Reklama / Grafika / Social Media

  •  

    "Na reklamy Twojej strony nałożono karę
    Ze względu na kiepskie opinie klientów, Twoje reklamy są objęte karą dotyczącą wyświetlania. Oznacza to, że reklamy będą droższe i dotrą do mniejszej liczby osób. Zobacz szczegółowe informacje dotyczące wskaźnika."

    jak ja uwielbiam to że nawet kontrolowane są w 100% reklamy na fejsie, a właściwie OCENY, dramat, nie wiadomo za co i dlaczego. Dodam że sklep z branży beauty i nie wiem na jakiej podstawie mi zablokowali reklamę. Jak nie google, to google ads, to facebook, czy da się robić dobry biznes? nie wiem, bo nie przypominam sobie żebym miał problemy z klientem. Pewnie jakaś sucz mi podłożyła świnie (konkurencja ciekawą nie jest).

    #it
    #biznes
    #januszebiznesu
    #reklama
    #marketing
    pokaż całość

    •  

      @OscarGoldman: @Medyc:

      To nie sucz, tylko rynek monopolisty i nowy, bardzo niepokojący trend, który narasta.
      Jest to jeden z powodów, przez który u klientów od dawna wdrażam maksymalna możliwą suwerenność i dywersyfikację ruchu, nawet kosztem jednostkowo mniejszych zasięgów. Trzeba robić wszystko aby nie skupiać się na jednym kanale, bo nie musisz nic robić kontrowersyjnego, by cię zablokowali.

      Daleki jestem od teorii spiskowych, jednak mam pewne dowody, że facebook coraz mniej lubi reklamy mniejszych rybek na konkurencyjnym rynku woli zarabiać na dużych, niż na wielu płotkach.

      To samo co allegro robiło przez lata kastrując możliwości małych sprzedawców i skupiając się na dużych, w rezultacie czego mamy allegro jakie mamy. Tu jest to samo, tylko w wydaniu facebookowym.
      pokaż całość

    •  

      @OscarGoldman: Doskonale rozumiem twoje oburzenie i masz rację.

      Problem jest taki, że takie przypadki widzę coraz częściej i to mnie niepokoi. Zwłaszcza w reklamach, które nijak u nas nie były kontrowersyjne, dwuznaczne robiliśmy je w takich branżach jak design/gastronomia/beauty. Chciałbym wierzyć, że ja po prostu mieliśmy pecha, ale nie mogę.

      Tymczasem widzę zza zaplecza cztery duże marki, które ostro jadą po bandzie w naprawdę kontrowersyjnych addsach, ale miesięcznie wydają na to pięciocyfrowe kwoty, żadna z tych firm takiej blokady w 2019 i 2020 nie miała.

      Życzę Ci jednak, aby wszystko dobrze się skończyło, za jakiś czas powinni Ci to zdjąć. Pozdro!
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    #rzeszow chciałem po studiach sobie zrobić jakąś szkole związaną z reklamą, ale jak wpisuję "Rzeszów szkoła reklamy" to mi się pokazują same reklamy szkół XDDDD trochę #heheszki ale jednak poważnie pytam

    •  

      @SpookySkele: Co konkretnie chciałbyś robić i w jakim celu? Kończysz studia i chcesz jakąś policealną z reklamy zrobić, kurs czy kolejny kierunek typu licencjat. Pracujesz już w branży reklamowej czy dopiero masz taki plan?

    •  

      @SpookySkele:

      zrobiłem licencjat z anglistyki, teraz bym chciał się to połączyć z czymś związanym z reklamą, o której za wiele nie wiem. Nie pracowałem w branży. Jestem osobą, która dość szybko odnajduje się w różnych środowiskach, i niewiele rzeczy mnie zraża, nawet jak mam o czymś znikome pojęcie

      Ok, rozumiem. Właśnie piszę książkę/kurs na temat tego jak dostać pracę w tej branży kreatywnej/reklamowej, bo to coraz bardziej popularny kierunek. Często szkolę z tego ludzi i materiałów zebrało się tyle, że nadaje się na grube kompedium, może w tym roku skończę.

      Do rzeczy jednak.

      Ze swojej strony doradziłbym nie studia, a kompetencje.

      1. Kurs marketingu od google - darmowy jest certyfikat
      Banalny, prosty kurs w łatwiej przyswajalnej formie. Prawie każdy go ma, gdy ktoś nie ma zupełnie pojęcia o marketingu. Na początek must have

      2. DIMAQ - płatny, jest certyfikat
      Dobry kurs, też brałem udział. Niektóre uczelnie swoje kierunki reklamowe wiązały z kursem i po skończeniu tego kursu oferowały możliwość podejścia do niego w ramach studiów. Spoko opcja sporo metaforyki na początek. Daje CI przekrój całej branży, dobrze pozwala nakreślić specjalizacje, trochę info o pozycjonowaniu, metodologii i innych aspektach. Jest to cenne bo np. na początku nie wiesz za co się łapać, co chcesz robić i ten kurs pozwoli ci w czasie nauki sprawdzić co cię interesuje i w czym chciałbyś się rozwijać. Z tego co pamiętam, jest ważny dwa lata, wymaga aktualizacji do podtrzymania certyfikatu, no po prostu musisz być aktywny i odświeżać kompetencje.

      Możesz pojechać na camp, przejść szkolenie i kurs albo zapłacić mniej i podejść do kursu z wolnej stopy ucząc się samemu. Da się zdać na oba sposoby, ale jednak zdać warto.

      3. LIKEMEDIA.PL- mój blog o branży kreatywnej. Staram się pisać ludzkim językiem o trendach, reklamach, zjawiskach, pokazywać strategie marketingowe podmiotów z którymi ja działałem ale i różnych innych marek.

      4. Pomyślałbym też o ogarnięciu podstaw photoshopia, pisania, copywritingu, bo to coraz częściej przenika się z tworzeniem reklam. Wąskie kompetencje są coraz rzadszym trendem, musisz być elastyczny, bo w tej branży jak mało gdzie łatwo Cię zastąpić. Pracodawca mając kogoś kto na piątkę z plusem umie robić kampanie facebookowe często woli kogoś kto je ogarnia na 3 z plusem ale dodatkowo umie pisać i robić przyzwoite grafiki. Trzeba się rozwijać, bo inaczej łatwo Cię zastąpić.

      Jeżeli chcesz trochę pobalować to na kilku uczelniach są kierunki około marketingowe. Nie jest to bez sensu, można poznać fajnych ludzi i wiedza też jakaś jest. Pytanie jaka. To nie zależy już od uczelni tylko wykładowcy. Niemniej jednak tu masz 3 lata siedzenia i starzejesz się, a trzy lata w branży reklamowej to wieczność. Po skończeniu takich studiów będziesz bardziej zagubiony, wielu ma ten problem.

      Wiesz dlaczego większość osób tuż po marketingu wylatuje z agencji reklamowych? Bo tempo ich zabija. Na studiach masz 2 sesje w roku i 15 projektów na zaliczenie. W agencji reklamowej 15 projektów to masz na tydzień i nie raz w agencjach gdzie ja pracowałem czy moi znajomi nowi wylatywali nie dlatego, że byli mało zdolni, tylko z powodu, że studia nie nauczyły ich pracy a to jest klucz do stabilności w branży reklamowej.

      Są też oczywiście szkoły policealne jakieś "techniki reklamy" ale to szczerze odradzam bo osoby, którym pomagam w branży największe problemy mają właśnie po takich policealnych. Zajmuję się również nimi i widzę, zwykle to tragedia.

      Na początek radzę zacząć otaczać się ludźmi z branży, korzystać z grup np na fb, poleciłbym tez spróbować załapać się na staż do jakiejś agencji reklamowej, żadne studia nie nauczą cię tego tak jak praca wygląda od środka.

      Musisz sam nad sobą pracować, zacząłbym od linków podanych w tym poście. Jeżeli masz jakieś pytania to śmiało.
      Powodzenia ( ͡º ͜ʖ͡º)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Zdałem sobie sprawę, że całą naukę marketingowych tricków i wzorców postępowania, nauczyłem się z książek, na wykładach i w praktyce, dla dużych i po prostu większych firm, które mają szerokie grono odbiorców w środowiskach miejskich lub internecie. Lub ogólnie w miejscach gęściej zaludnionych. I tutaj zonk, bo nie mam żadnego doświadczenia w przypadku, który mnie teraz spotkał.

    Rodzice mojej dziewczyny (więc sprawa nielicha) mają małą lokalną hurtownię materiałów budowlanych / sklep wielobranżowy na odludziu. - wieś kilkaset osób i kilka tysięcy w okolicy o małym zaludnieniu. W promieniu 35 do najbliższego kilkutysięcznego miasta, w promieniu 100km do najbliższego kilkusettysięcznego.

    Populacja regionu jest starsza, niezbyt internetowa. Sklep ma jedynie facebooka, ale i niewielu fanów, więc promocja internetowa niezbyt wchodzi w grę, po prostu może nie mieć sensu.

    I tutaj pojawia się pytanie, w jaki sposób można promować i podnieść zyski takiego małego lokalnego sklepu wielobranżowego / hurtowni materiałów budowlanych w wypadku tak rzadko zaludnionej okolicy i limitowanej grupy odbiorców?

    Myślałem o jakieś formie programu lojalnościowego albo zbierania punktów. Mało co innego przychodzi mi do głowy. Zainwestować w tego facebooka i zobaczyć czy to ma sens?

    TL;DR - Marketing małego sklepu wielobranżowego w rzadko zaludnionej okolicy (min. 35km od jakiekolwiek miasta), bez obecności online. Całe życie robiłem inbound i nie miałem fizycznego kontaktu z odbiorcami, więc proszę o radę odnośnie klasycznych (nieinternetowych) opcji promocji, zdobywania i utrzymania klienta

    #marketing #klasycznymarketing #reklama #pytaniedoeksperta #promocja
    pokaż całość

    •  

      @XsomX:

      Siema, tu kolega z branży.

      Like na facebooku nie sprzedają. Nawet jak masz 1000 osób to nie jest tak, że masz tysiąc potencjalncy klientów, to po prostu ludzie, którzy z jakiś powodów polubili fanpage i tyle. Gdy zrobisz posty na facebooku, widzi go może połowa z tego, ponieważ facebook ruchu bezpłatnego nie lubi. Załóżmy, że masz 1000 osób, robisz posta, widzi go 500 z czego może, w najlepszym wypadku 2-3 osób skorzysta i może coś kupi. "Może" to słowo klucz w Internecie.

      Płatna reklama w managerze reklam na fb też średnio będzie Ci się kalkulowała w tej branży. Jeżeli chodzi o Internet to w twoim wypadku sens raczej ma jedynie AdWords. Lokalsi szukając konkretnych rzeczy mogą wpisywać „sklep budowlany + miejscowość” i jak zrobisz kampanię to wujek google będzie pokazywał link do ciebie w wynikach wyszukiwania. Trzeba by było posprawdzać słowa kluczowe, potestować, ale skoro to głównie starsi ludzie to średnia opcja. Ale czy na pewno? O tym dalej.

      Sklep internetowy? No tak średnio, chyba, że postawisz niskim kosztem, żeby walidować biznes. Nie wwalaj się w koszty. Minimalnym, polecam ten styl życia. Podstawowy problem z marketingiem i sprzedażą przez internet jest fakt, że ludzie za dużo wydają nie mając o tym wielkiego pojęcia. Potem się kończy na tym, że wydasz 5-10k na sklep i masz 10 sprzedaży w miesiącu, a logistyki i użerania jest w tym więcej niż zysków. Jak postawisz sklep, to też trzeba jakoś ruch do niego ściągnąć więc moim zdaniem to średnia opcja w wypadku teścia.

      Szukajmy lokalnie? W lokalnym biznesie proste rozwiązania są najlepsze.

      1. Po pierwsze trzeba dokładnie sprawdzić w sklepie, kto kupuje produkty.
      Wiesz? Na pewno? Może nie do końca.

      Może to nie są tacy ludzie odcięci od Internetu jak ci się wydaje? To, że w regionie przeważa starsza populacja wcale nie musi być wyznacznikiem tego na kim teść najwięcej zarabia.

      W marketingu albo bazujesz na trikach, których nie polecam albo na liczbach, a ja lubię konkrety. Jak spędzisz kilka dni w hurtowni może się okazać, że główni klienci teścia czyli ci, którzy zostawiają najlepsze siano to nie dziadkowie, tylko młodzi, którzy wyjechali na wieś i przez złe podejście początkowe twoja kampania reklamowa, nawet ta bez Internetu może po prostu mijać się z celem. Im więcej siedzę w reklamie, tym mniej wierzę przypuszczeniom, bo zwykle to co mojemu klientowi czyli reklamodawcy się wydaje, a to jak jest naprawdę to zupełnie coś innego.

      To całkowicie naturalne, tylko warto mieć tego świadomość i badać rynek.

      Dlatego radzę testować. Poznaj dobrze klienta sklepu wielobranżowego taty dziewczyny, a potem zastanawiaj się nad reklamą, zwłaszcza tą drogą.

      Teraz projekt
      Zatrudniasz grafika, który zrobi Ci katalog. Papier 100-120g, format a5, 6-12 stron. 1000szt, kolor, najlepiej śliski papier, jest trwalszy. Robi Ci estetyczną gazetkę gdzie z pierwszej strony wali duży tekst.

      „Sklep budowlany- wielobranżowy z dostawą do domu np. od 100zł i numer telefonu„
      Tyle, żadnych tekstów rodem z telezakupów MANGO. Na dole strony głównej jeden, może dwa duże produkty i w całej gazetce z 50 produktów, najlepiej te które dobrze schodzą(teść będzie wiedział) i po kilka z każdej kategorii.

      Robisz 2000-5000 takich katalogów. Poświęcasz dzień, dwa, tydzień i rozwozisz po regionie, szczególnie tam gdzie się budują, gdzie stawiane są nowe domy. Przy budowie domu zawsze przychodzi taki moment, że czegoś brakuje i jak taka osoba będzie miała możliwość dowozu ze sklepu to skorzysta i buty ci wycałuje. W katalogu możesz dodać kupon do wycięcia na np. 5 % rabatu i walidujesz. Sprawdzasz rynek konkretną ofertą i śmiesznym kosztem.
      Masz tu dwie zmienne, które pokażą Ci jaka jest konwersja i czy taka reklama przynosi profity.

      1. Ilość telefonów, zamówień. Dokładnie tak samo jak duże firmy, które na podstawie takich big data tworzą sieci sprzedaży, sprawdzają w której dzielnicy jest najlepszy klient. Gdy Castorama zbiera kody pocztowe przy zakupach robi to by sprawdzić która część miasta najchętniej wydaje. Potem na podstawie tego robią remakreting i kolejne, jeszcze bardziej dopasowane reklamy. Rozniesiecie 2000 katalogów, bardzo łatwo policzycie jaki jest zwrot, zobaczyć gdzie są klienci i czy taki marketing ma sens.

      2. Ilość ludzi, którzy przyjdą z kuponem do sklepu. Klient który przychodzi do sklepu może okazać się takim, który jest skory wydawać więcej, bo zawsze weźmie jeszcze coś i zamiast jednego przedmiotu zrobi zapas do domu. Ściągnięcie go do sklepu rabatem może tu się opłacić.

      Kilka lokalnych biznesów, którym pomagałem dostawa do domu uratowała kuper i obroty, zwłaszcza teraz, gdy ludzie lubią z niej korzystać. W marketingu bezpośrednim skrócenie drogi do klienta czyli w tym wypadku dowóz do domu ma kolosalne znaczenie. Skoro duże sieci jak ABC biorą pod uwagę dostawę pod drzwi w małych miejscowościach i na wsiach to znaczy, że ten rynek nadal nie jest nasycony i potrzeba zamówień z dostawą jest, być może w branży taty dziewczyny również.

      https://www.youtube.com/watch?v=G2Q2EuqvqDs

      Tu mój blog o marketingu, możesz poczytać

      https://likemedia.pl/

      Pozdrawiam serdecznie ( ͡º ͜ʖ͡º)
      pokaż całość

    •  

      @XsomX: Dzięki, wszystkiego dobrego!

      +: XsomX
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    WSZYSCY JESTEŚMY PELIKANAMI - Kilka słów o sztuce komunikacji.
    ======================================================

    Kocham zapach świeżej afery o poranku. Dlatego dzisiaj otwierając Wykop, moje serce znów zabiło mocniej. Na świeczniku mamy kolejny artykuł walczący o wolność słowa. Zły kapitalista – toruński restaurator – chce pozwać biednego internautę, który śmiał go skrytykować w internecie. Internet to nie polski sąd i wyroki wydaje szybko, więc wystarczyła chwila, aby fanpage restauracji zalała fala negatywnych komentarzy.

    O co chodzi? O ten artykuł
    https://www.wykop.pl/link/5630499/bartosz-ocenil-restauracje-w-internecie-i-moze-trafic-do-sadu/

    Pewien serwis opisał historię młodego znawcy kulinariów z Londynu (to chyba ważne, skoro podkreślają to już w pierwszym zdaniu z artykułu, prawda?), który w restauracjach zawsze był dobrze traktowany, no i zna się na kuchni jak mało kto. Niestety, miał pecha zaufać opinii i poszedł do polecanego lokalu w Toruniu, gdzie został fatalnie potraktowany przez obsługę i otrzymał spalone jedzenie. Internauta nie mógł tak tego zostawić. Zrobił aferę obsmarowując lokal gdzie się da i się udało, bo od rana jest bogiem na Wykopie. Do następnej afery, bo wtedy ktoś inny stanie się ikoną walki o wolność słowa w internecie i tak dzień po dniu, tak się powoli żyje na tym padole.

    GASTROSZAJBA
    ==============

    Z branżą gastronomiczną pracowałem mnóstwo razy. Zbudowaliśmy wiele marek, tworzyliśmy public relations, kręciliśmy reklamy czy identyfikację wizualną lokali. Jednak tak szczerze to powiem wam, że pod toną pysznego jedzenia gastronomia to bardzo smutne i czarne miejsce, do którego dociera mało światła. Po kilku latach doświadczeń właścicieli małej gastronomii podzieliłbym na główne dwa typy.

    Pasjonaci. Kochają gotować. Całe życie marzyli o otwarciu restauracji i swoim lokalem spełniają marzenia, ale tylko swoje, rzadko kiedy klientów. Pasjonaci bardzo emocjonalnie podchodzą do swojego biznesu. Wkładają całe serce w lokal, poświęcają jemu czas wolny, często zupełnie zaniedbując rodzinę i żyjąc tylko restauracją.

    Gdyby się dało wszystko robiliby sami, nawet sadzili ziemniaki do koleta niedzielnego.
    Manager, szef kuchni, marketing manager? No co ty, szkoda kasy.
    Reklama? Jaka reklama, jak będzie smacznie, to klienci przyjdą, rynek zweryfikuje.

    Taki właściciel sam najlepiej wie wszystko. Nie zatrudnia zwykle kucharzy, a gdy jest sezon sam już nie da rady, to bierze sobie bez umowy kilka osób z ulicy, by wyrobić z zamówieniami i mieć na kogo pokrzyczeć. Jeżeli uważacie, że to co pokazuje w TV Gordon Ramsay czy Gesslerowa to teatr i w normalnej gastro takie cyrki się nie dzieją to idźcie na weekend popracować na barze. Zmienicie zdanie i zobaczycie, że za kulisami w gastronomii jest więcej emocji niż przypraw w kotlecie.

    Drugi typ właścicieli to… lodówki. Chłodna głowa, bardziej niż stanie przy garach interesuje ich arkusz kalkulacyjny i liczenie. Zwykle nie gotują we własnej restauracji, tylko pracują nad tym, by ktoś z tej kuchni chciał jeść. Do biznesu podchodzą bardzo analitycznie, trudniej ich przekonać do współpracy, ale ta gdy następuje zwykle trwa dłużej i zarabiamy więcej. No i w przeciwieństwie do pierwszych mają procedury. Procedury, są po to by zastosować je w takich sytuacjach jak ta z artykułu, gdy szambo wybije. Warto z góry mieć scenariusze na momenty łatwe do przewidzenia, takie jak niezadowolony klient

    Sytuacja, gdy w gastronomii coś nie wyjdzie to nie kwestia lokalu, tylko kwestia czasu. Błędy, zepsute potrawy, coś przypalone to sól tej ziemi. Nie jesteśmy robotami tylko ludźmi i gdy dużo się gotuje to coś zawsze nie wyjdzie. Nie krytykuję pasjonatów żyjących swoim lokalem, ani nie gloryfikuję „lodówek” bo najlepszy właściciel to połączenie tych dwóch typów, ale w naturze rzadko występuje.

    Prowadząc dowolny biznes warto pomyśleć nad metodami, które zastosujemy gdy coś pójdzie nie tak. Warto wiedzieć co zrobić, gdy trafi się upierdliwy klient, gdy coś skrytykuje, gdy ktoś o nas napisze w mediach. Metody postępowania w takich sytuacjach są filarem budowania marki, bo prędzej czy później choćbyśmy byli najlepsi w naszej branży przyjdzie zły dzień i zawalimy. Podejmowanie dych decyzji pod wpływem emocji bez planu to kiepska opcja.

    Wielu moich przyjaciół, którzy umieją gotować zakładało restauracje i do uwag podchodzili emocjonalnie, traktując je jak atak. My jako przedstawiciele branży reklamowej działając z restauracjami więcej pracujemy z ludźmi nad obsługą klienta niż nad lokalem samym. Straszenie sądem, które ma miejsce w tym przypadku ze strony pomówionego restauratora to dla wielu ludzi w gastro naturalna reakcja obronna, jedyna, którą znają, bo przy zapieprzu w kuchni na kursy public relations czasu nie mają. Gdy pojawi się negatyw w internecie można przyjąć na klatę czy pozywać do sądu. Co jest lepsze? To zależy, bo im więcej siedzę w sieci, tym mniej życie jest czarno-białe, a kolorów ma więcej niż parada równości.

    INTERNET WYDAŁ WYROK
    ======================

    Kto zatem tu jest winni?

    Tylko jedna strona. My internauci.
    Zapytajmy siebie. Ile nam trzeba, by rzucić się komuś do gardła? Główna na wykopie wystarczy? Często niestety tak. Gdyby ktoś do nas na ulicy podszedł i powiedział byśmy rzucili jajkiem w szybę lokalu, bo mu kebab nie smakował spojrzelibyśmy na niego jak na idiotę. Gdy ta sama osoba prosi o to przez internet takich oporów już nie mamy i wystawiamy negatywne komentarze nawet jak w danym lokalu nigdy byliśmy. Śmiejemy się jak propagandowa telewizja lukruje świat pokazując realia wg konkretnej tezy, a sami w internecie łapiemy się na fakenewsy bez sprawdzania czy to prawda kręcimy gówno burze, bo ktoś nam tak powiedział.

    KURS WYWIERANIA WPŁYWU
    ========================
    Załóżmy, jednak, że kogoś nie lubimy i chcemy go publicznie pomówić. Myślicie, że to trudne? To bardzo proste, magia storytellingu zrobi za was robotę, wy nawet nie musicie się starać, wystarczy jechać z szablonu, serio.

    Krok pierwszy.

    Fajny bohater – szeroka ekspozycja
    Na początku stawiamy na wyrazistego bohatera, dajemy jego zdjęcie i zarys emocjonalny. Mówimy jak się czuje, co lubi, poświęcamy mu kilka konkretnych zdań, by postać była pozytywna. Czas działa na nasza korzyść, ponieważ w każdym artykule, który czytamy nasza uwaga spada drastycznie. Często sprowadza się do tego, że komentujemy same nagłówki, a nawet jeśli przeczytamy cały artykuł to największy wpływ ma na nas kilka pierwszych zdań, które tutaj były o Bartoszu i o tym jak światowy jest. Mamy fajnego chłopaka z Londynu, sympatyczna aparycja, da się lubić, spoko ziomek

    Teraz zasada kontrastu czyli druga postać

    Czarny charakter – wąska ekspozycja.
    Gdy już przedstawiliśmy bohatera pozytywnego pokazujemy czarny charakter, przeciwieństwo głównej postaci. Im bardziej szczątkowy i suchy opis, tym lepiej. Jeżeli pozytywna postać z początku artykułu jest opisana wystarczająco dobrze i dokładnie, to opisując czarny charakter nawet nie musimy się starać, czytelnik podświadomie sobie dopowie brakujące elementy pasujące pod tezę. Dodajmy jednak koniecznie kilka czarnych słów jak „sąd” „adwokat” czy „cenzura”, bo dobrze wypadną na tle młodości i wolności pozytywnego bohatera, naszego zioma.

    Gdy mamy taki artykuł wystarczy odpowiednie medium do publikacji, z szeroką publicznością, głośny nagłówek i już kształtujemy poglądy, wpływamy na opinie, wywieramy nacisk. Mam nadzieję, że historia opisana w artykule do którego nawiązuje jest prawdziwa i została napisana w dobrym celu, bo sposób narracji jakiego tam użyto jest celowy i nieprzypadkowy.

    PO CO KOMU KOMUNIKACJA
    =========================

    Każdego dnia to niestety nie fakty nas kształtują tylko odpowiednie ich przedstawienie przed dane media.

    Śmiejemy się z humanistycznych kierunków studiów, na których wywiera się nacisk na naukę języka, komunikację interpersonalną czy przedstawianie faktów, ale to właśnie absolwenci tych kierunków kształtują masy i ideologie, tworząc nagłówki o konkretnej narracji, które łykamy jak pelikany, niezależnie od tego z flagą w jakim kolorze chodzimy.

    W opisywanej historii górą jest młody chłopak, który został bohaterem Wykopu, bo pewien restaurator „nie umie w internet”. Czy będzie nim jutro, gdy ktoś inny napisze o nim szkalujący artykuł? Nie wiem, zobaczymy. Wiem natomiast, że od kiedy jednym kliknięciem można wpłynąć na czyjeś życie wydawanie wyroków stało się proste i takie będzie do momentu, gdy lokalna gazeta nie napisze czegoś negatywnego o nas.

    Wtedy zmienia się percepcja i sądowa droga w walce o dobre imię nie jest już takim głupim pomysłem. Obrona dóbr osobistych nagle staje się ważniejsza i interesuje nas bardziej niż walka o wolność wolność wypowiedzi w internecie.

    Przypadek? Nie sądzę

    Dobrego weekendu!

    ==============================
    Tyle na dzisiaj, bardzo dziękuję jeśli przeczytaliście.

    Fanpage
    Mój portal

    #likemedia - mój tag, publikuję swoje treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, bez lania wody o wychodzeniu ze strefy komfortu.

    #marketing #likemedia #publicystyka #polska #wykop
    pokaż całość

    źródło: gessler.jpg

  •  

    Cześć!

    Niedawno ruszyliśmy ze swoim sklepem https://www.nadu.store/

    Zajmujemy się sprzedażą torebek wykonanych całkowicie handmade. Kładziemy nacisk na jak najlepszą jakość i odpowiedzialne podejście, większość materiałów pochodzi z recyklingu (na ten moment głównie ekologiczna bawełna, ale niedługo startujemy również z kolekcją z washpapy).

    Jako, że nie chcemy witać się z pustymi rękami, to przygotowaliśmy #rozdajo , w którym możecie zgarnąć dowolną torebkę modelu Elaine! (zdjęcie w poście, do przejrzenia również na stronie)
    Jako, że sami jesteśmy zielonką, to zielonki biorą udział, losowanie spośród plusujących przez #mirkorandom 3 sierpnia o 12:00.

    Jednocześnie dla wszystkich mamy rabat 15% na wszystkie produkty ze sklepu z kodem hello15!

    Dopiero rozwijamy skrzydła, więc chętnie przyjmiemy wszelkie sugestie i porady, z radością odpowiemy również na pytania lub wątpliwości dotyczące naszych produktów.

    Zachęcamy do obserwowania nas na:
    Facebook: https://www.facebook.com/nadu.concept/
    Instagram: https://www.instagram.com/nadu.concept/

    #moda #modadamska #rekodzielo
    pokaż całość

    •  

      Fajna recka. Zrób też nasz sklep proszę:) ononsauce.com

      @silentpl: To zróbcie tak jak oni fajne rozdajo na Wykopie i rynek zweryfikuje ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      Dziękuję bardzo za obszerny komentarz! Zgadzam się z twoimi zastrzeżeniami, na pewno zwrócę uwagę na to, co napisałeś. Co do wersji językowej powinna się pokazywać polska wersja dla przeglądarki w jęz. polskim. Sprawdzę jeszcze, czy na pewno to działa. Cieszę się, że torby się podobają, bo to podstawa, nad marketingiem jeszcze popracujemy :) Serdeczne pozdrowienia!

      @nadu_store: Fajnie. Początki są trudne, to całkowicie naturalne. Powodzenia! pokaż całość

    • więcej komentarzy (40)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki,

    Dopada mnie frustracja straszliwa w związku z moją sytuacją zawodową. Pracuje w agencji reklamowej na stanowisku Key Account Manager. Nie jest to wielka agencja reklamowa, ale jednak mamy fajnych korporacyjnych i międzynarodowych klientów co w sumie w jakimś tam stopniu może budzić satysfakcje. Zawsze to lepiej niż klepanie wizytówek i gazetek sklepowych...

    Problem polega na tym, że z czasem firma zmieniła się w Januszex -_- Pracuje na śmieciówce, zero szkoleń, zero kreatywnej pracy. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że się uwsteczniam. Cały czas takie same projekty, brak rozwoju, brak narzędzi, spychologia i przerzucanie się mailami z klientami. Szefostwo natomiast jest przekonane o swojej zajebistości i szans na zmiany nie ma. Zresztą na moje miejsce czeka 100 innych... Na plus to atmosfera w firmie bo jest naprawdę fajna, ale kur*** chciałbym coś jeszcze osiągnąć w życiu a nie siedzieć w gównofirmie bez perspektyw. Może i hajs się zgadza, ale nic poza tym.

    No i tu zaczyna się frustracja. Nie jest to #warszawa a #krakow i nie ma tutaj za dużego wyboru jeśli chodzi o ruchy między innymi agencjami. Do największych nie mam szans się dostać, bo najzwyczajniej w świecie nie mam do tego kwalifikacji, zawsze znajdzie się ktoś z większym doświadczeniem/większą wiedzą. Inne mniejsze to w zasadzie taka sama sytuacja. Na zatrudnienie w marketingu nie mam co liczyć, a specjaliści zarabiają po prostu mało i byłby to mój spory krok wstecz. Oferty na Brand Managera albo Product Managera w okolicy pojawiają się raz na rok i wiem, że nie mam szans, bo konkurencja jest ogromna. Liczyłem, że uda mi się wbić do #gamedev na GD albo PM ale nie mam doświadczenia stricte w branży. Z tego samego powodu, jak mniemam, odbijam się od IT. Byłem już na kilkunastu rozmowach kwalifikacyjnych w przeróżnych miejscach i zawsze odpadam w trakcie rekrutacji.

    Najbardziej chciałbym się rozwijać właśnie w kierunku product managera/projekt managera lub w pokrewnych.

    Doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że jedyna dla mnie szansa do zrobienie we własnym zakresie listy kursów i szkoleń, żeby wyrobić sobie potrzebne kwalifikacje. No i tu zwracam się do Was z prośbą o doradzenie niedoświadczonemu koledze. Jakie kursy polecacie jako must have, żeby mieć większe szanse na znalezienie pracy w wyżej wymienionych? O umiejętności miękkie się nie martwie, ale właśnie o konkretne kursy i umiejętności

    #pracbaza #kariera #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami #marketing

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5f22c013c320eaecdaada706
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    [====================....................] 49% (115zł/235zł)
    Uzbieraliśmy już na 2 lat działania AMW!
    pokaż całość

    +: LeD7
    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania:

      Hej.
      Zastygłeś i to trzeba przyznać.

      Pierwszym elementem, o którym powinieneś pomyśleć to właściwi ludzie. Siedząc w firmie, która jest w stagnacji ten proces dotyczy to również ciebie i nie ważne jak zajebisty będziesz oni będą ciągnęli Cię w dół.

      Też jestem w branży kreatywnej, mam za sobą pracę w dużych agencjach i na stare lata zwolniłem z podobnych powodów jak twoje. Zwolniłem by pracować mniej, ale się rozwijać, poszerzać horyzonty, ewoluować. W moim wypadku było to pisanie, publicystyka , a teraz dodatkowo budowa małego studia z grami razem z przyjaciółmi. Grami planszowymi, ale jednak. Miałem też epizod z grami cyfrowymi i te branże w pewnym stopniu się pokrywają. Kluczem w tym segmencie nie jest wykonanie danego kursu robienia gier w unity czy innym silniku tylko właśnie koneksje, a one nie zbudują się same.

      Żaden kurs Ci nie pomoże jak zbudowanie relacji z osobami w branży która cię interesuje.

      Poszukaj grupek na facebooku, które zajmują się developingiem gier, weź udział w gamejamach, gdzie w amatorskich zespołach masz okazję robić projekty, małe śmieszne gierki na początek. W cholerę dużo się uczyć, a co ważne poznawać zajebistych ludzi. Polecam to z autopsji. Gdy byłem na kiedyś na stażu w pewnym dużym polskim studiu z grami gość z ich ekipy nam opowiadał, że pracował w fabryce i po godzina robił mody do gier i wrzucał je na grupy. Dzięki temu dostał prace w jednej z ważniejszych firm w gamedev w Polsce. W jego firmie większość ludzi nie miała ani wyższego, ani kursów czy certyfikatów. Jak dostali prace? Robili gry, po prostu. Od małych projektów po większe.

      I jeszcze jedna rzecz, której nikt wcześniej nie poruszył.

      Nie zastanawia Cię, że odpadasz na rekrutacji? Wiesz, problem może być paradoksalnie banalny, czyli ty jako osoba z branży operacyjnej się na reklamie paradoksalnie możesz... nie umieć się sprzedać.

      Gdy robiliśmy rekrutacje wiele razy widziałem, gdy zdolni ludzie po prostu blado wypadali na rozmowach i odpadali nie dlatego, że się nie nadawali, tylko z powodu słabej rozmowy, bo to jak wszystko inne trzeba ćwiczyć, a mało kto w tym kraju na serio ćwiczy rozmowy kwalifikacyjne ( ͡º ͜ʖ͡º)

      Powodzenia w realizowaniu pasji, wielu ich realizację bagatelizuje i przypomina sobie na starość, gdy jest już za późno.

      Pozdro!
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Mirki pomóżcie.
    Otwieramy z żoną szkołę muzyczną/artystyczną i od wczoraj kombinujemy nad nazwą, juz przepalają się nam styki od myślenia, podrzucicie jakis pomysł?
    Mala mieścina, mała szkola, zajecia z instrumentami i spiewu, plastyki itp. itd.
    Wszystkie rozważymy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #pytanie #biznes #szkola

  •  

    Mirki i Mirabelki, kreatywnością wykazaliście się tu nie raz, między innymi ubierając w nazwę projekt ziemniakizostaw (。◕‿‿◕。)

    Tym razem szukam nazwy dla bloga parentingowego, prowadzonego z męskiej pespektywy.

    Autora wybranej nazwy obdaruję dobrą flaszką :)
    Biorę po 200zł od każdej drużyny i słucham państwa :)

    #rozdajo #kreatywnosc

  •  

    W 1995 roku małżeństwo Brazylijczyków polskiego pochodzenia - Silverio Kuszkowski i jego żona, Silvana Kasmierski, zakładają firmę odzieżową. Po kilkunastu latach firma znana jest w całej Brazylii, a małżeństwo postanawia wydać kolekcję wykorzystującą piękny, polski haft. Kolekcja staję się hitem, a ich firma wkracza do czołówki odzieżowych firm "Made in Brazil". Bardzo ciekawa historia, no i przede wszystkim, piękne ciuszki! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Polska kolekcja ciuchów podbija Brazylię!

    #podroze #podrozemateoaka #brazylia #ciekawostki #podrozujzwykopem #sladamipolonii
    pokaż całość

    źródło: 5.png

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Boomkin

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.