Katomirek, Polak, Wiślak, Konserwatywny liberał - Mam wymieniać dalej? XD Wszystko co rzadkie i unikalne. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    #mecz
    WIĘCEJ PYCHY I POMPOWANIA BALONIKA CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK?!

  •  

    #mecz
    Będzie zaraz przemówienie godne tego sławnego filmiku z hitlerem w bunkrze

  •  

    Wiktoruk już odpalony, podobno nie zachwycił sztabu na treningach.
    #wislakrakow

  •  

    pamiętajcie że taki był plan boski
    nie zapomnijcie się pomodlić przed egzaminem, pewnie go dzięki temu zdacie xD

    https://www.youtube.com/watch?v=HX4zox3rHOc

    #mikromodlitwa #wiara #katolicyzm #bekazkatoli

  •  

    Chrześcijanina obowiązują prawodawstwo starego testamentu?

    Jeśli nie to czemu tak uważasz? Jeśli to tylko przykazania Żydów, a nawiasem mówiąc sam Jezus twierdził ze jest królem Żydów, to dziesięć przykazań też nie obowiązuje chrześcijan?

    Za Panem, Bogiem swoim, pójdziesz. Jego się będziesz bał, przestrzegając Jego poleceń. Jego głosu będziesz słuchał, Jemu będziesz służył i przylgniesz do Niego.

    After the LORD your God shall ye walk, and Him shall ye fear, and His commandments shall ye keep, and unto His voice shall ye hearken, and Him shall ye serve, and unto Him shall ye cleave.

    #religia #katolicyzm #chrzescijanstwo #filozofia
    pokaż całość

  •  

    Dobra Mircy - powrzucałem kilka heheszkowych wpisów, ale teraz będzie trochę poważniej. Uwaga, bo będzie naprawdę szczerze – do takiego stopnia, że niektórzy powiedzą; „Z każdym dniem oddalamy się od Boga”

    ** Prolog **

    Czuję potrzebę wyłonienia moich „demonów” na światło dzienne. Nie mam zamiaru się tu uskarżać, ani nic podobnego. Po prostu, w głębi siebie czuję, że to jest coś, co muszę zrobić. Świadomy jestem też tego, że inni w życiu mają gorzej, ale to nie jest licytacja, czy jakieś zawody…

    Nie będę wyjaśniał jak czuje się osoba z #fobiaspoleczna lub #depresja, bo ci, którzy na nią cierpią, dobrze wiedzą jak to jest, natomiast ci, którym się pofarciło - i tak nie rozumieją. Porównałbym to tylko do zatrucia tlenkiem węgla – nie wiesz co ci jest, nie czujesz, że się dusisz, do puki jest już bardzo źle.

    ** Rozdział 1: Dzieciństwo **

    Jak już kiedyś pisałem, byłem bardzo rozseksualizowanym dzieciakiem. Nawet nie wiem od czego to się zaczęło… pierwsza rzecz jaką pamiętam, to to, że w wieku ok. 3 lat chciałem zobaczyć co koleżanka ma pod spodem i nie wiem dlaczego już wtedy starałem się z nią gdzieś schować - tak, żeby dorośli nie widzieli.

    Następną sytuacją jaką pamiętam, to jak byłem ok. lvl4. Spałem ze starszym i zadzwonił do niego telefon, a ja się przebudziłem. On myślał, że śpię dalej i zostawił włączony telewizor - nie wiem, czy to pojawiło się po jakimś czasie, czy on to oglądał, ale były ogłoszenia typu „zero siedemset”, no i kobiety lizały sobie tam sutki. Oglądałem i zastanawiałem się co one odjebują, ale podobało mi się to. Jak wrócił i zobaczył co oglądam, to zaraz: „Alojzy, to nie dla ciebie! Długo to oglądasz?!”

    Też jakoś przy lvl4 „opiekowała się” mną, moim młodszym bratem i kuzynką, jej matka - siostra ojca. Przyszedł do niej mąż i rżnęli się w naszym pokoju, podczas, gdy my niczego wówczas nie świadomi oglądaliśmy jakieś kreskówki w salonie. Dopiero po kilku latach ogarnąłem co się tam działo. Pamiętam, że matka (wtedy to nawet razem z ojcem chyba) zrobiła niezłą awanturę, jak domyśliła się (z naszych relacji z dnia jak mniemam) co tamci odjebali.

    (lvl5) Kiedyś rodzice w moim zeszycie z przedszkola zobaczyli rysunki mojego kolegi, który tłumaczył mi co przyuważył w jakimś pornolu – wtedy nie ogarniałem, o czym on pierdzieli xD Miałem wtedy ze starszymi niezłą pogadankę i pamiętam, że próbowałem wcisnąć im kit, że to przedszkolanka jebnęła takie freski. Chyba nie kupili tej wersji xD

    Kolejna sytuacja (lvl7). Ojciec znów się schlał, znów zaczął odpierdalać - krzyki, awantury i takie tam… nawet nie chce mi się tego przypominać. W każdym razie matka powiedziała, że dzwoni po milicję, a typ zgarnął telefon (stacjonarny) i pierdolnął o ziemię. Policja i tak przyjechała, bo jakiś sąsiad się odważył i zadzwonił. Ja schowałem się gdzieś w kąt, tak żeby nie było mnie widać, ani słychać.

    Jakiś czas później facetka z podstawówki pyta mnie: „Kto tam tak u Was w domu cały czas na telefonie siedzi? Ciągle zajęte, nie można się do Was dodzwonić…”. Co miałem jej powiedzieć? Że telefon rozpizgany? Że te rany na kolanach i dłoniach, to od tego, że jak jeździłem resorakami po podłodze, to się odłamkami pokaleczyłem?

    (lvl5-8?) Potem zacząłem robić rzeczy, których nie będę przytaczał – tak się tego wstydzę. Któregoś razu, po kolejnej kłótni matki ze starym, ta rzuciła do niego tekst: „Przez te twoje pornole Alojzy robi takie rzeczy” - po czym wyjęła jakieś gazety i wyjebała do kosza. Serio… po kilku latach ogarnąłem co to było. Nie wiedziałem, że starszy miał pochowane świerszczyki.

    W przedszkolu, na balu przebierańców, kiedy wszystkie dzieciaki świetnie się bawiły, ja płakałem pod maską, bo czułem się źle – jak mam się cieszyć z innymi, kiedy poprzedniego dnia matka dostała wpierdol, kiedy płacze po nocach? Czułem niewypowiedziany dysonans… Wtedy dostałem wstrętu do potańcówek, szkolnych dyskotek i klubów.

    Czuję, że przez te wszystkie sytuacje mam jakiś hamulec w głowie działający na zasadzie: seks/uczucia = coś złego - pojebana sytuacja.

    W podbazie była jakaś sytuacja, że dziewczynka płakała, już nie wiem z jakiego powodu, ale zrobiło mi się jej bardzo przykro… nagle poczułem, że dzieje się ze mną coś dziwnego – czułem, że zaraz pierdolnę w kalendarz, że wszystko dookoła jest nierzeczywiste. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że był to atak paniki. Myślę, że skojarzyłem płacz koleżanki z sytuacją w domu. Takich napadów miałem kilka w życiu, ale teraz już spoko.

    Generalnie między moimi rodzicami układało się tak chujowo, że w końcu się rozwiedli. Dziwne to było w chuj, bo to tak, jakby dwie rodziny żyły w jednym mieszkaniu - np. ojciec gotował sam dla siebie, a mama dla naszej trójki (ja, brat i ona). Stary miał swój pokój, a my z mamą swój. No, ale potem w końcu się wyprowadziliśmy do babci.

    Spotkania z ojcem co dwa tygodnie (chyba) – jakaś porażka. Z początku, to może i mu się nawet chciało, ale z czasem, to odczuliśmy z bratem, że robi to z przymusu. Zamiast wyjść gdzieś, lub się z nami po prostu pobawić, porozmawiać, to włączał TV i #wyjebane, a my czekaliśmy do tej 18:00, żeby nas odwiózł. Znalazł sobie jakąś typiarę i potem to już w ogóle nawet nie dzwonił. Nie widziałem go ze 12 lat… a nie, przepraszam – kiedyś podskoczyłem do niego, żeby mi jakąś zgodę podpisał. Byłem tam z 5 minut i nawet nie chciało mi się z nim gadać.

    Tam u babci dostaliśmy swój kącik i jakoś to było… do czasu, bo mama musiała wyjechać za pracą do stolicy co oznaczało, że ja z bratem zostaliśmy pod opieką dziadków i wójka na wsi :/ No i przyszedł czas wyjazdu mamy. Na poziomie świadomości nie przeszkadzała mi taka rozłąka, ale teraz dopiero widzę jak się przez to zmieniłem… Nie to, że starego widywałem co dwa tygodnie, a i to nie zawsze, to teraz nawet rodzicielki nie było w pobliżu.

    Zaczął się nowy rok szkolny - nowa szkoła, nowe codzienne rytuały, nowi nauczyciele, nowi „koledzy” z bardzo hermetycznego środowiska – malutka wioska, gdzie każdy zna każdego do trzeciego pokolenia, zero dostępu dla ludzi z zewnątrz, zero przyjaciół. Do tego brak poczucia takiego zwykłego bezpieczeństwa, stabilizacji i możliwości przytulenia się do mamy, czy do kogokolwiek. Mimo tego, że jesteś gówniak, to musisz dodatkowo opiekować się bratem i pilnować, żeby nikt mu zębów nie przestawił. Nie masz takiego miejsca, które uznawałbyś za twoje, za bezpieczne – nawet jakiś malutki kącik w pokoju, wszystko obce.

    Pół roku takiego bytowania. W końcu i my z bratem wyprowadzamy się do Warszawy, do mieszkania cioci. I od nowa Polska Ludowa: nowa szkoła, nauczyciele, „koledzy”. Jeszcze raz próbujesz wpasować się w towarzystwo, ale gówniarze próbują wejść ci na głowę – nic strasznego, niedawno to przerabiałeś. Zawsze zostajecie z bratem w szkolnej świetlicy jako ostatni, dzień za dniem, przez kilka semestrów, bo mama pracuje do późna, żeby mieć wam co do ryja włożyć. Wielki #szacun dla niej.

    ** Rozdział 2: Dorastanie **

    (lvl10?) W podstawówce (tej trzeciej) udało mi się wyprosić mamę na hajsy na jednodniową szkolną wycieczkę autokarem. No i w tym autobusie naszła mnie myśl: kurde, ale fajna ta (powiedzmy) Daria… Pomyślałem, że jebnę jakiś obrazek, a’la laurkę. Narysowałem coś i dopisałem „Jesteś fajna”, albo coś takiego xD Poprosiłem, żeby podać to do niej. Ona przeczytała uśmiechnęła się i dała mi odtwarzacz MP3 xD #spoko Dużo z tego zajścia nie pamiętam, ale następnego dnia w szkole, koledzy z klasy dowiedzieli się co się święci i chcieli, abyśmy wyszli paczką na pizzę, czy coś. I chyba wtedy ostatecznie zaskoczyło we mnie spierdolenie społeczne. Pomyślałem: „Nie mam własnego kieszonkowego, a wstydzę / boję się znowu poprosić mamy.” „Co o mnie pomyśli?”, „Przecież czucie czegoś do dziewczyny jest złe, tak jak seks, bo zawsze wiązało się to z przypałem.”, „Pokazać przy innych swoje emocje? Yyy… nie. Musisz być twardy za siebie, brata i mamę”, „Chyba nigdy nie byłem w pizzerii - nie będę wiedział jak się zachować.”, „Co pomyślą o mnie inni?”. No i trzymałem tak tę biedną dziewczynę jakiś czas, aż w końcu dała sobie spokój, ale do końca naszej znajomości widziałem, że cholernie ją zraniłem… mimo, że mieliśmy po te 10-11 lat. Przepraszam.

    Ta „Daria” niby tak mnie unikała i nie chciała znać, ale jak zarywałem do innej, to robiła mi jakieś wyrzuty sumienia. Mówię: „Jebać. Nie to nie.” Spodobała mi się (nazwijmy ją) Marysia. Nie umiałem w te klocki więc obmyśliłem, że spróbuję tak jak wcześniej jakimś liścikiem, czy coś takiego. Napisałem co o niej myślę i w ogóle, ale jakoś tak nie mogłem się przemóc i wręczyć jej tego osobiście. Wymyśliłem więc, że włożę wiadomość do kieszeni kurtki w szatni.

    Tak jak do tej chwili, byłem dzieciakiem po przejściach, tak od tej pory jestem przegrywem. Nie, że ze swojej winy… przecież nie zrobiłem czegoś złego. Nie chcę obwiniać tej „Marysi”, ale… zniszczyła resztki czegokolwiek we mnie. Wzięła ten list i przeczytała go przy całej klasie. Jak wiecie, sprawy sercowe wiążą się z i tak dużym… jak to nazwać… No jest to dosyć krępujące, a ona odjebała jeszcze taką manianę. Wiadomo jak to dzieciarnia - zaraz „uuu… ale kochaś”, „no proszę, Alojzy” i takie podśmiechujki, docinki i dowcipasy do końca szkoły. Bardzo mnie tym zraniła. Bardzo… do tego stopnia, że do teraz mam problem, żeby rozmawiać z płcią piękną, nawet w przypadkach, gdy to „ona” do mnie zarywa, ale o tym później.

    Od tamtej pory zamknąłem się na amen. Znów zadziałał mechanizm: uczucia/seks = zło. Jedyne co mi zostało, to kot i muzyka, której słuchałem od kiedy tylko nauczyłem się obsługiwać radio w samochodzie i podkradać kasety wujkowi. Muzyka, której i tak nikt nie rozumiał, nawet matka :/ Czułem się cholernie wyobcowany - po raz kolejny. Powiedziałem sobie, że pierdolę, Po prostu przeżyję takie coś jeszcze raz.

    Odkryłem porno i masturbację – kolejny gwóźdź do trumny. Pamiętam, że po kilku dniach walenia czułem się niewyobrażalnie śpiący. Czułem tę senność, której nie można było odespać przez kolejne 10 lat i nie wiedziałem od czego to jest.

    Jeszcze dobrze się nie zaaklimatyzowałem w tej szkole, a już zaczynałem naukę w gimbazie. Właściwie wszyscy z klasy poszli do innej szkoły, bo mieli przydział rejonowy. Został jeden kolega. Lubiłem go. Tak jak ja lubił sport, parkour, no i dawał mi pograć w Battlefielda xD Potem przyłączył się do nas kolejny spoko typek, a potem jeszcze jeden. Mieliśmy wspólne tematy, razem broiliśmy, razem śmieszkowaliśmy - petardy w kiblu, świece dymne w szatni, strzelanie z gumek recepturek, ping pong co przerwa, granie w karty na fanty, pisanie pojebanych wierszyków, muki, majsterkowanie. Fajnie było.

    Kolejna przeprowadzka, ale tym razem już na swoje. Nie daleko, nawet nie musiałem zmieniać szkoły… Ale mieszkanie było w stanie gorszym niż melina. Przez pół roku mieszkaliśmy jak jakaś żulioneria – wszystkie toboły na podłodze i porobione tylko takie korytarze do kibla, kuchni i do łóżka (a raczej dmuchanego materaca na którym spaliśmy we trójkę). Łazienka była tak chujowa, że bałem się myć, żeby nie dostać syfa. Nie mieliśmy za bardzo mebli, więc jak ktoś wystawiał jakieś krzesła, lub szafkę na śmietniku, to z bratem targaliśmy to na czwarte piętro, żeby mieć na czym dupę posadzić i gdzie chleb schować. Były też dni w których nic nie jadłem.

    Co do tego kolegi z podbazy… Zachłystnął się „popularnym” towarzystwem… Znudziły mu się próby hakowania Librusa i ściąganie gierek na Symbiana. Pojawił się w jego życiu alkohol, papierosy i seks. W ciągu roku, z „bardzo w porządku” chłopaka, który był lubiany przez wszystkich, stał się typowym dresem, ale takim aż do bólu. Zamiast spędzać czas w naszym towarzystwie, to jarał szlugi po garażach, popijając VIP-em, krzycząc „kurwa… hehe no i elegancko mordo!” Pojawiło się zioło. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tak szybko się stoczył. Szkoda chłopaka, bo był w nim ogromny potencjał.

    Powiedziałem sobie, że nigdy taki nie będę. Zadałem sobie pytanie – czy jako ten mały chłopiec bałbym się siebie dorosłego? Czy byłbym w stanie sobie zaufać? Czy byłbym z siebie dumny? Czy byłbym dobrym rodzicem? Nie potrafiłem wtedy odpowiedzieć.

    I tak minęło te gimnazjum – czas w którym ludzie zaczynają żyć trochę po swojemu, zaczynają interesować się związkami i cielesnością. A ja? Ja powiedziałem sobie przecież, że pierdole to, że mam wyjebane, że dosyć mam kolejnych ciosów. Wolałem pograć sobie na kompie. Mimo, że w środku cały czas czułem, że chcę kogoś kochać i być kochanym, to hamowałem to w sobie.

    Każde wakacje, od końca czerwca do końca sierpnia, od 10 do 21 roku życia, zamiast ze znajomymi na trzepaku, koloniach, czy też na rybach, spędzałem na wsi u tej rodziny w ramach odpracowania za pomoc. Tylko ja i brat, właściwie zero kontaktu z rówieśnikami. 11 lat pańszczyzny za nie swoje winy. Przynajmniej nauczyłem się rzeczy, które ojciec powinien mnie nauczyć.

    Przyszedł czas na średnią. Z kolegami z gimbazy nie utrzymywałem kontaktu, bo nauczyłem się, że palenie za sobą mostów, to jest coś co robi się po zmianie środowiska. Fobia społeczna narastała – każdego dnia bałem się wstać i pójść na zapchany przystanek, gnieść się i dusić przez godzinę w przepakowanych autobusach, czekać na przeludnionych szkolnych korytarzach, rozmawiać z ludźmi, pracować w grupach, wypowiadać się na głos, nawet jak znałem odpowiedź i mogłem zgarnąć ocenę. A potem tak samo wracać do domu. Bałem się rozmawiać z nieznajomymi, bałem się, że zrobię coś głupiego i, że znowu będę miał przejebane.

    Była taka sytuacja, że wpadły mi w ręce dwie wejściówki na koncert ulubionego zespołu, ale na samą myśl, że mam wejść pomiędzy tysiące ludzi odcinało mi zapłon. Ludzie ze szkoły mówili; „Alojzy… jak ja miałbym taką szansę to brałbym bez zastanowienia”, ale oni nie rozumieli… Na szczęście była osoba, która mnie na ten koncert wyciągnęła.

    Wspomniałem też wcześniej, że nie potrafię rozmawiać z różowymi, nawet kiedy one zagadują. Otóż była w średniej taka (powiedzmy) Patrycja – miała przepiękne oczy! (i cycki też xD) Podbiła do mnie po jakiejś lekcji i tak z niczego: „A ty czego słuchasz?”. Dobrze trafiła, bo o muzyce, to ja mogę w nieskończoność… :D No ale zaczęła się kolejna lekcja i pogadane. Na następnej też chciała coś porozmawiać, ale w kółko nie będziemy o muzie dyskutować, no i się zblokowałem. Potem podbijała jeszcze do końca semestru, a ja paliłem buraka.

    No blokowało mnie. Plus waliłem kilka razy dziennie, byłem więc jak chodzące zombie, jak naćpany. Kolega powtarzał często: „Alojzy… ale ty jesteś opanowany i spokojny”. Typie… ja byłem martwy w środku! Ja nic nie czułem. Trzepałem, żeby nic nie czuć! Już wtedy wiedziałem, że nie jest do dla mnie dobre, ale nie mogłem przestać… ten strzał dopaminy, ta ulga, zapomnienie, oderwanie od świata, chwila spokoju, chwila bez zmartwień.

    „Patrycja”, podobnie jak „Daria” dała sobie siana. Szkoda, bo całkiem fajnie mi się z nią rozmawiało. Jakiś czas później zaczęła do mnie podbijać inna - (niech będzie) Ula. Tak czułem, że jest coś na rzeczy, ale sam bałem się zagadać. Na pewniej przerwie, kiedy nauczyciel spóźnił się dobre 15 minut i wiadome było, że lekcji nie będzie, ona usiadła koło mnie i zapytała czy wiem coś o jakiejś tam poprawie. Ja takie: „wtf? Niby skąd mam to wiedzieć?”. No ale ona dalej ciągnie, potem zmieniła temat, ale ja, jak to ja – po heblach i ani kroku dalej, zero inicjatywy z mojej strony, blokada… Coś tam próbowała żartować, ale… nic z tego nie wyszło - nie otworzyłem się. W końcu wstała i wróciła do koleżanek, które dziwnie się na mnie patrzyły, a jedna mi pomachała :/ Pojebana sytuacja. Więcej chyba nie gadaliśmy.

    Ogólnie, to każde wyjście ze szkoły wyglądało tak samo – ludzie spotykają się przed wejściem do budy i albo się żegnają, albo idą na piwo. A ja? Ubrać się, wyjść nie patrząc nikomu w oczy i prosto na przystanek. Aby do domu, aby to się skończyło… i tak do końca średniej.

    Studniówka to porażka. Na szczęście miałem z kim tańczyć, bo koleżanka z klasy, taka dobre 2/10 (ale bardzo pozytywna) mnie „poprosiła” – nie wiem czy to dobre określenie, może raczej zlitowała się. Ale do meritum… Już chuj z tym polonezem, powiedzcie co mam potem robić? Siedziałem przy tym stoliku i zamulałem, do momentu, w którym moja partnerka do poloneza po wielu namolnych prośbach wyciągnęła mnie na parkiety. Chwilę potańczyliśmy do jakiegoś disco-gówna, a potem znowu do stolika i przymuła. Chciałem się stamtąd wyrwać, ale transport za 6 godzin :/ No umrę chyba. Wjebałem się w kolejkę jak ciągnęli z gwinta na parkingu i zaaplikowałem kilka procent na krzywy ryj. Szczerze, to ja byłem tam chyba najbardziej trzeźwą osobą wśród uczniów i nauczycieli, a i tak jak wychodziłem z kibla, to czyjś ojciec skwitował mnie, mówiąc do innego typa: „O… patrz. A temu to już dawno starczy.” xD Może jak się bardzo stresuję, to wyglądam jak najebany.

    ** Rozdział 3. Dorosłość **

    Mimo, że przez cały okres kształcenia byłem jednym z najlepszych uczniów, mimo, że brałem udział w olimpiadach, to matura, taki jeden jebany papierek, mówi co sobą w zakresie edukacji reprezentuję – to jest kurwa dramat. Dobry jeszcze byłem, bo zamiast na maturę uczyłem się na olimpiadę, z której odpadłem w ostatnim etapie i chuja z tego mam.

    Po tym wpadłem w taką deprechę, że za naukę wziąłem się dopiero dwa tygodnie przed maturą. Chujowo, ale przynajmniej zdana. Ledwo dostałem się na wymarzone studia. Miałem szansę iść na studia wojskowe o tym profilu, ale jak kurwa wytrzymać w trybie skoszarowanym? Odpada.

    Tydzień przed maturą zacząłem pracę w takim sklepie osiedlowym. Napisałem egzamin z polskiego, zjadłem coś na mieście i szedłem do pracy, przebierałem się i pracowałem do 19. Potem matura z matmy, z angielskiego i innych przedmiotów – taki sam schemat. Tak nienawidziłem tej roboty, tak nienawidziłem kontaktu z ludźmi, byłem tak cholernie wypalony przez depresję, maturę, fobię społeczną i pracowanie do późna, że nie miałem siły wieczorem się umyć i zjeść. Nie mogłem znieść ciągłej styczności z obcymi ludźmi, w miejscu z którego nie mogłem tak po prostu uciec od 7:00 do 19:00. Jest to chyba najgorszy okres w moim życiu. Znajomi wyjeżdżali na wakacje, planowali sobie życie, kupowali samochody, chodzili na randki, imprezowali, a ja gniłem z każdym oddechem. Nawet jak słucham teraz muzyki, której w tamtym okresie słuchałem, to mam nieprzyjemne odczucia.

    Przyszedł czas na studia i myślicie pewnie sobie – najlepszy okres w życiu: imprezy, ruchanie, zabawa, towarzystwo, wakacje, luzik. Noo… nie w moim przypadku. Dalej przyjebany jak kilo gwoździ. Teraz przynajmniej mam jakiś plan na wyjście z przegrywu. Dodatkowo jak nie ogarnę się do września, to wypierdolą mnie z uczelni, ale może dam radę.

    Przez fobię społeczną boję się podjąć jakąkolwiek pracę, a więc nie mam hajsu, a od matki to głupio brać. Nie mam na dentystę, psychoterapeutę, nie mam na bilet miesięczny, ubrania, książki i zeszyty, nie mam na wyjścia ze znajomymi. Kurwa… przecież ja nie mam znajomych! To są tylko ludzie, którzy pojawiają się na chwilę w życiu. Na szczęście mam przyjaciela - wyszedł z przegrywu, ma piękną dziewczynę i układa sobie życie. Patrząc na niego wiem, że jest nadzieja, bo był w o wiele gorszej sytuacji.

    Chciałbym rozwijać pasje: rysunek, survival, pływanie, spróbować w końcu gry na perkusji. Chciałbym mieć przestrzeń w którą mógłbym uciec, mieć możliwość robienia tego co chcę, przynajmniej raz życiu. Mieć coś o sobie do powiedzenia.

    Mam nadzieję, że nie znacie uczucia, kiedy matka mówi wam, że jesteś chujowi, że jesteście porażką, kiedy nie rozumie przez co przechodzicie, kiedy sami nie wiecie co wam jest, gdy po ponad dekadzie spędzonej w trumnie, nie potraficie nawet wyrazić co i jak czujecie.

    ** Epilog **

    Wiem, że to co przydarzyło się mi w życiu nie do końca jest moją winą, ale to ja muszę ponieść za to odpowiedzialność. Muszę się z tym zmierzyć, żeby w końcu wyjść z tego błędnego koła. Muszę pracować nad sobą, zagryzać zęby, zaciskać pięści, pokonywać cały świat i samego siebie dzień za dniem, upadać i powstawać. Dosyć mam tego więzienia bez krat, lizania cukierka przez papierek. Dosyć życia, które polega na czekaniu. Dosyć gnicia z każdym oddechem. Chcę w końcu prawdziwie żyć, bez lęku.

    Śmieszki z wykopu mają rację – przegryw to nasza wina, przegryw to my, a nie to co nas w życiu spotkało. I mówię to pomimo tego co przeżyłem, mimo, że całe to zło uderzyło w taki sposób, że jestem teraz spierdoliną. Zgadzam się z normikami, mimo, że nawet nie wyobrażają sobie o czym piszą. Możemy pokonać przegrywa wewnątrz nas. Odkąd zacząłem nad sobą pracować widzę znaczną poprawę, ale wiem, że jeszcze długa droga przede mną.

    Tak jak przytoczyłem w swoim pierwszym wpisie – jeśli spotkalibyście mnie na ulicy powiedzielibyście, że normik jak normik, może wyższy, bardziej umięśniony, przystojniejszy od reszty (no i skromny też), ale nie przeszłoby Wam przez myśl jak dewastujące i silne żywioły targają jego duszą.

    Mam nadzieję, że kiedy już poradzę sobie z fobią i depresją, to przez to co przeżyłem będę dobrym człowiekiem, który rozumie innych, który będzie dla innych oparciem, dobrym partnerem, ojcem, przyjacielem, synem, kolegą.

    Chciałbym jeszcze raz powtórzyć, że nie pisałem tego, żeby się nad sobą użalać, albo oczekiwać poklepania po plecach. Mam nadzieję, że przez wyciągnięcie tych brudów, trochę się oczyszczę. Może i wy spróbujcie…

    Pozdrawiam i życzę wam powodzenia.
    Alojzy Koniował
    #przegryw #stulejacontent #tfwnogf #tfwnobf #nofapchallenge #feels
    pokaż całość

  •  

    Katolicy, takie pytanko. Jaki jest sens modlitw do świętych i proszenie o wstawiennictwo? Ten nieskończenie miłosierny i wszechwiedzący Bóg, traktuje ich lepiej od zwykłych, szarych ludzi? Nie wystarcza mu, że wam na czymś zależy i o coś prosicie? Stwierdza, że wam się nie należy, ale jak jakiś ulubiony święty przyjdzie do niego i powie "Ziom, taka sprawa, ten Proxnik to by tak bardzo chciał, nie mieć tego raka. Da się coś zrobić?" to mięknie mu serce i stwierdza, że w sumie racja?
    Albo w ogóle jeśli chodzi o modlitwę. Po co? Przecież wasz Bóg i tak zna nasze serca na wylot, nasze intencje, myśli, pragnienia. Musimy se w myśli powtarzać na czym nam zależy, bo inaczej nie zechce Mu się nam pomóc?

    #katolicyzm #ateizm #pytanie trochę #filozofia

    pokaż spoiler i oczywiście, żeby nie było #gimboateizm ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    •  

      @Proxnik: Sama modlitwa to po prostu budowanie relacji z Bogiem. Sami prosząc o jego pomoc otwieramy się na niego i pokazujemy, że nam zależy na łączności z Nim.
      Co do wstawiennictwa: Kościół składa się tak naprawdę z trzech kościołów: kościół wojujący(pielgrzymujący)- czyli my na Ziemi, Kościół cierpiący(czyściec) i kościół tryumfujący(Królestwo Boże). Pomiędzy tymi kościołami istnieje silny związek. Ci w kościele cierpiącym mogą liczyć na naszą pomoc w drodze do zbawienia przez modlitwę. Ci w Kościele tryumfującym mogą wstawiać się za Nas i prosić o nasze potrzeby w kościele wojującym. Modląc się do Boga też modlimy się razem z Jezusem, który jest pośrednikiem między ludźmi i Stwórcą.

      Miejscem, w którym możemy tego doświadczyć, jest modlitwa. Kiedy w szczerości upadamy na kolana przed Bożym tronem, w niezwykły sposób wkraczamy na Jego terytorium. Rzadko zbliżamy się do Boga bardziej, niż ma to miejsce w modlitwie. Modląc się, możemy prosić o doświadczenie tej właśnie Bożej miłości. Możemy prosić o zanurzenie w niej, o umiejętność dzielenia się nią i pozwalania, by wsiąkała w nas i wypełniała suche szczeliny naszego życia. Myślę, że otrzymujemy dar modlitwy przede wszystkim po to, by uczyć się przyjmować, doświadczać i oddawać Jego miłość w szczerej relacji. Modlitwa to czas, w którym Bóg może się do nas dobrać (a my myślimy, że to my dobieramy się do Niego!), przemawiać do nas i służyć nam. Dlatego Dawid modli się: „Miłuję Cię, Panie, Mocy moja [...]” (Ps 18:1).
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    Najlepszy sezon we Wiśle od czasów kryzysu holenderskiego to...
    #wislakrakow

    Sezon najlepszy

    • 2 głosy (5.41%)
      11/12
    • 2 głosy (5.41%)
      12/13
    • 10 głosów (27.03%)
      13/14
    • 1 głos (2.70%)
      14/15
    • 0 głosów (0.00%)
      15/16
    • 0 głosów (0.00%)
      16/17
    • 22 głosy (59.46%)
      17/18
    •  

      @everygoya: Dla mnie bezsprzecznie 13/14. Świetna jesień, dobra forma Brożka(jego powrót) czy Garguły, przyjście Stilicia, który mówił że jeszcze tego samego sezonu możemy być mistrzem i dobry początek wiosny(jak dobrze pamiętam wygrana w Gliwicach i Derbach). Potem niestety typowy dla drużyn Smudy zjazd formy. Niemniej jednak wtedy uwierzyłem, że na dobre wychodzimy z kryzysu, a europejskie puchary uważałem za pewnik.

  •  

    Jose Armanda wygrali! (ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง(ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง(ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง
    #mecz

  •  

    cześć mirki, na wstępie powiem że jestem ateistą, ale byłem dziś w kościele z okazji mszy dziadka, zrobiłem to jedynie dla rodziny bo nie chce tu poruszać tematu #gimboateizm. To co się w tym kościele odbywa to jest kabaret. Jeszcze jak chodziłem gdy miałem 8 lat aby wziąć komunię to jakoś to normalniej wyglądało aczkolwiek już wtedy zaczynało się coś pierdolić w polskim kościele katolickim. Dziś przyszła ekipa grajków która grała co jakieś 10 min wymyślone przez nich piosenki, zagrali też na samym końcu 3. Wyszedłem w połowie drugiej kiedy wdrożył w swój refren "in the jungle, the mightly jungle"
    a ze złej akustyki kościoła rozległ się jęk. Gościu na końcu zaczął śpiewać alleluja i drzeć się w niebo głosy jak chór na amerykańskich filmach.
    Jedyne co mi pozostało z dzisiejszego poranku to ból głowy.
    #kosciol #katolicyzm nawet nie #bekazkatoli ale #bekazpodludzi
    pokaż całość

  •  

    Jest ktoś w stanie ocenić trenerskie umiejętności Stolarczyka? Np. kibice #pogonszczecin lub #ekstraklasa
    Nadaje się on do prowadzenia pierwszej drużyny? W końcu coś tam w Pogoni potrenował, a także zaliczył epizod w kadrze Polski U-20.
    Jakieś wnioski/opinie?
    #wislakrakow

    •  

      @4lord Jedynie za pracę w reprezentacji U20 zbierał pochlebne recenzje. To też jakiś plus.

      - Wszystkich meczów nie da się wygrać, ale wygrać można z każdym. My pokazaliśmy, że ta drużyna nie ma kompleksów w starciach z najlepszymi. Mamy zawodników, którzy prezentują dobry poziom sportowy, rozwijają się i są w stanie, z dobrym skutkiem, rywalizować z najlepszymi. To drużyna i piłkarze z potencjałem. Liczymy na to, że wielu z nich trafi potem do pierwszej reprezentacji - podkreśla dobrze radzący sobie na trenerskiej ławce Maciej Stolarczyk.

      Czytaj więcej na https://eurosport.interia.pl/pilka-nozna/news-polacy-u-20-ograli-polfinaliste-ms-stolarczyk-to-druzyna-bez,nId,2403399#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
      pokaż całość

      +: 4lord
    •  

      @4lord: Ciężko ocenić Stolarczyka jako trenera ponieważ miał zaledwie krótki epizod na ławce Pogoni parę lat temu w niższej lidze. Zespół był mentalnie rozbity, grał słabo mimo niezłej kadry, a Stolarczyk nie znalazł żadnego sposobu aby to odmienić. Po nim przyszedł trener Artur Płatek któremu udało się uratować ligę w Szczecinie a szatnia jakoś bardziej była z nim związania niż z poprzednikiem. Chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć jak sobie poradzi w Wiśle jeżeli podpisze kontrakt, według mnie to będzie niewypał i raczej przepracuje max do końca rundy.
      Natomiast jako dyrektor miał kilka udanych transferów ale jednak negatywy jego pracy przeważają szalę (miniony sezon np.)...
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Dlaczego bozia się nie objawi gdzieś gdzie jest pełno kamer i ludzi. Na jakichś finałach mistrzostw świata w piłce nożnej, czy coś? Tylko objawia się jakimś niepiśmiennym pastuchom gdzieś na pustyni?

    #bekazkatoli #wiara #katolicyzm #chrzescijanstwo #kosciol #religia

    •  

      @VodkaDestroyer: Po pierwsze ludzie, który doświadczyli widzenia, lub innego cudu/mistycznego wydarzenia opowiadają, że zaraz po nim mają mocny kryzys w wierze, mimo że po takich przeżyciach nie powinni zwątpić już nigdy.

      Po drugie pomyśl co by się stało, gdyby np. Maryja objawiła się na środku murawy na mundialu. Chaos na świecie, oskarżenia o to, że ktoś zrobił podróbkę komputerowo, kłótnie pomiędzy Chrześcijanami, a Ateistami i przedstawicielami innych wyznań. To by mogło zaprowadzić nawet do wojny quazi-religijnej.

      W końcu po trzecie widocznie nie taki jest plan boski, żeby pokazać się jak największej grupie ludzi. Widzenia mają najczęściej wymiar lokalny, kierowany do prostych ludzi. Bóg chce, żeby ludzie sami dążyli i szli do prawdy. W końcu to wiara, a nie wiedza. Takie wydawałoby się bezpośrednie sygnały do ludzkości byłby uznane po prostu za fałszywe i wprowadziłyby gigantyczny zamęt na całym świecie. To chyba logiczne.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Billboard: "Nie ma patriotyzmu bez krzyża" #bekazkatoli (-‸ლ)
    A Czesi o tym wiedza? (ಠ‸ಠ)
    Niech ktos szybko powie Czechom!

    #bekazprawakow #religia #katolicyzm #neuropa #bekazprawakow #heheszki #humorobrazkowy #polska #polityka #rakcontent pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @naavalu: Z gieksą Paszulewicz osiągał całkiem niezłe wyniki. A to że zrypali końcówkę sezonu to już tradycja w Katowicach. Poza tym facet zaliczył już epizod w Wiśle jako piłkarz, jeśli dobrze pamiętam. Propozycja na pewno ciekawa i chyba lepsza niż człowiek zagadka vel Bartoszek.

  •  

    No dobra...
    To kto? Najpierw pomyślałęm że Skorża ale on przecieżjest trenerem U23 w Emiratach, więc ma tam tyle papy że mu nie zależy na powrocie do Ekstraklasy. Smuda? xD Sorry ale nie sądzężeby to byłdobry pomysł.
    Jeśli ktośsądzi że Kiko albo Wdowczyk wróćą - no... też nie, chociaż akurat Wdowczyka to bym zobaczył z chęcią.
    No i z tej całej karuzeli trnerskiej zostaje... Bartoszek.
    Co do Sobolewskiego - nie sądzę aby był już gotowy, mimo że chciałym się bardzo zdziwić...
    Co Wy o tym myślicie? Skoro zaczęły się właśnie przygotowania do sezonu to nie możemy być długo bez trenera.

    PS
    Coś mi się wydaje że ten cały Bargiel to nie wejdzie do tej Wisły, bo miały być już podane konkrety jakieś 2-3 miesiące temu.
    #wislakrakow
    pokaż całość

    •  

      @SpiderFYM: Przecież Kiko i Wdowczyk nie wrócą do klubu po takich perturbacjach z zarządem. Poza tym kibice nie chcieliby ich.
      Boję się dawać szansy Sobolowi, ale chyba to rozsądne wyjście. Skoro był ważniejszy dla klubu niż Carillo to chyba czas na danie mu szansy. Jak nie teraz to kiedy?

      Moim zdaniem niegłupią kandydaturą jest Kazimierz "remis" Moskal". Mając ch** skład potrafił kręcić w Wiśle znośne wyniki, nie narzekał nigdy. Jako opcja przejściowa całkiem dobrze się nadaje na trenera. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    A tak na poważnie to wolni są m.in. Moskal, Bartoszek, Zub.
    Osobiście liczę na Sobola, ale czy to już ten czas?
    Co z licencją? Kiedy ma egzamin?
    #wislakrakow

  •  

    Tomasz Kulawik widziany przy bramkach na A4.
    #wislakrakow

    •  

      @4lord: Gdyby Kulawik miał trenować Wisle to byłoby to tak wielkie XD ze ja pierdole (mimo ze wiem ze raczej nie ma szans żeby do tego doszło). Co on ostatnio prowadził, Przebój Wolbrom? xD

  •  

    Mateusz Miga potwierdził na twitterze odejście Carillo.
    #wislakrakow

  •  

    TT
    Damian Gołąb
    @Damian_Golab

    Dziś o godz. 17 Wisła miała zorganizować trening otwarty dla mediów (przez 15 minut). Takich zajęć nie będzie, o godz. 16 klub ma wydać komunikat.

    Kurwa grubo... Treneiro odchodzi? ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #wislakrakow

    +: Dayvid
  •  

    Żydzi rządzą światem. A w Polsce? A w Polsce to #prawica krzyczy że walczy z żydostwem. To kuła dlaczego nie zacznie od głowy? Przecież ryba zawsze się psuje od głowy. #bekazprawakow #4konserwy

    Jak to jest że Andrzej Duda, katolik i chrześcijanin wziął ślub z Agatą Kornhauser, która jest żydówką wyznania mojżeszowego? Który przedstawiciel kościoła katolickiego udzielił sakramentu małżeństwa katolikowi i Żydówce wyznania mojżeszowego? #katolicyzm pytam powaznie.

    Jak tam prawaki możecie spać spokojnie jak zydowka szepcze po nocy do ucha Andrzeja wersety z Talmudu? Aha nie zapomnijcie zmówić paciorka do Żydów Jezusa i Maryji, aby bozia po katolicku pokrecila dzieci Tuska xD

    #prawackalogika #bekazprawakow #polityka #bekazpisu #pis
    pokaż całość

  •  

    Które lepsze?

    • 32 głosy (62.75%)
      Rządy Cupiała w latach 11-16
    • 19 głosów (37.25%)
      Rządy Sarapaty

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika 4lord

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.