•  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część VII (Stan postaci poziom 14 – NAJEMNIK –ROZDZIAŁ 2)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    Trochę śmieszy mnie fakt, że to już chyba 8 część kronik, a ja nadal utknąłem w I rozdziale ;D No ale, jest to ten rodzaj gry, gdzie wciąga robienie tych wszystkich questów pobocznych i rozwijanie postaci, zawsze mniej więcej zostawiam sobie fabułę na sam koniec, albo chociaż chcę robić ją sukcesywnie na tyle, by móc sobie radzić. Gothic 2 jest grą o wiele trudniejszą, o wiele inaczej następuje tu progres, jest też pewna satysfakcja z mozolnego tłuczenia potworów celem wyciśnięcia każdego doświadczenia. A to doświadczenie teraz mi się przyda, by móc podreperować swoją statystykę zręczności.

    Chciałbym założyć RAPIER, toteż uznałem, że fajnie będzie spróbować podwyższyć ją bez wydawania na to punktów nauki. Za waszymi radami zacząłem więc się tym zajmować.
    Pierw udałem się do zielarki Saggity, to ona może mnie nauczyć mikstury zręczności, a przy okazji mogę wykonać zadanie dla Thekli. Skręciłem od farmy Onara w lewo i zacząłem kierować się w stronę lasu. Musiałem tutaj wykazać się anielską cierpliwością przekradając się i uciekając od wargów i cieniostworów. Co mnie szczególnie zaskoczyło to fakt, że tym razem goblinie szkielety nie stanowiły dla mnie aż takiego wyzwania, od chwila pewnej strategii, unikania ciosów i taktycznych odwrotów i byłem w stanie sobie z nimi poradzić. Dotarłem do jaskini, w której siedziała owa zielarka. Jak się tłumaczyła, woli naturę i jej dary, stąd samotny tryb życia. Odebrałem od niej paczkę, a ja wziąłem od niej zadanie udania się w legowisko czarnego trolla, celem zdobycia słonecznego aloesu, by w ten sposób udowodnić, że nadaję się na alchemika. To kolejny argument by wybrać się w końcu na górną część mapy, a podejrzewam, że są tam gdzieś również magowie wody.
    Gdy wyszedłem od zielarki, to sprawdziłem jeszcze okolicę jaskini. Tutaj natrafiłem na kolejną grupę bandytów, z którymi oczywiście się rozprawiłem i zdobyłem po pierwsze: List Lucii, w której to żegna się z Elvrichem (chyba nie będzie zadowolony z tej decyzji), oraz list autorstwa Fernando, w którym opisywał swoje konszachty z bandytami. A więc TO był ten ostateczny dowód. Szkoda, ze wcześniej go nie znalazłem. No ale co by nie było.. trudno xD Okolica wokół bandytów oferowała mi różne znajdźki, między innymi miksturę zręczności, którą od razu wypiłem.
    Wróciłem na farmę Onara, by dostać kolejny gulasz od Thekli ;) Więc teraz mam dwa, użyję je w odpowiednim momencie!
    Została mi więc górna część mapy, między innymi czarny troll oraz prawdopodobnie miejsca przebywania magów wody, do których chciałem się udać. Dlatego wróciłem do Khorinis i poprosiłem Laresa by mnie do nich zaprowadził. No i ucieszyłem się, bo Lares prowadził mnie coraz głębiej w niezbadaną część wyspy przeze mnie, toteż mogliśmy razem poexpić na potworach. Ogólnie Lares podczas tej drogi opowiadał mi różne rzeczy, wkurzał się na mnie, założył specjalną zbroję wodnego kręgu. I w ten sposób idąc ścieżką dotarliśmy do potężnych piramid i wykopalisk. Siedziby obecnego przebywania magów wody. Kurde jaki klimat! Taki antyczny i wręcz… powiedziałbym majowy! Trochę się czułem jak w nowych Assasinach, gdzie zwiedzałem budowle starożytnych.

    Wszedłem do środka i było to naprawdę klimatyczne miejsce, muzyka zgasła a ja znalazłem się w ciemnych katakumbach. Oczywiście zaraz musiałem stoczyć pojedynek z szczurami oraz (uwaga!) goblinami szkieletami. Co jest, wydaje mi się, swego rodzaju testem, czy jesteśmy w stanie sobie poradzić. Mi się udało ;)
    Pierw znalazłem Saturasa, który studiował jakieś manuskrypty na ścianie. Gdy tylko mnie zobaczył to omal mnie nie zabił. A nawet nazwał mnie sukinsynem ;D Odpaliła się scenka z pierwszej części by przypomnieć za co jest na mnie zły. Cóż, musiałem się z nim podroczyć i wytłumaczyć, że nie było innego wyjścia a ich plan i tak by się nie powiódł. O Xardasie nic nie wie. W każdym razie, gdy upewniłem się, że mogę w miarę poruszać się po tym pomieszczeniu to poszedłem porozmawiać z innymi magami. Prawie wszyscy mnie pamiętali i twierdzili, że gdybym pojawił się kilka dni/tygodni wcześniej, to byłoby nieciekawie ze mną xD Na szczęście burzliwe emocje mają już za sobą, a teraz zajmują się studiowaniem języków starożytnych. Otóż budowla, która tu się znajduje jest swego rodzaju portalem, który nie wiadomo dokąd prowadzi. A kluczem do niego są ornamenty.
    Nie wiem jak wy, ale mnie zawsze pociągał temat „starożytnych cywilizacji”, które miały zaawansowaną technologię, ale wymarły. Dlatego też nawet taki smaczek w Gothicu nadał niesamowitego klimatu. I z chęcią przechadzałem się po tej budowli wyobrażając sobie czasy jej świetności. Trochę tutaj takim Star Trekiem zaleciało, ale nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie. Ogólnie mam wrażenie, że wątek „nieznanej części wyspy” jest tym samym co ten portal tutaj. Pirat Skip mówił, że można się tam dostać statkiem, innego sposobu nie ma. A może jest?

    W każdym razie, tabliczki które zbierałem w mojej podróży są napisane właśnie w tym języku starożytnych, a nauka tego języka pozwoli na ich odczyt i wykorzystanie magii znajdującej się wokół nich. Akurat miałem 5 PN, toteż nauczyłem się pierwszego języka, wieśniaków (xD). To pozwoliło mi odczytać pierwszą tabliczkę zręczności, innych nie ruszałem.
    Ornamenty są porozrzucane po wyspie khorinis i są one związane z kamiennymi kręgami, dwa z nich już widziałem, na farmie Lobarta i farmie Sekoba. Tam są ornamenty. I jeszcze jeden, w miejscu, w którym jeszcze nie byłem.
    Wróciłem się do Khorinis za pomocą innego „portalu”, służącego jako droga komunikacji. Już udało mi się wcześniej owy aktywować, wtedy co odkryłem jaskinię z orkiem. A z Khorinis przeszedłem do kolejnego portalu.
    W ten sposób trafiłem do gospody Orlana, a raczej w jej pobliże. Tutaj musiałem stoczyć walkę z goblinami szkieletami, oraz zombie, mieszczącymi się w jaskini obok. I choć walka z ożywieńcami była po prostu długa, tak nie stanowili oni dla mnie większego problemu. Ich powolne ruchy były pryszczem w porównaniu do takiej polnej bestii. Tutaj znalazłem jakieś skarby, mieszek, ogólnie różne fajne rzeczy, jak to w takich grobowcach bywa.
    Cała moja następna kilkugodzinna wędrówka odbyła się celem poczyszczenia mapy z różnych stworów. Upewniłem się, że żaden ścierwojad, jaszczur, wilk, czy goblin mi nie umknie. Poszedłem więc w górę mapy, tam gdzie piramidy i sprawdziłem całą okolicę. Stoczyłem walki z jaszczurami, krwiopijcami. Dzięki temu miałem więcej PN na naukę języka, tym razem wojowników. A to pozwoliło mi na dopakowanie dalszej zręczności. Udałem się więc dalej, do kanionu przy wodospadzie, gdzie spotkałem Czarnego trolla.
    Czarny Troll okazał się większym wyzwaniem niż normalny troll. Niby to samo, te same animacje, a jednak szło mi o wiele gorzej niż z poprzednimi. Założę się, że z racji gabarytów stwora, bo moje cofanie się podczas walki nie wystarczyło i potrafił mnie trafić swoimi wielkimi łapami. Musiałem go wyciągnąć na zewnątrz jego jaskini by mieć wystarczająco dużo miejsca na próbę wciągnięcia w moją grę. Dlatego też kręciłem się wokół niego, atakowałem, broniłem się, raz mnie tak walnął że zleciałem na dół do wodospadu xD Miałem szczęście, a on pecha, że ćwiczyłem zręczność i reakcję na tych mniejszych trollach, dzięki czemu miałem jakiekolwiek szanse go pokonać. Dlatego po wielu wczytywaniach i próbach zablokowania przerośniętego futrem stwora, udało mi się go pokonać! Byłem z siebie dumny, a jednocześnie chciało mi się śmiać na myśl, że rozwaliłem trolla, a potrafi mnie zagryźć banda zębaczy czy jaszczur gdy nieumiejętnie podejdę do walki. Zebrałem jego czarną skórę oraz aloes, rosnący na skale obok.

    Poszedłem dalej, w stronę końca mapy, tam gdzie prowadzi ścieżka. Na początku trafiłem do jakiejś kopalni, gdzie rozwaliłem gobliny i pewien szyb był zamknięty. A następnie udałem się do lasu, magicznego lasu. Lasu, po środku którego stał kamienny krąg. Ale był on inny, nie ten, przy którym są ornamenty, nie miałem go zaznaczonego na mapie. W pobliżu kręciły się gobliny szkielety oraz wilki i krwipijce. Zebrałem też leżącą tam kusze Dragomira. Udałem się więc dalej, schodami w dół prowadzące do doliny. Tutaj spojrzałem na mapie że zaczynam wracać, ale górą. I to akurat szedłem w stronę odpowiedniego kamiennego kręgu, do ornamentu. Po drodze musiałem spierdalać przed wargami, ubijać wilki i raz nawet trafiłem na orków. Dlatego tutaj musiałem niemal sztywno trzymać się ścieżki, jeśli chciałem dotrzeć do celu cały i w miarę zdrowy.
    Kamienny krąg nie różnił się niczym od pozostałych ornamentowych, toteż uruchomiłem mechanizm i O KURWA KAMIENNY KOSMITA! Spierdalam, spierdalam, jeszcze jakaś mocna muzyka się włączyła.
    I powiem wam, walka z tymi kamiennymi okazała się wyzwaniem. I to ogromnym. Tutaj egazminu nie zdawała strategia cios, blok, odskok, cios. Musiałem inaczej podejść do walki. Wykorzystałem jakąś skałę, na którą się wspiąłem i próbowałem go jakimiś pociskami gromu naparzać. Potem mieczem, ale musiałem uciekać. Potem doprowadziłem do zablokowania gnoja w jakiejś półce skalnej, co pozwoliło mi wykonać parę ciosów nim się odblokował. I tak w ten sposób pokonałem pierwszego kamiennego strażnika (nie mówcie nikomu, ale wczytywałem parę razy grę xD). I jak się okazało, miał ornament.
    Następny ornament był na farmie Sekoba. Tutaj wydarzyła się rzecz trochę dziwna, bo pojawienie się kamiennego strażnika wywołała niechęć okolicznych wieśniaków, którzy rzucili się na przeciwnika uzbrojeni w grabie, sierpy i łopaty. Jebani… Nie muszę dodawać jak to się dla niektórych skończyło? Ale ja za to zyskałem sposobność by móc atakować go bez szans, że zwróci się on w moją stronę. Walka więc poszła na pewnych „cheatach” no ale, przynajmniej było ciekawie (dajcie w komentarzu F by oddać respekt dla poległych farmerów!).
    Oddałem Dragomirowi kuszę, a Raulhowi pokazałem skórę czarnego trolla. Jego mina bezcenna, a moja duma jeszcze wyższa :D Ostatni ornament miał być na farmie Lobarta. I gdy tam poszedłem to czekał na mnie Cavalorn, który jak się okazało również szukał owego artefaktu. Niestety został on jednak zabrany przez paladynów i pilnuje go Lord Hagen (co oznacza, że ten wątek będę mógł poprowadzić dalej dopiero w drugim rozdziale).
    Następną godzinę spędziłem na próbie znowu sprawdzenia każdego możliwego kąta w Khorinis oraz próbie rozwalenia pozostałych mobów. Dzięki czemu udało mi się poznajdywać rzadkie zioła, smocze korzenie, goblinie jagody itp. oraz podreperować mój exp. Udałem się nawet na polecaną przez was wyspę niedaleko Khorinis. Tam stoczyłem walkę z jaszczurami i odkryłem miejsce gdzie gildia złodziei przechowuje swoje skarby ;D Spróbowałem też tego co mówicie czyli popłynąć dalej! I był filmik jak mnie zjada jakiś potwór morski, fajne! Ale dobrze że zapisałem, bo mnie wyjebało wtedy do menu.

    Została więc jeszcze jedna rzecz. Bandyci i złożenie wizyty Dexterowi.
    Moje kroki zostały więc skierowane w stronę wzgórza zaznaczonego na mapie. Schody prowadziły na górę, a przy moście czekał bandyci strażnik. I kurde, jak się okazało, nie atakował mnie, a pozwolił mi na audiencję u swego szefa, jeżeli tylko znałem jego imię. No Dexter kurwa, a jakie inne?
    Przeszedłem więc przez most i znalazłem w miejscu otocznym przez bandytów. Czułem więc, że czeka mnie rozmowa z Dexterem, ich przywódcą, a ode mnie zależy jak to spotkanie się potoczy. Uznałem jednak, że na 95% rozegra się tu zaraz prawdziwa jatka, toteż musiałem opracować plan. Bandytów było koło.. hmm ponad 10. Kilku w obozie, troje w wieży (swoją drogą znalazłem ognisty łuk!!). Rozpocząłem więc swoją rozmowę z Dexterem. Siedział przy kominku w domku, sam, bez straży przy boku. Sam Dexter, jak się okazało, trzyma z dawnym magnatem ze Starego Obozu, Krukiem (Noc Kruka HMMMMMM ;))))) który uprowadza mieszkańców Khorinis w nieznaną część wyspy. Cóż, co prawda zabiłem go w pierwszej części, ale potem sami naprostowaliście, że wybicie starego obozu jest swego rodzaju fillerem. Niestety nie dowiedziałem się dokładnie PO CO są porywani ludzie, ale Dexter wspominał coś o mroku, więc podejrzewam, że Kruk prowadzi pewnie jakiś rytuał czy coś. Nie mniej, Dexter dał mi szanse. To, ze uwolniłem go z kolonii daje mi możliwość zaszycia się tak, że nikt mnie nie znajdzie. Albo – wojna.
    Wybrałem wojnę, w zasadzie po to tu przyszedłem. Dexter wstał z fotela i zaczęliśmy walczyć. Od razu na zewnątrz usłyszałem również odgłosy walki. No to wybiegłem na zewnątrz, a tu patrzę GREG napierdala się z bandytami. No to co, nas dwóch kontra bandyci. Dexter cały czas mnie gonił, toteż wspiąłem się na jego budynek, by spróbować zaatakować od góry i zyskać przewagę . Gdy tylko zobaczyłem, ze za mną wspinają się pozostali 3 bandyci, wykonałem taktyczny odwrót w stronę wieży. Tutaj już miałem lepiej, na schodach mogłem odpowiednio zrzucać bandytów z góry, co dawało mi przewagę. Dexter cały czas męczył się na dole by móc się do mnie wspiąć. A ja tymczasem położyłem dwóch bandytów. No to pojedynek 1 vs 1. Dexter okazał się być jednym z tych nie do końca doświadczonych wojowników, czyli podczas mojej strategii „cios, blok cios” dosłownie raz na jakiś czas zdecydował się zmienić pozycję i spróbować wykonać atak kombo. To jednak nie zbiło mnie z tropu i dlatego zabiłem starego „kumpla” w jego własnym obozie!
    Dołączyłem do Grega, któremu zostało 3 bandytów do załatwienia. O nie gościu, nie zabierzesz mi ich! Od razu gdy tylko podbiegłem to celnymi ciosami podobijałem pozostałych bandytów, a Greg poleciał do łucznika, który czaił się na moście. Przy Dexterze znalazłem list, w którym wyszły na jaw konszachty kruka z piratami, którzy to piraci zapewniają transport porwanych ludzi do owej nieznanej części wyspy. A sam Greg raczej nie był zadowolony ze śmierci Dextera, gdyż jak się okazuje, sam chciał się dostać do tej nowej części Khorinis, a portal magów wody jakoś nie bardzo mu się widzi. Cóż, na razie on zostanie tutaj i pomyśli jak się tam dostać, a ja mam ruszać w dalszą podróż. Cóż Greg do następnego razu, dzięki za pomoc z bandytami, jesteś zawszonym cymbałem, ale polubiłem cię xD

    Tym samym miałem powykonywane praktycznie wszystkie zadania jakie mogłem wykonać. Zostało mi więc poinformowanie Vatrasa o moich postępach, co też się stało. Tym samym mam zaliczone zadanie. A ja z tym wszystkim nie miałem dłużej powodu by zostawać w I rozdziale gry. Mam wyczyszczoną wyspę na tyle na ile mogę. Nie mam więcej zadań, a cała gra wręcz sugeruje mi udanie się do Lorda Hagena. Tak też się stało.
    W górnym mieście poszedłem do ratusza. I od razu pognałem do Lorda Hagena. Okazało się, że ten już o mnie słyszał, że domagam się Oka Innosa, że smoki itp. I w tym momencie mój bohater wykazał się świetną znajomością retoryki, po udało się przekonać Lorda Hagena by pozwolił mi założyć Oko, ale tylko wtedy, gdy udowodnię mu, że smoki w górniczej dolinie istnieją. Czyli moim następnym wielkim zadaniem jest powrót do KOLONI! Dostałem też od niego brakujący ornament, a więc magowie wody mają możliwość otworzenia portalu!
    Tym samym przede mną otwierają się dwie olbrzymie drogi. Jedna prowadzi do kolonii, druga do zawartości dodatku.

    ROZDZIAŁ 2 CZAS ZACZĄĆ!

    PS. Wybaczcie, ze zostawiam was z takim cliffhangerem, bo akurat w tym tygodniu mam najgorszy zapierdziel toteż nie mam kompletnie czasu by grać, a tym bardziej grać i pisać kroniki. Toteż musicie się wykazać cierpliwością! Dzięki, że jesteście, a wykop niech chwilę ode mnie odpocznie xD

    #gothickroniki #gothic #gothic2
    pokaż całość

    źródło: Rozdział2.png

  •  

    Jakie według was gry zasługują na większe uznanie/rozgłos wśród widzów i krytyków niż faktycznie takie dostały?

    Ja zaczynam: Castlevania Lords of Shadow - moim zdaniem gra o wiele lepsza od God of War, mimo iż polega to na tym samy, siepaniu mobków. Mamy tutaj i rozbudowany system walki oparty o kombosy, różnorodny teren, ciągle zmieniających się przeciwników, wymagające zagadki logiczne i niezwykły klimat mrocznej baśni, nie tylko podsycony genialną muzyką, ale również świetnie dobranymi głosami bohaterów, jak choćby Robert Carlyle, Jason Issac, czy Patrick Steward. Co najmniej raz do roku wracam do tej gry i zadziwiam się jak pięknie ta gra jest zaprojektowana, czy to pod kątem graficznym, czy muzycznym.

    #gry i może #nostalgia
    pokaż całość

  •  

    powiem wam, że kiedyś pójdę na wykop piwo, ale się nie przyznam że ja to ja bo przypał #gownowpis

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część VI (Stan postaci poziom 11 – NAJEMNIK –ROZDZIAŁ I)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    Wędrówka bezimiennego bohatera zaczyna powoli nabierać coraz lepszego kolorytu i finezji. Początek swej podróży mógłbym opisać słowami: „This is not your time yet”. Znalazłem się przy latarni morskiej Khorinis. Ogromnej budowli stojącej na szczycie klifu. Mieszkaniec Jack ostrzegł mnie, że w tej latarni czają się groźni bandyci. Postanowiłem się więc z nimi zmierzyć. Moje działania ofensywne niestety zostały szybko zamienione w defensywę, ponieważ owi bandyci stawiali zaciekły opór. Niestety ani mój miecz, ani strzały nie dały rady. Zauważyłem jednak cień szansy jeśli chodzi o strategię. Wyciąganie ich pojedynczy i próba zabójstwa wykorzystując ukształtowanie terenu. Np. Wskakiwanie na skałę i strzelanie do bandziora, potem próba dobijania z czaru kuli ognia – ogólnie mówiąc zabawa w kotka i myszkę. Jednakże taka zabawa wymaga o wiele lepszego pancerze i chociaż odrobinę lepszych obrażeń, by zminimalizować ryzyko porażki poprzez lukę w obronie – wrócę tu jeszcze.

    Bandyci tym razem wygrali, toteż ruszyłem a dalszą wędrówkę, w poszukiwaniu skarbów, potworów i okazji do podbicia statystyk postaci – krótko mówiąc, przygody.
    Ścieżka prowadziła na górę, szczyt jakiegoś wzgórza. Tam po drodze spotkałem samotnego wędrowca, Niclasa, który ma dosyć życia w mieście i poczucie bycia zaszczutym. Cóż, w pewnym sensie mu się nie dziwię. Czego jak czego, ale człowiek pragnie wolności, a przynajmniej chce żyć w zgodzie z własnym światopoglądem. Widać, że Niclasowi odpowiada takie życie, a z polowania jest w stanie wyżyć bardziej niż z zarabiania w mieście. W tamtym miejscu obok niego znalazłem też zwoje, pierścienie, miecz oraz mieszek ze złotem. Rozwaliłem też ścierowjady. Rozglądając się mniej więcej po okolicy schodziłem w dół po skale w otchłań lasu. Ten jednak skutecznie mnie odstraszył gdy zobaczyłem na dole zombie, szkielety oraz orka w pełnym rynsztunku! To miejsce jest jednak zdecydowanie nie dla mnie.
    Znalazłem się więc w miejscu, gdzie o „swobodzie poruszania” poinformował mnie wilk stojący na rozstaju dróg. Było to miejsce mniej więcej za farmą Akila. W sumie ten las wydawał się w tamtym miejscu nawet magiczny. W powietrzu latały zielone światełka, coś na wzór magii, a słońce lekko rozświetlało promieniami podłoże. Uwielbiam takie miejsca. Niestety Gothic to taka gra, gdzie trzeba się stale pilnować, bo z zachwytu wyrwał mnie dobiegający z nieopodal warkot kolejnego wilka. śmierć tego wilka pozwoliła mi dostrzec ukrytą jaskinię w skale. Wszedłem do środka i usłyszałem znajome „DOIGRAŁEŚ SIĘ”. Oho, bandyci. Broń w powietrze i jedziemy. Przybiegł pierwszy i strategia „atak obrona atak” skutecznie pozwoliła mi przechytrzyć skubańca. Kolejnych również. W ich truchłach znalazłem pewną dziwną rybę, w której znalazłem notatkę dla bandytów napisaną przez Halvora.

    Udałem się więc do Khorinis celem wyjaśnienia sytuacji ;) Tutaj okazały się dwie rzeczy, po pierwsze, mogę użyć złodziejskiego gestu wobec Halvora, więc sprzeda mi wytrychy, no i, że rzeczywiście to on napisał notatkę. Jednakże uznałem, że raczej nie wydam go Lordowi Andree (bałem się, że wtedy mogę zepsuć coś z gildią złodziei), toteż zgodziliśmy się na układ. Kupiłem u niego dziwne ryby i w ten sposób mam bryłkę rudy, trochę złota, wytrychy i coś jeszcze, a wszystko to schowane w trzewiach ryb xD
    Cóż, chciałem jeszcze spróbować trochę poeksplorować teren i porobić zadania, ale muszę poczuć się w tym wszystkim pewniej, toteż wróciłem się na farmę Onara celem dołączenia do najemników.
    Lee nie miał nic przeciwko, więc poszedłem do Onara powiedzieć mu o swoich zasługach. Tutaj zrobiłem ciekawą rzecz, bo sprawdziłem wszystkie kwestie dialogowe, łącznie z różnymi dotyczącymi zdań ( aaże ten się stawia, że tu nie mogę wykonać tego zadania) i właściciel ziemi omal mnie tam wzrokiem nie zabił, to że zaproponował psi grosz wypłaty to i tak sukces. No dobra, ale że te dialogi w zasadzie nic mi nie dały, to wczytałem i po prostu zaoferowałem mu swoje usługi. I voila – ja być najemnior!

    Dostałem zbroję, której nie mogę wymienić na lepszą, szukałem w obozie ale nic na tę chwilę ;( Widocznie musze zasłużyć, albo fabularnie ją dostanę. Ale to i tak lepsza niż ta poharatana zbroja skórzana.
    Wyszedłem więc dumny z budynku, odziany w nową zbroję i z najemnikiem obok swojego tytułu ;D Znów jestem wśród tych ludzi, a przynajmniej wśród Lee, a potem może i Gorna, ponoć żyje. Najemnicy w większości byli zadowoleni, albo neutralni wobec mojego przyjęcia. Prócz dwóch osób.
    Rauhl, który stwierdził, że nie ważne co na siebie włożę, to i tak będę frajerem i na dowód swego męstwa mam mu przynieść skórę czarnego trolla ;) Już ja ci przyniosę skórę, łyso ci się zrobi.
    A drugi to bulko w karczmie, stwierdził, że mam się więcej w wiosce nie pokazywać, a następnie mnie zaatakował. I się kurwa okazał mocarzem, na tyle dobrym, że musiałem z pokorą wczytać grę i przyznać mu obecnie zwycięstwo. Ale jeszcze tam wrócę, niech no tylko podbiję siłę.

    W nowej zbroi poczułem się na tyle pewnie, że uznałem, że pora rozszerzyć obecny krąg zwiedzania na jeszcze dalsze tereny, co i tak musiałem zrobić z racji chęci podbicia doświadczenia. W ten sposób znalazłem się na jakimś cmentarzu z grobowcem na lewo od farmy Onara. I chyba trafiłem na jakiś easter egg, bo groby były podpisane dosyć potocznym współczesnym językiem jak „ziomal, krasnolud z kosmosu, chodź tu maleńka” i tak dalej. Ale wśród tego wszystko był w środku grobowiec który mogłem otworzyć. Wszedłem więc niechętnie do środka, choć już wiedziałem co mnie tam czeka, na szczęście od czegoś mam save. W tym miejscu zalała mnie chłodna atmosfera, jakiej tak bardzo pragnąłem. No ale atmosfera atmosferą co my tu mamy. Długi korytarz rozwidlający się na trzy pomieszczenia, każde z grobami i szkieletem po środku. Czyli jeszcze miejsce nie dla mnie. No ale z ciekawości zaatakowałem szkieleta. Tutaj przeciwnik okazał się zbugowany bo nie atakował mnie, dopiero pod sam koniec się „ożywił’ ale już było za późno i padł. Miał przy sobie klucz do skrzyni. Otworzyłem więc skrzynię i nagle: „hahahahaha…..” dopadło mnie z oddali. Włos zjeżył mi się na głowie, odwracam się, a tu na mnie idzie armia szkieletów z szkieletem magiem… kurwa zawał porównywalny z tym z Wieży Mgieł z G1. Cóż, wczytałem i uznałem standardowo, że „wrócę tu jeszcze”.
    Ostatnio pisaliście mnie bym spróbował chociaż zabić trolle, które stacjonują niedaleko myśliwego Groma, toteż udałem się tam w tej chwili, po drodze jednak zahaczyłem o jezioro niedaleko chatki Bustera, celem zdobycia skarbu Grega, teraz w nowej zbroi byłem w stanie załatwić topielca.

    Tutaj do trolli poszedłem z ogromną ostrożnością. Zrobiłem tak: zacząłem się skradać do jednego z nich i zaatakowałem. Troll natychmiast się odwrócił i podniósł łapę, to ja desperacki odskok (nie mylić z taktycznym odwrotem xD) i uff, nie dosięgnął mnie. No i musiałem się niczym w Dark Soulsie wyczajać kiedy chce atakować i szybko odskakiwać. Co skończyło się kilkonastoma próbami ale udanymi! Po naprawdę długich walkach i wielu wkurwach z mojej strony zajebałem trolle xD Byłem z siebie taki dumny, bo miałem dobrą skórę teraz, doświadczenie, zdobyłem poziom i jeszcze na dodatek zajebistą broń RAPIER, która wymaga zręczności by jej używać… fuck … Cóż, może uda mi się jakoś pogodzić jedno z drugim, chociaż na tyle, by móc założyć tą broń.

    Moim następnym celem było miasto Khorinis, i próba porobienia tam zadań. Piętrzą się one w moim dzienniku więc wypada je porobić co nie? Niestety niektórych z nich nawet nie wiem jak ruszyć, a kolejne z nich są opisane zbyt ogólnie. No ale, moją uwagę przykuło zadanie „eksperyment”. Moim zadaniem jest wypróbowanie zwoju „niepamięć” na kimś, kogo okradłem, lub pobiłem. Swoją przygodę z tym zadaniem zacząłem w dzielnicy portowej, ale okazało się to zupełnie nieskuteczne. Jako, że dzielnica portowa mało obfituje w oskarżycielską obywatelię, toteż moje próby pobicia przypadkowych mieszkańców czy okradnięcie ich domów nie były wystarczającym materiałem na wykonanie zadania. To może ktoś z górnego miasta? Gdy tak szedłem do Vatrasa by oddać mu tabliczki i powiedzieć o moich ustaleniach związanych z handlarzem bronią i zaginionymi mieszkańcami przypomniał mi się ten gość Valentino. Oo on byłby dobrą ofiarą, typowym materiał by zlać typa i mieć satysfakcję że się tego nie pamięta. No dobra, ale zaatakowanie w mieście nic nie da, bo będą gapie, a w nocy siedzi w karczmie. No to próbowałem go jakoś odciągnąć, ale się nie dało. No to zaczekałem do nocy a potem do rana aż będzie wychodził z karczmy. I proszę państwa, oto pijany Valentino szedł sobie spokojnym krokiem aż do swojego domu, a tam w ciemnym zaułku spotyka mnie, z wyciągniętym mieczem :D Dostał nim w dziąsło parę razy i padł. Tutaj ukradłem mu klucz do jego skrzyni (sic!) oraz złoto. Poczekałem aż wstanie i oczywiście stwierdził, że Lord Andree dowie się o wszystkim. No to ja cyk, czar zapomnienia i zadziałał! Aż się ucieszyłem, bo w pierwszej chwili myślałem, że mam z tym czarem buga. Ale na szczęście nie. Valentino nic nie wie, ja jestem „czysty”, a zadanie wykonane. Wróciłem więc do portowego alchemika by powiedzieć mu o moich wyczynach. Ten w zamian podarował mi jakiś eliksir, ale najważniejsze –exp! A ja przy okazji kupiłem u niego zwoje, przemiany w jaszczura ognistego, smoczego zębacza i tym podobne. Może się kiedyś przydać, a pisaliście, że takie zwoje pozwalają na fajną zabawę ;)

    Moim następnym zadaniem była próba rozwikłania zagadki handlarza bronią, gość stacjonuje w górnym mieście i rozprowadza zapasy paladynów dla bandytów. Wpis w dzienniku sugerował udanie się na most niedaleko farmy Akila. Toteż poszedłem tam, uprzednio uzbrojony w zwoje ognia, gromu, oraz kolejne +5 siły. Swoją bitkę rozpocząłem od próby rzucenia na nich kuli ognia. Tak tez się stało, ognisty pocisk poszybował w ich stronę, aż jeden, ten z łukiem zacząłem do mnie strzelać, błąd…
    Dobra to po wczytaniu zrobiłem tak, że pierw rzuciłem czar na tego z łukiem i oddaliłem się na tyle, by przestał strzelać. Jego dwoje pobratymców dopadli mnie i musiałem się bronić. Na szczęście z nową zbroją i większymi umiejętnościami bojowymi miałem większe szanse na ich rozwalenie. Tak też się stało. Poszedłem na most i musiałem przetrzymać atak z łuku w moją stronę, rzuciłem się na tego z łukiem i wpadły mi 3 krytyki pod rząd – padł. No to zostało dwóch, ale miałem mało hp. więc spierdalałem xD W końcu gdzieś wskoczyłem na jakąś skałę i szybko wypiłem najlepszą miksturę jaką mam. To pozwoliło zyskać przewagę, kolejnych bandytów pięknie pokonałem. Toteż most został oczyszczony. Cóż, żadnego listu czy dowodu nie znalazłem, jedynie miecze z wygrawerowanymi „F” na klindze. Plus dużo tabliczek dla Erola. Oddałem mu je, dzięki czemu mógł ruszyć do domu, a mnie za darmo nauczył 1 punkt siły ;) świetnie!
    Wróciłem się do miasta i pokazałem miecze Martinowi, kwatermistrzowi Paladynów w porcie. Ale niestety owe miecze nie były dla niego żadnym wystarczającym dowodem… ja jebe.

    Cóż, w Khorinis zostało mi jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia, mianowicie Czerwona Latarnia, tam tez udałem się by porozmawiać z Nadją o zaginionych ludziach. Zapłaciłem burdeltacie i poszedłem z Nadją na górę. Tam dowiedziałem się o dziwce Lucia, która uciekła z Elvrichem na jedną z okolicznych farm (cóż, byłem na farmie Sekoba, Onara, Akila i nigdzie ich nie było, została jeszcze jedna farma, farma Bengara, o której wspominał mi Balthasar z farmy Sekoba, swoją drogą prosił mnie o pomoc z owcami). No to co, to mój następny cel to farma Bengara.
    Ale zanim to nastąpiło to przypomniałem sobie o bandytach z latarni Khorinis. Teraz w lepszej zbroi i po pokonaniu bandytów na moście jestem pewny że mogę sobie dać z nimi radę. Toteż poszedłem tam. I jak się okazało, strategia wyciągania bandytów po kolei i ich unicestwianie było naprawdę świetnym pomysłem. Dumny mogłem w końcu obwieścić się Panem latarni (ale Jack i potem ją przejął) i zebrać mieszki i okoliczne złoto. Obszedłem też teren w okół latarni, gdzie znalazłem jaskinię Cieniostwora, do którego zakradłem się (bo stwór spał) i okradłem tam jego jaskinię z mieszków i eliksirów xD

    Ogólnie z tamtego miejsca widziałem brzeg Khorinis i dosyć dużą zatokę plażową zaraz za skałą po prawej stronie! Kurde w takim razie muszę tam iść.
    Wróciłem do portu, poinformowałem Jacka o tym, że bandyci nie będą już zagrażać jego latarni, i udałem się w morze. Płynąłem wpław i dotarłem do owej zatoki po prawej stronie. Na wszelki wypadek zapisałem. Tutaj spotkałem pirata Skipa, który opowiedział mi o nieznanej części kontynentu, do którego prawdopodobnie trafiają zaginieni mieszkańcy miasta, o handlarzu bronią nic się nie dowiedziałem, ale o bandytach i ich przywódcy DEXTERZE (co ten skurwiel do mnie ma że na mnie poluje?) już więcej. Ba, pirat namalował mi miejsce na mapie, gdzie bandyci są i mają swój obóz! W dodatku otrzymałem też zadanie by coś dostarczyć kupcowi na targowisku.
    Czyli pirat nie okazał się być zły, albo niemiły, toteż poczułem swobodę w eksploracji tego miejsca, pozabierałem ryby, muszle, skrzynie pootwierałem. Popłynąłem tez jeszcze dalej, sprawdzić, czy nie ma jakiegoś innego ukrytego brzegu. I był! Co prawda mały, ale znalazłem tabliczkę, skrzynię i trochę expa, bo pozabijałem jaszczury ;D
    Cóż, gdy tylko upewniłem się, że moja dalsza wędrówka brzegiem nie ma dalej sensu (natrafiłem na ścianę graficzną) to ruszyłem z powrotem do Khorinis i z miasta na farmę Bengara, z mapy wiedziałem gdzie iść, a wyczyszczony most z bandytów pozwolił mi na szybsze dotarcie do miejsca przeznaczenia. Ścierwojady oraz polne bestie pozwoliły zorientować się mniej więcej w terenie, a to oznaczało, że miejsce może zostać przeze mnie odwiedzone. Ta okolica mi się szczególnie podobała. Od dwie ładne rzeczki, dwa wodospady, mała farma na uboczu (Bengara) oraz Paladyni pilnujący wejścia do Górniczej doliny, jak się dowiedziałem. Tutaj okoliczny myśliwy zlecił mi zadanie zapolowania na jakąś prychającą bestię (smoczy zębacz .. kurwa mać..), od samego Bengara dowiedziałem się o bandytach przetrzymujących Elvricha na dole pod farmą. Natomiast sam płaskowyż, na którym znajdowała się farma, mieściła kolejne miejsca gdzie mogłem wydobyć skarb dla Grega. Tak też zrobiłem, był jakiś puchar i chyba złoto.

    Skoro więc bandyci przetrzymujący Elvricha są blisko, toteż postanowiłem złożyć im śmiercionośną wizytę. Strzał z kuszy (akurat celny, yay) i akurat przybiegło dwóch. Szybka wymiana mieczy i powaliłem ich. Tego z kuszą wziąłem z kulą ognia i schowałem się za drzewem, a potem podszedłem bliżej, aż wyciągnął miecz i do mnie podbiegł. Tutaj musiałem wykazać się większą cierpliwością, bo atakował w miarę spójnie. Ale również został pokonany! A to oznacza..
    Elvrich, związany w namiocie i przestraszony. Gdy został uwolniony to najchętniej nosiłby mnie na rękach.. no dobra dobra, puść mnie kurwa!.. Tutaj mieszkaniec Khorinis opowiedział mi o Lucii, że została porwana i że cholera wie gdzie to wszystko jest. W każdym razie owi bandyci nieśli ze sobą potężny ładunek broni (handlarze !!). przeszukałem więc ekwipunek w poszukiwaniu jakichś dowodów, a tam pierścień z jakąś gildią Anxrios (?), czy coś takiego. No, może tym razem mi Martin zaliczy zadanie, w końcu mam jakieś dwa dowody.
    Wróciłem się na rozstaj dróg, gdzie Greg odebrał ode mnie swoją paczkę, a tym samym zaliczyłem u niego zadanie. Powiedziałem mu też o przywódcy bandytów, Dexterze. Ten się ucieszył i stwierdził, że trzeba będzie złożyć mu wizytę! Chyba też tam pójdę, mam mapę, to jak nabiorę doświadczenia to spoko.
    Uradowany zdobytymi dowodami zbrodni handlarza bronią, wróciłem do Martina, który stwierdził, że TO I TAK ZA MAŁO. No kurwa! … Czyli znowu muszę szukać jakichś bandytów, by znajdywać dowody?

    No nic, zrezygnowany szedłem tak przy placu wejściowym i z ciekawości zajrzałem do górnego miasta, mam w końcu ten klucz od Valentina to może opierdole mu skrzynię, może będę miał kolejny krwawy puchar do zadania dla gildii złodziei. Poczekałem do nocy i zakradłem się do chat, ale nigdzie nie mogłem znaleźć skrzyni Valentina. Uznałem więc, że pewnie jest jakoś ukryta toteż zacząłem się rozglądać za jakimiś ukrytymi mechanizmami, ale zamiast tego narobiłem sobie kłopotów. przyleciał Lothar, ja zamiast uciec kliknąłem na łóżko by się położyć, i jeszcze kliknąłem „Śpij do rana” xD
    Lothar grzecznie czekał, ale w ostatniej chwili zdążyłem uciec. No i na tym samym placu gdzie zazwyczaj rycerz stoi przechadzali się inni wysoko postawieni mieszkańcy, między innymi Cornelius, Gerbrand, Fernando.
    Zaraz, FERNANDO? - „F na mieczu” „handlarz bronią prawdopodobnie pochodzi z górnego miasta”
    O kurwa, no to podchodzę, a tu opcja dialogowa „Sprzedajesz broń bandytom” ;D No i jak się okazało, sprzedaje! Kurwa, przypadkiem odkryłem osobę odpowiedzialną za to wszystko. No to cyk z dowodem do Martina, ten był mocno zdziwiony, że taki Fernando handluje bronią z bandytami, ale zadanie zaliczone! No w końcu.
    Poszedłem więc do Vatrasa, który mi zlecił to zadanie i powiedziałem wszystko co wiem. O Handlarzu bronią oraz zaginionych ludziach, Lucii, Elvrichu, Dexterze. Vatras stwierdził, że jestem na ostatniej prostej by się dowiedzieć co z zaginionymi, a ma to wiele wspólnego z bandytami, zwłaszcza, że szukają oni mnie. Chyba jak nabiorę doświadczenia to złożę im wizytę. Skoro tego chcą…

    Skoro moja eksploracja jest już na tym bardziej zaawansowanym etapie, to chciałem jeszcze spróbować zwiedzić inne miejsca, które widziałem na mapie, a w których nie byłem. Robiłem tak w Gothicu I to czemu nie tutaj? Owszem, jest trudniej, ale zdobyłem już na tyle siły, doświadczenia oraz umiejętności, że jestem w stanie sobie radzić. Skoro byłem już u najemników, to teraz klasztor magów. Co prawda dołączenie do najemników zamknęło mi do nich drogę, ale przynajmniej chcę zobaczyć gdzie to jest i przy okazji powybijać jakieś potworki. Udałem się więc do gospody Orlana, gdzie odpowiedni znak skierował mnie w stronę klasztoru. I jak się spodziewałem po drodze zacząłem wybijać szczury, ścierwojady, krwiopijcę i tym inne podobne stworzenia. Aż dotarłem do klasztoru, gdzie jak się okazało, wejść nie mogę (swoją drogą zajebisty klasztor!). Ale w tym wszystkim zdobyłem poziom, znalazłem kolejne tabliczki no i miałem już na tyle PN, że mogłem w końcu podwyższyć swoją siłę do progu 60! A to oznaczało, że mogę w końcu założyć piracki kordelas! A z tym orężem mogłem w końcu zawalczyć z Bulko i Sentenzą.

    Wróciłem na farmę Onara, gdzie poszedłem do Bulka. Ten od razu swoja śpiewka, że mnie nie lubi itp. Moja riposta odpowiednio go striggerowała i dzięki temu mogłem rozpocząć z nim bitkę. Tym razem nasze szanse były bardziej wyrównane i nauczyłem się w tej walce jednej rzeczy. Otóż za każdym razem podczas walk z ludźmi robiłem błąd. Otóż nie powinienem atakować od razu po bloku. Blok powinien pójść ułamek sekundy później po ataku, a jeszcze muszę trzymać przycisk do tyłu, żeby utrzymać blok. Dzięki temu kombo wyprowadzane przez doświadczonych szermierzy zostaje całkowicie zblokowane, a ja mogę skontrować atak. W ten sposób mój pojedynek z Bulkiem został przeprowadzony tak, że on został położony na kolana, a ja wyszedłem z walki bez szwanku. Kurwa! wygrałem. Dzięki czemu jego żona Thekla dała mi gulasz, który podwyższy mi PT i siłę, a jak spotkam Sagittę, zielarkę to mogę znowu dostać gulaszu!
    Ten sam sposób zastosowałem do walki z Sentenzą (sprowokowałem go wiadomo jakim tekstem). Czyli cios, blok (trzymam), cios, blok (trzymam), cios. Co prawda nie jest to strategia idealna i czasem przez nieuwagę, bądź nieumiejętne wyczucie kierunku potrafił przełamać moją obronę, czasem też mój miecz się zacinał, w sensie bohater utykał w animacji pierwszego ciosu i nie mogłem się obronić. No ale strategia w końcu zdała egzamin i Sentenza padł :D

    Opinia:
    Obecnie kiedy to wszystko piszę to jestem już dalej, mniej więcej podobny wpis pojawi się też za 2-3 dni jak go napiszę. Gra jest super, świetnie się eksploruje, przede wszystkim fajnie, że istnieją te miejsca mroczniejsze, co buduje tą aurę tajemnicy, której zazwyczaj mi brakuje. Same zadania sprawiają frajdę i MOCNO stawiają na czytanie dialogów. Brakuje mi tego we współczesnych grach, gdzie zazwyczaj minimapa prowadzi gracza za rączkę i wskazuje gdzie co i jak się znajduje. Gra jest w chuj bardziej rozbudowana od jedynki, co nawet objawia się trudnościami z pisaniem, myślę, że prowadzenie takich kronik, tylko ze Skyrim albo Wieśka byłoby duużym wyzwaniem :D

    #gothickroniki #gothic #gothic2
    pokaż całość

    źródło: bitka.png

  •  

    #gothic

    Gdyby akcja Gothic rozgrywała się w Polsce to:
    - Stary obóz byłby w Warszawie,
    - Obóz Sekty w Szczecinie,
    - Nowy Obóz w Krakowie(góry, skały, jaskinie to by pasowało) ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    #burza wyjebala mi korki w mieszkaniu i strzeliła mi jakaś iskra w lapku i jebs ... poszedł ;( A miałem już tak duży postęp w #gothickroniki ...

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część V (Stan postaci poziom 8 – obywatel Khorinis)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    Zanim rozpocząłem swoją przygodę, to musiałem pozałatwiać pewne ważne sprawy, które gnębiły nie tylko mnie, ale również was, bo wspominaliście mi to w komentarzach.
    W całej tej walce o przetrwanie w lasach Khorinis, walkach z bandytami i kradzieży świeczników w górnym mieście – wypada odwiedzić wieżę Xardasa by poinformować go o moich postępach i spytać jak się czuje Lester (a tak naprawdę wróciłem się tam po pas, ale cii, nie mówcie nikomu).
    Po drodze minąłem farmę Lobarta, a potem Cavalorna, do którego zagadałem i dostałem expa za wspomnienie wykonanego zadania z dostarczeniem listu do Vatrasa, miło ;)

    W wieży Xardasa znalazłem pas podwyższający mi statystykę siły, a następnie udałem się do nekromanty porozmawiać. Tam dostarczył mi dosyć niepokojące wieści, mianowicie Lester widział jakichś ludzi w kapturach, którzy przybywają z górniczej doliny. A sam Xardas nie wydawał się być zadowolony z ich przybycia. Nie wiem o co chodzi, ale jeśli sam Xardas odczuwa niepokój na wspomnienie ich, tak ja z moim skillem „ prawie udało mi się zabić dzika w pojedynkę, albo i nie” poczułem pot spływający mi po twarzy. Muszę koniecznie podwyższyć swoje statystyki. Tutaj przypomniała mi się wasza kolejna rada, abym to zainwestował pieniądze w kościół wyznawców Innosa, celem podwyższenia HP. W moim portfelu jest na obecną chwilę ponad 2000 złota, toteż wydanie tysiaka, zwłaszcza gdy i tak prawie nic nie kupuję, nie wydało mi się złym pomysłem, a i tak mam w planach okradanie co mniej rozgarnięte jednostki ;) W ten sposób podwyższyłem sobie życie, dokładnie nie wiem o ile, ale wydawałem po 50 złota, aż mag ognia stwierdził „DOŚĆ”! Dość kasy pfff xD Chyba sam w to nie wierzysz magu. Ruszyłem jeszcze na chwilę do portu, bo pisaliście, że mogę tego gościa strażnika powalić w porcie i sprawdzić czego pilnuje! Ruszyłem tam więc i jak się okazało, po rzutach dwóch kul ognia i farciarskim oberwaniu moimi krytykami znalazłem paczkę bagiennego ziela!

    Ruszyłem do tawerny, przy której czekał na mnie Greg, ten sam któremu podarowałem jakiś czas temu ubranie farmerskie. Gość jednak nie wydawał się być szczególnie wdzięczny, ba, z jego słów biło pogardą na kilometr. Nie mniej zaproponował mi zadanie zdobycia dla niego pieniędzy. A raczej tego, by mu je wydobyć. Zastanowiło mnie w tym momencie, jakie to ma wywołać u mnie uczucia, jako u gracza. Greg ewidentnie dawał do zrozumienia jakim jestem śmieciem dla niego, a mimo to prosi mnie o przysługę, jeszcze na dodatek debilnie wykręca się sądząc, że zwykłe „stanę na straży” cokolwiek tu zdziała. Postanowiłem jednak, że złoto, które mam dla niego wydobyć, sprawdzę później. Na razie wszedłem do gospody, oczywiście siedziało tam kilku farmerów, przyjemnie popijając browar. Zagadałem do jednego z nich, który organizuje pewien konkursik picia. To mi zapaliło lampkę w głowie, że przecież na farmie Akila znajduje się mężczyzna imieniem Randolph, gotów do takiej potyczki. Toteż zaproponowałem pojedynek pomiędzy nim, a obecnym w barze Rukharem. Natychmiast pognałem na farmę Akila po Randolpha, tam 10 sztukami złota powiedziałem mu o pojedynku, a ten z uśmiechem na twarzy poszedł do gospody (stwierdzenie „nie przepij moich pieniędzy” jest w tym momencie ironicznie nietrafione).

    Ja natomiast stanąłem na rozstaju dróg, z których to jedna prowadziła pod, a druga na most. Postanowiłem zmierzyć się z bandytami, o których opowiadał mi Erol w poprzednich kronikach. Niestety mój zapał został zgaszony równie szybko co wola życia w sercu mojego bohatera, który padł bardzo szybko. I nie dało się tych bandytów spalić, otoczyć, podejść z innej strony. Tutaj ewidentnie trzeba przyjść silniejszym, bo moja kusza też nie zadaje im prawie żadnych obrażę, z kolei ich łuk owszem i to spore…

    Dlatego pozostało mi przyjście do gospody ponownie pod mostem. Udałem się do Grega, z którym wyruszyłem do pobliskiej jaskini celem odnalezienia jego skarbu. Tutaj spotkałem grupy goblinów, z którymi musiałem sobie poradzić. Pojedynek był ciężki, mozolny, obfitujący w mnóstwo wczytywań, picia misktur, „taktycznych odwrotów” i tym podobne. Lecz w końcu udało się i gobliny padły, a ja mogłem wydobyć mieszek wart.. heh.. 25 sztuk złota ( kurwa proponowałem ci 10 sztuk Greg, a ty powiedziałeś, ze ta kasa gówno warta). No i (mogłem się spodziewać), pirat nie tylko nie przyjął mieszka z entuzjazmem, a zrobił sobie ze mnie pazia do wydobywania skarbów. Wskazał mi słownie gdzie mam ich szukać, i .. mam szukać. Najprościej by było po prostu odmówić i powiedzieć by walił się na pizdę, ale gdy wyciągnął miecz by rozwalić wilki i zobaczyłem znajome ruchy z Gothica I, kiedy to na 2 poziomie można wyczyniać ładne kombosy mieczem, to pokornie odpuściłem sobie odmowę, ba, jestem ciekaw gdzie mnie ten cały quest zaprowadzi, bo dosyć intrygująca postać, zwłaszcza gdy dowiedziałem się, że poszukuje kolesia w czerwonej zbroi, którego imię zaczyna się na D…

    Niestety dałem sobie spokój jak na razie z szukaniem jego skarbów, bowiem jedno z nich pilnuje topielec, z którym nie mam najmniejszych szans, dlatego też zaczekam z tym na odpowiedniejszą okazję.
    Zacząłem chodzić po okolicy i zabijać okoliczne ścierwojady, polne bestie i wilki. Nie mogę powiedzieć, by szło mi to jakoś szczególnie prosto, ale przynajmniej mogłem potrenować zręczność moich uników, ruchów i taktyki przy pojedynkach. Niestety takie wilki potrafią zaleźć za skórę, gdy atakuje cię ich jakaś chmara, tak samo jest z polnymi bestiami czy ścierwojadami, nie mniej w miarę sobie radziłem. I powoli, mozolnie oczyszczałem okolicę. Gdy zapuszczałem się za daleko, to :taktyczny odwrót: załatwiał sprawę.
    Natrafiłem tak podczas mojej wędrówki na cmentarz, gdzie znalazłem jaskinię z goblinami szkieletami (śmierć na miejscu, dosłownie i w przenośni), oraz zamkniętym przejściem. Następnie trafiłem na ten sam most z bandytami, ale od drugiej strony, tam również nie udało się ich taktycznie rozwalić. Potem moje kroki skierowały mnie do Dragomira, myśliwego, który zlecił mi odnalezienie w północnych górach jego drogocennej kuszy. Ja natomiast przy okazji okradłem mu skrzynie xD

    I tak dalsza wędrówka powoli uzupełniała mój ekwipunek różnymi dobrami znalezionymi w terenie. Czy to zwoje z zaklęciami, mieszki ze złotem, łukami, miksturami oraz rzadkimi ziołami.
    Kiedy uznałem, że okolica stała się czysta, to udałem się na farmę Onara.
    Powitał mnie Buster, najemnik z kolonii, kojarzył mnie, ale mało, żeby sobie mnie przypomnieć musiałem go pobić w pojedynku. Sam pojedynek nie był szczególnie trudny, taktyka cios, obrona, cios sprawdzała się znakomicie. No i co, i okazuje się, że żeby przyjąć się w poczet najemników musze innych ludzi namówić na głosowanie na mnie. Typowe ;)
    Głos Bustera zdobyty, a jeszcze może mnie nauczyć broni jednoręcznej, co też u niego zrobiłem, bo cierpię na niedobór skilla.

    Następnie idąc w stronę farmy odbiłem w prawo, na puste pola, które były zajęte przez polne bestie. Tym razem pojedynki szły odrobinę szybciej, bowiem wykupiona broń jednoręczna szybciej wbijała mi obrażenia krytyczne. W ten sposób mniej więcej oczyściłem farmę z mobów i zdobyłem expa.
    Na drodze stacjonował najemnik Fester, którego zadaniem jest oczyścić farmę z Polnych bestii xDD Cóż, ja to przed chwilą zrobiłem, niewdzięcznik. No ale zaproponowałem mu, że możemy zaatakować gniazdo. Nie zgodziłem się od razu, bo chciałem zwiedzić całość farmy i poznać okolicznych ludzi.
    Moje wejście na farmę zostało zatrzymane przez Sentenzę, najemnika patałacha, który chciał ode mnie kasę. Ostrzegał mnie przed nim Buster, toteż te 50 bryłek, z niechęcią, ale mu dałem. Wtedy pojawiła się uwielbiana przez was kwestia o dupie i twarzy ;D Cóż, z ciekawości sprawdziłem co się stanie. No i nie powiem, moja śmierć przynajmniej odbyła się z ironicznym uśmiechem na ustach ;D Setntenza pozdrowiony od wykopu! Ale jeszcze go dorwę…

    Poznałem tutaj większość starych znajomych, niektórzy mnie poznali, niektórzy słabo pamiętali, inni to byli nowi Najemnicy, którzy zeszli z okolic gór i walk z orkami. To właśnie ci drudzy przysporzyli najwięcej kłopotu, bowiem jak się okazało, nie pałają szczególną sympatią do rządów Lee, który przywitał mnie z otwartymi ramionami. Sam Lee jak stwierdził nie ma nic przeciwko, żebym dołączył do jego ludzi, ale muszę przejść próbę Torlofa i przekonać do siebie pozostałych najemników. Od przywódcy dowiedziałem się też co się mniej więcej stało z najemnikami po upadku bariery. Otóż Lee wszystkich wyprowadził i obecnie chcą się wydostać z kontynentu, odzyskać wolność. A tą wolność zabrali im Paladyni w służbie króla, dlatego chcą drobnymi rozbojami powoli uszczuplać zapasy żywnościowe straży miejskiej. I w ten sposób zyskać argument oraz realny powód, by przyszpilić Lorda Hagena by pozwolić im wszystkim odejść. Jest to dosyć wygodne i w pewnym sensie logiczne, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę fakt, że owych najemników wynajął sam Onar, właściciel ziemi, któremu nie podoba się obecna paladyńska polityka. Niestety rządy Lee są zbyt dyplomatyczne i ostrożne, a przynajmniej tak twierdzą najemnicy z gór. Ci z kolei widzą bardziej brutalne rozwiązanie, rozbójnickie. To wszystko spowodowało, że wśród samych najemników są wyczuwalne dwa obozy, które … jakby to określić „nauczyły się udawać, że się wzajemnie tolerują”. Dowiedziałem się również, że Gorn jest cały czas w górniczej dolinie, złapany przez paladynów.

    W tym wszystkim jak zawsze stoi neutralnie, jak na razie, moja osoba, która ma ambicję po prostu, dołączyć do najemników. Oczywiście zanim to nastąpi chciałbym jeszcze wypróbować frakcję magową i tam porobić questy. Nie mniej jak na razie jestem tutaj.
    Wycieczka po obozie najemników skutkowała po prostu poznawaniem przeróżnych punktów widzenia różnych ludzi, a wśród tego obowiązkowe questy dla podbicia własnej reputacji.
    I tak od Torlofa dostałem misję wzięcia haraczu z farmy Sekoba, od Jespera dostałem zadanie pobicia co najmniej 3 ludzi z „drugiego obozu”, Wilk chyba po prostu nie miał nic przeciwko, jeden z najemników po prostu chciał sprawdzić, czy uniosę jego miecz (potem się nie zgodziłem na jego oddanie więc się pobiliśmy xD), z Rauhlem doszedłem do porozumienia poprzez bijatykę, Cipherowi zwróciłem paczkę ziela (więc jak się okazało to było jego!). Potem poszedłem z Festerm obalić gniazdo polnych bestii (liczyłem na jakąś królową, a tu dupa..) i oczywiście samego Festera też pobiłem, bo nie chciał by inni się dowiedzieli, że mu pomagałem!

    W ogóle zabawne jest to, że Torlof powiedział, że jak się z kimś pobiję na uczciwych zasadach to mam szacunek tej drugiej osoby ;) Nie mniej, pojedynki z ludźmi są tutaj trudne i często wygrywam na zwykłym farcie. No ale doświadczenie związane z wykonywaniem zadań i pobiciem ludzi sprawiło, zdobyłem w ten sposób kolejne poziomy.
    Moja następna misja to pójście na farmę Sekoba. Oczywiście jak to ja, udałem się drogą okrężną wybijając wszystko co się rusza i znajdując skarby. No ale dotarłem do owej farmy, tam pierw pobiłem wieśniaka, który chciał ode mnie kasę za deptanie jego upraw xD Potem trafiłem na synalka owego Sekoba, którego grzecznie się zapytałem, czy wycierał mu już ktoś dzisiaj nosek ;D A potem do samego Sekoba, który zapewniał, że kasy nie ma, ale przyszpilony oddał wszystko co miał. Co prawda miałem opcję zapłacenia za niego i w pewnym momencie nawet pomyślałem żeby to zrobić, ale i tak już wystarczająco szastam kasą, a wolę ją zostawić, poza tym kto wie, czy nie wydałoby się, że jestem miękki.
    Torlof był zadowolony z haraczu, a potem stwierdził, że chyba udało mi się przekonać wystarczająco dużo osób. Cóż, ale zanim to nastąpi, to chciałem jeszcze się rozejrzeć po okolicy.
    Na prawo od farmy znalazłem paśnika owiec, Pepe, który chciał bym ubił wilki grasujące w okolicy (co zrobiłem), w dodatku chciał bym spróbował prędzej czy później rozprawić się z Bulko, najemnikiem z tej :dolnej granicy człowieczeństwa”. Obecnie jednak jestem za słaby na tego rodzaju pojedynek toteż musiałem sobie odpuścić na inną okazję.

    Okoliczny las też okazał się obfity w skarby, gdyby nie czające się w okolicy cieniostwory to nawet byłoby tu swobodnie, a w grach sandboxowych chciałbym sobie tu urządzić bazę. Jakoś zawsze mam słabość do różnych dolinek, gdzie swobodna przestrzeń jest w miarę ograniczona. Jak widać, nie tylko mi podoba się owe ukształtowanie terenu. Bo owe miejsce wybrały sobie również gobliny, które zajęły pobliską jaskinię. I to nie byle jakie gobliny, bo na samym końcu owej jaskini czekał na mnie goblin-wojownik, który okazał się być cięższym przeciwnikiem Pokonałem go, ale i tak uważam, że jeszcze nie mój czas na tego typu przeciwników. Moje ciągłe wczytywanie wywołuje miejscami również wyrzuty sumienia xD
    Moja dalsza wędrówka po okolicznych terenach poskutkowała również znalezieniem pewnego jegomościa Groma, który za przyniesienie mleka, chleba i szynki będzie mógł nauczyć mnie pozyskiwania trofeów ze zwierząt. Tam w ogóle w okolicy znalazłem kurwa Trolla! Jeżeli ja na tym etapie mam problem nawet z grupką wilków, to troll to chyba ostatni boss w całym uniwersum xD

    Obecnie jestem na etapie, gdzie mam mniej więcej pozwiedzane tereny, poczyszczone z polnych bestii, ścierowojadów, goblinów itp. Mam opcję dołączenia do Najemników, ale jeszcze nie chcę tego robić. Zdobyte w podróży poziomy wydałem na broń jednoręczną oraz siłę. Teraz będę chciał zająć się jakimiś zadaniami i zdobywaniem doświadczenia celem podboju siły do wyższej wartości.

    #gothickroniki #gothic #gothic2
    pokaż całość

    źródło: g2.png

  •  

    Jako, że kronik dzisiaj nie będzie, bo dopiero niedawno zwolnił się czas by móc pograć, to dam wam radę: Nigdy nie mówcie do gościa "Powiedz no, czy to coś z przodu twojej głowy to twarz, czy dupa?" gdy jesteście na 6 poziomie. Jeśli miałbym przyrównać wpierdol jaki dostałem - to coś w stylu jak John Wick rozpierdala azjatów w Parabellum.
    #gothickroniki

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część IV (Stan postaci poziom 5 – obywatel Khorinis)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Polubiłem tę grę! Pod pewnymi względami stawia na więcej kombinowania i robienia wszystkiego by sobie ułatwić rozgrywkę i gra świetnie za to wynagradza, a widać, że jest to wpisane w punkt całej rozgrywki. Miasto nocą jest mega klimatyczne, co prawda brakuje mi tutaj takiego poczucia „zagrożenia niewiadomego pochodzenia” z Gothica I, ale tutaj klimat jest inny, i to nie oznacza że gorszy. Wychodzę z założenia, że wszystko jest dobre, jeśli jest odpowiednio zrobione. Tutaj klimat sielankowy i miastowy, ale też mający swoje problemy, praktyki i pewne schematy. Jest baaardzo odczuwalny wzrost poziomu trudności. Moje przyzwyczajenia z Gothica I są tutaj wręcz wskazane. Widać, że gra jest mocno nastawiona na maksymalizację prób wyłuskania co do jednego złota i punktu doświadczenia. Widzę to nie tylko po samej rozgrywce, która zmusza mnie to do desperackiego szukania każdego zioła, złota czy bełtu, ale waszych komentarzach, które wręcz opiewają w rozbudowane porady, oparte na matematycznej precyzji co do wydawania PN. Ma to swój sens, ale chyba zaczynam rozumieć, co mieliście na myśli mówiąc, że gra nie jest „newbie friendly”. Choć lubię trudne gry i stawiające przed graczem jakieś wyzwanie, tak rozumiem, że inni mogliby na to wszystko narzekać.

    Swoją kolejną przygodą rozpocząłem od zwiedzania dzikich terenów wokół Khorinis. Cóż, kiedyś trzeba to zrobić, a byłem cholernie ciekaw jakie to sekrety skrywa pobliski zagajnik. Dlatego też wyruszyłem z placu targowego bramą do lasu obok. Pierw skręciłem w lewo, i rozmawiałem z stacjonującym tam, dosyć grubawym, strażnikiem Mika, który nawet kwestię obrony obywatela rozpatruje w kategorii pieniędzy xD Łasy na kasę cwaniak (taaa, powiedział gracz, który rozkradł połowę miasta, ale o tym później xD). Przez wszechobecne drzewa i krzaki ciężko było mi w jakiś orientacyjny sposób poruszać się po tym terenie. No ale trafiłem w końcu na stado krwiopijców, z którymi bez problemu sobie poradziłem (choć w gotowości do „taktycznego odwrotu” jestem zawsze), oraz ogromne szczury. Tutaj było już gorzej, bo gryzły mocno, a i często zmieniały pozycje, przez co wytrącały mnie z rytmu, cwańcysie jedne. No dobra, ale po bitkach ze szczurami poszedłem dalej w owy zagajnik. Tutaj ścieżka „oficjalna” prowadziła na górę, jak się okazuje ze znaku „do latarni”, a jednak poszedłem w dół, bo chciałem zwiedzić okoliczne teren wokół murów. Tutaj stoczyłem dosyć dziwne walki z chrząszczami, co było dosyć zabawne, bo cios kurwa z miecza nie zabierał im całości hp xD To chyba najbardziej podsumowuje poziom trudności jaki jest w tej grze.

    W owym zagajniku znalazłem głównie mikstury, jakieś zioła, nawet te rzadkie, więc miałem już wszystko co potrzebne do zadania dla Constantina. Natknąłem się też na jaskinię, w której znalazłem orczy topór (czyli nie musiałem orka zabijać do wykonania zadania dla Harada – sprytne), oraz wilki i szczury, i chyba bandytów. Po opróżnieniu skrzyń i pełnym przeszukaniu terenu mogłem wracać. Bo jak się okazało, był tam ślepy zaułek.

    Wróciłem więc do głównej ścieżki i poszedłem w drugą stronę. Tutaj stała się rzecz dosyć niespodziewana. Otóż znalazłem ukrytą jaskinię w krzakach, a tam prócz skrzyni oraz szczura patrzę kurwa ORK! I już zbiera się na mnie by mnie zajebać. To ja w tył zwrot, i już nie mogłem nazwać tego taktycznym odwrotem. To było desperackie spierdolenie xD Otóż owego orka nie mogłem zgubić więc wdał się on w walkę ze strażnikami przy bramie. Postanowiłem więc wykorzystać sytuację i dobić orka tuż przed końcem jego życia, co mi się opłaciło bo dostałem 300 doświadczenia i kolejną jego broń i jakieś złoto ;) Strażnicy nie mieli do mnie wontów o ten cały preceder ;) Wróciłem się do owej jaskinii i czekał jeszcze tam samotny wilk, którego posiekałem na kawałki (jak to mówią bandyci), oraz jakiś dziwny magiczny obszar, który okazał się jakimś kurwa teleportem. Tepnęło mnie do jakiejś jaskini na jakimś cmentarzu gdzieś na wypizdowie. Nie chciałem akurat takiego zwrotu akcji i wykaraskiwać się z opałów, toteż wczytałem grę i po prostu zapamiętałem, że ten teleport prowadzi tu i tu. Zanotowane! Zwłaszcza, że podest mocno mi przypominał te z kamieni ogniskujących. Może to to samo.
    Tutaj przeszukałem tez teren wokół jaskini i po paru wspinaczkach znalazłem kolejne ukryte znajdźki w postaci łuku, pierścienia i innych dupereli. Jednakże nie chciałem się za bardzo oddalać od Khorinis a okrążyć całe mury toteż odbiłem w prawo.
    Tutaj poczyściłem okolicę, pozbierałem zioła, ale niestety na teren gdzie grasowały te polne bestie nie zapuszczałem się, cały czas są dla mnie za ciężkie.

    Wróciłem więc głównym wejściem do miasta i pognałem do Bartoka, żeby nauczył mnie skradania. Ponieważ postanowiłem tym razem wydać zarobione punkty nauki (zrobione na orku) na coś pożytecznego dla moich zacięć złodziejskich. Toteż nauczyłem się nowej umiejętności, by móc niepostrzeżenie skradać się do domów w mieście i okradać ich ciężko zarobione złoto. Tak też się stało.
    Pierwszą moją ofiarą był Constantino, pierw zakradłem się nocą do jego skrzyni, okradłem go i jak gdyby nic, zaliczyłem zadanie z oddaniem mu ziół xD

    Następnie zacząłem skradać się do różnych domów w porcie, tutaj do jakiejś pary, tu do jakiegoś małżeństwa, tutaj w barze. Spędziłem tak dobre kilkadziesiąt minut na mozolnym przeszukiwaniu domów, aż nagle …
    ALARM!!! ALARM!! O kurwa, patrzę nakryła mnie jakaś kobieta… a chuj, a ja głupi zapisałem akurat przed tą kradzieżą. Cóż, wydostałem się z domu i zacząłem uciekać. Bądź co bądź chciałem jednak pozostać czysty toteż zrobiłem musiałem powtórzyć rozgrywkę sprzed parudziesięciu minut, no trudno.
    Moje następne podboje kradzieżowe robiły się coraz bardziej śmielsze. Aż w końcu wpadłem na głupi (ale w pewnym sensie opłacalny, jak się później okazało) pomysł. W dzielnicy portowej, równolegle do linii morza jest budynek najbardziej na lewo, gdzie w środku stoi jakiś skurczybyk i nie chce wpuścić do środka. Spróbowałem więc się do niego zakraść, ale jednak ostrzegł mnie, żebym nie próbował głupstw. No i tutaj nastąpił pewien bug, bo nie zdążyłem się nawet oddalić, a ten do mnie z mordą, że JESZCZE RAZ A ZABIJĘ. NO KURWA DOBRA, ALE DAJ MI SIĘ ODDALIĆ! No i chuj i nie dał, i zaczął mnie gonić z mieczem. No to ja zacząłem spierdalać. Ganialiśmy się po całym porcie, bo gość uparty, aż kurwa oboje wpadliśmy do morza xDDD

    Zaczęliśmy płynąć, on w lewo, to ja, by go zgubić, w prawo. Ale nigdzie nie mogłem znaleźć jakiejkolwiek linii brzegowej by wyjść do miasta. Aż nagle ja patrzę, a tu jaskinia z zamkniętymi drzwiami! No to ja podchodzę, próbuję otworzyć drzwi i jestem w kanałach! I od razu mi przyszło do głowy, że chyba znalazłem ukryte przejście, o którym mi wspominaliście w komentarzach, że to do tego był klucz od Atilli! Cóż, na tamtą chwilę nie byłem tego pewny, nawet miałem ochotę stamtąd uciec, bo możliwe, że przez przypadek odkryłem jakieś fabularne miejsce, którego nie powinienem odkryć? Cóż… jak znajdę coś w ciul trudne do pokonania co mnie rozjebie zanim zdążę chociażby powiedzieć „o kurwa” – to mam rację.
    Na szczęście moje „o kurwa”, nie tylko mogło zostać w pełni wypowiedziane, ale też dopełnione rzeczownikiem „szczury”. „O kurwa, szczury” bo tak brzmiała moja reakcje gdy zobaczyłem jak ich gromada rzuca się na mnie z odnóg kanałów. Stoczyłem więc walkę z gryzoniami, niestety 3 na mnie jednego to było za dużo i… uwaga proszę zgadnąć? {Podaj odpowiedź, co się stało z @Dziuzeppe gdy rzuciły się na niego 3 szczury}

    Taktyka – klucz do sukcesu. Taktyka czyli kusza w łapę i szczylańsko. Trochę się czułem jak z pierwszej części gdy odpełzaczałem starą kopalnię, tak tutaj odszczurzam kanały w Khorinis xD Walka została zakończona, a ja mogłem odetchnąć. Napiłem się mikstury leczniczej i dojadłem mięso. Ruszyłem dalej.
    Kanały rozwidlały się i łączyły, ich architektura to taka kratka, ale klimatyczne miejsce, aż w pewnym momencie znalazłem człowieka który stał po środku tego wszystkiego. Jesper, bo tak się chyba nazywał, poinformował mnie o tym, że jestem w kryjówce gildii złodziei, ha, wiedziałem! I on może mnie zaprowadzić do szefa organizacji. Aaa takie małe wtrącenie, znalazłem tutaj ukradziony Łuk Bospera oraz srebrną misę albo puchar barmana. No to zaprowadził, ale mi ciekła ślinka na widok tych wszystkich skrzyń ukrytych w innych pomieszczeniach, toteż poszedłem je rozkraść (gildia złodziei, więc jak kradnę ich rozkradzione rzeczy to jestem złodziejem podwójnym?). Trochę to trwało, bo poprzez nocne akcje zostało mi chyba z 3 wytrychy, a mieli dosyć pojebane zamki, zawsze jakoś mniej więcej udawało mi się wyczuć kombinację, a tutaj kurwa łamałem wytrych jeden za drugim.
    Poszedłem więc do głównego pokoju, a tam wszyscy śpią xD no tak, w końcu noc. Zaczepił mnie siedzący obok Ramirez (mówię na niego Ramzes ;D), któremu nie przeszkadza, że rozkradłem im skrzynie, bo i tak większość ich łupów nie jest tutaj przechowywane. Cóż…

    Następnie zagadałem do szefa, a raczej szefowej, organizacji, Casyii. Ta jednak nie chciała mnie zabić za to, że rozprawiłem się z Atillą, a, jak to zwykle bywa, WIDZI WE MNIE POTENCJAŁ.
    I w tym momencie sobie przypomniałem czasy kiedy to w Skyrimie robiłem zadania dla gildii złodziei i jak zajebiste to były questy. W ogóle uwielbiam gry skradankowe, toteż na obecną chwilę zapomniałem o queście danemu mi przez lorda Andre i postanowiłem popracować jakiś czas dla gildii. Okazało się, że pierścień ukradziony ze skrzyni Constantina był czynnikiem decydującym o możliwości przyjęcia mnie w ich szeregi, toteż z miejsca dostałem zadanie o kradzieży krwawych pucharów, których łączna suma to 6, i są one gdzieś w mieście poukrywane. Dostałem też rekomendację, by swoje podboje związane z kradzieżą zacząć od górnego miasta. Cóż, idealnie się składa, bo właśnie tam zamierzałem się wybrać ^^
    Haha i jaki fajny plot twiścik, że gospoda, w której nocują przyjezdni to tajne przejście dla gildii ;D To nawet nadaje takiego klimatu temu całemu miastu. Uwielbiam takie smaczki, nie jest to jednowymiarowe miasto, a posiada swoje własne ukryte …hmm sekrety.
    No dobra, mój następny cel to górne miasto.

    Udałem się więc tam z zamiarem przeprowadzenia akcji „przywłaszczania sobie cudzego mienia”.
    Oczywiście Lothar łóżka to chyba nie widział tyle samo czasu co mydła, bo stoi te całe dnie i noce w tej zbroi, może ona mu się już zespoliła z ciałem? To by wyjaśniało ten cały jego chłodny charakter, też bym się wkurwiał na nowo przybyłych, zazdroszcząc im swobodnej możliwości strzelenia klocka gdzieś w krzakach i nie musieć użerać się ze zdejmowaniem zbroi xD No dobra, jadę tak po nim, bo przeszkadzał mi w swobodnej akcji.
    Owy rycerz stał na straży pustego placu rozświetlonego przez okoliczne latarnie. Ja schowałem się na prawo od niego i zacząłem się skradać. Nie jestem w stanie dokładnie spamiętać w których domach co dokładnie było, nie mniej warto wspomnieć, że … wina i mleka to już tam nikt nie ma xD No oczywiście jakieś srebrne talerze, jakieś świeczniki, złoto w skrzyniach. Co ważne, cała ta akcja była mocno thrillująca, bo moje zabawy z zamkiem w skrzyniach często kończyły się łamanym wytrychem i pobudką mieszkańców – ups … ;_;
    I tak po kolei żmudnie okradałem coraz to inne domy, aż w końcu natrafiłem na mieszkanie gdzie nie dało się wejść bo pilnowali je strażnicy. Co prawda jednego z nich przekupiłem, ale to i tak mało co pomogło, bo skrzynia w tym jednym domu jest zamknięta na klucz, a w drugim jak skradam się po schodach to schodzi kobieta i „OLA BOGA KRADNO!!”. Musze tu wrócić na innych warunkach. Może jeden z tych mieszkańców ma klucz? I musze mu go ukraść z kieszeni?
    W ogóle sądziłem, że uda mi się jakoś zaliczyć kolejne zadania, choćby te ze znalezieniem przemytnika broni dla złodziei, albo tego gościa co jest w zmowie z Paladynami. Cóż…
    Akcję kradzieży z górnego miasta można uznać za udaną, choć nie w 100% satysfakcjonującą, coś czuję, że jeszcze mogę tam namieszać. Mam chyba 2 albo 3 puchary dla gildii, musze rozejrzeć się po innych miejscach.

    Uznałem w tym wszystkim, że jestem na dobrej drodze, by móc wyruszyć trochę dalej poza Khorinis. Wykupiłem za pozostałe 5 punktów nauki broń jednoręczną i poszedłem z rana w las.
    Las oczywiście od strony targowiska, gdzie droga rozchodzi się w lewo albo prawo. Najpierw poleciałem w lewo, ale spotkałem nowego przeciwnika – DZIK, który skutecznie odradził mi wędrówkę na tym etapie, toteż zawróciłem i poleciałem w drugą stronę. Znak pokazywał „do gospodarstwa”. Po drodze gobliny, wilki, czyli jest stabilnie! No i tutaj ścieżka szła dalej albo w stronę wielkiego mostu albo na farmę Akila. Skręciłem więc do Akila (miałem tam questa odzyskania jakiejś przesyłki). Na miejscu spotkałem grabiących dwóch gości: Egilla i Ehnima. Zostałem wplątany w jakiś ich dziwny spór, który zakończył się ich widowiskowym i komicznym pojedynkiem na sierpy xD Tańczyli tak w zbożu tłukąc się jak dwaj rozwydrzeni bracia, aż jeden z nich padł. Cóż, pozbierałem jego rzeczy, ten drugi się na mnie obraził, to poszedłem dalej.
    Na farmie byłem świadkiem przedziwnej sytuacji. Otóż przy domostwie stało dwóch najemników, którzy to okupowali gospodarstwo owego Akilla, który drżącym głosem przekonywał, że „NIC TU NIE ZASZŁO, NIC- WŁAŚNIE”. Cóż, ja chciałbym teoretycznie się do najemników przyłączyć, bo mam z nimi fajne wspomnienia z jedynki, ale szczerze to przez ostatnie parę godzin gry byłem przekonywany, że to Paladyni zdzierają kasę z chłopów i stąd jest bunt. Sam w takim razie nie wiem co o tym myśleć. No chyba, że to chodzi tylko o Onara i zrobił siebie jakimś kurwa władcą ziem włoskich. W każdym razie nie dało się przekonać owych najemników by sobie odpuścili, toteż na moich oczach wybuchł mały bunt. Udało mi się zaliczyć doświadczenie za zabicie najemnika, ale drugiego nie dałem rady. W każdym razie chłopi z tymi serpami to nieźle tam wywijają, te wielkie łapy od grabienia jednak mają w sobie na tyle dużą parę by przypierdolić nawet silnemu najemnikowi ;D

    Atil mi podziękował za pomoc, jego żona dała mi jeść, wszystko fajnie pięknie, dostałem paczkę, więc mogłem wracać, bo wszystkie opcje dialogowe wykorzystane.

    Wróciłem więc na prędce do Khorinis dostarczyć przesyłkę i wróciłem się na szlak. Szedłem więc pod ogromnym mostem, na którym byli z tego co wiem bandyci. Ale następnym razem się z nimi rozprawię. Pod mostem znalazłem człowieka oraz jego rzeczy rozkradzione przez tych bandytów. Okazuje się, że on poszukuje kamiennych tabliczek, tych samych co zbieram dla Vatrasa. Chwila rozmowy i poszedłem dalej aż trafiłem do przydrożnego pubu. Tutaj postanowiłem zakończyć granie. Jestem z tego co widzę blisko farmy Onara oraz najemników.

    Opinia:
    Długa sesja grania pozwoliła mi się oswobodzić z nowym klimatem, przywyknąć do poziomu trudności i mniej więcej poukładać sobie w głowie wydarzenia, questy i rozgrywkę. Khorinis to tego typu miasto, że nie da rady na jednej „sesji” zwiedzić całego i zrobić questów. Tak jak w jedynce mogłem obóz na bagnie zwiedzić i zrobić wszystkie questy za jednym zamachem, tutaj tego nie ma. To jednak centralne miejsce gry, co ma swój urok. Pobliskie tereny czekają na ich odkrycie, a gildia złodziei wprowadziła przyjemny smaczek aury tajemnicy dla całego miasta. Gdzieś w tym wszystkim wisi to całe zadanie od Xardasa, ale nie zbuduję sobie reputacji siedząc bezczynnie. To co najbardziej lubiłem w Gothicu I, czyli wiarygodne dialogi, tutaj również występuje. I cieszę się z tego. Bo mogę chłonąć dalej ten świat. Możliwe, że jutro kroniki się nie pojawią. Dziś i tak macie długie – prawie 2500 znaków :D Dzięki, że jesteście i to wszystko czytacie!
    Chciałoby się rzec: za Gomeza, ale to nie te czasy xD

    #gothickroniki #gothic #gothic2
    pokaż całość

    źródło: farma.png

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część III (Stan postaci poziom 4 – obywatel Khorinis)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    Na początku DISCLAIMER: Prosiłbym abyście powstrzymali się od komentarzy dotyczących dalszej części rozgrywki, tak jak np. te dotyczące miejsca pobytu jakichś postaci, czy gdzie mam znaleźć broń orka. Psuje to trochę rozgrywkę, a zależy mi na tym by jednak mieć to doświadczenie jak najlepsze. Rozumiem ogólne rady w stylu wydawania punktów nauki, czy tego, bym zostawił sobie smoczy korzeń na koniec. Ale w ostatnich kronikach pojawiło się wiele głosów, które sugerowały bym przestał czytać komentarze, wobec czego apeluję o ostrożność w ich formułowaniu ;)
    Chciałem też poinformować, że od dzisiaj tag #gothickroniki jest oficjalnym tagiem autorskim, wobec czego przydałoby się jakieś fajne logo dać. Jeżeli wśród was jest ktoś z dużą ilością wolnego czasu i hobbystycznym zacięciem graficznym, to może uda się coś skonstruować? ;)

    Wizyta w porcie Khorinis utwierdziła mnie tylko w przekonaniu jak wielkie jest to miasto. Chyba większe niż wszystkie 3 obozy z poprzedniej gry razem wzięte. A moja potrzeba porozmawiania ze wszystkimi osobami naraz sprawiła, że mój poprzedni wpis to był jeden wielki misz masz. Dlatego obecnie będę sobie dawkował rozgrywkę na inny sposób, przyjemniejszy pisaniu i bardziej zwięzły.

    Swoją dzisiejszą przygodę rozpocząłem od rozejrzenia się po portowej dzielnicy. Tam właśnie trafiłem na postać o imieniu Alrik, który organizuje nielegalne walki na „arenie”. Tym samym można nieźle obłowić się na walkach, co też postanowiłem uczynić. Na jednym save spróbowałem więc swoich sił. Okazało się, że bitka poszła mi nadzwyczaj dobrze, bo technika cios, obrona, cios, obrona sprawdzał się znakomicie. Wygrane pieniądze to jednak nie była dostateczna satysfakcja, ponieważ owy Alrik poprosił mnie bym poszedł na targowisko do Jory i spróbował wydobyć od niego miecz, by mógł walczyć ze mną w pełni sił. No spoko ;D
    Udałem się więc od razu na targowisko, jednakże po drodze spotkałem gościa o imieniu Alvin, który narzekał na typa walącego cały dzień młotkiem w dom. Poprosił mnie o małą interwencję, w zamian za kasę. W sumie czemu nie, a zwłaszcza wtedy kiedy przekonał mnie, że w porcie żaden strażnik nie ma prawie nic do gadania, więc po bójce powinienem być czysty. Zagadałem więc do Fellana, któremu spuściłem ostry łomot. Dostałem kasę, ale jego żona okazała się być jędzą i naskarżyła na mnie do Lorda Andre, przywódcy straży, wobec czego musiałem zapłacić 50 sztuk złota jako grzywnę. Cóż, kasa poszła, ale przynajmniej jakiś exp wpadł ;) No dobra, to poszedłem więc na targowisko do Jory po miecz alrika. Jednak owy kupiec nie robił żadnych problemów, ba, przez to że poprzednim razem zwróciłem mu skradzione pieniądze oddał mi miecz za darmo! Dlatego też mogłem wrócić się do portu. Jednakże tą walkę, która powinna okazać się trudniejsza, wolałem zostawić sobie na koniec.
    Z tego powodu wszedłem więc do najbardziej podejrzanego miejsca w całym Khorinis, czyli baru w porcie, przy którym stał ten typ, który chciał mnie pobić. Tam zagadałem do barmana, który za opłatę 7 sztuk złota udzielił mi paru informacji dotyczącego miasta, zaginionych mieszkańców, oraz zaproponował nico bardziej „cichy” układ związany ze złodziejstwem ;) Nakazał mi zwrócić się do Nagura obok. Opryszek zaproponował mi pewne zadanie, mianowicie miałem zatrudnić się jako posłaniec kupca na targowisku i odebrać zamówienie z farmy Akila. Jednakże zamówienie miało trafić właśnie do Nagura.
    Pamiętałem jednak o moim układzie z Lordem Andre, toteż postanowiłem, że wydam tego Nagura policji, co też uczyniłem, dostałem kasę i doświadczenie. A przesyłkę od farmy Akila dostarczę kupcowi jak należy, coś mi się wydaję, że chyba lepiej na tym wyjdę.
    Dobra, moja następna przygoda to dalsze zwiedzanie portu. Trafiłem tam na kowala, który może uczyć mnie siły, trafiłem do domu pewnego alchemika, który dał mi zadanie wypróbowania zaklęcia zapomnienia na kimś. Znalazłem tez kobietę, która robi zupę rybną, oraz zamtuz, gdzie mogę spróbować cielesnych rozkoszy :D Ale jeszcze tam nie byłem ;)
    Potem spotkałem strażnika, który pilnował zapasów paladyńskich, i zaproponował mi również pewne zadanie, tym razem związane z przeprowadzeniem śledztwa dotyczącego rozkradania zapasów paladynów. Gość ponoć stacjonuje w górnym mieście, więc to zadanie jeszcze musi poczekać. W ogóle wiele zadań musi poczekać xD
    Następnie udałem się dalej, aż znalazłem się w głównym porcie, gdzie stacjonował ogromy statek Paladynów, oczywiście strażnicy ani myślą mnie wpuścić… ;( No ale po rozejrzeniu się po okolicy znalazłem na plażach i skrzyniach kolejne zwoje, ryby, a nawet bryłkę rudy, którą można opchnąć za 200 złota!! Jeszcze dalej znalazłem rozbitą łódź, przy której wylegiwał się jaszczur. I ten jaszczur to była rzecz, której nie mogłem sobie odpuścić. Dlatego też wyciągnąłem swoje ostatnie zwoje ognistej kuli i zabiłem gada! Z ciekawości jednak wczytałem grę przed walką bo chciałem sprawdzić jakbym poradził sobie z samym mieczem. Nie trzeba jednak być geniuszem by przewidzieć wynik tego jednostronnego „pojedynku” xD
    Okej, zabrałem tam fanty i piracki kordelas, warty dużo pieniędzy! Na razie sobie go zostawię, bo to jednak spoko broń i w dodatku jednoręczna ( a po waszych komentarzach jednak idę w broń jednoręczną). Wróciłem się więc do portu, gdzie zajrzałem jeszcze raz do baru sprawdzić czy tamten fagas tam jest. Okazało się, ze straż już go pojmała, a barman poinformował mnie, że pewien typ, któremu źle z oczu patrzy czeka na mnie za rybim targowiskiem. Wiedziałem już o co chodzi, no kurwa wydałem typa to oczywiste, że wynajął jakiegoś pazia by mnie pobić. Uznałem jednak, że spróbuję pojedynku. Poszedłem na miejsce zdarzenia. Czekał już na mnie. Niejaki Atilla! Widać było po nim, że niejednego typa na świecie sprał. I cóż… po wymianie uprzejmości zaczęliśmy pojedynek.
    Okazał się być twardym sukinsynem, naprawdę twardym. Do tego stopnia że nie jestem w stanie go pokonać, spróbowałem chyba z 30 razy, ale taktyka na cios, obrona, cios niestety nie zdawała tu większego egzaminu, bo Atilla robił kombosy, które potrafiły mi czasami zabrać nawet całość HP za jednym zamachem. Odpuściłem sobie więc ten pojedynek i postanowiłem, że wrócę tam albo z czarami ognia, albo jak będę silniejszy, o ile gość nie dopadnie mnie wcześniej. Oo albo, na co teraz wpadłem, może jest możliwość doniesienia Andre na niego?
    Wracając jednak z portu zaniosłem opisywaną na początku kronik broń dla Alrika, ucieszył się i pozwolił mi jeszcze raz stoczyć pojedynek na arenie. Tym razem pojedynek był ciupkę trudniejszy, ale w porównaniu do tego co toczyłem przed chwilą, pryszcz xD Zdobyłem pieniądze i nie jestem pewien, ale mogę toczyć te pojedynki w nieskończoność? Stoczyłem 4-5 i chyba jak będę miał lepszą broń i więcej siły to będę chyba zarabiał kasę na pojedynkach jeśli można.
    Zdecydowałem w tamtej chwili, że pora zrobić zadanie, które wymagałoby wyjście poza miasto. Dlatego też wziąłem do pomocy Bartoka i ruszyliśmy poza miasto..

    Wyszliśmy bramą i ruszyliśmy w las. Oczywiście mój kochany przycisk F5 był jak żywe złoto na tę okazję. Otóż Bartok skutecznie wybijał z łuku krwiopijców. Jednakże gdy doszło do starcia z wilkami, to nie było tak kolorowo. Otóż Bartok został przez te wilki zagryziony xD I musiałem wczytać grę, bo co jak co ale 5 wilków na mnie to stanowczo za dużo.
    Druga potyczka poszła już lepiej, udało mi się jakoś pomóc Bartokowi. Następnym naszym przeciwnikiem był kurwa Cieniostwór, ale w tym momencie to i mi i Bartokowi wszedł krytyk bo powaliliśmy stwora, a ja mogłem wziąć jego skórę! I tak idziemy przez las, idziemy, ja zbieram grzyby i patrzę Bartok wyciąga miecz i idzie (co prawda miał dosyć, ale ja uparty mówię IDŹ!), idzie i patrzę kurwa ORK, ten ork o którym wspominali mieszkańcy. Zwiadowca … i patrzę kurwa 4 ciosy i Bartok padł… No cóż… mój atak to był tylko samobójczy.
    Ale potem było lepiej, bo Bartokowi wpadły obrażenia krytyczne i powalił orka! Ale po tym zdarzeniu już się zlał w gacie i chciał wrócić do miasta. No dobra, ariwederczi roma. Ja natomiast postanowiłem wykorzystać okazję i pozwiedzać wyczyszczony teren. Natrafiłem na bandę goblinów, które to szybko się ze mną rozprawiły, ale w prawo od zagajnika odchodziła pewna dolinka, którą sprawdziłem. Na samym końcu (po drodze jakieś zwoje i mikstury) trafiłem na jaskinię bandytów, których po wielu save’ach udało się rozwalić. Nie było łatwo, musiałem uciekać, wskakiwać na skały, palić ich zaklęciami, ale się udało. Dość stwierdzić, że jak tam przyszedłem to był dzień, jak zabiłem ostatniego to zrobiła się noc ;D Znalazłem tam oczywiście trochę złota, jakieś zaklęcia, mikstury, jabłka, piwo i tym podobne rzeczy. Ale najbardziej martwiła mnie skrzynia, która była zamknięta. Przy tym całym polowaniu zdobyłem poziom, toteż szybko pognałem do stolarza, który nauczył mnie otwierania zamków. I ty sposobem udało mi się, otworzyć pierwszą skrzynię w grze! a jeszcze czekają mnie róóóżne w mieście. Ale mam do was pytanie – czy skradanie pozwoli mi zakradać się do domów gdy mieszkańcy śpią by im opylać skrzynie? Wracając do miasta próbowałem zapuścić się gdzieś w tereny wokół miasta, ale były tam zębacze ;(

    Zdobyte trofea podczas polowania postanowiłem wymienić w mieście za cenne złoto oraz punkty doświadczenia. Oddałem orkową broń Haradowi, który docenił moją siłę (hehehe ..heh .h..;(( ) a skóry oddałem Bosperowi. W tym wszystkim postanowiłem, że podoba mi się zdobywanie skór i polowanie, a z pewnością kiedy zdobędę doświadczenie i siłę, to będę mógł udać się na dalsze wędrówki celem zdobyć zwierzęcych trofeów. Dlatego też wybrałem Bospera jako swojego mistrza i od tej chwili postanowiłem dla niego pracować. Moim następnym celem jest więc górne miasto!

    Wizyta w górnym mieście okazała się jednak mało satysfakcjonująca. Prócz ładniejszych budynków i bardziej butnych obywateli nic tam takiego nie znalazłem. Od zwiedziłem jakieś domostwo, okradłem jakąś skrzynię, znalazłem jakiś ukryty mechanizm ze zwojem na ścianie, no i ukradłem posążek Innosa, którego następnie oddałem pewnej Pani w porcie. Myślałem, że znajdę tam osoby, które albo pomogą mi rozwiązać zadania, albo coś. No cóż, wizyta w górnym mieście w ten sposób przebiegła.
    Ale cały czas miałem na sumieniu tą walkę z Atillą, w sensie – chciałem ją wygrać. Dlatego zrobiłem tak: Poszedłem na targowisko, kupiłem dwa zwoje ognistej kuli i owe zwoje wykorzystałem w walce, dzięki temu Atilla startował walkę ze mną z połową życia, i tak 10 walk później w końcu padł. I w ten sposób zdobyłem jego broń, kuszę oraz klucz, który nie wiem gdzie powinien się nadać.
    Skoro zostałem obywatelem miasta, to chciałem zobaczyć jak ze strażą miejską, więc udałem się do Andre, ten już z miejsca był gotów mnie przyjąć, toteż zrezygnowałem. Najwyraźniej skoro tu mogę, to spróbuję zaciągnąć się gdzie indziej teraz. W mieście nie mam pojęcia gdzie robić dalsze questy, mimo że mam ich 150, dlatego kupiłem mapę u kartografa i moim następnym celem są najemnicy na farmie Onara oraz tereny w okół Khorinis, by spróbować poczyścić okolicę. Przy okazji będę próbował zwiedzać pobliskie tereny. Choć na tym etapie może być mi cholernie trudno.

    Opinia:

    Jak na razie gra jest dosyć chaotyczna. W każdym razie mnogość questów, rozmów i informacji trochę rzuciła mnie w tzw. pułapkę sandboxową, gdzie nie mam pojęcia za co się zabrać. Mam 4 poziom i jak na razie jestem słaby by próbować cokolwiek fajnego robić, dlatego moim celem na chwilę obecną będzie wyczyszczenie pobliskich terenów Khorinis z różnych zwierząt, w każdym razie na tyle ile będę mógł. Potem spróbuję porobić questy i następnie udam się do farm, przypuszczam, że to ta wielka na prawym dolnym rogu mapy.
    Samo miasto Khorinis ma fajny klimat, choć wkurzają czasami te ciągłe ogłoszenia, czy to Vatrasa czy tego pazia gubernatora na targowisku, czasem było go słychać aż w porcie. Okej, to by było obecnie na tyle, trzymajcie się i do następnych kronik! Oczywiście cały czas uczulam, że kroniki nie będą zawsze pojawiały się codziennie ;)

    #gothickroniki #gothic #gothic2
    pokaż całość

    źródło: G2.png

  •  

    #ksiazki #malcolmxd #emigracja

    Nie ma to jak lekka i komediowa lektura audiobook podczas biegania. Skończyłem, w połowie trochę siadło tempo i jakoś tak człowiek przyzwyczaił się do tego "pastowego" stylu, ale szanuję i z przyjemnością śledziło się losy @malcolmXD najlepsze momenty to były jeszcze przed wyruszeniem do JUKEJ, zwłaszcza pobyt z tirowcami i akcja z policjantami i cyganami. Macie może jakąś podobnie lekką książkę audibook? Świetnie umila czas podczas biegania czy spacerów z psem. pokaż całość

  •  

    Mirasy sprawa jest, kolega z gimnazjum (którego w miarę lubię, to przyjaciel z dzieciństwa również) zrobił na messangezrze konfę ze wszystkimi ludźmi z dawnej gimbazy. I proponuje spotkanie, na które z tego co widzę coraz więcej osób się pisze. Ja jednak jak sobie pomyślę o tym co mnie spotykało w gimnazjum (mocno #przegryw tutaj) to nie mam ochoty się z nimi wszystkimi spotykać. Zwłaszcza, że połowa ma tam dzieci, żony, a ja nawet jeszcze nie mam skończonych studiów, stałej pracy, a dziewczyna to w ogóle temat rzeka. W pewnym momencie jednak ten mój kolega się spyta, czy idę na to spotkanie (on taki dosyć ekstrawertyczny) a ja chcę grzecznie odmówić.
    Chciałbym się was spytać, jak asertywnie odmówić spotkania? Tak, żeby ich tam nie zranić, ani nie zrobić cringe'u? Bo odpadają jakieś wymówki w stlyu "nie będę miał czasu", bo wszyscy chcą umówić się na grudzień, kiedy właśnie większość BĘDZIE miała czas, a termin będa zmieniali i dopasowywali, wiec odpada gadanie o nie maniu czasu.

    Stąd pytanie:

    Dać do zrozumienia, że po prostu odpadam? (nie musząc się tłumaczyć?)
    Kręcić?
    Po prostu opuścić konfę jak gdyby nigdy nic?

    #gimbaza #asertywnosc #zalesie
    pokaż całość

    •  

      @Devion: Nie ma żadnego obowiązku tłumaczenia się, nawet przed tym kolegą. Jeśli czujesz, ze musisz się mu wytłumaczyć, to spoko, w końcu to, jak mówisz, twój przyjaciel. Ale innym nie musisz. Grzecznie odmów spotkania, opuść grupę i będziesz się lepiej czuł, zobaczysz.

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – Część II (Stan postaci 3 poziom)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole.

    Dla nieświadomych #gothickroniki to założony tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    Mając na uwadze większość waszych rad wróciłem się pierw do wieży Xardasa, ponieważ jak się okazuje, ominąłem tam 2 znajdźki. Pierwsza – krata w jego sali, gdzie znalazłem odrobinę złota, jakieś mikstury i zwoje, a drugie to jakiś szkielet na skarpie obok wieży nekromanty. To mi uświadomiło, że mój zmysł obserwacji musze zaostrzyć do niemal maksimum, skoro mogę obłowić się niemal w niespodziewanych miejscach.

    Następnie udałem się do doliny nieopodal wieży, do lasu, gdzie poprzednim razem bałem się wejść. I mimo waszych zapewnień, że miejsce jest przyjazne słabym postaciom, tak szedłem napięty jak plandeka na żuku, bo na miejscu uderzył mnie gęsty klimat. Mnóstwo krzaków, wszechobecny dym, dźwięki łamanych gałęzi i tylko słyszę wilki. Uporałem się z nimi, choć pojedynki sprawiają teraz o wiele większą trudność. Żeby być szczerym – nie jestem w stanie policzyć ile razy teraz zapisywałem i wczytywałem grę. Jest ciężko, ale lubię to. Nie jest to wkurzające, a stawia to w jakiś sposób na strategię. Wobec czego zużyłem zwoje ognistych pocisków na wilki, które tam stacjonowały. Lecz nie tylko one tam były, spotkałem tam również Lestera. Opowiedział mi o tym, że ukrywa się, miał halucynacje i prawdopodobnie widział smoka. Pozostała trójka jest ponoć nadal w górniczej dolinie, choć z Diego sprawa jest inna…

    W każdym razie, Lester zdradził mi patent na dostanie się do miasta, mianowicie udawać zbieracza ziół, wystarczy 10 sztuk rośliny i mnie wpuszczą do miasta. Tutaj też zdarzyła się rzecz, o której mnie ostrzegaliście, mianowicie Lester zmieniał aktora głosowego parę razy w ciągu rozmowy. A wynika to po prostu z dodatku. Cóż, wytrącało to trochę z tempa, zwłaszcza, że drugi aktor brzmiał trochę jakby się czegoś naćpał (hehe bagiennego ziela), ale przywykłem. Pozwiedzałem jeszcze okolicę, znalazłem jaskinię z ogromnymi szczurami, których zdjąłem fartem z łuku, akurat miałem kryta. Ale walka z pozostałymi dwoma nie przebiegała lekko, dość wspomnieć, że wczytywałem parę razy.
    W samej jaskini jak spojrzałem w ekwipunek, to spaliłem łodygę ziela, zobaczyć co się stanie. Ku mojemu rozczarowaniu nie dostałem żadnych statystyk, zwolnienie tempa, co w sumie stanowiło ciekawy punkt strategiczny do walki ze zmutowanymi szczurami. Bo mogłem bez większego problemu reagować na ich gryzy i broń się z nożem w ręce.

    Po oczyszczeniu okolicy i upewnieniu się, ze zebrałem wszystko co mogłem, udałem się w kierunku miasta Khorinis. Po drodze toczyłem „epickie” bitki z wilkami i krwiopijcami, gdzie wykorzystywałem cały swój zręcznościowy potencjał. Aż trafiłem na farmę. A mianowicie na jakiegoś chłopa, który z początku się mnie przestraszył, ale za wieść o zabitych bandytach z jaskini nieopodal, wręczył mi wino ;) Potem trafiłem na ciekawego typka, który zaproponował mi układ – da mi glejt do miasta, a ja mam mu później wyświadczyć przysługę. Pachniało mi niezłym przekrętem, ale w sumie? Dlaczego nie – to jest gra, będzie ciekawie! Wziąłem więc papier i udałem się na farmę. Tam od razu zaczepił mnie właściciel Lobart, którego od początku nie polubiłem. No kurwa chłop wyjeżdża mi z pytaniem kogo popieram – PIS czy PO, a ja kurwa w polityce nie siedzę, dopiero co Śniącego pokonałem… No dobra, ale jakoś wykaraskałem się z tego pytania, ale potem było lepiej, bo jak spytałem go o jego zdanie, to stwierdził, że to trudna decyzja xDD Od niego dostałem szczątki informacji o buncie wieśniaków przeciwko królowi i paladynom, potem w mieście dowiedziałem się więcej.

    Cóż, dostałem parę razy ostrzeżenie, że do miasta nie wejdę w obdartych ciuchach, dlatego musiałem kupić strój farmera. Ale pierw porobiłem kilka questów na farmie, zbierałem rzepę, pomogłem gościowi dając wino, jego żonie kupiłem patelnię (swoją drogą w Gothicu teraz można do kobiet zagadywać ( ͡° ͜ʖ ͡°)). No i temu Lobartowi okradłem skrzynię xD Ale złapał mnie na gorącym uczynku więc musiałem mu ubranie farmera oddać, ale i tak je kupiłem. Przynajmniej mam resztę fantów z jego skrzyni (poleciliście mi zbierać, kupować, kraść wszystkie jabłka jakie zdołam, toteż uczuliłem się na to).
    Tam przy farmie Lobarta znalazłem też jakieś dziwne kamienie Stonehenge, które uruchomiłem przyciskami, ale poza dziwnym trzęsieniem ziemi nic tam nie znalazłem. Pojawił się wpis „portal”, ale chyba dopiero później dowiem się co on oznacza. Ogólnie polne bestie są mocno wkurwiające, daję radę je zabić, ale musze mieć farta, bo jak atakują, to nie przestają i nic nie mogę nic zrobić i umieram. Tam też znalazłem znowu te dziwne kamienne tabliczki, już wiem, że będę musiał się nauczyć je czytać i wtedy będą dawały stałe bonusy do postaci.

    Okej po zrobieniu questów na farmie mogłem udać się do miasta. Jeszcze po drodze spotkałem jakiegoś kurwa pirata, co chce się dostać do miasta. Ten sam myk co wcześniej, pomagam mu, a potem zobaczymy. Przygody mnie czekają, nie ma co. Ze wszystkich dostępnych opcji oddałem mu strój farmera (co zrobiłem na patencie, że pierw zagadałem do strażników przy bramie i okazało się, że zioła dla Constantina daje mi najwięcej expa) i poszedłem do miasta.
    Samą wizytę w Khorinis postaram się mniej więcej streścić, bo łącznie mam teraz kurwa do wykonania jakieś 50 tysięcy questów, a i tak nie zwiedziłem całości miasta. Poza tym nie za bardzo już kojarzę kolejności co się działo.
    Ale po kolei. Przy wejściu zostałem powitany przez paladyna, który oczywiście nie chciał nic słyszeć o smokach, o oku Innosa, o mnie. W zasadzie to chciał mnie jak najszybciej spławić, ale moje pytania były silniejsze xD

    Z rozmów z obywatelami i kupcami w mieście dowiedziałem się mniej więcej o świecie Khorinis, mianowicie istnieje bunt Onara, farmera, który nie chce płacić podatków, dlatego wynajął najemników, większość z nich to ci z górniczej doliny. W dodatku nie wiadomo w sumie dokładnie dlaczego paladyni przybyli do miasta, potem dowiedziałem się od lorda andree, że pilnują górniczej doliny i przejścia w górach, żeby orkowie nie dostali się do miasta. Ogólnie, że w mieście coraz gorzej, że nikomu się nie powodzi, bogaci sobie żyją, reszta zapierdala za dwustu za psi grosz. Normalka. Ale prócz tego jest też akcja, że ludzie giną bez wieści, sobie są, a potem ich ni ma. I oczywiście straż miejska umywa od wszystkiego ręce, a miast tego sprawą zajmuje się wodny krąg, taka ukryta organizacja magów wody.
    Tutaj też mam za zadanie zostać obywatelem miasta żeby móc dostać się do owego górnego miasta. Tutaj miałem kilka opcji – u tego handlarza miałem odzyskać pieniądze od jakieś kobiety, zrobiłem to. U Łuczarza mam przynieść mu wilcze skóry, jeszcze tego nie zrobiłem, ale na polowanie udam się z takim innym gościem, nie pamiętam tych wszystkich imion, wybaczcie.
    Potem u gościa zajmującego się stolarką miałem zdobyć błogosławieństwo Innosa i Adanosa (szkoda że nie Beliara xD), on w zamian może nauczyć mnie otwierania zamków, czego się u niego na pewno nauczę, bo aż płakałem gdy przy ogromnej wędrówce po mieście opuściłem mnóstwo skrzyń.
    U Constanito mam zadanie pozbierać zioła z listy (od jakiegoś typka już dowiedziałem się, że można je znaleźć na jakiejś polanie niedaleko miasta).
    A u Thorbena mam za zadanie dostarczyć mu orczą broń. Z tym będzie chyba najtrudniej, choć kto wie, jakiś strażnik mówił, że orkiem mogą zająć się strażnicy.
    Ogólnie w samym mieście spędziłem mnóstwo czasu rozmawiając z ludźmi próbując jakoś łączyć (za waszymi radami) fakty i próbując odnaleźć jakieś poszlaki dotyczące rozgrywki. Wiem już, że Lares (którego spotkałem w porcie) może mnie zaprowadzić do farmy Onara i najemników, a jakiś nowicjusz z klasztoru Innosa może mnie zaprowadzić do Innosa.
    Mam bardzo dużo questów, muszę znaleźć jakichś bandytów, mam dowiedzieć się co z zaginionymi ludźmi, tutaj coś osobistego, tu mam dopilnować, by od kogoś złoto odzyskać. Muszę się tym wszystkim pozajmować.

    To co dzisiaj wykonałem to: podrzuciłem niejakiej Sarze list do kieszeni, bo spotkałem tego typa z początku gry, i doniosłem na nią lordowi Andre (u którego mam tajną misję zbadania podziemia złodziejskiego), złapałem złodzieja na gorącym uczynku, który oddał pieniądze, ale straży go nie wydałem (możliwe, że to jeden z tego podziemia więc wolę się nie narażać za bardzo).
    Aa i u lorda Andre okradłem skrzynię z klucza do wieżyczki z bronią. Potem znalazłem odpowiednią wieżę, bo wskazał mi ją ognik, którego otrzymałem w prezencie od Vatrasa, maga wody(swoją drogą fajna mechanika z tym ognikiem). Dzięki czemu mam teraz dobrą broń, bo levele które zdobyłem po drodze pozwoliły mi w końcu uzupełnić siłę (wykorzystałem ten trik o którym mówiliście). Od Laresa dowiedziałem się też o możliwości pożyczania pieniędzy, oraz o zbroi. Gdzie kupiłem czar snu od kupca w mieście i uśpiłem strażnika przy wejściu rozkradając zapasy! I to rozumiem.
    Rozmawiałem też z Vatrasem, który po wielu pytaniach i nakreśleniu sytuacji z wodnym kręgiem widzi we mnie potencjał.
    Spotkałem też jakiegoś odpowiednika Wrzoda, takiego Valentino, którego wszyscy nie lubią i jest opcja pobicia go ;D
    Swoją drogą ciekawa sprawa z tymi paladynami. To ciekawie pokazuje, że władza czasami nawet nie do końca robi to co powinna – wspierać obywateli. Niby chcą bronić ludzi przed orkami, a praktycznie każdy głos obywatela jest na niekorzyść tym rycerzom, gdzie doszło do tego, że nawet chłopi się buntują. Więc niby w jaki sposób oni chcą kogokolwiek chronić, skoro efekt jest odwrotny do zamierzonego. Oczywiście na pewno więcej się dowiem gdy uda mi się z nimi porozmawiać, ale na obecną chwilę jest to taka samowola, która nie próbuje dbać o dobro obywatela, a jeszcze sobie zdziera podatki i karze takiemu Thorbenowi napierdalać miecze ile wlezie. Widzę, że w ten sposób rysuje się tutaj podobny mniej więcej konflikt między gildiami. Ale to co najbardziej uderza, to JESZCZE większy nacisk na dialogi i łączenie wątków.
    W dzielnicy portowej nie byłem za długo, nie rozejrzałem się tam dokładnie, nie licząc dachów, bo ujrzałem tam mieszki ze złotem, więc od razu poleciałem jak asasyn na polowanie ;) Przed wejściem do knajpy zaczepił mnie też jakiś knypek, co chciał się bić, jak mu nie dam złota, i nie miałem żadnej opcji dialogowej, która pozwoliłaby mi uniknąć bójki i nie płacić. Dlatego też wdałem się w bójkę, którą stoczyłem na patencie „spierdalaj”. Spierdoliłem w jakieś miejsce zastawione skrzyniami, tam ten gość się zawiesił i go rozwaliłem ognistymi pociskami i dobiłem mieczem (ale nie zabiłem).
    Obecnie jest na etapie, gdzie mnóstwo questów czeka na rozwiązanie.

    Opinia:
    Dużo dziś czasu spędziłem na tych wszystkich rozmowach. Mnogość informacji, questów i postaci sprawiła, że mam duży mętlik w głowie, co można poznać po dosyć niedbałym pisaniu, za co przepraszam. Będę musiał więc sobie to wszystko inaczej dawkować, chociaż jest to swego rodzaju standard w grach RPG, gdzie na początku zostajemy wręcz zasypani gradem informacji, a ja po środku tego wszystkiego stoję i słucham, słucham, słucham. Podoba mi się ten zarys z paladynami, że jak zazwyczaj w sztampowym fantasy paladyn to ktoś światły, tak tutaj niby mogą siebie na takich kreować, ale w praktyce jak na razie szkodzą interesom miasta. Nie wiem jak to wygląda technicznie i w praktyce, ale jak na razie najbardziej mi się podoba przyłączenie się do najemników. Tylko mam problem czy zostanie „obywatelem miasta” zamyka mi do tego drogę. Bo w sumie z tego wszystkiego nie skumałem roli tutejszych kast. Ogólnie sama gra wydaje się bardziej skomplikowana i stawia duży nacisk na dialogi i umiejętność wyłapywania z nich informacji. Staram się tutaj być ostrożny, ale z drugiej strony nie chcę popadać w paranoję. Co do mojego buildu, to stawiam na broń dwuręczną, ostatecznie. Miałem ją pod koniec pierwszej części i jeśli nie zmieniła się jej mechanika walki, to z chęcią będę celował właśnie w taki endgame. Dlatego jak na razie nic nie inwestowałem w broń jednoręczną. Mam co prawda teraz fajną na sobie, ale pewnie i tak nie starczy na długo wraz z postępem w rozgrywce.
    Dobra cóż mogę rzec, możliwe, że coś pominąłem, coś opuściłem, może jakiegoś elementu nie opisałem, ale mówię – rozmawiałem dzisiaj z tyloma osobami, że było to ciężko ubrać w słowa. Zwłaszcza, że musiałem się przyzwyczaić do architektury samego miasta, a przewinęło się mnóstwo wątków.

    #gothickroniki #gothic
    pokaż całość

    źródło: Gothic2 (2).png

  •  

    Swoją drogą to pomyślałem nad tym by ustawić jakieś fajne tło dla tagu, może jakiś mirek pokusiłby się o coś fajnego? ;)
    #gothickroniki

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – Część I (Stan postaci 1 poziom)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole.

    Dla nieświadomych #gothickroniki to założony tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    No więc czekaliście czekaliście i ja sam nie mogłem się doczekać by w końcu zagrać. Od razu jednak zaznaczę, że przez chaotyczny „grafik” jaki mam obecnie i możliwe, że i przez wakacje, to kroniki nie będą mogły ukazywać się codziennie, choć będę celował w ich jak najczęstszą regularność. Nie mniej możliwe, że będą się one ukazywały rzadziej niż z I części.
    Miałem małe problemy z uruchomieniem gry, na szczęście Youtube nie śpi, a ich serwery zawierają filmy z niezbędnymi instrukcjami co mogę w takiej sytuacji zrobić. Odpaliłem grę…

    Menu główne przywitało mnie pompatycznymi chórami, a w ich tle magowie wody, których w finale Gothica 1 dosyć mocno wkurzyłem. Wygląda więc na to, że to oni będą tutaj odgrywali jedną z głównych ról, jak się potem okazało, nie myliłem się.

    Przywitał mnie Xardas, który od razu, bez zbędnych ogródek oddzielił grubą krechą wydarzenia z jedynki i natychmiast wprowadził mnie w fabułę dwójki. Otóż mam po pokonaniu Śniącego, owy demon przywołał do świata różne bestie, w tym smoki! Moim zadaniem jest je pokonać za pomocą Oka Innosa, jakiegoś amuletu, który jest w posiadaniu Paladynów, stacjonujących w Korinis, mieście znajdującym się niedaleko stąd. Prócz tego jeszcze mam znaleźć artefakt Beliara, którego poszukują magowie na całej wyspie ( a w filmiku było pokazane że to magowie wody). Ok czyli moim pierwszym zadaniem jest dostać się do Khorinis i zdobyć amulet Innosa.
    Moja rozgrywka zaczęła się i tutaj nastąpiło pewne zderzenie z nowym sposobem prowadzenia kamery, płynnością, oraz dziwnym poruszaniem. Musiałem od razu w opcjach sobie pozaznaczać czułość myszki na wyższą wartość itp. Zacząłem się rozglądać. Teraz nie muszę mieć przycisku akcji żeby podnieść przedmiot i fajnie, że teraz takie rzeczy jak mikstury są wyraźnie podświetlone. W wieży znalazłem broń, mikstury, zioła, czary, jakąś dziwną tabliczkę, przeczytałem książki (bo okazało się, że dają doświadczenie). Widzę , że tym razem już można będzie robić mikstury, bo znalazłem przepisy, a stół alchemiczny nie uaktywni się chyba dopóki nie będę miał składników. Przede wszystkim interakcja z obiektami ma jakieś przeznaczenie. Jeszcze jakiś stół runiczny jest, ale nie wiem do czego służy, pewnie do magii jak się domyślam. Myślałem, że w wieży znajdę tego starego demona, ale go nie było ;( Dowiedziałem się z książek na górze wieży, że jesteśmy niedaleko górniczej doliny, a centralną część wyspy stanowi miasto Khorinis, które jest portem.

    Jest też inny ekwipunek, trochę szkoda, że teraz wszystko jest w jednym miejscu, ciężej będzie coś znaleźć, a nie znalazłem w opcjach by można było mieć poukładane. Walutą teraz jest najwyraźniej złoto. Znalazłem też jakiś posąg Beliara gdzie aż mnie zmroziło, że mogłem się pomodlić i w chuj mroczny ambient zaatakował moje uszy…
    Dobra, to wyszedłem z wieży, uzbrojony (znowu) w jakiś kij i zabiłem owcę (muszę się znowu przyzwyczaić do dynamiki walki). Od razu rzuciła mi się w oczy poprawa grafiki, jest wyraźniejsza i jest więcej elementów, przede wszystkim krzaków, dużo krzaków, w zasadzie to jest W CHUJ krzaków.
    Znalazłem się na ścieżce prowadzącej w dół do jakiejś jaskini, ale włączył mi się oczywiście zmysł zbieracza i odbiłem trochę na boki, gdzie pozbierałem zioła. Aaa a propo ziół, w książkach u Xardasa dowiedziałem się, że mogę robić mikstury ulepszające na stałe statystyki i do nich potrzebny jest jakiś składnik, który już mam w ekwipunku. Chyba teraz muszę uważać co wpierdalam.
    Po lewej stronie miałem jezioro, gdzie stoczyłem walkę z goblinem, przyzwyczajenie z pierwszej części kazało mi się wycofać, ale na szczęście save pozwolił mi ciekawie sprawdzić, że gobliny mogę pokonać już na I poziomie. Tutaj przy jeziorze obszedłem dookoła okolicę, więc znalazłem łuk i parę innych fantów. A pod wodospadem wszedłem do jaskini, gdzie czekała na mnie reszta goblinów. Tutaj musiałem na chwilę przystopować, bo porwałem się z motyką na słońce i jak zaatakowały mnie dwa naraz to epicko padłem. Czyli pierwszy zgon zaliczony! Pierwsze zgony z płoty (za hehe barierę).
    Dobra, to następna walka na trochę innych zasadach, czyli standardowo wyciągam jednego i spierdalam. I jakoś poszło. Zabiłem dwa gobliny, zabrałem fanty, poszedłem dalej. Cały czas odruch zapisywania. Aż znalazłem się w jaskini, gdzie stacjonowały 3 gobliny. I tutaj chuj, już nie dam rady. Gdy próbowałem odciągać jednego to rzucały się na mnie we trzech i zabijały. No to tym razem zrobiłem tak – założyłem łuk i strzeliłem, oczywiście chybiłem i znowu zginąłem. To inaczej: Założyłęm czar ognistego pocisku bo patrzę że ma obrażenia 25. Rzucam, goblin nie żyje! Rzucam drugi czar, goblin nie żyje :D No i stadko poszło w piździet. W tej jaskini znalazłem również jakiegoś nowego potwora, polną bestię, której dźwięk już kurde gdzieś słyszałem w jakimś filmie. Ale czar ognia rozwalił ją :D Kurde podoba mi się magia na tym etapie, ale nie wiem czy dobrze robię „marnując” te zwoje. Może magiem zostanę?
    Doszedłem w końcu na skraj jakiejś skarpy prowadzącej do lasu, ale chyba to nie jest domyślna ścieżka, a las mi się źle kojarzy na tym etapie.
    Wróciłem więc na ścieżkę główną, jeszcze znak drogowy pokazywał, że do Khornis to tutaj „ -->”. Zabiłem młodego wilka, który miał parę w zębach i usłyszałem odgłosy walki. Spotkałem starego znajomego czyli Cavalorna ze Starego Obozu. Opowiedział mi co nieco o tym, co się stało po upadku bariery, że więźniowie pouciekali, a teraz łupią co popadnie, że do miasta nie dostanę się tak łatwo, że ktoś z bariery zna sposób żeby wejść do miasta, ale nie wiem o kogo mu chodzi, a w dzienniku nic nie ma, że stare konflikty między obozami poszły w niepamięć, na co koronnym dowodem jest fakt, że Cav jest teraz magiem wody ;D Ale nie miał szaty tylko jakiś inny strój. Od niego dostałem tez mikstury oraz nóż. Poszło tez pierwsze zadanie, by rozwalić bandytów, którzy go okradli. Zgodziłem się, bo dlaczego nie, a doświadczenie zawsze się przyda. Poszliśmy więc „hehe rozwalić” bandytów, bo Cavlorn ich rozwalał xD Ja tylko coś tam nożem machnąłem. Typowa akcja „weźmiemy się i zrobicie” xD No ale były myśliwy nie kwestionował moich działań, a wręcz mi podziękował. I jeszcze dał mi misję by dostarczyć magowi wody w mieście list. U samych bandytów znalazłem natomiast list gończy, gdzie polują na jakiegoś maga, i swoją podobiznę O_0 Czyli co, że niby jestem poszukiwany czy jaki chuj? Aa i zdobyłem I poziom i na razie nie wiem w co iść, ale chyba pójdę w siłę, choć kusi mnie ta magia cholera.
    Po wszystkim spróbowałem pozwiedzać jeszcze w miarę okolicę, tam przy obozowisku Cavalorna np. znalazłem mieszek ze złotem, pozbierałem jakieś grzyby ( w ogóle nazwa „mięso kopacza” xD) no i mój bohater zerkając melancholijnie na wodospad wolności (autorska nazwa, bo jestem poza kolonią) czeka na dalsze przygody.

    Opinia:
    Obecnie nie grałem za dużo, bo dostałem od was TYLE wiadomości sugerujących, że do tej gry należy się solidniej przygotować, no i też fajnie by było dostać jakieś rady na początek. Ogólnie wrażenie pozytywne, lepsza grafika, płynniejsza animacja, trochę zwodnicza praca kamery, do której muszę się przyzwyczaić, W CHUJ krzaków, znowu walka toporna na początku. Klimat mniej mroczny niż w jedynce, taka trochę sielanka, ale widocznie gra znowu musi się rozkręcić ze swoją intrygą. Z miłą chęcią będę więc znów prowadził kroniki! Oczywiście jeszcze raz zaznaczę, że nie będą one pojawiały się zawsze codziennie. Pozdrawiam!

    #gothic #gothickroniki
    pokaż całość

    źródło: Gothic2.png

  •  

    Podsumowanie #gothickroniki oraz recenzja gry Gothic z perspektywy „świeżaka”.

    Od razu na wstępie zaznaczę: TAK, zagram w Gothic 2 Noc Kruka, co prawda wiele osób mi proponowało rozdzielenie doświadczenia na podstawkę i dodatek osobno, jednakże chciałbym już za pierwszym razem mieć to kompletne doświadczenie 2 części gry, mimo zapowiadanego przez was wyśrubowanego poziomu trudności. Taka zapowiedź wyzwania tylko mnie nakręca :D Tylko nie mam pojęcia kiedy będę mógł na spokojnie zagrać. Teraz czerwiec i sesja, więc musicie (i ja też) wykazać się cierpliwością ;)

    No i koniec! Oto skończyłem I część Gothica, gry, która odbiła się ode mnie wiele razy, przewalała w memach, filmikach na tvgry, wspominana na forum, wykopie, wśród znajomych. A mimo to nigdy w to nie grałem, co może się wydawać dziwne, bo gry RPG bardzo lubię. W ten sposób mogliście poznać jakąś świeżą wizję świata gry. Co zazwyczaj jest dosyć ciekawym doznaniem.

    Ja osobiście bawiłem się wyśmienicie, nie tylko grając w grę, ale również pisząc swoje uczucia, które, jak się okazuje, były bardzo trudne do ubrania w słowa. Ale z każdą kroniką i odcinkiem, szło mi coraz lepiej i mogłem o wiele lepiej dzielić się wrażeniami, choć niekiedy miałem wrażenie, ze bardziej opisuję fabułę gry, a niżeli moje uczucia z rozgrywki, dlatego też musiałem w pewnym momencie rozdzielić element przechodzenia od elementu opinii, co pozwoliło mi w pełni skupić się na jednym i drugim w dogodnym dla siebie momencie.
    I to było doprawdy budujące widząc wasze pozytywne komentarze, wasze nieocenione rady, wysyłaliście mi memy, śmieszki, podpuszczaliście do jakichś dziwnych zachowań w grze (jak ta próba, żeby Gomezowi powiedzieć o Ybierionie przy pierwszym spotkaniu ;)) ), moja skrzynka pękała od waszych wiadomości, w których dostawałem szczegółowe opisy dojścia do jakichś easter eggów, niejasnych fabularnych sytuacji i tym podobne. Dzięki czemu moje pierwsze doświadczenie w jakimś stopniu było połączone z waszym, wyjadaczowym. Można więc powiedzieć, że nie tylko ja budowałem swoją postać, a wspólnie wszyscy graliśmy. W trakcie kronik więc pojawiły się głosy, że dzięki mnie ktoś zaczął grać, jeden zainstalował jakieś mody, trzeci nawet pokusił się o zrobienie moich kronik w wersji audio @bandytaz.
    Pojawiły się też głosy krytyki, w tym tej dosyć kuriozalnej, jak choćby stwierdzenie, że was oszukuję i tak naprawdę grałem kiedyś w Gothica, a teraz sobie urozmaicam kolejne przejście takimi kronikami. Nie mam pojęcia kompletnie z czego to wynikało (ktoś mi próbował wytłumaczyć, że mój styl pisania jest zbyt wymuszony i zbyt emocjonalny, a przez to „sztuczny”, albo to, że po prostu opisuje to na wykopie), ale chciałbym z całego serca przeprosić takie osoby, jeżeli rzeczywiście kogoś wprawiłem w taką konsternację. Niestety pisanie kronik wiąże się z tym, że poniekąd piszę je „już znając grę”, a raczej fragment w danym momencie przeze mnie opisywany. Więc muszę ubrać w słowa emocje, które mi towarzyszyły w trakcie przechodzenia danego fragmentu; i musze to zrobić w taki sposób, by czytelnik odczuwał właśnie w danym momencie tę emocję. A jest to trudne, cholernie trudne. Nie raz miałem problem z odpowiednim opisaniem danej sytuacji, przykładowo fragment przechodzenia po starym obozie, tak dużo się tam działo, że możliwe, że coś poplątałem, pomyliłem kolejność, pominąłem jakiś szczegół czy fragment. Nie tylko więc było to moje pierwsze doświadczenie z grą, ale z pisaniem takich odczuć.

    Było więc zabawnie, śmiesznie, miejscami dziwnie, ale rozrywka dla mnie była przednia. I doprawdy świetnie mi się po wszystkim czytało wasze komentarze! Dlatego dziękuję wam wszystkim za ogromny odzew i chęć czytania moich wypocin ;)

    Teraz wrzucę tutaj całość kronik, żeby wszystko było w jednym zbiorczym miejscu:

    Gothic Kroniki część I
    Gothic Kroniki część II
    Gothic Kroniki część III
    Gothic Kroniki część VI
    Gothic Kroniki część V
    Gothic Kroniki część VI
    Gothic Kroniki część VII
    Gothic Kroniki część VIII
    Gothic Kroniki część IX
    Gothic Kroniki część X
    Gothic Kroniki część XI
    Gothic Kroniki część XII
    Gothic Kroniki część XIII
    Gothic Kroniki część XIV
    Gothic Kroniki część XV
    Gothic Kroniki część XVI

    A oto moja opinia na temat całości gry:

    Gothic ma swoje lata, w 2019 roku przechodzenie gry z 2001 może być wyzwaniem ze względu na ograniczone z perspektywy czasu mechaniki, słabą grafikę albo nawet archaiczne sterowanie. Dlatego też pierwsze minut gry mogą wiele nowoczesnych graczy odrzucić. Ja jednak pomimo początkowych trudności w ogarnięciu „co i jak”, mogłem całkowicie zanurzyć się w magicznej kolonii i wraz z bohaterem przemierzyć ten tajemniczy świat.
    Zacznę może od tego, co mi się w grze nie podobało. Generalnie czuć, że gra jest w jakimś stopniu niedorobiona, a po obejrzeniu polecanego przez was materiału „Gothic w pigułce” mogłem jeszcze bardziej utwierdzić się w tym przekonaniu. Są np. elementy w grze, które mogłyby być lepiej wykorzystane, jak choćby stół alchemiczny, albo animacja kopania rudy, która jest tylko animacją. Grafikę ciężko mi skrytykować, bo w końcu to gra z 2001 roku, ale przynajmniej dobrze spełniała swoją rolę, budowała świat oraz klimat. No i występowały też bugi, które albo wytrącały z klimatu (jak ten z orkiem szamanem, który się zawiesił), czy sprawiały, że nie mogłem zacząć rozmowy z kimkolwiek, bo nie załączał się skrypt. Potrafiło mi też raz na jakiś czas wywalić kompletnie grę do pulpitu. Albo np. w walce ciężko było miejscami zapanować nad animacją ataku, miałem np. wrażenie, że miecz zawiesza się na 0.1 sekundy. Przydałoby się też w jakimś stopniu więcej questów pobocznych, albo chociaż możliwość rozpoczęcia jakichś nowych z każdym rozdziałem gry. Bo tak to doszło do sytuacji, gdzie na początku gry porozmawiałem ze wszystkimi, zapoznałem się ze wszystkimi i do końca gry wykonywałem jedno rozbudowane zadanie fabularne (dlatego ten chromanin był naprawdę ciekawą alternatywą od ganiania po kolonii za błotnymi wężami i kamieniami ogniskującymi).

    Jednakże są to wady, które bledną przy zaletach i tak naprawdę opisałem teraz coś, na co podczas rozrywki praktycznie nie zwracałem uwagi. Przede wszystkim w grze podobały mi się dialogi. Są dowcipne, proste w konstrukcji, bez żadnego poetyckiego pierdololo, czy pisania o „z miasta zostały dymiące zgliszcza” . Nie, tutaj język jest bardzo naturalny, a przez co klimatyczny. W końcu jesteśmy w kolonii karnej i nie ma tu miejsca na jakąś przesadny honor i wygórowany język. I nawet nie przeszkadzał fakt, że głos Diego słyszałem w tej grze chyba u 30 postaci.
    Dalej – klimat. Tutaj nawet ciężko powiedzieć co go tworzy. Twórcom gry udało się stworzyć u mnie wrażenie autentycznego niepokoju, że właśnie „coś tu jest cholera nie tak”. Potem oczywiście okazało się, ze chodzi o podziemną świątynię śniącego. Dlatego takie wizyty jak w cmentarzysku orków były doprawdy świetne i tworzyły suspens lepiej niż nie jeden horror. A to wszystko za sprawą udźwiękowienia i mrocznych ambientów, które cały czas grają nam w tle.
    Sama fabuła jest okej, taka klasyczna opowiastka „od śmiecia, poprzez ciecia do bohatera tysiąclecia”. Przede wszystkim wypadła ona naturalnie i nie było czuć jakiejś przesadnej epickości i wzniosłego klimatu (raz tylko jak Xardas wspominał, że jest wybrańcem, kurna ilu tu już wybrańców było w popkulturze xD). Bohater po prostu znajdował się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie i stopniowo poprzez swoje dokonania zaskarbił sobie sympatię mieszkańców kolonii.
    Właśnie, kolonia. Ogólnie szacun za pomysł z barierą, nie dość, że jest ona naturalnym elementem ograniczenia świata gry, to jeszcze z poziomu fabularnego ma ona dobre „lore” i może wywoływać jakieś ukryte wrażenie klaustrofobii. I baaaardzo podoba mi się to, że w pełni został wykorzystany potencjał wszystkich trzech obozów. Były one dobrze uzasadnione, zróżnicowane, każdy miał swoje własne cele i ideały, z którymi nie musieliśmy się zgadzać, ale wiedzieliśmy z czego one wynikały. Tutaj przypomina mi się pewna scena, gdzie trochę wyśmiewałem obóz na bagnie, że wierzą w bóstwo, palą zielsko itp. A tutaj wyskakuje do mnie Lester z powiedzeniem, że on wierzy głównie dlatego, że jest w kolonii kilka lat. I jest to raczej zgubna i ostatnia nadzieja na wolność, z której co prawda on zdaje sobie sprawę, ale trzyma go to w ryzach. Więc w jakimś stopniu wchodzi tutaj czysty pragmatyzm. A cała eksploracja ma sens, bo nawet nie dostajemy mapy, w której i tak ciężko szukać jakichkolwiek znaczników. Dlatego bardzo ważne jest słuchanie tych dialogów i wyciąganie z nich wniosków.
    Sama rozgrywka posiada pewien ciekawy element, który z moich obserwacji wynika, że jest dosyć kontrowersyjny i sporny. Chodzi o całkowitą niemalże wolność. Kolonia to siedlisko badytów, zbirów (choć nie zawsze było to czuć), dlatego żeby sobie poradzić trzeba było korzystać z pewnych łamań ogólno przyjętego prawa, jak kradzież, czy zabijanie. A to powodowało, że mogłem (co nawet sami proponowaliście) nawet na początku gry próbować zabić magnata w zamku i okraść go z jego rzeczy. Nie wiem czy jest świadomie wprowadzone, czy jest to jakieś rozbalansowanie gry. Osobiście nie czułem potrzeby by w taki sposób grać, ale rozumiem ideę.
    Podobały mi się również questy. Choć było ich mało, tak wszystkie wypadły naturalnie. Nie były one sztucznym wydłużaniem rozgrywki, na zasadzie „wbiegam do miasta, podchodzi AKURAT DO MNIE jakiś przechodzeń i daje mi questa”. Jakoś tak wynikało to wszystko z naturalnego świata gry. I nawet tak dziwny quest jak „daj 10 butelek wody zbieraczom ryżu” jest śmiesznym prztyczkiem w nos wszystkim tego typom wypełniaczy w innych grach. Bo tutaj sam bohater po prostu wyśmiewa taką aktywność i decyduje się rozprawić z Lewusem xD
    Aaa i jeszcze soundtrack – naprawdę tajemniczy, mroczny.

    Noo to chyba byłoby na tyle. Nie wiem czy coś jeszcze ominąłem, czy jakiejś kwestii nie poruszyłem. Cieszę się, że mogłem razem z wami przeżyć (dla mnie pierwszy, dla was kolejny) tą historię. Nie mam w zwyczaju oceniać czegokolwiek liczbami, bo moim zdaniem za mocno szufladkują i mylą. Dlatego powstrzymam się od czegoś w stylu 6/10, czy 10/10.

    Teraz chcę zająć się sesją. Ale zapewniam was, że Gothic 2 Noc Kruka nadchodzi. Wczoraj już zainstalowałem i próbowałem uruchomić, ale mi się nie udało xD Więc ta sama sytuacja co w jedynce. Ale dam radę!
    Pozdrawiam wszystkich i do zobaczeni na tagu #gothickroniki (z którego oczywiście jak chcecie to korzystajcie). Nie chcę obiecać konkretnego dnia kiedy się pojawią pierwsze kroniki, ale zapewniam, ze postaram się ze wszystkim wyrobić jak najszybciej!

    #gothic #gothickroniki
    pokaż całość

    źródło: Przechwytywanie.PNG

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Dziuzeppe

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)