•  

    pokaż komentarz

    I niech ktoś powie - po cholere mamy utrzymywać tych darmozjadów? Czym oni się zajmują?? Do agresywnych ludzi nie podejdą bo się boją. Natomiast żeby 'nabić sobie punktów' czepiają się uczciwych ludzi, bo tak łatwiej.
    Kiedyś kolega (fakt lekko wypity) zażartował sobie trochę zbyt głośno, lekko zniekształcając nazwę darmozjadów, sugerując w niej że nie są z miasta, ale ze wsi. Maksymalny mandat w wysokości 200 zl za zakłócanie porządku...
    Takie przypadki można mnożyć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jabby: Też bym najchętniej pozamykał wszystkie posterunki tych darmozjadów. Auta by się przydały dla schronisk dla zwierząt - przynajmniej jakiś pożytek by był z wydanych na tych przychlastów pieniędzy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jabby: to ja dodam od siebie. Mam znajomego w straży miejskiej (do policji się nie dostał). Czasem imprezujemy razem i opowiada jakie "przyjemne" wiodą życie. Spacerek przez miasto, jedyne zajęcie to wlepianie mandatów za złe parkowanie i wszystkie pochodne to ich 99% obowiązków.
      Tak a ciekawostka d dniego: Jak podpadnie się komuś ze straży- wymiga od mandatu etc. to daje się flaszkę policji i numery rejestracyjne delikwenta, tak by po zatrzymaniu wiadomo było żeby dowalić mu max. mandat za cokolwiek.

  •  

    pokaż komentarz

    ale nieprzyjazna ściana tekstu, ciężko cokolwiek przeczytac :/

    •  

      pokaż komentarz

      @Rebeliant: no niestety to nie jest problem który da się opisać w dwóch zdaniach albo za pomocą kilku liter typu CHWDP. A nieprzyjazne ściany tekstu czasem warto przeczytać. Wiele ludzkich tragedii bierze się z tego, że nie przeczytali "nieprzyjaznej ściany tekstu" przed podpisaniem jakiejś umowy np. z bankiem czy deweloperem.

    •  

      pokaż komentarz

      @mKczK:Mam wrażenie, że kolega miał na myśli po prostu małe litery, niewielkie przerwy pomiędzy wierszami, tekst się zlewa. Nie wiem gdzie ostatnio widziałem tak źle sformatowany tekst, a wiem, w komentarzach wykopu, ale tutaj zazwyczaj jest krótko i na temat. Tak czy inaczej jeśli ktoś chce to przeczytać, to zostaje ctrl +".

    •  

      pokaż komentarz

      @arturccc: poprawiłem o tyle że zwiększyłem czcionkę tekstu - teraz jest lepiej... blog.pl to niestety dość słaba platforma

  •  

    pokaż komentarz

    Może by tak zrobić template dla głupiego strażnika miejskiego? http://imgur.com/xKyLb

    Np. "Pokaż znajomym swoje miasto. Wynajmij do tego przewodnika."

  •  

    pokaż komentarz

    ja jestem z Torunia i w Toruniu nielegalni przewodnicy, albo oprowadzanie przez pilotów wycieczek to plaga. I już wam mówię dlaczego i już tłumaczę, dlaczego w tej materii popieram SM. Ano dlatego, że domorośli przewodnicy mają wiedzę z internetu i plotą bzdury. Już nie raz słyszałem, że w Toruniu dominuje Renesans, że w Toruniu Kopenrik się nie urodził tylko umarł, albo, że krzywa wieża jest krzywa dlatego, że w czasie drugiej wojny światowej spadła obok bomba.
    Musi być jakiś sposób weryfikacji wiedzy tych, którzy oprowadzają po mieście i mówią prawdę, lub też wprowadzają w błąd.
    A jak mi ktoś zaraz wyskoczy, czy jeżeli będzie chciał oprowadzić znajomych po mieście, to musi być przewodnikiem, to odpowiadam: nie. Ten wymóg dotyczy wyłącznie oprowadzania zarobkowego.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: ale czemu ma być w ogóle jakakolwiek licencja? Za Wilczka w Polsce było kilkanaście bodajże zawodów koncesjonowanych i było dobrze. A teraz jest ich kilkaset, za każdy papierek "licencjonowany [wstawić nazwę zawodu]" płaci się grube pieniądze, a nie gwarantuje to absolutnie niczego. Nie, rzetelności to też nie zapewnia, uwierz.

      Jedyne rozwiązanie które by miało sens to przyznać prawo wydawania certyfikatów uniwersytetom (wybranym oczywiście, albo innym instytucjom które mają jeszcze resztki zaufania społecznego) i jednocześnie nałożyć obowiązek informowania klientów czy taki certyfikat się posiada czy nie; jak chcą iść z kimś bez, który może pleść głupstwa, to czemu im nie pozwolić? Dlaczego znowu władza ma decydować, co jest dla obywatela lepsze?

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: a kto im każe korzystać z usług nie sprawdzonych przewodników? Proponujesz zatrudnić urzędnika który bezie sprawdzał czy przewodnik ma dostateczną wiedzę?

    •  

      pokaż komentarz

      @ponurybrubas: chodzi o to, że np. organizatorzy wycieczek przycinają na kosztach. KAsują za zwiedzanie miasta z przewodnikiem, a przewodnikiem jest kierowca.

    •  

      pokaż komentarz

      @Aqwart: A tobie jest obojętne, kto cię będzie oprowadzał po jakims zabytku i co ci o nim powie?

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: ale gdzie widzisz problem? takie są zasady wolnego rynku

    •  

      pokaż komentarz

      @ponurybrubas: według zasad wolnego rynku rozumianych przez ciebie, to powinno ci się sprzedać samochód, który po odpaleniu silnika eksploduje. Bo po co certyfikaty i dopuszczenia techniczne? Niech klient decyduje.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: wolny rynek polega na tym polega że państwo nie wydaje koncesji i każdy może produkować co chce(również oprowadzać jak chce)

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Jeśli ktoś to robi zarobkowo to oczywiście powinien mieć jakieś kwalifikacje. Nie rozumiem dlaczego Straż Biznesowa ma się tym zajmować, są chyba ważniejsze wykroczenia niż takie. Kogo się zatrudnia to powinny sprawdzać biura podróży, to jest w ich interesie. Problem pewnie w tym, że biura mają to gdzieś i lecą po kosztach.

      @Aqwart - Bo licencje u nas nie są po to żeby gwarantować nie jakość ale żeby bardziej trzymać w ryzach liczbę osób w danym zawodzie (jak np. prawnicy). Widać że nawet wymóg licencji na przewodnika nic nie pomaga, bo czy ona będzie czy nie, to będą fałszywi przewodnicy. W porównaniu do innych zawodów tu nie trzeba biura, lokalu, starczy podłapać grupę turystów i ustalić cenę. A jakby co to można uciec. Taka natura tego zawodu, że podszyć się jest bardzo łatwo.

    •  

      pokaż komentarz

      @yosemitesam: o ile tylko miałem wiedzę, że on może tej wiedzy nie mieć ;) to tak. Byłby to mój własny, niezależny wybór, i nikomu nic do tego.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: kamilu, nie wiem jakie są przepisy obrotu samochodami. Podstawowy przepis odnośnie przekazywania informacji innym jest jeden - Art. 54. pkt 1.) konstytucji "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji".

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Ale klient nie jest ubezwłasnowolniony! Klient ma prawo wymagać od organizatora aby np. zatrudnił fachowego przewodnika zamiast kierowcy. A skoro przyjeżdżają wycieczki i nie mają ochoty za dodatkowe przewodnictwo płacić, to znaczy, że klient woli tańszą wycieczkę i jest mu wszystko jedno co usłyszy na temat miasta. To jego prawo.

      Zauważ że skargi na "nielegalnych przewodników" nie pochodzą od niezadowolonych klientów tylko w 100% od niezadowolonych lokalnych usługodawców, których usług nikt nie chce kupić. Bo są niepotrzebne.

      Nie stawiaj się w roli adwokata tych rzekomo poszkodowanych wycieczkowiczów, którym kierowca coś odpowiada - to ich sprawa z kim jeżdżą. Nie martw się o nich. A jak TY wymagasz lepszego poziomu usług dla SIEBIE to po prostu idź do takiego biura, która ci zapewni asystę samych najlepszych fachowców. I odpowiednio zapłać.

    •  

      pokaż komentarz

      @Aqwart: Żeby była wolnośc wyboru między licencjonowanym i nielicencjonowanym przewodnikiem, muszą zostać spełnione dwa warunki, które przemilczasz.
      - nielicencjonowany musi płacić podatki. I to jest jeden z powodów, dla których ci nielicencjonowani tak strasznie płaczą. Bo skończyłoby się zarabianie na czarno.
      - musisz mieć wiedzę, że są dwa rodzaje przewodników, z których jeden daje ci gwarancję fachowej obsługi, a drugi nie. Ale jakimś dziwnym trafem, tę różnicę starają się oni przed turystami zatrzeć. Nigdzie nie podkreslają, że nie mają licencji...
      I jeśli te dwa warunki będa spełnione, to owsszem - niech ludzie mają wybór.

    •  

      pokaż komentarz

      @yosemitesam: mylisz dwie rzeczy - płacić podatki powinien każdy kto zarabia pieniądze, licencje zawodowe nie mają nic do tego. "nielicencjonowany" może sobie np założyć działalność edukacyjną i płacić podatki od każdego zarobionego grosza. I odwrotnie - licencjonowany może brać pieniądze w łapę i tych podatków nie pacić. To są kompletnie niezwiązane ze sobą sprawy.

      - a propos wiedzy - żeby żyć i funkcjonować trzeba mieć jakąś wiedzę. jeśli jej nie ma to.. jego problem. a nikt nie zabrania licencjonowanym przewodnikom rozpowszechniać tej wiedzy i np. wręczać turystom ulotki z informacjami o fachowości swoich usług. zamiast tego wolą stosować policyjny przymus i wchodzić w mafijne układy ze strażami

    •  

      pokaż komentarz

      @yosemitesam: I jeszcze raz w kółko Macieju - w przypadku wycieczki klient MA WIEDZĘ kto oprowadza jego grupę - jest to zapisane w umowie, którą podpisuje z organizatorem. I nad tym czuwa ustawa - ale tylko nad tym - poprawnością zawierania umów. Natomiast nie może być zmuszania do kupna usług, których klient nie chce, to jest właśnie nielegalne.

    •  

      pokaż komentarz

      @mKczK: No właśnie - a czy masz pewność, że ci bez licencji płaca podatki? Bo ja mam podejrzenie, że nie płaca, tylko hasają na czarno.
      I wreszcie - jaką masz pewność, że nielicencjowani dysponują odpowiednią wiedzą? Przecież nikt nie weryfikuje ich umiejętności, a oni sami od tego stronią.

    •  

      pokaż komentarz

      @yosemitesam: 1. jeżeli tak ci bardzo leży na sercu czy twój usługodawca - obojętnie czy to będzie przewodnik, czy np. lekarz, fryzjer itp. płaci podatki - zawsze możesz go poprosić o fakturę czy paragon i przesłać go do urzędu skarbowego.

      2. W kapitaliźmie jedyny czynnikiem który weryfikuje usługodawcę jest RYNEK, rynek i jeszcze raz rynek. Skoro "nielicencjonowani" jeżdżą, a "licencjonowani" nie mają roboty to znaczy że popyt na tych pierwszych usługi jest a tych drugich nie ma. W telewizyjnych serialach też występują aktorzy bez dyplomu a setki starych z dyplomami nie ma pracy. I jakoś nie proszą straży i policji żeby nakazali wytwórniom ich zatrudnić. Wielu chciałoby te reguły zmienić, zmusić ludzi do zakupywania ich usług ale to jest zabronione - na straży prawa stoi tutaj stoi ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym.

    •  

      pokaż komentarz

      @mKczK: W kapitalizmie.
      Problem jest następujący. W serialu może występować kto chce, bo decyduje o tym producent i to on ponosi finansowe ryzyko.
      Ale czy byłbyś gotów poddać się operacji u lekarza, który nie ma dyplomu?
      Problem z przewodnikami jest taki - każdy może się za niego uważać i pleść głupoty. Klient owszem, może być zadowolony, ale może nie mieć świadomości, ze usłyszał dyrdymały. Klient nie jest w stanie zweryfikować, czy ktoś oferujący mu swoje usługi jest rzetelny. Do fryzjera-partacza ludzie przestaną przychodzić. Partacz-przewodnik ma klientów jednorazowych. I dlatego cwaniactwo w tym fachu się tak rozpleniło.
      Czemu przewodnicy bronią się przed weryfikacją swojej wiedzy? Bo prawdopodobnie jej nie mają.

    •  

      pokaż komentarz

      @yosemitesam: Nie ma lekarza bez dyplomu. Bez dyplomu jest znachor albo paramedyk. Mogę iść do jednego albo do drugiego - to mój wybór i moja prywatna sprawa.
      A klient jeszcze raz - jeśli nie chce usłyszeć dyrdymałów może iść do "licencjonowanego". I po krzyku.

    •  

      pokaż komentarz

      @mKczK: Rynek, rynek i jeszcze raz rynek tworzy takie ładne kwiatki: http://www.pociech.pl/cruncher/chinska_kanapka.jpg

      Informacja o kwalifikacjach oprowadzającego powinna być przekazywana przez organizatora wycieczki. A co ma do tego sprawdzanie kwalifikacji przez straż miejską? Bez jaj, oni naprawdę zaczynają być armią na posyłki...

    •  

      pokaż komentarz

      @yosemitesam pytasz: "Czemu przewodnicy bronią się przed weryfikacją swojej wiedzy?" A następnie stwierdzasz: "Bo prawdopodobnie jej nie mają."

      Otóż to wcale nie jest tak. To nie jest kwestia wiedzy. Ludzie po prostu bronią się przed naciągaczami siedzącymi w urzędach, które dosłownie za wszystko pobierają spory haracz. Pewnie o tym nie wiesz, ale z każdym kolejnym nowym rozporządzeniem ministerialnym wzrasta wymagany minimalny czas trwania kursów i ilość jałowych dupogodzin do odsiedzenia. Z kolei wycieczki szkoleniowe nie mogą trwać dłużej, niż sobie to wymyślili urzędnicy. Ciekawe, że w Czechach kurs na przewodnika po Pradze może trwać niecałe dwa tygodnie zajęć podczas jednego wyjazdu, a w Polsce kurs na przewodnika na najmniejszy choćby obszar musi trwać co najmniej pół roku, kiedy jednocześnie wycieczki wyjazdowe nie mogą obejmować więcej niż 20 godz. szkolenia? Wyobrażasz sobie sens organizowania kursu dla przewodników terenowych z wyjazdowymi wycieczkami szkoleniowymi ograniczonymi do max 20 godz. zajęć? Zdajesz sobie sprawę jakie to czasochłonne, jakie to są koszty i kogo na to stać?

      Rozumiesz o co tu chodzi? To proste. Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo że chodzi o pieniądze. Oczywiście o wyciągnięcie pieniędzy od tych, którzy chcą zrobić uprawnienia przewodnickie. A że potem będzie "kicha", bo klientów zbyt wielu nie uświadczą - ludzi wycieczki z przynudzającymi przewodnikami raczej zbytnio nie interesują. Dobrze jak uda się któremuś załapać na poprowadzenie kilku "autokarówek" po w roku, to już tych urzędasów niewiele obchodzi... Co najwyżej wyślą straże miejskie aby terroryzowały turystów i naganiały im klientów.

    •  

      pokaż komentarz

      @lrugala: W jednym z postów wyżej jest przykład mieszkańca Torunia, jakie bzdety opowiadają przewodnicy bez licencji.
      Z mojej strony to koniec tego tematu. Zdania nie zmieniłem.

  •  

    pokaż komentarz

    do kamila: przeczytaj sobie podlinkowany tekst - owszem może ci się nie podobać że ktoś "plecie bzdury" ale zrozum: nie można tego zabronić. jest wolność słowa. jedynie co można zrobić to informować turystę: jeśli chcesz słuchać rzetelnych informacji, wynajmij przewodnika z licencją. A to co piszesz to nie jest żadna "plaga". Może po prostu turyści nie są zainteresowani żadnymi szczegółowymi informacjami tylko chcą po rynku połazić i się piwa napić, i zupełnie im wszystko jedno co ta pilot mówi o zabytkach.

    •  

      pokaż komentarz

      @mKczK: miałbyć wolność wtedy, gdyby była wiadomo, kto ma wiedzę, a kto nie. Przy turyście, czyli jednorazowym kliencie przyjeżdżającym do danego miasta, prawa rynku nie zadziałają, bo on drugi raz zazwyczaj nie wróci i może naopowiadać dowolne bzdury.
      A ci którzy nie chcą przewodnika i chcą piwo, to idą na piwo, nie wynajmują przewodnika. To proste jest.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: niestety - w wolnym państwie nie ma miejsca na tak dalece idącą "opiekę" nad "nie opowiadaniem bzdur obywatelom" podchodząc do stoiska z prasą też nie możesz nie wiedzieć które tytuły są poważne, a które piszą bzdury. kupisz jakiś tabloid, przeczytasz bzdury - kioskarz ci pieniędzy nie zwróci. Tak samo możesz się oferować turystom i opowiadać im że ratusz zbudowali Aztekowie. Jedyne czego ustawa wymaga, to żebyś ich uprzedził, że nie jesteś licencjonowanym przewodnikiem.