"Coś być musi, do cholery, za zakrętem."

  •  

    890 + 1 = 891

    Tytuł: Tarantula
    Autor: Bob Dylan
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★☆☆☆☆☆☆☆☆☆

    chciałbym dokonać czegoś wartościowego, może na przykład zasadzić drzewo na oceanie, ale jestem tylko gitarzystą

    Zawsze trochę się wzdrygam kiedy w jednym zdaniu widzę słowa "literatura" i "surrealizm". Z drugiej strony całkiem cenię muzykę Dylana. Nie jestem jakimś fanatykiem czy innym dylanologiem, co to, to nie. Poza tym całkiem podobał mi się projekt muzyczny dylan.pl. Przy okazji "odsłuchu" trafiłem na bardzo ciekawy tekst Filipa Łobodzińskiego - tłumacza tej pozycji, o tym, jak zmagał się z tłumaczeniem tekstów Dylana - na przykładzie Like a rolling stone (po polsku Jak błądzący łach). Wobec faktu, że "za" było więcej niż "przeciw" postanowiłem spróbować.

    Wydana po polsku pięćdziesiąt dwa lata po amerykańskiej premierze Tarantula to dla mnie przede wszystkim kawał świetnej roboty w wykonaniu pana Łobodzińskiego. Bo wyobrażam sobie, jak niesamowicie trudna musiała być praca, żeby oddać to, Dylan napisał. Żeby czytelnikowi możliwie ułatwić odnalezienie się w kontekście, nawiązaniach, odwołaniach, parafrazach w książce jest mnóstwo przypisów. Zdarzają się strony, na których połowa to właśnie przypisy.

    Sama treść - próbowałem. Naprawdę mocno. Zatrzymywałem się, wracałem do niektórych fragmentów, czytałem kilka razy. Ale nie potrafiłem się w tym odnaleźć. Z lektury nie wyniosłem praktycznie nic. Potrzebuję, nawet poznając wytwory wyobraźni pisarzy, mieć coś, czego mogę się się uchwycić. Dylan zabrał mi wszystko. Łącznie z ortografią i interpunkcją. W zamian dał ciąg niezwiązanych(?) ze sobą obrazów, wrażeń, myśli. Taki strumień świadomości. Świadomości jednak, której nie byłem w stanie ogarnąć. W książce pojawiają się obok siebie postaci historyczne, komiksowe, nawiązania do utworów Dylana i innych autorów. Misz-masz.
    Spośród czterdziestu siedmiu "rozdziałów", jakie składają się na tę książkę wydaje mi się, że zrozumiałem jeden - Liścik do chłopca od sprawunków w stroju młodego dezertera.

    Cóż, widać nie jest to moja estetyka. Tak samo, jak nie podobał mi się Mistrz i Małgorzata czy Proces. Może ich nie zrozumiałem, jak nieraz słyszałem. To możliwe. I muszę z tym żyć. Natomiast jeśli ktoś lubi literacki surrealizm, a ponadto w miarę orientuje się realiach lat sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, może znajdzie tam coś więcej. I może mi wytłumaczy, o czym to jest, bo w recenzjach i opisach, które gdzieś tam czytałem też nie znalazłem nic, co by mi to zadanie choćby ułatwiło. Dla mnie Dylan kompozytor - tak, Dylan wykonawca - tak, nawet Dylan tekściarz - tak. Ale Dylan pisarz nie.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    Mirki, czy ktoś skojarzy i poratuje tytułem opowiadania #scifi #sciencefiction ?
    Opowiadanie było o statku kosmicznym lecącym w stronę innej planety, na którym zepsuł się oczyszczacz / odzyskiwacz wody (czy coś w tym stylu) i dwoje obudzonych astronautów odsysa po kolei wodę z zahibernowanych. Na końcu opowiadania jeden z nich siedzi z filiżanką herbaty.
    Może być to opowiadanie polskiego autora, aczkolwiek nie na 100%, gdzieś +/- z lat 70-80.
    #ksiazki #literatura
    pokaż całość

  •  

    Mógłby mi ktoś polecić pozycje, które coś wniosą do mojego życia?
    Po przeczytaniu "Ludzi i myszy" Steinbecka zmienił mi się odrobinę punkt widzenia w sprawach relacji międzyludzkich. Czułem po prostu wartość niesioną w tej książce i takich szukam.
    Miałem zamiar wziąć się za "Grona gniewu" ale poległem drugiego dnia, bo miałem już przesyt amerykańskiego klimatu.
    Sumując szukam tytułów, które w świecie książek są jak "Skazani na Shawnshank" lub "Forrest Gump" etc. w świecie filmów.
    Dziękuję.

    #ksiazki #czytajzwykope #pytanie #pytaniedoeksperta #samorozwoj
    pokaż całość

    •  

      @atomowe_dzialo: To zależ co chcesz do tego życia wnieść.
      Poleciłbym Rzeźnię numer 5 Vonneguta, ale z tego co piszesz, to odpada, bo raczej nie jest w klimatach tych filmów, które wymieniłeś. Jest... dziwna?
      W takim wypadku spróbuj może Zabić drozda Harper Lee - na mnie zrobiła olbrzymie wrażenie, a jest napisana pięknie i czyta się lekko.
      Jeśli wolisz film dokumentalny, ale bardzo pozytywny to A co ciebie obchodzi co myślą inni? i Pan raczy żartować, panie Feynman.
      I to, co wczoraj skończyłem, ale jeśli porównać to do filmu, to do etiud - Nie ma ekspresów przy żółtych drogach Andrzej Stasiuka.
      Tyle na szybko. :)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    886 + 1 = 887

    Tytuł: Nie ma ekspresów przy żółtych drogach
    Autor: Andrzej Stasiuk
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★★

    Wędrujemy przez świat po to, by o nim opowiadać. Wcale nie po to, by go podbijać, zmieniać, poznawać i rozumieć, ale jedynie po to, by opisywać jego piękno.

    Jestem zachwycony lekturą. Pięknem, które Stasiuk zawarł w każdym z kilkudziesięciu zebranych w tym tomie felietonów(?), esejów(?). Zwał, jak zwał - to nie jest najistotniejsze.
    Po pierwsze jestem zachwycony językiem, jakim posługuje się autor. Jest tak, jakby pisał poezję prozą. Albo malował obrazy zamiast pędzla używając słów. Nie umiem tego inaczej (lepiej?) nazwać. Ale jest pięknie. W jednym z tekstów opisuje książkę Pawła Jasienicy o podróży do Chin. Zwraca tam uwagę, że język, jakim posługiwał się Jasienica sprawia wręcz fizyczną przyjemność. Ja dokładnie taką przyjemność znalazłem przy lekturze Nie ma ekspresów przy żółtych drogach.
    Już spieszę z przykładem. Sprawa dotyczy opisu fotografa, który wybrał się z najnowocześniejszym wówczas sprzętem do nienajnowocześniejszej wówczas Albanii. Można by napisać, że robił tam zdjęcia. Ale można też napisać tak:

    Potem wystarczyło ustawić nowoczesność naprzeciw starożytności i precyzyjnie obliczyć parametry światła i czasu.

    Po drugie jestem zachwycony treścią. Bardzo osobistą, opartą na wspomnieniach, własnych wrażeniach, przemyśleniach i refleksjach. Z tymi ostatnimi nie zawsze się zgadzam (choć w większości jednak tak), niemniej uważam, że zawsze warto jest poznać zdanie kogoś innego. Szczególnie, jeśli to są rzeczywiście jego przemyślenia, a nie powtórzony slogan, tylko ubrany w trochę inne, może mądrzej brzmiące zwroty. A tego drugiego u Stasiuka raczej próżno szukać.
    W tych króciutkich, kilkustronnicowych tekstach autor porusza cały wachlarz tematów. Od chrześcijańskości Kościoła Katolickiego, przez swoje wrażenia związane z konkretnymi miesiącami po próbę konsolidacji postaci Warhola i Nikifora. W czasie wycieczki rowerem zatrzymuje się, żeby obserwować rysia, który został otoczony przez pilnujące wypasających się zwierząt psy. Opowiada o śmierci swojego wuja. O papierosach i o tym, że być może za piętnaście lat znów zacznie palić. O fragmencie swojego życia związanego z rokendrolem, wojskiem i więzieniem - tutaj dzięki lekturze poznałem świetny zespół - Livin' Blues.

    Stasiuk wydaje się stać nie tyle w opozycji do pędzącego, popieprzonego świata, co na jego uboczu. Moja, zupełnie osobista uwaga, ale przy takiej książce chyba uzasadniona. Cieszę się, że mam okazję czytać takie rzeczy, bo dzięki temu mogę domyślać się, że jeszcze nie zwariowałem. A jeśli zwariowałem, to nie tylko ja.

    To wyciągnąłem z tej książki, ale to jest mój odbiór. Nie musi on pokrywać się z odbiorem kogoś innego, nawet nie musi się pokrywać z zamysłem autora. Bo jak zauważa on w eseju Z daleka:

    Skoro nawet słowo "życie" znaczy dla każdego z nas coś innego. Bo przecież "życie" dla każdego z nas to przede wszystkim życie własne. (...) Jednak ludzie spotykają się, by się nawazajem słuchać. Biorą ze swoich opowieści to, co jest im potrzebne. Wcale niekoniecznie to, co ten drugi chciał podarować.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    878 + 1 = 879

    Tytuł: Niesamowite opowieści
    Autor: Stefan Grabiński
    Gatunek: opowiadania
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    (...) jednak zdarza się czasem, że człowiek wraca do siebie przez lata całe jedną stroną, przemierza ciągle, dzień w dzień, tę samą drogę, aż w pewnym momencie, znalazłszy się na innym szlaku, ze zdumieniem stwierdza, że wiedzie też do jego domu (...)

    O, jakie to było dobre!
    Dwadzieścia pięć opowiadań, w których autor zabiera czytelnika na krótkie, ale pełne wrażeń wycieczki do krainy grozy, szaleństwa, niepewności i tajemnicy. Bardzo mocno skupia się na opisie wrażeń, myśli i emocji bohaterów, co mocno pozawala wczuć się w ich, zwykle niekomfortową, sytuację. Zdecydowanie w czasie czytania udzielał mi się nastrój płynący ze stron. I, o dziwo, nie przeszkadzały, a wręcz pomagały mi w tym częste i dość długie opisy miejsc. Grabiński nazywany jest przez niektórych "polskim Poe" lub "polskim Lovecraftem", ale dla mnie jego twórczość jest sporo lepsza od twórczości obu wymienionych - bądź co bądź - klasyków.

    Jeśli miałbym wyróżnić jakieś opowiadania, to byłyby to na pewno Kochanka Szamoty i W domu Sary, oparte na swego rodzaju analizie pożądania czy chuci. Szary pokój o przenikaniu się światów jawy i snu. I to, które zrobiło na mnie największe wrażenie - jeśli miałbym to trudne zadanie podać najlepsze opowiadanie, jakie miałem okazję czytać, to zdecydowanie bym je rozważył - Problemat Czelawy.
    Czy są w tym zbiorze opowiadania słabe? Moim zdaniem nie. Nie potrafię wymienić żadnego, które byłoby dla mnie kiepskie. Są oczywiście słabsze, na tle innych, "mocniejszych", ale jest zasadnicza różnica między "słabym" a "słabszym". Szczególnie, jeśli to "słabsze" jest słabsze tylko względem naprawdę mocnych.

    Kolejna rzecz - uważam, że jeśli ktoś naprawdę potrafi pisać, to nie ma tematu, którego nie da się przedstawić w sposób niezajmujący. Tę teorię w moim przekonaniu potwierdza pierwsze sześć opowiadań, pochodzących ze zbioru Demon ruchu wydanego w 1919 roku - wszystkie dziejące się na kolei, w zarysie podobne, ale to szczegóły sprawiają, że każde jest inne i to podobieństwo wcale nie przeszkadza. Z resztą w wielu opowiadaniach można zauważyć podobieństwo schematów. Nie jest to jednak minus, bardziej traktuję to jako inne spojrzenie, jakiś kolejny rodzaj podejścia.

    A jeśli komuś za rekomendację (całkiem z resztą słusznie) nie wystarcza opinia jakiegoś anona z portalu ze śmiesznymi obrazkami, to warto dodać, że zbiór Niesamowite opowieści ukazał się w ramach cyklu Stanisław Lem poleca. Opowiadania, które są w tym tomie zebrane wybrał i posłowiem (bardzo z resztą ciekawym) opatrzył właśnie Stanisław Lem. A to - jeśli chodzi o rekomendację - już zdecydowanie większy kaliber.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    287 + 1 = 288

    Tytuł: Muzeum dusz czyśćcowych
    Autor: Stefan Grabiński
    Gatunek: horror/weird fiction/sci-fi/fantasy
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Zbiór Grabińskiego zrzesza jego opowiadania z kilku zbiorów wydawanych za jego życia, których tematyka jest różna, i dzielą się na motywy przewodnie- kolej, pożary, namiętność. W każdym opowiadaniu jest mocno onirycznie, występują elementy okultystyczne i fantastyczne. Najbardziej stylem przypomina mi połączenie prozy Edgara A. Poe i H.P. Lovecrafta. Podaje ich jako przykłady, bo to zdecydowanie najpopularniejsi autorzy gatunku jakich znam.
    Jaki jest Grabiński? Nierówny. Ale nie pod względem jakości opowiadań- nie było takiego, które nie podobałoby mi się z ponad 35(!)- ale rozłożenia suspensu i akcji w trakcie każdego. Mam wrażenie, że jego piętą achillesową są ostatnie 2-3 zdania każdego opowiadania. Dzieje się coś banalnego, i kiedy na początku mnie to fascynowało, później irytowało i czułem niespełnienie. Moje pytanie brzmi- miał taki zamiar, chciał uciąć w odpowiednim momencie, ale czy na pewno wyszło i miało taki wydźwięk jaki powinno? Każdy musi osądzić sam. Dla mnie jest to tak samo charakterystyczne dla niego jak dla wcześniej wspomnianego samotnika z Providence „plugawość, obrzydliwość i bezmiar ohydności potworów”- czyli opisy stworów Cthulhu.
    Czy warto? No cholera i to jak! Klimat jest nieprawdopodobny- szczególnie opowiadania dotyczące kolei- Grabiński czuje ją jakby w żyłach jeździły mu KM-ki. Dawno, naprawdę dawno nie czułem takiej mocy snu w opowiadaniach jak w przypadku właśnie tego autora. I ten język! Nikt się nim tak nie posługuje, jak ten człowiek robił to sto lat temu. Przepiękne są jego zdania.
    Czytajcie, bo pomimo wady odnośnie zakończeń, jakie wymieniłem (a to wada subiektywna mocno) uważam, że to naprawdę KAWAŁ lektury dla fana grozy, okultyzmu i horroru w książkach.

    #ksiazki #czytajzwykopem 10/24 #bookchallenge #fantastyka

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    •  

      @FormalinK: O, właśnie skończyłem czytać Niesamowite opowieści ( tego autora i dodając wpis przez skrypt dostałem podpowiedź, że ktoś już dodał książkę tego autora. Wiedziony ciekawością zajrzałem i tak odkopałem ten stary (w wykopowym pojmowaniu czasu) wpis.
      A chciałem tylko napisać, że mnie się zakończenia podobały (co nie znaczy, że OP nie ma racji, albo jest w błędzie, bo jemu rzeczywiście mogły nie przypaść do gustu i to jego święte prawo). Dla mnie siłą tych ostatnich zdań było właśnie to, że działo się coś oczywistego, co przychodziło mi na myśl już mniej więcej od początku historii. Tak jakby były kontrastem do niesamowitych zdarzeń, albo naturalną konsekwencją rzeczy nienaturalnych, choć w kontraście do nich. Jakkolwiek to brzmi. Wydaje mi się, że od jakiegoś czasu już się tak nie pisze (albo trafiam na takie pozycje, w których tego nie ma). Dzisiaj czytelnik chce być zaskoczony zakończeniem, jakby stawał wyzwanie autorowi. Czy jedno rozwiązanie jest lepsze od drugiego - tego nie wiem, moim zdaniem są one zupełnie inne. Oba mogą być ciekawe.

      Z całą resztą wpisu zgadzam się w zupełności, a już szczególnie z tym:

      Czytajcie, (...) to naprawdę KAWAŁ lektury dla fana grozy, okultyzmu i horroru w książkach.
      pokaż całość

  •  

    871 + 1 = 872

    Tytuł: Podróż poślubna pana Hamiltona
    Autor: Mieczysław Smolarski
    Gatunek: antyutopia
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Prawdziwą przyjemnością będzie dla mnie zniknąć z oczu milionom ludzi, którym powodzi się tak szczęśliwie, iż ogłupieli zupełnie.

    Druga pozycja autorstwa pana Smolarskiego, po którą sięgnąłem w pogoni za [przestarzałym skandalem].(https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_Smolarski#Kontrowersje_zwi%C4%85zane_z_plagiatem) I jest zdecydowanie najlepsza spośród wszystkich dwóch, które do tej pory czytałem. ;)

    Powieść fantastyczna z roku 2500, bo taki jest podtytuł to (w zasadzie) jednowątkowa historia opowiadająca o kłopotach tytułowego Jerzego Hamltona, jakie spadły na niego w związku z chęcią realizacji marzenia swojej dopiero co poślubionej małżonki - Marii Hatme, z domu Iwanickiej. Rzecz dzieje się, jak wskazuje podtytuł w roku 2500, a rozpoczyna się w Warszawie. Warszawie, która liczy dziesięć milionów mieszkańców. Na Ziemi istnieje tylko jeden kraj, który nazywa się Stanami Zjednoczonymi Świata(!). Ludzkość, tak jak w Mieście światłości, uznała, że osiągnęła już granice wiedzy (choć w tym temacie w pewnym momencie autor się trochę, moim zdaniem, pogubił), na świecie panuje pokój a władze dbają o to, żeby taki stan rzeczy zachować. Nawet kosztem jednostki, choć w tym temacie opisany jest całkiem ładny fikołek logiczny. W związku z tym, na wiele rzeczy potrzebne są zezwolenia, autor zaproponował je w formie "kartek" - czy to na podróże, czy

    pokaż spoiler na posiadanie potomstwa, bowiem świat zmaga się z chyba jedynym problemem, jaki pozostał, czyli przeludnieniem. I właśnie posiadanie potomstwa jest marzeniem świeżo upieczonej pani Hamilton. Co prawda kartki takiej małżeństwu nie mogą wydać władze, ale można kupić ją na wolnym rynku. W Brukseli. Tylko, żeby tam się dostać potrzebne jest najpierw pozwolenie na podróż.

    Tak zaczyna się historia.

    Większość koncepcji (choć raczej opisanych szczątkowo i fragmentarycznie, niejako przy okazji głównego wątku) zaproponowanej wizji świata zrobiła na mnie całkiem niezłe wrażenie. Szczególnie podobała mi się koncepcja, całkiem humanitarna i pasująca do przedstawionego obrazu świata, kiedy to rząd rozprawiał się z niepokornymi obywatelami

    (...) każąc śmiercią łagodną przez otrucie gazem rozweselającym

    pokaż spoiler za zajście w ciążę bez pozwolenia.


    Sporo humorystycznych spostrzeżeń na temat rzeczywistych (w sensie historycznym) i możliwych (w konsekwencji urzeczywistnienia się pomysłów) absurdów, takich jak:

    Od chwili, kiedy ludzkość nauczyła się przerabiać ołów na złoto, zapasy ołowiu wyczerpały się do tego stopnia, iż stał się on metalem najcenniejszym.
    czy

    przedsiębiorstwo handlujące dobrymi pomysłami.

    Literacko dla mnie nie są to wyżyny (choć kim ja jestem, żeby się w tej sprawie wypowiadać - to tylko moja opinia), ale czyta się nieźle. A już na pewno zdecydowanie lepiej niż Miasto światłości.

    EDIT: Ponieważ lubię cytaty, to jeszcze tylko wspomnę, że w czasie lektury nieraz przypominał mi się fragment teksu z piosenki Mógłbyś temu zaprzeczyć zespołu Raz dwa trzy:

    gdy ludzkość jest głupia lecz miła, to człowiek zmienia się w rzecz

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: bf2cd5f939f5dddd6f97dad83ed3dbedfde8.jpg

  •  

    860 + 1 = 861

    Tytuł: Wampir z MO
    Autor: Andrzej Pilipiuk
    Gatunek: opowiadania
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać, ale w porę przypomniała sobie, że wampiry nie mają drożnych kanalików łzowych, więc wybrała to pierwsze.

    Co się dzieje z imperialistycznymi, amerykańskimi wampirami, które w dodatku przeszły na wegetarianizm - co w ich przypadku oznacza wysysanie zwierząt zamiast ludzi, kiedy próbują się przemienić w nietoperze? I co do tego ma prawo zachowania masy? Albo jakie konsekwencje będzie miało - używając języka majora Nefrytowa, dowódcy wydziału Z (jak "zabobon") ubecji - "podpierdolenie" bomby atomowej, którą przewożą przedstawiciele zaprzyjaźnionego (a wręcz bratniego) narodu socjalistycznego przez praską ferajnę? Takimi między innymi zagadnieniami zajął się Pilipiuk w drugim tomie opowiadań o praskich wampirach "żyjących" (czy raczej "egzystujących") w Warszawie w czasach ustroju (słusznie, czy nie) minionego. I wyszło mu całkiem nieźle.

    Fantastyczna (w znaczeniu konwencji, nie oceny; ta druga to takie mocne "bardzo dobry plus") satyra na PRL. Opowiadania bawiły mnie tak samo, a może nawet troszkę bardziej niż te zawarte w pierwszym zbiorze. Na minus zbyt częste, moim zdaniem, gagi oparte na tym, że wampiry nie żyją, a z przyzwyczajenia mówią "nigdy w życiu" czy inne "po moim trupie". Na plus smaczki odnoszące się do rzeczywistych wydarzeń i postaci z tamtego okresu, doprawione pilipiukowym (niewyszukanym, ale bardzo mnie bawiącym) poczuciem humoru. Mój ulubiony poniżej:

    Na drugim programie rzecznik rządu chrzanił coś i wymachiwał uszami do taktu.
    I jeszcze jeden plus - opowiadanie Wyprawa przekonało mnie trochę do literackiego surrealizmu. Przynajmniej w takim wydaniu, jaki proponuje autor.

    Lekkie, niedługie, nieskomplikowane historie. W sam raz do poczytania na chwilę przed snem, czy czekając aż obiad skończy się gotować. Prosta rozrywka, ale to też miała być prosta rozrywka. Można za to autora lubić albo nie. Ja lubię.

    EDIT: A, trzeci plus. Postacie. One nie są wybitnie napisane (w sensie jakiejś głębi, wielowymiarowości i tak dalej), ale są prowadzone bardzo konsekwentnie. Choć nieraz zaskakują swoimi zachowaniami, pomysłami i wypowiedziami, to jednak jest to zgodne z ich "charakterem".

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    859 + 1 = 860

    Tytuł: Później
    Autor: Stephen King
    Gatunek: horror
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Mały Jamie ma magiczną moc - potrafi rozmawiać ze zmarłymi, w tym zadawać pytania, na które denat musi odpowiedzieć zgodnie z prawdą. Wykorzystuje tę zdolność do różnych celów, najczęściej do pomocy innym. Jest to jego tajemnica, ale pewnego razu matka chłopca wyjawia ten sekret przed swoją dziewczyną, co wplątuje Jamiego w policyjną intrygę. Od tego momentu chłopak będzie współpracował z partnerką swojej matki w celu udaremnienia wybuchu bomby martwego już przestępcy. Będzie miał jednak wątpliwości co do czystości intencji policyjnej pani detektyw.

    Książki Kinga są dla mnie idealną odskocznią od codzienności i jej problemów. Zawsze, gdy po nie sięgam, wiem, że spotkam się z mało ambitną, ale angażującą i lekką rozrywką. Tak też było i w tym przypadku.

    Mamy tu elementy powtarzalne w twórczości Kinga takie jak prosty humor, nieskomplikowaną fabułę, małego chłopca jako protagonistę obdarzonego nadludzkimi zdolnościami czy zamachowca jako jednego z villainów. Są też elementy, które często się u niego nie powtarzają, z czego najważniejszym jest narracja pierwszoosobowa w formie pamiętnika. Jest to ciekawa odskocznia od standardowej narracji i pasuje do całej konwencji książki.
    Główny bohater jest sympatyczny i dowcipny, pomysł na fabułę może się wydawać oklepany, ale humor i postacie ratują go, zakończenie nawet mnie zaskoczyło i wreszcie nie mam wrażenia, że zostało napisane na doczepkę, bo wydawca poganiał.

    Zwrócę jeszcze uwagę na dyskretny diss jaki autor wykonał w stronę swoich dawnych popisów (przynajmniej mam taką nadzieję) i przytoczę fakt, że w książce znajduje się drugoligowy pisarz, który znany jest z tego, że w swoich dziełach opisuje „jędrne sterczące piersi zwieńczone różowiutkimi sutkami”

    Fajny, przyjemny, lekki horror

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #stephenking
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

    •  

      drugoligowy pisarz, który znany jest z tego, że w swoich dziełach opisuje „jędrne sterczące piersi zwieńczone różowiutkimi sutkami”

      @Wypok2: O, dokładnie o tym pisałem we wpisie o Sklepiku z marzeniami. :) Przy lekturze Później nie wychwyciłem tego dissu. Jak to dobrze poznać czyjeś zdanie, nie trzeba kolejny raz czytać tej samej książki, żeby wyłapać smaczek. ;)

      +: Wypok2
  •  

    O kurde, biję dziś rekordy punktowe na #kurnik! Tu za słowo. #chwalesie

    A może ktoś ma ochotę na #literaki? #scrabble

    źródło: 1.png

  •  

    Hejo! Czy ktoś ma ochotę poukładać słowa z literek?
    #kurnik #literaki #scrabble

  •  

    850 + 1 = 851

    Tytuł: Miasto światłości
    Autor: Mieczysław Smolarski
    Gatunek: antyutopia
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Są u nas wampiry, co wysysają krew nie dla zbrodniczych, osobistych celów, jednak... dla dobra publicznego!

    Jeśli ludzkość uzna, że osiągnęła już wszystko, to czym dalej ma się zająć? Co się stanie jeśli miłość zostanie całkowicie zastąpiona przez pożądanie, a treść zupełnie porzucona na rzecz formy? A może każda z tych wartości nie daje się całkowicie wyplenić, a tylko zagłuszyć?
    Takie pytania pojawiły się u mnie w reakcji na wizje, jakie Smolarski prezentuje opisując wspaniałe Miasto Światłości - ostatni bastion wielkiej myśli ludzkiej i jej triumfu nad problemami, przyrodą, a nawet śmiercią pośrodku zniszczonego świata zasiedlonego przez barbarzyńców. Ciekawe jest to, że znaczna część z pomysłów, które autor przedstawił przypominała mi wnioski z eksperymentu Calhouna, rozpoczętego przecież ponad czterdzieści lat po wydaniu Miasta światłości.

    W książce oprócz wizji "świetlanej" przyszłości społeczeństwa żyjącego w tym wspaniałym miejscu (co interesowało mnie najbardziej) czytamy też o tym, co się dzieje i jak wygląda życie poza jego granicami, gdzie barbarzyńcy kierują się prawie dokładnie odwrotnymi wartościami. oraz o tym, czy da się te dwa światy pogodzić i co się stanie, kiedy oba się spotkają.

    Poza całkiem niezłym przesłaniem, treść jest moim zdaniem co najwyżej średnia. Historia jest zbudowana raczej kiepskawo, zdarzają się potknięcia - niekonsekwencje dotyczące szczegółów (policja nie może ujrzeć barbarzyńców we mgle, ale w drugą stronę to już nie działa), czy niespójności w umiejscowieniu wydarzeń w czasie. Niektóre szczegóły techniczne rozwiązań (które zresztą są dość nieliczne) w wizji Smolarskiego wydają się dziś śmieszne i naiwne, ale zważywszy na rok wydania (1924) nie uważam tego za jakiś minus.
    No i sam język. Dialogi przesycone patosem, niesamowicie podniosłe i oficjalne. Tak bardzo, że aż czuć jak bardzo są sztuczne. Można się do tego przyzwyczaić i przestaje to przeszkadzać, ale cały czas czuć w tym manierę i nienaturalność. Moim zdaniem literacko trochę kicha, choć jednak całkiem urocza.

    Poza moim zainteresowaniem antyutopiami to, co skłoniło mnie do lektury to skandal. Skandal dość odległy, bo mający miejsce blisko osiemdziesiąt lat temu, po wydaniu w 1932 Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya, którego to Smolarski oskarżył o plagiat (właśnie Miasta Światłości, oraz drugiej swojej powieści - Podróż poślubna pana Hamiltona (1928); tę drugą z resztą też chętnie bym przeczytał, ale z tego co widzę, trudno ją dziś dostać). Sprawa rozbiła się nawet o PEN Club, ale nie została rozstrzygnięta, a sam Huxley do zarzutów się nie odniósł. Ja oczywiście też nie czuję się kompetentny do wydania, nawet osobistego, werdyktu, ale podobieństwa rzeczywiście niekiedy są uderzające.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    838 + 1 = 839

    Tytuł: Zew Cthulhu
    Autor: H. P. Lovecraft
    Gatunek: horror
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Nie należy sądzić (...), że człowiek jest najstarszym i ostatnim władcą na ziemi, albo że zwykła masa życia i substancji to wszystko, co istnieje na tym świecie. Dawne istoty były, są i będą zawsze. Nie w znanych nam przestrzeniach, ale pomiędzy nimi.

    Tak jak u Lovecrafta uśpiony Cthulhu znajduje się w zatopionym mieście R'lyeh, tak u mnie czekał uśpiony w pamięci czytnika. Nie pamiętam skąd mam ten plik, ale ta moja wersja zawiera siedem, a nie pięć opowiadań, jak jest napisane na lubimyczytac.pl. Co z kolei zgadza się z tym, co o polskim wydaniu mówi Wikipedia.

    Lovecraft inspirował i dalej inspiruje pisarzy (mnóstwo motywów kojarzyło mi się z tym, co już czytałem), grafików, muzyków. Choćby z tego powodu uważam, że warto znać jego twórczość. Choć jest to twórczość dość dziwna. Po pierwsze uderza prawie zupełny brak dialogów. Wszystkie opowiadania w tym tomie są w formie wspomnień. Z resztą schemat opowiadań jest bardzo podobny - narrator z zewnątrz, który zainteresował się sprawą, zwykle mroczną i kryjącą sekret związany z pradawnymi, pochodzącymi sprzed eonów bóstwami i ich kultem, powoli odsłania kolejne etapy historii.

    Siłą tej prozy, moim zdaniem, są, o dziwo, opisy. Tak miejsc, jak i wrażeń bohaterów. Lovecraft pisał bardzo plastycznie, powoli wciągając czytelnika w swoje mroczne wizje. Tak naprawdę w historiach nie dzieje się wiele, a niepokój spowodowany jest raczej tym, co czai się w mroku, co raczej może się zdarzyć, niż rzeczywiście się zdarza. Zwykle czytelnik nie dostaje też wyjaśnień ani pełnego opisu przyczyn zdarzeń. Oddaje to trochę zwykle ubogi stan wiedzy narratora na temat opisywanych zdarzeń.

    Jeśli miałbym wyróżnić jakieś konkretne opowiadania z tego tomu, to byłyby to Kolor z przestworzy, z niesamowitym klimatem i, moim zdaniem, najlepsze technicznie Szepczący w ciemności. Mimo tego, że w tym drugim główny bohater - narrator zachowuje się w typowy dla horrorów, idiotyczny sposób - kiedy wszystko wskazuje, że "nie idź tam", on dokładnie tam idzie. Ale poza tym pomysł i realizacja świetne. I może jeszcze Widmo nad Innsmouth, bo ono chyba najbardziej wciągnęło mnie w klimat.
    Nieszczególnie za to podobało mi się wymieniane często jako najlepsze w tym tomie Koszmar w Dunwich. Ma ono chyba najprostszą spośród wszystkich konstrukcję, jest najbardziej szczegółowe i pozostawia najmniej niedopowiedzeń i miejsca na budowanie własnych obaw.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    833 + 1 = 834

    Tytuł: Namiestnik
    Autor: Adam Przechrzta
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Wracamy do Warszawy, tym razem pod niemiecką okupacją.
    Minęło trochę czasu od bitwy o hotel "Azyl", która był ostatnim wydarzeniem I tomu. Podążamy za Olafem Rudnickim starającym się zachować hotel w swoich rękach, po tym jak niemcy wyciągnęli po niego swoje macki biurokracji.
    W zamian za spojrzenie na jego sprawę przychylnym okiem, zgadza się wyruszyć do Moskwy na spotkanie z carem i jego chorym synem, na którego przestały działać dotychczasowe leki. Rudnicki odkrywa, że problemem nie są leki, a działanie sił magicznych niwelujących ich działanie. Po przeniesieniu carewicza do pokoju Rudnickiego kuracja zaczyna przynosić skutki. Olaf ratuje syna cara jeszcze raz, w trakcie inwazji na pałac, za co zostaje odznaczony tytułem barona.

    Niestety dla naszych głównych bohaterów, wszyscy zostają wmieszani w politykę, a że znajdują się po różnych stronach barykady, staną na przeciwko siebie. Rudnicki przestaje być już anonimowy, właściwie to przestał być anonimowy już w poprzednim tomie, ale w tym jest jednym z najpotężniejszych adeptów na świecie, co bardzo mu przeszkadza. Zostaje wplątany w wiele intryg, które wymuszą na nim podejmowanie niekorzystnych dla siebie decyzji i spłaty przysług, których normalnie by nie potrzebował, a jego dawni wrogowi wrócą do działania na jego niekorzyść. Wrota enklawy otworzą się po raz kolejny wypuszczając na ulice Warszawy demony dużo potężniejsze od tych, które mieliśmy okazję poznać w poprzednim tomie, a zakładnikiem jednego z nich zostanie Samarin. Wróci również wątek Cienia, króla sztyletników, który odegra kluczową rolę w kolejnym tomie.

    Świetna kontynuacja pierwszego tomu, z trochę większą dawką polityki, ale było to raczej do przewidzenia biorąć pod uwagę moc, jaką posiadł i rozwijał Rudnicki. Jestem ogromnym fanem okładek tej serii, szkoda tylko, że grzbiety do nich nie pasują.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    38/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #ksiazki #legimi #fabrykaslow
    pokaż całość

    źródło: 22.jpg

  •  

    Ahoj, wypływamy w ten rejs a na podkładzie są z nami Vikingowie! - wiosenna edycja #mirkowyzwanie wystartowała!

    Dla niewtajemniczonych wyjaśniamy, że mirkowyzwanie to zabawa polegająca na wykonaniu (i oczywiście pokazaniu efektów realizacji) jednego z dostarczonych zadań. Chcąc zapisać do akcji, należy w tym poście dodać komentarz o treści
    np. "Biorę udział", "Zgłaszam się", i co więcej nie usuwać go. Uczestnictwo jest bezpłatne, jedyne koszty jakie można ponieść związane są z wykonaniem zadania. Udział może wziąć każdy, kto posiada niezbanowane konto i nie został dodany na czarną listę zabawy :)

    - Więcej szczegółów (regulamin, zasady) są dostępnie na stronie https://mirkowyzwanie.pl

    - Informacja o nagrodach: https://www.wykop.pl/wpis/57151087

    Etapy:

    Rejestracja: 30.04-05.05 (do godz. 23:59)
    Losowanie i wysyłka zadań: 06.05
    Czas na realizację: 06.05-20.05 (do godz. 23:59)
    Podsumowanie: 24.05.2021

    Powodzenia!
    Organizatorzy

    #mirkowyzwanie #mobilevikings
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika George_Stark

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (7)