Coś tam dodaje, coś tam śmieszkuje, coś tam plusuje. Zobacz #smiecizglowy improwizorka pisownicza, czyli co bym mówił, gdybym mówił, ale nie mówię, więc piszę. Prowadzę też tag #codziennymaxpayne

  •  

    #smiecizglowy epizdo 67

    Co jest nie tak waszymi radami? Dlaczego fora społecznościowe typu wykop są okropnym miejscem do wylewania swoich żali? Dlaczego ludzie z problemami się w nich pogrążają? Dlaczego nie można wyjść z kiepskich sytuacji? Dlaczego filozofia blackpill ciągnie zamiast odpychać?

    Dawno temu czytałem dużo wpisów ludzi, którzy tkwili w depresji, albo narzekali na swój przegryw. Utożsamiałem się z nimi oraz widziałem podobieństwa. Zanim sam zacząłem się wypowiadać, minęły lata.

    To co było charakterystyczne dla tych wpisów to ciągły marazm, topienie się we wspomnieniach oraz wszechogarniający ból i niemoc. Większość osób, która się udzielała robiła to, ponieważ nie miała nikogo komu mogłaby się zwierzyć, albo została zraniona. Różnie to bywało. Posty i komentarze ciągle kręciły się wokół tego samego, a każdy jeden wstawiał historię podobną do poprzedniej. Nigdy nie nudziło mi się tego czytać. Zawsze było coś, z czym mogłem się zgodzić i podejrzewam, że wielu, których utkwiło w tym błędnym kole, też to widzieli.

    Najróżniejsze historie. Setki ludzi i ciągłe odczuwanie bólu, który czułem ja, ty, oni. Nic to nie dawało, ale przynosiło ulgę, bo nie byłem w tym sam. Mimo, że siedziałem sam przed monitorem, albo w ekranie telefonu to czułem więź z tym człowiekiem.

    Do zachowań toksycznych i poglądów, które wielu z was się nie podobają przejdę później. Bo ci, którzy przestali komentować te wpisy, albo przestali w ogóle je czytać, wiedzą o czym mówię.

    Osoby spoza kręgu ludzi chorych, albo te, które z tego wyszły dawały rady. Idź pobiegaj czy coś, zmień pracę, idź do barbera, zmień dietę etc. Rady same w sobie nie były złe i każdy kto wydostał się z tego, wie że ma to olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, jednak coś było nie tak z nimi i nie chcieli ich przyjmować, albo podawali kontrargumenty. Idź pobiegaj czy coś stało się formą mema i teraz jest wyśmiewane, jednak geneza tej rady jest trochę głębsza i cały sens się zatracił przez powtarzalność. Chodziło w tym o coś więcej.

    Nie liczy się cel wędrówki, a droga ku niemu.

    Zaczynam łagodniej, ale gdybym miał opisać wpis tego typu to przerysowałbym go tak:

    OP: Jest mi źle i tragicznie! Mam kiepskie życie i nie wiem co zrobić! (opis sytuacji, życia, zdarzenie)
    Kom1: Mam tak samo. (Okazanie wsparcia i zrozumienia)
    Kom2: Próbowałeś mniej się przejmować? (Kogoś poruszył wpis i próbuje zrobić ,,coś” i nie wie co)
    Kom3: Ogarnij się! Inni mają gorzej! (Najgorszy typ, przez który tylko OP się pogrąża)
    Kom4: Miałem to samo, musisz zrobić to i to. (Może i miał, ale zapomniał swoje początki i nawet gdy to uwzględni to zapomni o wielu czynnikach, które mu w tym pomogły, a nie są w zasięgu OPA)

    Ludzie w depresji zazwyczaj mają wybudowany mur wokół siebie, przez który nie wpuszczają nikogo. Niektórzy mają w nim bramę zamkniętą na cztery spusty i nie wpuszczą żadnego człowieka do środka. Przykre jest, gdy ktoś wrzuca wpisy obnażające jego słabości, uchyla odrobinę bramę, a potem pojawi się ktoś, kto powie, że inni mają gorzej, przestał obwiniać rodziców, że go bili, bo teraz jest dorosły etc. Brama wtedy jest znów zamykana i nie trafia do niego nic. Chociażbyś przekazał mu coś wartościowego i faktycznie mogącego pomóc, to w jednej chwili wszystko trafia szlag, bo powiesz coś, co go dotknie, a wtedy będzie się bronił. Zamknie bramę i nie wpuści nikogo do środka.

    Nie zarzucajcie ludziom w depresji braku empatii, oni mają jej o wiele więcej niż osoby zdrowe, a do tego są bardzo wrażliwi. Wszelkie negatywne komentarze czy to do ludzi w sieci, czy gdybyście znali kogoś takiego w swoim otoczeniu zamkną taką osobę w sobie i nie będzie się czuła przy was swobodnie.

    Frustrujące? Na pewno. Sam nie mam cierpliwości mimo tylu lat tkwienia w takim marazmie. Nie komentuje i nawet już nie przeglądam takich postów z prostego powodu: Nie mam do tego cierpliwości by zbawiać wszystkich ludzi z depresją. To co opisuję to porady dla tych, którzy chcą zrozumieć, albo pomóc komuś w takiej sytuacji.

    Jeśli nie chcesz pomóc w sposób, w którym naprawdę możesz pomóc to tego nie rób wcale. Przez takie gadanie, pouczanie i atakowanie tych osób stworzyła się jedna z najbardziej toksycznych grup jakie znam i odpowiedzialni za nią są osoby, które tych ludzi najbardziej gnoiły i kazały się im ogarnąć.

    Zaraz do tego przejdę, ale żeby lepiej to zrozumieć odniosę się do czegoś innego:

    Poszedłem na terapię grupową i dała mi ona naprawdę dużo. Profesjonaliści mający doświadczenie z takimi jak ja, otoczony grupą podobnych. Mój sceptycyzm nie pozwalał mi wierzyć w skuteczność takiej praktyki, kiedy siedzimy sobie razem w kółku i każdy coś mówi. Bite gadanie 5 godzin przez 5 dni, przez kilka miesięcy. Jednak ten okres wspominam wyjątkowo miło i jako ciekawe doświadczenie.

    Jedną z rzeczy, które robiła ta terapia to burzyła mury, które mieliśmy. Długi czas się otwieraliśmy, gadaliśmy coraz więcej o nas i o naszych uczuciach. Budowaliśmy grupę ludzi, która sobie nawzajem ufała i czuliśmy się bezpieczni. Nikt nas nie krytykował, nikt dla nas nie był niemiły. Tematy były ciężkie, ale jak jedna osoba się przełamała to potem już leciało. Obnażało się swoje najgorsze demony i mury upadały.

    Wtedy był najgorszy okres, bo gdy mury upadły przychodził czas by brutalnie bić po mordach i pokazać co z nami jest nie tak i co z tym zrobić. Wiele osób wymiękło i nie przychodziły nawet kilka dni. Ci, którzy to wszystko przetrwali wyszli zupełnie inni niż gdy tam weszli. Nawet jeśli od nowa zbudowałeś mur to miałeś intruza, który od środka zaczynał ci sabotować jego budowę. Z różnym skutkiem on sobie radził, wszystko zależało od terapeuty, ludzi wokół i ciebie samego.

    Nie mam wątpliwości, że gdyby ktoś od razu zastosował terapię szokową to nic by to nie dało, bo póki istnieje mur to nic nie zrobisz.

    Mówienie komuś w depresji, że się użala, wzmacnia mur.
    Mówienie komuś w depresji, że inni mają gorzej, wzmacnia mur.
    Mówienie komuś w depresji, żeby próbował się uśmiechać, wzmacnia mur.

    Co w takim razie osłabia mur? Czas, rozmowy bez wyrzutów, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i nienachalne próbowanie wyciągnięcia go z marazmu.

    Nienachalne to kluczowe słowo! Jak nie ma ochoty, to zmuszaniem wzmacniasz mur.

    Denerwujące? Na pewno! Do tego jeszcze wyczują, jak robicie to z przymusu i już was nosi. No tylko złość i agresja wam zostaje. Nie daj boże, żeby spotkało to waszych partnerów, albo najbliższe osoby. Można zgłupieć, a co dopiero mówić o tysiącach takich ludzi.

    Jeszcze wyczują, że musicie się z nim jak z jajkiem obchodzić i czują się jeszcze gorzej. Dlatego polecam przekonać takich ludzi na terapię.

    Wiecie co nie niszczy murów, ale pozwala dostać się do środka? Odpowiedzi na pytania, które tysiące takich ludzi sobie zadaje. Nie te trudne, jakie ja przeżyłem na terapii. Łatwe odpowiedzi, które nie naruszą konstrukcji muru, a nawet go wzmocnią.

    Wiecie co musiałem odkryć na terapii i każdy inny? Obwinialiśmy się za wszystko złe co się wydarzyło, co się dzieje i co będzie się dziać. Branie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Szczególnie to było widać u osób z nerwicą, wtedy terapeuta zaczyna nas uświadamiać, że nie jesteśmy za wszystko odpowiedzialni, ale robił to z rezerwą i delikatnie, aby nie popaść w drugą skrajność i nawet się z tym nie krył. Powolne uświadomienie, że dzieciństwo jednak miało wpływ na nasze życie i nie jesteśmy odpowiedzialni za innych ludzi, a niektóre sytuacje po prostu się dzieją i będą dziać. Oprócz tego uświadamiał nas na co mamy wpływ i co możemy robić.

    Ja jeszcze jakimś cudem nie obwiniałem wszystkich wokół i sam brałem na siebie winy. Do terapii to myślałem, że to jest moja wina, że rodzice mnie tłuką, a to wszystko co mnie spotkało to moja wina. Dziś by to nie przeszło jeśli kogoś by stąd zabrać i wpuścić na terapię.

    Pogarda, brak taktu i atakowanie ludzi z tym schorzeniem doprowadziło do tego, że zamknęli się na ludzi, którzy chcieli dla nich dobrze i otworzyli się dla kogoś, kto ich w tym stanie utwierdzał. Głaskał po głowie, mówiąc, że to nie ich wina. Tamci ludzie byli tego potwierdzeniem i powstały wtedy ciekawe ideologie, a raczej stały się bardziej popularne u ludzi uważanych za przegranych.

    Nastąpiło wtedy skupienie całkowite na winę otoczenia, genów, dzieciństwa i praw rządzących naturą. Pozwoliło to ładnie uporządkować świat i doprowadzić do tego, że świat nadal był kiepski, nadal było źle, ale przynajmniej w tym bezmiarze chaosu, bólu i cierpienia wyłonił się porządek, który pozwolił na zrozumienie tego świata.

    Może i nie poprawiło to ich sytuacji, ale zrozumieli dlaczego się tutaj znaleźli oraz mieli winnego. To działa różnie, dla jednych to oznaka by działać, a dla drugich to było usprawiedliwienie, żeby zostać w punkcie, w którym są teraz, bo i tak nie mają na nic wpływu.

    Dlaczego więc artykuły i teksty w internecie odnośnie depresji i jak z niej wyjść etc. nie były dobre? Jest kilka odpowiedzi, ale tutaj zastosuję subiektywną opinię, zamiast tłumaczyć ogół.

    Wertując takie artykuły szukałem rad, pocieszenia, albo ulgi. Rady były nieosiągalne, zamiast ulgi, narastała frustracja, a w wyniku tych dwóch pocieszenia nie znalazłem. Dlaczego? Ponieważ mimo że w Polsce na jedną kobietę zabija się dziesięciu facetów to wszystkie artykuły były napisane lub poświęcone kobietom. Nie znalazłem nic dla mnie, nie znalazłem opisów pasujących do mnie. Siedzę sam w pustym mieszkaniu, chce się zabić, każdy dzień to katorga i próbuję coś z tym zrobić, a czytam kolejny artykuł, w którym się okazuje, że ktoś faktycznie był w depresji. Faktycznie wyszedł z niej, ale zakrawa na ironię czytać, że były potrzebne tylko chęci, kiedy cały opis temu przeczy. Nie twierdzę, że nie były chore i nie umniejszam kobietom w tym, ale zbyt często przewijało się w tym, że mieli wsparcie, kochającą rodzinę, chłopaka, który o nich dbał i pozwolił leżeć i przeżyć tę chorobę. To jest ważne, jednak co ma zrobić samotny facet, odcięty od rodziny?

    Kiedy próbujesz, nawet bierzesz te rady do siebie idź pobiegaj czy coś. Dbasz o siebie, rozwijasz się i ogólnie słuchasz tych rad (robiłem to bardzo długo) a one i tak nie dają efektu to dopada cię frustracja i szukasz rzeczy, które do tego doprowadziły. Dlaczego pomimo tego, że robię wszystko tak jak jest tam napisane, tak jak mi proponują ludzie i staram się jak mogę to czuję się tylko gorzej?

    Zazwyczaj jest jedna rzecz, która do tego prowadzi. Mówcie co chcecie o piramidzie Maslowa, jednak jest bardzo ciężko realizować potrzeby wyższej potrzeby, bez zrealizowania tych niższej (albo na odwrót). Piramida bez fundamentów się zawali zawsze. Brak wsparcia i kogoś w prawdziwym życiu kto może ci pomóc jest bardzo uciążliwy i nie potrafię znaleźć przykładów, ani osób, które wyszły z tego pomimo bardzo złych przeżyć same.

    Jak ktoś twierdzi, że terapia nic nie daje i są to przyjaciele za pieniądze i będzie to mówił osobom, którzy mają problemy to jesteście ignorantami, albo bardzo złymi ludźmi, lubiącymi sprawiać innym cierpienie. Terapia daje ,,coś” tak jak ,,coś” da ci przeczytanie tego tekstu. Może spojrzysz na osoby z depresją inaczej, może w końcu ich zrozumiesz. Kiedyś napisałem wpis odnośnie samobójstw dla pewnego użytkownika, który zadał mi na ten temat pytanie. Zrozumiał i zmieniłem jego podejście do tego, tak że na ostatnie pytanie mu już nie odpowiedziałem, bo sam do tego doszedł na podstawie mojej odpowiedzi. Terapia będzie naruszać mur i wpuszczać do środka informacje z pozoru błahe i nic nieznaczące. Na każdego działa coś innego i potrzeba wiele sesji, by odkryć co.

    Tak, terapeuta to przyjaciel za pieniądze i co z tego? Ty zadajesz się z ludźmi bezinteresownie? Utrzymujesz kontakty, których nie chcesz? Jeśli tak to idź do przyjaciela za pieniądze to ci wytłumaczy, że jednak tak nie jest, albo uświadomi ci, że masz jakąś chorobę psychiczną.

    Szkoda, że terapeuta musi istnieć, bo większości ludzi ma brak empatii i zrozumienia na tyle, żeby móc pomóc innym i trzeba chodzić do kogoś, kto rozumie, albo po prostu wie co powiedzieć i jak się zachować i chce ci pomóc. Inkasuje za to pieniądze? I co z tego? Mi było już brak siły na pomaganie wszystkim wokół bezinteresownie, ale gdybym brał za to pieniądze to bardzo bym się w tym spełnił.

    To dlaczego filozofia blackpill tak trafia do tych ludzi? Zastanówcie się nad tym na podstawie tego co opisałem do tej pory.

    Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem sytuacje i nawet jeśli nie bezpośrednio to pośrednio udzieliłem odpowiedzi na pytania. Nie odpowiadam za ogół, ale chciałbym wiedzieć na ile się zgadzacie z tym co napisałem i na ile jest to prawda. Temat był dłuższy niż myślałem i w zależności od pytań może napiszę jeszcze jeden wpis.

    W ogóle pominąłem jeden istotny element, ale to dlatego, że nawet o nim wspominając, mógłbym doprowadzić do całkowitego skupienia na nim i zatracenia całego sensu mojej wypowiedzi.

    To wszystko co tutaj opisałem można odnieść nie tylko do depresji, ale także do fanatyków, którzy są za wszelką cenę przy swoich poglądach politycznych, religijnych, osób uzależnionych, etc. Trzeba zdobyć zaufanie, naruszyć mur i wpuszczać intruza. Wbijanie się z taranem nic wam nie da.

    Następnym razem zastanówcie się czy warto dawać rady, albo kogoś ,,uświadamiać” bo może nie robicie tego dobrze, a poza tym kosztuje was za dużo wysiłku i po co wam to?

    #przegryw #blackpill #fanatyzm #uzaleznienie #depresja
    pokaż całość

    źródło: kontrojanski.jpg

    •  

      @deton24: Przez to że nie wołasz to często nie zauważam twoich odpowiedzi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Ja kiedyś porównałem to do wyjścia z matrixa. Neo dostaje czarną tabletkę, a potem elo. Odłączony od symulacji nie wie co robić zostawiony na pastwę losu. Za dużo by tam nie zdziałał i raczej by go rzeczywistość przytłoczyła.
      Miałem shadow bana? Ja zawsze uważam, że po prostu mam zbyt małe zasięgi, zbyt długie wpisy i nikt tego czytać nie musi. Za mała rybka ze mnie, żeby mi banować posty. pokaż całość

    •  

      @deton24: Faktycznie, zauważyłem że od mojego wpisu odnośnie Australii to nagle wszystko ustało w miejscu i ciągle się przewijają te same osoby pod moimi wpisami...
      Wiedziałem o istnieniu shadow bana i nie raz go doświadczyłem, ale nie wiedziałem, że może być tak, że zbanuje się cały tag.
      Nie pomyślałbym, że brak nowych ludzi na tagu jest spowodowany tym, że wykop ucina zasięgi xD

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    #dnibezdymu

    Nie będę narazie kontynuował tagu. Nie widzę w tym sensu, a przez to, że poległem nie czuję że nawet powinienem. Niestety. Rzucę to gówno, ale narazie jestem w trakcie czytania książki ,,Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie" i gdy ją przeczytam do końca poinformuję co mi to dało.
    W każdym razie potem będę potrzebował czasu i energii, by to wszystko przemyśleć, a potem wrócę do tego tagu i może będę wstanie pomóc innym, gdy sam się z tym uporam.
    Zawołam wszystkich za jakiś czas i poinformuję co dalej.
    Obiecuję, że rzucę, bo zauważyłem faktyczne korzyści z rzucenia i jestem na siebie zły, że do tego wróciłem, ale dzięki tej książce jak do tej pory rozumiem dlaczego to było skazane na porażkę i jak się wpędziłem znowu w nałóg.
    Ciekawa rzecz. Póki nie skończę czytać mam nie rzucać. Zaufam w tej kwestii autorowi i powiem co dalej z tego wynikło.

    #rzucaniepalenia #papierosy
    pokaż całość

    źródło: papierosysadodupy.jpg

  •  

    #dnibezdymu 7/365

    Niewypalone papierosy: 120
    Zaoszczędzone pieniądze: 90
    Do tej pory: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno. Powrócił smak i węch. Unormował się oddech. Pozbyto się nikotyny z organizmu.
    Do pozbycia się fizycznych objawów związanych z rzucaniem zostało: 8 dni

    Komentarz użytkownika:

    Rzuciłem 5,5 roku temu z dnia na dzień (po 20 latach nałogu i paczki dziennie) - z prozaicznego powodu - kupiłem mieszkanie na kredyt

    Udało się rzucić. Ale czasem jak przechodzę obok palącej osoby to ten zapach ciągnie…chyba nigdy się tego nie pozbędę ale wiem, że jak zapalę choć jednego to wszystko wróci.
    pokaż całość

  •  

    #dnibezdymu 6/365
    Niewypalone papierosy: 100
    Zaoszczędzone pieniądze: 75
    Do tej pory: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno. Powrócił smak i węch. Unormował się oddech. Pozbyto się nikotyny z organizmu.
    Do pozbycia się fizycznych objawów związanych z rzucaniem zostało: 9 dni

    Zacząłem czytać książkę, którą inni polecali. Zapowiada się ciekawie i będę miał stamtąd kilka cytatów na następne dni. Po przeczytaniu całej napiszę wam czy było warto.

    Komentarz użytkownika:
    Patrz już na 5 kebabów masz, takie dobre tłuste z wołowiną, no powiedz szczerze, nie było warto? ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    #papierosy #rzucaniepalenia
    pokaż całość

  •  

    #smiecizglowy

    Nie ma tutaj przemyśleń, ani jakiś ciekawych tematów. Po prostu o mnie i moim 2021 roku

    pokaż spoiler Dzięki za 200 obserwujących mój tag ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Osobiste podsumowanie 2021

    Miałem zabrać się za ten wpis przed nowym rokiem, ale nie miałem takiej weny by to zrobić. Nie piszę tego tagu na siłę. Na każdy tekst musiałem mieć czas, ochotę i siłę. Co przy mojej postawie i moich przeżyciach i tak zdarzało się dosyć często. Czterdzieści epizodów i kilka niepodpisanych to dobry wynik, zwłaszcza po prawie dwuletniej przerwie. Widzę progres i postanowiłem napisać teraz wpis bez żadnego znaczenia, bo teraz przez pewien czas, pewnie będzie posucha.

    W końcu po prawie półtora roku miałem parę dni wolnego. Na pewno co niektórzy z was się domyślili i zauważyli, że wypaliłem się i byłem wyczerpany. Ten rok był dla mnie ciężki i skutki jeszcze będę odczuwał kilka miesięcy o ile nowy ład nie da mi aż tak mocno po dupie. Wszystko z mojej strony co mogę zamknąć i zostawić za sobą w ciągu pięciu miesięcy zostawię za sobą. Na resztę muszę czekać, bo nie jest to zależne ode mnie.

    Przeraża mnie to trochę, że po raz kolejny muszę wrócić do pracy i tracić na nią 1/3 mojego życia, chociaż nie liczy się sam czas. Siła i chęci zostaną mi odebrane na tyle, że mogę znów nie dodać nic przez miesiąc. Odżyłem przez ten czas wolny. Święta były jeszcze zabiegane, ale po nich nastąpił błogi spokój, którego mi brakowało od bardzo dawna. Nadmiar czasu wolnego był dokuczliwy, jednak bardzo szybko odkryłem jak go spędzić. Udało mi się skończyć książkę, którą męczyłem od czerwca. Wróciłem do słuchania audiobookow, a także po raz kolejny spróbowałem sił w układaniu kostki rubika. Nauczyłem się 30 nowych algorytmów i nadal mam przed sobą jeszcze 50. Jednak to co nauczyłem się do tej pory pozwoliło mi zejść do czasu poniżej 30 sek. Może zapiszę się na jakiś turniej? Udało mi się upiec ciasto. Zerwać chociaż trochę z nałogiem i w końcu czuć satysfakcję z mojego życia. Boję się, że jak znów wrócę do pracy to znowu będzie to samo. Jednak staram się o tym nie myśleć. Spędzam kolejny wieczór relaksując się przed 9 dniami z rzędu w pracy.

    Chciałem w coś pograć, ale niestety większości tytułów nie ogram, a na resztę brak mi czasu i nawet do nich nie podchodziłem. Bo grać w grę fabularną i wrócić do niej po miesiącu nie ma sensu, bo większości rzeczy pozapominam. Myślałem o nauce, ale nie wiem za bardzo co mógłbym robić i jak zmienić swoje perspektywy, więc wybór padł na relaks, który mi się należał po takim czasie przed powrotem do szarej rzeczywistości.

    Trzy pierwsze miesiące nadal pracowałem na stolarni u byłych pracodawców. Mimo, że spóźniali się z wypłatą i już dawno podjąłem decyzję o zakończeniu z nimi współpracy to jednak zostałem z sympatii oraz dlatego, że chciałem zrobić mnie i mojej dziewczynie kuchnię. Była to dla mnie próba czy nadawałbym się do tego i potrafił zrobić coś sam.

    Wziąłem wtedy dwa tygodnie urlopu i jego całość poświęciłem na zrobieniu wszystkiego. Narzędzia i warsztat był całkowicie do mojej dyspozycji i nie było problemów z urlopem na te dni oraz z użytkowaniem. Nikt nie dyskutował, w końcu już wtedy nie miałem wypłaty za poprzedni miesiąc. Ogólnie całe przedsięwzięcie było dla mnie ciekawym oraz wymagającym doświadczeniem. Kuchnia zrobiona od zera przeze mnie. Zrobiłem projekt, rozpisałem co mi potrzebne, kupiłem materiał, pociąłem go, okleiłem, złożyłem i zamontowałem. Zaoszczędziłem na tym wszystkim ponad 8 tysięcy i jeszcze zrobiłem to z lepszych i ładniejszych materiałów. Czas pracy niestety był długi, ale tego nie dałem rady przeskoczyć. Jestem dokładny i nie robiłem tego tak jak musiałbym robić u kogoś na już. Jak mieliśmy krzywe ściany to stworzyłem szafkę, która miała 8 różnych wymiarów, a weszła idealnie i zamaskowała wszystkie niedoróbki innych fachowców. Razem z dziewczyną zajęliśmy się montażem i była to jedna z naszych wspólnych prac na które sami zarobiliśmy i zrobiliśmy to razem. Mimo, że to nie jest praca dla kobiet i trochę było dźwigania to sama chciała to robić i razem doprowadziliśmy to wszystko do takiego stanu jaki chcieliśmy.

    Każda przestrzeń wykorzystana. Mnóstwo miejsca i wykonane to ładnie. Pod względem praktycznym i estetycznym było to świetne i byłem zadowolony ze swojej pracy.

    Jednak zdążyłem się przez prawie dwa lata zrazić do ludzi i mimo zmiany pracy bardzo szybko zrezygnowałem ze stolarki. To nie była kwestia moich pracodawców. Sam zawód był dla mnie męczący. Nie lubiłem tego mimo wszystko, a ludzie wcale do tego nie zachęcali, bo mimo że coś było zrobione dobrze to i tak ludzie narzekali. Nie wierzę, żeby mieli powody, po prostu poznałem za dużo cwaniaków. Praca fizyczna jest sama w sobie męcząca i mnie zabija. Psychicznie nie mam siły na dyskusje z klientami, którzy wymagają nie wiadomo czego i czepiają się mnie za błędy, których nie popełniłem, a zrobili je poprzednicy, którzy mieli wszystko gdzieś, a ja mam teraz naprawiać ich mankamenty. Bulwy, krzywe ściany, lecący sufit. Klienci, którzy nie chcieli przyjąć mebli, bo przy szafce była szczelina na dole 2mm a na górze 3mm. Pokazywali mi linijką jak to mierzyli, albo wchodzili do szafek wyciągali telefon i nagrywali co jest w niewidocznych miejscach, do których nawet bym nie pomyślał żeby wchodzić i sprawdzać.

    W tym roku doceniłem bardziej moją dziewczynę, która wierzę w to, że gdyby mogła to by wycięła dla mnie swoje serce i je dała, gdybym poprosił. Zawsze mnie wspiera, pomaga i mimo moich gorszych chwil spowodowanych nawrotem depresji robiła wszystko aby mi pomóc i nie gnoiła jak reszta. Podczas gdy rodzina by mnie pędziła do roboty i kazała wziąć się w garść. Ona była przy mnie i wspierała jak tylko mogła czy to finansowo, czy to emocjonalnie. Mimo, że byłem 3 miesiące w plecy przez byłych pracodawców. Mimo, że w jednej firmie mi się nie udało, a druga to była speluna to pomagała mi, a ja miałem dzięki niej siłę, żeby się nie załamać. Byliśmy w tym razem.

    Moja sympatia i dobroć do innych została zabita i już chyba nigdy nie zaufam nikomu. Ciężka i bolesna lekcja. Odszedłem za porozumieniem stron z poprzedniej pracy w dobrych relacjach tylko po to, żeby dwa tygodnie później usłyszeć od tych samych ludzi, że nie dadzą mi kasy, bo nie mają i nic im nie zrobię. Bezczelni byli i czekali specjalnie dwa tygodnie, żeby mi to powiedzieć, kiedy nie mogłem zmienić świadectwa pracy. Zabolało porządnie.

    Po opisaniu tutaj problemu dostałem rady i z każdej skorzystałem. Przedsądowe wezwania do zapłaty, pip, sprawa w sądzie etc.

    Niestety, ale czeka mnie rozprawa w tym temacie i muszę jeszcze czekać na jej termin…

    Ta sytuacja mnie załamała. Spędzasz z kimś 1/3 swojego czasu, jesteś w porządku, a potem przychodzi taki dzień i kopią cię w dupę. Załamanie tą sytuacją, problemy finansowe i praca w zakładach, których nikomu nie życzę podłamały mnie na tyle, że wróciła mi depresja. Miałem nawroty, jeden dosyć silny impuls oraz popadłem w marazm. Tutaj też dziewczyna robiła co mogła, jednak bez powrotu na leki się nie obyło.

    Znalazłem nową pracę. Ma swoje wady, jednak podług wszystkich firm w jakich pracowałem przez całe moje życie ta jest najlepsza i lubię tę pracę, mimo że jest ciężka i mnie wykańcza. Tylko, że każda praca tak na mnie działała tu nie było wyjątku. W końcu uwolniłem się od stolarki, w której siedziałem 5 lat i mogłem zająć się czymś innym. Odkryłem że czterobrygadówka jest systemem dla mnie i nienawidzę porannego wstawania i nigdy się nie przyzwyczaję.

    Kto rano wstaje temu… aha, gówno prawda.

    Wróciłem do pisania i poczułem, że daje mi to satysfakcję. Lubię to robić, zwłaszcza gdy wiem, że ktoś to przeczyta i się odniesie. Najfajniejszym uczuciem, było usłyszeć, że ktoś przeczytał jeden mój wpis, a potem przewertował wszystkie. Myślałem nad założeniem bloga, ale nadal to zostaje w marzeniach. Boję się go zakładać, boję się, że kiedyś ktoś kogo znam odkryje moje wpisy. Czuję się jeszcze względnie anonimowy. Jak to zatracę to wtedy będę wyciągnięty jak na dłoni dla ludzi wokół. Tego nie chcę. Boję się, że kiedyś wszystkie te wpisy przepadną i nic z nich nie zostanie. Zresztą tak na dłuższą metę co one dają mi, albo innym? Zastanawia mnie to.

    W każdym razie dla mnie dzisiaj jest niedziela wieczór. Jutro wielu z was będzie miało wolne, a ja będę walczył kolejny dzień na produkcji.

    Oby ten rok nie był gorszy.
    pokaż całość

    źródło: niedziela wieczur.jpg

  •  

    #dnibezdymu 5/365

    Niewypalone papierosy: 80
    Zaosczędzone pieniądze: 60
    Do tej pory: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno. Powrócił smak i węch. Unormował się oddech. Pozbyto się nikotyny z organizmu.
    Do pozbycia się fizycznych objawów związanych z rzucaniem zostało: 10 dni

    Kupiłem tę książkę, jednak zanim uda mi się ją przeczytać minie trochę czasu. Po przerwie świątecznej wracam do pracy i będę robił 9 dni z rzędu. Po pracy nie mam na nic siły i w sumie rozważam przesłuchanie audiobooka. Książkę na pewno będę chciał pożyczyć kilku osobom w moim otoczeniu, które też się z tym zmagają. Niektórzy piszą mi w wiadomościach, że polegli. Nie zrażajcie się, rozumiem was i to nie oznacza, że powinniście zrezygnować z tagu. Nie musicie lecieć od pierwszego stycznia. Możecie zacząć od piątego.

    Komentarz użytkownika:

    Przygotuj się na wzrost wagi, przeważnie jak się toksyn organizm pozbędzie to łapie na wadze. No chyba że jesteś chudy i suchy to może wtedy niekoniecznie od razu w otyłość tylko trochę.
    Znajdź coś innego czym wypełnisz pustkę po nałogu, bo natura pustki nie lubi. Tylko nie drugi nałóg typu gry, zakupy, alkohol, obżarstwo, mecze i bukmacherka.
    No nie wiem sam co Ci podpowiedzieć, rower, może książki, gotowanie, może zwierzaka przygarnij - nie wiem.

    #papierosy #uzaleznienie #rzucaniepalenia
    pokaż całość

  •  

    4/365 #dnibezdymu

    Niewypalone papierosy: 60
    Zaoszczędzone pieniądze: 45
    Do tej pory: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno. Powrócił smak i węch. Unormował się oddech.
    Do pozbycia się fizycznych objawów związanych z rzucaniem zostało: 11 dni

    Każdy kolejny dzień zbliża nas do pozbycia się fizycznych objawów związanych z paleniem. Unormowanie dopaminy, ażeby nie czuć tego głodu i parcia fizycznego na zapalenie.

    Muszę wam się do czegoś przyznać... Poległem i zapaliłem. W sumie od wczoraj to 3 papierosy jaki to jest okropny nałóg... Będę się hamował. Będę nie palił bez potrzeby i dalej będę próbował. Mam nadzieję, że ta książka mi pomoże, bo ja lubię palić xD i mimo widzenia jego wad to dalej głupio w to brnę.
    W każdym razie obiecuję powrót na właściwe tory i dalej poprowadzę ten tag.

    Komentarz użytkownika:
    Paliłem ponad 12 lat a nie palę od 5. Poniżej parę pro-tipów które mi pomogły rzucić to dziadostwo.

    1. Nastawienie, nastawienie i jeszcze raz nastawienie. Musicie mieć w głowie 100% przekonanie, że chcecie rzucić to g... o.
    2. Najlepiej rozpocząć rzucanie podczas jakiejś choroby, przeziębienia, nie chce się wtedy palić i łatwiej zrobić ten pierwszy krok.
    3. Pierwszy tydzień jest kluczowy i najtrudniejszy, decyduje o sukcesie lub porażce.
    4. Kupujecie Desmoxan lub coś podobnego pierwsze dni są bardzo trudne (patrz pkt. 3) a to wam bardzo pomoże.
    5. Unikajcie przebywania w towarzystwie osób palących, poinformujcie znajomych od papieroska że rzucacie, aby wam nie proponowali "wyjścia na fajka". Unikajcie wszelkiego rodzaju wyzwalaczy np. jak zawsze paliliście do piwka to odstawcie też piwko patrz pkt. 3.
    6. Pamiętajcie że jesteście osobami uzależnionymi i nigdy do palenia nie możecie wrócić. Nawet jeden wypalony papieros po kilku miesiącach absencji was zgubi.
    7. Nie poddawajcie się gdy nie uda wam się rzucić za pierwszym razem. Mało komu się udaje. Ja próbowałem z 4 razy zanim się udało.
    8. Po dłuższym czasie nie palenia nie będziecie mogli uwierzyć jak kiedyś to g... o mogło wam smakować. Mi obecnie np. bardzo przeszkadza dym papierosowy i nie wyobrażam sobie żebym mógł wrócić do palenia.
    9. Najważniejsza jest wasza głowa, determinacja i nastawienie.

    #palenie #rzucaniepalenia #papierosy
    pokaż całość

    •  

      @SzemranyInkub: Zbyt wrażliwy jestem. Jedna sytuacja mnie wyprowadzi z równowagi, chce się wieszać, a skoro tak to wszystko mi jedno ¯\_(ツ)_/¯ Kiedy przychodzi dołek nie mam niczego co mogłoby mnie przed tym powstrzymać.
      Na pewno mnie powstrzymało pozbycie się tytoniu, fajek, zapalniczek z domu i mogłem ochłonąć, zanim doszedłem do sklepu, ale sytuacja bardziej wrażliwa już mi na to nie pozwala.

      Tłumaczę się. Masz rację. Chuj mi w dupę
      pokaż całość

    •  

      @Garztam: ja bym dodał punkt 10 do tej listy. Nie pozbywaj się paczek papierosów. U mnie leżą 3 wagony schowane w czelusciach letniaka xd Zawsze miej jakąś gdzieś tam, choćbyś nie palił. jutro będzie 11 miesięcy bez tego dziadostwa.
      @young_nutria: dlaczego?

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Mam pytanie. Mam 280 rp

    Kupienie Cobra Crossbow i spectral boltów i robienie taska na demony to dobry pomysł czy nie?

    #tibia

  •  

    #smiecizglowy epizod 66

    Jak nie wychowywać dziecka.

    Miałem kiedyś szczerą rozmowę z matką, podczas której wyrzuciłem wiele moich żali i pretensji do niej, a było tego sporo. Role się odwróciły. Tym razem to ona słuchała, a każde słowo to był dla niej jak nóż. Nie czułem z tego powodu satysfakcji, ani jej nie współczułem. Całokształt mojego życia z rodzicami kazał mi się pozbyć wszelkich pozytywnych uczuć, a wtedy mi było naprawdę wszystko jedno.

    Nie chcę się odnosić do całej rozmowy, ale zakotwiczę się w jednym co mi powiedziała, a potem temat sam już poleci i co nieco z tej rozmowy złapiecie.

    Powiedziała mi: Byłam taka surowa, bo przeczytałam/usłyszałam, że na CHŁOPCÓW dobrze działa krytyka.

    Sens tej wypowiedzi dotarł do mnie znacznie później. Moja matka po latach przyznała się, że nieustanna krytyka, kary i wymaganie ciągle czegoś ponad moje siły było zmotywowane tym co usłyszała, bądź przeczytała w jakimś szmatławcu typu pani domu…

    Gdybym wziął i przeanalizował postępowanie moich rodziców to napisałbym o tym książkę i dał jej tytuł: Jak nie wychowywać dziecka.

    Patologiczne zachowanie, znęcanie fizyczne i psychiczne oraz zniszczone dzieciństwo nie musiało być spowodowane tym jak mówicie, że nie byłem ich dzieckiem. Tylko po prostu oni naprawdę wierzyli, że robią to dla mojego dobra! Jest to przerażająca wizja.

    Dobrymi chęciami piekło jest brukowane.

    To znaczy, że wszystko co napisałem na tym tagu odnośnie moich rodziców, moich historii etc było podyktowane miłością, troską i dbaniem o moją przyszłość, tylko rodzice byli na to za głupi i robili to w jedyny sposób jaki znali. Krzykami, biciem i wyzwiskami.

    Możecie powiedzieć, że nie, ale zastanówcie się. Rodzic, który ma gdzieś swoje dziecko, w ogóle się nim nie interesuje, nie rozmawia i nie dba o jego potrzeby. Za to u siebie nigdy nie czułem się niezauważony. Rozmowy były, ale bałem się coś powiedzieć, bo prędzej czy później było to wykorzystywane przeciwko mnie. Ojciec z matką, często siedzieli ze mną przy lekcjach. Nieraz styrani po całym dniu pracy przychodzili i odrabiali ze mną lekcje, albo tłumaczyli temat. Tylko nie mogłem powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.

    Ojciec jak mnie zaczął tłuc, że aż mu ręka spuchła za 4- robił to ze swojej niemocy, bo siedział ze mną tydzień po kilka godzin, a mnie było tylko na tyle stać.

    Nie raz słyszałem, że kiedyś im za to podziękuję… Oni naprawdę w to wierzyli… Bo coś gdzieś przeczytali, bo coś gdzieś obejrzeli, bo coś gdzieś usłyszeli i wierzyli, że edukacja, nauka, dyscyplina stworzą ze mnie silnego człowieka. Wierzyli w to, że co cię nie zabije to cię wzmocni, że każdy jest kowalem swojego losu etc.

    Mieli tak dobre chęci, ale połączone z ich niewiedzą doprowadziły do katastrofy. Za wszelką cenę chciałem uciec i się od nich odciąć i wszystko co zrobili przyniosło efekt odwrotny do zamierzonego.

    Możecie mówić, że gówno prawda, ale to gówno prawda. Nic nigdy nie jest czarno-białe, a historie moich rodziców też nie były jakieś kolorowe i naprawdę próbowali zrobić ze mnie kogoś innego. Chcieli ze mnie zrobić porządnego człowieka, ale stosowali metody by wytresować sobie pieska.

    Częsty błąd w rodzicielstwie, bo w którymś momencie rodzic sobie musi sobie uświadomić, że nie ma przed sobą kilkuletniego dziecka, które intelektem dorównuje psu, a ma żywego człowieka ze swoimi planami, marzenia etc.

    Jestem w stanie uwierzyć, że mieli dobre intencje, ale wcale ich to nie usprawiedliwia. Możecie mi nie wierzyć, ale ja też nie opisuję wszystkiego. Dostaliście dużo czarnego, a białe jest ukryte. Na przykład dobrze zawsze wspominałem święta i mama się starała. Ojciec zabierał mnie na basen, nad jezioro, na przejażdżki rowerowe. Bez ich wsparcia finansowego nie mógłbym wrócić do Polski itp.

    Szkoda się rozpisywać. Jednak za całokształt z ojcem już nie rozmawiam w ogóle.

    Czy ich staram się trochę wybielić? Tak. Pewnie niektórzy z was mogą mieć z tym problem, na pewno ci, którzy trochę na tagu już siedzą, ale czy mieliście problem, kiedy jechałem po nich po całości?

    Ten jeden wpis nie zmieni całego odbioru obrazu jaki przedstawiłem, ale chciałbym zwrócić uwagę, że jednak każde działanie może mieć drugie dno, którego nie zauważamy.

    W takim wypadku największym błędem moich rodziców i rzeczą niewybaczalną, było wierzenie w własną nieomylność i brak refleksji. Pozbawienie się zatrzymania, przemyślenia i wzięcia pod lupę swoich dotychczasowych zachowań. To nie cały świat się myli tylko ja? Dlaczego powtarzanie ciągle tych samych zachować nie daje innych efektów? Może to ja jestem problemem?

    #depresja #gruparatowaniapoziomu #przemyslenia #przegryw
    pokaż całość

    źródło: co-cie-nie-zabije-to-cie-wypaczy.jpg

    •  

      @Zgrywajac_twardziela:

      Zawsze warto dyskutować jeśli dyskusja ma odpowiedni poziom ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

      Nie mamy o czym, bo obydwoje się z tym zgadzamy. Nie wiem, czy źle to napisałem, ale to co piszesz:

      Pomiędzy rozumieniem, a akceptowaniem jest jak dla mnie ogromna przepaść. To że rozumiem, że pedofil ma pociąg do dzieci ani trochę nie sprawia, że jego czyn był jak dla mnie mniej zwyrodniały i obrzydliwy. Wiedział, że to nic dobrego, a mimo to to zrobił, bo miał chuć. Uważam że w takiej sytuacji zrozumienie zwyrodnialca ani trochę nie zmienia oceny jego postepowania. I podobnie uważam w kwestii bicia dzieci, to że rodzic uważał to za słuszne, świadczy albo o tym że ma w sobie skłonności socjopatyczne i sadystyczne, albo jest to wyparcie i wybielanie swojej bezsilności w wychowaniu dziecka.

      To przecież o to mi chodzi.

      Judasz zdradził Jezusa, a Vader jest ojcem Luke'a Skywalkera jakby coś ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Zawsze zapominam ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      Ja niestety nie, i zawsze wystrzegam się spoilerów xD

      @Zgrywajac_twardziela: Zanim zagrałem w Wieśka to minęło kilka lat od premiery. Spoilerów znałem sporo, ale były niezrozumiałe, bo nie znałem całości. Przeszkadzałyby mi gdybym był w trakcie gry.

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    W czym audiobooki są gorsze od tradycyjnych książek, albo e-booków?
    Odkąd odkryłem audiobooki moje życie stało się weselsze. Mogę robić coś w domu i słuchać. Kiedyś jak miałem taką możliwość to słuchałem je w pracy, samochodzie, albo autobusie. Prawie dwa lata nie słuchałem ich w ogóle. Nie miałem takiej możliwości i książki jakie przeczytałem przez te dwa lata to mogę policzyć na palcach.

    Jednak czasami widzę komentarze i kręcenie nosem na tę formę czytania. Nie żebym się tym przejmował, bardziej mnie ciekawi geneza tego zjawiska.

    #ksiazki #czytajzwykopem #audiobook
    pokaż całość

    •  

      I co? Mam teraz się do wszystkiego odnieść? xD

      Dziękuję za odpowiedzi, wszystko już dla mnie jasne. Po pierwsze jestem słuchowcem i też się nie skupię zawsze na tym co słucham tylko muszę robić monotonne, powtarzalne czynności. Audiobooki są dobre do słuchania czytadeł, kiepskie do czytania poważniejszych treści.
      Chociaż z tym przewijaniem to nie jest tak duży problem ( ͡° ͜ʖ ͡°) Bo pierwszy raz jak usłyszałem o tym, że książkę zawsze można zamknąć i przemyśleć to co się przeczytało to wtedy zatrzymałem audiobooka, cofnąłem i posłuchałem jeszcze raz. Było to w 451 stopni Farenheita. Jak się wyłączę i nie mam siły słuchać to nawet czytając nie rozumiem co czytam. pokaż całość

    • więcej komentarzy (50)

  •  

    #smiecizglowy epizod 63

    Jakby wszyscy skakali z mostu to tez byś skoczył?

    Każdy z was na pewno chociaż raz w życiu musiał to usłyszeć. Czy to od rodziców, nauczycieli, lub przy innej okazji. Absurdalność tego stwierdzenia miała was w teorii skłonić do zastanowienia się nad tym co robicie i powstrzymać was przed owczym pędem za grupą, bo to niekoniecznie może się dla was dobrze skończyć. Jednak samo stwierdzenie jest absurdalne i fakt przez kogo jest wypowiadane, sprawia że traci na wartości. Powiedźcie szczerze ilu z waszych rodziców, albo nauczycieli poszłoby i skoczyło z tego mostu, bo co ludzie powiedzą?

    Naprawdę zabawne to jest, gdy się temu przyjrzysz, a nawet trochę przykre jest, kiedy zrozumiesz, że powinieneś był skoczyć z tego mostu razem z grupą. Bo może i wszyscy zginęli, ale ty zostałeś sam. Skoczyć jest już za późno, a ruszyć z tego miejsca, gdzie teraz jesteś, jest ciężko.

    Wytłumaczę to na zasadzie anegdotki, jeszcze ze szkoły średniej. Prawie cała klasa uciekła z lekcji i nie przyszła jednego dnia do szkoły. Wszyscy byli dogadani, umówieni. Część nie przyszła w ogóle, część spotkała się pod szkołą i ruszyła na miasto. Tylko jedna osoba się wyłamała, która deklarowała się jako jedna z pierwszych, że do szkoły nie pójdzie. Następnego dnia, mieliśmy pogadankę i wylądowaliśmy na dywaniku. Słuchaliśmy z ust dyrektora i wychowawcy, że jesteśmy frajerami, a Michałek, jako jedyny przyszedł do szkoły. Był nam stawiany za wzór do naśladowania i jedynym normalnym w klasie, podczas gdy cała reszta była frajerami.

    Po całej tej sytuacji, klasa stwierdziła, że w grupie frajerów, frajerem jest ten, który nie jest frajerem. Przez jakiś czas chodzili i mówili do siebie w stylu: Cześć frajerze! Co tam frajerze? Co dziś zrobiłeś na szkodę naszej klasy frajerze? Jak tam frajernia?

    W sali były trzy rzędy ławek i krzeseł. W lewej siedział ten ,,normalny” pośrodku nikt, a po prawej cała frajernia. Na pytania nauczycieli co robimy odpowiadaliśmy, że troszczymy się o kolegę, żeby się nie sfrajerzył tak samo jak my.

    Nie skoczył z mostu.

    Oczywiście to wszystko był żart i to całkiem udany, bo nikt go nie gnębił i nie miał prawa narzekać, bo bardziej to traktowaliśmy z przymrużeniem oka niż faktyczna próba dokuczenia drugiej osobie. Nabijaliśmy się z wychowawcy i dyrektora, nie z tego ziomka, ale sytuacja idealnie obrazuje co się stanie jak nie skoczysz z mostu.

    Możesz być frajerem w grupie, możesz być jedynym ,,normalnym” stwierdziłem, że będę lepszy i aż do szkoły średniej trzymałem się moich zasad. Czego żałuję, bo nikt nie traktował tego jako żartu, a odstępstwa od normy były traktowane jako coś złego i jako przyzwolenie by niszczyć mi życie.

    Ogólnie szkoda gadać o tym jak życie moje wyglądało w tamtych latach, bo to temat na oddzielny wpis. W każdym razie, podczas gdy chłopacy trzymali się razem, ja siedziałem na uboczu.

    Gdy tak sobie myślę to nie byłem problemem, ani to, że nie skakałem z mostu. Ja po prostu wylądowałem w złym, patologicznym środowisku, gdzie w podstawówce paliło się fajki, piło alkohol, paliło zioło i tłukło się losowych dorosłych i kradło im rzeczy.

    Dobrze że taki nie byłem, z drugiej strony to towarzystwo dręczyło mnie, więc mogłem być jak oni, albo skończyć upośledzony psychicznie przez kilkanaście lat. Ciężko stwierdzić dzisiaj co byłoby lepsze. Teoretycznie z problemów psychicznych wyszedłem, a raczej nauczyłem się z nimi żyć.

    Tak to powoli się żyło na tej wsi.

    I tak było źle i tak było niedobrze, jednak pozostawanie przy swoich zasadach i alienacja wcale mi się nie wydają atrakcyjne po takim czasie. Może trzeba było iść za grupą i się nie przejmować?

    Prościej by mi było się odnieść do tego przykładu, gdybym nie wspomniał o kradzieżach, biciach i fajkach w podstawówce, ale nie jest też fajnie leżeć skopanym gdzieś w łazience i zaplutym przez rówieśników, a nauczyciele widząc siniaka pod okiem stwierdzą tylko, że znowu na drzwi wpadłem.

    Jednak gdy się nad tym zastanowimy to społeczeństwo, czasy i czynniki niezależne od nas stwarzają normy i to co powinno się robić, by grupa nas zaakceptowała. To co opisałem wyżej, jest nie do zaakceptowania i raczej mało który z was wyobraża sobie, żeby jego dziecko w wieku lat 10 paliło i piło alkohol, ale 100 lat temu takie dziecko mogło już wyjść za mąż i urodzić dziecko jak warunki na to pozwalały i nikt w tym nie widział nic złego. 60 lat temu, byłeś pozerem jak nie paliłeś i szurem jak stwierdzałeś, że to niezdrowe. I mimo że miałeś rację to chciałeś narażać się na kilkanaście lat poniżania i traktowania jak idiotę, bo mówiłeś coś innego i nie szedłeś za tłumem?

    Twoje zasady, twoje myśli i honor są dużo warte, dopóki są społecznie akceptowalne, a mało są warte, gdy większość się z nimi nie zgadza, zawsze wtedy będziesz wyrzutkiem, a ludzie cię będą traktować z agresją, nawet jeśli masz rację. 400 lat temu z chrześcijańskim miłosierdziem byłbyś nabijany na pal za wygłoszenie tezy niezgodnej z narracją kościoła katolickiego.

    Pytanie brzmi wtedy, czy ty jako szaraczek. Człowiek przeciętny powinieneś się tym przejmować? Czy warto dla własnych zasad i tego w co się wierzy iść pod prąd? Niesamowicie dużo to kosztuje wysiłku, a efekty są mierne. Nawet gdy okaże się, że masz rację nikt nie będzie o tobie wtedy pamiętał, a czego się nasłuchałeś i co przeżyłeś nikt ci nie zwróci, no chyba że masz satysfakcję z mówienia samemu do siebie a nie mówiłem! Bo nikt inny cię słuchać nie będzie chciał, bo co z tego, że miałeś rację jak po tylu latach i tak cię wszyscy traktują jak idiotę?

    Nie lepiej było skoczyć z tego mostu i mieć spokój? Nie lepiej było podążać za tłumem i mieć wszystko w dupie? Wierzyć komuś innemu, robić to co wszyscy?

    Wystarczy wyłączyć myślenie i pozwolić myśleć komuś innemu za ciebie. To takie proste.

    #przegryw #psychologia #depresja #przemyslenia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: społeczeńśtwo.jpg

    •  

      @xdekhaker: teraz tak masz czy miałeś? ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) ogólnie to jeszcze nigdy nie opisałem jakoś ciekawiej szkoły średniej, ale mam powody, by o tym nie pisać. Bo mam tam takie historie że brzmiałyby jak baity, a jakby jednak ktoś je zweryfikował to jeszcze by mnie znalazł xD

      Ogólnie dzięki za komplement. Miło to przeczytać na nocce jak już nie mam siły i mi się nie chce robić.

    • więcej komentarzy (29)

  •  

    3/365 #dnibezdymu

    Niewypalone papierosy: 40
    Zaoszczędzone pieniądze: 30
    Do tej pory: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno. Powrócił smak i węch.
    Do pozbycia się fizycznych objawów związanych z rzucaniem zostało: 12 dni

    Dwa dni bez dymu już za nami!

    Porady użytkowników:
    Polecam Tabex -jest bez recepty, zastępuje nikotynę w mózgu powoli uwalniając organizm od nikotyny, nie ma efektu głodu. Nie palę od Listopada, polecam każdemu.

    Chcesz rzucić - przeczytaj książkę Allena Cara. Też kiedyś myślałem, że to lipa, ale naprawdę nałóg nikotynowy to przede wszystkim głowa, sama nikotyna nie ma prawie wcale fizycznych efektów ubocznych rzucania, wszystko to uzależnienie psychiczne. Jeżeli przestawisz swoje myślenie to zapewne uda się rzucić i to absolutnie bezboleśnie. To mówię ja, palacz z prawie 15 letnim stażem który twierdził, że nie rzuci bo poprostu bardzo lubi palić. Przestalem palic de facto z dnia na dzień z początkiem listopada, a i nie polecam tego brandzlowania się z liczeniem dni/miesiecy/lat, "niepalący nikotynista", walczenie z nałogiem każdego dnia i inne rozdrapywanie ran. Przestałeś palić, rzuciłeś i tyle już poprostu nie palisz - takie podejście jest najlepsze

    #palenie #rzucaniepalenia #papierosy
    pokaż całość

  •  

    #smiecizglowy epizod 65

    Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

    Ta prawda przez większość mojego życia była dla mnie niezrozumiała i pusta. W końcu czego można oczekiwać po dziecku? Mało mnie interesowała ekonomia, polityka i ogólnie życie. Miałem siedzieć przed książką i wiedzieć co to jest mitochondria i co takiego robi.

    Długo mi zajęło zrozumienie tego powiedzenia, a gdy już do tego doszło zrozumiałem działanie świata, a także uporządkowałem chaos, który mnie otaczał. Świat stał się o wiele, wiele prostszym miejscem. W jakiej sytuacji bym się nie znalazł. Czegoś nie zrozumiał to zawsze gdy przypominam sobie o tej prawdzie, nagle wszystko rozumiem i robi się to dla mnie klarowne.

    Jednak zrozumienie świata i ograniczenie go do tej prawdy, sprawiło że życie stało się dla mnie mdłe i puste. Nakłada się na to jeszcze mój brak wiary w altruizm człowieka, uwięzienie w naszych zwierzęcych instynktach oraz zniewolenie, niewidzialne i niedostrzegalne dla kogoś, kto nie widzi.

    Świat jest jaki jest i jesteśmy w nim uwięzieni. To co sprawia że jedni są bardziej szczęśliwi od innych to to jak na niego patrzy. Każdy ma inną percepcję i widzi świat inaczej. Bogacz może być nieszczęśliwy, a biedak szczęśliwy. Wszystko to jest kwestia widzenia. Jednak powód dla którego mój punkt widzenia uważam za bardziej miarodajny jest prosty:

    Bo czego nie rozłożysz na czynniki pierwsze to zawsze wychodzi egoizm człowieka i jego chęć zysku, nieważne z jakich pobudek.

    Kiedyś przeczytałem, że prawdziwym wyznacznikiem tego czy jesteś w stanie bezinteresownie pomóc, jest udzielenie jej komuś kto tej pomocy nie chce, a jej potrzebuje, a po wszystkim zostaniesz z niczym. Nawet bez dobrego słowa, nawet bez jakiejkolwiek publiki, która twój czyn widziała.

    Mam wrażenie, że kiedyś produkcja była bardziej nastawiona na jakość. Ludzie robili rzeczy, aby były trwałe i solidne. Filmy były może i gorsze, ale podług osiągnięć jakie wtedy mieli, dawali z siebie wszystko. Dzisiaj produkcje z najwyższej półki i mające olbrzymie nakłady pieniężne potrafią tworzyć gnioty. Nadal nie mogę przeżyć ostatnich dwóch sezonów gry o tron… Jednak to jest właśnie to o czym mówię. Gra o tron była wtedy olbrzymim powiewem świeżości. Nie chodzi mi o królów, smoki i inne takie fantastyczne rzeczy. Gra o tron wciągnęła mnie z innego powodu. Nastawienie na dialogi, spójna historia, w której było widać, że ktoś się nad tym zastanowił i przemyślał, a najważniejszą rzeczą było to, że nie oszczędzał swoich bohaterów. Postacie pierwszoplanowe ginęły, gdy zrobiły coś głupiego. Nie miały ochrony, nie żyły tylko dlatego, że były ważne dla historii.

    To był powiew świeżości i sprawiał, że ten serial był dobry.

    Podczas gdy wszyscy robili to, co było bezpieczne i przynosiło pewny zysk, ktoś zorganizował to inaczej i zaskoczył nas.

    Nie macie wrażenia, że wszystko co oglądacie jest takie mdłe i przewidywalne? Ciągle ta sama formuła i twisty fabularne, które potraficie już odkryć w pierwszych minutach filmu? Że gdy oglądacie znowu jakiś serial to czujecie, że to wszystko już kiedyś widzieliście, ale z innymi bohaterami?

    Czasami przebiją się jakieś perełki warte uwagi i zapadają na dłuższy czas w pamięć. Jednak odnaleźć takie perełki w szambie ścieku jest bardzo trudno.

    Bo liczy się tylko zysk. Nikomu nie zależy tworzyć nowe i przełomowe dzieła kultury. Najważniejsze to zarobić jak najwięcej i jak najmniejszym kosztem. Dać ludziom to samo co wcześniej, tylko w innym opakowaniu i niech się cieszą smakiem, który już znają.

    Tak to działa ze wszystkim co posiadacie. Wszystko to było nastawione na zysk. Kupiliście to z jakiegoś powodu bo było to potrzebne. Kupiliście to w sklepie, bo w jakiś sposób wasza podświadomość na was to wywołała, lub jeśli byliście uważni, zrobiliście przemyślane zakupy.

    Pamiętam gdy biedronka pojawiła się w Polsce. Ceny były wtedy faktycznie niskie i sklep ten kosił konkurencję jak tylko mógł. Wszyscy lecieli do biedronki na zakupy. Mimo że z czasem ceny zaczęły rosnąć to ludzie mieli już zasiane ziarno w podświadomości, które ciągle im szeptało do ucha, że tam to są niskie ceny. I mimo że po tylu latach to stwierdzenie już prawdą nie jest to wielu ludzi jeszcze tego nie zrozumiało.

    I kto by wtedy pomyślał. Dlaczego biedronka miała takie niskie ceny?

    Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

    Dostać się do świadomości ludzi, wykosić konkurencję i zyskać wiernych klientów na lata.

    Uproszczony schemat i opisany subiektywnie na przykładzie mojego podwórka. Nie czepiajcie się.

    Wszystko w naszym świecie jest zmonopolizowane i nastawione na zysk. Coraz więcej ludzi siedzi i myśli tylko jak wam coś sprzedać i jak ukręcić więcej kasy. Ja, jako człowiek czuję się jak przedmiot to maksymalizacji zysków. Osiem godzin w robocie gdzie każda sekunda mojego życia musi zostać wykorzystana, bo sekunda mojej bezczynności to strata. I nie jestem traktowany jako indywidualna jednostka. Jestem jednym z wielu innych i na takiej podstawie się na mnie patrzy. Jak na przedmiot. Myśli się tylko, żeby dać mi jak najmniej i jak najwięcej mnie wykorzystać.

    Normy i słupki w excelu to jest najważniejsza rzecz. Ludzi się wymienia jak zepsute części i mam wrażenie, a w sumie to jestem pewien, że tylko przepisy i prawa w określonym państwie chronią zwykłych pracowników, przed zezwierzęceniem i traktowaniem nas jak śmieci. Dzięki temu możemy mieć dni wolne, nie pracujemy po 18 godzin dziennie i firma sobie wlicza w starty to, że musimy chodzić do łazienki i jest ta przerwa na jedzenie. Chociaż, gdyby księgowi udowodnili, że miska ryżu i dłuższa przerwa wpływa na wydajność i firma oszczędza 100zł to by kupowali wszystkim tę miskę ryżu i dali nawet się zdrzemnąć w ciągu tych 18 godzin.

    Czuję się jak produkt, rzecz do wykorzystania, a potem wyrzucenia, gdy już się do niczego nie nadam. Mimo teoretycznych przesłanek, że cywilizacja chroni tych słabszych, chorych i uciśnionych tak nie mam wątpliwości, że w Polsce, ludzie bez wsparcia nie mają na co liczyć i zapomoga jaką dostaną nie starczy im nawet na jedzenie. Lepiej się wtedy zapić. Życie się wydaje trochę lepsze.

    Zysk, zysk, zysk.

    Sami sobie stworzyliśmy to gigantyczne więzienie. Uwięzieni w chęci posiadania czegoś więcej i ciągłym biegiem. Zarabiać jak najwięcej jak najmniejszym kosztem. Kupować nowe rzeczy, którymi nie możemy się cieszyć, bo nie mamy czasu. Nie mamy czasu bo potrzebujemy kasy na nowe rzeczy.

    W naszym kraju za minimalną ledwo stać cię na podstawowe potrzeby, a jak chcesz coś więcej od życia niż ta podstawowa miska ryżu to musisz iść na drugi etat lub ciągnąć nadgodziny.

    Brat brata sprzeda za trochę kasy. Nie ma żadnych hamulców, wszystko to kwestia ceny. Nawet istnienie lub nieistnienie jakiegoś państwa. Jak zapchasz kieszenie odpowiednim osobom to możesz wszystko. Ze zwykłymi ludźmi nikt się nie liczy, bo technika gotowanej żaby tak ich zamuliła, że nie są zdolni do żadnej reakcji. Z roku na rok tylko dokręca się coraz bardziej śrubę, a ludzie tylko coraz bardziej się zezwierzęcają i dają traktować jak przemioty.

    Nie ma żadnych wartości, ludzie są krótkowzroczni i liczy się tylko to, żeby mieć więcej kasy.

    Nienawidzę tego świata…

    Jednak to wszystko kwestia podejścia i tego jak świat widzę. Mógłbym go kochać, gdybym widział w nim coś więcej.

    Tylko, że nic więcej tutaj nie widzę.

    #przemyslenia #depresja #pieniadze
    pokaż całość

    źródło: egoiści.jpg

  •  

    #dnibezdymu 2/365

    Niewypalone papierosy: 20
    Zaoszczędzone pieniądze: 15
    W ciągu poprzedniego dnia: Unormowało się ciśnienie krwi. Unormował się tlen we krwi. Unormowało się tętno.
    Do pozbycia się fizycznych dolegliwości związanych z rzucaniem zostało: 13 dni

    Udało wam się dotrwać do drugiego dnia? Pierwsze dwa tygodnie będą najgorsze potem już z górki. Uśredniając, że każdy z nas palił paczkę dziennie, a paczka kosztowała 15 zł będę zapisywał ile teoretycznie pieniędzy zaoszczędziliście i ile papierosów nie zapaliliście. Jeżeli ktoś chce prowadzić indywidualne zapiski to polecam do tego aplikacje typu: Flamy, QuitNow, gdzie możecie to dopasować indywidualnie do was. Zachęcam do wklejania w komentarzach waszych wyników z aplikacji.

    Motywacja od użytkownika:

    Każdy papieros to około 70 groszy z czego 50 groszy trafia do dyspozycji rządu.

    #papierosy #rzucaniepalenia #uzaleznienie
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Garztam

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)