Cichy wykopowicz.

  •  

    Mireczki, ile byście maksymalnie przeznaczyli na pierwszy samochód?
    Każdy mówi że pierwsze auto to musi być jakiś gruz co by nie było szkoda gdy w coś się uderzy itp.
    Co sądzicie?
    #samochody #motoryzacja #prawojazdy #kiciochpyta

    •  

      @Cinson nie słuchaj co pierdolą, ja pierwszy samochód miałem citroen Xsara 99 za 3k jeździłem 4lata nic się z nią nie działo. Żona kupiła Punto z 2006 po roku go złomowaliśmy bo naprawa nieopłacalna. Teraz ma Matiza za 2k zadbamy, elektryczne szyby, klima wszystko działa gra i buczy(drugi rok jeździ). Ja na drugi swój samochód chciałem dać 5k i kupić astrę ale nie mogłem znaleźć żadnej fajniej i tak sobie dodawałem 8k na hondę Accord, skończyło się na 10k na Mazdę 6 i tak szukałem że kupiłem swoją 6tkę za 11k miałem jeździć nią rok i sprzedać... Jeżdżę już 4 albo 5 rok i ani myślę ją sprzedać (tak zaczęła rdza na nadokołach wychodzić i chuj z tego, auto się nic nie psuje i dalej wygląda bardzo dobrze).
      Więc wydać musisz tyle ile chcesz pamiętając jedynie żeby go bardzo dobrze sprawdzić i czuć się w nim dobrze podczas jazdy. Możesz wydać 1k a możesz wygrać i 20k
      pokaż całość

      +: Cinson
    • więcej komentarzy (146)

  •  

    Mirki.
    Małe #chwalesie - odebrałem ostatnią odznakę za oddanie 20 litrów krwi.
    Polecam się starać, bo dostaje się taki ładny medal, (a nie jakąś tyci odznaczkę) i taką pro legitymację, do tego komplet długopisów i koszulka. Nie wliczam w to oczywiście satysfakcji i dumy. Warto. Oddawajcie krew jak możecie.

    No i trochę też smutłem, bo osiągnąłem już wszystkie acziwmenty w #krwiodawstwo, chyba trzeba będzie znaleźć nowe hobby.

    pokaż spoiler Żartuję, ciągle oddaję. 24.5 l na liczniku i póki mogę, to będę oddawał ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: hdk.jpg

  •  

    Cześć!
    Na wstępie dziękuję wszystkim za wszystkie plusiki i słowa otuchy w (tym wpisie.
    Kilka osób sugerowało, że to bait, inni nie wierzyli, a jeszcze inni znają podobnych toksycznych jak się okazuje ludzi.
    Przykro mi to pisać zwłaszcza o najbliższej rodzinie, ale niestety takie są fakty.

    Wracając do tematu wymuszenia zakupu kosiarki więc zacznę od genezy problemu.
    Mieszkamy z siostrą i kilkoma innymi sąsiadami w sumie 5 rodzin (8 mieszkań, bo 3 należą do nas) w niedużym bloku w starym budownictwie. Każdy ma wokół swoje miejsce na ogródek, ale ja jako jedyny mam te miejsce w akcie notarialnym, kilku sąsiadów (w tym siostra) ma nie wykupione mieszkanie ale z gruntów wokół korzystają normalnie, jest też jedno spore mieszkanie podzielone na 2 i mieszkają tam ukraińcy (nie wiem ile sztuk ale w granicach 7-8).
    Siostra ma w zasadzie największy kawałek terenu bo jedna sąsiadka w ogóle nie korzysta z ogródka i dogadały się z siostrą, że od czasu do czasu sąsiadka pranie sobie powiesi, a siostra ma większy teren by psy mogły latać itp.
    Tu warto nadmienić, że moja siostra niestety ale w życiu niczego się nie dorobiła sama, wszystko na garbie swoich byłych facetów t.j. remont mieszkania, zrobienie łazienki bo korzystała z naszej, zakup auta, pralka, zmywarka etc. po prostu wszystkie rzeczy bardziej pochłaniające fundusze niż jakiś np. czajnik elektryczny czy laptop ibm za 350 zł są kupione przez naiwnych gości z którymi wcześniej była.
    Teraz pracując sobie w gównopracy w jakiejś fabryce od 6 do 14 za 2k po prostu wegetuje, jak jej się kupione przez byłego fagasa auto zepsuje to do tej pory pożyczała kasę ode mnie albo od ojca jak jeszcze miał kasę, a teraz widzę już się powoli przeprasza ze swoim byłym bo to mechanik i myśli że jej naprawi za darmo, bo już widziałem jak ojciec jej próbował odpalić auto bo aku rozładowany (prawie je spalił bo źle podłączył klemy) i pewnie zaraz coś się zacznie sypać bo auto z rocznika powodzi we Wrocławiu.
    Słynna kosiarka, którą użytkowała do tej pory zgadnijcie przez kogo była kupiona?
    Macie rację, przez byłego fagasa.
    Jak rozpoczynaliśmy remont w okolicach majówki nagle moja mama przyjechała i coś miała minę na kwintę (jakbyście ją poznali to byście wiedzieli o czym mówię), poszła do ogródka do tego, który my użytkujemy i coś tam zaczęła marudzić, że trawa duża itp. do tej pory kosiłem podkaszarką taką na żyłkę ale rok temu padła pod koniec sezonu i poszła na wystawkę.
    Mam jeszcze takie nożyce do żywopłotu, ale są na prąd, a że wiatr zerwał kabel nie mieliśmy jeszcze okazji go na nowo podłączyć więc nie robiłem na ogródku nic, zresztą mówiłem już przed sezonem kilka razy, że w tym roku to tam nic nie będziemy robić bo duży remont robimy (półtora miesiąca), a zaraz potem kupiliśmy nieruchomość i to tam skupiamy czas wolny, często też na weekendy jeździliśmy do mojego kuzyna więc nie ma czasu.
    Matka pożaliła się siostrze, że nic nie będę robił na ogródku no i pewnego razu wracam z pracy, ta mnie woła i pyta czy planuje coś robić na ogródku, ja mówię że w tym sezonie na pewno nie, może w przyszłym ale to zobaczymy bo chcemy też jak coś to tam wejść, zmienić ogrodzenie i przeorganizować go, ale to na spokojnie.
    Temat ucichł do momentu, aż nie rozpoczęliśmy remontu (łazienka i kuchnia na raz).
    Pierwszy dzień remontu, idę do rodziców po pracy razem z narzeczoną, siedzimy gadamy, nagle tel od kolegi, wyszedłem porozmawiać, wracam i mówię że musimy iść bo to elektryk dzwonił i zaraz będzie obejrzeć wszystko w mieszkaniu bo też elektrykę nową robiliśmy. Po drodze narzeczona do mnie mówi, że jak tylko wyszedłem to matka bezosobowo coś zaczęła kwękać, że trzeba oddać ten ogródek sąsiadce bo jak ma taki stać zarośnięty to ją serce boli. Wkurwiłem się i dzwonie po drodze do matki, że nie będzie mi rozporządzać ogródkiem za który sam zapłaciłem i nie będzie wymuszać na mnie koszenia trawy bo raz, że nie mam czym a dwa, że naprawdę mam co robić zwłaszcza teraz jak remont, nie wspomnę że do osiemnastki męczyłem się z mega uczuleniem na trawy i już od wielu lat mam spokój, ale lekarka kiedyś jak byłem przy okazji pytała czy mam ataki wiosną, na szczęście nie ale radziła uważać bo jej córce (w moim wieku) właśnie uczulenie wróciło.
    W międzyczasie prosiłem ojca by przedzwonił do swojego kolegi co ma firmę z kontenerami na odpady by nam zorganizował może jakoś taniej, a jak nie to chociaż po normalnej cenie przynajmniej ktoś "swój" zarobi zamiast obcy jak i tak trzeba kupić. Chyba z 5 razy prosiłem, olał temat nawet nie zadzwonił więc się troszkę wkurwiłem bo jak oni coś potrzebowali to jak tego się nie wykona od ręki to obraza majestatu, a po kilku takich akcjach naprawdę miałem dość pomagania na zawołanie bo to nie przynosiło żadnego efektu w odwrotną stronę.
    Ponownie siostra przylazła, a w zasadzie to zadzwoniła bym przyszedł pogadać, poszedłem i wywody, że matke serce boli, że zarośnięte itp. Ja mówię po raz kolejny, że nie mam czym kosić, a od niej nie chcę pożyczać bo potem coś się zjebie i będzie na mnie. Ta wpadła w szał zaczęła wyklinać na mnie, na moją narzeczoną itp. Itd. Że jeszcze przyjdę, że będę coś chciał, że ona nie będzie się urabiać z moim ogródkiem itp.… ja lekkie WTF? No bo przecież o chuj chodzi, nie prosiłem nawet ani nic...
    Potem się okazało, że padł jej napęd w kosiarce i ciężko się pcha, a jak powiedziałem matce że nie mam czym kosić, a tym bardziej nie będę brał od siostry bo potem powie, że coś się zepsuło i będzie moja wina to mi matka powiedziała „to trzeba sobie kupić swoją kosiarkę”, a siostra skwitowała to tak że skoro nas stać na drogie wakacje to i na kosiarkę powinno.
    Mi ręce opadły, nie dość że kupę kasy w remont to ponad drugie tyle na wkład własny, w międzyczasie jakieś auto itp. Itd. A ta mi jeszcze wylatuje z kosiarką.
    Powiecie, że mogłem pójść, skosić i git ale to niestety w tej rodzinie tak nie działa tutaj jak coś pójdziesz i zrobisz to za chwilę jest lista życzeń jak do świętego Mikołaja, zresztą ja już mam za dużo wiosenek by mi ktoś nakazywał co mam robić, a co nie czy co mam kupować a co nie, lub gdzie mam jeździć.
    Od siostry kilka lat temu pożyczyłem auto na kilka godzin, a później pół roku jak coś się psuło to chciała mi wmówić, że to moja wina do tego stopnia że jak urwała jakiś czujnik i wyleciał olej, to pytała mechanika czy może to być wina brata bo kilka miesięcy wcześniej pożyczał auto, a było to tak perfidne, że pytała o to przy mnie jak ją zawoziłem do mechanika po odbiór auta (ʘ‿ʘ), jego reakcja była nie do podrobienia, parsknął śmiechem i spytał czy pani tak serio?
    Jak kładła torbkę pewnego dnia i podłokietnik się złamał to też była moja wina, dlatego od tamtej pory wolałem nie brać nic od niej by nie było gadania.
    Od pewnego czasu jest lekki kwas w rodzinie, bo siostra obrobiła dupę (jak chcecie to opisze konkretnie) żonie mojego kuzyna, ale to taka osoba co nikomu nigdy nawet nie ubliżyła, a oberwało jej się i zrobiło mega przykro, ale to już na inną historię bo to są w zasadzie 2 wątki połączone.

    Wołam partiami, nie bić wołam pierwszy raz tylu ludzi (pewnie coś zjebię)
    @Skajlet @Blutwurst @NiewyspanaSowa @DelFuego @Elbrus @hoszin @lebrante @ingroom @1988BaZyL @JakNicOko @Satizo @jolkafasolka @elesoft @ToNieOn @Big_Muzzy @PimpusPempus @wuzeta @bigknaga @Akira @edytaaa_s
    #patologiazewsi #zalesie #smutnazaba #rodzice
    pokaż całość

  •  

    #afera #aferamadonny

    Informacje Informacje! Mamy odpowiedź moderacji na zapytania Białorusina o Konkrety. Tak jak mi napisali. On miał o nie pytać, bo mi ich nie wydadzą. Oto co po ciężkich 10 dniach otrzymał na kontakt xD

    https://www.wykop.pl/link/5085405/mamy-pierwsza-konkretna-odpowiedz-na-temat-bana/ pokaż całość

  •  

    Typowe. Z niebieskiego można się śmiać, z różowej to nie ¯\_(ツ)_/¯

    pokaż spoiler Niebieski pasuje do narracji i znikomy pojazd po opie za robienie zdjęć obcym ludziom.

    #wykop #niebieskiepaski #rozowepaski

    źródło: IMG_2019-08-11_06-59-08.JPG

  •  

    – Jesteś czarodziejem, Harry – rzekł Hagrid. Twoje miejsce jest w Hogwarcie.
    – A czym jest Hogwart? – zapytał Harry
    – To szkoła czarodziejów.
    – Ale to nie szkoła publiczna?
    – Nie. W pełni prywatna.
    – Doskonale. Zgadzam się. Dzieci nie są własnością państwa. Każdy, kto pragnie oferować usługi edukacyjne, ma prawo uczynić to na uczciwych zasadach rynkowych. Nie zwlekajmy zatem.
    ****
    – Malfoy kupił całej drużynie najnowsze Nimbusy! – powiedział Ron – To nieuczciwe!
    – Wszystko, co możliwe, jest uczciwe. – pouczył go Harry – Jeśli może kupić swojej drużynie lepszy sprzęt, to ma prawo tak postąpić, jak każda indywidualna osoba. Czy istnieje różnica między jego wyższą zdolnością nabywczą a moja przewagą w umiejętności chwytania znicza?
    – Chyba nie… – odpowiedział niepewnie Ron
    Harry zaśmiał się, wkładając w ów śmiech rozwagę i głębię, jak gdyby uśmiechał się do odległych szczytów.
    – Przyjdzie czas, gdy to zrozumiesz, Ronie.
    ****
    Profesor Snape stanął przed salą i przyjrzał się uczniom z błyskiem wyższości w oczach.
    – Na tych zajęciach nie będzie głupiego machania różdżką ani niepoważnych zaklęć. Nie oczekuję zatem, by większość z Was doceniła subtelną naturę nauki i skrupulatność sztuki, którą jest tworzenie eliksirów. Ale tych niewielu, u których dojrzę talent… Mogę pokazać wam, jak oczarować umysł i zniewolić zmysły. Mogę zdradzić Wam wiele sekretów – jak skroplić sławę, odsączyć chwałę, lub nawet – stanąć na drodze śmierci.
    Ręka Harry’ego wystrzeliła w górę.
    – O co znów chodzi? – Zapytał, zirytowany, Snape
    – Jaka jest wartość owych eliksirów na otwartym, wolnym rynku?
    – Co?!
    – Uczy Pan, jak tworzyć cenne produkty na własny użytek, będąc opłacanym z pensji nauczyciela – zamiast próbować, dzięki swym umiejętnościom, zaspokoić istniejący popyt?
    – Ty bezczelny chłopcze…
    – Z drugiej strony, cóż może powstrzymać mnie od wejścia z eliksirami na rynek, gdy tylko poznam sekrety ich warzenia?
    – Ja…
    – To zresztą problem do rozważenia na gruncie ekonomii, nie technologii wyrobu eliksirów. Kiedy zaplanowane są lekcje ekonomii?
    – W tej szkole NIE ma lekcji ekonomii, chłopcze.
    Harry Potter wstał z miejsca powoli i dostojnie. – Na dziś skończyliśmy. Jeśli ktoś z was pragnie poznać praktyczną wiedzę o potędze rynku – chodźcie za mną.
    Fala uczniów wylała się na korytarz w ślad za nim. Nareszcie odnaleźli kogoś, kto potrafił im przewodzić.
    ****
    Harry, wraz z Ronem, stanęli naprzeciw Zwierciadła Ain Eingarp. – Boże! – szepnął Ron. – Harry, to twoi rodzice, a oni przecież… nie żyją.
    Harry zamrugał i jeszcze raz spojrzał w lustro. – Tak właśnie jest. Ale dziś ta informacja nie jest już istotna czy produktywna. Opuśćmy to miejsce jak najszybciej. Powinniśmy raczej pomóc Hagridowi w jego szczytnej misji. Powinien wyhodować tyle smoków, ile pragnie, pomimo jawnie niesprawiedliwych regulacji dławiących wolny handel tymi stworzeniami.
    – Ale to twoi rodzice! – odpowiedział Ron. Ron nadal niewiele pojmował.
    – Filarem każdej więzi pomiędzy ludźmi jest cnota przedsiębiorcy, Ronie. – westchnął Harry.
    – Nie rozumiem… – odpowiedział Ron
    – Oczywiście, że nie – rzekł czule Harry – cnota oznacza, że powinniśmy współdziałać na płaszczyźnie wartości, które możemy dobrowolnie między sobą wymieniać. Wartości każdego rodzaju, poczynając od wspólnych zainteresowań sztuką, sportem czy muzyką, poprzez podobne poglądy filozoficzne i polityczne, a kończąc na celu naszego życia. Ludzie, którzy nie żyją, nie mają tych wartości.
    – Ale przecież oni dali ci twoje ży…
    – To ja stworzyłem samego siebie, Ronie. – Przerwał mu Harry z pewnością w głosie.
    ****
    – Oddaj mi swą różdżkę – zasyczał Voldemort.
    – Tego nie mogę uczynić. Ta różdżka to symbol mojej własności, która jest w istocie materialnym dowodem moich osiągnięć. Własność to produkt ludzkiej zdolności myślenia – odpowiedział Harry z odwagą w głosie.
    Voldemort jęknął.
    – Istnieje coś, co zasługuje na większą pogardę niż konformista. Jest to nonkonformista, który podąża za trendem.
    Voldemort topniał w oczach. Harry odpalił papierosa, bowiem panował nad ogniem.
    – Najmniejszą z mniejszości na tym świecie jest jednostka. Ci, którzy odmawiają jednostce praw, nie mogą nazywać się obrońcami mniejszości. Narzucona płaca minimalna jest niczym innym jak podatkiem od sukcesu. To rynek stworzy uczciwą płacę minimalną bez pomocy rządu, ingerującego by narzucić swe bezwzględne ograniczenia.
    Voldemort zawył.
    – Kopie tej różdżki będę sprzedawał na wolnym rynku, osiągając wielki zysk. I ty również możesz kupić jedną z nich, jeśli zechcesz. Jak każdy.
    Voldemort został pokonany.
    – Nienawidził nas, bo byliśmy wolni – rzekł Ron.
    – Nie, Ronie. Nienawidził nas za to, że działaliśmy wolni.
    Hermiona płonęła pożądaniem do obu, jednak żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli gdzieś daleko przed siebie, a przed każdym z nich czekało imperium, które mieli zbudować

    #pasta #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    Zapisze plusujacych na tym krzywym zercu i powiesze na ścianie.
    #gownowpis

    źródło: USER_SCOPED_TEMP_DATA_MSGR_PHOTO_FOR_UPLOAD_1565378026255.jpeg

    +: Pimenista, Tajemnicza_Melancholijna_Postac +1103 innych

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Arean9

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)