Kto z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany #rzetelnafura #reportaz #nowahuta #tatry #siatkowka

  •  

    Dzisiejszy wschód słońca na Szpiglasowym Wierchu. Warto było zwlec się z wyra o 23 #gory #tatry

  •  

    Tutaj tankowaliśmy Eurosuper 95 w dziewięćdziesiątym siódmym z moim kochanym tatą do naszego Fiata 126p FL... (づ•﹏•)づ #krakow #nowahuta

  •  

    Oby dzisiejszy tydzień był dla wyborców PiS-u potężnym przebudzeniem. Tacy szmaciarze nie mogą rządzić Polską. Oby był to też sygnał dla prawicy wolnościowo-narodowej, aby iść jednym wspólnym blokiem w wyborach parlamentarnych. Żarty się skończyły. Gówno-wojenki muszą się skończyć. Takiego kurestwa Polski nie było od lat 80, gdzie nawet Jaruzelski miał więcej godności w kontaktach z Moskwą niż dzisiejsze władze. Ośmieszyliśmy się na arenie międzynarodowej. Polsce musi zostać przywrócona godność zanim będzie za późno.
    #polityka #4konserwy #polska #iran #izrael #bliskiwschod
    pokaż całość

  •  

    Mirki, którzy jeżdżą w #gory #tatry i nocują w schroniskach: czy jest możliwość z rana (ok. 7.00) dostać wrzątek? I czy w razie braku miejsc w schronisku, jest możliwość przespać się podłodze, np. na stołówce?

  •  

    Podwójna gra UE

    31 stycznia szefowie MSZ Niemiec Wielkiej Brytanii i Francji (tzw. grupa E3) poinformowali, że dzięki ich wspólnym wysiłkom udało się powołać do życia tzw. Spółkę Specjalnego Przeznaczenia (SPV). Spółka ma zająć się obsługą handlu z Iranem, który od zeszłego roku obłożony jest amerykańskimi sankcjami. O ile na pierwszy rzut oka powstanie SPV zdaje się być przełomowym momentem, który pokazuje jak bardzo UE zdeterminowana jest do utrzymania przy życiu porozumienia atomowego z Iranem (JCPOA), to szczegóły dotyczące powstania SPV nie pozostawiają złudzeń – UE rozpoczyna nową grę, w której jej przeciwnikiem jest już nie tylko Waszyngton, ale także sam Teheran.

    Polecam czytać bezpośrednio na blogu - lepszy układ strony, a poszczególne fragmenty tekstu są opatrzone źródłami.

    ———————————————–

    Oś Berlin-Paryż-Londyn

    Nowo powstała Spółka będzie nosić nazwę „Instrument in Support of Trade Exchanges” (INSTEX). Została ona zarejestrowana we Francji, w jej zarządzie zasiedli Brytyjczycy, a prezesem został niemiecki bankier Per Fischer, związany wcześniej z Commerzbankiem. Póki co INSTEX został wyłącznie zarejestrowany, a pierwsze transakcje z Iranem – zgodnie z zapowiedziami unijnych dyplomatów – Spółka obsłuży dopiero za kilka miesięcy. Jednak nie jest to jedyny problem Iranu.

    Gdy w 2018 roku szefowa unijnej dyplomacji, Federica Mogherini, zapowiadała powstanie „europejskiego kanału do handlu z Iranem” przedstawiała SPV jako podmiot, który przejmie na swoje barki ciężar obsługi transakcji wszelkiej maści – zaczynając od żywności, przez maszyny, po irańską ropę i gaz ziemny. Dlatego też Teheran wiązał z europejską SPV ogromne nadzieje, uważając ją za uniwersalne remedium, które nawet jeśli nie „zablokuje” całkowicie amerykańskich sankcji, to znacznie ułatwi Teheranowi uczestnictwo w światowym handlu.

    Federica Mogherini i Dżawad Zarif, Teheran, 2016 rok, źródło: Tasnim News Agency

    Dobra pierwszej potrzeby

    Jednak teraz, gdy INSTEX już powstał, wiele z tych irańskich nadziei zostało rozwianych. Otóż zgodnie z oświadczeniem E3 Spółka zajmie się tylko obsługą transakcji, których przedmiotem będą „dobra pierwszej potrzeby” takie jak żywność, medykamenty itp. Tymczasem o obsłudze handlu surowcami energetycznymi (co z irańskiej perspektywy jest kluczowe) nie może być póki co mowy. Co prawda na połączonej konferencji prasowej, szefowie MSZ-ów UK, Francji i Niemiec, zgodnie przyznali, że być może w przyszłości powstanie inna SPV do obsługi szerszej kategorii transakcji, ewentualnie rozszerzeniu ulegnie sama działalność INSTEX-u, lecz nie wskazali kiedy miałoby to nastąpić. Podobne stwierdzenie padło w, wydanym później, wspólnym oświadczeniu, gdzie stwierdzono, że INSTEX tylko „początkowo” („initially”) ma zajmować się handlem dobrami pierwszej potrzeby – jednak tutaj też zabrakło konkretnej daty, lub chociaż ogólnego zarysu, kiedy działalność SPV miałaby ulec rozszerzeniu.

    Tym samym póki co INSTEX zajmie się wyłącznie obsługą tych transakcji, które de iure są już zwolnione z reżimu sankcji – zgodnie z amerykańskim ustawodawstwem sankcje nie mogą obejmować towarów zaliczanych do szeroko rozumianej „pomocy humanitarnej”. Przy czym de facto sam fakt istnienia amerykańskich sankcji znacznie utrudnia sprowadzanie niektórych, wyłączonych spod sankcji, towarów np. leków – w Iranie było to bardzo odczuwalne podczas sankcji sprzed JCPOA. Problemy w imporcie polegały na tym, że Irańczykom było niezwykle trudno znaleźć banki, które wyraziłyby zgodę na pośredniczenie w zakupie takich towarów. Na problem ten zwrócił już uwagę Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, który orzekając w październiku zeszłego roku w amerykańsko-irańskim sporze dot. ostatnich sankcji, zobowiązał Waszyngton do usunięcia wszelkich przeszkód, które mogłyby utrudniać Iranowi import medykamentów i żywności.

    Mieszane reakcje

    Dlatego też o ile na pierwszy rzut oka INSTEX „nie wydaje się mieć jakiegokolwiek wpływu na amerykańskie sankcje” – jak określiła to ambasada USA w Berlinie – to już, po chwili głębszej refleksji, widać wyraźnie że nowo powstała SPV powinna znacznie ułatwić Teheranowi sprowadzanie towarów pierwszej potrzeby – co może z kolei częściowo polepszyć sytuację gospodarczą kraju i złagodzić istniejące napięcia społeczne. Chociaż nie ma wątpliwości, że Teheran wiązał z INSTEX-em dużo większe nadzieje.

    Administracja prezydenta Rouhaniego odniosła się do SPV bardzo pozytywnie – zachowując jednak przy tym pewną rezerwę. I tak np. minister spraw zagranicznych Dżawad Zarif podziękował UE za powołanie INSTEX-u i zadeklarował dalszą chęć współpracy, lecz jednocześnie zastrzegł, że SPV to tylko pierwszy krok potrzebny do uratowania JCPOA, z którym i tak EU zbyt długo czekała.

    W zupełnie inny sposób zareagowała irańska prawica, której bardzo nie spodobało się, że w oświadczeniu o powstaniu SPV umieszczono następujące sformułowanie „INSTEX będzie działał zgodnie z najwyższymi międzynarodowymi standardami dotyczącymi walki z korupcją i wspieraniem terroryzmu oraz będzie przestrzegał unijnych i oenzetowskich sankcji. W związku z powyższym państwa E3 oczekują, że Iran sprawnie implementuje wszystkie standardy FATF. To właśnie te cztery litery – FATF – doprowadziły konserwatystów do czerwoności.

    Poseł Mohammad Javad Koulivand stwierdził, że INSTEX to PR-owa zagrywka, która ma w istocie zmusić Teheran do szerokich ustępstw względem UE. Na koniec dodał jeszcze, że Europejczycy zdają się być bardziej zainteresowani przechytrzeniem Iranu niż obejściem amerykańskich sankcji. W jeszcze ostrzejszym tonie wypowiedział się inny parlamentarzysta – Amir-Hossein Ghazizadeh Hashemi, członek radykalnego Frontu Dla Utrzymania Islamskiej Rewolucji. Hashemi oskarżył Europejczyków o pozostawanie w zmowie w Amerykanami a nowo powstałą INSTEX określił mianem „bezwartościowego skrawka papieru”. Stwierdził także, że polityka UE wobec Iranu jest zbieżna z tą prowadzoną przez USA – różnica polega jedynie na przyjętych metodach działania. Zdaniem Hashemiego USA chcą zreformować irański system z zewnątrz (przez sankcje) a UE od wewnątrz (przez wywieranie presji na Teheran i dawkowanie pomocy w zależności od realizacji reform).

    Głosy Koulivanda i Hashemiego nie są wcale odosobnione. Wtóruje im także bardzo wpływowa persona, Sadeq Larijani – szef irańskiego systemu sądownictwa, które posiada ogromny wpływ na każdy aspekt życia w Iranie. Larijani stwierdził, że „państwa europejskie muszą wiedzieć, że Islamska Republika Iranu w żaden sposób nie jest w stanie zaakceptować tych upokarzających warunków, które proponuje nam Europa. Iran nie poczyni żadnych ustępstw w zamian za drobne gesty, takie jak INSTEX”. Na koniec, podobnie jak Hashemi, Larijani dodał, że polityka UE zmierza w tym samym kierunku co amerykańska.

    W tym miejscu należy wyjaśnić czym takim jest FATF i dlaczego irańska elita zareagowała w taki a nie inny sposób. Potem natomiast zastanowimy się czy faktycznie konserwatyści mają rację i UE faktycznie irańska polityka UE faktycznie zmierza w tym samym kierunku co ich amerykańskich partnerów.

    Logo FATF, źródło: Twitter

    Awantury w irańskim parlamencie

    FATF to międzyrządowa Grupa Specjalna ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy, która ustala standardy walki z praniem brudnych pieniędzy oraz finansowaniem terroryzmu. Stosowanie się do tych standardów jest oczywiście pozostawione swobodnej decyzji każdego z państw a nieposłuszeństwo nie jest, przynajmniej w teorii, związane z żadnymi sankcjami – oprócz pojawienia się na tzw. „czarnej liście FATF”.

    Jednak w praktyce – biorąc pod uwagę, że FATF to grupa międzyrządowa – już samo pojawienie się na „czarnej liście FATF” ma daleko idące konsekwencje objawiające się w trudnościach z przyciąganiem zagranicznych inwestorów, obsługą transakcji bankowych i w ogóle z działaniem na rynkach międzynarodowych.

    Iran od wielu lat ma problemy z dostosowaniem swojego ustawodawstwa do standardów FATF. Problemy te są tak duże, że Iran jest jednym z dwóch (obok Korei Północnej) państw umieszczonych na czarnej liście FATF, co – jak już wskazałem – prowadzi do wielu problemów natury gospodarczej. Jednak w czerwcu 2016 roku dla Teheranu pojawiło się światełko w tunelu. Administracja Rouhaniego osiągnęła z FATF porozumienie, na podstawie którego Iran miał podjąć zdecydowane działania przeciwko praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu a w zamian za to Grupa miała zawiesić stosowanie wobec Iranu tzw. „środków zaradczych” – są to wezwania kierowane do społeczności międzynarodowej, aby ta podjęła odpowiednie środki (w tym sankcje gospodarcze) przeciwko państwu, które nie stosuje standardów FATF. W efekcie Iran pozostał na czarnej liście FATF, ale Grupa przestała utrudniać Teheranowi dostęp do światowych rynków.

    Okres zawieszenia środków zaradczych wobec Iranu wynosił początkowo 12 miesięcy, jednak ze względu na wolę współpracy i podejmowanie pozytywnych działań przez administrację Rouhaniego, okres ten był konsekwentnie wydłużany. W tym czasie rząd złożył cztery projekty ustaw, które miały dostosować irańskie ustawodawstwo do standardów FATF. Dwie z nich, mimo protestów konserwatystów, udało się uchwalić. Jednak szanse na uchwalenie pozostałych dwóch, które pozostają „oczkiem w głowie” FATF, zdają się maleć z tygodnia na tydzień. Tymczasem czasu na działanie pozostaje niewiele – środki zaradcze FATF wobec Iranu, jeśli Teheran nie uzyska kolejnego przedłużenia terminu, zostaną przywrócone z początkiem marca 2019 roku.

    Obrady irańskiego parlamentu, źródło: Mahdi Sigari, ypa.ir

    Obrady i rady

    Dlatego też administracja Rouhaniego w ostatnich miesiącach ze zdwojoną siłą próbuje przepchnąć wspomniane dwie ustawy, tak aby zostały uchwalone jeszcze przed upływem terminu wyznaczonego Irańczykom przez FATF. Jednak jest to ekstremalnie trudne, gdyż projekty tych ustaw wywołują ogromne protesty ze strony konserwatystów a ich uchwalenie nie zależy wyłącznie od woli parlamentu.

    W irańskim parlamencie większość stanowią reformiści. Mimo, że nie dysponują oni samodzielną większością, udało im się przegłosować projekty ustaw związanych z FATF. Jednak dalsze procedowanie utrudniła Rada Strażników, która zajmuje się sprawdzaniem zgodności prawa uchwalanego przez parlament z zasadami islamu i konstytucji. Większość w Radzie Strażników posiadają konserwatyści. Nie wyrazili oni zgody na uchwalenie kontrowersyjnych ustaw w kształcie zaproponowanym przez parlament i odesłali sprawę do tzw. Rady ds. Celowości, która ma ostatecznie rozstrzygnąć spór między parlamentem a Radą Strażników.

    Nie jest to dobra wiadomość dla prezydenta, gdyż nie dość że w Radzie ds. Celowości większość mają konserwatyści, to od 2017 roku jej członkowie próbują odgrywać coraz większą rolę w irańskiej polityce – nie tylko rozstrzygać spory między parlamentem a Radą Strażników, ale także proponować własne poprawki kontrowersyjnych ustaw. Przeciwnicy Rady ds. Celowości zarzucają jej członkom, że ci zachowują się tak jakby próbowali reaktywować senat, który został zniesiony w wyniku islamskiej rewolucji.

    Wracając jednak do tematu, Rada ds. Celowości ma ogłosić swoje stanowisko wobec ustaw związanych z FATF pod koniec lutego – jeszcze przed ogłoszeniem decyzji FATF co do ewentualnego powrotu środków zaradczych. Mimo, że mamy już połowę miesiąca nadal ciężko powiedzieć jaka będzie ostateczna decyzja Rady. Co prawda dominują w niej konserwatyści, więc można byłoby sądzić że rządowe projekty upadną, lecz nie jest to takie proste. Rada ds. Celowości została powołana jako organ doradczy najwyższego przywódcy, którym sam wybiera jej członków. Dlatego też oceniając szanse przejścia FATF w Radzie należy uwzględniać nie tylko sam jej skład, lecz przede wszystkim stanowisko samego ajatollaha Ali Chameneiego.

    [Reza Ostadi, członek Rady ds. Celowości oraz były członek Rady Strażników. Źródło: Mostafameraji, wikimedia.org](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/76/Reza_Ostadi_رضا_استادی_10.jpg/1024px-Reza_Ostadi_رضا_استادی_10.jpg)

    Ciężki wybór Ajatollaha

    Ten natomiast unika publicznych komentarzy w tej sprawie i nie opowiada się ani jednoznacznie za ani przeciw rządowym projektom – część irańskich komentatorów nazywa to taktyką „żółtego światła”, zastosowaną już m.in. podczas negocjacji w sprawie JCPOA. W ten sposób Chamenei chce pozostawić sobie pewną swobodę działania, dzięki której porażka związana z FATF nie będzie mogła mu być przypisana, ale już zwycięstwo jak najbardziej.

    Wydaje się, że sam Chamenei dokładnie nie wie jak zachować się w sprawie FATF. Z jednej strony przepchnięcie rządowych projektów umocni pozycję Iranu na rynkach międzynarodowych i ułatwi dalsze negocjacje z Europą nad utrzymaniem „kanału handlowego”. Jednak z drugiej strony wprowadzenie standardów FATF może odbić się irańskim elitom czkawką – zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

    FATF postuluje, aby Iran powołał nowy organ (Financial Intelligence Unit), niezależny od dotychczasowych struktur, który zająłby się monitorowaniem zjawiska prania pieniędzy. Taki organ mógłby ukrócić, a już na pewno utrudniłby, elitom wyprowadzanie pieniędzy z budżetu państwa oraz wszelkiego rodzaju defraudacje, które są zmorą religijnych fundacji (bonjadów) i państwowych przedsiębiorstw – więcej na temat patologii irańskiej gospodarki pisałem tutaj.

    Mało tego, FATF wymaga od Teheranu daleko posuniętych reform w zakresie wspierania terroryzmu – w szczególności usunięcia z irańskiego ustawodawstwa zapisu, który wyłącza spod definicji „ugrupowania terrorystycznego” grupy, które „walczą z obcą okupacją, kolonializmem i rasizmem”. To natomiast konserwatyści postrzegają jako próbę zatrzymania irańskiego wsparcia dla Hezbollahu czy Hamasu i tym samym utrudnienie działalności Teheranu w regionie Bliskiego Wschodu – póki co te obawy są bezpodstawne, bo żadna z tych organizacji nie znajduje się na oenzetowskiej liście ugrupowań terrorystycznych.

    Tym samym Rada ds. Celowości i Chomeini znaleźli się między młotem a kowadłem. Z jednej strony potrzebują kontaktów handlowych z Europą a z drugiej strony muszą utrzymać możliwość szerokiego oddziaływania na sytuację w regionie. I tutaj właśnie dochodzimy do meritum sprawy – powstanie INSTEX-u to najprawdopodobniej nie tylko próba ratowania JCPOA, ale także początek nowej gry między Brukselą a Teheranem.

    Ajatollah Ali Chamenei, źródło: Khamenei.ir

    Przypadek?

    Jak już wspomniałem jeszcze w zeszłym roku Federica Mogherini zapowiadała daleko idącą pomoc dla Iranu, dzięki której miano utrzymać JCPOA „przy życiu”. Zapowiadana pomoc nie miała być obłożona jakimikolwiek warunkami czy ustępstwami ze strony Teheranu. Jednak oświadczenie w sprawie INSTEX-u, a w szczególności jego fragment poświęcony FATF, całkowicie zmieniło sytuację. Mamy teraz dwie opcje. Możemy uznać, że ostatnie oświadczenie E3 to początek nowej gry UE z Iranem albo że fragment dot. FATF został dodany do oświadczenia przez pomyłkę. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę szerszy aspekty stosunków europejsko-irańskich (o czym niżej), wersję o nierozgarniętych dyplomatach należy odrzucić. Wersja ta jest zresztą tym mniej prawdopodobna, że wypowiedzi na temat FATF padały także podczas wspólnej konferencji ministrów spraw zagranicznych państw E3. Tym samym wiele wskazuje, że „wbicie szpili” Iranowi w sprawie FATF nie było żadnym przypadkiem, lecz celowym działaniem.

    W takim razie co takiego stało się w okresie między wystąpieniami Mogherini z maja-czerwca 2018 roku (idea bezwarunkowej pomocy) a powołaniem INSTEX-u?

    Szpiedzy tacy jak my

    Otóż działo się bardzo dużo. Przede wszystkim z punku widzenia UE kluczowy był tutaj wzrost zaangażowania irańskiego wywiadu (VAJA), który – nie wiedzieć czemu – uznał, że zamieszanie związane z JCPOA to idealny pomysł, aby uciszyć kilku przeciwników Teheranu ukrywających się w Europie. Czego VAJA nie wzięła pod uwagę to fakt, że europejskie służby bezpieczeństwa to światowa czołówka a środowisko irańskich opozycjonistów znajduje się pod stałym nadzorem. I tak we wrześniu 2018 roku duńska policja aresztowała trzech mężczyzn planujących zamach na Habiba Jabora (członka ASMLA, arabskiej organizacji separatystycznej). Tymczasem miesiąc później francuscy śledczy powiązali irańskiego dyplomatę z nieudanym zamachem bombowym w Paryżu, którego ofiarami mieli paść irańscy opozycjoniści. Jak jeszcze tego byłoby mało to w lipcu 2018 roku holenderska policja przyznała, że za zabójstwem Mohammada-Reza Kolahiego (członek MEK, lewicowa organizacja opozycyjna) z 2015 r. stali prawdopodobnie Irańczycy. Incydenty te zostały szczegółowo opisane w prasie i odbiły się szerokim echem w europejskich stolicach, które odpowiedziały bardzo zdecydowanie.

    8 stycznia 2019 roku Bruksela nałożyła indywidualne sankcje na kilku członków irańskiego wywiadu – w tym na Saeida Hashemiego Moghadama (zastępca szefa VAJA) – i wpisała ich na europejską listę terrorystów.

    Jednocześnie sprawa zamachów nie jest jedynym punktem spornym w relacjach między Brukselą a Teheranem. Innymi ważnymi kwestiami są: zaangażowanie Iranu w regionie Bliskiego Wschodu, finansowanie Hezbollahu, Hamasu, Houthi, stwarzanie zagrożenia dla międzynarodowej żeglugi w cieśninach Ormuz i Bab Al Mandab oraz szybka rozbudowa irańskiego programu rakietowego – to właśnie ta ostatnia kwestia jest jednym z większych problemem we wzajemnych relacjach i został jej poświęcony fragment w oświadczeniu Rady UE z 4 lutego 2019 roku.

    Stanowisko Rady UE spotkało się z ostrą krytyką – i to nie tylko ze strony konserwatystów, ale także administracji Rouhaniego. Prezydent stoi twardo na stanowisku, że kwestia irańskiego programu rakietowego nie podlega negocjacji – i trudno mu się dziwić, bo gdyby zgodził się na jakiekolwiek negocjacje w tej materii to zostałby momentalnie „pożarty” przez swoich politycznych oponentów.

    Wzajemne spory co do zamachów na europejskiej ziemi oraz irańskiego programu rakietowego to tylko wierzchołek góry lodowej. Napięcia w stosunkach europejsko-irańskich są ostatnio dużo większe niż zdawałoby się to na pierwszy rzut oka. Wściekłość w Teheranie wywołało także to, że Włochy oraz Grecja – mimo że zostały okresowo zwolnione od amerykańskich sankcji – to całkowicie zrezygnowały z zakupu irańskiej ropy naftowej. Oliwy do ognia dolały jeszcze Niemcy, które odebrały liniom lotniczym Mahan prawo do lądowania na niemieckim terytorium – są one oskarżane o udział w transporcie sprzętu wojennego do Syrii.

    Smaczku całej sprawie dodał jeszcze styczniowy raport Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji, w którym stwierdzono, że „nowe anty-irańskie sankcje najprawdopodobniej doprowadzą do zwiększenia przez Teheran nakładów na cyberszpiegostwo (…) w szczególności w sytuacji, gdyby Irańczykom nie udało się utrzymać EU przy JCPOA” (sic!, pisownia oryginalna).

    Logo irańskiej agencji wywiadu (VAJA)

    Nowe rozdanie

    Wszystko to zdaje się wskazywać, że UE dokonała rewizji swojej polityki wobec Iranu. Z jednej strony Europa chce utrzymać JCPOA „przy życiu”, bo jest to zgodne z jej interesami gospodarczymi oraz pozwala ograniczyć irański program atomowy. Z drugiej jednak strony Francja, UK czy Niemcy widzą jakie zagrożenie niesie za sobą wywrotowa działalności Iranu i dlatego nie są skłonni pomagać Iranowi bezwarunkowo – zamiast tego proponują „swoistą marchewkę”, przy pomocy której będą wodzić Teheran za nos. Schemat tego działania jest prosty. INSTEX jest gestem dobrej woli, który ma zmaterializować europejską chęć pomocy i zmobilizować Irańczyków do współpracy. Jednak dalsza europejska pomoc jest uzależniona od tego czy Teheran faktycznie zacznie wprowadzać kolejne reformy – tak jak w sprawie FATF.

    Jest to bardzo ryzykowna gra, którą UE może przegrać z kretesem. Przede wszystkim europejskie możliwości działania wobec amerykańskich sankcji są mocno ograniczone. Powstanie INSTEX to pozytywny sygnał, który pokazuje że najwięksi europejscy gracze dotrzymują swoich obietnic nawet wtedy, gdy muszą rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym. Jednak sam INSTEX nie uratuje JCPOA. Do tego potrzeba dużo więcej. Europa musi stworzyć skomplikowany mechanizm handlowy, który zapewni europejskim firmom handlującym z Teheranem pełne bezpieczeństwo. Jest to ogromne wyzwanie, bo już wcześniej różni amerykańscy oficjele – np. John Bolton – wyraźnie dali do zrozumienia, że obłożą sankcjami wszelkie przedsiębiorstwa handlująca z Iranem – niezależnie czy za pomocą SPV czy też nie.

    Z drugiej strony próby wywarcia nawet najmniejszej presji na Teheran mogą doprowadzić do potężnej reakcji zwrotnej. Bruksela ma rację, że obecny prezydent Iranu ma stosunkowo umiarkowane poglądy i byłby prawdopodobnie skłonny na pewne ustępstwa w zamian za pomoc gospodarczą. Jednocześnie jednak Europejczycy przeszacowują pozycję prezydenta i nie uwzględniają specyfiki systemu, w którym musi on działać. Świetnie widać to na przykładzie FATF. Sam Rouhani rozumie potrzebę reformy irańskiego systemu i robi wszystko co możliwe, aby przepchnąć projekty ustaw dotyczące prania pieniędzy i finansowania terroryzmu. Jednak sam nie jest on w stanie oprzeć się konserwatystom, którzy obsadzili swoimi ludźmi większość instytucji państwowych, które – mimo że nie pochodzą z powszechnych wyborów – to posiadają ogromny wpływ na kształtowanie irańskiej polityki.

    Ostatnie działania UE w żaden sposób ułatwiają działań prezydenta – a wręcz przeciwnie. Konserwatyści, powołując się na słowa unijnych polityków, wskazują że Rouhani jest marionetką Europy a FATF to pomysł Europejczyków a nie prezydenta.

    rezydent Hassan Rouhani, źródło: Tasnim News Agency

    Upadek prezydenta

    Wypowiedzi unijnych polityków są szkodliwe – i w perspektywie krótkoterminowej (FATF) i długoterminowej. Od maja 2018 roku poparcie prezydenta Rouhaniego topnieje w bardzo szybkim tempie. Konserwatyści próbują przekonać naród, że pogarszająca się z dnia na dzień sytuacja ekonomiczna w kraju, to rezultat niezdecydowanych działań Rouhaniego, który zgodził się na podpisanie JCPOA i został „oszukany przez Zachód”. Jak wskazują sondaże taka retoryka zyskuje coraz większy poklask w irańskim społeczeństwie.

    Sytuacji Rouhaniego nie ułatwia także fakt, że obecna administracja jest powszechnie krytykowana przez samych reformistów – którym Rouhani zawdzięcza wyborcze zwycięstwa z lat 2013 i 2017. Krytykują oni prezydenta, że był on zbyt mało zdecydowany w swoich działaniach i nie wykorzystał szansy na reformę jaką były lata 2016-2018, gdy Iran pozostawał wolny od sankcji a konserwatyści byli w odwrocie. Ponadto oskarżają oni prezydenta o zdradę liberalnych ideałów – chociaż tak naprawdę Rouhani nigdy nie był „liberałem czystej krwi”, dużo lepiej czuł się wśród „centrystów” a reformistów wykorzystywał raczej dla swojej własnej agendy politycznej niż faktycznie identyfikował się z ich hasłami.

    Rozłam w umiarkowanym środowisku i pogarszająca się sytuacja gospodarcza sprawiają, że zwycięstwo kogoś z obozu reformistów w nadchodzących wyborach prezydenckich w 2021 roku wydaje się coraz mniej prawdopodobne. Napięcia społeczne wzrastają a konserwatywna opozycja – na fali populistycznej krytyki Rouhaniego – zdobywa coraz większe poparcie. Tym samym powrót do władzy konserwatystów wydaje się coraz bardziej prawdopodobny. Taki scenariusz miałby jednak fatalne skutki nie tylko dla JCPOA, ale także dla całego regionu. Konserwatyści prawdopodobnie chcieliby wycofać się z irańskiego dealu oraz wznowić prace nad programem atomowym. Ich polityka wobec Bliskiego Wschodu także bałaby znacznie bardziej konfrontacyjna.

    Czas wyborów

    UE musi zrobić wszystko, aby nie dopuścić do zwycięstwa konserwatystów – ewentualnie usprawnić handel z Iranem na tyle, aby konserwatyści doszli do wniosku, że występowanie z JCPOA nie jest w ich interesie. Taka strategia byłaby dużo skuteczniejsza niż próby wywarcia presji na Rouhanim, który i tak pozostaje „cichym sojusznikiem Europy” i jednym z niewielu umiarkowanych polityków wyższego szczebla w Islamskiej Republice Iranu

    Zresztą wszystko wskazuje na to, że europejska presja jest nieuzasadniona, bo póki co UE nie ma pomysłu na obejście amerykańskich sankcji. Spółka INSTEX to pozytywny sygnał, ale w pojedynkę nie pokona ona amerykańskich sankcji. Unia musi opracować mechanizm obsługi „poważniejszych transakcji”, których przedmiotem będą m.in. surowce energetyczne oraz maszyny przemysłowe – dopiero wtedy UE uzyska właściwy „lewar”, który będzie można wykorzystać w negocjacjach z Irańczykami i zmusić ich do pewnych ustępstw.

    Decydowanie się na wywieranie nacisku na Teheran już teraz przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego. Fragment dotyczący FATF, który znalazł się w oświadczeniu w sprawie INSTEX, momentalnie został wykorzystany przez konserwatystów do ataków na prezydenta – „cichego sojusznika UE”. Zamiast ukrócić reakcyjność irańskiego reżimu Unia w istocie go wzmocniła. Dlatego jeśli UE faktycznie podjęła podwójną grę z Iranem to musi teraz uważać na każdy swój krok, aby nie przyczynić się do wzrostu popularności konserwatystów. Jeśli udałoby się im wrócić do władzy to byłby to najprawdopodobniej koniec JCPOA i początek nowego wymiaru rywalizacji w regionie Bliskiego Wschodu.

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #iran #ue #bliskiwschod #trump #geopolityka #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #polityka
    pokaż całość

  •  

    Sportowe lata 90.
    Odcinek 6: Mini Lambo

    Pacholęciem będąc, często chodziłem z dziadkiem na spacery po okolicznych osiedlach. O ile większość mijanych samochodów na parkingach zatarła się już w mej pamięci, to ten kształt za każdym razem wprawiał mnie w osłupienie, szok, zdumienie, porażenie, ekstazę, bo wyglądał zupełnie jak wszystkie sportowe supersamochody z papierków w gumach Turbo i był tak skrajnie różny od wszystkiego. Dopiero później się dowiedziałem, że to jest Fiat, a nie Ferrari.

    Samochód zbudowano na płycie podłogowej Fiata występującej w kilku modelach: Tipo, Alfa 155 oraz Lancia Delta. Początkowo oferowano silnik 2.0 Fiat DOHC skonstruowany dawno temu przez Aurelio Lamprediego: wolnossący miał 139 koni, turbo - 190, ten sam był w Lancii Delcie Integrale. Następnie wprowadzano nowsze konstrukcje: 1.8 131 KM z Fiata Barchetty oraz pięciocylidrowe wolnossące 147 i 154 KM (wydaje mi się, że ten sam silnik był jeszcze w Lancii Kappie oraz Fiacie Marea, ale głowy nie dam).
    Najpotężniejszy był Fiat Coupé 20V Turbo o mocy 220 koni wyprodukowany w liczbie 1200 egzemplarzy. Posiadał on hamulce Brembo, rozpórkę kielichów, rozrusznik uruchamiany z przycisku, zmieniony bodykit, fotele Recaro.
    Oba uturbione modele miały dyferencjał Viscodrive, który miał eliminować podsterowność, było to wielotarczowe sprzęgło cierne na prawej półosi. Fiat Coupé posiadał również całkowicie niezależne zawieszenie.

    W latach 1993-2000 z fabryki w Turynie wyjechało ogółem 72 000 sztuk.

    Ciekawostki:
    - Nadwozie zaprojektował Chris Bangle. Później został projektantem w BMW i odpowiada za BMW E65 serii 7, chyba najbrzydsze BMW jakie powstało.
    - Początkowo Fiat miał kupić gotowy projekt od Pininfariny, ale zdecydował się jednak na swój własny twór. Pininfarina sprzedała zatem szkic Peugeotowi, który zmaterializował go jako Peugeot 406 Coupé - moim zdaniem... chyba najpiękniejszy samochód w historii świata.
    - Od Pininfariny jest natomiast wnętrze pojazdu, całkowicie obłędna deska rozdzielcza w kolorze nadwozia.
    - Topowy model Fiat Coupé 20V Turbo o mocy 220 koni, w dniu premiery był najszybszym przednionapędowym samochodem, rozwijał bowiem 250 km/h. Do dnia dzisiejszego to najszybszy Fiat produkowany seryjnie w historii marki.
    - Do kupienia na olx do 10 000 zł ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #gruparatowaniapoziomu is powered by #rzetelnafura
    #samochody #motoryzacja #carpsotting #carboners #fiat #forzaitalia
    pokaż całość

    źródło: Fiat Coupe.jpg

  •  

    Karnet na Wisłę kupiony. Przysięgałem jej wierność dawno temu i w trudnych chwilach będę z nią. #wislakrakow

  •  

    Gdzie mogę obejrzeć 4 sezon Initial D? Wszystkie filmy na youtube poblokowane #anime #initiald

  •  

    1 454 - 1 = 1 453

    Tytuł: Buddenbrookowie - dzieje upadku rodziny
    Autor: Tomasz Mann
    Gatunek: powieść społeczno-obyczajowa
    ★★★★★★★★☆☆

    Akcja powieści dzieje się w XIX wieku na terenie dzisiejszych Niemiec i pozwala na śledzenie losów kilku pokoleń rodziny Buddenbrooków. Już sam tytuł zdradza jak skończą się dzieje tej rodziny, a cała książka prowadzi nas przez przyczyny tego finału.
    Postaci są przestawione bardzo szczegółowo, każdy z członków rodziny reprezentuje odmienną wizję świata. Czytając mamy także okazję przyjrzeć się niemieckiemu społeczeństwu mieszczańskiemu w tym czasie.
    Autor zawarł w książce wiele wątków autobiograficznych. Tak samo jak jego rodzina, rodzina przez niego wykreowana zajmuje się handlem zbożem i przejawia wartości kupieckie. Również osobę autora można odnaleźć w dwóch bohaterach książki - Tomasza Buddenbrooka oraz jego syna Hanno.
    Warto zaznaczyć, że Mann w powieści nawiązuje do filozofii Schopenhauera. Ukazanie kliku pokoleń Buddenbrooków ma za zadanie przedstawienie ewolucji świata przyrody według wspomnianego filozofa.

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki
    pokaż całość

  •  

    Ostatni raz jestem na #krwiodawstwo w #krakow na Rzezniczej. Godzina w kolejce do pokoju 1.9!

  •  

    Pierwszy z meczów środowych za nami. W kultowym Spodku spotkały się dwie mocne ostatnio drużyny - GKS Katowice i ONICO Warszawa. Triumfowali goście wynikiem 3:1. Kolejną nagrodę MVP dostał Bartosz Kurek i to właśnie o naszego najlepszego zawodnika MŚ 2018 będę zadawał pytanie. Pojawiły się doniesienia jakoby Bartka chciały kluby ligi Polskiej i Włoskiej. Wiadomo że poziom ligi Włoskiej (sportowy, na pewno nie transmisji) jest wyższy niż w Polsce. Dlatego, czy przejście Kurka do Włoch byłoby dla niego dobrym posunięciem mając w pamięci to, że najwyższą formę trzeba trzymać do Tokio 2020?
    Moim zdaniem Kurek jeśli chce utrzymać formę to powinien grać... w Polsce. Tutaj wszyscy na niego chuchają i dmuchają. Przeciwko takiemu Onico drużyny przeciwne starają się grać jak najlepiej, więc paradoksalnie poziom w meczach Onico jest jeszcze wyższy. W lidze włoskiej miałby pewnie wejście podobne do Leona, ale zmiana ligi, środowiska byłaby mimo wszystko ryzykowna. Ja jednak liczę że Kurek zostanie w PlusLidze na sezon 2019/2020, a później niech zdobywa złoto w Tokio - swoje i całej naszej siatkówki największe marzenie.
    Statystyki Kurka z sezonu 18/19 (bez meczu z Katowicami, strona PlusLigi nie domaga):
    13 rozegranych spotkań
    47 rozegranych setów
    230 zdobytych punktów (8 w ogólnej klasyfikacji)
    15 asów (28 w ogólnej klasyfikacji)
    0,32 asa na set
    370 wykonanych ataków
    186 skończonych ataków
    50,27% w ataku (10 w ogólnej klasyfikacji)
    29 bloków (14 w ogólnej klasyfikacji)
    0,62 bloków na set
    5 nagród MVP (2 w ogólnej klasyfikacji)
    W ramach ciekawostki - w żadnym spotkaniu nie zagrał 5 setów choć tylko raz miałby taką okazję. W meczu z Jastrzębskim Węglem musiał jednak przedwcześnie zejść z boiska z powodu kontuzji pleców.
    #siatkowka #plusliga
    pokaż całość

  •  

    Sportowe lata 90.
    Odcinek 5: Mitsubishi zaćmione

    Nie inaczej, Mireczki. Ostatnio nie śledzę rynku nowości, bo i po co, nic się nie dzieje, z wyjątkiem paru petard typu Stinger lub Giulia QV. O Mitsubishi już dawno zapomniałem - czasy gdy wielki Tommi Makinen masakrował konkurentów swoim Lancerem Evo dawno się skończyły, teraz to marka dla bogatych emerytów, ludzi chcących mieć prestiżowego SUVa, ale z portfelem nie pozwalającym na coś od Niemieckiej Wielkiej Trójki lub Lexusa. Coś czuję, że ta marka powoli się szykuje do rejterady i wkrótce zwinie biznes z naszego podwórka.

    Wchodzę na stronkę i co widzę? Colta już nie ma, został Space Star od 39 900 zł. Ciekawe, ile osób to kupi, jak w tej wadze walczą potężna Fabia, Duster, Ibiza i Tipo i to oni rozgrywają rynek między sobą. Lancera Evo nie ma już dawno, a fani otarli łzy z oczu. Pozostałe modele, to typowe nudne SUVy i crossovery zbyt eleganckie na szuter, a zbyt duże na parking na strzeżonym osiedlu i miejscu parkingowym za 40k. Szkoda strzępić ryja, ale skoro jest popyt...

    No więc nie śledzę nowości, ale kiedyś se szedłem, co nie, galerią handlową i przy wejściu stał wyeksponowany, duży i lśniący nowością samochód. Jak to zwykle robię, podbijam szybko i szarpię klamkę, żeby se wejść do środka i pooglądać, co tam ciekawego chcą mi sprzedać i na końcu się zasmucić, gdy zobaczę cenę, bo na nowe z salonu zazwyczaj mnie nie stać, tak jak większości Polaków. Ale drzwi były zawarte, a w promieniu pięciu metrów żadnej uroczej hostessy o długich nogach, która by otworzyła dla mnie drzwi i zachęciła uśmiechem do wzięcia fury w leasing. Obchodzę auto dookoła, dochodzę do tyłu i widzę napis

    pokaż spoiler Eclipse


    I powróciły flashbacki z lat 90.

    Mitsubishi i Chrysler romansowały w latach 80. czego następstwem zostało stworzenie wspólnego przedsięwzięcia Diamond-Star Motors. Fabrykę postawiono w normickim mieście o nazwie Normal w stanie Illinois w USA i tam, w latach 1989-1994 produkowano to czterocylindrowe sportowe coupe. Jak to bywa w korpo, projekt zmonetyzowano do ostatniego centa: samochód powstawał też pod brandem Eagle Talon (Orzeł Szpon) oraz Plymouth Laser.

    Oferowano do wyboru dwa silniki wolnossące: 1.8 oraz 2.0, który mógł być również uzbrojony w turbo; wówczas moc rosła do maksymalnie 195 koni, a na tylnej osi pojawiał się stały napęd oraz szpera. Lubimy to. Oczywiście posiada też śliczne otwierane lampy, jak to w tamtych latach praktykowano.

    Ciekawostka: nazwa Eclipse pochodzi od niepokonanego wyścigowego konia z XVIII-wiecznej Anglii, który wygrał 26 wyścigów.

    Miłego dnia!

    #rzetelnafura to tag humorystyczno-edukacyjny
    #samochody #motoryzacja #carspotting #carboners #mitsubishi #jdm
    pokaż całość

  •  

    #motoryzacja #samochody
    Jeszcze tylko halogeny wywalic i bedzie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190203_130528.jpg

  •  

    Zacząłem publikować remake swojego komiksu internetowego Losux (są też premierowe odcinki). W poniedziałki i czwartki wrzucam nowe komiksy na mikrobloga.

    Wcześniejsze komiksy dostępne do przeczytania na www.losux.pl

    Poniżej odcinek 68

    #losux #komiks #heheszki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 68 kopia.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika DerMirker

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (5)