•  

    pokaż komentarz

    Nikt nic nie pyta? Może zmienię tytuł (już się nie da) na wykopowy lekarz- gawędziarz?
    Dobra, następna cool story:
    (Będzie brutalnie)
    Tytułem wprowadzenia: w miejscowości w której jeżdżę nie ma szpitala psychiatrycznego, najbliższy jest w mieście wojewódzkim K.
    Przyjeżdżam kiedyś do wezwania: myśli samobójcze.
    W domku na uboczu wsi zastaję pana ubranego w elegancki, choć nieco wymięty garnitur, pijaniuteńkiego, ale dzielnie trzymającego się na nogach*. Pan po naszym wejściu stwierdza, że on się chce powiesić. Pytam: tak po prostu? -Tak, znudziło mi się życie. Rozejrzałem się: pod nogami faceta leżała spora wypchana torba. Zapytałem: co jest w tej torbie? On mi mówi, że jego ciuchy, i inne rzeczy.
    Ja: Po co panu to, skoro chce się powiesić?
    Pacjent: Skoro i tak zabierzcie mnie do szpitala psychiatrycznego to będzie mi potrzebne.
    J: Skąd pomysł, że pana zabierzemy?
    P: No... Przecież chce się zabić!
    J: I potrzebne panu do tego pogotowie? Sam pan nie da rady? :) (nie załapał) Ma pan jakiś powód?
    P: Nooo... Chcę się powiesić, a wy macie obowiązek mnie zabrać!
    J: O tym to ja zdecyduje. Ale skoro chce się pan powiesić, to ja nie przeszkadzam. Proszę kontynuować.
    P: I co, pozwolicie mi tak się powiesić?
    J: A, co mamy zrobić? Jest pan wolnym człowiekiem. Tylko niech pan nie prosi o pomoc, bo nam nie wolno. Po fakcie rozpoznamy zgon i będzie szybciutko. No już, już!
    P: Panie, zgłupiałeś pan? Ja się nie chcę powiesić. Chciałem, żebyście mnie zawieźli do szpitala, a potem się chciałem wypisać na żądanie, bo nie mam jak dojechać do K.
    Popatrzyłem na zespół: słyszeliście? Dobrze, wobec tego mam dwóch świadków, że nie chce pan sobie odebrać życia. Prawda?
    P: Prawda, Idźcie w cholerę!
    J: Dobranoc panu! Rachunek za nieuzasadnione wezwanie przyjdzie pocztą
    ---------------------------------------------
    *(własnych)

  •  

    pokaż komentarz

    Nie rozumiem, jak te kilka osób mogło to zakopać...

  •  

    pokaż komentarz

    @Mikemed: Już myślałem, że zasnąłeś, a tu tylko opcji 'odpowiedź' nie użyłeś. ;)
    1. Moja siostra tam studiowała, aktualnie przeniosła się na 3 roku do Warszawy. Bardzo poleca miasto i ludzi, których tam poznała. Jakoś na uczelnie też nie narzekała, ale jednak jechać 13h w pociągu może wymęczyć, bo rodzinne miasto jest na drugim końcu Polski.
    2. Co do spania to na szczęście mam jeszcze czas aby się poprawić jak coś. ;)
    3. Nie na każdej uczelni na 1szym roku masz te przedmioty. Ja np. tylko chemię miałem na 1szym z tych co wymieniłeś. A do tego uważam, że biochemia jest bezsensu. Tzn może tylko u mnie, bo nas strasznie z tego męczą, a i tak w ciągu tygodnia zapomnę te wszystkie wzory, bo i tak wiem, że do niczego mi się nie przydadzą.
    4. No ja właśnie 1szy rok miło wspominam. Teraz się z drugim męczę, bo mam poprawki i uważam, że jest o wiele gorszy od pierwszego. Chociaż fakt - początkowa styczność z anatomią była straszna, ale potem mi się spodobała. :)

    W ogóle to pracujesz w Szczecinie? Trudno było dostać zatrudnienie?
    Do tego jak pracujesz w pogotowiu to na pewno masz dużo ciekawych sytuacji. Mam znajomych, którzy pracują jako ratownicy i zawsze coś śmiesznego/dziwnego dzieje się na dyżurach. Może opowiesz jakieś historie? :>

    •  

      pokaż komentarz

      @Markos90: Sorry, nie zauważyłem, że nie użyłem opcji "odpowiedz". Pardon.
      3. Biochemia też była mocno pokręcona. Właściwie to mało z niej pamiętam. To było kucie, a po egzaminie reset, format c:
      Nie, nie pracuję w Szczecinie. Pracy jest mnóstwo, chyba, że upierasz się na miasto akademickie.
      :))) Może zacznę od tych zabawnych. Przykładowa historia:
      (cool story mode on)
      Wyjeżdżając do zgłoszenia nigdy nie wiesz, co zastaniesz. Często zgłoszenie i faktyczna sytuacja mocno się od siebie różnią. Np. (nie mój) przypadek, gdy zgłoszenie brzmiało: moja żona chyba nie żyje! Ratujcie! Koleżanka wraz z zespołem na najwyższych obrotach z "dyskoteką" wyjechali, po przybyciu na miejsce zobaczyli... kondukt żałobny, a facet (alkoholik, który dopiero co wytrzeźwiał po kilkudniowym ciągu) wzywał do swojej żony, która leżała w trumnie i nie żyła od 3 dni. Tragikomedia. W relacji kumpeli miny żałobników nie do zapomnienia. :))

  •  

    pokaż komentarz

    Witam :)
    Jakie było pierwsze wezwanie, które zapadło Ci na zawsze w pamięć?
    Jakie wezwanie było najgorsze pod względem psychicznym dla Ciebie?
    Jaka była twoja największa akcja?

    Pozdrawiam, moim marzeniem jest kiedyś zostać lekarzem medycyny ratunkowej (na razie ruszam na I rok ) :) Pzdr!

    •  

      pokaż komentarz

      @Piter128: Trzeci dzień pracy: Wezwanie do pacjenta ok. 40 lat z zawałem m.sercowego i pierwsza resuscytacja w karetce (na szczęście udana).
      Wezwanie do nagłej śmierci (zachłyśnięcie) dziecka 4- miesięcznego, podczas gdy mój syn miał wtedy 3 m-ce. Musieli mnie odciągać.
      Koordynacja akcji śmigłowca i mojej na zboczu górskim- ściągaliśmy turystkę z cukrzycą, która się wybrała na spacer (turystka, nie cukrzyca). :( Stawy skokowe mnie bolały tydzień. Ew. współpraca ze strażą pożarną przy płonącym budynku z ludźmi na piętrze. Też było niewesoło.

1 2 3 4 5 6 7 ... 15 16 następna