איין בילד ווערט מער ווי אַ טויזנט ווערטער.

  •  

    Niezłe, niezłe... babka narobiła długów i ich nie spłacała, komornik zabrał jej mieszkanie w bloku za długi; jej syn nabrał kolejnych długów na siebie i firmę, komornik siedzi im na emeryturze, utrzymują się z 500 plus dziecka, bo żona uciekła zagranicę z jakimś Mokebe, pewnie nie chciała spłacać długów ¯\_(ツ)_/¯

    ...a Kasia wyremontuje im mieszkanie komunalne ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) #taktrzebazyc #nasznowydom #patologia pokaż całość

  •  

    ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #biden #usa #potus #rzeszow #pizza #tvp #takasytuacja

    źródło: biden.jpg

  •  

    ktoś się nie bał i logo zaj!bał

    (w nawiązaniu do "nie strasz, nie strasz, bo..." )

    #wykop

    źródło: wykop-logo.jpeg.png

  •  

    Rosyjscy lobbyści są smutni
    Zachodnie firmy straciły miliony przychodów od rosyjskich klientów

    Według doniesień mediów europejskich i amerykańskich konflikt zbrojny między Rosją a Ukrainą doprowadził do gwałtownego ograniczenia relacji między organizacjami lobbingowymi a ich rosyjskimi klientami, którzy wcześniej płacili dziesiątki milionów dolarów za reprezentowanie swoich interesów w Waszyngtonie i Brukseli. Część lobbystów została do tego zmuszona nałożeniem bezpośrednich sankcji na rosyjskie firmy, z którymi współpracowali, inni pod naciskiem opinii publicznej postanowili zdystansować się od rosyjskich klientów.

    [...]

    to chyba oznacza brak kopiejek za wpisy na wykopie ¯\_(ツ)_/¯

    #rosyjskapropaganda
    pokaż całość

  •  

    Tymczasem w Rosji...

    ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    #rosja #wojna #dolar

    źródło: coub.com

  •  

    Jezu jakie to jest prawdziwe ¯\_(ツ)_/¯

    #rosja #wojna #historia

    źródło: rosja-2020.jpg

  •  

    #putin

    ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    źródło: jp100.jpg

    +: Vggh
  •  

    W Lęborku to chyba jakieś przedawkowanie neflixa nastąpiło ¯\_(ツ)_/¯

    ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #ukraina #wojna #netflix #uchodzcy #mural #lebork

    źródło: netflix.jpg

  •  

    Wiecie dlaczego Putin tak trzyma wszystkich na dystans przy tych stołach?

    Po prostu ma tam skitrany pistolet pod stołem i się boi, bo wie, że każdy z bliska może go odstrzelić a liczy na to, że z daleka go od razu nie trafią i będzie miał szansę się bronić.

    Bdw. wiecie, że na Kremlu jest stół z blatem na którym jest mapa Europy. Z tym, że nie z taką perspektywą do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w atlasach tylko wszystko jest widziane jakby z Moskwy. Najpierw carowie a potem Lenin Stalin i reszta swołoczy zasiadali u szczytu tego stołu i patrzyli na Europę z perspektywy Moskwy.

    #putin #rosja #wojna #stolarstwo #kreml
    pokaż całość

    źródło: putin.jpg

  •  

    W 1950 roku Curt Richter, profesor uniwersytecki, przeprowadził przerażający eksperyment na szczurach, aby zbadać, jak długo mogą one przeżyć, zanim utoną.
    Najpierw wziął tuzin szczurów, włożył je do szklanych słoików, zalał wodą i patrzył, jak toną. Słoiki były za duże, więc szczury nie mogły złapać się za boki, ani wyskoczyć.
    Średnio przestawali stawiać opór po około 15 minutach.
    Ale wtedy Richter wywrócił swój eksperyment do góry nogami.
    Tuż przed śmiercią z wyczerpania badacze wyjęli szczury ze słoików, osuszyli je, pozwolili im odpocząć przez kilka minut, a następnie włożyli je z powrotem do słoika na drugą rundę.
    Jak myślisz, jak długo szczury wytrzymały? Kolejne 15 minut? 10 minut? 5 minut? Nie, 60 godzin.
    To nie pomyłka, szczury pływały przez 60 godzin.
    Wyniki pokazały, że "ratowanie" szczurów tuż przed ich utonięciem spowodowało, że szczury pływały około 240 razy dłużej, gdy zostały z powrotem włożone do słoika.
    Jeden szczur pływał przez 81 godzin.
    Wniosek jest taki, że szczury wierzyły, że zostaną uratowane, więc kontynuowały pływanie na poziomie, który wcześniej uważano za niemożliwy.
    Historia ta jest często wyjaśniana w psychologii pozytywnej jako przykład znaczenia "nadziei i optymizmu".
    Oczywiste jest, że większość ludzi może zrobić więcej, gdy otrzymuje zachętę lub wsparcie, a zatrzymuje się lub rezygnuje, gdy brakuje im nadziei lub wystarczającego uznania.

    ¯\_(ツ)_/¯

    #ukraina #wojna #rosja #eksperyment
    pokaż całość

  •  

    «Арестуйте Путина, а не меня, блин!» (Aresztujcie Putina, a nie mnie, k!y!)

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rosja #putin

    źródło: coub.com

  •  

    Jeżeli jakiś Ukrainiec, który tu przyjechał bez zawodu, bez znajomości polskiego i bez kontaktów zabiera ci pracę to radzę poważnie: zastanów się nad własnymi kompetencjami.

    #polska #ukraina #uchodzcy #pracbaza

  •  

    jakby ktoś się zastanawiał jakich produktów nie kupować (w sumie to rzadko można spotkać)

    ¯\_(ツ)_/¯

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rosja #gospodarka #ekonomia #wojna

    źródło: 46-rosja.jpg

  •  

    Z jakiegoś powodu Putin nienawidzi tego zespołu ¯\_(ツ)_/¯

    #rosja #putin #muzyka #wojna

    źródło: youtube.com

  •  

    Anschluss Austrii/Krymu był; zajęcie Sudetów/Ługańska-Doniecka było; teraz czas na żądanie wcielenia Gdańska/Odessy i eksterytorialny korytarz...

    #wojna #wojnahybrydowa #putin #rosja #niemcy #historia

    źródło: putin.jpg

  •  

    Rosja juz przygotowała miejsca dla uchodźców z Doniecka i Ługańska ¯\_(ツ)_/¯

    #rosja #wojna

    źródło: putin-rosja.jpg

  •  

    Koty powinny być stałym elementem baz kosmicznych budowanych przez ludzi ¯\_(ツ)_/¯

    #kosmos

    źródło: alien.jpeg

  •  

    Nie wiem, ale ja się spodziewam, że jutro rano dostaniemy informację, że Władimir nie żyje, bo spał na plecach i udusił się poduszką, albo poślizgnął się w wannie i uderzył głową o kant (tak dla pewności sześć razy).

    Cały czas wierzę, że w Rosji są jeszcze porządni ludzie ¯\_(ツ)_/¯

    #rosja #wojna

    źródło: putin.jpg

  •  

    Jak mitologiczna hydra - odcinasz jedną głowę - wyrastają trzy kolejne. Mitologia uczy, że takie łby trzeba wypalać rozgrzanym do czerwoności żelazem. ¯\_(ツ)_/¯

    ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #polska

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: adamowicz.jpg

  •  

    Uwielbiam takie przypały w wykonaniu kodziarstwa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    link

    Dzięki nim PiS wygra kolejne wybory w cuglach ¯\_(ツ)_/¯

    #kodziarstwo #bekazlewactwa

    źródło: barany-z-kod.png

  •  

    - George Orwell – “Rok 1984”
    może być, ale "Nowy wspaniały świat" Huxleya bardziej by pasował, a jeszcze lepiej "Limes inferior" Zajdla

    - Bill Bryson – “Krótka historia prawie wszystkiego”
    dobra książka o wszystkim i o niczym, bo nie skupia się na żadnym temacie tylko prześlizguje się po powierzchni

    - Sylvia Plath – “Ariel”
    przereklamowane gówno jakich mało

    - Kurt Vonnegut – “Kocia kołyska”
    zgrabna, dobrze się czyta, ale nic z niej nie zostaje

    - Jonathan Safran Foer – “Strasznie głośno, niesamowicie blisko”
    dobrze się czyta

    - Charles Dickens – “Wielkie nadzieje”
    mocno trąci myszką, źle się zestarzała

    - John Hersey – “Hiroszima”
    dla zainteresowanych wojennymi historiami

    - Truman Capote – “Z zimną krwią”
    bardzo dobra

    - Gabriel Garcia Marquez – “Miłość w czasach zarazy”
    nudne, chaotyczne, rozwleczone

    - Victor Frankl – “Człowiek w poszukiwaniu sensu”
    tylko dla ludzi interesujących się Auschwitz

    - Marek Aureliusz – “Rozmyślania”
    naprawdę tylko dla ludzi, których interesuje kultura Rzymu, cała reszta nie przebrnie przez pierwsze dziesięć stron

    - Kurt Vonnegut – “Rzeźnia numer pięć”
    porządna solidna literatura

    - Fiodor Dostojewski – “Bracia Karamazow”
    jak cała dziewiętnastowieczna rosyjska literatura słabo się zestarzała, dużo słów mało sensu

    - J. D. Salinger – “Buszujący w zbożu”
    książka sławna dlatego, że znaleziono ją przy mordercy, prawdopodobnie miał ją przez przypadek

    - Edgar Allan Poe – “Opowiadania”
    jak ktoś lubi sięgać do źródeł fantastyki, raczej wszystko zostało już przemielone po tysiąckroć

    - John Steinbeck – “Grona gniewu”
    akurat mi się podobało

    - Michel Foucault – “Historia seksualności” oraz “Nadzorować i karać”
    trochę jak "Życie seksualne dzikich" - dobry tytuł i marketing

    - Hermann Hesse – “Podróż na wschód”
    zwidy, banialuki, idiotyzmy

    - Albert Camus – “Obcy”
    nie potrafię ocenić, bo wiem że czytałem ale zupełnie jej nie pamiętam

    - John Berger – “Sposoby widzenia”
    prosty podręcznik akademicki, ale dobrze napisany

    #ksiazki
    pokaż całość

  •  

    Czarne pantery wcale nie są jednolicie czarne tylko cętkowane. Po prostu ich cętki widoczne są tylko w podczerwieni ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #smiesznypiesek #zwierzaczki #koty #kot #podczerwien #pantera

    źródło: czarna-pantera.jpg

  •  

    Justin Trudeau wraz z rodziną i najbliższymi współpracownikami ucieka do Rumunii ¯\_(ツ)_/¯

    #kanada #covid19 #mojecialomojwybor #szczepienia

    źródło: ucieczka-do-rumunii.png

  •  

    Obiecywałem więcej informacji po szesnastej. Jest szesnasta.

    A więc...

    Przeciętny Polak uważa, że nasz kraj ma dwóch wrogów: są to Niemcy i Rosjanie. Obu państw się obawiamy, ale z drugiej strony Niemców w jakiś sposób bardziej. Czujemy, mniej lub bardziej świadomie, że Niemiaszki stoją od Polaków o szczebelek wyżej. W jakimś sensie również ich podziwiamy. Drugi wróg Polski - czyli Rosjanie - na podziw w naszej świadomości nie zasługują. Umieszczamy ich szczebelek niżej: ekonomicznie, kulturowo, mentalnie...

    Może kiedyś Wam opiszę co sądzą o nas Niemcy, bo miałbym na ten temat kilka słów do powiedzenia, ale dziś zajmę się innym tematem: co przeciętny Rosjanin myśli o Polsce i Polakach. Źródłem moje wiedzy na ten temat są prywatne rozmowy ze znajomymi Rosjanami oraz coś, co fachowo nazywa się "obserwacja uczestnicząca" czyli własne doświadczenia z mojego pobytu w Rosji.

    Być może moje przemyślenia są nieco wypaczone faktem, że moje kontakty z Rosjanami dotyczą ludzi, którzy stoją na drabinie społecznej chyba nieco powyżej średniej, w jakimś sensie tworzą rosyjską elitę, prowadzą własne biznesiki, wykonują wolne zawody, podróżują, nie muszą się martwić, co włożą kolejnego dnia do garnka. Ale rozmawiałem też wielokrotnie z Rosjanami, którzy są na tej drabinie społecznej bardzo nisko a ich horyzonty ograniczane są bardzo cienkim plikiem rubelków, który mają na co dzień do dyspozycji.

    W Polsce panuje jakaś dziwna i niczym nieuzasadniona moim zdaniem opinia, że jesteśmy krajem małym, nieważnym, niewiele znaczącym, biednym, pełnym smutnych i nieprzyjaznych ludzi. Tyle, że jak posłucha się Rosjan mówiących o Polsce, szczególnie takich, którzy widzieli nie tylko swoją wieś, ale jeździli po Europie, to wielu by się zdziwiło, że to, co mówią dotyczy Polski, a nie Niemiec, Holandii czy na przykład Francji.

    Często u nas powtarza się rosyjskie powiedzonko, że kurica nie ptica a Polsza - nie zagranica, które ma świadczyć, że Polska to w sumie taka sama prowincja jak dowolne zadupie w Rosji i niewiele się od Rosji różni. Otóż dla Rosjan Polska nie różni się, ale od Zachodu. Od wielu Rosjan słyszałem, że mamy lepsze drogi niż Niemcy (tak!), bardziej zadbane miasta niż Francja (tak!), wszędzie w Polsce jest czyściej niż w tzw. Starej Unii, dbamy o środowisko, mamy bardzo smaczną i różnorodną kuchnię, świetną komunikację miejską, mnóstwo zadbanych zabytków, jest u nas dużo bezpieczniej niż na Zachodzie, ludzie są sympatyczni, pomocni, uśmiechają się, są zadowoleni z życia (tak!).

    Dla Rosjan Polska jest już krajem Zachodnim nie tylko w geograficznym ale i mentalnym znaczeniu. Podziwiają nas i ...zazdroszczą. Tak, bogaci Rosjanie z klasy średniej zazdroszczą Polakom dobrego życia, dobrze funkcjonującego państwa, sukcesu ekonomicznego a przede wszystkim perspektyw rozwoju.

    Rosjanie dostrzegają, że trzydzieści lat temu wystartowaliśmy z bardzo podobnego poziomu. I tu i tam była siermiężna bieda z tym, że Rosjanie latali wtedy w kosmos i mieli głowice atomowe. Teraz Rosjanie nadal w kosmos latają (rzadziej, ale jednak...) i nadal mają głowice atomowe, ale bieda u nich pozostała niemal taka sama i nic nie zapowiada, żeby w dającej się przewidzieć przyszłości coś w tej kwestii miało się zmienić.

    Rosjanie zauważają, że domy i mieszkania Polaków wyglądają znacznie lepiej niż Rosjan w Rosji. W opinii Rosjan typowy Polak mieszka we własnym dużym domu z zadbanym ogródkiem przy wyasfaltowanej drodze z trotuarem. Jak każda generalizacja jest to oczywiście tylko w części prawdziwe, ale Rosjanie, którzy choćby tylko przejeżdżali przez Polskę są zadziwieni tym, że w zwykłych wioskach stoją prawdziwe wille, które w Rosji świadczyłyby, że mieszka w nich ktoś bardzo bogaty (albo urzędnik, który dom postawił za łapówki). A w Polsce takie domy są własnością zwykłych robotników, nauczycieli, rolników albo rzemieślników.

    Rosjanie są też zadziwieni tym, że nawet w małych miejscowościach w co drugim albo trzecim domu funkcjonuje jakiś biznes, sklepik, warsztat... wszędzie stoją magazyny, pieczarkarnie, kurniki - a wszystko to zadbane, czyste, wypielęgnowane. Najbardziej śmieją się z tego, że w Polsce niemal nikt nie buduje płotów tak jak to wygląda w Rosji - z pełnej blachy wysokich na dwa metry. W Polsce płoty są niskie i "przeźroczyste" dla przechodniów. Śmieją się dlatego, że uważają, iż Rosjanie budują takie płoty, żeby ukryć swoją biedę.

    W ogóle Rosja, pomimo stulecia urawniłowki i budowania systemu bezklasowego jest państwem bardzo klasowym, niemalże kastowym. I chyba lata komunizmu tylko pogłębiły ten stan rzeczy jeszcze z czasów przedrewolucyjnych. Niby w czasach komunizmu wszyscy komuniści byli równi, ale Rosyjski komunista był jakby trochę ważniejszy od komunisty Ukraińskiego czy Białoruskiego a na pewno od komunisty z Tadżykistanu czy innego Uzbekistanu. Dziś w pewnych zawodach rdzennemu Rosjaninowi po prostu nie wypada pracować - od tego są przyjezdni z Kaukazu lub z Azji Środkowej.

    W Rosji krąży taka opowieść o pewnym człowieku, który jeszcze za carskich czasów osiągnął wszystko: zaszczyty, urzędy, stopnie w wojsku i administracji. Był najbogatszą osobą w państwie po samym carze. Otrzymał wszystkie medale i odznaczenia. Po prostu nie było go już jak i czym bardziej nagrodzić! A na nagrodę zasługiwał. Więc car zapytał go, jakiej nagrody by oczekiwał za przysługi wyświadczone państwu. Człowiek ten odpowiedział: "Wasza Wysokość, proszę mnie mianować Niemcem!"

    Do tej pory w Rosji Niemiec jest synonimem Europejczyka i być może dlatego "zwycięstwo nad faszyzmem" jest uznawane za najważniejsze osiągnięcie w historii Rosji. Po prostu Rosjanie ten jeden jedyny raz pokazali swoją wyższość nad Niemcami,
    nieważne jakim kosztem, ważne, że ten jeden razy byli górą. W potocznym języku rosyjskim słowo "niemiecki" oznacza, że coś jest najlepsze z możliwych.

    W oczach zwykłych Rosjan my Polacy awansowaliśmy już do statusu zachodnich Europejczyków. Cóż... może jeszcze nie całkiem Niemców, bo do takiej zmiany w mapie mentalnej potrzeba kolejnej zmiany pokoleniowej, ale "prawie-Niemców". Co interesujące - mamy już w Rosji własne święto. Najważniejsze jest oczywiście święto pokonania Niemiec czyli 9 maja, ale drugim co do ważności jest święto pokonania Polaków czyli 4 listopada. Może i to święto dostał nam się psim swędem, ale jednak. Takim zaszczytem nie może się pochwalić żadna inna nacja.

    #polska #rosja #przemyslenia #europa #ksiegijakubowe
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @JakubWedrowycz: punkt widzenia bardzo ciekawy wręcz, zwłaszcza, że z moich podróży i rozmów z Rosjanami wyciągnąłem podobne wnioski. W latach 80 czy 90 oni jeszcze uznawali nas za swoją strefę wpływu, ale po wejściu do NATO czy UE odpuścili nas na dobre i skupiają się na biednych republikach postsowieckich. To w Polsce panuje przekonanie, że Rosja by weszła w nas jak w masło, 2 dni i kraju nie ma, ale z ich perspektywy to nie jest atak na Polskę tylko całe NATO i nawet jeśli w 2 dni będą w Tallinie, Wilnie, Rydze czy Warszawie to obawiają się czy konsekwencje tego nie będą dużo gorsze niż zyski takiego zwycięstwa. Jednym słowem dla Rosji jesteśmy już zachodem i jedynie takimi granicznymi konfliktami jak imigranci na Białorusi mają odwagę nas testować. pokaż całość

    •  
      p.......t

      +1

      @JakubWedrowycz: bardzo ciekawe, powinieneś pisać więcej. Z tym Niemcami też interesująca sprawa, fajnie by było przeczytać.

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    #smiesznypiesek #architektura #budujzwykopem #zwierzaczki ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    ¯\_(ツ)_/¯

    .

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: buda.jpg

  •  

    Kilka osób uznało mój poprzedni wpis o tym, jak jechało za mną czarne auto za zbyt długi i mało interesujący. No, to mam dla Was świetną wiadomość: ten wpis będzie równie długi i również niewiele będzie z niego wynikało. Od razu ostrzegam, żeby nie było potem narzekania, że długo i bez sensu. Więcej szczegółów podam o szesnastej...

    Opowieść nie będzie jednak o Rosji, chociaż rosyjskie wątki też się w niej pojawią, ale w homeopatycznych ilościach. Będzie o tym jak pojechałem do Tajlandii. Mojego dwumetrowego kumpla z niemieckim paszportem już poznaliście w poprzednim wpisie. Do Tajlandii wybraliśmy się właśnie razem z nim. Mieliśmy tam spędzić dwa miesiące, bo obaj uznaliśmy, że bilety lotnicze na loty do Azji są za drogie żeby lecieć tam na standardowe wakacje trwające dwa albo trzy tygodnie.

    Jak wypełniam jakieś dokumenty gdzie pytają o wzrost to zawsze piszę, że mam 182 centymetry. Ale tak naprawdę mam metr osiemdziesiąt. Niebezpiecznie blisko 179 i tagu #przegryw - w Tajlandii jednak ta zasada nie obowiązuje. Tam każdy Europejczyk jest o głowę wyższy od każdego miejscowego. Przynajmniej o głowę. Bo mój kumpel jest wyższy o dwie głowy.

    Ulokowaliśmy się w wielkim hostelu, którego największą zaletą było to, ze był najtańszy z tych, które oferowały pokoje z klimatyzacją. Trzy czwarte obiektu było zasiedlone przez Chińczyków, Europejczyków było niewielu, trochę więcej Amerykanów. Później się okazało, że był też co najmniej jeden Australijczyk. Nawet obsługa lepiej znała chiński niż angielski.

    Poderwanie w Tajlandii miejscowej dziewczyny stanowi tam taki sam problem jak poderwanie #p0lka w akademiku przez Murzyna. Jeśli jednak uważacie, że kwestia seksu i waszego nieobycia z kobietami stanowi dla Was problem to w mojej opinii lepiej skorzystać z usług jakiejś seksterapeutki w Polsce - wydanie 200 zł za godzinę to lepsza opcja niż wydanie kilku tysięcy na podróż i pobyt na drugim końcu świata tylko po to, żeby się dowiedzieć, że problemem nie jest seks, ale wasze głębokie spierdolenie.

    Ja poderwałem sobie właśnie taką dziewczynę już drugiego dnia i miałem zamiar spędzić z nią wspólnie te dwa miesiące.

    Cóż... mój przyjaciel z Niemiec wybrał inną opcję: każdego dnia inna dziewczyna. Jego wybór - nie mam zamiaru oceniać, co lepsze, z tym, że ja się zawsze bałem jakichś chorób, a większa liczba dziewczyn przetaczająca się przez łóżko to jednak większa szansa, że któraś jednak nie do końca jest zdrowa.

    Podczas pobytu w Tajlandii raczej chodziliśmy własnymi drogami. To znaczy ja wlokłem moją Tajkę ledwo dukającą po angielsku (a powiem Wam, że to już duża zaleta, bo taka jest w stanie zrozumieć czego od niej się oczekuje, ale nie papla na okrągło o jakichś pierdołach) po różnych interesujących mnie miejscach, a mój niemiecki przyjaciel bujał się po barach i innych podejrzanych lokalach skąd wyciągał dziewczyny, które mu najbardziej odpowiadały i zaciągał do hostelu na godzinkę albo trzy.

    Jakoś tak tydzień po naszym przylocie siedziałem sobie z moją Tajką na plaży pod parasolem, patrzyłem sobie na inne półnagie Tajki, które kręciły się wokoło i na tłuściutkich Chińczyków, którzy fundowali sobie różne rozrywki i kończyłem piwo. Ogólnie prawie nie piję więc jedno piwo całkowicie wystarcza mi na znaczną pozytywną zmianę nastroju. Miał się pojawić mój znajomy Niemiec, dla którego mieliśmy kilka piw, ale jakoś gdzieś zamarudził.

    Wtedy napatoczyło się na plażę trzech kolesi, którzy ewidentnie rozmawiali ze sobą po węgiersku. Pewnie gdybym był całkiem trzeźwy to bym ich zupełnie zignorował, ale tak całkiem trzeźwy to nie byłem. Więc się wydarłem na całą okolicę: "Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát". I na tym skończyła się moja znajomość węgierskiego. Węgrzy w sumie się ekspresyjnie ucieszyli ze spotkania, pewnie już sami trochę byli podpici, coś tam trochę umieli po angielsku więc sobie chwilę porozmawialiśmy, poczęstowałem ich piwami, bo stwierdziłem, że i tak mojemu kumplowi są teraz niepotrzebne; niepotrzebne głównie dlatego, że go jeszcze nie ma.

    Węgrzy jak się okazało mieszkali w tym samym hostelu tylko na innym piętrze. Byli jakimiś informatykami z korpo w Budapeszcie i do Tajlandii latali regularnie co pół roku. Coś tam jeszcze opowiedzieli, dopili piwo, pożegnaliśmy się i sobie poszli w swoją stronę.

    Moja Tajka zaczęła się dopytywać czy ich znam. No, nie znam. A czy to są Polacy? No, nie są. To są Węgrzy. A czy Węgry są w Polsce? Nie. To zupełnie inny kraj w Europie i nawet nie sąsiaduje z Polską. To dlaczego rozmawialiśmy po angielsku a nie po polsku? Bo Węgrzy nie znają polskiego a ja nie znam węgierskiego i że to są tak samo odległe języki jak angielski i tajski. No więc dlaczego zaczepiam obcych ludzi z innego kraju i zachowujemy się tak, jakby to byli najlepsi kumple? No i co jej miałem powiedzieć? Że piwo uderzyło mi do głowy?

    Więc jej opowiedziałem, że my Polacy mamy z Węgrami specjalny układ i że jak się gdzieś spotykamy to zawsze pijemy piwo albo razem śpiewamy. Z tym, że ja śpiewać nie umiem więc poczęstowałem ich piwem. A dlaczego? Dlatego, że sto pięćdziesiąt lat temu polski generał dowodził ich wojskami podczas powstania, sto lat temu oni przysłali nam pociągi z amunicją, bo my prowadziliśmy wojnę z bolszewikami (to jest ta homeopatyczna zawartość wątku rosyjskiego w tym wpisie), a pięćdziesiąt lat temu my wysyłaliśmy im zapasy krwi i środków opatrunkowych jak oni zrobili sobie kolejne powstanie. Tajka wytrzeszczyła na mnie oczy jak pięć bahtów (tia... w Tajlandii są tylko banknoty xd). Chyba uważała, że ją wkręcam i nie uwierzyła. I w sumie na tym sprawa się skończyła.

    Węgrów widziałem jeszcze potem kilka razy, mówiliśmy sobie cześć, ale już się tak nie spoufalaliśmy.

    Jakiś tydzień później siedziałem na dole w tym hostelu; na parterze było coś w rodzaju restauracji. Był już wieczór i czekałem na moją zaprzyjaźnioną Tajkę. Mój niemiecki kumpel poszedł właśnie do pokoju z jakąś świeżo poderwaną niewiastą. Minęliśmy się z nim w tej pseudorestauracji. Aż tu nagle pojawiają się znajomi Węgrzy i pytają czy znam tego wysokiego kolesia o byczym karku, bo mnie kilka razy z nim widzieli. Więc odpowiadam, że znam. Okazuje się, że dwa dni wcześniej ich sąsiad z piętra też sprowadził sobie do pokoju dziewczynę, coś tam w tym pokoju wypili i sąsiad już się zaczynał miziać z Tajką, ale w tym momencie wpadła do pokoju tajska policja.

    Chcieli go aresztować za korzystanie z usług prostytutki. Tak, prostytucja wbrew obiegowej opinii, jest w Tajlandii zakazana, nielegalna i grozi za nią wysoki wyrok. Nieletniej prostytutki. Bo panienka jak się okazało pokazała dokumenty z których jasno wynikało, że ma siedemnaście lat więc wg tajskiego prawa jest dzieckiem i że to tam jest regularna pedofilia. I jeszcze w sumie za rozpijanie nieletnich.

    Ale oni mogą na to przymknąć oko, bo wszystko rozumieją, że jest turystą i może nie znać miejscowego prawa. Jeden warunek: ma im tu i teraz zapłacić pięć tysięcy dolarów i dwa tysiące dla "dziecka" jako odszkodowanie. Całą grupą poszli do bankomatu, bo oczywiście Australijczyk nie miał przy sobie siedmiu tysięcy dolarów w gotówce. W końcu zapłacił im chyba jakoś równowartość pięciu tysięcy, bo im bankomat odmówił dalszej współpracy i go puścili.

    Węgrzy stwierdzili, że to stary lokalny przekręt, a rzekomi policjanci to kumple rzekomej "nieletniej prostytutki" o cała sprawa jest od początku do końca ustawiona. Panienka szuka bogatego frajera, pisze do swoich "opiekunów" gdzie jest i kogo mają ostrzyc, oni wpadają do lokalu, straszą delikwenta, a potem się dzielą zyskami.

    I że mój kumpel powlókł się na górę właśnie z tą konkretną "nieletnią prostytutką".

    Dzwonię do kumpla. Nie odbiera. Idziemy na górę. Pakujemy się do pokoju. Jest na etapie rozpijania "nieletniej prostytutki" więc jeszcze sprawa jest do uratowania, ale nikt tak naprawdę nie wie, czy przypadkiem jej kolesie nie są prawdziwymi policjantami i tylko sobie dorabiają w ten sposób do pensji. Bo kto to może wiedzieć?!

    "Nieletnią prostytutkę" wykopujemy we czterech za drzwi. W sumie trzeba ją tam wynieść, bo energicznie i żywiołowo się przed wywaleniem opiera. Wystawiona jeszcze tłucze pięściami w drzwi. Mój kupel stoi na środku w samych gaciach i tylko się rozgląda wokoło, bo zupełnie nie ogarnia sytuacji. Coś tam też protestuje, ale bez przekonania. Każemy mu się ubrać i wychodzimy na dół do pseudorestauracji. I tu niespodzianka - na półpiętrze, kilka kondygnacji niżej, stoi dwóch umundurowanych policjantów i pali papierosy. Przyglądają się nam ciekawie, ale nic nie mówią. Mijamy ich. To ci? Nie ci. Całkiem możliwe, że jednak ci.

    Dopiero na dole siadamy przy stoliku i tłumaczymy mojemu niemieckiemu kumplowi, co zaszło i że go uratowaliśmy albo przed wydaniem kilku tysięcy na łapówkę dla "policjantów" albo przez przeprowadzką na nie wiadomo ile do tajskiego aresztu za "seks z nieletnią". Na co mój niemiecki kolega mówi, że "nieletnia prostytutka" ma dwadzieścia pięć lat. Skąd wie? Bo widział jej dokumenty. To ty umiesz czytać te tajskie wykrętasy? Literek nie umie, ale cyferek nauczył się z banknotów. Więc wie.

    Zaraz przychodzi moja Tajka i widzi nas wszystkich w najlepszej komitywie. Wychodzimy z hostelowej pseudorestauracji i idziemy na miasto. Tajka pyta się czy Węgrzy z Niemcami też się przyjaźnią, bo cały czas uważała, że mój kumpel jest Niemcem. Kumpel wcześniej nawet pokazywał jej swój niemiecki paszport. No, to jej mówię, że nie to tylko dotyczy Polaków i Węgrów. Tajce cały czas nie dawała spokoju ta kwestia i dopytywała się dlaczego mój przyjaciel mówi po polsku i czy Niemcy to jakaś kraina w Polsce. I na tym etapie ja wymiękłem, bo już nie wiedziałem jak jej to wytłumaczyć prostym językiem.

    Więc jakby co, to postawcie Węgrom piwo albo zaproście na wspólne śpiewanie. Gdziekolwiek w świecie się spotkacie.

    #tajlandia #wegry #podrozujzwykopem #coolstory #ksiegijakubowe
    pokaż całość

    źródło: ladyboys.jpg

  •  

    Kilka osób pod moim ostatnim wpisem wyraziło zainteresowanie historiami ze styku światów więc zaserwuję Wam opowieść o moim spotkaniu z FSB. Co to jest FSB? To Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa. Po prostu Putin uznał, że KGB źle się może niektórym kojarzyć więc przemianował tę służbę na FSB. Poza tym niewiele obie formacje się różnią: ci sami ludzie, te same budynki, identyczne metody.

    Rzecz miała miejsce wczesnym latem w 2007 lub 2008 roku a wiec jeszcze przed katastrofą smoleńską. Zmieniałem wtedy pracę i dwa wolne tygodnie postanowiłem wykorzystać na wycieczkę do Moskwy. Do stolicy Rosji poleciałem samolotem i miałem się tam spotkać z moją przyjaciółką, która chciała pojechać koleją przez Kijów, żeby zajrzeć do rodziny. Moja znajoma jest rosyjskojęzyczną obywatelką Ukrainy, która studiowała wtedy w Polsce. Ale to jeszcze nie były czasy, kiedy w Polsce spotykało się Ukraińców na każdym kroku.

    Ja w Moskwie pojawiłem się dwa lub trzy dni przed nią. Pozwiedzaliśmy wspólnie kilka muzeów, pospacerowaliśmy po Placu Czerwonym, ale i po moskiewskich blokowiskach. Trafiliśmy nawet do Chimek. Odwiedziliśmy znajomych. Część nocy pomieszkiwaliśmy po znajomych, ale nie chcieliśmy się za bardzo im zwalać na głowy wiec także kilka razy korzystaliśmy z hosteli. Pojeździliśmy metrem, kolejką pojechaliśmy na podmoskiewskie przedmieścia gdzie mieszkają rosyjscy oligarchowie i przez płoty z daleka oglądaliśmy ich marmurowo-złote pałace.

    Tutaj cofniemy się w czasie, do mniej więcej 2000 roku. Studiowałem wówczas na Uniwersytecie Warszawskim. A żeby sobie dorobić pracowałem od czasu do czasu na pewnym magazynie w Łomiankach gdzie poznałem takiego jednego kolesia, który charakteryzował się specyficznym wzrostem 202 centymetrów, byczym karkiem... oraz niemieckim paszportem. Jego rodzice pochodzili ze Śląska. Absolutnie nie czuli się Niemcami, ale pod koniec lat osiemdziesiątych podając się za Niemców wyemigrowali do Monachium. A ich synowie razem z nimi. Tam chodzili do szkoły.

    Cóż... mój znajomy nie odnajdywał się w Reichu. Został kierowcą tirów. Formalnie niby pracował w niemieckiej firmie i przyjeżdżał wtedy do Polski ciężarówkami, które my rozładowywaliśmy, ale Niemcem absolutnie się nie czuł. Właśnie tak się poznaliśmy. A potem się zaprzyjaźniliśmy.

    To właśnie z nim mieliśmy wrócić do Polski. Z tym, że nie wielkim tirem, ale firmową furgonetką na niemieckich blachach, którą on miał zawieźć z Wilna do Moskwy jakieś klamoty a potem wrócić na pusto do Niemiec przez Polskę.

    Ostatni dzień w Moskwie spędziliśmy już we troje łazikując po mieście. Potem planowaliśmy dwa lub trzy dni spędzić w pewnym miasteczku leżącym przy trasie Moskwa-Mińsk. Dlaczego akurat tam? Otóż jest to miejscowość, która odgrywa w mojej historii rodzinnej pewną rolę, bo familijne legendy mówią o tym, że moi przodkowie uciekli stamtąd do Wielkiego Księstwa Litewskiego jeszcze w XVI wieku. Miejscowość ta leży kilkadziesiąt kilometrów od trasy więc dużo drogi nie nadkładaliśmy. Poza tym ma pewne walory turystyczności. Jest tam mały kreml, który choć zrujnowany niemal w całości posiada pewien urok (została z niego głownie cerkiew z bardzo złym stanie i część murów w jeszcze gorszym stanie i jakieś bliżej nieokreślone ruiny pochowane w krzakach).

    Poza tym jeszcze w sowieckich czasach do tej miejscowości przyjeżdżało dość dużo pionierów (radzieckich harcerzy), głownie z Moskwy. W niepodległej Rosji większość pionierskich ośrodków popadła w ruinę, ale niektóre jeszcze funkcjonowały. Część z ośrodków sprywatyzowano, coś tam nawet budowano albo remontowano. Miasteczko jak na rosyjskie standardy nawet zadbane. Ponoć posiadające jakiś uzdrowiskowy mikroklimat.

    Ot, mniej lub bardziej typowa miejscowość na sowieckiej prowincji. Moi znajomi też byli zainteresowani zwiedzeniem postradzieckiego "kurortu" więc postanowiliśmy spędzić w miasteczku trzy dni a potem wrócić do Polski. Nocować mieliśmy w samochodzie w lesie kilka kilometrów od miasteczka, żeby "przyekonomić". Miejsce wydawało się nam dobre, bo w las szła dość dobra droga asfaltowa odchodząca od głównej szosy, a obok było całkiem przyjemne i urocze jeziorko.

    Wyspaliśmy się, rano robimy śniadanie, a tutaj podjeżdża miejscowa drogówka (DPS). Wypakowuje się z niej dwóch umundurowanych jegomości, jeden chudy a drugi z wielkim brzuszyskiem. Pytają nas co tu robimy? skąd? dokąd? po co? Rozmawiamy wszyscy po rosyjsku. Wszystko na spokojnie w miłej przyjaznej atmosferze, bez agresji i niepotrzebnej spiny. Dodam, że nocowanie w lesie w Rosji nie jest nielegalne, a policjanci nie byli do nas wrogo nastawieni. Chyba po prostu przyjechali sobie obejrzeć co my za jedni. Poza tym była to drogówka, czyli służba, która w Rosji jest odseparowana od zwykłej policji. Stanowi tak jakby osobną formację.

    No, ale panowie muszą sporządzić formalną notatkę, że nas odwiedzili. Paszporty chcą zobaczyć. Pierwszy paszport oglądają mojego przyjaciela: paszport niemiecki, prawo jazdy niemieckie, samochód na niemieckich tablicach. Wszystko w porządku. Chłop dwa metry, ogolony na łyso. Dodam jeszcze, że mój przyjaciel ma nazwisko niby polskie, ale takie, z którym mógłby spokojnie uchodzić za obywatela co drugiego europejskiego kraju: coś jak Stefan But albo Arnold Por.

    Paszport koleżanki. Obywatelka Ukrainy. Ukraiński paszport. Z tym, że koleżanka ma nazwisko, które kojarzy się wszystkim, którzy chodzili do rosyjskich szkół z XIX-wieczną rosyjską arystokracją, bo jest ono dokładnie takie, jakie nosiła pewna dama z powieści Dostojewskiego, Gogola czy innego Lermontowa, a powieść ta jest lekturą obowiązkową w rosyjskich liceach a i sama książka była kilka razy ekranizowana i jako film i jako serial. Coś jak Izabela Łęcka. Policjanci zaczynają być jakby jakoś tak nieco skrępowani.

    No, i przychodzi czas na mnie... polski paszport. Polak. Z tym, że nazwisko odpowiada nazwie miejscowości, w której właśnie jesteśmy. Coś jak Zamość - Zamojski. Niby napisane po polsku, ale panowie z rosyjskiej drogówki łacinkę oczywiście znają i przeczytać umieją.

    Wszyscy mówią po rosyjsku. Mój przyjaciel najsłabiej, ale on się najmniej odzywał. Każde z nas trafiło do Rosji innym środkiem transportu, z innego kraju, w różnym czasie. Trzy różne paszporty z trzech różnych krajów. W paszporcie mojego przyjaciela trzy czwarte stron zapełniona pieczątkami, bo chłopak w końcu jeździ tirami, a to jeszcze są czasy, kiedy nie wszędzie obowiązywał ruch bezwizowy. Mój paszport zupełnie czysty, bo świeżo odebrany, gdyż poprzedniemu upływał termin ważności i wyrobiłem nowy. Paszport koleżanki z kilkoma pieczątkami, głównie polskimi, bo panna jeździ do Warszawy studiować. Wszyscy my spotykamy się w jakimś lesie dokładnie pośrodku niczego w miejscu gdzie turyści nie zaglądają i smażymy sobie w lesie na turystycznej kuchence jajecznicę. Wypisz-wymaluj jakaś przedrewolucyjna arystokracja z kierowcą-ochroniarzem przyjechała szpiegować rosyjskie tajemnice.

    Jakie tajemnice mogą kryć się na wąskiej drodze nad leśnym jeziorkiem? - to już chyba nie miało żadnego znaczenia. Wyglądamy podejrzanie: jak ufoludki w rozbitym spodku, jak spotkane w leśnej głuszy yeti, albo jak zapadnyje szpiony. Nikt ich nigdy nie widział, a każdy od razu rozpozna.

    W tym momencie panowie policjanci oddali paszporty, pożegnali się szybko, zasalutowali i jeszcze szybciej odjechali. Bez słowa. A my poczuliśmy się co najmniej dziwnie.

    Zjedliśmy jajecznicę i pojechaliśmy do miasteczka zwiedzać. Obejrzeliśmy resztki zrujnowanego pałacu, który kiedyś tam mógł należeć do jakichś tam moich dalekich krewnych. Obejrzeliśmy lokalne muzeum, w którym nic specjalnego do oglądania nie było i czuliśmy się coraz dziwniej. Jakby obserwowani.

    Szybka decyzja: Postanowiliśmy wracać do Polski chociaż mieliśmy najpierw w planach zostać jeszcze jeden dzień. Wsiedliśmy do furgonetki. Pojechaliśmy na szosę prowadzącą do Smoleńska. Jedziemy. A tu za nami czarny samochód bliżej nieokreślonej marki. Z czarnymi szybami, przez które nic nie widać. Zwalniamy, on zwalnia. Przyśpieszamy, on przyśpiesza. Ewidentnie on jedzie za nami. Ale jedziemy.

    Przy szosie z Moskwy do Brześcia nie ma właściwie żadnych wiosek. Droga jest prosta niemal jak od linijki i ma cechy autostrady, ale jest dość dużo zjazdów to w lewo to w prawo do jakichś wiosek. Zjeżdżamy w jedną z takich dróg. Czarne auto za nami. Zatrzymujemy się pod jakimś lokalnym sklepikiem. Czarne auto nas wyprzedza, ale zatrzymuje się ze sto metrów dalej. Tylko ja wysiadam, idę do sklepu, kupuję jakąś wodę i batoniki. Wracam do samochodu. Zawracamy na szosę. Po kilku minutach czarne auto jest znów za nami. Myślimy:byle do białoruskiej granicy.

    Pod Smoleńskiem zatrzymujemy się tylko na stacji benzynowej. Tankujemy i jak najszybciej do białoruskiej granicy, ale bez przekraczania prędkości, żeby nie mieli nas powodu shaltować za byle głupstwo. Na stacji benzynowej czarnego auta nie widzimy, ale po kilku minutach na obwodnicy Smoleńska znów jedzie za nami.

    Odprowadza nas do samej Krasnej Górki gdzie jest przejście graniczne. W sumie mamy wrażenie, że zaraz nas rosyjska straż graniczna zatrzyma i aresztuje. A potem zawiozą nas wszystkich na Łubiankę. Ale nic się nie dzieje. Na granicy czarne auto znika. Przejeżdżamy bez problemu. Nawet nam samochodu nie trzepią co się ponoć często zdarza. Jedziemy przez Białoruś. Czarnego auta nie ma. Zostało w Rosji. Kto nim jechał? do tej pory nie wiem. Po co? też nie wiem. Śledził nas? niemal na pewno. Dlaczego? bo to Rosja.

    #rosja #moskwa #fsb #kgb #gru #ksiegijakubowe
    pokaż całość

    źródło: dps.jpg

  •  

    W komentarzach pod ostatnim moim wpisem na mikroblogu kilka osób było zdziwionych tym, że można mieć znajomych w Rosji. Otóż można mieć: co więcej - powiem Wam, że większość ludzi w krajach byłego ZSRR jest wbrew powszechnej opinii w Polsce całkiem normalna. Oczywiście różnią się zauważalnie charakterem od "typowego Polaka", ale w mojej opinii więcej, nas Polaków i Rosjan, łączy niż dzieli.
    Otóż cała sprawa zaczęła się we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy to do Polski zaczęły przyjeżdżać całe autobusy tzw. Ruskich na handel. w 1991 czy 1992 roku zarówno w Rosji jak i na Białorusi czy Ukrainie zapanowała duża bieda. Pozamykano fabryki, kołchozy i inne miejsca, gdzie Sowieci do tej pory pracowali, a Ruscy nienauczeni samodzielnego życia po prostu przestali sobie radzić. Niektórzy nawet zwyczajnie głodowali.
    Ci bardziej obrotni zaczęli wtedy przyjeżdżać na handel na polskie bazary. Najpierw do przygranicznych miejscowości, potem coraz dalej. Wszystko na turystycznych wizach. Zwiedzali bazary - Polsza bolsza kak bazar. Można było kupić od nich wszystko. Skondensowane mleko w puszkach, narzędzia stolarskie, znaczki pocztowe z całego świata, chałwę, żarówki oraz oczywiście wódkę i papierosy. Ja byłem wówczas nieco za mały, żeby interesować się wódką i papierosami, ale pewnego razu kupiłem sobie od nich świetny zestaw "małego konstruktora" - coś w rodzaju metalowych elementów, które można było na setki sposobów skręcać śrubkami a do tego dało się zamontować kółka i inne rzeczy i zbudować dowolny pojazd albo maszynę taką jak dźwig czy betoniarka. Oraz oczywiście budować mosty dla resoraków. Wspaniała rzecz.
    Moi rodzice mieli wówczas dom niedaleko takiego bazaru i zaczęli również wynajmować go głownie mieszkańcom Brześcia, którzy przyjeżdżali do naszego miasta na handel. Niektórzy wynajmowali go na jedną noc byle się przespać i ruszali dalej. Inni zostawali po tydzień i więcej. Bardzo często to ja robiłem za "recepcjonistę" w tym "hotelu". Właśnie wtedy nauczyłem się rosyjskiego więc jak rok czy dwa później miałem język rosyjski w szkole to w tym języku mówiłem niemal bezbłędnie z tym, że znałem mnóstwo słów gwarowych, powiedzonek, rymowanek których nie znała nawet moja nauczycielka. Tak, umiałem też kląć po rosyjsku.
    Część z tych ludzi przyjeżdżała do nas później jeszcze wielokrotnie. Niektórzy z nich przyjeżdżali z dzieciakami w podobnym do mojego wieku. Zarówno moi rodzice jak i ja z niektórymi się wówczas zaprzyjaźniliśmy. Z wielomai kontakt naturalnie się urwał. Z innymi trwa do dzisiaj, co teraz jest znacznie łatwiejsze, bo istnieje facebook oraz popularny na wschodzie vk (w kontaktie - coś jak połączenie dawnej naszej klasy z fejsem okraszone na przykład ogłoszeniami rosyjskich prostytutek).
    Ja pierwszy raz za wschodnią granicą byłem w wieku piętnastu lat w Brześciu. Kupiłem wówczas tam sobie worek (tak, worek - pięćdziesiąt kilo) mandarynek. Celnicy patrzyli na mnie później dziwnie, ale przewożenie do Polski mandarynek w workach okazało się całkiem legalne. Mandarynkami handlowałem nimi w szkole. Okazało się to też dochodowe, bo był to biznes życia dla piętnastolatka, który miał ponad pięciokrotne przebicie na tych mandarynkach.
    Wówczas większość z tych naszych rosyjskojęzycznych znajomych mieszkała w Brześciu albo w jego najbliższej okolicy. Jednak później sporo z nich się wyprowadziło albo do samej Rosji uznając, że na niepodległej Białorusi nie ma dla nich perspektyw, albo w inne regiony świata.
    Jedna z tych rodzin, która wówczas handlowała na bazarku w moim miasteczku dziś mieszka w Kanadzie. Dorobili się naprawdę dużych pieniędzy przez te trzydzieści lat i dziś mają firmę zatrudniającą ponad dwieście osób w Toronto. Nadal mam z nimi kontakt.
    Inna rodzina wyprowadziła się do Moskwy. Do niedawna prowadzili mały sklepik spożywczy na jednym z moskiewskich blokowisk. Teraz prowadzi go ich córka. Jeden z ich synów był wojskowym i służył w Czeczenii. Teraz uciekł do Niemiec i mieszka w Berlinie.
    Inni też różnie sobie radzą - jedni lepiej inni gorzej. Jeszcze inni całkiem źle. Jeden z dzieciaków, z którym się wówczas poznałem później przez dwanaście lat siedział w rosyjskim łagrze za pobicia i kradzieże samochodów.

    Tak... można mieć znajomych w Rosji.

    A żeby było jeszcze zabawniej to studiowałem swego czasu filologię ukraińską. Przez dwa lata. Nie skończyłem, ale mówię po ukraińsku lepiej niż wielu mieszkańców niepodległej Ukrainy #pdk. Niestety gorzej niż niektórzy rodowici Ukraińcy. W okolicy 2000-2005 roku kilkanaście razy byłem na Ukrainie, kilka razy w Rosji i na Białorusi. Później też się zdarzało tam bywać, ale znacznie rzadziej. I stąd kolejne znajomości.

    #rosja #ukraina #bialorus #zsrr #wojnahybrydowa #takiezycie #ksiegijakubowe
    pokaż całość

    źródło: bazar.png

  •  

    Od znajomych mieszkających w Rosji dowiedziałem się, że w wielu miejscowych urzędach, na pocztach, komisariatach oraz w firmach energetycznych wszyscy są w panice i gorączkowo przeszukują zakamarki budynków, piwnice i sam okoliczny teren. Mówi się o tym, że siedziby kluczowych dla funkcjonowania państwa rosyjskiego instytucji zostały albo zaminowane albo podłożono tam bomby, które mają zostać odpalone w razie inwazji Rosji na Ukrainę.

    Nie chodzi o ministerstwa czy urzędy centralne w Moskwie, ale o lokalne urzędy i komisariaty w średnich i mniejszych miastach Federacji Rosyjskiej na prowincji.

    Czy te bomby tam zostały rzeczywiście podłożone tego nikt nie wie, ale takie plotki są bardzo powszechne wśród zwykłych Rosjan.

    Są też tacy, co biorą nawet urlopy, żeby teraz nie przychodzić do pracy albo idą na fikcyjne zwolnienie chorobowe. Za kilka rubli w Rosji takie zwolnienie wystawia wielu lekarzy.

    Inna wersja tej plotki mówi, że bomby zostały podłożone nie przez Ukraińców, ale przez FSB na polecenie samego Putina. Ma nastąpić cała seria wybuchów, za które zostaną obwinieni ukraińscy terroryści i to ma uzasadnić rosyjską inwazję na Ukrainę.

    Ten scenariusz jest to tyle wiarygodny, że we wrześniu 1999 w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku rosyjskie służby wysadziły kilka bloków mieszkalnych. W tych zamachach oficjalnie zginęło ponad 300 osób. Nieoficjalnie mówi się o nawet ponad 500. O wybuchy obwiniono Czeczeńców i było to uzasadnienie dla drugiej wojny w Czeczenii.

    Zamach planowano również w Riazaniu, ale czujni mieszkańcy zauważyli, że jacyś nieznani im ludzie wnoszą do piwnic bloku "worki z cukrem". Okazało się, że w workach mógł być heksagen, ale sprawę utajniono. FSB poinformowało, że były to "ćwiczenia". Skutkiem tych "ćwiczeń" w Riazaniu było co najmniej kilka zawałów serca u ewakuowanych mieszkańców.

    #wojna #ukraina #rosja
    pokaż całość

    źródło: rosja.jpg

  •  

    ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #rosja #geopolityka #mapporn #nowylepszyswiat

    źródło: mapa-rosji.jpg

  •  

    WIecie, że Gretynka ma dziś urodziny?

    ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    źródło: greta.jpg

  •  

    #2022 #koronawirus #pytanie

    ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    źródło: 2022.jpeg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika JakubWedrowycz

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (9)