•  

    #100obiadow

    Egh, wczoraj nie wstawiałem, bo jak tylko zjadłem, to się zabrałem za granie w owerłocze ze znajomymi i grałem do późna. Plus też był hambuks. Prawie taki sam, tylko bez pieczarek i nie podsmażałem cebuli. Uwaga na przyszłość, nie podsmażać cebuli, surowa jednak lepsza, fajniej się komponuje, chyba, że ktoś nie lubi.

    Dziś. W sumie hambuks ze frytami, znowu. Znaczy wcześniej nie było frytek. A teraz nie ma buły. Więc jest jak na takim obrazku, hamburger jak jest cały to trashfood, a jak rozłożony to zbilansowany posiłek.

    Czemu bez buły? Bo nie miałem i już nie chciało mi się wychodzić do sklepu po jedną bułkę. A jakbym wyszedł to na bank wydał bym hajs na jakieś głupoty.

    A obiad dobry, więc win-win.

    Wygląd: Jak zatkane żyły, jak cholesterol i jak zawał. ALE! Był pomidor i ogóreczki. Więc w sumie zdrowo. No i ziemniaki też są zdrowe. To ten tłuszcz na nich nie do końca. Ale ważne że dobre. Rzeźby nie robię, ani formy ani nic. Kurwa. W sumie powinienem. To za to też się zabieram! Od jutra, bo teraz jestem nażarty i nie mam siły. Można mnie przypilnować. I możecie mi wymyślić co mam zrobić jeśli nie zrobię formy. Będzie to na mnie taki bat, bo samemu ciężko się bata na siebie uplata.

    Smak: Frytki smażone dwa razy z dipem majonezowym. Dip to majo, troszeczkę kepuczu, sos ostrygowy i posiekane ogórki ostro-słodkie (jem je codziennie, ale one są takie zajebiste!). Gdybym miał frytkownice to 10/10, a tak tylko 7+/10. Ale to dalej całkiem dobre. Do tego pomidorki, ogórki i kotlet wołowy z serem na wierzchu. To w sumie nie jest prawdziwy ser, ale o tym pisałem wcześniej i jest dobry.

    Łącznie.... Niby gorsze niż wczoraj i przedwczoraj, bo bez buły to tak dziwnie wygląda i trochę jej brakuje, ale znowu dziś były frytki. 7/10. Nie. Jednak 5/10. A to dlatego, że 3 dzień z rzędu prawie to samo.

    5/100
    pokaż całość

    źródło: obiad2.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem kobietą, bez wykształcenia ani żadnych umiejętności, niezaradna. Z wyglądu zdecydowanie średnia. Facet na moim poziomie to jakiś robotnik, spawacz, magazynier itd a na takich nawet nie spojrzę bo są dla mnie kompletnie aseksualni. Wolałabym już być sama do końca życia niż być z jakimś grześkiem z montowni. Faceci z wyższej ligii są mną zainteresowani, ale zdaję sobie sprawę z tego że taki związek na dłuższą metę raczej nie przetrwa. Nie oszukujmy się, ile znacie związków gdzie przedsiębiorca jest z jakąś kasjerką? Większość ludzi w związkach jest na tym samym poziomie. Natomiast mi kompletnie nie imponują faceci z mojego poziomu. Czuję do nich taką wręcz pogardę (naprawdę nie mam na to wpływu, to się dzieje niezależnie ode mnie)
    Czy u was w drugą stronę też to tak działa? W sensie jak facet pracuje fizycznie albo jest brzydki to musi zadowolić się laskami ze swojej ligi. Czy wystarczyłby wam związek z brzydszą czy nieambitną dziewczyną? Wiem że dużo takich związków jest ale mam wrażenie że ci ludzie są ze sobą bo wiedzą że na nikogo lepszego ich nie stać.
    #przegryw #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    Ja wiem, że laski się szmacą i w sumie nie mam z tym problemu. Ale to co niektóre odpierdalają, to aż nie jestem zły, po prostu w głowie mam wtf xD

    Przykład 1.
    Laska, 2 dzieci, chyba nigdy ślubu nie miała. Znalazła chłopaka, z którym jest i który zaakceptował gówniaki. Zostawiła na dwa tygodnie dzieci z chłopakiem, by zamieszkać z moim znajomym i się ruchać. Mieszkała by dłużej, ale kumpel ją wywalił z chaty, bo z chłopakiem zerwać nie chciała, wrócić do niego też nie chciała i dzieci zabrać do kumpla też nie chciała. Najlepiej aby taka sytuacja: "jakiś typ zajmuje się dzieciakami, ona mieszka za frajer i zanjomego i on ją rucha" po prostu została.

    Przykład 2.
    Laska, 2 dzieci, młodsza ode mnie (ja mam 26 lat). Mąż. Mąż za granicą. W kraju chłopak. I szuka jeszcze bolca na boku. Żeby było śmiesznie, szuka tego bolca w pubie, gdzie obok jest jej chłopak. A że jestem chory skurwiel i lubię chaos, ustawiłem tę dziewczynę i tego bolca na boku na spotkanie (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞ u typa na chacie ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ Jej chłopak w sumie to ma ją w dupie, bo mu to nie przeszkadza xD
    pokaż całość

  •  

    upgrade świetny film polecam, a ja się znam bo dużo filmów obejrzałem

  •  

    ohhh.... Idę się położyć na trochę

  •  

    Ooooghhh.... Aghhhh..... Jezusie chrystusie nazareński, dzieciątko boże.....

    Ale się najadłem... #100obiadow

    Burgery, czy kuchnia taka amerykańska trochę. Zdjęcie zrobiłem, bo ładnie wyglądały, jak narazie chyba najładniejszy obiad i o ludzkiej jeszcze porze.

    Dlaczego burgery? W lidlu była krówka w dobrej cenie. 4 złote za 220 gram krówki. Wychodzi jakieś niecałe 20 za kilogram, przy wołowinie! Ktoś może powiedzieć, ok, ale jakiej jakości była ta wołowina. To już mogę mu odpisać, że nie ważne, była dobra w chuj.

    No ale burger burgerowi nierówny. Z czym był mój? Lista składników:
    - Krówka, dwa kotlety po 110g jeden, która część? Chuj wie, na pudełku nie napisali. Były dobre, tylko trochę płaskie, więc wyciągnąłem i sam ugniotłem takie trochę grubsze.
    - Ser topiony. Znaczy to w sumie nie ser, tylko jofilizo... no, że sos serowy tylko w postaci stałej. Taki w plasterkach. Nie pamiętam jak do się dokładnie nazywa.
    - Cebulka. Wrzucona na patelnie dosłownie na chwilę, by zabić ostrość. Trochę tej ostrości niestety brakowało.
    - Pieczarki zarumienione już ładnie na patelni.
    - Ogórki ostro słodkie, znane z poprzednich obiadów. Cały czas ich używam, a to dlatego, że są zajebiste.
    - Bułeczka, w lidlu się chyba chłopska nazywała, ale ręki, ani chuja uciąć nie dam. Jest zdjęcie to można poszukać. Dobra była.
    - Sos prosty, bo nie chciało mi się wydziwiać. Majo, trochę kepuczu, trochę sosu pomidorowego i trochę czosnku. Dupy nie urywał, ale był dobry.

    Koszt całości. Kurde. W sumie tanio. 4 złote za krówkę, ze 2 za buły, jedna cebula, łyżka majo i pół łyżki kepuczu. Ząbek czosnku i jeden pomidor. A. Wyżej o pomidorze zapomniałem. To był, ale taki zwykły, nic z nim nie robiłem. No i jeszcze łyżka tych ogórków i ze trzy łyżki oleju poszły do smażenia i trochę masła do pieczarek (pieczarek użyłem trzech) aby lepsze były. A to jednak nie tanio. Bo masło drogie. Ale tak podliczając już wszystko, to na oko nie więcej jak 15 złotych. Niby na obiad dla jednej osoby jak się samemu robi to dużo, ale to był obiad dla dwóch osób. Ja po prostu jestem żarłokiem i grubasem. I zjadłem wszystko sam.

    Smak, oj dobre były. tutaj takie 7/10. Nawet 7 i pół plusa/10. Z #100obiadow jak narazie najsmaczniejsze. A ten pół plusa to nie minus, po prostu na 7+ nie zasłużyły, ale lepsze niż ot zwykła 7/10. Pieczarki, cebula i mięsa smażone, do tego ser. Więc strasznie tłuste. Sos, pomidor i ogórki super przełamywały swoją kwaśnością całość, plus ogórki dawały jeszcze słodyczy. Ładny bukiet smaków się zrobił, burgery się nie nudziły i były dobre do samego końca.

    Wygląd.
    No tutaj 8/10. Takie fajne wyszły, wyższe, ale dało się je ścisnąć, dzięki czemu dobrze się je jadło i nie uświniało wszystkiego dookoła. Bułka dużo dała. Ładna, ciemna z tym jasnym przekrojeniem. Zresztą jest zdjęcie.

    Jak ja to robiłem tak w sumie.
    W sumie łatwo.
    Pieczarki zarumienić na patelni. Na maśle. Trochę soli (dla smaku i by wilgoć szybciej wchłonęła), trochę pieprzu. Wyciągnąć na bok. Na tę samą patelnię cebula w krążkach, tak na chwilę tylko. U mnie to była na tej patelni z 15 sekund.

    Kotlety. Smażone raz na jednej stronie, raz na drugiej. Tylko. Bo jak jedna strona się zrobiła, i przekręciłem, to położyłem ser na tej zrobionej. Niepotrzebnie przykryłem całą patelnię. Znaczy mogłem, ale na krócej. Zaraz cały ser się rozpuścił i zalał kotleta. Dlatego na zdjęciu prawie nie widać. Koniec końców wyszły dobre. W środku jeszcze było widać delikatnie różowego.

    Kolejność składania:
    - Dolna część bułki
    - Plaster sera
    - Dwa plastry pomidora
    - Pieczarki
    - Ogórki, część
    - Kotlet z serem na wierzchu
    - Ogórki, reszta
    - Sos, polał się po wszystkim
    - Górna część bułki.
    - Czy ja o czymś zapomniałem?
    - Cebula, pomiędzy pieczarkami i pomidorem

    No i tak powstał mój burger. Do mojego ulubionego burgera dużo mu brakowało, ale nie miałem sera pleśniowego lazu, sosu chrzanowo-żurawinowego, gruszki i prażonych orzechów. No i sałaty. Ale i tak był dobry. I się najadłem porządnie, więc dwie normalne osoby, albo 6,66 dziewczyn na diecie by się na luzie najadło.

    Tak więc 4/100 poszło. A może 3/100? Kurde, sprawdzę i wrzucę potem w komentarzu, bo się pogubiłem lekko.
    pokaż całość

    źródło: burger 1.jpg

  •  

    #100obiadow

    Ha, tym razem jest foto. Może nie najlepszej jakoś, ale mniej więcej widać co tam jest, a jest:

    Półdupek świnki, makaron soba, cebula, pieczarki i czosnek. Czosnku dwa ząbki, więc traktując go jako przyprawe mamy danie ze składników czterech. Wliczając przyprawy byłoby tego... byłoby... Kurde dużo, nie chce mi się liczyć, z przepisem sobie można policzyć.

    A więc tak. Półdupek ze świnki pocięty na plastry, moje miały tak z 4 milimetry. Dziwna liczba, 4, mogłem zaokrąglić do 5, ale to by było pół centymetra, a to brzmi tak trochę dużo, bo jest słowo centymetr, zamiast milimetr i już tak jakoś inaczej. A na pół centymetra mi one nie wyglądały. Na 3 milimetry chyba trochę za grube, więc dajmy 4. Ale po zjedzeniu i namyśle powinny być 3 albo nawet dwa. Byłoby lepsze. No nic. Jak już pokroiłem to do słoika z: olej, sos rybny, pieprz, pokrojony ząbek czosnku, trochę soku z cytryny i krem balsamiczny. Ten krem to tak z dupy, ale to jedyne co było słodkie u mnie na chacie, a trochę słodyczy tam było potrzeba. Zamiast tego lepszy byłby cukier. Zakręcić i zostawić aby się zamarynowało. Przed włożeniem do lodówki jeszcze potrząsnąłem tym mocno, aby się wszystko ładnie wymieszało. I zapomniałem o tym na godzinę, może kawałek więcej.

    Dałem radę poczekać, bo zrobiłem sobie na szybko fryty. Ogarnąłem już jak je ładnie robić bez frytownicy. Olej grzejemy tak aby był super gorący, wrzucamy fryty i zmniejszamy ogień na taki mały, albo średnio mały, ale serio niech ledwo się tli. Ważne aby frytki skwierczały choć trochę. Potem wyciągamy, zwiększamy ogień i wrzucamy znowu. Jak podwójnie smażone, ładnie daje radę. Więc polecam jak macie coś marynować, a głodni jesteście.

    Cebulę, drugi ząbek czosnku i pieczarki pokroiłem, cebule w piórka, pieczarki w szesnastki, czosnek drobno posiekany. Świnka na patelnie z niewielką ilością oleju, bo w marynacie olej już jest, i smażymy. W sumie to takie średnie to smażenie na początek, bo najpierw cała woda z sosu rybnego i z mięsa musi wyparować. No ale czekamy aż mięso się trochę podsmaży, a potem cebula z czosnkiem, też niech się podsmażą. Ja to nie wiem, jakiś niecierpliwy jestem i za szybko cebule wrzuciłem, mięso nie zdążyło się ładnie zarumienić, ale nic. Jakoś poszło. Potem na patelnię pieczarki. Ja wtedy całość przykryłem i podusiłem. A, może jakbym pokroił to mięso dobrze to by się jednak lepiej przysmażyło, ale już za późno. Wszystko się w środku dusi. A obok zrobiłem ten makaron soba. Ot zalałem wrzątkiem jak zupkę chińską. Jak już pieczarki, cebula i całej tej reszcie odeszły wody, płyny i inne ciecze ściągnąłem pokrywę, poczekałem aż z patelni to wyparuje i wsadziłem ten makaron. Z nim jest taki problem, że jak patelnia jest choć trochę za sucha, to się strasznie do niej klei i przypala. To dodałem ze dwie łyżki oleju.

    Woka nie mam, bo jak się przeprowadziłem, to mam za małą kuchnię na woka. Za to mam patelnię z nierdzewki. Fajna sprawa, bo może skrobać, przypalać, jeździć widelcem i żadnego teflonu czy ceramiki się nie popsuje. Ale czyszczenie tego, to mnie krew i chuje zalewają. Zwłaszcza, że jak tam nie ma tłuszczu to moment wszystko przywiera, chyba że ja mam patelnie chujową. No nic, lubię ją mimo wszystko. Trochę jak z matką umiarkowaną alkoholiczką. To tak przypalania się makaronu, może na teflonie byłoby spoko.

    Przepis jest to teraz walory.

    Wygląd: Dałbym takie 6. Żebym miał jakiegokolwiek zielonego chwasta co by na to rzucić, to by było mocne 6, może nawet 6+, no ale przynajmniej nie wygląda jakbym już raz to zjadł. Zresztą zobaczcie se zdjęcie, co tam będę się produkował.

    Smak: No i tutaj dupa. Tak mnie męczy, że tego cukru nie miałem do marynaty. Wygląd by się poprawił, bo by ładniejsze kolorki złapało i w smaku też byłoby lepsze. Ale i tak lepsze niż poprzednie obiady. 6/10 Marynata wyszła jednak fajna, ten sos rybny fajny posmak dał, takie fajne mięsne to mięsko się zrobiło. Sok z cytryny i balsamiczny możliwe że ledwo wyczuwalne, ale bez nich byłoby niepełne. A, zapomniałem, że ostrej papryki tam wsypałem. Ona też była ważna. Więc w sumie obiad całkiem w pytkę. Tylko mnie wkurza brak cukru. Normalnie to nie, bo herbaty ani kawy nie słodzę, jedyne co to przypomina mi się o nim jak trzeba do czegoś dodać przy gotowaniu. Ale wtedy zwykle już mi się nie chce wychodzić do sklepu.

    To jest 3/100. Nie myślałem, że tak daleko zajdę. Wczoraj nie wrzucałem obiadu, bo w sumie zaraz zasnąłem. Ale była szakszusza, szakaszuka, szaszaska... No to jajo w pomidorach co @Hannahalla chyba kiedyś wrzucała, jak jeszcze wrzucała przepisy. Niby mało obiadowe, ale zapomniałem wyciągnąć świnki z zamrażalnika. Była na dziś.

    To się trzymać, do następnego wpisu, jeśli będzie. Ale raczej będzie, bo obiad sobie zrobię, bo jeść trzeba.

    No i zdjęcie
    pokaż całość

    źródło: obiad.jpg

  •  

    Jaki #film #filmnawieczor byście polecali? Gatunek #fantasy #scifi #horror Fajnie jak nowe z budżetem, ale stare też spoko. Byle nie klasyki, chyba większość widziałem.

    •  

      @8kasica8: Byłem w kinie, moim zdaniem tragedia. Samo zagadnienie spoko, ale film się niemiłosiernie dłużył
      @miki772: Oryginał owszem, amerykańskiej wersji boję się tknąć
      @tomund: Też widziałem, spoko, ale Pan Iniemamocny trochę zbyt ciapowaty był. Kiedy się dziećmi zajmował - spoko, ale jak już doszło co do czego to straszna bieda. Trochę mi to zaniżyło ocenę filmu
      @HDwebcam: Oj dzięki, ale ja niestety nieserialowy :)
      @nurek_z_jaworzna:
      1 - widziałem
      2 - niestety widzialem
      3 - Nie widziałem, ale nie wiem czy akurat na to mam ochotę
      4 - widziałem
      5 - widziałem
      6 - widziałem
      7 - nie widziałem, może sprawdzę
      8 - nie widziałem, dzięki
      9 - Coś mi się kojarzy, chyba zrezygnowałem z oglądania
      10 - Nie widziałem, a polecasz?
      11 - Pronto że widziałem
      12 - Tu też mi się bardzo podobał
      13 - Może sprawdzę
      14 - Nie kojarzę o.O
      15 - Widziałem
      16 - Widziałem
      Dzięki :)
      pokaż całość

    •  

      @nurek_z_jaworzna: split nie tyle co ma mieć część drugą, co będzie połączenie split i unbreakable od tego samego reżysera.

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    #100obiadow
    Czas na dzisiejszą reckę. Sobotnią, bo jeszcze nie kładłem się spać, więc dalej dla mnie jest sobota. Tak późno, bo wczoraj zachlałem pałę, wróciłem do domu o 5, umyłem się i poszedłem spać. Ale wstałem rano, bo robota goniła. Niby jak wróciłem to znowu zasnąłem, ale to by oznaczało, że dziś jest niedziela, a jutro jak wstanę to poniedziałek, a ja jeszcze nie chcę do roboty tak szybko wracać.

    No ale recenzja mojego obiadu. Jako, że mam kaca i w ogóle źle i niedobrze i jak wstałem to już po 22 i lidl zamknięty, to zrobiłem frytki z jajkiem sadzonym i tamtymi ogórkami od mamy.

    Koszt: tyle ile jeden duży ziemniak, 2 jajka i tyle. Oleju nie liczę, bo go jeszcze wykorzystam i nie wiem jak to w koszta wliczać. Do księgowej swojej muszę zadzwonić.

    Frytki: Pokrojone, zblanszowane, tak z 4-5 minut we wrzątku się kisiły. Potem wysuszone i do garnka z gorącym olejem. Tam aż się ładniutkie brązowe zrobiły. Ja wolę takie bardziej brązowe niż złoto-żółte, ale to kwestia gustu. Na nie potem sól i papryka suszona słodka. Dipy to był majonez i kepucz.

    Jakbym miał frytkownice to by były na dwa razy smażone, raz w 120 stopniach, a potem w 180. Kurwa, niebo a ziemia różnica w smaku i konsystencji. Można je jeszcze podgotować wcześniej, to wtedy w ogóle ambrozja wychodzi. I do frytek najlepszy majonez jednak. I tu jest tak, że najpierw się obgotuje, by trochę zmiękły ziemniory, kroi, suszy papierem z wody
    (lepiej się będą smażyć i tak nie pryska olej!), potem do oleju tak na 110-120 stopni, żeby się leciutko złote zrobiły i w środku były już dobre. Potem ogień! 180 stopni i czekamy aż się chrupiąca skorupka zrobi.

    A od razu też dam przepis na najlepszy (kurwa nawet nie ma co się z tym kłócić) sos czosnkowy jaki jest. Czosnku ile tam lubicie, ja lubię dużo, przez praskę. Trochę śmietany, albo majonezu, albo jogurtu, co tam uważacie, i tak nie będzie tego czuć, bo to jest tylko po to by był rzadszy. Trochę pieprzu, curry (polecam, bardzo fajnie zmienia smak!) i... magiczny składnik. Ser feta. Tak, dobrze widzicie i czytacie. Ser śródziemnomorski zwany potocznie fetą. Nasza baza. Jogurty czy tam śmietany są tylko po to by całość była płynna. Miksujemy, a jak nie mamy miksera to widelcem zapierdalamy żeby się zrobił. I gitara. Sosik 10/10, nawet z tym nie handlujcie.

    Jajka: Trochę masła na patelnię, niech się rozpuści, dwa jajka, jedno mi się rozwaliło i żółtko się rozlało (╯︵╰), no ale trudno, życie. Na to soli trochę i akurat miałem mieszankę guran masala, czy coś takiego. Taka fajna, indyjska. Jajka jak jajka.

    Plus ogóreczki, ale o nich już pisałem.

    Ogólnie taki 5/10. Nie, wróć, 3/10 bo nie było mięska. Ale dla wegetarian byłoby 5/10. Niczym się nie wyróżniający, ale smaczny.

    Plus po zjedzeniu dalej byłem głodny, to odsmażyłem wcześniejszy obiad. Kurak w śmietanie z makaronem soba. Taki japoński. Tam jeszcze była papryka i cebula i coś tam chyba jeszcze, nie pamiętam. Ogólnie wyglądało jakby już to parę razy zjadł, ale było dobre i było mięsko. Więc jako że było mięsko i się najadłem to wraca to 5/10, dla wegetarian znowu 1/10 bo było mięsko, ale kij z nimi.
    2/100 - myślałem, że dziś nic nie wrzucę, ale jakoś się udało. Jutro natomiast nie wiem co będzie, bo jadę do znajomych na erpega i jak wrócę to równie dobrze może się położę spać. A nie, nie położę bo mam w poniedziałek lekarza na 7:30. Więc już wolę zarwać nockę. To coś wrzucę.

    A, jeśli bym jadł obiad na mieście to nie będę robił recenzji, bo ja będę pisał tylko o tym co sam ugotuje. Zdjęcia znowu nie ma, bo zapomniałem cyknąć, ale wyglądało spoko, takie 6/10.

    Pozdro z fartem i takie tam
    pokaż całość

  •  

    Plus kto by zjadł.

    Właśnie zgłodnieliście. Nie dziękujcie. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #jedzenie #gotujzwykopem #foodporn #heheszki #humor #humorobrazkowy

  •  

    Mój pieseł :) #pies #pokazpsa #chwalesie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: maja 2.jpg

    +: VonHautkopf, malymireczek +135 innych
  •  

    w lidlu można kupić taką gotową panierkę. Właśnie kupiłem i zrobiłem kuraka. Recenzja mojego obiadu:

    Kurak z panierą:
    Cena: chuj. nie mogę znaleźć paragonu. Ale jakieś 3-4 złote za 200g. Nie wychodzi najgorzej, zwłaszcza że nie trzeba się jebać z robieniem własnej

    Smak: Dupy nie urywa, no chyba, że potem urwie, to wtedy odejmę ocenę. Dobrze pasuje z kepuczem. To minus, bo nie przepadam za kepuczem.

    Łatwość nakładania na cycka: W instrukcji pisali, aby kuraka wodą, albo mlekiem polać i do panierki. Dupa nie woda. Jajo żem rozbełtał, i w tym kuraka maczał. Ale trzyma się zajebiście, łatwo robić dwie warstwy, tj. kurak w jajo, w panierę, potem znowu jajo i znowu paniera.

    Wygląd: Pociąłem kurę na takie małe, dłuższe kawałki. Znaczy, że były małe, z jednej strony wąskie, a z drugiej trochę dłuższe. Zdjęcia nie mam, bo jak się zabrałem za recenzję, to już opierdoliłem cały. Ale ładnie wyglądał, chyba najlepsza ocena dla wyglądu. Może nie jak kfc, bo ta z kfc mi z wyglądu się bardzo podoba, ale ładna. Gdyby sam robił raczej... nie chuj, robię sam ładniejsze. Ale i tak ładna.

    Ziemniaki, bo bez ziemniaków to bym się nie najadł:

    Takie opiekane zrobiłem. Myślałem o frytkach, ale przypomniał mi się taki film z youtuba, gdzie ktoś pokazywał jak robić opiekane. Niby co za filozofia, ale kurwa jednak tak. Głupia rzecz a wszystko zmienia. Ziemniaki najpierw ugotować, tak aby były miękkie, ale bez przesady, żeby pure zaraz nie wyszło. Odcedzić i wsadzić do miski, albo jak nie chcecie miski kolejnej brudzić, to w garnku zostawić. Wsypać przyprawy. U mnie to był sól, pieprz, trochę ostrej papryki, więcej słodkiej, curry i czosnek granulowany. Poturlać tymi ziemniakami potrząsając miskę albo garnek. Tak aby się poobijały trochę. I tutaj zaczyna się kurwa magia, ale taka, że ja pierdole. Jak te ziemniaki się tam o siebie tłuką, to z wierzchu się robi taka warstwa pure, która miesza się z przyprawami i obtacza ziemniaki. Już od razu jest zajebista. Łychę wylizywałem to wiem. No i jak się to ładnie wymiesza to do piekarnika, 200 stopni, czy tam 220. Aby się to pure przypiekło i zrobiło chrupiące, a ziemniak w środku do końca się zrobił.

    Cena: 1.79 za kg ziemniaków. tanio w chuj. Przypraw nie liczę, bo już miałem, ale tam to jakieś grosze by wyszły.

    Łatwość w robieniu: Łatwe tak, że @janusz_pol by sam dał radę i by matki nie musiał męczyć. W sumie przepis masz. Zrób jej coś dobrego za te gacie które ci kupowała. Bo matka jest tylko jedna kurwa.

    Wygląd: no zajebisty. To pure jak się przyrumieni to wygląda fajnie, a pod nim taki jaśniejszy ziemniak prześwituje. Jak są okrągłe kawałki, to spoko mogłaby być jakaś lawowa planeta ze starwarsów, albo planeta curry, bo takie bardziej żółte jednak niż czerwone są.

    Smak: Dobre, bo ziemniaki są dobre, pieczone jeszcze lepsze, a tutaj taka fajna chrupka i pyszna otoczka wyszła. Ziemniak w ziemniaczanej panierce. MVP mojego obiadu.

    Pieczarki:

    A stwierdziłem, że pieczarki sobie jakoś zrobię. Znalazłem przepis na pieczone z czosnkiem. Chujowe. Nie będę o nich pisał.

    Sałatka:

    Miałem gotową od mamy. Ogórki w plasterkach marynowane na słodko-ostro. Zajebiste i ładnie wyglądają. No i od mamy.

    Ogólnie to takie, no nie wiem kurwa. 4/10 Może 5/10? Zostańmy przy 4+/10. Normalnie potrafię dużo lepsze zrobić. Jakby ktoś inny oceniał to był dał z 6-7/10, ale 6-7/10 to był mój wczorajszy obiad. Kura w śmietanie z makaronem. Ale nie będę się o tym rozpisywał, bo to było wczoraj. Gdybym dzisiaj zrobił tylko ziemniaki, to by było 6/10. Ale pieczarki popsuły wszystko. Panierka ok, ale bez szału, sam bym zrobił lepszą na luzaku. Ogóreczki bomba.

    #100obiadow <- niby 100 obiadów, a ten to byłby 1/100, ale wątpię abym dotrwał. Zakładam bo niedawno było modne. Niespodziewajcie się, że następny będzie już jutro, czy tam regularnie będę dodawał.
    #gotowanie
    pokaż całość

  •  

    Bardzo długo oglądałem wykop w trybie dziennym. Jak wrzucałem jakiegoś screena to był jęk jak tam można to oglądać. Dla mnie było spoko i traktowałem to jako po prostu jęczenie. Ale zmieniłem na nocny w końcu. Pierwsze wrażenie, meh, dużej różnicy nie ma. Zmieniać znowu mi się nie chciało. Po jakimś czasie odpaliłem wykop w pracy, niezalogowany. Dżizas kurwa ja pierdole. Moje oczy. Jak ja mogłem na codzień to oglądać. Bardzo polecam zmianę trybu. Człowiek tak zaczyna przygodę, z dziennym, nie chce mi się zmieniać, bo po co. A warto, dla oczu i komfortu. #oswiadczeniezdupy pokaż całość

  •  

    Wystawiłem parter domu z 2 pokojami, garażem i ogrodem na wynajem za 1200zł + opłaty.

    Serio rozumiem się targować, ale nie o pół ceny xD

    #olx #januszebiznesu #wynajem #pieniadze #polska

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: iksde (2).png

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki,
    tl;dr; Pod jakim pretekstem można zagadać do kolesia z pracy, żeby wymusić interakcję?*

    On mi się podoba i wydaje mi się, że ja jemu też, bo często na mnie patrzy, a jak go przyłapię, to szybko opuszcza wzrok. Wygląda też na to, że stara się bywać w tych miejscach co ja, widziałam też kiedyś, że obczajał mnie w bazie pracowników xd Problem jest taki, że gość wydaje się nieśmiały, a ja też jestem zbyt tchórzliwa, żeby uderzyć. Niemniej bardzo chciałabym go poznać, tylko nie wiem jak.
    Nie zaproponuję nic wprost, bo to mnie przerasta, ale chciałabym, żebyśmy byli chociaż „na cześć". Wtedy już moglibyśmy normalnie pogadać jak znajomi z pracy i stopniowo się poznawać, przełamywać lody. Ale najtrudniejszy pierwszy krok, a ja nie mam pomysłu, jak zacząć. Jakieś sugestie?
    Tak, wiem, że poznawanie kogoś w pracy jest według niektórych kiepskim pomysłem, ale to duża firma i nie będzie przypału, jeśli coś nie wypali. Niewidywanie się nie będzie problemem. Teraz wpadamy na siebie, bo chcemy (a przynajmniej ja chcę i wydaje mi się, że on też).
    Sory za ten wysryw, ale trochę desperacja mnie ogarnia ( ͡° ͜ʖ ͡°) Koleś wydaje się sympatyczny i normalny, ale i tak boję się, że wyjdę na idiotkę.
    Swoją drogą, chcielibyście, żeby różowa tak do was pajacowała i siliła się na jakieś zagadanie, czy może to zupełnie zły pomysł i odpuścić?

    *domyślam się, że nie unikniemy niepoważnych odpowiedzi ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) ale miło by było, gdyby ktoś napisał coś na serio

    #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #rozowepaski #zwiazki #podrywajzwykopem

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika GarGalin

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (5)