Coraz bliżej zmian w ordynacji do Sejmu. PiS analizuje skutki zwiększenia...

Coraz bliżej zmian w ordynacji do Sejmu. PiS analizuje skutki zwiększenia...

PiS nie rezygnuje z pomysłu zmian w ordynacji. Trwają zaawansowane analizy, dotyczące skutków zwiększenia liczby okręgów sejmowych z 41 do 100. Co wg prognoz da mu wygraną w następnych wyborach

  •  

    pokaż komentarz

    Zmiana spowoduje, że taka Warszawa z 2 mln wyborców będzie wybierać tyłu kandydatów co jakiś Pcim z kilkunastoma tysiącami. Czyli miliony głosów z dużych miast pójdą się j@$!ć.

  •  

    pokaż komentarz

    Czy do zmiany ordynacji nie potrzeba wiekszosci konstytucyjnej?

    •  

      pokaż komentarz

      @Fatalbazooka: Nie, tak długo jak spełnia kryteria konstytucyjne - czyli że w przypadku Sejmu ordynacja ma być proporcjonalna. Dlatego system który nie zapewnia proporcjonalności jest niekonstytucyjny, a taki PiS próbuje proponować. Nawet d'Hondt gdyby był zbadany przez prawdziwy TK a nie bandę przebierańców, to prawdopodobnie jest niekonstytucyjny.

      Taka sytuacja miała miejsce w Czechach, gdzie TK na podstawie zapisu o proporcjonalności (chyba takiego jak u nas) zdelegalizował d'Hondta i nakazał organizować wybory systemem Sainte-Lague.

    •  

      pokaż komentarz

      @Khaine: Wykres funkcji liniowej wg obecnej ordynacji wyborczej:

      źródło: Screenshot at 2022-08-11 12-09-43.png

    •  

      pokaż komentarz

      Nawet d'Hondt gdyby był zbadany przez prawdziwy TK a nie bandę przebierańców, to prawdopodobnie jest niekonstytucyjny.

      @Khaine: No patrz, a metoda d'Hondta była w Polsce stosowana jeszcze na lata przed pierwszymi rządami PiS-u.

    •  

      pokaż komentarz

      @vrim tylko nigdy przed pierwszymi rządami pisu nie było takiej sytuacji, że jedna lista wyborcza ma samodzielną większość, a tym samym mamy trochę wypaczoną proporcjonalność, bo jedna lista dostaje 50+% mimo że była daleka od tego wyniku.
      Nie masz uwzględnionego żadnego głosu pozostałych list wyborczych.

    •  

      pokaż komentarz

      @Galvay: Próg wyborczy to zaprzeczenie proporcjonalności.

    •  

      pokaż komentarz

      @vrim wręcz przeciwnie, to brak progu zaprzecza proporcjonalności.
      Prosty przykład:
      100 miejsc w parlamencie.
      Wyniki:
      Partia A 50%
      Partia B 45%
      50 mikro partii które zdobyły po około 0,1% (co przy zniesieniu progu jest dość realnym scenariuszem w PL, wtedy sam bym chętnie spróbował z własną partią), czyli razem 5%.
      Musiałbyś każdej z tych 50 partii dać 1 posła, bo nie da się dać 0,1 posła.
      Czyli kijanki dostałyby 50% miejsc w parlamencie, a pozostałe 50% zostałoby dla partii które zdobyły łącznie 95% głosów ¯\(ツ)/¯ no nie pasuje w chuj.
      Próg jakiś jednak musi być.

    •  

      pokaż komentarz

      @Galvay: Wystarczy system głosu przechodniego (STV) i odpada problem kijanek. Jak twój kandydat nr 1 dostanie za mało głosów to twój głos się nie marnuje tylko przechodzi na wybór drugiej lub dalszej kategorii, aż spadnie na kogoś kogo wciąż popierasz ty i nieco większa ilość ludzi niż kandydat pierwszego wyboru.

      Obecnie mamy patologię głosowania nie na osobę, ale na listę partyjną układaną lizodupstwem w stronę prezesa mafii. W STV partie stają się zbędne i nie trzeba się trzymać durnej dyscypliny.

      Dodałbym jeszcze wymianę 1/3 sejmu co dwa lata (przy sześcioletniej kadencji), żeby ludzie mogli aktywnie zmieniać siłę głosu kiedy partia zwycięska zaczyna za bardzo odpływać w dyktaturę.

      źródło: youtube.com

    •  

      pokaż komentarz

      @Galvay: Twój absurdalny przykład można łatwo obrócić. Przy progu np. 5% możesz mieć 20 partii, które w sumie zdobędą 94% głosów, a nie będą miały żadnego posła w parlamencie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Tytanowy_Lucjan no tak, ale nie mówiliśmy nigdzie o wprowadzeniu głosu przechodniego, tylko o obecnym systemie vs próg.

      @milo1000 co się nie zdarzy, bo wiedząc że nie przekroczysz progu, to nie będziesz startować z kampanią ¯\(ツ)/¯ natomiast mój scenariusz jest realny, bo co kogo będzie powstrzymywać przez pójściem na wybory z mikro partia, skoro masz pewność wejścia przez brak progu?
      I tak, dostrzegam problem z progiem, ale bez tego co zaproponował kolega wyżej, to brak progu jest bardziej absurdalny niż jego obecne istnienie.

    •  

      pokaż komentarz

      @milo1000: No i ok - jeśli nie ma lidera w poparciu, to dlaczego któraś z tych partyjek ledwo wybijających się nad próg miałaby otrzymać mandaty partii, które znalazły się tuż pod nim? W jaki sposób to miałoby być sensowniejszym rozwiązaniem?

    •  

      pokaż komentarz

      Sainte-Lague.

      @Khaine: masz może jakieś wyliczenia jaką ilośc mandatów zdobyłyby partie załóżmy przy dzisiejszych sondazach. Duże rozbieżności są względem d'Hondt'a?

      przy obecnej ordynacji wygląda to mniej więcej tak
      Pis - 202 mandaty
      KO - 142
      Holownia - 44
      Lewica - 43
      Konfederacja - 16
      PSL - 12

      źródło: wykop.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @mrbarry: w Sainte Lague byśmy mieli tyle % mandatów zapewne +/- co ma % poparcia opozycja sumarycznie, czyli pewnie by się już ocierało o większość konstytucyjną. Oczywiście tutaj są jeszcze niezdecydowani, co zaburza wynik.

      źródło: v.wpimg.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @Tytanowy_Lucjan: Z tym STV też widzę pewne problemy. Jest tam jakaś quota, po przekroczeniu której kandydat od razu zdobywa mandat, a nadwyżka głosów jest przekazywana na kandydatów drugiego wyboru. Tylko które głosy trafiają do tej nadwyżki? Losowanie o rozkładzie równomiernym? Tu już mogą iść wały na całego. I co to za wybory, gdzie decyduje losowanie? EDIT: dobra, po przemyśleniu stwierdzam, że da się to załatwić proporcjonalnie - nadwyżka rozdzielana jest wg proporcji z całości.
      Druga sprawa: jeżeli żaden nie przekroczy quoty, to od razu wywala się tego który miał najmniej głosów. I teraz tak, mamy kandydatów A, B, C, D i jeden mandat do obsadzenia. Żaden nie przekroczył quoty, a kandydat D dostał 0 głosów, jako kandydat pierwszego wyboru. Więc od razu wywalamy kandydata D, tymczasem może tak być, że właśnie on dostał 100% głosów jako kandydat drugiego wyboru. I mimo, że on jest kandydatem drugiego wyboru dla wszystkich, to nie zdobędzie mandatu.

    •  

      pokaż komentarz

      @milo1000: Jak masz jeden mandat to STV mija się z celem, bo nie ma na kogo innego transferować. Wtedy wygrywa po prostu ten kto ma najwięcej głosów, bo nie da rady fizycznie zadowolić wtedy innych grup (by np. pogodzić kompromisowo wyborców kandydatów B, C i D wg ich drugich wyborów po zdobyciu pierwszego mandatu przez kandydata A).

  •  

    pokaż komentarz

    Partia którą popiera 1/4 Polaków i poparcie jej non stop spada chce zmieniać ordynacje wyborczą żeby mieć szanse dalej rujnować Polskę. To jakieś nieporozumienie k...

  •  

    pokaż komentarz

    Ja wychodzę z inną propozycją:

    Świat polityki jest skompromitowany i zdominowany przez jednostki zdemoralizowane. Przyczyną tego stanu jest brak odpowiedniej presji moralnej na klasę polityczną. Podczas kampanii wyborczych istnieje presja moralna na tyle, że politycy muszą zadbać o to by ich wybrano - niestety nie ma już presji moralnej po wyborach, więc odwracają się od swoich deklaracji i łamią wszelką postulowaną przez siebie moralność.

    Jeśli presja moralna na klasę polityczną będzie obecna także w trakcie sprawowania przez nich władzy, może to drastycznie podnieść poziom i jakość polityki, co jest na korzyść obywateli.

    Zatem...

    Jeśli mamy czynne prawo do tego, aby decydować o tym kto zostanie naszym reprezentantem w Sejmie, powinniśmy mieć takie samo czynne prawo do decydowania o tym, kto z reprezentantów przestanie piastować swój urząd.

    Dlatego proponuję prosty system "antywyborów", w których wybierani mogą być ci, którzy powinni zostać usunięci.

    Kadencja Sejmu trwa 4 lata, nie ma potrzeby aby antywybory wykonywać częściej, wystarczy raz na kadencję:
    2022 wybory
    2024 antywybory
    2026 wybory
    2028 antywybory
    itd.

    Głosowanie imienne wielokrotnego wyboru, na każdego posła z osobna - jeśli w danym głosowaniu dany poseł otrzyma więcej niż 60% głosów w porównaniu do frekwencji, zostaje usunięty z brakiem możliwości kandydowania w następnych wyborach.

    60% tzn. jeśli frekwencja w antywyborach wyniesie 50% uprawnionych do głosowania, to jeśli otrzyma 60% z tych 50%, poseł zostaje pozbawiony urzędu.

    Odpowiednio wysoki próg uniemożliwi masowe glosowanie przeciwników politycznych za usunięciem posła (poseł musiałby otrzymać także część głosów z własnego obozu).

    Takie głosowanie sprawi, że politycy będą rozliczani na bieżąco ze swoich poczynań i wywoła w klasie politycznej odpowiedni nacisk moralny, politycy postępujący niemoralnie nie utrzymają władzy i ci którzy zostali wybrani będą musieli dodatkowo dbać o to, żeby nie zostali wyrzuceni.

    To może też zmotywować społeczeństwo do bardziej aktywnego uczestnictwa w życiu politycznym, zainteresowaniem losami kraju i interesem państwa.

    Może też pomóc nam opuścić "pułapkę mniejszego zła", czyli stanu, w którym zamiast głosować na tych, którzy są faktycznie godni naszego głosu, głosujemy na kogokolwiek innego przeciwko temu, kogo nie lubimy (innymi słowy demokracja w naszym kraju jest odwrócona i wiąże się z akceptowaniem coraz niższego poziomu polityki - zamiast głosować tylko za tym co jest rzeczywiście dobre, głosujemy za tym, co jest jedynie mniej złe - to jest główna przyczyna domykania się systemu demokratycznego do dwóch spolaryzowanych obozów).

    pokaż spoiler Być może właśnie to jest najważniejsze brakujące ogniwo demokracji reprezentatywnej.

    •  

      pokaż komentarz

      @nirvikalpasamadhi: Mi się zawsze bardziej "marzyło" aby podczas wyborów każdy dostawał 3D secure kod z kandydatem na którego głos oddał. Co pół roku każdemu wyborcy przysługiwałoby prawo do wycofania swojego głosu na wybranego kandydata. Jeśli ilość głosów spadłaby poniżej poziomu drugiego ( nazwijmy go oczekującego kandydata ) taki poseł/ senator traciłby mandat.

      Drugie marzenie: Przy okazji każdych wyborów, wyborcy powinni mieć prawo zaznaczenia pola "żaden z powyższych". I w przypadku gdy ponad połowa wyborców wybierze tę opcje należałoby rozpisać nowe wybory z nowymi kandydatami.

    •  

      pokaż komentarz

      @nirvikalpasamadhi: ja mam tylko jeden dodatkowy postulat. Nie powinno być parytetów w stylu kobiety / mężczyźni tylko: ekstrawertycy / introwertycy. Zwrocie uwagę ze wszelkie efektywne procesy są głownie zasługa introwertyków którzy pragną upraszczać rzeczy niżeli je komplikować. Jednakże w demokracji sam proces wyborów jest z góry skonstruowany dla ekstrawertyków: trzeba się pokazać, dobrze ubrać, uśmiechnąć, jakieś tanie gadżety porozdawać co z w dużej mierze skreśla introwertyków i w zasadzie władza zawsze jest oddawana ekstrawertykom, a ci znani z ciągłego komplikowania rzeczy. W takim kształcie jak wyłaniani są dziś politycy nie ma szans na poprawę, ekstrawertyzm zawsze wygra.

    •  

      pokaż komentarz

      @nirvikalpasamadhi: w zasadzie wystarczyłoby im robić trybunał stanu i postawić w końcu zarzuty. Ale zarówno jedna jak i druga instytucja są tylko teoretyczne. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @nirvikalpasamadhi to dopiero byłby festiwal populistycznego sp!?!$%@enia.

    •  

      pokaż komentarz

      @nirvikalpasamadhi: ciekawy pomysł. Ja bym jeszcze dodał jeden ważny warunek. Że poseł może startować z miejsca gdzie mieszka minimum ileś tam lat, a nie że oni się zapisują na listy do randomowych okręgów wyborczych po przemeldowaniu się parę tygodni wcześniej.
      No i taki Tusk czy Kaczyński polegli by od razu na pierwszych "anty-wyborach" :)

    •  

      pokaż komentarz

      @nirvikalpasamadhi: Tylko wrzucę - władza potrzebuje jakiejś stabilizacji. Moim zdaniem Twój pomysł skończyłby się non-stop populistyczną kampanią wyborczą, gdzie nie byłoby czasu na jakiekolwiek niepopularne decyzje. Już teraz jest źle, de facto wszelkie działania aktualnie rządzących to w mniejszym lub większym stopniu kampania wyborcza.
      Dla mnie większym problemem jest brak jakiegoś pomysłu, jakiegoś horyzontu, do którego zdecydowana większość chce dążyć. Kiedyś to było członkowstwo w UE i NATO, ale de facto od tego czasu nie udało nam się znaleźć takich celów, więc mieliśmy "politykę ciepłej wody" PO i "IV RP" PiS, problem jest to, że pierwsze to nie jest jakiś sensowny cel, który da się ludziom sprzedać, a IV RP nie jest popierana przez większość. I to jest dużo większy problem niż jakieś tam polityczne przepychanki.
      Jakbyś mieli taki cel "przyjąć euro" (nie mówię, że dobry po prostu przykład) i główne siły polityczne mogłyby się kłócić na różne tematy, ale w ten czy inny sposób wagonik byłby pchany w tym samym kierunku.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pieron: @Yahoo_: macie trochę racji, w końcu populizm to realizowanie zachcianek ludu, jednak jednocześnie demokracja reprezentatywna poniekąd na tym właśnie polega - realizowaniu woli ludu (przynajmniej w teorii). Sęk w tym, że polityka nie jest transparentna, myślę że niepopularne decyzję o ile w rzeczywistości są dobre i właściwe, to z pewnością da się to wytłumaczyć i uzasadnić ludowi. Myślę też, że nacisk moralny można regulować progiem usunięcia i jeszcze większy próg (np. 80%) sprawiłby że usuwani byliby tylko ci już totalnie odklejeni politycy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Yahoo_: @assback: @Mauro666: @Pieron: @superfist: @mpnp: jeśli ciekawi was wprowadzenie czegoś takiego, to chyba jedyną opcją jest referendum ogólnokrajowe z inicjatywy obywatelskiej, 500 000 podpisów minimum (ustawa obywatelska 100 000 podpisów nie może dotyczyć zmian w Konstytucji).