•  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część V (Stan postaci poziom 8 – obywatel Khorinis)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    Zanim rozpocząłem swoją przygodę, to musiałem pozałatwiać pewne ważne sprawy, które gnębiły nie tylko mnie, ale również was, bo wspominaliście mi to w komentarzach.
    W całej tej walce o przetrwanie w lasach Khorinis, walkach z bandytami i kradzieży świeczników w górnym mieście – wypada odwiedzić wieżę Xardasa by poinformować go o moich postępach i spytać jak się czuje Lester (a tak naprawdę wróciłem się tam po pas, ale cii, nie mówcie nikomu).
    Po drodze minąłem farmę Lobarta, a potem Cavalorna, do którego zagadałem i dostałem expa za wspomnienie wykonanego zadania z dostarczeniem listu do Vatrasa, miło ;)

    W wieży Xardasa znalazłem pas podwyższający mi statystykę siły, a następnie udałem się do nekromanty porozmawiać. Tam dostarczył mi dosyć niepokojące wieści, mianowicie Lester widział jakichś ludzi w kapturach, którzy przybywają z górniczej doliny. A sam Xardas nie wydawał się być zadowolony z ich przybycia. Nie wiem o co chodzi, ale jeśli sam Xardas odczuwa niepokój na wspomnienie ich, tak ja z moim skillem „ prawie udało mi się zabić dzika w pojedynkę, albo i nie” poczułem pot spływający mi po twarzy. Muszę koniecznie podwyższyć swoje statystyki. Tutaj przypomniała mi się wasza kolejna rada, abym to zainwestował pieniądze w kościół wyznawców Innosa, celem podwyższenia HP. W moim portfelu jest na obecną chwilę ponad 2000 złota, toteż wydanie tysiaka, zwłaszcza gdy i tak prawie nic nie kupuję, nie wydało mi się złym pomysłem, a i tak mam w planach okradanie co mniej rozgarnięte jednostki ;) W ten sposób podwyższyłem sobie życie, dokładnie nie wiem o ile, ale wydawałem po 50 złota, aż mag ognia stwierdził „DOŚĆ”! Dość kasy pfff xD Chyba sam w to nie wierzysz magu. Ruszyłem jeszcze na chwilę do portu, bo pisaliście, że mogę tego gościa strażnika powalić w porcie i sprawdzić czego pilnuje! Ruszyłem tam więc i jak się okazało, po rzutach dwóch kul ognia i farciarskim oberwaniu moimi krytykami znalazłem paczkę bagiennego ziela!

    Ruszyłem do tawerny, przy której czekał na mnie Greg, ten sam któremu podarowałem jakiś czas temu ubranie farmerskie. Gość jednak nie wydawał się być szczególnie wdzięczny, ba, z jego słów biło pogardą na kilometr. Nie mniej zaproponował mi zadanie zdobycia dla niego pieniędzy. A raczej tego, by mu je wydobyć. Zastanowiło mnie w tym momencie, jakie to ma wywołać u mnie uczucia, jako u gracza. Greg ewidentnie dawał do zrozumienia jakim jestem śmieciem dla niego, a mimo to prosi mnie o przysługę, jeszcze na dodatek debilnie wykręca się sądząc, że zwykłe „stanę na straży” cokolwiek tu zdziała. Postanowiłem jednak, że złoto, które mam dla niego wydobyć, sprawdzę później. Na razie wszedłem do gospody, oczywiście siedziało tam kilku farmerów, przyjemnie popijając browar. Zagadałem do jednego z nich, który organizuje pewien konkursik picia. To mi zapaliło lampkę w głowie, że przecież na farmie Akila znajduje się mężczyzna imieniem Randolph, gotów do takiej potyczki. Toteż zaproponowałem pojedynek pomiędzy nim, a obecnym w barze Rukharem. Natychmiast pognałem na farmę Akila po Randolpha, tam 10 sztukami złota powiedziałem mu o pojedynku, a ten z uśmiechem na twarzy poszedł do gospody (stwierdzenie „nie przepij moich pieniędzy” jest w tym momencie ironicznie nietrafione).

    Ja natomiast stanąłem na rozstaju dróg, z których to jedna prowadziła pod, a druga na most. Postanowiłem zmierzyć się z bandytami, o których opowiadał mi Erol w poprzednich kronikach. Niestety mój zapał został zgaszony równie szybko co wola życia w sercu mojego bohatera, który padł bardzo szybko. I nie dało się tych bandytów spalić, otoczyć, podejść z innej strony. Tutaj ewidentnie trzeba przyjść silniejszym, bo moja kusza też nie zadaje im prawie żadnych obrażę, z kolei ich łuk owszem i to spore…

    Dlatego pozostało mi przyjście do gospody ponownie pod mostem. Udałem się do Grega, z którym wyruszyłem do pobliskiej jaskini celem odnalezienia jego skarbu. Tutaj spotkałem grupy goblinów, z którymi musiałem sobie poradzić. Pojedynek był ciężki, mozolny, obfitujący w mnóstwo wczytywań, picia misktur, „taktycznych odwrotów” i tym podobne. Lecz w końcu udało się i gobliny padły, a ja mogłem wydobyć mieszek wart.. heh.. 25 sztuk złota ( kurwa proponowałem ci 10 sztuk Greg, a ty powiedziałeś, ze ta kasa gówno warta). No i (mogłem się spodziewać), pirat nie tylko nie przyjął mieszka z entuzjazmem, a zrobił sobie ze mnie pazia do wydobywania skarbów. Wskazał mi słownie gdzie mam ich szukać, i .. mam szukać. Najprościej by było po prostu odmówić i powiedzieć by walił się na pizdę, ale gdy wyciągnął miecz by rozwalić wilki i zobaczyłem znajome ruchy z Gothica I, kiedy to na 2 poziomie można wyczyniać ładne kombosy mieczem, to pokornie odpuściłem sobie odmowę, ba, jestem ciekaw gdzie mnie ten cały quest zaprowadzi, bo dosyć intrygująca postać, zwłaszcza gdy dowiedziałem się, że poszukuje kolesia w czerwonej zbroi, którego imię zaczyna się na D…

    Niestety dałem sobie spokój jak na razie z szukaniem jego skarbów, bowiem jedno z nich pilnuje topielec, z którym nie mam najmniejszych szans, dlatego też zaczekam z tym na odpowiedniejszą okazję.
    Zacząłem chodzić po okolicy i zabijać okoliczne ścierwojady, polne bestie i wilki. Nie mogę powiedzieć, by szło mi to jakoś szczególnie prosto, ale przynajmniej mogłem potrenować zręczność moich uników, ruchów i taktyki przy pojedynkach. Niestety takie wilki potrafią zaleźć za skórę, gdy atakuje cię ich jakaś chmara, tak samo jest z polnymi bestiami czy ścierwojadami, nie mniej w miarę sobie radziłem. I powoli, mozolnie oczyszczałem okolicę. Gdy zapuszczałem się za daleko, to :taktyczny odwrót: załatwiał sprawę.
    Natrafiłem tak podczas mojej wędrówki na cmentarz, gdzie znalazłem jaskinię z goblinami szkieletami (śmierć na miejscu, dosłownie i w przenośni), oraz zamkniętym przejściem. Następnie trafiłem na ten sam most z bandytami, ale od drugiej strony, tam również nie udało się ich taktycznie rozwalić. Potem moje kroki skierowały mnie do Dragomira, myśliwego, który zlecił mi odnalezienie w północnych górach jego drogocennej kuszy. Ja natomiast przy okazji okradłem mu skrzynie xD

    I tak dalsza wędrówka powoli uzupełniała mój ekwipunek różnymi dobrami znalezionymi w terenie. Czy to zwoje z zaklęciami, mieszki ze złotem, łukami, miksturami oraz rzadkimi ziołami.
    Kiedy uznałem, że okolica stała się czysta, to udałem się na farmę Onara.
    Powitał mnie Buster, najemnik z kolonii, kojarzył mnie, ale mało, żeby sobie mnie przypomnieć musiałem go pobić w pojedynku. Sam pojedynek nie był szczególnie trudny, taktyka cios, obrona, cios sprawdzała się znakomicie. No i co, i okazuje się, że żeby przyjąć się w poczet najemników musze innych ludzi namówić na głosowanie na mnie. Typowe ;)
    Głos Bustera zdobyty, a jeszcze może mnie nauczyć broni jednoręcznej, co też u niego zrobiłem, bo cierpię na niedobór skilla.

    Następnie idąc w stronę farmy odbiłem w prawo, na puste pola, które były zajęte przez polne bestie. Tym razem pojedynki szły odrobinę szybciej, bowiem wykupiona broń jednoręczna szybciej wbijała mi obrażenia krytyczne. W ten sposób mniej więcej oczyściłem farmę z mobów i zdobyłem expa.
    Na drodze stacjonował najemnik Fester, którego zadaniem jest oczyścić farmę z Polnych bestii xDD Cóż, ja to przed chwilą zrobiłem, niewdzięcznik. No ale zaproponowałem mu, że możemy zaatakować gniazdo. Nie zgodziłem się od razu, bo chciałem zwiedzić całość farmy i poznać okolicznych ludzi.
    Moje wejście na farmę zostało zatrzymane przez Sentenzę, najemnika patałacha, który chciał ode mnie kasę. Ostrzegał mnie przed nim Buster, toteż te 50 bryłek, z niechęcią, ale mu dałem. Wtedy pojawiła się uwielbiana przez was kwestia o dupie i twarzy ;D Cóż, z ciekawości sprawdziłem co się stanie. No i nie powiem, moja śmierć przynajmniej odbyła się z ironicznym uśmiechem na ustach ;D Setntenza pozdrowiony od wykopu! Ale jeszcze go dorwę…

    Poznałem tutaj większość starych znajomych, niektórzy mnie poznali, niektórzy słabo pamiętali, inni to byli nowi Najemnicy, którzy zeszli z okolic gór i walk z orkami. To właśnie ci drudzy przysporzyli najwięcej kłopotu, bowiem jak się okazało, nie pałają szczególną sympatią do rządów Lee, który przywitał mnie z otwartymi ramionami. Sam Lee jak stwierdził nie ma nic przeciwko, żebym dołączył do jego ludzi, ale muszę przejść próbę Torlofa i przekonać do siebie pozostałych najemników. Od przywódcy dowiedziałem się też co się mniej więcej stało z najemnikami po upadku bariery. Otóż Lee wszystkich wyprowadził i obecnie chcą się wydostać z kontynentu, odzyskać wolność. A tą wolność zabrali im Paladyni w służbie króla, dlatego chcą drobnymi rozbojami powoli uszczuplać zapasy żywnościowe straży miejskiej. I w ten sposób zyskać argument oraz realny powód, by przyszpilić Lorda Hagena by pozwolić im wszystkim odejść. Jest to dosyć wygodne i w pewnym sensie logiczne, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę fakt, że owych najemników wynajął sam Onar, właściciel ziemi, któremu nie podoba się obecna paladyńska polityka. Niestety rządy Lee są zbyt dyplomatyczne i ostrożne, a przynajmniej tak twierdzą najemnicy z gór. Ci z kolei widzą bardziej brutalne rozwiązanie, rozbójnickie. To wszystko spowodowało, że wśród samych najemników są wyczuwalne dwa obozy, które … jakby to określić „nauczyły się udawać, że się wzajemnie tolerują”. Dowiedziałem się również, że Gorn jest cały czas w górniczej dolinie, złapany przez paladynów.

    W tym wszystkim jak zawsze stoi neutralnie, jak na razie, moja osoba, która ma ambicję po prostu, dołączyć do najemników. Oczywiście zanim to nastąpi chciałbym jeszcze wypróbować frakcję magową i tam porobić questy. Nie mniej jak na razie jestem tutaj.
    Wycieczka po obozie najemników skutkowała po prostu poznawaniem przeróżnych punktów widzenia różnych ludzi, a wśród tego obowiązkowe questy dla podbicia własnej reputacji.
    I tak od Torlofa dostałem misję wzięcia haraczu z farmy Sekoba, od Jespera dostałem zadanie pobicia co najmniej 3 ludzi z „drugiego obozu”, Wilk chyba po prostu nie miał nic przeciwko, jeden z najemników po prostu chciał sprawdzić, czy uniosę jego miecz (potem się nie zgodziłem na jego oddanie więc się pobiliśmy xD), z Rauhlem doszedłem do porozumienia poprzez bijatykę, Cipherowi zwróciłem paczkę ziela (więc jak się okazało to było jego!). Potem poszedłem z Festerm obalić gniazdo polnych bestii (liczyłem na jakąś królową, a tu dupa..) i oczywiście samego Festera też pobiłem, bo nie chciał by inni się dowiedzieli, że mu pomagałem!

    W ogóle zabawne jest to, że Torlof powiedział, że jak się z kimś pobiję na uczciwych zasadach to mam szacunek tej drugiej osoby ;) Nie mniej, pojedynki z ludźmi są tutaj trudne i często wygrywam na zwykłym farcie. No ale doświadczenie związane z wykonywaniem zadań i pobiciem ludzi sprawiło, zdobyłem w ten sposób kolejne poziomy.
    Moja następna misja to pójście na farmę Sekoba. Oczywiście jak to ja, udałem się drogą okrężną wybijając wszystko co się rusza i znajdując skarby. No ale dotarłem do owej farmy, tam pierw pobiłem wieśniaka, który chciał ode mnie kasę za deptanie jego upraw xD Potem trafiłem na synalka owego Sekoba, którego grzecznie się zapytałem, czy wycierał mu już ktoś dzisiaj nosek ;D A potem do samego Sekoba, który zapewniał, że kasy nie ma, ale przyszpilony oddał wszystko co miał. Co prawda miałem opcję zapłacenia za niego i w pewnym momencie nawet pomyślałem żeby to zrobić, ale i tak już wystarczająco szastam kasą, a wolę ją zostawić, poza tym kto wie, czy nie wydałoby się, że jestem miękki.
    Torlof był zadowolony z haraczu, a potem stwierdził, że chyba udało mi się przekonać wystarczająco dużo osób. Cóż, ale zanim to nastąpi, to chciałem jeszcze się rozejrzeć po okolicy.
    Na prawo od farmy znalazłem paśnika owiec, Pepe, który chciał bym ubił wilki grasujące w okolicy (co zrobiłem), w dodatku chciał bym spróbował prędzej czy później rozprawić się z Bulko, najemnikiem z tej :dolnej granicy człowieczeństwa”. Obecnie jednak jestem za słaby na tego rodzaju pojedynek toteż musiałem sobie odpuścić na inną okazję.

    Okoliczny las też okazał się obfity w skarby, gdyby nie czające się w okolicy cieniostwory to nawet byłoby tu swobodnie, a w grach sandboxowych chciałbym sobie tu urządzić bazę. Jakoś zawsze mam słabość do różnych dolinek, gdzie swobodna przestrzeń jest w miarę ograniczona. Jak widać, nie tylko mi podoba się owe ukształtowanie terenu. Bo owe miejsce wybrały sobie również gobliny, które zajęły pobliską jaskinię. I to nie byle jakie gobliny, bo na samym końcu owej jaskini czekał na mnie goblin-wojownik, który okazał się być cięższym przeciwnikiem Pokonałem go, ale i tak uważam, że jeszcze nie mój czas na tego typu przeciwników. Moje ciągłe wczytywanie wywołuje miejscami również wyrzuty sumienia xD
    Moja dalsza wędrówka po okolicznych terenach poskutkowała również znalezieniem pewnego jegomościa Groma, który za przyniesienie mleka, chleba i szynki będzie mógł nauczyć mnie pozyskiwania trofeów ze zwierząt. Tam w ogóle w okolicy znalazłem kurwa Trolla! Jeżeli ja na tym etapie mam problem nawet z grupką wilków, to troll to chyba ostatni boss w całym uniwersum xD

    Obecnie jestem na etapie, gdzie mam mniej więcej pozwiedzane tereny, poczyszczone z polnych bestii, ścierowojadów, goblinów itp. Mam opcję dołączenia do Najemników, ale jeszcze nie chcę tego robić. Zdobyte w podróży poziomy wydałem na broń jednoręczną oraz siłę. Teraz będę chciał zająć się jakimiś zadaniami i zdobywaniem doświadczenia celem podboju siły do wyższej wartości.

    #gothickroniki #gothic #gothic2
    pokaż całość

    źródło: g2.png

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Gdzie_byli_rodzice

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (5)