Tłuszczowy feminizm, teoria queer i teoria postkolonialna, niszczą naukę

Tłuszczowy feminizm, teoria queer i teoria postkolonialna, niszczą naukę

Postmodernistyczne koncepcje wiedzy i władzy, obecnie promowane przez ruch łołk i politykę tożsamości, uderzają w samo sedno nauki: w empiryzm, pozytywizm, postpozytywizm, humanizm.

  •  

    pokaż komentarz

    Nic dziwnego, że coraz więcej czarnoskórych, feministek czy gejów odwraca się od tych postmodernistycznych koncepcji.

    Czy są statystyki na temat tego ilu gejów popiera wspomniane postmodernistyczne koncepcje i czy tendencja faktycznie jest spadkowa?

    Wspominanie o orientacji seksualnej, czy kolorze skóry zwolennika danego poglądu, to jaskrawy przykład pozamerytorycznej argumentacji. Czyli dokładnie tego, za co autor krytykuje u innych we wcześniejszych fragmentach tekstu.

    Szczerze mówiąc nie spodziewałem się karty "kolegi geja" na blogu popularnonaukowym ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    uderzają w samo sedno nauki: w empiryzm, pozytywizm, postpozytywizm, humanizm.
    A co mają wspólnego z nauką empiryzm, pozytywizm, postpozytywizm i humanizm?

    •  

      pokaż komentarz

      @Portier-Harry_Portier: no empiryzm to chyba jednak ma. Bez empiryzmu w ogóle nie istnieje współcześnie rozumiana nauka.

    •  

      pokaż komentarz

      empiryzm

      @Biohazard86: źródłem ludzkiego poznania są wyłącznie lub przede wszystkim bodźce zmysłowe
      Czyli jak czegoś nie widzę, to tego nie ma. I ty nazywasz to nauką?

    •  

      pokaż komentarz

      @Portier-Harry_Portier: oczywiście! Mamy pewne aparaty do wyostrzania naszych zmysłów, niektóre nawet za grube miliardy dolarów, ale dalej: jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie zaobserwować, to nie leży to w dziedzinie nauki. Np. dopóki nie ogarniemy jak można zaglądać do innych wszechświatów, czy w ogóle sprawdzić, czy istnieją (a możliwe, niestety, że się po prostu nie da), to teorii multiversum nie będzie można nazwać w pełni naukową.

    •  

      pokaż komentarz

      @Biohazard86: Nie jesteśmy w stanie zbadać ca łego naszego wszechświata, czyli tej niezbadanej części nie ma.
      W dziedzinie cząstek czy subcząstek elementarnych też raczej nie empirycznie do tego podchodzimy.
      Ten cały empiryzm (który jest raczej nurtemfilozoficznym, a nie nauką), jest przestarzały.
      Feminizm, teoria queer i teoria postkolonialna (cokolwiek to jest), to również jakieś nurty w filozofii.
      Nauka nie ma z tym nic wspólnego. I nauka, jako sposób na zrozumienie świata, może się mylić, ale te różne nurty zawsze się mylą.

    •  

      pokaż komentarz

      zywiście! Mamy pewne aparaty do wyostrzania naszych zmysłów, niektóre nawet za grube miliardy dolarów, ale dalej: jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie zaobserwować, to nie leży to w dziedzinie nauki.

      @Biohazard86: Brawo! Właśnie zniwelowałeś prawie całą matematykę, dużą część fizyki i chemii, oraz większość biologii przed XX wiekiem.

      pokaż spoiler Czasami lepiej się nie wypowiadać, niż zabrać głos i rozwiać wszelkie wątpliwości.

    •  

      pokaż komentarz

      jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie zaobserwować, to nie leży to w dziedzinie nauki.

      @Biohazard86: wiedziałem, że ta cała mechanika kwantowa to bujda i pseudonauka.

    •  

      pokaż komentarz

      @GOOF1: A to mechaniki kwantowej nie da się zaobserwować? Nowe, nie znałem.
      Przypomnę że ten caly wypok ogladasz na jednej wielkiej mechanice kwantowej.

    •  

      pokaż komentarz

      W dziedzinie cząstek czy subcząstek elementarnych też raczej nie empirycznie do tego podchodzimy.

      @Portier-Harry_Portier: Jak nie? Nie prowadzi się badań? To co niby robi ten cały CERN i ośrodki badań tego typu? To że potwierdzono istnienie czegoś poprzez obserwację wzajemnych oddziaływań, fal, ładunków a nie oglądając to "na własne oczy" nie oznacza że nie jest to potwierdzone empirycznie - wręcz przeciwnie.

  •  

    pokaż komentarz

    czy teoria neuroróżnorodności, według której ciężkie zaburzenia neurologiczne i psychiczne to objaw „różnorodności neurologicznej”, a nie zaburzenia. Stąd prosta już droga do ostatniego atrybutu tych teorii: są antynaukowe.

    Ja jestem neuroróżnorodny i żadnych ciężkich zaburzeń tutaj nie ma, bo normalnie funkcjonuję. Ludzie ze spektrum i z ADHD to normalni ludzie. Znam wielu i niczego nienormalnego w nich nie dostrzegam. Spoko ziomki. Poza tym neuroróżnorodność jest spektrum, w którym mieszczą się ludzie dobrze funkcjonujący, gorzej funkcjonujący, słabo funkcjonujący i w ogóle niefunkcjonujący.

    Przypomniał mi się pewien odcinek Sheldona, jak się go pytali, czy jest normalny, a on im na to, że jest, bo go już lekarze badali i potwierdzili, że jest ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Bo to tak działa, jakby badali, to by niczego nie wykryli, więc wniosek jest prosty, albo lekarze nie potrafią diagnozować, albo nie da się określić jasnej granicy pomiędzy normalnością a nienormalnością, albo pewnych rzeczy nie powinno się nazywać nienormalnością, zaburzeniami, dysfunkcjami. A może rację ma Erich Fromm w książce patologia normalności?

    •  

      pokaż komentarz

      @rmweb: Neuroróżnorodność to raczej sposób określenia ogółu osób o różnych sposobach rozwoju układu nerwowego bez oceniania; dopiero gdy następuje upośledzenie funkcjonowania można mówić o zaburzeniu. Ale ponieważ istnieją różne spektra i w tym mieszczą się osoby dobrze funkcjonujące, zrównywanie "neuroatypowy = ciężko zaburzony" to bardziej woke niż nauka.

    •  

      pokaż komentarz

      @KubaGrom: Ja bym jeszcze dodał, że funkcjonowanie społeczne jest zakotwiczone w środowisku kulturowym, bo to kultura określa, jak ludzie powinni się zachowywać, a wymogi społeczeństwa mogą być sprzeczne z indywidualnymi uwarunkowaniami człowieka. W przypadku ludzi neuroatypowych ich układ nerwowy działa inaczej niż u większości, taka jest natura tego zjawiska. Nie da się tego kulturowo zmienić, że nagle ich umysły staną się zgodne z oczekiwaniami. Biologicznie tylko tyle można powiedzieć, że ich mózg działa odmiennie, ale ocena tego przez pryzmat norm społecznych jest już kulturowym wartościowaniem, bo to społeczeństwo samo decyduje o tym, czy daną jednostkę uznajemy za normalną, bo mogą, bo mają przewagę liczebną, bo to oni poprzez własne zachowania determinują średnią, a normą jest to, jak się przeciętny człowiek zachowuje. I cały myk polega na tym, że dzięki temu mogą zaprzęgnąć na użytek teorii psychologicznych metody statystyczne, które będą matematycznie dowodzić, że mają rację. Mało tego, nie tylko matematycznie, ale i empirycznie będą dowodzić, bo o to proszę państwa, dzięki starannie przeprowadzonym badaniom i analizie matematycznej, możemy pokazać, jaki jest średni człowiek i jacy ludzie rażąco odstają od średniej - a więc są zaburzeni!

      Jakie więc rozwiązanie proponuje oficjalna nauka? Mniej więcej takie, że mniejszość nie może narzucić zmian większości, więc ludzie neuroróżnorodni mają, powiedzmy, że dwa wyjścia, albo być nieprzystosowanym, outsiderem, ale żyjącym zgodnie z własną naturą, albo przystosowywanie się za wszelką cenę, poprzez wyuczone odruchy, czyli życie niezgodne z własną naturą, niezgodne z własnymi potrzebami, a do tego rażąco sztuczne, męczące i polegające na ciągłej samokontroli. Drugie rozwiązanie to rezygnacja z siebie. Nic więc dziwnego, że większość neuroatypowych popada w depresję.

      Można też sobie wyobrazić, że neuroatypowych nagle staje się więcej niż zwykłych, a teoretycznie jest to możliwe, bo gatunki ewoluują, a wtedy to oni mogą zacząć dyktować warunki i tak pozmieniać kryteria diagnostyczne pod względem funkcjonowania społecznego, że to, co aktualnie jest normą, może zostać uznane za zaburzenia. I nawet nie muszą z żadną nauką walczyć i instytucji przejmować. Wystarczy, że zaczną zachowywać się po swojemu, a wtedy jako większość zmienią normę. Norma, to ogólnie rzecz biorąc, średnia. Dlatego zmiany kulturowe powodują zmiany w naukach społecznych, a psychologia jest nauką społeczną.

      Dlatego badania statystyczne prowadzone na społeczeństwie mogą opisywać świat tylko w wybranym przedziale czasu. W pewnym przedziale czasu pewne schematy i prawidłowości mogą występować, ale na tej podstawie nie da się powiedzieć, jak będzie w przyszłości. To od ludzi zależy.

      Neuroróżnorodność, to coś więcej niż ogół ludzi o pewnych cechach. To również wizja świata, w którym większość nie narzuca mniejszości jak ma żyć i nie traktuje osób odmiennych jak zaburzonych dziwaków, których trzeba leczyć. Jeśli reguły większości są takie pewne i niepodważalne, to po co te starania, żeby każdego dopasować? Neuroróżnorodność to też weryfikacja, taka empiryczna. Jeśli coś jest słuszne, to mniejszość nie ma szans tym zachwiać.

  •  

    pokaż komentarz

    Co my tu mamy.... Zrównanie rasy z haplogrupami (serio pisał to pasjonat biologii?), zrównywanie całego spektrum autystycznego z "ciężkimi zaburzeniami", dużo też mało konkretów. To jest serio recenzja książki?

  •  

    pokaż komentarz

    @LukaszSakowki:

    Dawne węszenie na siłę obrazy uczuć religijnych zostało przez młodziutkich psychologów zastąpione świeckim doszukiwaniem się wszędzie „stygmatyzacji” czy „powielania stereotypów”.
    Tyle, że w Polsce nadal karana jest obraza uczuć religijnych (więc skąd to "dawne"?), a powielanie stereotypów występuje nagminnie (przynajmniej na wykopie) i karalne nie jest.

    Ten całkowicie pozamerytoryczny nurt często uniemożliwia dyskusje w określonych gronach. Nawet nie neutralne, ale wręcz przymilające stwierdzenie przykrego faktu dotyczące jakiegoś zaburzenia psychicznego, skutkuje nie konstruktywną debatą naukową, lecz oskarżeniami o „stygmatyzację”.
    Dużo tekstu, mało konkretów. Nie podałeś przykładu stwierdzenia (ani dlaczego było przykre), jakiej debaty się spodziewałeś i kto oskarżył cię o "stygmatyzację". Tak można pisać o wszystkim i o niczym.