I'm dirty. I'm sooo dirty.

  •  

    Gurwa, chyba wejdę w tego bitcoina, bo od kilku lat pluję sobie w twarz że nie kupiłem BTC, a jedynie próbowałem szczęscia na zraczałej polskiej GPW. Najgorsze jest to że dziś pomyślałem o btc, patrzę, a tu bitcoina popierdoliło, bo górka i w ogóle więc to średni pomysł na wejście ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Chociaż chyba też zastosuję technikę jakiegoś mirka: kupno co miesiąc niewielkiej ilości z btc. Zamierzam 10% wypłaty na to przeznaczać.

    #bitcoin
    pokaż całość

  •  

    smutne kiedy twoja najlepsza przyjaciółka okazuje się golf(7)digger xd

    #heheszki #truestory #logikarozowychpaskow #rozowepaski

  •  

    Kiedy w 1991 roku na ulicach królowały kaszle, moi rodzice mieli Golfa GTI 1 generacji. Pamiętam jak mnie nim mama do przedszkola zawoziła. To było chyba najszybsze auto w mieście w tamtym czasie :-)

    #carboners #czarneblachy

    źródło: embed.jpg

  •  

    cześć ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) #gownowpis #rozowypasek

  •  

    Pamiętacie pierwsze udane ładowanie po locie orbitalnym? Grudzień 2015, 20 miesięcy temu. Jeśli jesteście jak ja, to pamiętacie dokładnie co robiliście w tym momencie, co robiliście wcześniej, później. 24h życia wryte precyzyjnie w pamięć że względu na to niesamowite wydarzenie, na to lądowanie.

    Jest 20 miesięcy później. 0.0006% później w historii Homo Sapiens, 0,00000004% później w historii Ziemi. To nie są liczby z dupy, przeliczyłem. Spoglądam na kolejne lądowanie kątem oka grając w kalambury na kurniku.

    Elon, przekocie, co Ty odpierdalasz xD to się w głowie nie mieści. Wyobraźcie sobie świat bez Elona. NASA by się zastanawiała, czy warto inwestować we własny system transportu astronautów, skoro Ruski latają. No i po co produkować silniki, Rosja robi i działają. A teraz mówimy o kolonizacji Księżyca, o kolonizacji Marsa - za naszego życia!

    Wszystko za sprawą jednego organizmu. Jednego człowieka.

    #eksploracjakomosu #spacex #elonizm
    pokaż całość

    •  

      Wszystko za sprawą jednego organizmu. Jednego człowieka.

      @smyl: ten sam człowiek twierdzi że nie jesteśmy ogranizmami, tylko żyjemy w zaawansowanej symulacji stworzonej przez zaawansowaną cywilizacje typu drugiego

    •  

      @szpongiel nie mam, ba, mam swoją teorię na ten temat :D widziałeś serial westworld? Pomyślałem że te masakry tak jak ostatnio w las Vegas mogą być ekskluzywną rozrywką dla osób z przyszłości, które wchodzą do naszej symulacji i zabijają wszystkich dla rozrywki a wojny mogą być formą hiperrealistycznej gry multiplayer :D

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    pokaż spoiler Ostrzegam, że będzie długo i mogę przynudzać, więc jak macie coś lepszego do roboty, to nawet nie zaczynajcie. Ewentualnie dwa lub trzy ostatnie akapity, jeżeli ktoś ma chwilę.


    Mało rzeczy mnie tak dziwi, jak powszechne idealizowanie i krystaliczny wizerunek Beenhakkera. Szczególnie po wczoraj, gdzie nie ma rozgoryczenia porażką, ale jest radość po awansie, zdążyłem przeczytać już kilkanaście komentarzy, jakim to przeciętnym trenerem jest Nawałka, a jakim wspaniałym był Leo. Szkoda, że ja to wszystko pamiętam trochę inaczej. Ale po kolei.

    Zaczęło się świetnie, bo okres od września 2006 do listopada 2007 należy uznać za bardzo owocny w historii reprezentacji - wygrane eliminacje, 1. miejsce w grupie i zostawienie za plecami Portugalii, Serbii albo Belgii. Chociaż nie było się też bez wpadek, żeby wspomnieć tylko 0:1 w Erywaniu, 0:0 w Helsinkach albo 1:3 z Finlandią w Warszawie. Skończyło się jednak szczęśliwie, bo po 2:0 z Belgią w Chorzowie mieliśmy zapewniony awans. Sukces ogromny, ale też ogranie Belgii w tamtym czasie nie było czymś wyjątkowym. Zamiast Edena Hazarda albo Romelu Lukaku, grali w tej reprezentacji Bart Goor, Faris Haroun, a z ławki wchodził Stein Huysegems, kimkolwiek jest. To jednak nie miało znaczenia. Najważniejsze, że cel został osiągnięty. Potem miało być niestety tylko gorzej.

    Na kilka miesięcy przed turniejem wypadł pierwszy poważny rywal w meczach towarzyskich - Czesi. O ile wtedy zagraliśmy bardzo dobrze (wygrana 2:0), o tyle im bliżej turnieju, tym wyglądało to mniej optymistycznie. Najpierw 0:3 z USA w Krakowie, a potem dwa dziwne sparingi w niemieckim Reutlingen (z dzisiejszej perspektywy rzecz nie do pomyślenia) - najpierw remis 1:1 z Macedonią (po rzucie karnym w końcówce), a potem wymęczone 1:0 z Albanią. Przed samym turniejem zagraliśmy jeszcze z Danią w Chorzowie (1:1), ale euforia związana z awansem spychała na bok tę fatalną serię. Każdy nadal uważał Leo za czarodzieja i sam turniej to już miała być droga od sukcesu do sukcesu.

    Jak wyglądało to w rzeczywistości, właściwie nie trzeba mówić - jeden punkt, jeden strzelony gol (w dodatku ze spalonego), do tego fatalna gra najbardziej doświadczonych zawodników, dla których nie był to pierwszy duży turniej. Poza Arturem Borucem nikt sportowo i mentalnie wtedy nie udźwignął. Ponadto w trakcie turnieju nie obyło się też bez dziwnych decyzji samego Beenhakkera, jak ta o wprowadzeniu na boisku w pierwszym meczu z Niemcami Piszczka, który jeszcze kilka dni wcześniej był na wakacjach na Rodos (zastąpił w ostatniej chwili kontuzjowanego Błaszczykowskiego). To wszystko złożyło się na katastrofę - byliśmy chyba najgorszą drużyną na Euro.

    Mimo fatalnego turnieju w PZPN-ie zdecydowano, że Beenhakker zostaje na kolejne eliminacje. Chujowa passa jednak trwała. Najpierw przegraliśmy towarzysko z Ukrainą we Lwowie (0:1), zremisowaliśmy ze Słowenią u siebie (1:1) i wymęczyliśmy zwycięstwo z San Marino (2:0). Kolejne było zwycięstwo z Czechami, które zwiastowało poprawę. Niestety tylko na chwilę. Dalej wyglądało to następująco - w Bratysławie ze Słowacją w pizdę, w Belfaście z Irlandią Północną w pizdę, wysoka wygrana z San Marino i remis z Irlandią Północną u siebie. 9 września 2009 roku przegraliśmy jednak w kompromitującym stylu 3:0 ze Słowenią w Mariborze i Beenhakker został zwolniony. Ostatecznie w grupie wyprzedziliśmy tylko najsłabsze San Marino.

    Teraz trochę kulis, bo te są w przypadku "kryształowego" wizerunku Beenhakkera kluczowe. O ile romans z Martą Alf, rzecznikiem prasowym reprezentacji, to jego prywatna sprawa (Beenhakker był w tym czasie żonaty, miał dwoje dzieci), to również nie był bez znaczenia dla otoczenia kadry, bo pani Alf na skutek bliskiego związku z Leo stała się osobą bardzo problematyczną, o czym czasami wspominali dziennikarze. To jednak drobnostka, bo dużo gorzej wyglądało zatrudnienie na stanowisku dyrektora reprezentacji Jana de Zeuuwa - byłego (ale tylko rzekomo) menadżera, który w trakcie swojej pracy miał czerpać zyski z zagranicznych transferów kadrowiczów. Miał też namawiać ich do zmiany menadżera, co miało nie być bez wpływu na ich pozycję w reprezentacji. Najprościej rzecz ujmując - przejdziesz pod skrzydła moich ludzi, to pomożesz sobie w kwestii przyszłych powołań. Wyjątkowo intrygująca była tutaj postać Marcina Kubackiego, pod którego skrzydła trafili Pazdan, Zahorski i Kokoszka, mimo że ten miał wtedy licencję menadżerską ledwie od miesiąca. Wszyscy trzej pojechali na Euro 2008.

    To jednak nie koniec, bo sam Beenhakker z czasem poczuł się "w siodle" na tyle pewnie, że bez skrupułów jako trener reprezentacji przyjął jednocześnie posadę w Feyenoordzie Rotterdam. Sytuacja niewyobrażalna. Zamiast skupiać się na oglądaniu polskich piłkarzy, czy to w lidze polskiej czy zagranicą, selekcjoner reprezentacji zajmował się "doradzaniem" w Holandii. Zamiast lecieć do Francji, żeby obserwować Ireneusza Jelenia albo spędzić weekend na stadionach w Polsce, on w tym czasie zajmował się sprawami, które jakkolwiek reprezentacji nie dotyczyły. Oczywiście wysoką pensję z PZPN-u przyjmował w tym czasie bardzo chętnie.

    Nawałce można zarzucać, że jest minimalistą, że reprezentacja pod jego wodzą gra często zachowawczo, co nie zawsze kończy się dobrze, ale pod względem profesjonalizmu i etyki pracy jest to człowiek zdecydowanie inny od Beenhakkera. Już dzisiaj zapisał się w historii polskiej piłki i nikt mu tego nie zabierze.

    A Leo, wiadomo, "for money".

    #pilkanozna #reprezentacja #zwiazki
    pokaż całość

    •  

      @Venro był lepszy bo to był ktoś z zewnątrz, z zachodu! Kwestia z jednej strony polskich kompleksów, że taki wielki trener przyszedł do nas (prowadził real 20 lat temu xD) z drugiej, że jednak facet miał gadane, international level itd więc trzymał się długo.
      Teraz na szczęście nie potrzeba już trenera cudotwórcy, który wyczaruje coś z niczego, tylko profesjonalisty, który dobrze poskłada drużynę z nieporównywalnie lepszych piłkarzy pokaż całość

    • więcej komentarzy (62)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Dirty_Digger

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.