•  

    Dzień dobry. Dziś postanowiłem się pochylić nad problemami społecznymi dotykającym wielu Polaków i zestawić je z problemami wielu amerykańskich murzynów.

    pokaż spoiler Niestety - jak zawsze wyszło, że chodzi o kutasa.


    #polska #heheszki

    źródło: polakmurzyndwabratanki.png

  •  

    Widzę, że temat allegro cały czas żywy, dlatego dziś opiszę jak zrobić tak, żeby podgrzać trochę atmosferę i zmotywować portal do usuwania takich aukcji. Być może nawet sam ten wpis zmusi do refleksji.

    1. Wchodzimy na allegro, znajdujemy aukcje z fejurami i zapisujemy w notatniku następujące rzeczy:
    a) link do aukcji;
    b) nasz opis i wnioski (na podstawie którego stwierdzamy czy to podróbka czy nie);
    c) czy oferta była promowana czy nie.

    Ważne jest, żebyśmy to sobie zapisali w notatniku, bo wnioski przez ePUAP mają ograniczoną ilość znaków (cały wniosek ma się mieścić na A4, serio xD), a sam link już jest długi. Potem załączymy ten plik.

    2. Robimy screenshoty aukcji na wypadek usunięcia i brak dostępności przez archiwum.allegro.pl, szczególnie ważne jest żeby chwycić cenę, komentarze użytkowników o produkcie oraz jak długo sprzedawca jest na allegro.

    3. Wchodzimy na epuap i znajdujemy UOKiK. Jest dostępne tutaj https://epuap.gov.pl/wps/myportal/strefa-klienta/katalog-spraw/opis-uslugi/skargi-wnioski-zapytania-do-urzedu/UOKiK

    4. Konstruujemy zawiadomienie właściwe do UOKiK. A co się w nim powinno znaleźć? A co chcesz, głównym celem jest dostarczenie powodów do kontroli, co robiłeś w poprzednich punktach.

    Ja w swoim zawarłem informację o niebezpieczeństwie dla życia i zdrowia poprzez stosowanie artykułów higieny osobistej niedopuszczonych do obrotu przez UE (wszakże ich skład nie jest kontrolowany ani testowany w żaden sposób) oraz poprosiłem o sprawdzenie w jaki sposób portal radzi sobie ze zgłoszeniami, przeciwdziała ofertom z towarem podrabianym oraz jaka jest skala przychodu z tytułu pośredniczenia.

    Warto tutaj nadmienić, że prawo jest raczej po naszej stronie, bo dzięki nowelizacji, ustawa o Prawie własności przemysłowej uderza w pośredniczenie w handlu towarami podrabianymi jednocześnie nie definiując dokładnie kim ten pośrednik jest. No i my właśnie chcemy sprawdzić za pomocą urzędu, czy allegro pośredniczy w handlu towarami z podrobionymi znakami handlowymi i tym pośrednikiem jest.

    5. Załączamy rzeczy z punktów 1. oraz 2. i wysyłamy wniosek. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    ---

    Czy to coś da? Nie wiem. Mam szczerą nadzieję, że tak - UOKiK jest urzędem stworzonym do kontrowania i kontrolowania korporacji, urządzających sobie folwark i niejednokrotnie pomógł mi osobiście w konfliktach z takimi firmami. Jednocześnie, z tego co rozumiem istniejące mechanizmy, UOKiK na podstawie nieprawidłowości sam zgłasza sprawę do prokuratury.

    Dlaczego to zrobiłem? Bo mnie wkurwili. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Gdyby na wykopie nie odpisywali formułkami prawdopodobnie bym to olał. Nienawidzę takiego cwaniactwa. Olałem to po raz pierwszy, olałem to po raz drugi, jak trzeci raz to zobaczyłem, to pękłem.

    Nawet jeśli takiej kontroli nie będzie, bądź nic nie wykaże, allegro będzie musiało w jakiś sposób zareagować i wybrać po której stronie wojny z podróbkami staje. Bo to jest wojna.

    Pamiętajcie, że podróbki perfum i cygańskie perfumy z bazaru mogą być dla was tak samo niebezpieczne jak szlugi, albo i gorsze. Takie niebezpieczeństwo niesie ze sobą przede wszystkim benzen, który niepoprawnie użyty do tworzenia innej chemii (np. niegroźnej waniliny) może zostać w gotowym produkcie. Unikajcie wszystkiego, co nie jest oryginalne i nie jest normalnie dostępne na rynku EMEA/NA, a jeśli jesteście zdesperowani i zdeterminowani na psikanie - błagam, psikajcie chociaż na ubrania i nigdy na skórę. Właśnie dlatego ten proceder jest kurewsko niebezpieczny i powinniśmy z nim walczyć. Lepiej kupić CDNIMa niż cygańskiego Aventusa, niezależnie jak ślicznie by nie pachniał.

    Pamiętajcie też, żeby nie oskarżać allegro.pl o pośredniczenie w handlu towarem podrabianym na wykopie ani gdzieś indziej. Złóżcie grzecznie zawiadomienie i czekajcie - my po prostu chcemy sprawdzić czy allegro.pl rzeczywiście pośredniczy w handlu towarem z podrobionymi znakami handlowymi.

    #perfumy
    pokaż całość

    źródło: uokik.png

  •  

    Mam kilka swoich ulubionych nut “koników”, które sprawiają mi najwięcej radości w perfumach. Zwykle jest to skóra, drewno, nuty wodne, irysy, ale też cytryna. No i dzisiaj właśnie o niej, bo słońce wychodzi na dobre. Będzie nieco inaczej, bo będą to raczej miniaturowe recenzje, żeby nie przedłużać zbytnio, bo ostatnio krucho z czasem, a i żeby wykopkom się łatwiej wybierało i kupowało.

    Zara Vibrant Leather Summer / Vibrant Leather Cologne / trzecia nazwa której nie pamiętam

    Pod trzema nazwami ten sam sok, łapać którykolwiek jest. Zapach cytryny wymieszanej z bergamotą, jednak nie ma tutaj żadnej cierpkości. Cytrusy zdają się być tutaj suche, puste, niekompletne czy jakby to zwał (ale nie cif). Otwarcie dość alkoholowe. Delikatny aromat imbiru i cedru, ale trzeba ich szukać. Cytryna zostaje przez całość trwania zapachu.
    Trwałość: 1-2h max
    Cena: 90zł/100ml (ale są częste wyprzedaże, poluj)

    Artisan Pure
    (https://www.wykop.pl/wpis/56298075/zbliza-sie-lato-wiec-trzeba-bylo-poszukac-czegos-n/)

    Kombinacja wielu cytrusów z cytryną na czele. Stosunkowo delikatna i kremowa, jednak ma zapędy syntetyczne. Zapach to kombinacja świeżego nowoczesnego cytryniaka z cytryniakiem kolońskim oraz żelu pod prysznic. Niezwykle bliskoskórny.
    Trwałość: 2h
    Cena: 200zł/125ml

    Profumum Roma Acqua Viva

    Cytrynowy mocarz. Najbardziej żywa cytryna jaką da się znaleźć, cytrynowy od samego początku do samego końca. Z tyłu przewija się lekko balsamiczna nuta drewniano-jakaś, ale bardzo niewiele. Projekcja zdumiewająco dobra (a jak na cytrynę to szczególnie). Te perfumy to praktycznie cytryniakowy benchmark i każdą cytrynę będziecie porównywać właśnie do nich.
    Trwałość: 8-12h
    Cena: ~900zł/100ml

    Hermes Eau de Citron Noir

    Druga najbardziej żywa cytryna do znalezienia. Druga najbardziej delikatna cytryna dzisiaj. Hermes całe życie był drugi. Miejscami delikatnie dymny, a miejscami niezwykle kremowy z nutą herbaty. Wydaje się dość atomowy na początku, ale po niecałej godzinie gaśnie i siedzi tylko na skórze.
    Trwałość: 2-3h
    Cena: 160zł/100ml

    Dior Homme Cologne (2013)

    Nazywany również przez wielu oryginałem, ale to nieprawda. Cytrynowo-bergamotkowy, lekko cierpki, ale jednocześnie ma delikatny kwiatowy aromat. Jest tutaj chyba więcej niż podają, bo pachnie bardziej skomplikowanie niż trzy składniki, a i sama bergamotka jest zbyt mocno cytrynowa jak na bergamotkę. Projekcja bardzo dobra jak na cytryniaka, czyli po prostu przeciętna - zostawia ogonek na początku, a po dwóch godzinach zaczyna się robić bliskoskórny.
    Trwałość: 5-7h
    Cena: 350-400zł/125ml

    Mercedes-Benz Cologne

    Ten gagatek nie jest niestety już produkowany i jego cena za mililitr jest lekko abstrakcyjna. Kupuj tylko jeśli masz dobrą okazję lub jesteś cytrynowym fanatykiem i lubisz zbierać pokemony.
    Miks cytrusów z grejfrutem i cytryną na czele. Cierpki i słodki jednocześnie. Trochę imbiru, trochę wetywerii, sporo drewna. Przypomina bardziej sad cytrusowy niż same cytrusy i pachnie najbardziej zielono z całego zestawienia. Zostawia baaardzo mały ogonek, ale tli się tak dość długo, bo ze dwie-trzy godziny.
    Trwałość: 4-5h (+2h “świeżości” na skórze)
    Cena: od 2 do 5 (lol) zł/ml.

    Maison Margiela Replica Under The Lemon Trees

    Najbardziej delikatna pozycja, niezwykle kremowa i delikatnie słodka, mi przywodzi na myśl aromat z początku pieczenia ciasta cytrynowego. Druga najbardziej zielona pozycja dzisiaj, ze sporą ilością gładkiej herbaty i odrobiną drewna. Zmienia dość mocno swój charakter, bo cytryna jest tylko przez połowę czasu trwania, a dalej tylko jej cień. Też delikatny, jak całość zapachu. W fazie cytryny ma ogonek, potem już nie ma ogonka.
    Trwałość: 2-3h cytrynowe + 2h słodkie
    Cena: ~400zł/100ml (szukajcie promocji, bo da się)

    Chanel Allure Homme Sport Cologne

    Kolejny miks cytrusów, ale tym razem tańcują głównie cytryna i bergamotka. Chyba najbardziej skomplikowany zapach w zestawieniu - lubi się mienić i popisywać, a jednocześnie jest bardzo liniowy. Jest też lekko kwiatowy, lekko drewniany i pozostawia przyjemne uczucie świeżości. Projektuje przyzwoicie przez godzinę, a potem staje się bliskoskórny, ale dalej wyraźny.
    Trwałość: 6-7h
    Cena: 320zł/100ml

    Acqua di Parma Blu Mediterraneo Bergamotto di Calabria

    Znów miks bergamotki i cytryny, dość alkoholowe otwarcie. Stosunkowo delikatny zapach z nutą imbiru, drewna oraz neroli-kwiatową. Aromat cytryny się dziwnie zmienia w trakcie, ale cały czas jest ładny, po prostu inny. Projektuje przez godzinę i urywa się nagle, zostaje tylko na skórze.
    Trwałość: 3h
    Cena: 220zł/150ml

    Moje ulubiene:
    1. Chanel AHSC
    2. Acqua Viva / Dior Homme Cologne
    3. Eau de Citron Noir / Mercedes-Benz Cologne
    4. AdP Bergamotto di Calabria
    5. Under The Lemon Trees
    6. Vibrant Leather Summer
    7. Artisan Pure

    Z całego tego zestawienia tak naprawdę nie polecam tylko Artisan Pure z całego serca - jest przehajpowanym zapachem, co uzyskało odzwierciedlenie w jego absurdalnej obecnie cenie względem jakości. Ja jednak powyżej złotówki zaczynam wymagać xD

    Z innych uwag, to MB Cologne też nie jest wart swoich pieniędzy, chyba że szukacie cytryniaka, co to go jeszcze nie wąchaliście i koniecznie chcecie, bo rzeczywiście jest inny od reszty. Zara bez promocji też droga z uwagi na parametry, ale zapach przyjemny.

    Innych AdP nie wrzucam celowo, bo raz że ich znam mało, a dwa, że nie do końca wpisują się w mój zaplanowany theme cytryniaków, co wcale nie oznacza, że nie są to dobre cytrusowe zapachy.

    Innych uwag nie mam, kupować i psikać.

    #perfumy #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: liveeatlearn.com

  •  

    Zbliża się lato, więc trzeba było poszukać czegoś nowego i świeżego na pogodę. Postanowiłem zaopatrzyć się w serię Artisan od Johna Varvatosa.

    Artisan
    Od samego początku jest tutaj dość mocno kwiatowo. Czuć tutaj dużo słodkiej mandarynki, jaśminu, kwiatów pomarańczy i trochę lawendy. Całość tego tworzy bardzo charakterystyczny akord, przypominający krzew jaśminowca. Ja czułem ten akord wcześniej tylko raz i było to w otwarciu Eau Sauvage. Dość nietypowy, ale bardzo ładny zapach. W miarę ustającego otwarcia, cytrusowe aspekty zaczynają znikać i stawać się mniej soczyste i suche, a kompozycja przekształca się w nieco bardziej kwiatowo-ziołową, bo daje się wyczuć tutaj dość “dziadowskie” nuty ziół prowansalskich. Po jakimś czasie zostaje już z nami tylko lekko słodka i świeża baza, która pachnie piżmowo, ale dalej gdzieś tam daje wyczuć się ziołowość i kwiatowość kompozycji.

    Całość kompozycji jest bardzo aromatyczna i świeża. Kojarzy się lekko z żelem pod prysznic, a jednocześnie daje wrażenie, że się tak wyrażę, klasycyzmu perfumiarskiego za sprawą ziół. Zapach ma też w sobie coś pociągającego, naprawdę przyjemnie się go wącha, niestety miejscami pachnie lekko syntetycznie, szczególnie w otwarciu.

    Projekcja jest raczej bliskoskórna, musiałem pytać czy ładnie pachnę, nie mniej jednak, tak sobie lekko projektuje przez całość trwania zapachu. No a jaka właściwie ta trwałość? Taka sobie. Nie trzyma długo, ale nie trzyma też krótko. W zależności od dnia było to od 3 do 6 godzin i nie wiem z czego wynikają te wahania, ale chętnie się dowiem.

    Artisan Black
    Otwarcie jest cierpkie, ale jednocześnie dość owocowo-kwiatowe. Jest tutaj dość duża ilość cytryny, cierpkości i gorzkości, ale jest to przełamane słodkim jaśminem, kwiatem pomarańczy i arbuzem. Tak, rzeczywiście czuć tutaj arbuza, ale takiego bardziej w całości, razem z zieloną skórą. Po otwarciu nagle przebijają się imbir i to naprawdę w dużej ilości, kwiaty stają się bardziej wyraźne i dołączają aspekty przyprawowo-ziołowe, czyli kardamon i kolendra. Na samym już końcu kwiaty i cytrusy zostawiają już tylko delikatny aromat, a w bazie wychodzi sporo akcentów skórzanych i kwaśna wetyweria. Niestety, skóra nie pachnie wcale a wcale naturalnie, ale jest za to konsekwentna z resztą kompozycji - jest sucha i wytrawna. Czuć tutaj dość sporo ziemistości, nie wiem tylko czy jest to z wetywerii czy z paczuli, nie mniej jednak jest.

    Artisan Black to chyba najbardziej “agresywny” z Artisanów, a jednocześnie najbardziej dojrzały i młodego bym tym nie psikał (pdk). Ma w sobie też jeden lekko zaszczany aspekt zapachowy, który znam tylko z Zoologist Camel, ale nie wiem co to. Nie jest to nieprzyjemny aspekt, jednak wymaga już od nosiciela pewnej odwagi i nadaje kompozycji animalnego charakteru, bo zwierzęta szczają. Jest też chyba najbardziej naturalnie pachnącym z Artisanów, niestety kompozycja jest mało ciekawa i w dużym skrócie tak naprawdę pachnie dość niebiesko i nudno.

    Jak się psiknie to się wydaje, że to mocny zapach i będzie projektować. Tak niestety nie jest, jest on również bliskoskórny. Trwałość tutaj stabilna i trzyma około 4 godzin, co w sumie jest jako-takim wynikiem.

    Artisan Blue
    Od pierwszego psiknięcia zaczyna się niebiesko, niezwykle zielono, irysowo-lawendowo-kwiatowo i… sztucznie. Syntetyka daje po nosie jak cholera, aż się nieprzyjemnie rękę wącha i wierci. Gagatek moim zdaniem poziom wyżej niż Armaf Tres Nuit czy też obecne wypusty Cool Watera, naprawdę szacun. W otwarciu znajdziemy też sporo cytrusów, ale raczej dość cierpkich i nierozpoznawalnych. Miejscami pachnie jak ogórek, miejscami jak kwiaty. Oczywiście, jak w każdym Artisanie, jest tu aspekt ziołowy, tym razem lawendowo-szałwiowo-geraniumowy i to jest chyba najnaturalniej pachnąca część kompozycji. Granica między otwarciem a środkiem jest zatarta, składniki tutaj raczej tańczą do samego końca, czyli aż w końcu udaje się wyczuć bazę. A baza jest lekko drewniana, zielona i ciągnie przede wszystkim takim ostrym cedrem starego typu, podobnym w zapachu do tego z olejków do kominków.

    Jak już mówiłem, zapach jest bardzo niebieski. Moim zdaniem jest nawet zbyt sztampowo niebieski, bo stara się połączyć zbyt dużo rzeczy na raz - z jednej strony Cool Water, a z drugiej strony jakiś niebieski Adidas z pomarańczą i to wszystko zapakowane w lekko dziadowo-ziołowej bazie.

    Projekcja mocna na początku i utrzymuje się taka przez godzinę, po czym nagle znika i staje się tylko świeżym żelem pod prysznic na skórze. Trwałość jakby się nie chciało patrzeć na to, 3 godziny i elo. Nawet ze skóry znika i szuranie nosem prawie nic nie daje poza czymś świeżym.

    Artisan Pure
    Otwarcie uderza nas dość soczystą kombinacją cytrusów: jest tutaj mandarynka, pomarańcza, cytryna, bergamotka i jakaś delikatna nuta neroli, ale wydaje się syntetyczna czy też niekompletna. Gdzieś w oddali od samego początku czuć coś zielonego, ale nie umiem tego nazwać. W miarę upływającego czasu cytryna staje się nieco bardziej wyraźna, czy też cała reszta cytrusów przygasa, zapach staje się coraz bardziej zielony, ale jednocześnie robi się delikatny i słodki. W tym momencie daje się przez chwilę wyczuć wyraźnie imbir, który nadaje soczystości i świeżości całokształtowi. Tak jak oryginale, jest też tutaj trochę ziół prowansalskich, ale moim zdaniem sporo mniej. Jak jeszcze chwilę poczekamy, daje się wyczuć tylko trochę cytryny, dalej sporo zielonego oraz słodycz z bazy. Fragrantica tutaj mówi o konkretnych składnikach, ja jednak nie umiem wyszukać nawet jednego z podanych w tej bazie, jest ona natomiast podobna do “zwykłego” Artisana.

    Powiedziałbym, że Artisan Pure to zapach koloński z dawnych lat, jednak w delikatniejszym i bardziej nowoczesnym wydaniu. Tak samo jak oryginalny Artisan, pozostawia wrażenie świeżości i wyjścia spod prysznica, jednak jest nieco bardziej syntetyczny. W dużym skrócie, jest to Artisan, któremu zastąpiono kwiaty i mandarynki cytrynami, a sam zapach najbardziej przypomina cytrusowy żel pod prysznic.

    Projekcja tutaj jest chyba najmocniejsza i najsłabsza ze wszystkich Artisanów, bo naprawdę dość mocno wybuchowa na początku, ale ginie szybciej niż bąk w fabryce wiatraków i szybko staje się zapachem bardzo bliskoskórnym. Na mnie trwałość jest najgorsza ze wszystkich Artisanów, trzyma zaledwie 2 godziny i znika, zostawiając to samo co każdy Artisan - świeżość.

    Podsumowanie
    Seria Artisan jest po prostu przeciętna. Pomysły na zapachy są rewelacyjne, kompozycje nie są oklepane (turbo oryginalne też nie), jednak moim zdaniem jakość składników oraz parametry pozostawiają sporo do życzenia. Na plus zdecydowanie przystępność zapachów, bo są to jednak po prostu takie przyjemniaczki (no, może poza Black, ale to tak naprawdę “agresywny niebieski”), nic kontrowersyjnego tam nie ma. Na plus też nawiązanie do klasycznego perfumiarstwa, ziołowości oraz tego, że każdy pozostawia uczucie świeżości - moim zdaniem jest to bardzo fajne podejście, coś w stylu “modern dziad” jak AdP Colonia Intensa.

    Niestety, śmiało mogę powiedzieć, że z serii Artisan jestem średnio zadowolony. Naprawdę chciałbym wydać pozytywną rekomendację dla wszystkich, ale się nie za bardzo da. Parametry są dość słabe, zapachy miejscami syntetyczne i kojarzą się z żelem pod prysznic, czy w skrajnym wypadku z chemią (i to nawet nie z Niemiec).

    Mój ulubiony to zwykły Artisan, następnie Artisan Pure. Flaszek raczej nie kupię, chyba że będzie jakaś promocja soczysta, bo nie są to na tyle wyjątkowe zapachy, żeby płacić ich zwykłą cenę. Bardziej skłaniam się ku zwykłemu Artisanowi, ponieważ trzyma się w okolicach 1zł/ml, jednak dalej zastanawiam się, czy jest wart 1zł/ml. Cena za Artisan Pure jest absolutnie z kosmosu.

    O innych Varvatosach wkrótce, ale mogę tylko zajawkowo powiedzieć, że są na pewno ciekawsze.

    #perfumy #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: img01.ztat.net

  •  

    Być może pamiętacie jeszcze wielki test klonów Aventusa, którym wycieram sobie mordę, jak nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Zasadniczo jest to moje tagowe opus magnum i nigdy nic lepszego już nie powstanie ode mnie, co nie zmienia faktu, że zabrakło tam jednej kluczowej pozycji i jednej nieco mniej kluczowej. Zauważyły to też mireczki, więc dzisiaj przyszedłem ten błąd naprawić. Kompletna lista testowanych klonów wygląda obecnie tak:
    1. 2020 Armaf CDNIM EDT
    2. 12/2019 Armaf CDNIM EDP
    3. 10/2020 Armaf CDNIM Limited Edition (Parfum)
    4. Al Haramain l’Aventure
    5. 03/2020 Rasasi Zebra
    6. 2018 Zara Vibrant Leather (120ml)
    7. 2020 Zara Vibrant Leather (60ml)
    8. Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    9. Swiss Arabian Shawq
    10. Adnan B. Noir
    11. Armaf Bucephalus no. XI
    12. 07/2019 Mercedes-Benz Select
    13. 01/2020 Montblanc Explorer

    Montblanc Explorer
    Zaczyna się bardzo bergamotkowo i świeżo. Bergamotka jest tutaj w otwarciu niezwykle żywa i zasługuje na powiedzenie o tym, więc mówię. Jest tu też trochę pieprzu, ale bardzo delikatna ilość. Od samego początku czuć też rzecz jasna ambroksan i jakieś drewno, pachnące nawet delikatnie oudowo. I w tym momencie, między otwarciem a sercem, następuje specyficzny efekt, bo przez jakieś pół godziny perfumy pachną trochę jak żel pod prysznic, żeby zaraz po tym przekształcać się w coraz bardziej i bardziej wetyweryjne z leciuteńką domieszką ‘suchej’ skóry (która ginie po chwili). Jak już dojdziemy do apogeum wetywerii, da się wyczuć coraz więcej drewna i paczuli. To wszystko razem daje bardzo ziemisty i wytrawny aromat w drydownie na skórze.

    Od samego początku czuć, że to nie jest tytan parametrów. Trzyma się blisko człowieka, projektuje niewiele i utrzymuje się to maksymalnie 4 godziny, przy czym łapie jeszcze ze dwie na skórze. Potem wyczuwalny tylko po poszuraniu nosem.

    Mercedes-Benz Select
    Dość mocno alkoholowy na początku stopniowo ujawnia stopniowo bergamotkę, porzeczkę i jabłko (zamiast ananasa), wraz z odpowiednią dawką ambroksanu rzecz jasna. Po jakiejś minucie da się w powietrzu wyczuć coraz więcej jabłka i lekką świeżość. W powietrzu nie da się jej zidentyfikować, ale na skórze od razu czuć, że to mięta (ale nie mięta pieprzowa!). Nie jest jej dużo, ale da się ją zauważyć. Czym dalej w las, tym bardziej zapach zmienia się w ambroksanowo-piżmowy na skórze, ale dalej nie jest taki “kwaśny” jak większość klonów.

    Projekcja na początku wydaje się dobra, ale tak naprawdę jest to bliskoskórny zapach. Trwałość jest… po prostu słaba. Przez 2 do 3 godzin się trzyma jako tako, a potem jest tylko na skórze. Jest na niej dość długo, bo spokojnie po poszuraniu nosem wyczujemy go nawet po 8h, ale ten zapach nie unosi się wcale w powietrze. Zdaje się trzymać nieco lepiej przy dużej wilgotności powietrza, ale też tak max 4h blisko człowieka, a reszta na skórze.

    Podsumowanie
    Nie będę tutaj kopiował poprzedniego wpisu, a i moje odczucia względem perfum się nie zmieniły, ale jednak warto napisać kilka słów komentarza.

    Explorer dla mnie jest zapachem, który jest ucieleśnieniem kilku kierunków designerskich ostatnich lat, bo mimo bycia klonem Aventusa, moim zdaniem czerpie garściami z Sauvage i z Terre D’Hermes i prawdopodobnie dlatego spodoba się większości i jest bardzo uniwersalnym zapachem. Uważam, że łączy to wszystko naprawdę ładnie i nie można powiedzieć o nim nic złego, jednak nie ma tu też nic odkrywczego.

    Select jest za to bardzo skupiony na ambrze i owocowych aspektach, robiąc z niego w pewnym sensie świeżaka. Akcent miętowy zdecydowanie pomaga w utrzymaniu tego wrażenia, jednak dość spora dawka ambroksanu blokuje pełen efekt i Select leci cały czas po środku granicy świeżości oraz “wytrawności” Aventusa. Moim zdaniem to kolejny fajny projekt Oliviera Crespa i mam wrażenie, że czym prostsze kompozycje robi, tym lepiej wychodzi. Trwałość niestety pozostawia wiele do życzenia.

    To nie jest tak, że te zapachy są beznadziejne - nie są. Ale też w sumie nie są nie wiadomo jak dobre, a szczególnie w parametrach. Natomiast są to dobre propozycje dla kogoś szukającego ducha Aventusa, ale w bardziej świeżym wydaniu; albo dla kogoś szukającego perfum całorocznych, czy też perfum które nie będą przeszkadzać w gorejące lato.

    A teraz czas na listy.

    Najbardziej podobny zapachem do Aventusa:
    1. CDNIM EDT / CDNIM Limited / Rasasi Zebra
    2. CDNIM EDP (w drydownie lepiej sporo)
    3. Al Haramain l’Aventure
    4. Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    5. Armaf Bucephalus no. XI
    6. Montblanc Explorer
    7. Mercedes-Benz Select
    8. Swiss Arabian Shawq
    9. Adnan B. Noir (tylko otwarcie)
    10. 2020 Zara VL
    11. 2018 Zara VL

    Najładniejszy zapach (od początku do końca):
    1. CDNIM Limited / 2018 Zara VL
    2. Swiss Arabian Shawq
    3. Mercedes-Benz Select
    4. Rasasi Zebra / Armaf Bucephalus no. XI / Montblanc Explorer
    5. Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    6. 2020 Zara VL / CDNIM EDT
    7. Al Haramain l’Aventure
    8. CDNIM EDP
    9. Adnan B. Noir

    Według trwałości:
    1. CDNIM Limited
    2. CDNIM EDP
    3. 2018 Zara VL
    4. Swiss Arabian Shawq
    5. Al Haramain l’Aventure / Armaf Bucephalus no. XI
    6. Montblanc Explorer
    7. CDNIM EDT / Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver / Mercedes-Benz Select
    8. Adnan B. Noir / Rasasi Zebra
    9. 2020 Zara VL

    tl;dr:
    Lubię trwałość -> CDNIM Limited/EDP
    Lubię drewno (i skórę) -> Al Haramain l’Aventure (Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver)
    Lubię owoce z Aventusa, a całej reszty nie -> Swiss Arabian Shawq
    Lubię psikać -> Rasasi Zebra/CDNIM EDT
    Lubię wszystko i nic -> Montblanc Explorer
    Lubię świeże perfumy (ale czasem mi się odwidzi) -> Mercedes-Benz Select (Montblanc Explorer)
    Lubię świeże perfumy, jestem chory psychicznie i lubię też wydłubywać orzeszki z Tofifee -> 2018 Zara Vibrant Leather

    I to by było na tyle. 13 klonów to ładna okrągła liczba i czas przestać bić zdechłego konia. Do zobaczenia za 10 lat jak to wypsikam albo mi chata spłonie.

    #perfumy #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: kolejnysmiesznymemsuperzobaczteraz.png

  •  

    Ostatnio z racji małej ilości czasu do czytania, zmuszony niejako zostałem do oglądania jednym okiem (a tak naprawdę głównie słuchania) perfumowego youtube’a. Jednego z jutuberów nawet bardzo polubiłem w tym czasie, a mianowicie The Fragrance Apprentice. Podoba mi się jego podejście i typ humoru, dość ładnie edytuje video i moim zdaniem ma dobry nos. Wiele perfum, które polecał, bardzo mi się podoba, więc postanowiłem zaryzykować dwa blindy Hugo Boss - Boss Bottled Tonic oraz Jean Paul Gaultier - Le Beau.

    Oczywiście, mogłem zaopatrzyć się w odlewki tych zapachów jak myślący przedstawiciel gatunku ludzkiego, ale nie zapewniłoby to żadnej przyjemności z hazardu. Naturalnie kupiłem więc największą dostępną pojemność obu, bo była to najmniej racjonalna rzecz do zrobienia.

    Boss Bottled Tonic
    Zwykle nie piszę o flakonach, o tym jak się psika i w ogóle, ale tutaj warto. Po pierwsze, kupiłem 200ml i gapię się, bo jest, kurwa, gigantyczny. Naprawdę wydaje się dużo większy, na oko dawałbym mu 300ml xD Po drugie, psika fajną delikatną mgiełką, ale jest ona bardzo mała i wypuszcza mało soku. Nie wiem czy to wina mojej konkretnej flaszki, czy to cecha Bossa, ale dlaczego jest to dla mnie takie kluczowe dowiecie się na koniec.

    Otwarcie jest bardzo alkoholowe, nie powstydziłyby się go marketowe produkcje za 15zł. Jak odparuje wódeczka zaczyna nam ładnie grać na nosie kompozycja cytrusowa, pachnąca całkowicie przyjemnie i naturalnie oraz zielone jabłko, pachnące całkowicie tak jak się wszyscy spodziewamy po słowach “zielone jabłko”, ale jeszcze nie tak źle jak po “zielone jabłuszko”. Pewnie zaraz wyleziecie z widłami na mnie, ale co mi tam; po otwarciu jest tutaj charakterystyczny akord znany z: AdG, gdzie gra główną rolę, Versace PH, gdzie jest tylko w tle oraz w każdym klonie AdG, gdzie jest maksymalnie wyeksponowany. Prawdopodobnie jest to jakaś kombinacja cytrusów, drewna i przypraw, ale nie umiem nigdy znaleźć składowych, mimo że czuć każdy składnik z osobna.

    Następnie razem z tym magicznym “akordem AdG” wskakuje drewno, geranium, trochę imbiru i trochę ziemistości z wetywerii, aczkolwiek jeszcze na tym etapie nie czuć że to wetyweria. Jak się przegryziemy przez serce, stopniowo znikają wszystkie cytrusy, zostaje tylko geranium i drewno, a wetyweria pachnie już w całości wetywerią. Całość kompozycji od początku do końca przez to jest cytrusowa oraz sprawia wrażenie świeżej. To jest mieszanka świeżaka z zapachem kolońskim (cytrynowym kolońskim), ale w sumie pachnie fajnie. Nie są to też żadne wyżyny perfumiarstwa, żeby nie było żadnych wątpliwości. Po prostu sobie jest i pachnie okej.

    Tutaj były na razie tylko dwa dni testów, bo jestem dość niecierpliwym człowiekiem. Zrobiłem 8 strzałów, trzymał około pół godziny w projekcji i dwie godziny na skórze. Poprawiłem 10 strzałami i to samo. Jest po tym czasie coś tam delikatnie wyczuwalnego na skórze, ale naprawdę trzeba szurać nosem żeby znaleźć.

    Na tym etapie kolejnego dnia stałem się [ROZSIERDZONY], bo atomizer mi psika jakbym miał w rękach coś nuklearnego pokroju T-Reksa, a sok jest taki że można pić śmiało i nic się nie stanie, bo to sama wóda. I co ja mam z tym zrobić? Psikać 15 razy w nadziei że tym razem siądzie? Co za absurd, po dwóch dniach testów jestem już po 60 strzałach i nawet ubytek widać xD Dam mu jeszcze szansę w lato, ale nie wróżę sukcesów.

    Le Beau

    Nie lubię ulepów. Nie lubię ulepów. Nie lubię ulepów.
    to słowa, które powtarzam przed psikaniem się Le Beau. Jest słodki, nawet dość mocno. W sumie to jest ulepem, ale bardzo nie chcę tego przyznać.

    Mógłbym się tutaj rozpisywać o tym, że są tutaj głowa-serce-baza, ale to gówno prawda. Jest tutaj otwarcie oraz cała reszta. W otwarciu jest trochę cytrusowego klimatu (nie przypomina mi to bergamotki, która jest na Fragrze), kupa kokosa i trochę tonki. Jak się otwarcie skończy, czyli po jakichś maksymalnie 10 minutach, Le Beau zamienia się w nieustającą walkę nuklearną kokosa i tonki. One się nawet nie biją, one się po prostu napierdalają. Gdzieś tam mam wrażenie, że znajduje się jakaś jaśminowo-drewniana nuta. Moim zdaniem jest tu sporo więcej rzeczy i nie umiem ich nazwać, ale może to tylko promieniowanie z pola walki. Mimo tej całej agresywności, całość kompozycji jest naprawdę bardzo kremowa, a sam kokos pachnie jakby był takim świeżym zielonym kokosem zmielonym w całości - ma oleisto-drzewny, lekko cierpki aromat.

    Nie znam drugiego takiego zapachu, ale żeby najlepiej zobrazować jak on pachnie powiem tak: wyobraźcie sobie cudowne dziecko Erosa z Cool Water Intense, które leży w kokosowej kołysce. Pachnie bardzo słodko i uwodzicielsko, a jednocześnie świeżo i czysto. Z całą pewnością jest to też crowd pleaser. Nie umiem tego lepiej opisać i to musi wam wystarczyć.

    Projekcja i trwałość dość fajne, nawet mnie lekko zdziwiły. Przez około 5 godzin projektuje i to dość agresywnie, z godzinkę lekko, a kolejne 3-5 siedzi na skórze. Używałem 6 strzałów (i planuję raczej zmniejszyć niż zwiększyć). Mi się ten wynik podoba.

    Podsumowanie
    Mam wrażenie, że w Bossie zaszła jakaś reformulacja, bo wszystkie ostatnie komentarze potwierdzają niestety moje obserwacje. Sam zapach jest naprawdę w porządku, cytrusowo-kremowy i dość przyjemny. Gdyby ktoś mi go dał w ciemno do wąchania, to bym uznał że to Perry Ellis albo inny klon AdG “z twistem”. Mimo wszystko, przy tej cenie uważam jego parametry za plucie klientowi w twarz. Nie zwykłem mówić, że to deszcz, zatem z całego serca nie polecam i nie pozdrawiam Hugo Bossa.

    O Le Beau nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa. Prosty, pachnie, działa, trzyma długo i jest w przyzwoitej cenie. Strong buy i jak na razie jest to mój ulubiony z domu kadłubków.

    Wyniki testów są całkowicie odwrotne niż sądziłem - to Boss miał mi się spodobać, bo jest w “moich klimatach”, a nie ulep od JPG. Dalej twierdzę, że The Fragrance Apprentice ma jednak dobry gust, a ten Boss padł ofiarą kościoła. Ku chwale pachnącego hobbita.

    #perfumy #perfumychacharskie #sladamipachnacychjutuberow
    pokaż całość

    źródło: niepaczsietuniczniema.png

  •  

    Cześć mireczki, szukam odlewek takich:
    cała seria Artisan od John Varvatos
    Zoologist Bat (New Bat)
    Zoologist Beaver
    Zoologist Elephant
    Zoologist Rhinoceros
    #perfumy

  •  

    Parę miesięcy temu kupiłem sobie odlewkę Swiss Arabian Shawq i się w nim prawie od razu zakochałem, od pierwszego psiknięcia. Dość szybko kupiłem flakon, opisywałem go w teście klonów Aventusa. Po tym czasie dalej uważam, że te Shawq to zwyczajny “bang for the buck”, czyli zdecydowanie swoją jakością przewyższa cenę. W związku z tym, postanowiłem kupić sobie od Swiss Arabian dwa blindy - Kenzy oraz Raaqi, bo tak jak Shawq, kosztowały 50zł.

    Zatem do dzieła.

    Swiss Arabian Raaqi
    Od samego psiknięcia czuć tutaj wyraźnie klonowanie Azzaro Wanted. Bardzo intensywne tonka, jabłko i cytryna absolutnie dominują otwarcie na początku i dopiero po chwili czuć lawendę, kardamon, jałowiec i imbir. Otwarcie bardzo mocno się mieni, przynajmniej moim zdaniem. Nie wiem czy to wina alkoholu i jego parowania, czy tak miało być, ale jak zawieje wiatr to możemy poczuć coś innego albo zapach będzie zdominowany czymś innym. Jak już to otwarcie się uspokoi, przechodzimy nieco “głębiej” i dołączają słodkie nuty żywiczne i nieco drewnianych akcentów, być może troszeczkę tytoniowych.

    W odróżnieniu od oryginalnego Azzaro Wanted, ja nie wyczuwam tutaj czegoś charakterystycznego, bardzo słodko-dziadowego, co zbiera mi na wymioty. Jednak mimo wszystko, w odróżnieniu od Shawq, Raaqi jest zwyczajnym klonem bez żadnego twistu. Ja osobiście tej kompozycji nie lubię, Raaqi podoba mi się nieco bardziej niż Azzaro Wanted, ale dalej to nie jest to, czego szukam.

    Projekcja jest tutaj ponadprzeciętna, szczególnie w pierwszej fazie zapachu. Jeśli chodzi o trwałość, to ja mu daję około 8 godzin na skórze, z czego przez pierwsze 3 siedzi mocno i projektuje.

    Swiss Arabian Kenzy
    A tutaj zacznę może tak: piszę te swoje dyrdymały już jakiś czas i pewnie część zauważyła, że nie piszę nic o żadnych gourmandach. Zasadniczo nie lubię perfum ‘do jedzenia’, zwykle mnie od nich mdli i mam ochotę je zmyć. Po wykonaniu pierwszego psiku Kenzy miałem ochotę… lizać rękę, bo tak zajebiście pachnie. Sam zdziwiłem się bardzo. W dużym skrócie, jest to raczej kwaśna, bliskowschodnia sałatka owocowa posłodzona syropem waniliowym. Przypomina też niektóre gumy do żucia z nadzieniem kwaśno-owocowym.

    Sam zapach jest liniowy w swojej nieliniowości - tak jak Raaqi, postanawia się mienić kolorami i stroszyć piórka i w ogóle, natomiast robi to bardziej zgrabnie. W otwarciu mamy schowane wszystkie cytrusy, czyli pomarańczę, cytrynę i bergamotkę. W sercu winogrona, granat, morele i figę. I wiecie co? To wszystko czuć. Baza jest tutaj dość stała, składa się z piżma, wanilii i bursztynu i biorąc pod uwagę jak bardzo się nie zmienia profil tego “tła” możnaby porównać tę bazę do sceny, po której tańczą owoce przez cały czas trwania zapachu. Całość perfum jest lekko słodka, ale nie jest przesadnie słodka. Kenzy, mimo bycia uniseksem, moim zdaniem bardziej skręca w damską stronę, bo ma w sobie owocowe zapachy znane z kosmetyków albo balsamów do ust.

    Projekcja sporo mniejsza niż Raaqi, na pewno mniej wybuchowa. Trwałość niestety też gorsza, bo mi po dwóch testach udało się wykrzesać zaledwie 6 godzin na skórze i 3 projekcji, ale to dalej dobry wynik.

    Podsumowanie
    Jakość zdecydowanie przewyższająca cenę, tak jak w przypadku niektórych Lalique. Szczególnie w cenie 50zł dostajemy naprawdę przyzwoitej jakości produkt. nie chodzi mi o “przyzwoitą jakość jak za 50zł” tylko o “przyzwoitą jakość” i kropka. Jestem przekonany, że gdyby kosztowały 200zł i miały na sobie napis ‘Capo Banane’ szły by jak ciepłe bułeczki, a zwyczajni ludzie zachwycali, że wreszcie coś na nich siedzi.

    Z owocowej serii do sprawdzenia został mi jeszcze Mutamayez. Na razie jestem bardzo zadowolony z wyników tych tanioszek od Swiss Arabian i zastanawiam się czy po owocowej przygodzie ze Swiss Arabian nie garnąć się również na przygodę Shaghafową. Żałuję tylko, że Raaqi to zupełnie nie mój cyrk, bo gdybym lubił Azzaro Wanted, to pewnie by mi pasował.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: images.theconversation.com

    +: axton77, O....r +16 innych
  •  

    A co dzisiaj z racji słonecznej niedzieli pachnie u mireczków i mirun? Ja dzisiaj zarzuciłem Lalique White.

    Kupiłem go kiedyś w ciemno, nie spodobały mi się trzy testowe strzały i zostawiłem go na dnie szafy. Ba, nawet rozważałem go sprzedać. Postanowiłem dzisiaj, w ramach wypełniania noworocznych postanowień, dziabnąć globala i mogę śmiało powiedzieć, że to jednak fajny zapach. Pachnie trochę klasycznie męsko, biało, może jak pianka do golenia z dużą ilością cytrusów. Czym dłużej na skórze, tym mniej cytrusowy i coraz bardziej kremowy. Otwarcie przypomina mi troszkę Eau Sauvage Parfum, ale dużo prostsze i bardziej cytrusowe.

    #sotd #perfumy
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

    +: J.........a, Kondzio21 +8 innych
  •  

    Coś się zepsuło i mnie nie było słychać, ale czas najwyższy napisać coś nowego. Kupiłem sobie dwa blindy od Rasasi - Shuhrah Pour Homme oraz Nafaeis Al Shaghaf Pour Homme. O tych dwóch można powiedzieć śmiało dwie rzeczy: są do siebie bardzo podobne i mogłyby być flankerami; nie jest to typowe Rasasi klonujące kogoś, a ich oryginalna kompozycja.
    Na początku kupiłem sobie Shuhrah (bo było tańsze), ponosiłem je kilka razy i po przeczytaniu informacji w necie stwierdziłem, że jednak chcę spróbować jeszcze Shaghafa. To w sumie tyle słowem wstępu, a teraz czas na konkrety.

    Rasasi Shuhrah Pour Homme
    Od samego początku można śmiało powiedzieć, że są to wyraziste i mocne perfumy. W otwarciu wręcz uderza nas po nosie róża, frezja, jaśmin i… liść pomidora. To nie jest żart, jest obrzydliwy. Na szczęście wyczuwalny jest tylko na skórze, ale zostaje z nami dość długo. W ogóle otwarcie trwa tutaj długo, bo spokojnie około pół godziny. Po tym czasie z zapachu stopniowo znika ten liść pomidora i frezja, a wchodzi coraz więcej róży i jaśminu. Do tych dwóch dołącza dużo drewna, aczkolwiek bardzo dużo dziwnego drewna, bo raz pachnie jak oud, raz jak brzoza, raz jak ISO-E. Potem stosunek tego drewna do kwiatów lekko się zmienia i drewno coraz bardziej wychodzi do przodu, wchodzi na scenę też piżmo, a kwiaty stopniowo przygasają. Na sam koniec pojawia się tutaj skóra, ale nie jest ona wcale dominująca ani głośna, a na pewno nie względem całej reszty kompozycji.

    Jak już wspominałem, są to bardzo wyraziste i mocne perfumy. Zarówno pod względem kompozycji, jak i parametrów. Cztery strzały stanowczo wystarczają mi na 6h ciągnięcia za mną ogona i praktycznie reszty dnia na skórze. Zdarzało mi się go wyczuć następnego dnia jak tylko woda z prysznica uderzyła o skórę.

    Rasasi Nafaeis Al Shaghaf Pour Homme
    Nafaeis Al Shaghaf zwany był kiedyś Shaghafem i przeszedł reformulację - z tego co udało mi się znaleźć, nie wpłynęła ona zbytnio na zapach, ale na jego parametry.
    W odróżnieniu od Shuhrah, tutaj w otwarciu zdecydowanie wyczuwalny jest alkohol i nie czuć tutaj takiej mocy, ale wstydu dalej nie ma. Te perfumy są bardzo liniowe. Do tego stopnia, że rzeczywiście nikt nie podaje rozróżnienia na nuty głowy, serca i bazy. Czy to prawda? Trochę tak, a trochę nie. Ja na przykład po pewnym czasie nie mogę znaleźć tutaj owocowych nut, które są tutaj na początku, a i wanilia wyczuwalna jest dopiero po jakimś czasie. No ale co tutaj jest jeszcze poza wanilią i owocami? Ano róża, ylang-ylang, tonka, skóra, piżmo i drzewo sandałowe. Głównymi bohaterami tutaj znów jest różana kompozycja kwiatowa, piżmo i drewno. Skóra jest tutaj na ostatnim planie.

    Tutaj sama moc zapachu jak i projekcja są sporo mniejsze, co wcale nie oznacza, że są beznadziejne. Sześć strzałów starcza mi na 5h i nawet coś tam projektuje, a na samej skórze złapie jeszcze ze trzy.

    Podsumowanie
    Zapachy są podobne do siebie, mimo że są inne. Mają ogrom wspólnego DNA, jednocześnie dużo różnic, które decydują o ich wyjątkowości i zupełnie innym charakterze. Shuhrah jest zapachem ciężkim, raczej na zimniejszą pogodę czy też po prostu wieczornym. Sprawia wrażenie bardziej wytrawnego. Shaghaf za to ma w sobie pewien powiew radości, świeżości i młodości, być może za sprawą tonki. Shuhrah kompozycyjnie przypomina mi klimaty Caron Yatagan czy Kourosa, tylko w zupełnie nowoczesnym wydaniu. Shaghaf za to przypomina mi klimatem Rive Gauche, czy też niektóre pianki do golenia i pachnie zdecydowanie bardziej klasycznie męsko.

    Jeśli miałbym wybrać lepszy, to znów miałbym problem. Shaghaf podoba mi się zdecydowanie bardziej kompozycyjnie, natomiast Shuhrah go przyćmiewa parametrami (i ceną) w dość znaczący sposób.

    Obu nie polecam na blind buy, bo nie są to zapachy najłatwiejsze i są to raczej dość skomplikowane kompozycje. Jeśli jednak ktoś jest zdeterminowany, albo lubi mocne, charakterystyczne kompozycje z dawnych lat, bardziej polecam Shuhrah z uwagi na jego moc i cenę.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: icosiejopisznanazweplikumalociinformacjiwzyciu.JPEG

  •  

    Wiem, że moda na Zoologisty się skończyła, ale ktoś sprzedaje próbki za grosiki i to może być fajna okazja, żeby poznać chociaż kilka z tych ekscentrycznych śmierdzieli.

    https://allegrolokalnie.pl/oferta/zoologist-probki-2ml

    #perfumy

  •  

    Dzieńdoberek. Jaki dzisiaj zapach w gniazdku? Ja kontynuuję proces myślowy "czy ten zapach mi się właściwie podoba?" i dzisiaj wleciało Moschino Toy Boy.

    #sotd #perfumy

    źródło: fourstateshomepage.com

  •  

    #perfumy #rozbiorka #rozbiorka2137 #rozbiorka42069
    Zapraszam na straganik. Sporo zapachów z raczej niższej półki, ale jest kilka nieco droższych. Wszystkie odlewki kupowane od mireczków, a flakony głównie na promocjach (chyba że po pijaku), więc ceny powinny być raczej w porządku. Dla chętnych porobię zdjęcia i wyślę. Gdyby były jakieś inne wąty, to też piszcie. Wszystkie zamówienia proszę wpisywać w komentarzach, to będzie łatwiej kontrolować.

    Wysyłka 13zł paczkomat. Jak zamawiacie coś na rozbiórce u @dradziak, to dawajcie znać - połączymy paczki i będzie taniej.

    Odlewki:
    O1 Adnan B. Noir 9.70ml 12.00 zł
    O2 Al Haramain l'Aventure 8.10ml 14.00 zł
    O3 Ard Al Zaafaran Dar Al Hae Men EDP 7.20ml 12.00 zł
    O4 Armaf Bucephalus NO. XI 9.70ml 18.00 zł
    O5 Armaf CDNIM EDP 8.90ml 19.50 zł
    O6 Armaf CDNIM EDT 9.50ml 15.00 zł
    O7 Armaf Tag Him 9.20ml 11.50 zł
    O8 Armaf Tag Him Prestige 9.20ml 12.00 zł
    O9 Bentley Beyond The Collection Majestic Cashmere 3.20ml 18.50 zł
    O10 Bentley For Men Azure 9.60ml 11.50 zł
    O11 Bentley For Men Black Edition 9.60ml 13.00 zł
    O12 Caron Yatagan 9.70ml 14.00 zł
    O13 Davidoff Zino 9.10ml 5.00 zł
    O14 Franck Olivier Black Touch 9.20ml 12.00 zł
    O15 Hanae Mori HiM 9.70ml 14.00 zł
    O16 Hermes Voyage Parfum 9.20ml 26.00 zł
    O17 Jaguar Classic Red 9.80ml 6.50 zł
    O18 Jil Sander Sun Men Summer 2020 2.20ml 4.00 zł
    O19 Just Jack Oud Oak 9.20ml 11.50 zł
    O20 Lalique Lion 9.90ml 10.50 zł
    O21 Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver 9.50ml 11.00 zł
    O22 Nikos Sculpture Pour Homme 7.00ml 6.50 zł
    O23 Nivea Eau De Toilette 8.90ml 26.50 zł
    O24 Rasasi Al Wisam Day Men 8.80ml 14.00 zł
    O25 Rasasi Zebra 8.90ml 24.00 zł
    O26 Versace Eros EDP 8.40ml 13.00 zł
    O27 Yves Saint Laurent Kouros 9.60ml 24.00 zł
    O28 Zoologist Civet 4.40ml 28.00 zł
    O29 Zoologist Moth 4.60ml 48.00 zł

    Flakony:
    F1 Davidoff Adventure 80.00ml 60.00 zł
    F2 Jaguar For Men Evolution 95.00ml 45.00 zł
    F3 Jaguar Pace 99.00ml 37.00 zł
    F4 Perry Ellis Red 360 95.00ml 65.00 zł
    F5 Yves de Sistelle Writer 99.00ml 50.00 zł
    F6 Yves de Sistelle Writer Gold 99.00ml 50.00 zł
    F7 Yves de Sistelle Writer White 99.00ml 50.00 zł
    F8 Zara Vibrant Leather 59.00ml 30.00 zł

    Sorry, że kilka razy, formatowanie :(
    pokaż całość

    •  

      Zostało

      Odlewki:
      O1 Adnan B. Noir 9.70ml 12.00 zł
      O2 Al Haramain l'Aventure 8.10ml 14.00 zł
      O3 Ard Al Zaafaran Dar Al Hae Men EDP 7.20ml 12.00 zł
      O4 Armaf Bucephalus NO. XI 9.70ml 18.00 zł
      O5 Armaf CDNIM EDP 8.90ml 19.50 zł
      O6 Armaf CDNIM EDT 9.50ml 15.00 zł
      O7 Armaf Tag Him 9.20ml 11.50 zł
      O8 Armaf Tag Him Prestige 9.20ml 12.00 zł
      O9 Bentley Beyond The Collection Majestic Cashmere 3.20ml 18.50 zł
      O14 Franck Olivier Black Touch 9.20ml 12.00 zł
      O17 Jaguar Classic Red 9.80ml 6.50 zł
      O19 Just Jack Oud Oak 9.20ml 11.50 zł
      O22 Nikos Sculpture Pour Homme 7.00ml 6.50 zł
      O23 Nivea Eau De Toilette 8.90ml 26.50 zł
      O28 Zoologist Civet 4.40ml 28.00 zł
      O29 Zoologist Moth 4.60ml 48.00 zł

      Flakony:
      F1 Davidoff Adventure 80.00ml 60.00 zł
      F2 Jaguar For Men Evolution 95.00ml 45.00 zł
      F3 Jaguar Pace 99.00ml 37.00 zł
      F4 Perry Ellis Red 360 95.00ml 65.00 zł
      F5 Yves de Sistelle Writer 99.00ml 50.00 zł
      F6 Yves de Sistelle Writer Gold 99.00ml 50.00 zł
      F7 Yves de Sistelle Writer White 99.00ml 50.00 zł
      F8 Zara Vibrant Leather 59.00ml 30.00 zł
      pokaż całość

    •  

      @ChacharZWarszawy: > Armaf Tag him 9.20ml 11.50zł

      źródło: policja.pl

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    A wy co? Dalej przepłacone książki od Zoologista zamiast Baśni 1000 i 1 Nocy?

    #perfumy

    źródło: D5F976C6-34D9-472C-9B07-4B112D4DBF43.jpeg

  •  

    Żeby kontynuować chociaż trochę tematycznie a jednocześnie odnieść się do przepięknego śniegu za oknem, dzisiaj pogadamy se o kolejnym zapachu od Jil Sander - Ultrasense White. Trochę się wstrzymywałem z napisaniem tego, bo zapach nie jest już produkowany i bałem się, że mi tani flakon z allegro sprzątniecie sprzed nosa. A teraz już mogę, bo nie dość że już mam, to jeszcze się nowy rzut pojawił.

    Tak że tego: w samym otwarciu czuję po kolei dużo fiołka, tonki i bergamotki. Jest tylko troszeczkę alkoholowe i trzeba wsadzić nos w rękę, żeby ten alkohol wyczuć, ale da się. Otwarcie nie trwa długo, bo około 10 minut, natomiast schodzi bardzo stopniowo. W miarę upływającego czasu znika całkowicie bergamotka, jest z nami mniej fiołka, ale za to pojawia się cedr i piżmo. Od tego momentu te perfumy pachną praktycznie tak samo i tym zapachem raczymy otoczenie. Na skórze daje się jeszcze wyczuć charakterystyczną słodką lepkość bursztynu i labdanum, ale nie dają się one we znaki.

    Jeśli chodzi o trwałość, to jak wszystko z domu Jil Sander - 3-4 godziny i elo. Projekcja tutaj natomiast jest moim zdaniem lekko gorsza niż przy Sun Men i flankerach - ten konkretny sprawia wrażenie bliskoskórnego tylko i wyłącznie.

    Sama kompozycja zapachowa nie jest zbyt oryginalna i może trochę przypominać marketową, albo piankę do golenia, ale pachnie dość świeżo, pudrowo i kwiatowo. Ma w sobie jakiś urok który powoduje, że jednak przyjemnie się to wącha i daje poczucie świeżości i czystości, a jednocześnie mimo słabych parametrów, jakość składników w kompozycji jest naprawdę przyzwoita. Jeśli ktoś kiedyś tworzyłby męskie mleczko do opalania, to prawdopodobnie właśnie tak by pachniało.

    Moim zdaniem ciekawa alternatywa dla mainstreamowych psikaczy i jeszcze ciekawsze psikadło na siłkę z uwagi na cute little mały poręczny flakonik 60ml.

    #perfumy #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: audi.com

  •  

    Czy komuś jeszcze Musk Deer pachnie żelkami kolowymi? Siedzę i od godziny próbuję się wyzbyć tego wrażenia, ale widzę tylko Haribo przed oczami (╯︵╰,) #perfumy

  •  

    Wyciekło video z procesu technologicznego Yves de Sistelle. Polecam, bo naprawdę mocne.

    #perfumy

    źródło: yves-de-sistelle.gif 18+ (2.01MB)

  •  

    Szczęść, borze. Z racji Święta Trzech Króli opisuję trzy zapachy - Jil Sander Sun Men, Sun Men Summer, Sun Men Fizz. Wszystkie trzy to zapachy lekkie i letnie. Pierwszy z nich znany na tagu dość dobrze, pozostałe dwa niekoniecznie.

    Sun Men
    Zaczyna się trochę alkoholowo, ale chyba najmniej z całej trójki. Otwarcie pachnie kwiatem bergamotki i bergamotką, oraz raczej sporą ilością rozmarynu. Do tego są tutaj jakieś nuty kwiatowo-wodne - nie umiem ich nazwać, ale pachnie ładnie. Potem do akcji dołączają kardamon, gałka muszkatołowa, kupa piżma i drzewo sandałowe. Mimo dość ziołowej kompozycji, perfumy są lekkie, świeże i delikatne, a jednocześnie męskie. Być może korzystają z lekko oklepanych schematów i pachną dość “typowo męsko”, ale zupełnie to w nich nie przeszkadza.

    Sun Men Summer
    Lekko alkoholowy na początku i przypomina zapach tych skurwysynów białych landrynków co nikt nie wie czy smakowały migdałem, ananasem czy fiutem, ale wszyscy ich nienawidzili. W miarę odparowywania alkoholu otwarcie jest bezlitośnie dominowane przez cyprys i jałowiec. Jeśli jest tutaj jakaś mandarynka albo jabłko, to ja ich nie czuję. Po otwarciu pojawia się lawenda i stopniowo coraz więcej i więcej drewna, a następnie tonka. Całość pachnie lekko słodko, cały czas czuć kupę jałowca i cyprysu. Miejscami pachnie jak skóra, miejscami jak dętka, miejscami jak kulki na mole. Przedziwny zapach na skórze, lekko mieniący się, ale projektuje głównie lawendą. Moim zdaniem pachnie bardziej damsko niż męsko.

    Sun Men Fizz
    Dość alkoholowe otwarcie z zielonym jabłkiem, czyli totalny jabol przez pierwsze 10 sekund i to bez żartów. Jak alkohol odparuje, to mamy raczej otwarcie właściwe - zielone jabłko (lekko syntetyczne, ale ujdzie), kupę szerokopojętych nut wodnych i kardamon. Do otwarcia potem dołącza kwiat pomarańczy i ambra, ale też delikatnie i nieagresywnie. Stopniowo zaczyna znikać kardamon i część nut wodnych, a na samym końcu na skórze czuć słodką żywicę/bursztyn, wanilię i trochę paczuli. Paczuli jest na tyle mało, że wyczułem ją dlatego, że przeczytałem że jest. Jakbym nie przeczytał, to bym nie wyczuł. Samo jabłko utrzymuje się stosunkowo długo, bo prawie do samej bazy, więc jeśli ktoś jest bardzo uczulony na syntetyczne zapachy, to nie jest dobry wybór.

    ---

    Wiem, że to dość słaby okres na testowanie letnich perfum i prawdopodobnie w lato może być inaczej, ale trwałość jest mocno taka sobie - każdy z nich ma na mnie praktycznie takie same parametry, czyli 3 do 4 godzin. W tej cenie to nie ma dramatu zdecydowanie, ale mogłoby być nieco lepiej. Projekcja jest w każdym taka sama - są to perfumy siedzące raczej blisko człowieka, a overspraying jest raczej bezpieczny i podbije nam trochę czas życia zapachu.

    Przyznam szczerze, że jestem zaskoczony jak bardzo równe względem siebie są te perfumy - żadne nie odstają parametrami, nie są agresywne i każdy jest (stosunkowo) crowd pleaserem. Nie wiem czy to celowy zabieg ze strony Jil Sander, błąd mojego pomiaru czy wypadek przy pracy, ale trochę mi to zaimponowało. Żeby nie było zbyt różowo, Sun Men i flankery są też tak naprawdę stosunkowo nudne - to jest raczej taki bezpieczny wybór jak nie ma się pomysłu na nic innego i jest bardzo mała szansa, że staną się czyimiś perfumami życia - ale warto je poznać.

    Ja najbardziej lubię oryginał, potem Fizza, a na końcu Summer. Summer lekko odstaje pod względem jakości zapachu, bo jest taki bardziej kosmetykowy i spodziewałbym się takiego zapachu po kremie, ale wcale nie pachnie źle i można się psikać od biedy, chociaż chyba lepiej nie kupować.

    #perfumy #perfumychacharskie #zlotowkaodnotinozawpis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Kiedy polecam jakieś swoje ulubione #perfumy mireczkowi z tagu:

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Sporo się w tym roku nauczyłem, sporo pieniędzy przepierdoliłem, ale najważniejsze że dobrze się bawiłem. Tak mi się wydaje. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zrobiłem gównowpis, gdyby kogoś interesowała moja tegoroczna 4-miesięczna przygoda i ukochane zapachy chacharskie.

    Zapachy, które mnie totalnie uwiodły (kolejność przypadkowa):
    1. Armaf CDNIM Limited Edition
    Chyba najbarwniejszy i najgładszy klon Aventusa. Niektórzy twierdzą, że pachnie jak stary Aventus. Ja tego nie wiem, ale dla mnie pachnie bardzo ładnie i siedzi dłużej niż Aventus. Jakość zdecydowanie przewyższająca cenę.
    2. Bentley Absolute
    Dla mnie pachnie jak świeżo ścięta dojrzała sosna, ciepło, żywicznie. Parametry takie se, ale zapach świetny. Trochę też nie pachnie jak perfumy, bo pachnie jak, no, deska.
    3. Bond No. 9 Bleecker Street
    Skórzany świeżak, który siedzi cały dzień na człowieku. Bardzo specyficzny, projektuje delikatnie ale dość długo. Oryginalny i w pewnym sensie przełamujący schematy świeżaków.
    4. Zoologist T-Rex
    Absolutny morderca, który nie bierze żadnych jeńców. Kadzidłowy, dymny, wędzony, skórzany, krwawy, mocny, o prehistorycznych parametrach. Plotka głosi, że przeciętna butelka T-Reksa jest jak żółw i żyje dłużej od posiadacza. Po pierwszych paru globalach (zresztą każdy strzał T-Reksem to global) mi się nie podobał przesadnie, ale z czasem zakochiwałem się w nim coraz bardziej. Obecnie jest chyba jednym z najczęściej używanych przeze mnie zapachów.

    Honorowe wyróżnienia:
    1. Mercedes-Benz Cologne - za żywą, świeżą cytrynkę i przyzwoite parametry.
    2. Hermes Eau De Citron Noir - za to samo (oczywiście mowa o cytrynie, a nie o parametrach xD), ale jeszcze lepiej. Generalnie wszystkie Hermesy które wąchałem mają słabe parametry, ale jakość cytrusów w nich jest po prostu nieziemska.
    3. Jil Sander Sun Men - za bycie lekkim przyjemniaczkiem w niskiej cenie, którym można się zlewać.
    4. La Rive Acqua La Rive - za bycie lepszym klonem AdG od Perry Ellisa i cenę jednego Chrobrego.
    5. Seria Encre Noire - za świetne zapachy i przyzwoite parametry. Spokojnie mogłyby być warte 2-3x więcej, a i tak bym kupił. O flakonach i korkach nie wspominając, bo też są śliczne.
    6. Davidoff Cool Water Intense - za wyciągnięcie ulubionego zapachu mojego dzieciństwa do przyszłości i poprawienie parametrów. Jest inny, ale taki sam. Coś jak Łada z 1.9tdi i klimatyzacją - dalej Łada, ale jakoś tak przyjemniej.
    7. Giorgio Armani Eau De Cedre - za maksymalne wygładzenie i ułożenie z zasady dość trudnych i szorstkich nut.

    Dałem się zrobić w bambuko:
    1. Cyrus/YdS Writer - każdy flakon pachnie inaczej, aż żal marnować czas i szukać tego właściwego. Ale za to bawiłem się wyśmienicie xD
    2. Perry Ellis 360 Red - łałałiła taki wspaniały klon AdG, szkoda tylko że ledwie podobny.
    3. Just Jack Tobbaco Leaf - syntetyczna wanilina aż wybija z korka, ale projektuje lepiej niż mekekeke po 0.7.

    Osiągnięcia:
    1. Udało mi się znienawidzić kościół reformulacyjny w kwartał.
    2. Umiem więcej niż mniej stwierdzić po “składzie” czy dane perfumy mi podejdą czy nie. Nie zawsze mam rację, ale szansa wypada nieco lepiej niż 50% xD
    3. Udało się zidentyfikować ulubione nuty zapachowe - drzewne, wodne, cytrusowe, skórzane, kadzidlane.
    4. Zakupiłem 69 (nice) odlewek i 32 flakony. Sprzedałem jedną odlewkę i dwa odpsiki za łączną sumę 23zł. Zawsze miałem łeb do interesów. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    5. Kupiłem więcej klonów Aventusa niż to przyzwoite, a zapas CDNIM Limited mam do końca życia xD

    Nie udało się:
    1. Powąchać wszystkich Zoologistów.
    2. Oszczędzać pieniędzy.
    3. Dostać loda na Tinderze po spryskaniu się CDNIM.

    2021 TODO:
    1. Powąchać wszystkie Zoologisty. Może nie wszystkie są warte kupowania flakonu, ale powąchania na pewno, bo to strasznie specyficzne zapachy są.
    2. Ponosić po dwa globale perfum, które średnio spodobały mi się na łapie. Może będzie lepiej, albo mi się gust rozwinął. Nadzieja umiera ostatnia.
    3. Posprzątać i sprzedać niechciane zapachy.
    4. Nie kupować niczego przez chociaż tydzień.

    A u Was też jakieś postanowienia noworoczne perfumiarskie? Na czym najbardziej udupiliście w tym roku?

    No i oczywiście serdeczne podziękowania dla tagu #perfumy, który nie dość że pozwala na wspaniałe kultywowanie uzależnienia, to jeszcze wspiera w kupowaniu więcej. Pewnie gdyby nie tag, to bym się do końca życia Cool Waterem albo niebieskim La Rivem pryskał.
    pokaż całość

    źródło: blasty.pl

  •  

    Dzień dobry, witam Państwa bardzo serdecznie w moim wielkim teście klonów Aventusa. Tym działem zainteresowałem się od kiedy w ręce wpadł mi flakon Zary Vibrant Leather z 2018 roku. Zacząłem od totalnie dupy strony, bo ta Zara nie ma w sumie zbyt dużo wspólnego z Aventusem, ale dla mnie pachnie świetnie. Od momentu poznania VL nakupowałem trochę soku, który porównywałem z Creedem Aventusem z 2019 roku. Tyle słowem wstępu.

    A zaopatrzyłem się w takie klony:
    1. 2020 Armaf CDNIM EDT
    2. 12/2019 Armaf CDNIM EDP
    3. 10/2020 Armaf CDNIM Limited Edition (Parfum)
    4. Al Haramain l’Aventure
    5. 03/2020 Rasasi Zebra
    6. 2018 Zara Vibrant Leather (120ml)
    7. 2020 Zara Vibrant Leather (60ml)
    8. Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    9. Swiss Arabian Shawq
    10. Adnan B. Noir
    11. Armaf Bucephalus no. XI

    Armaf CDNIM EDT
    Bardzo cytrynowe otwarcie, które znika dość szybko. Cytryna pachnie dość sztucznie i albo zostawia delikatny aromat chloru, albo przez samo skojarzenie ze sztuczną cytryną od razu czuję chlor. Po cytrynie przez chwilę przewija się bergamotka i jakieś owoce, ale dla mnie zupełnie nie pachnie to jak ananas. Pachnie cierpko i przyjemnie jednocześnie. Po otwarciu do głosu dochodzi brzoza i to dość sporo, a do tego powiedziałbym, że jakieś piżmowe akcenty, ale raczej delikatnie.

    Na mnie trwałość taka sobie. Siedzi i projektuje stosunkowo mocno około 3 godzin, ale potem znika dość nagle. Na ciuchach lepiej, ale też całego dnia nie wytrzymał. Legendy mówiły zdecydowanie co innego.

    Armaf CDNIM EDP
    Brak cytrynowego otwarcia z EDT, ale jedne z pierwszych słów, które można powiedzieć po psiknięciu to “jest moc”. Bo jest moc. Powiedziałbym, że otwarcie sprawia wrażenie, że jest 2-3x mocniejszy od swojego brata EDT. W otwarciu cytryna została zastąpiona czymś innym, tylko nie wiem czym - pachnie trochę rumiankowo-nagietkowo, czy jak ktoś woli - jakby ktoś naszczał. Zapach jest dużo bardziej liniowy od EDT, mniej się rozwija i zmienia, a samo otwarcie trwa duuuuuużo dłużej niż przy EDT, bo około godziny. Tutaj powiedziałbym, że już czuć ananasa, a jeśli to nie ananas, to na pewno coś owocowego i słodkiego. Tak jak w EDT, dochodzi później dużo brzozy, ale tutaj powiedziałbym że jeszcze więcej i czym dłużej EDP siedzi, tym jest jest więcej i więcej. W odróżnieniu od EDT, tutaj w drydownie wyraźnie czuć jaśmin i trochę paczuli.

    Trwałość bardzo dobra. Siedzi 8+ godzin i przez pierwsze 4 projektuje dość agresywnie, a potem stopniowo i dość równo przygasa. Na skórze wyczuwalny jeszcze długo, ale głównie “kwaśna” brzoza i paczula.

    Armaf CDNIM Limited
    Otwarcie bardzo podobne do tego z EDP, ale z małymi zmianami: jest dużo gładsze i sporo mniej “rumiankowo-nagietkowe”, a jednocześnie pojawia się cytryna. W odróżnieniu od EDT, ta cytryna nie pachnie sztucznie i jest dość przyjemna dla nosa. Czuć też tutaj wyraźnie bergamotkę i więcej owoców niż w EDT/EDP, ale dalej nie do końca przypominają mi one ananasa. Otwarcie tutaj również trwa około godziny, ale od samego początku jest bardziej stonowane i delikatne od bliźniaków. No i wpada brzoza - już w otwarciu ją czuć, a potem jest jej jeszcze więcej i dość przyjemnie i słodko siedzi na skórze. Zasadniczo na tym etapie Limited i EDP są bardzo podobne, ale Limited ma całkowicie zlikwidowaną szorstkość, dalej delikatnie czuć cytrynę (której nie ma w EDP), jest nieco słodki, a na skórze nie zostawia paczuli.

    Trwałość nieco lepsza niż EDP, ale może to tylko siła sugestii. Projekcja tutaj jest ciekawsza i istnieje prawie od początku do końca, a jednocześnie wcale nie jest agresywna. Przypomina mi trochę zapach podłączony do gniazdka ustawiony na jedynkę - czuć go tylko na wejściu i nie jest nachalny.

    Al Haramain l’Aventure
    Otwarcie okrutnie cytrynowe, cytryna niestety nie pachnie zbyt naturalnie, tak samo jak w CDNIM EDT. W odróżnieniu od reszty klonów, nie czuć tutaj brzozy, ale czuć tutaj dużo drewnianych nut czy też wręcz żywiczno-bursztynowych. Pachnie raczej dość liniowo od tego momentu, czyli jak cytryna z jakimś losowym składowiskiem drewna, niekoniecznie świeżego, bo miejscami ciągnie jakby oudem czy czymś. Ma lekki charakter Aventusowy, ale nie jest przesadnie podobny i jest zdecydowanie bardziej skupiony na drewnie i cytrynie niż czymkolwiek innym.

    Siedzi i projektuje 3-4 godziny, potem jeszcze złapie z godzinkę albo dwie bliskoskórności. Na samej skórze wyczuwalny nieco dłużej, ale głównie są to jakieś drzazgi i żywica.

    Rasasi Zebra
    Na samym początku czuć tylko alkohol i cytrynę. Jak odparuje wódeczka, to czujemy po kolei cytrynę, ananasa, pomarańczę, śliwkę, bergamotkę, jabłko. Cały kompot tu wrzucili, przynajmniej takie wrażenie to sprawia. Brzoza w Zebrze zastąpiona jest cedrem i to głównie jego, konwalię i jaśmin czujemy po otwarciu. Są też dość mocno piżmowo-ambrowe, tak jak CDNIM EDP. W drydownie przypominają Aventusa dużo bardziej, ale mają bardziej cytrusowego twista.

    Trwałości jeszcze nie doświadczyłem dłuższej niż trzy godziny, a starałem się. Zwykle godzinę poprojektuje, drugą posiedzi na skórze i koniec imprezy dziękuję dobranoc. Na ubraniu nieco lepiej, ale też powiedziałbym że wincyj niż 5 to nie wyciągnie.

    2018 Zara Vibrant Leather
    Ten Zapach jest wyjątkowy w swej prostocie, bo jest zupełnie inny niż cała reszta. Otwarcie dość alkoholowe, ale od samego początku delikatne, może lekko pudrowe. Pachnie też bardzo zielono i świeżo. W otwarciu czuć dużo bergamotki, cytrynę, a jak się trochę uspokoją, od razu czuć lekko ziemistego bambusa i chyba brzozę. Potem stopniowo zaczyna być czuć paczulę i coś drewniano-skórzanego, albo to drzewo sandałowe, albo jakaś skóra.

    Trwałość zdumiewająco dobra, bo na mnie siedzi spokojnie powyżej 6 godzin. Przez ~4 siedzi i projektuje, ale raczej dość delikatnie. Potem stopniowo coraz bliżej skóry, aż jest tylko bliskoskórny i czuję go tylko jak się wygrzeję w miejscu i poruszę.

    2020 Zara Vibrant Leather
    Otwarcie dużo dużo dużo bardziej alkoholowe, a jednocześnie bardzo cytrynowe. Pojawia się tutaj podobna ilość cytryny co w CDNIM EDT i niestety takiej samej jakości. Akcentów ziemistych brak i pachnie bardziej zielono. Bardziej przypomina coś pomiędzy 2018 Vibrant Leather a Vibrant Leather Summer. W drydownie bardzo podobna do “oryginału”, ale zdecydowanie mniej soczysta i wydaje się płaska. Naprawdę nie umiem tego inaczej opisać niż stwierdzeniem, że brakuje mu głębi, jakkolwiek poetycko by to nie brzmiało. Jest też dużo bardziej delikatny.

    Projekcja dość dobra i intensywna, szczególnie przez pierwsze pół godziny. Przez drugie pół godziny coraz bardziej wygasa i znika. Trzeciego pół godziny nie ma, zapachu też nie.

    Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    Tutaj też bardzo alkoholowe otwarcie, w którym wita nas ananas, jabłko i cytryna, niestety lekko cifowa. Potem wchodzi głównie brzoza i jaśmin. W drydownie dość podobny do Aventusa i tak jak Aventus zachowuje swoją owocowość po otwarciu, ale ma dość dużo drewna (nie tylko brzozy, ale raczej ogólnego drewna) i dość dużo akcentów skórzanych. Na skórze jest słodszy, jabłkowy, bardziej duszny i sprawia wrażenie lekko dymnego.

    Mimo bardzo alkoholowego otwarcia, nie siedzi beznadziejnie. Nie siedzi też dobrze. Trwałość około trzech godzin, czyli podobnie co CDNIM. Szkoda, bo ma swój wyjątkowy, dojrzały charakter.

    Swiss Arabian Shawq
    Otwarcie bardzo owocowe, bardzo ananasowe, porzeczkowe i słodkie, ale nie przesadnie. Przypomina trochę zapach skittlesów. Lekko syntetyczny na początku, z czasem pachnie coraz bardziej jak ananas. Jak owoce się uspokoją daje się wyczuć sporo brzozy i ambroksanu, a potem trochę żywicy i paczuli. Na skórze delikatnie ziemisty. Podobny do Aventusa w jakichś mocnych 20%, ale pachnie bardzo przyjemnie.

    Trwałość dobra, bo około 4-5 godzin. Na samej skórze łapie dodatkowe dwie. Projekcja na początku bardzo agresywna, owocowa i słodka, tak przez godzinę do dwóch, a potem siedzi raczej blisko człowieka, chociaż dalej zostawia za sobą ślad.

    Adnan B. Noir
    Chyba najbardziej odstająca pozycja tutaj. Otwarcie pozornie podobne do Aventusa, ale z dodatkiem zielonego jabłka zamiast ananasa. Cytryna nie pachnie tutaj sztucznie, ale nie jest jej też tutaj dużo. Po otwarciu pojawia się bardzo dużo drewna, lekko zatęchłego oudu, a na skórze pachnie jak Tormentiol. Bardzo małe podobieństwo do Aventusa, ale da się wyczuć miejscami te charakterystyczne nuty. Jak się trochę to drewno uspokoi, to czuć wanilię oraz słodycz bursztynu/żywicy.

    Fakt, że miałem tylko dwa strzały na łapie i może w rzeczywistości jest nieco lepiej, ale trwałość praktycznie taka sama jak Rasasi Zebra - dwie godziny i elo. Potem na skórze udało mi się tylko wyczuć lekką słodycz i trochę piżma. Projekcja też dość wybuchowa - na początku wydaje się, że będzie wypełniać szczelnie każdy centymetr sześcienny, a potem nic. Dziwne perfumy i dziwne parametry, ale dalej próbować nie będę, bo Tormentiol trzyma dłużej.

    Armaf Bucephalus no. XI
    Zaczyna się dość Aventusowo - mamy tutaj cytrynę, porzeczkę i ananasa, ale sporo bardziej cierpko (sam samiuteńki początek przypomina mi Encre Noire). Jest w nim delikatny rumiankowy aromat, podobny do tego z CDNIM EDP. Owoce są tutaj tylko na początku, a po ich ucieczce daje się tutaj wyczuć jaśmin, żywicę (bursztyn?), wanilię oraz lekko zatęchły mech. Nie czuć tutaj drewna, aczkolwiek zalatuje lekkimi klimatami oudowymi. O ile otwarcie jest kwaśne i cierpkie, o tyle w miarę czasu perfumy robią się coraz delikatniejsze i słodsze, jednocześnie coraz bardziej odchodząc od Aventusa. Bardzo specyficzna interpretacja, w której tylko owoce i otwarcie są kwaśne, a nie całość zapachu.

    Tutaj jest mi bardzo trudno ocenić parametry z uwagi na bardzo zmieniający się charakter zapachu. W pierwszej godzinie, kiedy jest aventusowy, ma się wrażenie że będzie wypełniać szczelnie wszystko i będzie siedzieć cały dzień. Po godzinie zapach zmienia się na słodki i raczej bliskoskórny, ale wyczuwalny na skórze jeszcze przez kilka godzin.

    Najbardziej podobny zapachem do Aventusa:
    1. CDNIM EDT / CDNIM Limited / Rasasi Zebra
    2. CDNIM EDP (w drydownie lepiej sporo)
    3. Al Haramain l’Aventure
    4. Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    5. Armaf Bucephalus no. XI
    6. Swiss Arabian Shawq
    7. Adnan B. Noir (tylko otwarcie)
    8. 2020 Zara VL
    9. 2018 Zara VL

    Najładniejszy zapach (od początku do końca):
    1. CDNIM Limited / 2018 Zara VL
    2. Swiss Arabian Shawq
    3. Rasasi Zebra / Armaf Bucephalus no. XI
    4. Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    5. 2020 Zara VL / CDNIM EDT
    6. Al Haramain l’Aventure
    7. CDNIM EDP
    8. Adnan B. Noir

    Według trwałości:
    1. CDNIM Limited
    2. CDNIM EDP
    3. 2018 Zara VL
    4. Swiss Arabian Shawq
    5. Al Haramain l’Aventure / Armaf Bucephalus no. XI
    6. CDNIM EDT / Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver
    7. Adnan B. Noir / Rasasi Zebra
    8. 2020 Zara VL

    Podsumowanie bardziej słowne:
    Nie da się moim zdaniem wybrać najbardziej podobnego klona, bo każdy interpretuje Aventusa na swój sposób. CDNIM EDT i Limited są chyba najbliżej w drydownie i najbardziej skupione na drewnianych akcentach Aventusa, ale Zebra ma najbardziej podobne otwarcie (chociaż przegięli z owocami). Ale na pierwszym miejscu to naprawdę są minimalne różnice i poszczególne akcenty.

    Każdy poza Adnanem mi się bardzo podoba i trudno było je tutaj ułożyć. Nawet CDNIM EDP na siódmym miejscu pachnie tak naprawdę świetnie i psikałem się nim wielokrotnie.

    Na podniesienie brwi zdecydowanie zasługuje Zara z 2018 roku, bo jest wyjątkowa w tym co robi - to jest bardziej “a tak by pachniał Aventus, gdyby był prosty jak młot”, niż faktyczne klonowanie Aventusa. Można ją praktycznie traktować w kategorii zupełnie innych perfum, tak bardzo inna jest. Zara zrobiła z tego Aventusowego świeżaka. Szkoda, że więcej klonów nie udało się w tym kierunku i szkoda, że została brutalnie i bezlitośnie zaszlachtowana, a jej nowa wersja nadaje się tylko do czyszczenia szyb (chociaż pachnie dalej ładnie). Niby Zary nie szkoda, ale była zupełnie inna i pachniała świetnie, a teraz to jest jakaś popierdółka a nie kiler ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Armafy CDNIM do samych siebie są podobne, ba, jak prawie każdy klon Aventusa, ale jednak każdy z nich jest inny. Mają dużo wspólnego DNA, ale jednocześnie nacisk położony na zupełnie inne akcenty. Nie wiem tylko czy to celowo, czy przez przypadek, ale na bloterach w ciemno nie poznałbym że wszystkie 3 CDNIMy są z tego samego domu.

    Jeśli chodzi o klony, których nie polecam, to nowe Rasasi Zebra i nowa Zara VL są tylko do spania i o tym trzeba głośno mówić xD CDNIM EDT też ma raczej przycięte parametry, bo opinie o nim krążą dość legendarne, a u mnie posiedział trochę i uciekł. Adnan B. Noir to raczej taka ciekawostka, bo ani parametrów nie ma, ani podobieństwa do Aventusa, ani w sumie ładnego zapachu też nie (jest po prostu “okej”).

    Moim zdaniem najbardziej wartym uwagi klonem jest CDNIM Limited. Brakuje mu nieco owocowych nut, ale drydown ma identyczny z Aventusem, siedzi bardzo długo (zdecydowanie dłużej niż mój Aventus), a jest w cenie całej reszty klonów. Nie jest idealnym klonem, ale jest bardzo dobry. Warty uwagi jest także Shawq, bo jest zupełnie inny, radosny i owocowy. Dla fanów bardziej słodkich (ale nie owocowych) akcentów Armaf Bucephalus (haha benis) może być ciekawą opcją. Jeśli kogoś kręci Aventus, ale chciałby opcję bardziej “uwędzoną”, Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver będzie najlepszy, chociaż trzeba być świadomym niedomagających parametrów.

    tl;dr:
    Lubię trwałość -> CDNIM Limited/EDP
    Lubię drewno (i skórę) -> Al Haramain l’Aventure (Lattafa Al Dur Al Maknoon Silver)
    Lubię owoce z Aventusa, a całej reszty nie -> Swiss Arabian Shawq
    Lubię psikać -> Rasasi Zebra/CDNIM EDT
    Lubię świeże perfumy, jestem chory psychicznie i lubię też wydłubywać orzeszki z Tofifee -> 2018 Zara Vibrant Leather

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn0.gstatic.com

    +: Zielczan, r..............o +113 innych
  •  

    Gdyby @mekekeke was kiedyś spytał:

    Powiedz mi Mirku, lubisz rybkę?

    To wcale nie chodzi mu o ELDO SM. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #perfumy

    źródło: IMG_1849.JPEG

  •  

    Czy ktoś już wąchał Vibrant Leather Intense?
    https://www.zara.com/pl/pl/vibrant-leather-intense-100-ml-p20220103.html?v1=78505292

    To ma coś wspólnego z normalną Zarą VL? Nuty zapachowe zupełnie inne. #perfumy

  •  

    Jakby ktoś potrzebował dodatkowych powodów, żeby kochać Lalique, to wygląda na to że daty z numerów batchy da się rozszyfrować gołym okiem. Ostatnie trzy znaki: literka odpowiada za miesiąc, dwie cyfry za rok. Może się przydać podczas poszukiwań wintydżów na żywo w sklepie.

    105716B20 -> 02/2020
    105068B19 -> 02/2019
    104780J19 -> 09/2019

    Zdjęcie ślicznych flakonów dla atencji i chwalenia się, numery też z nich. Nie jestem pewien czy działa dla wszystkich Lalique, ale raczej tak.

    #perfumy
    #bojowkaencrenoire
    pokaż całość

    źródło: encre.png

  •  

    Było część już na tagu, ale chyba warto przypomnieć, bo to dość fajne oferty:
    Eros Flame 200ml 249zł
    Jil Sander Sun Men 200ml 109zł
    Bentley Intense 100ml 92zł
    Eros ma darmową wysyłkę, ale kod na darmową wysyłkę: 4DELPLFGR. Jest jeszcze kod 5% PL5OPINIE ale nie wiem gdzie wejdzie.

    Armaf CDNIM Limited Edition 105ml 167zł + 16zł wysyłka
    Kilkanaście złotych droższy niż na początku (bo się zorientowali, że idzie), ale dalej dość przystępna cena. Świeżo rozlewany w październiku tego roku absolutnie w y b i t n y juice. Bardzo gładka wersja CDNIM, nie jest wcale agresywna, ale mam wrażenie że może dopiero dojrzewać i po jakimś czasie będzie pachnieć inaczej.

    Miłego poniedziałku i smacznej kawusi.

    #perfumy
    pokaż całość

  •  

    Tak jak wczoraj zapowiadałem, to kolejna część kryminału CSI: Writer. W drugiej części dołączył do mnie detektyw Doktor Adziak i przyniósł ze sobą swoje Writery (“zwykłego” i White’a). Śmiechom, zaskoczeniom i dokazywaniu nie było końca, a wyniki naszych poważnych eksperckich testów zaskoczyły w sumie nas obu.

    Zwykłe Writery:
    1. YdS Writer QTN92751 (02/10/19) - brak owoców, zostaje paczula i coś jeszcze w drydownie, mało pieprzu, mydliny.
    2. YdS Writer (z żelem) RLY03172 - to samo otwarcie, jakieś owocowe (ananas?) akcenty, brak paczuli, mało pieprzu, troszeczkę mydlin.
    3. Cyrus Writer (dradziaka) PMP82482 - inne, soczyste otwarcie, brak owoców, więcej pieprzu, najbardziej Saważowy, zero mydła.

    Psiknęliśmy na bloterki, powąchaliśmy i na tym etapie nie ukrywam, że trochę byliśmy wyrzuceni z kapci (dlatego to zdjęcie skarpet), więc postanowiliśmy sobie robić blind testy. W blind testach za każdym razem zarówno ekspercki nos Doktora Adziaka jak i plebejski nos chacharski były w stanie rozpoznać konkretnego Writera. Nie zawsze od razu, ale w większości wypadków jednak tak. Zaraz po tym doświadczeniu zaczęliśmy rozważać czy to spisek Egipcjan, masonów czy tfu Unii Europejskiej (i jej wyższości nad Stanami zjednoczonymi), że tak w tym Writerze namieszali.

    Różnica między writerem 2 i 3 jest bardzo niewielka jakościowo - 2 pachnie naprawdę przyzwoicie (i ma jakieś dziwne owocowe akcenty, nie jesteśmy w stanie zidentyfikować tylko jakie), ale 3 jest dużo wierniejszym klonem. Różnica między 1 a 2 i 3 jest kolosalna i zawsze byliśmy w stanie od razu wyłonić “jedynkę”, o której przy kolejnej rundzie blind testów mówiliśmy pieszczotliwie “nie” po powąchaniu blotera. Parametry 2 i 3 podobne (takie same?), a oba zapachy w drydownie są prawie identyczne.

    Trochę o Writer White:
    1. YdS Writer White QKY91261 (14/05/19) - soczyste, mokre otwarcie, mydliny, znika po 2h i zostawia dodatkowo paczulę i mydło w bazie (nota bene taką samą jak zwykły Writer).
    2. Cyrus Writer White (dradziaka) - mniej soczyste otwarcie, lepsza trwałość, pachnie cały czas dość równo.

    Słówko o moim Writerze Gold RHR02111 (28/07/20): bardzo ładny klon Azzaro Wanted, trzyma się lepiej od Writera White, ale dalej w bazie ma paczulę i mydło (chociaż wydaje się, że dużo mniej?).

    Szkło, litery, design we wszystkich flakonach Writerów wygląda identycznie, korki również. Są jednak subtelne różnice - wszystkie flakony od YdS z solo pudełek (moje Writer, White i jeszcze Gold) są gorzej zgrzane na górze i widać spaw z daleka. Spaw na dradziakowych Cyrusach i na moim żelowym jest bardzo ładnie zrobiony i widoczny tylko pod światło. Kolor farby na flakonie również się różni - mój żelowy i dradziakowy Cyrus mają taki sam, ten solo z YdS jest trochę jaśniejszy pod światło.
    Wstawiłem daty i batche, ale szczerze mówiąc te batche we Writerach chyba nic nie znaczą albo są całkowicie losowe albo nie wiem co. Jak się komuś przyda to fajnie, jak nie to nie.

    Wnioski:
    1. We Writerach absolutnie definitywnie i bezapelacyjnie było grzebane i to sporo.
    2. Wszystkie nowe Writery od YdS zdają się mieć wspólną bazę - mydlano-paczulową.
    3. Kurła, kiedyś to było :(
    4. Jedyne pewne Writery to te spod marki Cyrus i tyle.
    5. Teraz już doskonale wiemy skąd biorą się takie skrajne opinie w odbiorze Writerów, skoro każdy pachnie inaczej, a niektóre to po prostu chujowo.
    6. Problemy zdają się dotyczyć wyłącznie YdS i jak tak trochę pogooglałem, to nie widziałem żeby ktoś kiedyś narzekał na Writery od Cyrusa. Ale ja tu jestem zielonka praktycznie i może się mylę.
    7. Obecny YdS Writer nie jest warty swojej ceny. Piszę to mimo pełnej świadomości jego ceny (bo przecież trochę ich już kupiłem, nie? xD).

    Teorie spiskowe:
    1. Patrząc na ich podobieństwo dwóch Writerów, a potem podobieństwo trójki solo pod względem bazy i chujowości spawu flakonów wygląda to trochę tak, jakby stopniowo ucinali koszty produkcji i/lub przenieśli fabrykę w inne miejsce w celu uszczęśliwiania swoich nowych korporacyjnych overlordów.
    2. Mieliśmy tylko trzy Writery i każdy był inny. Strach pomyśleć ile razy tam grzebali xD
    3. Można spróbować brać zestaw z żelem, w nadziei że trafi się taki jak mi się trafił, ale to dalej jest loteria i nie daje żadnej gwarancji, bo obecne zestawy są pod marką YdS i tak. To nie jest rekomendacja do kupowania zestawu z żelem. Powtarzam: to nie jest rekomendacja do kupowania zestawów z żelem xD Ale i tak wiem że wszyscy w tym momencie już macie kupione od fragmentu o Cyrusie White i nawet tego nie czytacie xD
    4. Nie mam więcej, ale fajnie mieć jeden dodatkowy punkt i pozwoli to ominąć niektórym ten poprzedni.

    Poprzedni wpis: https://www.wykop.pl/wpis/54156127/perfumy-dzien-dobry-witam-panstwa-bardzo-serdeczni/

    Rekomendacja grona pedagogicznego:
    Jeśli kupować, to tylko Cyrusy, żadne YdS. Lepiej nie rekomendować Writerów nowym na tagu.

    #turururuinspektorchachar
    #perfumy
    pokaż całość

    źródło: memepedia.ru

    +: t...............r, vizori +61 innych
  •  

    Serdecznie pozdrawiamy wszystkich użytkowników forum. Było wąchane.

    Mamy kolegę w SPPC. Udało nam się z nim skontaktować. Informacje „oficjalne” są gowno warte. Z tego co pisze sytuacja w Yves de Sistelle jest wręcz tragiczna. Wieczorem wrzucę materiał. #perfumy

    źródło: AA490F5E-8D18-4C55-925D-08F0975052EA.jpeg

  •  

    #perfumy

    Dzień dobry, witam Państwa bardzo serdecznie w moim poradniku pt.

    Jak udupić 120zł na Writerze i dalej nie kupić tego właściwego

    Ale na początku wprowadzenie w ten magiczny świat:
    Z miesiąc temu, @dradziak pokazał mi na żywo Cyrusa Writera, ja się uśliniłem i kupiłem na allegro swojego. Jak mój przyjechał, to się zastanawiałem o co chodzi, bo o ile otwarcie jest prawie identyczne, o tyle minutę później pachnie bardziej zielono, mydlanie i paczulasto. Na początku myślałem że mnie po prostu na spotkaniu przyćmiło od wąchanej ilości, ale zacząłem szperać w necie i na tagu i oczom mym ukazała się wcześniej nieznana informacja - że w Cyrusie również nastąpiła reformulacja i trzeba kupować z żelem xD No wkurwiłem się, ale tak też zrobiłem. Ten, który przyszedł dzisiaj, jest zdecydowanie lepszy niż mój poprzedni - pachnie bardziej owocowo, trochę ananasowo, bardziej mokro i nie ma paczuli. Ale dalej mam wrażenie, że to nie jest to samo, co mi pokazywał Doktor Adziak, dlatego będziemy się łapać i porównywać.

    I teraz z garścią nowych informacji wkraczam tutaj:
    1. Moim zdaniem nastąpiły przynajmniej dwie reformulacje - pierwsza przy rebrandingu Cyrus -> Yves, druga jakoś później. Co do tego nie jestem pewien, ale spróbujemy sobie potwierdzić z Doktorem Adziakiem.
    2. Obecny "Cyrus", który czasem widujecie w zestawie z żelem i dziwnej butli, która już nie przypomina Sauvage, nie ma absolutnie nic wspólnego ze starym Cyrusem Writerem, tylko nazwę zrecyklowali.
    3. Nawet jak ktoś ma na aukcjach fotki z pudełkami "Cyrus Writer", to nie macie na co liczyć, bo i tak przyjdzie Yves. Można co najwyżej szukać otwartych antyków u prywaciarzy.
    4. Zestaw z żelem wcale nie gwarantuje, że przyjdzie nam "dobry" Writer, bo obecne zestawy i tak przychodzą już z brandem Yves. Stety albo i niestety, zestawy dalej są produkowane.
    5. Jak masz starego Writera spod brandu Cyrus, to jesteś zwycięzcą.
    6. Butle mają różnice w oznakowaniu.

    Różnice w oznakowaniu butli są takie:
    ten "lepszy" Writer, z zestawu z żelem, ma na butli pod spodem napis "RLY 03172" (nie ma nigdzie daty, ale ten sam numer wybity na pudle), napis jest bardziej wyraźny, naklejka też bardziej wyraźna
    ten gorszy, bez zestawu, ma napis "QTN 92751" i jest z 10/2019 (jest data i numer na pudle), mniej czytelna naklejka i grubsza czcionka, numer krzywo bity i ledwie widoczny
    zakładam, że RLY vs. QTN to identyfikatory danej serii
    fotki różnic: https://imgur.com/a/JQM85bn

    W dużym skrócie - chujnia, Panie i Panowie. Jeszcze pewnie tutaj coś kiedyś napiszę po porównaniu z Sauvagem wykopka Doktora Adziaka, ale na moje to wygląda po prostu tak, że lepiej nie będzie i o Writerze można tylko zapomnieć albo w kiblu psikać po sraniu.

    (Pozwalam sobie wołać sporo osób z https://www.wykop.pl/wpis/54113003/no-ladna-ma-butelke-ten-writer-ale-jednak-pisanie-/. Jak nie chciałeś być wołany, to przepraszam.
    @JanuszSraczek @ReduktorGowna @potatowitheyes @JohnDoe01 @mistyczny_wonsz @tekon @Krisube @axton77 @Reevder)
    pokaż całość

    źródło: IMG_1834.png

  •  

    Czy ktoś ma porównanie Zary Vibrant Leather Summer i Mercedes-Benz Cologne? Czy da się je w ogóle porównać, czy to zupełnie inne zapachy?

    #perfumy

    +: g...........l, Hatsuban
  •  

    Jak już wrócił @mekekeke, to wrzucam kolejną rzecz, której dawno nie było.

    #perfumy

    źródło: d-art.ppstatic.pl

  •  

    Dzisiaj recenzja, na którą wszyscy czekali (czyli @dradziak) - Kouros 2016. Kupiłem, bo wszyscy kupowali, to przecież gorszy nie będę, nie? W końcu warto było się dowiedzieć o co chodzi w tym całym hajpie i hejcie na tagu, prawda?

    Na początku mała historyjka: jak go dostałem po raz pierwszy, to postanowiłem go złapać i psiknąć dwa razy od razu, co ja się będę certolił. NO JA NIE WYTRZYMIE? No i tutaj ciekawostka, bo wystąpił u mnie efekt, który nigdy wcześniej nie wystąpił przy perfumach - ściągnąłem łeb do siebie i wypuściłem powietrze z nosa i mordy na raz. Jak pies. Prawie się zasmarkałem i zaplułem. Co dziwniejsze, do odruchu wymiotnego nie doszło, ale przewróciło mi bebech do góry nogami na chwilę. Po połowie minuty przestał mi śmierdzieć makabrycznie, a nawet polubiłem jego niektóre akcenty. To tyle historyjki.

    A teraz do właściwego zapachu, a może do tego co ja w nim właściwie wyczuwam, bo jednego Kourosowi odmówić nie można - mnogości składników i ich dobrego wymieszania. Gdzie się nie obrócimy, to ten Kouros się czymś mieni i za każdym sztachnięciem pachnie troszeczkę inaczej. Na początku czułem dużo dziada i to okrutnego. W pewnym momencie zapach starego dziada zniknął i pojawił się zapach, który przypomina mieszaninę perfum, maści i nalewek u babci. Taka trochę apteka ziołowa. A potem kolejne sztachnięcie i dziad dołącza do baby.

    No ale może powiem, co ja tutaj wyczuwam: w samym otwarciu wyczuwam bergamotkę, jaśmin i paczulę. Do tego jest coś, co pachnie mydłem Biały Jeleń, więc będą to chyba aldehydy. Po otwarciu dochodzi więcej paczuli, coś słodkiego, według fragry miód, trochę aromatów żywicznych. Zasadniczo po tym tańcu zapach zostaje taki sam, ale cały czas są w nim smaczki i kupa innych aromatów, co pojawiają się i znikają.

    Parametry ma zdumiewająco dobre - nie wiem czy to dlatego, że ten zapach mi nie odpowiada, czy dlatego że naprawdę są dobre, ale projektuje około 4 godzin dość solidnie. Kolejne 4 dalej siedzi raczej na skórze, ale za to się nigdzie nie wybiera.

    Wiele osób mówi, że Kouros pachnie kiblem na dworcu czy też moczem i starymi ludźmi. Czy to prawda? Trochę tak. Żeby lepiej zobrazować tę magiczną kombinację, powiem tak: to nie jest smród bakteryjnego potu jak od Saszki z budowy, ani nawet smród zatęchłego potu Janusza złotówiarza w polarze. Kouros pachnie jak 60-letni rolnik w okresie wczesnowiosennym, który całą zimę chodził ubrany na cebulkę w te same kubraki, gumiaki i karmił świnie i się zapocił, ale jego pot z uwagi na niskie temperatury nie przeistoczył się w klasyczny smród potu, a w zjełczały stary łój.

    Z Kourosem mam podobny problem, co z Davidoffem Zino (dlatego opisuję jeden po drugim), mianowicie - to jest naprawdę fajnie i przemyślanie zrobiona kompozycja i doskonale rozumiem, co się może ludziom w niej podobać, ale ja nie jestem w grupie tych ludzi. Z której strony bym się nie odwrócił i nie powąchał, to czuję dziada i tyle. Ja odbieram ten zapach tak bardzo staro, że jak go wącham, to czuję jak mi włosy w nosie i uszach rosną. Szkoda.

    Picrel to jest ten słynny zapach króla w całej okazałości. Nie próbujcie mnie tu żadnymi wintydżami wabić, bo już wam nie wierzę.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    Davidoff Zino to zapach, który kupiłem pomimo jego opinii. W dużym skrócie - jest kontrowersyjny, bo dużo osób krzyczy że jest dziadowy i w ogóle. Ja mimo wszystko tym opiniom się oparłem i postanowiłem zaryzykować z innego powodu - Davidoff Zino zostały stworzone przez człowieka, który popełnił Bentleya Absolute, więc postanowiłem dać im szansę.

    Samo otwarcie jest dość agresywne i drażniące. Z początku lekko alkoholowe, ziołowe szybko przeistacza się w drzewno-przyprawowy zapach. Ale bardziej konkretnie, to będzie tak: wita nas drzewo różane i trochę lawendy. Do tego od samego początku czuć paczulę i to sporo. Jest ona głównym motywem kompozycji, odpowiada za aromat dziada i zostanie z nami do samego końca.

    Po otwarciu na chwilę paczula przycicha i pojawiają się konwalia i jaśmin. Raczej w dość gustownej, delikatnej formie, nie są nachalne i dodają tutaj aromatu świeżości. Po kwiatkach dochodzi dużo aromatów żywicznych i drzewnych, tworzących razem identyczne złudzenie jak w przypadku Bentleya Absolute - świeżej sosnowej deski, czy też kalafonii. Stety albo i niestety, ta deska nie jest główną częścią kompozycji, a tylko jednym z pomniejszych aromatów. Po tym jak deska, konwalia i jaśmin się uspokoją, wraca do nas odtwórca głównej roli - paczula. Do samego końca na skórze będziemy czuć właśnie ją, odrobinę wanilii i trochę drzewa sandałowego.

    Parametry są lekko dziwne - na samym początku projektuje jak szalone i wiadomo czym było psikane, a po godzinie staje się raczej bliskoskórny. Jego ogólny aromat utrzymuje się stosunkowo dobrze i nawet po kilku godzinach ktoś od nas wyczuje Zino, ale nie będzie ono już wtedy nachalne i zdecydowanie nie wyczujemy kwiatowo-drewnianych niuansów.

    Kompozycja lubi się zmieniać w trakcie - jak zawieje wiatr, to poczujemy coś innego i doszukamy się więcej składników w kompozycji. Mi się udało przez chwilę poczuć bergamotkę, ale nie znalazłem jej po raz drugi, jak zacząłem jej szukać. Nie są to łatwe perfumy i zdecydowanie daleko im do crowd pleaserów, a sama kompozycja przypomina mi nieco “klasykę perfumiarstwa”, czyli bardzo charakterystyczne, aromatyczne zapachy z lat 90. Sama paczula w Zino jest rzeczywiście dziadowa, ale nie do przesady - pachnie raczej wykształconym, grzecznym i umytym siedemdziesięciolatkiem.

    To nie jest tak, że ten zapach jest odrzucający do wyrzygu, bo ma coś w sobie urokliwego, ale dla mnie jednak paczula w takiej ilości to zbyt dużo. Może za 30 lat mi się spodobają, to będę wiekiem pasować. Na zdjęciu trzynastolatek po dwóch psikach Zino.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: onthebright.com

  •  

    Dalej pozostając w temacie samochodowym psikałem się ostatnio Bentley Exotic Musk. Nie wiedziałem czego się spodziewać - z jednej strony to firma, która zrobiła Absolute, a z drugiej strony to firma, która zrobiła Azure.

    Na samym początku jest dużo alkoholu, ale chyba po prostu zwyczajnego spirolu, bo znika od razu. Mówię o tym, bo strasznie mnie to zbiło z tropu, szczególnie przy tej cenie perfum. No ale po tym spirolu witają nas głównie dwa aromaty - kwiatowy oraz sosnowo-deskowy, znany z Bentleya Absolute czy też Intense. Jest jeszcze trochę słodyczy, ale nie za dużo. Otwarcie jest naprawdę przyjemne, ale cholernie krótkie - ledwie minęło 2 minuty i ten Bentley już zaczął się popisywać co jeszcze tam ma.

    Po otwarciu ginie nam ten początkowy aromat kwiatowy, ale sosnowa deska pozostaje. Aczkolwiek nie do końca pozostaje w swojej oryginalnej formie, bo robi się coraz bardziej słodka, coraz bardziej lepka i coraz bardziej żywiczna. Ta słodycz wymieszana z drewnem troszeczkę przypomina mi miód lipowy, ale nie ma jej jednocześnie przesadnie dużo i jest utrzymana w dobrym guście. Przez chwilę pojawia się tonka, ale tylko jeśli jej szukamy.

    Na samym końcu w bazie czuć głównie słodycz i deski, ale tym razem raczej lipę i brzozę, bo już nie jest wcale żywicznie, ale dalej drzewnie. Nie wiem też czy to moja wina, czy w tym Bentleyu tak jest, ale szukam i szukam i szukam tego piżma i go znaleźć nie mogę. Czuję deski, żywicę, kwiatki, miód, fasolki, ale nie to cholerne piżmo.

    Cała kompozycja jest bardzo ładna i kropka. Żaden ze składników nie pachnie sztucznie, nie odrzuca na żadnym etapie ani nie drażni. Co najwyżej można Exotic Musk nie lubić, ale nie można powiedzieć że jest źle skomponowany. Pachnie raczej uniseksowo, nie przywodzi na myśl żadnej sylwetki człowieka i nie zaskoczyłby mnie ani na kobiecie, ani na mężczyźnie.

    Projekcja jest okej, ale dupy nie urywa. Jest trochę mniejsza niż Absolute’a. I to by było na tyle, jeśli chodzi o mocne strony. Słabą stroną Exotic Musk jest zdecydowanie trwałość. Od początku było z nim coś nie tak - zaczął cholernie alkoholowo, otwarcie zniknęło po kilku minutach a kompozycja zaczęła się szybko mienić zapachami. Projektuje i istnieje w otoczeniu przez jakieś 2 godziny, potem znika i zostaje tylko na skórze. Na skórze nawet po całym dniu cośtam wyczujemy, ale to będzie jakaś liściasta deska.

    Sam zapach polecam, bo mi się bardzo podoba, ale jednocześnie bardzo mocno przestrzegam przed trwałością, bo w tej cenie moim zdaniem wstyd.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: ichef.bbci.co.uk

  •  

    Tak w temacie Zoologist Beaver. Bardzo mi się podoba, więc dorzuciłem @Jampetrarka. Zdania ekspertów nie są podzielone i Beaver jednak podoba się tylko mi ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    pokaż spoiler wybacz mi ojcze za wywlekanie brudów na światło dzienne


    #perfumy

    źródło: Screenshot 2020-11-19 at 10.42.30.png

  •  

    @gwiazda_motyl: już ósmy level, a ja z tyłu JAK ZAWSZE stoję cały rozgogolony ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: motyl6.png

    +: bigosmillenium, g...........l +2 innych
  •  

    Ostatnio było 8 kół, to teraz będzie 12, bo mnie stać. Testowałem ostatnio Jaguar Classic Red, Mercedes-Benz Club Black i Mercedes-Benz Cologne.

    Z Jaguarów znam już Evolution i Classic Gold, więc mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać i w sumie się nie zawiodłem. Tak jak w przypadku Classic Gold, Classic Red jest dość ciepły, otulający i słodki. Otwarcie alkoholowe, ale tego się spodziewałem. Od samego początku czuć słodkie owoce przełamane jakimś cytrusem. Według Parfumo są to maliny, jagody i bergamotka - ja ich wcale nie rozpoznaję i mi przypomina to sałatkę owocową skropioną cytryną i miodem - takie owocowe poplątanie. Po otwarciu pojawi nam się na chwilę jaśmin i pieprz aż dojdziemy do bazy. Sama baza to już wanilia, bursztyn i tonka. Może gdzieś tam jest delikatny cedr, ale chyba dla samego faktu bycia, bo czuć go tylko na skórze. Zapach nie jest nowatorski, podobne akordy zostały już dawno ustalone i da się je znaleźć wszędzie, ale mimo wszystko ten Classic Red nudny nie jest.

    Nie pachnie to źle - vibe jest bardzo podobny co w Classic Gold, tylko dużo młodszy. Jednocześnie mimo tych owoców i słodkości da się jednoznacznie stwierdzić, że ciągnie chłopem. Tak jak przy Classic Gold widzę raczej kogoś 40+, to do Classic Red pasuje mi nawet burzliwy kogucik 13-latek. Projekcja jest, zostawia lekki ogonek, ale nie są też duszące. Trwałość taka sobie, 3 do 4 godzin i po robocie. Zostaje potem na skórze baza, ale nie będzie projektować, a zapach nawet nie robi się bliskoskórny, tylko po prostu bliżej mu do całkowitego zniknięcia. Dupy nie urywa, ale w tej cenie jest przyjemną opcją i młodszą alternatywą dla Classic Gold. Moim zdaniem nieco lepszą.

    O Mercedes-Benz Club Black zacznę tak, że tutaj był tylko strzał na łokieć, bo nie wytrzymałem jego parametrów i słodyczy. Są tak bardzo słodkie, że słodycz czuję przez korek i wcale nie żartuję. Powiedziałbym, że są dwa albo nawet trzy razy słodsze od Just Jack Tobbaco Leaf. Projekcja jest mega, wypełnia szczelnie każdy centymetr sześcienny powietrza i nigdzie sobie nie idzie przez pierwsze 3 godziny. Trwałość perfum jakieś 7 godzin w wyczuwaniu, ale na skórze zostanie do następnego dnia.

    A teraz o samym zapachu. Jak już wspomniałem, jest cholernie słodki, nie ma co się oszukiwać. Najbardziej przypomina mi słodkie wypieki, trochę drożdżówki, a najbardziej Łakotki z paskiem z marmolady. Jest tu przede wszystkim wanilia, wanilia i wanilia. Jak się człowiek skupi, to może wyczuje jaśmin i kadzidło, ale tylko jeśli ktoś mu powie, że tutaj są. Zapach nie jest zły, obiektywnie rzecz biorąc, ale przywodzi mi na myśl raczej kobietę niż mężczyznę. Jednocześnie ta wszechobecna wanilia jest lekko dziwna - tak jakby to była prawdziwa wanilia wymieszana z waniliną, bo raz pachnie normalnie waniliowo, a raz waniliną. Dziwne perfumy, dla mnie w opór za słodkie.

    A Mercedes-Benz Cologne, to chyba zapach trafiający w moje gusta. Otwarcie trochę alkoholowe, ale dość zgrabnie przykryte dużą ilością cytrusów. Jak dużą? Dużą. Zasadniczo cała ta kompozycja to jeden wielki cytrus i to właśnie cytrusy mają grać tutaj główną rolę. Od początku do końca. Tych cytrusów jest tutaj naprawdę sporo i trochę się mienią. Z jednej strony lekko gorzko, grejfrutowo, z drugiej dość słodko, mandarynkowo. Po samym otwarciu wyraźnie jeszcze czuć imbir, ale nie jest on przesadnie agresywny. I jeszcze do tego jeszcze jakieś nuty wetyweryjno-drzewne, ale też dość delikatne. Razem tworzą efekt drzewa cytrynowego, jakby ktoś zmielił calutkie - pień, gałęzie, liście i owoce - i wsadził we flakon. Mi się ta kompozycja bardzo podoba i nie czuję tu sztuczności, cifa ani domestosa, co mnie bardzo cieszy.

    Projekcja na początku jest i zdumiewająco dobra jak na taką cytrynkę, niestety gaśnie dość szybko, po jakichś dwóch godzinach jest tylko i wyłącznie bliskoskórny. Zasadniczo po tych dwóch godzinach znika w bardzo dużej mierze ta gama cytrusowa i coraz bardziej czuć pień, gałęzie i liście. Po jakichś 4 godzinach jest już tylko na skórze i głównie z bazą drzewną złamaną cytrusem. Na koniec dnia ledwie wyczuwalny, a szkoda.

    Wszystkie trzy zapachy mają okejkę, ale Mercedes-Benz Cologne mi się zwyczajnie bardzo podoba, chociaż mógłby mieć lepsze parametry.

    A na obrazku to wcale nie jest Mercedes, ale ma 12 kół i jest cytrynowy.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: lh3.googleusercontent.com

  •  

    Tak to się kończy, jak się człowiek zdecydować nie umie. Ale przynajmniej tanie były. Trochę winię doktora Adziaka, bo gdyby mi nie pokazał, to bym nie kupił.

    #perfumy

    źródło: sauvagewykopka.JPEG

  •  

    Zaraz sobie ocenimy ten wasz słynny gust na tagu. Wyjdzie prawda na jaw, bo jak wszyscy wiemy, król jest nagi. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    No i podziękowania dla @dmnbgszzz, @Ogien_w_szopie i @dradziak, bo znów brałem kolejne rzeczy i jestem niesłowny ¯\_(ツ)_/¯

    #perfumy #heheszki

    źródło: kukuros.png

  •  

    Czy byliby chętnie na rozbieranie albo na flakon Paris Hilton Just Me For Men? Ja nie chcę rozlewać i nie umiem, ale może ktoś inny byłby chętny i bym mu wysłał.

    To jest klon AdG, a czy dobry - zdania ekspertów są podzielone. Niektórzy mówią, że bardziej chemiczny, niektórzy że mniej, ale ponoć wierniejszy AdG niż Ellis Red 360. Ja go nie testowałem i nikt nie rozlewa, więc chcę kupić.

    Nie wiem czy one znikają permanentnie, czy tymczasowo i zaraz będą, ale cały czas mam w koszyku w notino dwie sztuki za 85,20. Obecnie najtaniej na prostezakupy.pl są za 99zł.

    https://perfumehub.pl/paris-hilton-just-me-for-men-woda-toaletowa-dla-mezczyzn
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Paris_Hilton/Just_Me_for_Men
    https://www.fragrantica.com/perfume/Paris-Hilton/Just-Me-for-Men-1433.html

    Z tego co testowałem, mogę dodać więcej sztuk po 85,20, bo miałem przedwczoraj jedną i dorzuciłem drugą. Jak nie będzie chętnych, to po prostu sobie kupuję i elo.

    #perfumy #rozbiorka
    pokaż całość

    +: g...........l
  •  

    Z impetem ośmiu kół wjeżdżają dwa Bentleye Bentley Azure i Bentley Black Edition.

    Bentley for Men Azure od samego początku jest alkoholowy, dość chemiczny i mydlany. Wita nas fiołek i jakieś cytrusy, ale pachnie to jak cif cytrynowy. Po otwarciu cytrusy zostają z nami do końca (a szkoda, bo są obrzydliwe), ale wkracza do tego lawenda, coś zielono-drzewnego (według parfumo herbata i drzewo kaszmirowe, ale ja tego nie czuję) i tonka. Kompozycja w pewnym sensie unikatowa, bo w zależności od tego jak wiatr zawieje to przynosi na myśl trochę inne myśli przewodnie - z jednej strony cytrusowo-drzewne, a z drugiej strony świeżo-zielone. Ale efekt finalny jest taki, że pachnie to średnio, nijako i trochę marketowo.

    Za to Bentley for Men Black Edition również wita nas alkoholem, fiołkami i cytrusami. Black Edition nie pachnie cifem cytrynowym. Pachnie cytrynowym domestosem. Do tego w otwarciu jest jeszcze trochę jaśminu. Potem dochodzi trochę cedru i tonki, ale to zasadniczo tyle. Cała reszta jest albo nierozpoznawalna, albo zbyt delikatna albo zbyt sztuczna i ciężko stwierdzić które. A, jakby brakowało chemii, to czuć jeszcze chlor.

    Oba zapachy są “niebieskie”, niby takie świeżaki, niby nie wiadomo co. Nie są to wybitne kompozycje, ale nie są też beznadziejne i nie wywołują odrzucenia, ale mimo wszystko powiedziałbym, że na poziomie marketowym. Chyba głównie za sprawą jakości składników, bo mam wrażenie że “na papierze” miałoby szansę działać - Azure miał być lekkim zielonym świeżakiem, a Black Edition drewnianym świeżakiem - wyszły niestety dwa środki chemii gospodarczej.

    Parametry mają praktycznie takie same. Projekcja w sumie dość dobra, zostawiają mały ogon, ale są na człowieku tylko przez jakieś 3 godziny i ogon znika wtedy również. Po tych 3 godzinach są wyczuwalne tylko na skórze i w obu przypadkach jest to taki zapach typu “no okej, jest”, ale nic rewelacyjnego. W dodatku dalej ciągnie chemią.

    W dużym skrócie, nie dziwota że się nikt pod nimi nie podpisuje, bo są takie srakie nijakie. Niby nie śmierdzą, a pachnieć też nie pachną, ale w tej cenie da się znaleźć dużo lepsze rzeczy. A szkoda, bo jakby Bentley nie leciał w kule, to mogliby stworzyć naprawdę przyjemny i “pewny” brand.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: pkt.pl

  •  

    Dziś opiszę Bonda. Ale nie chodzi o takiego z marketu (tym razem!), a konkretnie o Bond No. 9 Bleecker Street. Zapach dorwałem od naszego kochanego systemu redukcji kloaki, trochę przypadkowo, a trochę przez brak jakiejkolwiek siły woli.

    Samo otwarcie jest lekko dziwne - czuć wyraźnie fiołka i jakieś cytrusowe coś, co daje lekki posmak octu. Moment w którym tylko otwarcie gra główną rolę jest bardzo krótki i zaraz potem wchodzą dwie kolejne i wyraźne nuty - cedr i jaśmin. Gdzieś w oddali czuć skórę, ale nie jest ona agresywna i rzeczywiście najbardziej pachnie zamszem niż typową skórą. Ale tutaj jest jeszcze delikatny aromat stęchlizny albo pleśni - pewnie mech. Razem z tą skórą zamiast zamszu, tworzą efekt rzemyków od górala, które jechały z Chin w kontenerze na frachtowcu z silnikiem na mazut. Czym dłużej się wwąchujemy w tę kompozycję, tym więcej rzeczy możemy tam znaleźć, bo są tu jeszcze jakieś zielone elementy, ale czuć też delikatną słodycz bursztynu i wanilii. Pewnie jest tu więcej rzeczy, ale ja ich nie rozpoznaję.

    Całość kompozycji jest dość specyficzna (spotkałem podobną tylko raz, ale o tym za chwilę). Z jednej strony spotyka nas świeżość cytrusowo-kwiatowa, a z drugiej strony dość mięsiste drewno i skóra, może lekko zatęchła. Wszystko jest świetnie zbalansowane dla prawdziwego Polaka, bo z której strony byśmy nie spojrzeli, te perfumy nie są za bardzo. Generalnie ja odbieram te perfumy jako świeże z charakterem, raczej całoroczne, ale osoby przeczulone na mech czy też generalne aromaty stęchlizny mogą je odbierać jako śmierdziele. Przynajmniej tak mi się wydaje.

    Projekcja jest i to dość mocna. Nie są duszące, a główny aromat którym projektują to szerokopojęta świeżość kwiatowa, trochę jak z płynu do płukania i lekka słodycz, ale prawie niezauważalna. Trwałość również nienajgorsza, bo powiedziałbym że trzymają fajnie przez około 4 godziny i potem kolejne 4 są bliskoskórne. Jak człowiek posiedzi w jednym miejscu i się wygrzeje, a potem poruszy, to da się wyczuć je nawet po tych 8 godzinach. Naprawdę fajna trwałość i schodzą do tego dość równo. Baza która zostaje z nami na koniec dnia też jest dość dziwnie świeża, aczkolwiek rozpoznawalne nuty zapachowe to głównie góralskie rzemyki, cedr i jaśmin.

    Całość tej kompozycji, za wyjątkiem otwarcia, cholernie przypomina mi inne perfumy, a konkretnie Zoologist Beaver. Do tego stopnia, że stwierdziłem, że je sobie porównam ręka w rękę. Beaver jest dużo bardziej duszny, dużo bardziej skórzany i bardziej spleśniały. Zapach Beavera zmienia się bardziej w miarę upływającego czasu, ale z zasady jest dość ciężki i przełamany świeżością. W Bleecker Street czuję się jakby przyszedł POTĘŻNY executive, przyniósł butelkę Beavera na stół i powiedział “zróbcie mi takie, tylko świeższe” i najtęższe umysły w Bondzie Dziewiątym usiadły i to właśnie zrobiły.

    W dużym skrócie, jest to po prostu świeży bóbr. Bardzo mi się spodobały, polecam i pozdrawiam, Chachar Warszawski.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: swiezybobr.png

  •  

    Szczęść borze, jak to mawia jeden z polskich myśliwych przy wejściu na mównicę sejmową. Dzisiaj krótko, bo podziękowania. W tym miesiącu dziękuję za enejblowanie @Zabi96, @ReduktorGowna i @czokon. Sprawiliście mi dużo przyjemności. Rozbiórka leci na czarno, bo nie mam żadnych zahamowań i prawie zamówiłem duble przez przypadek. Do zobaczenia na święta xD

    pokaż spoiler A za szkloka należy się medal, bo szkloki są pierońsko fest


    #perfumy
    pokaż całość

    źródło: cukierki.png

    +: J.........a, Zabi96 +6 innych
  •  

    Bentley for Men Absolute to mój drugi Bentley. Pierwszy również autem nie był i odsyłam do recenzji https://www.wykop.pl/wpis/53056881/dzisiaj-riwjuluje-bentley-for-men-intense-bo-potrz/.

    Otwarcie jest dość mocno alkoholowe, ale nie duszące. Jest w tym otwarciu sporo pieprzu i trochę imbiru, ale nie są one krzyczące i giną razem z alkoholem, czyli szybko. Od samego początku wyczuwalny jest również cedr i żywica. Bardzo podobna nuta do tego co jest w Bentleyu Intense, czyli świeżutka sosnowa deska, może kalafonia. Jest w nich delikatny aromat dymu, ale jeśli tego dymu zaczyna się szukać i go rozbierać na czynniki pierwsze, to nie dość że go nie ma, to tak naprawdę czuć sandałowca, jeszcze więcej kalafonii i chyba delikatną słodycz bursztynu. W miarę upływu czasu “niuanse” stają się coraz mniej widoczne i czuć coraz bardziej cedr i żywicę.

    Całość kompozycji dość intensywna, ale nie jest przesadnie agresywna ani kontrowersyjna (no bo jak deska może być kontrowersyjna?). Jeszcze baza jest skomponowana w taki sposób, że mimo zasadniczej ciężkości i lepkości żywicy i drzewa, pachnie dość świeżo na skórze i trudno się od tego oderwać.

    Projekcja jest i to dość solidna. Nie wypełni szczelnie mieszkania, ale na pewno poradzi sobie z samochodem osobowym, choć zostawi resztki tlenu pasażerom. Trwałość dobra, po prostu. Trzymają ładnie około 3-4 godzin, potem kolejną godzinkę przygasają i znikają. A może nawet nie tyle znikają, co stają się bliskoskórne - jak dobrze wiatr zawieje to może ktoś poczuje, ale nosiciel bez problemu je znajdzie. Ta bliskoskórność i baza utrzymują się nienajgorzej, bo jak się człowiek wysili, to nawet następnego dnia rano poczuje na skórze trochę drzazg.

    Bardzo mi się ten Bentley spodobał i od samego początku nie jestem w stanie się od niego oderwać. Jest dla mnie lekko hipnotyzujący i widzę sęki jak zamknę oczy. Czym dłużej go mam, tym bardziej się w nim rozkochuję, tak samo jak z T-Reksem.

    Na tę recenzję potrzebowałem sporo czasu i to naprawdę sporo, bo aż tydzień. Nie dlatego, że te perfumy są tak skomplikowane, a dlatego że posiadam Absolute i Intense od tego samego momentu i cały czas próbowałem zdecydować, który z nich mi się bardziej podoba i który jest lepszy. A odpowiedzią jest, że dalej nie wiem, ale przynajmniej umiem ubrać to w słowa.

    Pod każdym względem technicznym, czy chodzi o projekcję, czy trwałość, czy stopień skomplikowania kompozycji, Bentley for Men Intense absolutnie miażdży Absolute. Może w sumie nie tyle miażdży, co ma wszystko półtora raza lepsze. Jeśli chodzi o samą kompozycję zapachową moim zdaniem ładniejszy jest Absolute. Jest bardziej ułożony, prostszy, mniej słodki (bo prawie wcale) i sprawia wrażenie świeższego zapachu i bardziej klasycznie perfumowego. Jeśli Intense pachnie pijaną zakrystią, to Absolute pachnie trzeźwą zakrystią po zwarciu prodiża.

    Nie mogę stwierdzić, który jest lepszy. Gdyby istniał Absolute Intense, byłbym wniebowzięty i mógł jednoznacznie wyłonić najlepszego wśród Bentleyów (Bentleyi?). Niestety, takiej opcji nie ma, więc trzeba kupić oba. I jakoś nie jestem zły.

    (Informacyjnie, to teraz jest trochę lipa z dostępnością tego Absolute. Nie wiadomo czy to przerwa, czy przestali produkować, więc opłacalność kupowania obecnie to zwyczajna loteria.)

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: i.cdn.nrholding.net

  •  

    La Rive Blue Line to wielokrotnie forsowane przeze mnie na tagu perfumy i w tym wpisie opowiem dlaczego. A najpierw historyjka, bo wszystkie poważne recenzje zaczynają się od poprawnego wprowadzenia w świat opisywanego produktu.

    Jest rok 2016. Po raz kolejny się przeprowadziłem i nie miałem niczego do golenia, więc pojechałem do Teska. Wychowany w krwiożerczym kapitalistycznym świecie agresywnego zachodniego marketingu doskonale wiedziałem, że niebieskie znaczy łagodne. Taką też butlę chwyciłem. Udałem się do domu, otworzyłem i oczom mym ukazał się on - atomizer. “Kurła miało być po goleniu” - pomyślałem, ale w myśl zasady “chcącemu nie dzieje się krzywda”, psiknąłem na rękę i się po prostu zachwyciłem. Od tamtego momentu niebieska linia jest ze mną z przerwami i mimo posiadania pokaźnej (jak na moje standardy, oczywiście) kolekcji perfum i odlewek, kupiłem po raz kolejny. I to dwie butle. Tak mi się to cholerstwo podoba i ratunku dla mnie nie ma. A sama marka La Rive to polska rodzima firma, znana głównie z mocarza polskiej sceny perfumiarskiej - Brutala.

    Zacznę od tego najważniejszą zaletą Blue Line jest jego cena, ponieważ można go śmiało kupować w ciemno i niewiele ryzykujemy - jak nie podejdzie, można go śmiało użyć w samochodzie, w łazience po sraniu, albo w najgorszym razie zwyczajnie wyrzucić. Dużo nie stracimy. Dodatkową zaletą jest fakt, że na pewno nie ulegnie reformulacji, bo nie ma czego rozcieńczać.

    Otwarcie jest mocno alkoholowe, ale to bardzo. Prawdopodobnie za sprawą brzozy, która tworzy z tym alkoholem efekt wody brzozowej. W tym otwarciu jest jeszcze sporo bergamotki i ociupinka skórki mandarynki i w sumie tyle. Nie ma się tu czego doszukiwać i nawet w sumie się nie da przez tę wódę.

    Jak alkohol odparuje, perfumy stają się coraz bardziej drzewne, bo cały czas jest z nami brzoza, ale dochodzi drzewo sandałowe i cedr i delikatne muśnięcie pieprzu, dosłownie jeden obrót młynka. Powiedziałbym, że gdzieś tam jest rzeczywiście jakaś żywica, bo są delikatnie słodko-lepkie, ale jest to całkowicie drugoplanowe. Drugoplanowe są też jakieś kwiaty, według Nowego Boga Parfumo konkretnie fiołki, ale dla mnie pachną z goła niczym, trochę chemią. To jest chyba najsłabsze ogniwo tej kompozycji, ale według mnie jej nie przekreśla.

    Na sam koniec, przy skórze zostaje dziwny efekt świeżości, bliżej niezidentyfikowany. Może to dalej ta brzoza, może to drzewo sandałowe, może to coś innego, ale jest tutaj lekki drzewny aromat, może trochę żywiczny. Zupełnie z czapy nagle pojawia się wyczuwalna na skórze wanilia i tylko na skórze.

    Zapach jest typowo letni, może nawet wiosenny z uwagi na lekkość. Według mnie jest to crowd pleaser i nie ma w nim praktycznie nic kontrowersyjnego. Rzeczywiście jest trochę syntetyczny z braku lepszego określenia, ale nie czuję żeby był bardziej niż AdG albo Cool Water. Warto też wspomnieć, że to jedyne perfumy w moim życiu, które uzyskały komplementy od płci pięknej niespowinowaconej ze mną w żaden sposób i to w liczbie mnogiej, bo aż dwa.
    Projekcja dość dobra w pierwszej godzinie, taka sobie w drugiej, nieistniejąca w trzeciej. Jak zresztą całość zapachu. Po trzech godzinach jest bliskoskórny, po czterech nieistniający. W nim się trzeba tarzać co kilka godzin, żeby się utrzymywał. Na ubraniach trzyma się trochę lepiej i potrafi zostać nawet następnego dnia, ale tylko szeroko pojęty aromat świeżości z bazy. Można się psikać 10 razy i nic się nie stanie, co najwyżej się trochę upijemy oddychając.

    Suma sumarum, sama kompozycja zapachowa mi się bardzo podoba, jest świeża, w pewnym sensie klasyczna, za sprawą tej wody brzozowej, ale jednocześnie wcale nie jest dziadowa. Projekcja ok, ale krótka za sprawą arcybeznadziejnej trwałości. Można też pić. Według mnie brać, kupować, a sam La Rive Blue Line pachnie jak pieniądz. Co prawda 10zł, ale pieniądz.

    #perfumy
    #perfumychacharskie
    pokaż całość

    źródło: pieniadz.png

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika ChacharZWarszawy

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)