, zachowywał się spokojnie: krzątał się tam, łączył, penetrował pomieszczenie. Inteligencja na poziomie jaszczurki. Przynajmniej wyjściowa. Do czego doszedł, już panu nie powiem, bo wtedy bardziej interesowałem się tym, jak go zniszczyć, aniżeli tym, w jaki sposób zapytać go o to lub owo.

    •  

      pokaż komentarz

      @PotwornyKogut:

      - Co pan zrobił?
      - To było w nocy. Zbudziłem się z uczuciem, że cały dom zaczyna się walić. Pancerz rozciął chyba na gorąco, ale beton musiał kuć. Kiedy tu przybiegłem, do połowy siedział już w wyłomie. Najwyżej za pół godziny dostałby się do ziemi pod fundamentami i przeprułby się przez nią jak przez masło. Musiałem działać szybko.
      - Wyłączył mu pan dopływ elektryczności?
      - Od razu. Ale bez rezultatu.
      - To niemożliwe!
      - A jednak. Byłem nie dość ostrożny. Wiedziałem, którędy biegnie kabel zasilający dom, ale nie przyszło mi do głowy, że głębiej mogą iść inne kable. Był tam jeszcze jeden: mój pech. Dostał się do niego i uniezależnił od moich wyłączników...
      - Ależ to zakłada działalność rozumną!
      - Nic podobnego: zwykły tropizm, ale podczas kiedy roślina dąży do światła, a wymoczek do określonej koncentracji jonów wodorowych, on szukał elektryczności. Moc, jaką dostarczył mu kontrolowany przeze mnie kabel, nie wystarczała, więc zaczął natychmiast szukać dodatkowych jej źródeł.
      - I co pan zrobił?
      - Zrazu chciałem telefonować do elektrowni, a przynajmniej na podstację zasilającą, ale zdekonspirowałbym w ten sposób moje prace - być może, utrudniłoby to ich dalszy ciąg. Zastosowałem płynny tlen. Na szczęście miałem go. Poszedł tam cały mój zapas.
      - Sparaliżowała go niska temperatura?
      - Powstała nadprzewodliwość, więc nie tyle był sparaliżowany, co stracił koordynację ruchów. Miotał się... no, powiadam panu, to było widowisko! Musiałem się diablo spieszyć, bo nie wiedziałem, czy i do takiej kąpieli się nie zaadaptuje, dlatego nie bawiłem się w żadne wylewanie tlenu, ale rzucałem go tam...
      - W termosach?
      - Tak, to są takie wielkie termosy...
      - A, to z tego tyle szkła...
      - Właśnie. Potrzaskał zresztą wszystko, ale to wszystko, co było w jego zasięgu. Czysty atak epileptyczny... Trudno uwierzyć, dom jest stary, ma dwa piętra, ale trząsł się. Czułem dygotanie podłogi...
      - No dobrze, a potem?
      - Musiałem go jakoś unieszkodliwić, zanim wzrośnie temperatura. Zejść nie mogłem, bobym momentalnie zamarzł, środków wybuchowych też nie mogłem użyć - nie chciałem w końcu wysadzić tej mojej chałupy w powietrze. .. a on szalał, a potem tylko dygotał... Otwarłem wtedy klapę i wpuściłem na dół mały automat z karborundową piłą tarczową...
      - Nie zamarzł?
      - Zamarzał coś osiem razy, wyciągałem go wtedy - był uwiązany na linie - ale za każdym razem wgryzał się głębiej. W końcu zniszczył go."

  •  

    pokaż komentarz

    To jest wspaniała sobota. Oglądam sobie misje specjalne psów mądrzejszych od swych właścicieli.
    Chyba sobie jeszcze kawusie jebnę.

    źródło: comment_1651856931eBmgyFl41Ui82hy9zzFUjz,w400.jpg

  •  

    pokaż komentarz

    "Mission Impiessible" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler // tak mi się przypomniało https://www.wykop.pl/wpis/47708143/smiesznypiesek-gif/

    GIF

    źródło: wykop.pl (1.99MB)

  •  

    pokaż komentarz

    No całkiem genialna rozkmina, trzeba przyznać.
    Tak wyobrażam sobie reakcję własciciela

    źródło: media.makeameme.org