•  

    pokaż komentarz

    Ciekawe co na to recenzenci tej pracy doktorskiej. Eksperty nie wiedziały?

    •  
      M...l

      +31

      pokaż komentarz

      @dremk: Wogole twierdzenie ze ktos cos zrobil (A zwlaszcza wymyslil) jako pierwszy na swiecie daje mu sie z automatu -10 do wiarygodnosci.

      Przewaznie okazuje sie ze wiekszosc rzeczy juz zostala kiedys zrobiona/wymyslona tylko nie bylo popytu albo technologii (Ewentualnie wyszlo z uzytkowania i teraz przezywa renesans).

    •  

      pokaż komentarz

      @Mohel: W obecnej nauce częste jest również to, że coś się po prostu inaczej nazywa.

    •  

      pokaż komentarz

      @dremk: bo są eksperty i eksperci właśnie - ci pierwsi siedzą na uczelniach i zdobywają kolejne tytuły znając temat z książek, a ci drudzy siedzą, ale w temacie - pracując jako graficy, designerzy, typografowie... znając temat z praktyki ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Nie wiadomo co obejmowała cała praca doktorska. No na pewno nie zrobienie fonta tylko spora część to pewnie jakaś analiza źródeł. I na to pewnie zwracali uwagę recenzenci, ile tonów książek przekopał. To jednak ich nie usprawiedliwia, żeby akceptować prace ze stwierdzeniami o "wynalezieniu koła". Sami więc pewnie za dużo nie wiedzieli.

    •  
      j.......n

      +1

      pokaż komentarz

      @dremk: @silvanus:
      być może praca była napisana poprawnie i dopiero po jej obronie świeżo upieczony doktorek zaczął majaczyć o swojej mesjańskiej misji zbawienia polskiej typografii

  •  

    pokaż komentarz

    Przydała by się opcja parowania wykopów.

  •  

    pokaż komentarz

    Po raz enty ta sytuacja pokazuje poziom polskiej edukacji, skoro koleś dostaje doktorat za byle szit. By sprawiedliwości stało się zadość, kolesiowi należałoby zabrać doktorat, a w sumie i magisterkę też za kompletną ignorację i nieznajomość tematu, osobom, które przyznały mu doktorat również należałoby zabrać tytuły, bo w końcu wykazali się brakiem wiedzy i klepnęli byle babola. Na samym końcu naturalnym byłoby to, że dziekan podaje się do dymisji, bo w końcu, to on odpowiada za tę całą niekompetencję.

    Ale, że to Polska, to szybko rozejdzie się po kościach i problemu nie było, nikt nawet nie przeprosi, że wykazał się taką ignorancją. Zaś doktor machnie ręką, no stało się, szansa na szybki zysk fontem (mocno rozpromowany, wzbudził zainteresowanie w tym komercyjne, gdzie sprzedawany jest odpłatnie) minęła, ale próbować warto, bo w końcu na cwaniactwie nie jeden w tym kraju daleko zaszedł. Pewnie za parę lat zaskoczy nas kolejnym ekstra polskim fontem, albo kto wie co.

  •  

    pokaż komentarz

    No to w końcu która jest najlepsza?

  •  

    pokaż komentarz

    Znów walka jednego rozbuchanego ego z innymi. Ktoś przypisuje sobie zasługi i niesłuszną wielkość. W odpowiedzi (słusznie krytycznej) ktoś inny opisuje swoje dokonania i tym razem on grubo płynie, robiąc podobne butne błędy. Przykład z brzegu: rzekome "odkrycie" ligatur cz, dz, rz na potrzeby Danovy dopiero w 2010 roku.
    Takich "odkryć", choćby dla ćwiczeń, można znaleźć masę, że przytoczę tylko - rok 2007: http://www.digart.pl/praca/812381/DZ.html (nie rozkminiam tu jakości formy, ale sam fakt istnienia). Zapewne gdyby poszperać głębiej, już za czasów Kochanowskiego możnaby znaleźć "wiekopomne odkrycia" XXI-wiecznych projektantów.
    Ach, ta póżność, to środowisko artystyczne, czasem tak odpychające swoją małostkowością... fuj.

    •  
      J......n

      +4

      pokaż komentarz

      @pracus: Wydaje mi się, że autorzy tekstu brali pod uwagę jedynie kompletne, publicznie dostępne kroje pisma. "Myślenie nad czymś" to jedno, zaprojektowanie, wydanie i ewentualne komercyjne użycie pełnego kroju z tymi elementami to drugie. Myślę, że niepotrzebnie doszukujesz się w tym jakiegoś drugiego dna. "Nie przypisujemy złośliwości temu, co można wytłumaczyć niekompetencją." :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarasmen: Być może masz rację, lecz wg mnie tekst o pomyśle zaprojektowania takich ligatur sugerował, że to jakaś innowacja autora. Zresztą to środowisko jest tak hermetyczne i tak doskonale wszyscy się tam ze sobą znają (razem piją wódkę, razem jeżdżą na jachty, itd.), że czasami po prostu z niesmakiem czyta się teksty jednych o drugich, w których roi się od peanów, treść przesycona jest jakimś fetyszyzmem stanowisk, tytułów, stopni. Za miesiąc osoby wymienione w tym tekście piszą podobny o jego autorze...
      To już powoli śmierdzi tą naszą chorą i syfną polityką, gdzie wielkość czyjejś osoby jest określana przez wypowiedzi i litanię zwrotów kolegów o równie dyskusyjnym poziomie kultury i osobowości. "Szanowny pan doktor habilitowany, profesor, dyrektor, biskup i prezydent Jan Kowalski, mój szwagier..."
      Chodzi o chęć ujrzenia jakiegoś rodzaju skromności. Często mam wrażenie, że skromni ludzie w tym środowisku po prostu nie są w stanie zaistnieć (niezależnie od wartości ich pracy i od wartości pracy środowiska), są szczuci, itd.
      Dobra praca obroni się sama. Zła sama też zgnije.
      Pisanie o samym sobie w trzeciej osobie, wymieniając swoje dokonania przy okazji krytyki cudzej pracy jest chyba dopełnieniem obrazu jakiegoś skrzywionego onanizmu własną pozycją (autorem artykułu jest Frankowski, który pisze o sobie jak jakiś niezależny recenzent). Siedzę w architekturze, ale opisując, nawet krytycznie, cudzy projekt, nie potrzebuję przy tym odwoływać się co chwila do swoich, żeby wykazać, że ktoś odwala popelinę.