Lubię robić rzeczy

  •  

    I tak dzień w dzień, kurwa
    #studia #studbaza #zalesie

    źródło: 1575816714828.jpg

  •  

    Mam dziś sporo wolnego czasu, postanowiłam więc machnąć długi wpis o najgorszej terapeutce/psycholog u jakiej miałam okazje być i która sprawiła, że głęboko gardzę ta grupa społeczną.

    Zacznijmy od tego dlaczego postanowiłam iść do terapeuty? Choruje neurologicznie, co jest bardzo widoczne (tiki i spięcia mięśni) i przez co byłam prześladowana cały okres szkolny przez „kolegów” i "nauczycieli". Dorobiłam się depresji i nerwicy lękowej. Rok w którym postanowiłam spróbować pomocy terapeuty był najgorszym rokiem w moim życiu - mocny nawrót depresji, ataki nerwicy doprowadziły mnie do insomnii, problemy rodzinne, bezrobocie. Rodzina widząc jak w beznadziejnym jestem stanie zasponsorowała mi terapię. Dlaczego nie poszłam publicznie? Byłam w publicznych placówkach kilka razy, ich poziom jest krytycznie niski. W jednej babka kazała mi napisać na kartce swoje wady a potem ją podrzeć, w kolejnej, gdy powiedziałam jej, że boję się o to, że nigdy nie znajdę dobrze płatnej pracy babka stwierdziła, że najważniejsza jest radość z jej wykonywania, a nie pieniądze xD

    Dlatego płacąc stówę za godzinę rozmowy liczyłam na to, że trafię do profesjonalisty. Z portalu Znanylekarz (tak, teraz wiem,że to błąd) wybrałam młodą babkę wysoko w rankingu, polecaną w mojej miejscowości, świetnie wykształconą i nawet z występami w telewizji na koncie. Na tle pozostałych „ofert” prezentowała się naprawdę wyjątkowo.

    Na pierwszej wizycie standardowo zalewając się łzami opowiedziałam jej przez godzinę historię mojego spierdolenia, ona coś tam zapisała w zeszycie, pokiwała głową i stwierdziła, że dużo pracy przed nami. I to było na tyle. Może już tutaj powinna mi się zapalić czerwona lampka, skoro nawet nie powiedziała mi jaki rodzaj terapii ma zamiar ze mną prowadzić, ale po paniach z radami typu Paolo Kotello nie miałam porównania jak to powinno wyglądać (no właśnie, czy na początku ktoś wam powiedział jaki nurt terapii będziecie praktykować?)

    Na kolejnych zajęciach babka wprowadziła zasady: zadawała mi pytania po czym zapisywała odpowiedzi w notatniku. Okej, rozumiem, musimy się poznać. Jednak mijały miesiące za które moja rodzina płaciła jak dla mnie gruby hajs, a ona ciągle zadawała mi te same pytania. To były kompletne bzdety w stylu: jak się dzisiaj czujesz, co jesz na obiad, co cię ostatnio uszczęśliwiło itp. Jeżeli w moim życiu wydarzyło się coś o czym chciałam podyskutować po serii pytań zostawało nam na to z zegarkiem w ręku pięć minut! Jak ma mi pomóc w walce z depresją co jadłam ostatnio na obiad, skoro na opisanie epizodu o którym chciałam porozmawiać zostało 5 minut???

    Kolejna rzecz - terapeutka bardzo rzadko wchodziła ze mną w dyskusje. Nasze rozmowy bazowały na modelu pytanie-odpowiedź, czyli ja jej o czymś opowiadałam, ona coś pisała w zeszycie i zadawała kolejne pytanie. Możecie mówić, że jestem naiwna, ale idąc do niej wydawało mi się, że przedyskutujemy moje traumy życiowe, popracujemy nad licznymi fobiami czy poszukamy razem wyjścia z sytuacji, ktoś z zewnątrz spojrzy na mój problem i może podpowie co zrobić? Ale nie, „terapie” wyglądały jak rozmowy z botem internetowym - tyle, że bot przynajmniej jest darmowy.

    Moja terapeutka była świruską zdrowej żywności i według niej wszystkie moje problemy psychicznie nie brały się z traumy tylko z diety. Raz na tydzień poszłam do Maca? Szklanka coli? Cały wykład na temat szkodliwości śmieciowego jedzenia, które pewnie miało wpływ na moje chujowe samopoczucie. Próba przedyskutowania toksycznego zachowania mojej rodziny? Zamiana tematu.

    Zaczęła mi dobierać znajomych. Jeden creep, który miał obsesję na moim punkcie, ciągle wysyłał mi wiadomości z różnych numerów, potrafił do mnie codziennie dzwonić nawet w środku nocy po tym jak mówiłam mu, żeby się ode mnie odczepił był według niej fajny i powinnam kontynuować znajomość. Drugi - facet pod czterdziestkę poznany na forum dla chorych na depresje (nie znałam go na żywo), który niejednokrotnie pomógł mi wyjaśniając jak działają leki, albo jak radzić sobie z atakami był według niej "niepokojący", bo różnica wieku między nami była zbyt duża (-‸ლ)

    Po znajomych zaczęła mi dobierać zainteresowania. Na przykład powiedziała mi, że skoro nie ukończyłam szkoły medycznej, to nie ma sensu, żebym interesowała się medycyną czy psychologią. Gdy zapytałam ją, czy mogłaby polecić jakąś książkę psychologiczną powiedziała mi, że nie jest mi to potrzebne i kompletnie mnie olała.

    I w końcu moment kulminacyjny, który zdecydował o zaprzestaniu terapii i przelaniu pały goryczy #pdk - terapeutka zaczęła negować moje problemy zdrowotne.

    Moja depresja została stwierdzona przez lekarza, brałam na nią leki, mam ją w papierach. Pewnego dnia pani terapeutka stwierdziła, że ja wcale depresji nie mam. A dlaczego? Bo jestem osobą, która przykłada bardzo dużą wagę do wyglądu, mam ładne ubrania i makijaż, farbuje włosy, a jej inni klienci cierpiący na depresję tak nie wyglądają. Gdy na przykład coś tam jej opowiadałam i użyłam słowa "depresja" ona potrafiła wejść mi w słowo i powiedzieć "nie masz depresji, masz co najwyżej spadki nastroju." Poczułam się jakbym została ukarana za to, że o siebie dbam. Serio, czy mam przestać myć włosy, żeby ktoś wziął moją chorobę na serio? Jakoś lekarz przypisujący mi leki nie miał z tym problemu.

    Jednak najgorszą i bardzo przykrą rzeczą jaką mnie spotkała było totalne olanie mojej choroby. Normiki tego nie zrozumieją, ale gdy jesteś nieuleczalnie chory, to żyjesz tą chorobą 24 na dobę, myślisz o niej po przebudzeniu, gdy gapisz się w lustro czy robisz zakupy. Po prostu ta myśl cały czas z tobą jest. I gdy zaczynałam narzekać na swój los terapeutka odwracała kota ogonem - powiedziałam jej, że bardzo boję się przyszłości, bo każdy rok to kolejny krok do pełnej niepełnosprawności. Odpowiedziała mi, że jej pacjent ma wykrytego raka. Okej, to przykre, ale co to zmienia w mojej sytuacji? Bo przecież mnie to nie wyleczy. Czułam się przez nią zaszczuta, nie mogłam nawet ponarzekać na swoją chorobę, bo zawsze znalazł się ktoś na przeciwległym biegunie: dziewczynka z białaczką, chłopak z MS czy coś tam jeszcze.

    Zrezygnowałam z terapii dopiero po roku, sama w sumie nie wiem dlaczego. Po terapii czułam się jak gówno, wracałam do domu i wyłam w łóżku. Moja rodzina od razu zauważyła, że coś jest nie tak, ale ja uparłam się, że tak ma być. Chyba wydawało mi się, że przez ten czas słodkiego pierdzenia o głupotach przejdziemy do "czynów", że to taki wstęp.
    Ostatnią wizytę miałam 3 lata temu, od tamtej pory więcej udało mi się wypracować samej, niż z tamtą babką. Gdy czuje,że potrzebuje komuś się wygadać korzystam z amerykańskich czatów z wolontariuszami. Czy komuś psychoterapia może pomóc? Myślę, że normikom, którzy mają typowo przyziemne problemy z rodzaju "Jestem brzydki/brzydka", "Mam rozwód", "Zmieniam pracę" itp.

    Ciekawa jestem, czy ktoś ma inne doświadczenia, niż ja ^^

    #depresja #nerwica #psychologia
    pokaż całość

  •  

    Halo elektorda pomocy XD
    Problem ze zjebanym IOS sprawia, że mam ochotę ten telefon wysadzić w powietrze. Może ktoś miał podobny problem i umie go rozwiązać. Otóż przy zgrywaniu filmów z Iphone na pc win 8 wywala mi komunikat, że "urządzenie jest nieosiągane" lub " odłączono urządzenie" dzieje się tak jak zaznaczę wiecej niż 1 pozycje. Przy zgrywaniu nawet 100 zdjęc na raz wszystko działa. Da się to jakoś naprawić/obejść ?

    #iphone #apple #kiciochpyta #telefony #elektornika #wkurwienie
    pokaż całość

  •  

    Posiada ktoś z was słuchawki SONY WH-1000XM3 i jest w stanie powiedzieć jak się sprawują?

    #sluchawki #audio #sony #audioboners #muzyka #technologia

  •  

    Zaraz wjedzie wytrawne winko i nowy odcinek #mrrobot (ʘ‿ʘ)

    #jedzzwykopem #gotujzwykopem #jedzenie #kolacja

    źródło: 78958492_1032074607133174_1093373943416356864_n.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zdecydowałem się dodać ten wpis jako apel do dziewczyn, z dobrego serca, bo smutne jest mi obserwować sytuacje w jakie wpędzają się obecnie kobiety. Kobiety dały sobie wmówić, że kariera, praca, sukcesy zawodowe to jest to co jest dla nich najważniejsze. Że "30s are the new 20s" ale biologia się nie zmieniła. Dziewczyny marnują swój najlepszy czas (wiek do 30) w którym mogłyby znaleźć męża, ale skupiają się na karierze lub przelotnych związkach. Smutno widzieć jak kobiety 30+ tak szybko tracą wartość, bo jednak dla facetów liczy się to czy będą mogły rodzić dzieci, w wieku 35 lat już należy sobie zadać pytanie czy kobieta może mieć zdrowe dzieci, a w wieku 40 to już praktycznie jest po zawodach. Smutno patrzeć na kobiety, które po 30stce szybko się starzeją ("grażynieją") i zainteresowanie ze strony facetów spada drastycznie. Puchną na twarzy, do tego dochodzi zapodawanie sobie grażynowych fryzur na krótko (no bo przecież tak wygodnie) i ogólnie następuje transformacja z dziewczyny na babę. Odwrotnie niż u facetów, u których "wartość" rośnie z wiekiem i pozycją zawodową. Nam facetom nie imponuje że jesteś team leaderką w korporacji, jeśli nam się podobasz to możesz być kasjerką z biedry zarabiającą 1700 pln. Nie dajcie sobie wmówić że Wasza kariera nam imponuje. Układajcie sobie życie jak jeszcze macie dwójkę z przodu, bo potem to jest równia pochyła. Zanim się obejrzycie to macie 35 lat i wasze najlepsze lata są dawno za wami. Wyobrażacie sobie w ogóle ślub w wieku 35-40 lat? To tak jakby szopka odbywająca się o 10 lat zbyt późno.

    I możecie pisać, że wyzwolenie, feminizm, kobiety mogą robić co chcą kiedy chcą - tylko to kończy się właśnie samotnością kobiet, gdzie w pewnym momencie już nikt ich nie chce, gdzie jedyny towarzysz to jest kot i tylko mały procent kobiet zostanie MILFami które mają szanse na związek.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #zwiazki #niebieskiepaski #rozowepaski #przyjazn #atencja
    Czy uważacie, że kobieta, która jest bardziej ziomkiem niż kobietą ma szansę na konkretną przyjaźń z inną kobietą?

    Nie mam żadnej przyjaciółki, takiej wiecie od serca. Moimi dwoma najlepszymi przyjaciółmi są dwa niebieskie Mirki. Ogólnie dużo bardziej komfortowo czuję się w towarzystwie mężczyzn. Mój mąż mówi mi, że to dlatego, że nie jestem typową kobietą. Nie organizuję "cichych dni", nie używam słów "domyśl się" tylko wystawiam kawę na ławę. Uwielbiam piłkę nożną, gram nawet z ziomkami czasem, pracuję w IT i dobrze się dogaduję z moim męskim zespołem. Nie lubię komedii romantycznych, wolę czytać książki popularnonaukowe albo fantasy. Ostatnio powiedziałam mężowi, że mógł mi się oświadczyć kupując Xboxa zamiast pierścionka, bo to byłby lepszy deal. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Przy tym wszystkim nie jestem też totalnie chlopczycą, bo dbam o siebie, często się maluję, do pracy jeżdżę rowerem i jak trzeba to potrafię się odwalić jak przystało na porządną Mirabele. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Mimo wszystko brakuje mi damskiej przyjaźni. Ciężko jednak znaleźć jakąś laske, która nie miałaby tysiąca emocjonalnych problemów i której celem życia nie byłoby najebanie się w sobotę na imprezie. Poza tym mam jakąś wewnętrzną blokadę w damsko-damskich kontaktach. Nie wiem co mam mówić i trochę się stresuję, gdy poznaję jakąś nową kobietę. Zupełnie jak niebiescy, gdy chcą zagadać do jakiejś różowej (╥﹏╥).

    Czy macie jakieś pomysły jak to zmienić?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    TLDR: Czy istnieją różowe, które zrozumieją 24 letniego faceta, który ostatnie 5 lat życia musiał spędzić na rozwoju by wyrwać się z biedy i jednoczesne studia, praca, dojazd ze wsi do miasta zabrały mu 95% czasu w związku z czym był samotny, nie miał ciekawych pasji, ciekawego życia, mało imprezował i nie ma o czym ciekawym rozmawiać z ludźmi?

    Long story:
    - (0-19) Do 19 roku życie w biedzie – brak kasy na normalne ciuchy, pasje itd. Większość czasu to nauka i komputer, bo na nic innego nie było kasy. Zainteresowanie wśród różowych = 0, ponieważ rówieśnicy wtedy aktywnie ćwiczyli sporty, podróżowali, imprezowali.
    - (19-24). Po skończeniu liceum studia zaoczne + praca za trochę ponad minimalną by te studia opłacić (niska stawki bo umiejętności = 0). Do tego dojazdy ze wsi do miasta, opóźnienia, korki = 95% czasu zabrane. W wolnym czasie udało się pochodzić na siłkę, jeździć na rowerze, poczytać książki, pooglądać seriale, ale było to zwykłe wykonywanie czynności, a nie mega pasja. Znajomi powoli się wykruszają, imprezy raz na miesiąc/raz na dwa miesiące bo brak czasu i znajomości. Zainteresowanie wśród różowych = 0, ponieważ większość młodych ludzi albo pracuje i dobrze zarabia jak na swój wiek (3000-4000 dla 20-23 latka to dobra kasa) do tego imprezuje, ma jakieś ciekawe pasje, podróżuje itd. Albo studiuje coś i do tego ma życie wypełnione aktywnościami, zainteresowaniami, ludźmi i imprezami. Mało kto jednocześnie studiuje i pracuje bo nie musi.
    - obecnie – praktycznie skończone studia, w końcu lepsza praca, ale dalej bieda. Potrzebuję jeszcze kilku lat by uzyskać pracę z godnym wynagrodzeniem (narazie mam tylko możliwości dobrych zarobków w przyszłości na które pracowałem kilka lat), kupić najważniejsze rzeczy, poszukać znajomych, zadbać o wygląd. Mimo wszystko problemem jest to, że przez 24 lata życia zainteresowała się mną tylko 1 różowa i to w okresie liceum, gdzie była mocna bieda i nawet nie miałem kasy (ani odwagi) by cokolwiek z tym zrobić, a kręcili się wokół niej goście co dostali auta od rodziców na 18 więc olałem temat. Wiele podrywałem, kilka razy byłem zakochany, ale za każdym razem olany lub dostawałem kosza. Zazwyczaj większość nie rozumiała, tego jak można mieć małą ilość znajomych, mało ciekawych wspomnień, nie żyć tak jak „inni”, nie móc sobie pozwolić na wiele pasji, imprezy i swobodne życie jeżeli bo chce się wyrwać z biedy i nie pracować całe życie za 2000 netto co wymaga poświęceń życia prywatnego.
    Konsekwencją jest to, że mam 24 lata i:
    + możliwości na dobre zarobki w przyszłości
    - ostatnie 5 lat to brak życia
    - bardzo mało znajomych
    - zero wspomnień
    - brak ciekawych zainteresowań, pasji
    - brak tematów do rozmowy (i odpowiedzi na typowe pytania typu: ile miałeś partnerek, gdzie spędzałeś wakacje/sylwestra).
    I w konsekwencji dostaję łatkę nudziarza.
    Czy istnieje różowa której by to nie przeszkadzało? Czy nie ma już szans na zmianę? Zawsze słyszałem, że warto czekać na taką osobę, która zaakceptuje w pełni i nie będzie zbyt roszczeniowa, narzekała na słabą pracę/kasę/znajomych/nudne życie itd. Jak widać to podejście się nie sprawdziło, bo nikt taki się nie pojawił. Teraz coraz częściej mam wrażenie, że na związek trzeba zasłużyć i spełnić szereg kryteriów(ciekawe życie, pasje, dobra praca/zarobki itd), by w ogóle ktoś mógł się zainteresować. A jak ktoś nie spełnia wymagań to nie jest w ogóle zauważany ...

    #przegryw #depresja #zwiazki #polska

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Z mocą poświęconego zasięgu komunikacji na ulicy Świętokrzyskiej pozdrawiam wszystkich w ten sobotni dzień z Gdańska!

    #gdansk #internet #kosciol #religia #heheszki #dziendobry

    źródło: IMG_20191130_0800142.jpg

  •  

    Mireczki, gdzie w #gdansk #trojmiasto można już kupić żywe choinki?

  •  

    Kto nie widział S04E08 niech nie ogląda filmiku :p
    #mrrobot #nsfw #ciekawostki

    źródło: youtu.be

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Pisze tutaj, bo nie mam z kims porozmawiac. Jestem w zwiazku 8 lat. Za kilka miesięcy mamy wziac slub. I tak bardzo czuje ze robie zle i nie umiem sie z tego wydostac. Musze uwazac na to co mowie,jakim tonem i jak glosno. Inaczej partner bedzie obrazony kilka dni. Od roku wiem, ze ma portale randkowe,mowil ze to z nudow i dla zabawy. Ze tak o, dla zartu. Sa też dobre dni, bardzo mi pomaga kiedy trzeba, wiem, ze nigdy nie zawiedzie. Ale zadne prosby, lzy i dyskusje nie mogą sprawic, zeby usunal te portale, bo mowi ze to dla niego nic nie znaczy. Skoro tak to czemu nie usunie? Przez te lata wylałam morze łez. Czuje sie psychicznie jak śmieć. Nie jestem dosc mądra, moje zarty sa idiotyczne, to co mowie jest głupie. Kiedys bylam szczęśliwa, duzo sie smialam, byłam naprawdę radosną osobą. Dzisiaj muszę pilnować się zanim cos powiem. I nie umiem tego skończyć. A no i po 2 latach związku okazalo sie ze mnie zdradzał. Wybaczyłam, jak to zakochana idiotka. Może dostajemy to, na co zaslugujemy? Moze to juz moj max, ktory moge dostać? #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika BlackNo1

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.